Pożytek z prezentów

   Dla mnie początek lata, to rozpoczynająca się seria świąt. Zaczyna się to świętowanie od rocznicy naszego ślubu, a dalej poprzez Dzień Ojca, a następnie urodziny oraz imieniny świętujemy wraz z rodziną niemal przez dwa miesiące.Jeśli do tego dodać inne rodzinne okazje przypadające na ten okres, to jest to całkiem niezła seria. Miło jest bywać i gościć. Miło otrzymywać uściski, życzenia i prezenty. Gorzej z tą całą zawieruchą gdy sami musimy dla kogoś zakupić jakiś prezencik. W tym nie czuję się najlepiej mimo pełnego uznania dla słuszności starannego doboru prezentu dla konkretnej osoby i mocnego postanowienia poprawy po kolejnych okazjach, aby wreszcie zmienić swoje nawyki ograniczone do bombonierki, kwiatów, czy flaszki. Na razie to sfera marzeń.
    W minioną niedzielę, gdy odjechali moi najmilsi goście córcia Ania z mężem Piotrkiem i ich córcią Marysią, z którymi świętowaliśmy moje i jej imieniny szybko odczuliśmy z żoną ciszę, która stała się tak dotkliwa, że aż nam przeszkadzała. Tak wielką zmianę w naszą codzienność wnosi trwająca zwykle tydzień wizyta. Całe nasze życie zaczyna wtedy krążyć wokół 4 letniej Marysi,która wszędzie chce być i robić wszystko na raz, a co mnie niezmiernie cieszy –często z dziadziusiem, czyli ze mną. Nie było więc nic dziwnego w prośbie mojej żony, abym siedząc przed komputerem włączył jakąś muzykę. Gdy zastanawiałem się głośno co mam włączyć, radio czy płytę, to przypomniałem sobie o prezencie od Ani, czyli o płycie Andrzeja Sikorowskiego„Zmowa z zegarem” i to zasugerowałem żonie. Akceptowała bez zastrzeżeń. Z głośników popłynęła tytułowa piosenka śpiewana charakterystycznym głosem Andrzeja – faceta młodszego ode mnie tylko o trzy lata, a z nią popłynąłem i ja. No bo jak ze spokojem ma znieść takie słowa,taki facet jak ja? Kto zna refren tej piosenki ten wie, a kto nie zna i teraz posłucha ten zrozumie o czym myślałem gdy Andrzej śpiewał:

Na starość dziwne mam pomysły
Lecz chcę by ziemską mą godzinę,
Zegar odmierzał zwykły,
Co w sercu ma sprężynę
Chciałbym tego samego co i on jak również tego, co zawarł w kolejnej frazie ..
By mózg i honor były siłą,
A nie krawaty od Cartiera…
   Ciekawe, czy nasi politycy słuchają tych słów i jakie to budzi w nich refleksje. Jeszcze człowiek nie ochłonie po jednej piosence, a już spada na niego lawina kolejnych skojarzeń.Oto piosenka „Moja druga strona”. Zapowiadający ją Andrzej porównuje to do jasnej i ciemnej strony księżyca. To bardzo sugestywne porównanie, bo któż zna do końca obydwie strony drugiego człowieka. Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono– prawda? A o innych co właściwie  wiemy? Na ogół tylko to, co oni sami chcą nam pokazać, a pokazują to, co uważają za jaśniejszą, lepszą stronę. Nic wiec dziwnego, że usłyszymy i takie słowa:
…po jednej stronie dusza człowiek,
a z drugiej nóż i burza w głowie.
Z jednej strony serenady gram
i oprowadzam cię po siódmym niebie,
A tę drugą stronę mam tylko dla siebie.
   W tym przeglądzie nastrojów i refleksji przeżytych podczas słuchania sprezentowanej mi przez Anię płyty zakończę fragmentem jeszcze jednej piosenki, która okazuje się niezwykle przydatna do rozpraszania złych nastrojów i dlatego często ją cytuję zarówno komuś jak i sobie w sytuacjach gdy trudno znieść jakieś szczególne draństwo czy niegodziwość:
Zamknij oczy, nie patrz na to moja miła
Pod powieką znacznie lepsze są obrazy
I w tym nasza siła, i w tym nasza siła,
Że umiemy jeszcze czasem marzyć.
   Ja wiem, że są to piękne słowa, ale tylko słowa. Podobnymi zdaniami pochodzącymi z różnych utworów można by opowiedzieć różne niezwykłe historie. Podobnymi słowami można również zasypać niejeden dół i różne stany rozgoryczenia i złości jakie się nam przytrafiają w coraz bardziej zatomizowanym świecie.
O słowa kierowane pośrednio do mnie, a zawarte w różnych tekstach szczególnie dba moja Ania. Z tytułów książek jakie otrzymałem od niej z okazji różnych świąt  można uformować sporą półeczkę. Dzięki niej wiele skorzystałem również na „konsumowaniu” tych szczególnych prezentów. To nie to samo co najlepsze nawet czekoladki, czy wytworny alkohol. Muszę ostatecznie przyjąć do wdrożenia jej punkt widzenia na dobór prezentów.

 

 

Matki-Polki wciąż istnieją

   Moja wirtualna znajoma Hanna napisała przed paru dniami na swoim blogu ciekawe rozważania na temat młodych matek, których wizerunek jest odległy od tego co zawsze kryło się pod pojęciem Matki– Polki.

http://strofy-hanny.blog.onet.pl/Gdzie-sie-podzialy-Matki-Polki,2,ID480586006,n 

Ma rację, że pyta o ten niedościgły wzorzec. W mediach pełno jest matek – celebrytek wykorzystujących okazję pokazania się w ciąży, lub w towarzystwie dzieci. To takie medialne.Jeśli nie pokazują się same, to pokażą je paparazzi inkasując za materiały zdjęciowe pokaźne sumy od chętnych do publikacji takich zdjęć wydawców kolorowych pisemek. Bywa, że paparazzi działają na zlecenie tych pierwszych, bo przecież trzeba być w mediach, inaczej nie istniejesz. Taki jest świat i cena podtrzymania popularności.

Drugim medialnym biegunem są matki Madzi, Szymka i wielu bezimiennych dzieci, które wystąpiły w roli dzieciobójczyń lub tylko w roli bezdusznych, egoistycznych i wyrodnych matek.Wszystkich nas to bulwersuje i jesteśmy gotowi do osądzania tych nieszczęśliwych kobiet . Bierzemy udział w niezliczonych rozmowach na temat takich matek i czasów w jakich przyszło nam żyć. Tymczasem znając powiedzenie: Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień oraz to, co po tym wezwaniu nastąpiło powinniśmy się jednak wcześniej zastanowić nad prawdziwymi przyczynami tego zjawiska.

Hanna pisze m.in. to, co następuje:

„…Nie wszystkie dramaty mają źródło w patologii, wyrachowaniu, czy wygodnictwie. Czasem powodem jest brak pomocy, czy wsparcia ze strony rodziny. Młode matki są zagubione w zderzeniu z rzeczywistością. Czasem samotne i bez środków do życia wybierają ostateczność. Zamach na swoje życie i życie dziecka. „Zabierają „ je ze sobą,żeby nie poniewierało się po domach dziecka, czy obcych ludziach. Politycy walczą o zamrożone zarodki zapominając o wsparciu dla matek dzieci już urodzonych…”

Niewątpliwie ma rację Hanna pisząc o roli rodziny w dopuszczeniu do tak strasznych okoliczności, w których nieszczęsnym dziewczynom wydało się, że nie ma innej drogi do usunięcia przyczyny ich nieszczęścia jak zbrodnia czy przestępstwo.

W temacie Matka-Polka mamy jeszcze ten ogromny środek, czyli zwyczajnych ludzi przymuszonych warunkami współczesnego życia do przesuwania prokreacji na wiek po trzydziestce i ograniczania liczby dzieci do ekonomicznie uzasadnionej „jedno, góra dwójka”.

Ci ludzie żyją najczęściej sami,bez babć i dziadków mogących udzielić wydatnej pomocy w czasie odchowywania dzieci do wieku, kiedy wychowaniem zajmie się już szkoła i ulica, a najczęściej również Internet towarzyszący im w pustym przez większość dnia domu.

Rodzina wielopokoleniowa jako uniwersalne rozwiązanie problemów wszystkich domowników, niestety odchodzi do historii. Jeszcze funkcjonuje, jeszcze wspomaga się wzajemnie znajdując w tym radość z dobrze spełnionej roli, ale już raczej tylko w mniejszych miejscowościach i na wsi. W tym łańcuchu odwiecznie odwzajemnianej wdzięczności przodkom za pomoc dla naszego pokolenia następuje zerwanie ciągłości. I trudno tu kogoś winić za ten stan rzeczy. Ot, zwyczajnie zachodzą również i w tym obszarze zmiany, które dyktuje moda, mobilność, zaradność, samodzielność,przykłady z innych krajów.

Ludzie chcą być na swoim od chwili założenia rodziny. Nie muszą się liczyć ze zdaniem innych i odkładać spełnienia swoich marzeń na później. Będąc u siebie żyją tak jak lubią, a nie podług opinii mam, babć czy ich towarzyszy życia.

Czy istnieją jeszcze Matki-Polki gotowe dla dzieci i rodziny poświecić wszystko, czy niemal wszystko?

Ależ tak. Istnieją i to w znaczącej liczbie, tylko nie afiszują się z tym, a media skutecznie omijają takie rodziny, bo to… niemedialne tematy. Nikt tam nie zajrzy w poszukiwaniu lansowanych sylwetek wiecznie roześmianych i najlepiej młodych ludzi, modnych strojów, czy pięknych wnętrz w pięknych domach lub ich otoczenia .Tu zwykle widzimy raczej puste przestrzenie lub wzorcową rodzinkę 2 + 2 z koniecznie przyklejonym do twarzy uśmiechem.

Kilka dni temu uczestniczyłem w pogrzebie pięćdziesięciolatka, a więc młodego jeszcze mężczyzny , któremu przydarzył się los przyjścia na świat z anomalią genową zwaną zespołem Downa.Pamiętam tę rodzinę jeszcze z czasów ich narzeczeństwa i jak wszyscy żyjący we wspólnocie małej miejscowości obserwowałem ich zmagania się z życiem tak odmiennym od życia przeciętnego małżeństwa przez te wszystkie lata.Zrezygnowali z posiadania kolejnych dzieci i żyli wspólnie z rodzicami w ich domu skupieni na tym najważniejszym członku rodziny. Przeżyli starość i odchodzenie rodziców, którzy dopóki byli sprawni to bardzo pomagali im w opiece nad jedynym wnukiem. Dzięki temu mogli oboje pracować i radzić sobie z wyzwaniami tego specyficznego życia rodzinnego, w którym warunki dyktował syn.Nie było to łatwe życie, a mimo to rozpacz rodziców żegnających syna była wielka.Wszyscy obecni na pogrzebie byliśmy poruszeni słowami księdza podkreślającego to przykładne poświęcenie rodziców i całego kręgu znajomych i przyjaciół  oraz dziękującego im za świadectwo jakie dali nam wszystkim żyjącym w tej wspólnocie.

Każde życie ma sens – mówił ksiądz, tylko my nie zawsze potrafimy to odczytać i pomóc w tym, aby mogło dobiec godnego odejścia . Te słowa chyba każdemu zapadną w pamięć i może dzięki takiemu rozumowaniu ktoś z ludzi przeżywających podobne doświadczenie losu skorzysta ze wsparcia ludzi wrażliwych i rozumiejących życie.

Podobno „Nie ma kącika, bez krzyżyka” – jak mawiał mój przyjaciel.

Czy Internet może komuś zaszkodzić?

 Napisaliśmy w tym samym czasie dwa zupełnie różne teksty na temat tej samej kampanii . On, Kominek-sława blogosfery zaadresował swój tekst do ludzi młodych, gdyż dla nich głównie pisze i jako młody człowiek również utożsamia się z ich opiniami. Oto jego tekst:http://www.kominek.in/2012/07/w-ktorym-swiecie-ty-zyjesz Dawno nie widziałem taki idiotycznej kampanii.Wykonanie świetne, muzyka doskonała. Dobrze jest dowiedzieć się, że Internet to zło. To ja teraz mam pytanie – komu z was popierniczyła się rzeczywistość wirtualna z realną? Komu z was Internet zaszkodził i czym to się objawiło? Bo z moich doświadczeń wynika, że modnie jest ostrzegać przed wirtualnym światem, przed „wchłonięciem” przez niego, ale jakoś nie widzę ofiar. Są tak samo wirtualne jak zagrożenie, przed którym się nas ostrzega. Nie mogę się doczekać, aż ktoś w końcu zrobi taką samą kampanię, ale tym razem bohaterem będzie telewizor. Dla całych pokoleń był oknem na świat, przed którym większość polskich rodzin spędzała o wiele więcej czasu, niż teraz spędzają w Internecie. Toż to samo zło.
    Prawda, że krótko i treściwie? A pytania wprost zachęcają do zabrania głosu. Nic też dziwnego, że powyższy tekst, a także klasa i popularność autora zrobiła swoje. Prawie 100 komentarzy, ponad 10 tys. odsłon i 25 tys. kliknięć na fb w rameczkę „Lubię to”. I jak temu przeciwstawić moje, przydługie i dla większości zbyt męczące dywagacje z 300 odsłonami i kilkoma  komentarzami takim przeciwnikom jak wyżej cytowany? Kogo przekonali autorzy kampanii wraz z takimi osobami jak ja, które postanowiły wesprzeć inicjatywę z pełnym przekonaniem, że trzeba rozpocząć pracę przeciwdziałającą uzależnieniom od sieci, aby nie trzeba było leczyć tego, czemu jeszcze można przeciwdziałać, a kogo i do czego przekonał Kominek?
Przeglądnąłem komentarze i wcale nie dziwi mnie ich ton i wymowa. Pomyślałem, że zacytuję Państwu tylko trzy z wypowiedzi zamieszczonych pod tekstem Kominka zachęcając jednak do przeglądnięcia pozostałych. Oto przykładowe komentarze:
– Sonia – wideo z gruntu posrane, bo łopatologiczne. ci, którzy ewentualnie mogliby skusić się na refleksję, pomyślą: chłam, ci, którzy faktycznie są uzależnieni (bo są tępi albo/i są onanistami), wyśmieją to, and so on. a mama powie: nie siedź tyle przez kompem. a tata powie: na rower byś poszedł. a inna mama powie: idź już spać, and so on.
wiecie co, żeby takie gówno napisać, a potem wyświetlić w tv, trzeba być polskim urzędasem ministerialnym, co się dorwał do posady w wydziale komunikacji społecznej, lub trzeba być gamoniem z jakiegoś stowarzyszenia, który nie wie, że zajebiście duże zaangażowanie w wirtualny świat, kosztem nie wychodzenia z kolegami na browara albo na tory kolejowe za blokiem, jest tylko symptomem, skutkiem intelektualnego i emocjonalnego dna, w którym się zalęgłeś, obrosłeś dziecięcym tłuszczykiem, chłopięcym zarostem i ogólnym, kurwa, lenistwem. ( zapis oryginalny)
– Simpson – Myślę, że karmienie się nolife’ami to po prostu jeden z ulubionych tematów mediów. Pewnie, że SĄ przypadki ludzi uzależnionych od gier, internetu itp. Ale to nie znaczy, że gry, internet i te pe są czymś złym. Jeden gość weźmie nóż i ukroi nim chleb, a drugi zarżnie tym samym nożem teściową…Jakoś jednak nikt nie mówi, że trzymanie w domu noży kuchennych jest złeee (zapis oryginalny)
– Justyna – Myślę, że człowiek, który ma dobrze „poukładane” w głowie nigdy nie uzależni się od gier, internetu itp… Problem tkwi w czymś zupełnie innym, właśnie w „niepoukładaniu” w głowie, a ten już bałagan nie zrobił się po włączeniu kompa ale przez lata od pielusi poczynając :).Internet to przecież najszybsze źródło informacji, mądrzy ludzie właśnie w tym celu z niego korzystają, żeby się czegoś dowiedzieć, rozwijać horyzonty :)(zapis oryginalny)
Ten ostatni komentarz mógłby znaleźć się również pod moim tekstem, ale się nie znalazł, gdyż Justyna nie miała pojęcia, że inni również pisali na ten temat.
Internet to potężne i skuteczne narzędzie handlowego i politycznego marketingu, a jego przydatność w kreowaniu jakichś poglądów, jak i w zwalczaniu innych postaw jest ciągle jeszcze w fazie eksperymentowania. Nigdy nie wiadomo kto szybciej i bardziej skutecznie użyje tego narzędzia. Nie wiadomo również na kogo można liczyć w takich jak ta, a również i w innych kampaniach medialnych. Nie ma co liczyć na tych, którzy w rozwoju wszelkich technik IT widzą swoją szansę na przyszłość. Wszyscy jesteśmy przecież klientami i potencjalnymi  wyborcami. Mamy jakieś preferencje, które można wykorzystać dla czyjegoś dobra. Nasz własny los jest naszą prywatną sprawą.

W którym świecie żyjesz?

   Powyższy tytuł jest hasłem kampanii medialnej jaką kieruje się w tych dniach do rodziców i dzieci. To tu spotkamy się z pytaniem: W którym świecie żyje twoje dziecko? Wersja kierowana do dzieci i młodzieży zawiera się w pytaniu zawartym w tytule,czyli: W którym świecie żyjesz? .

Wiemy, że chodzi o świat zwany wirtualnym lub realnym. Wiemy również i to już coraz bardziej dobitnie do nas dociera, że naszym milusińskim, szczególnie w przedziale 9 – 16 lat te dwa światy dokładnie się wymieszały, a co gorsza świat wirtualny wydaje im się bardziej przyjazny od realnego. Tam nie ma gderającej mamy, taty, babci,dziadka, którzy czegoś ciągle chcą, ciągle się czepiają o to, że bałagan, że nastąpiło totalne pomieszanie obowiązków z przyjemnościami, że zamykasz się w  swoim pokoju i wtedy świat dla ciebie nie istnieje itd. itp.

Tymczasem do wielu ludzi dociera smutna prawda, że my rodzice sami sobie stworzyliśmy ten problem, ale po kolei.

Pozwolę sobie podsunąć Państwu trochę materiałów do przemyślenia w odniesieniu do swojego własnego domu i warunków jakie tam panują. Oto wczoraj Polskie Radio w programie I podjęło temat, z którego wynika, że:

 http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/646879,Nie-dojadaja-traca-kolegow-Uzaleznieni-od-sieci

 Z badań przeprowadzonych w 25 krajach Unii – w tym w Polsce – wynika, że różnego rodzaju problemy, wynikające ze zbyt częstego serfowania po sieci, dotyczą większości nastolatków.
20 procent z nich nie dojada lub nie dosypia z tego powodu, a co trzeci nastolatek odczuwa dyskomfort, jeśli nie może skorzystać z Internetu. Ponad 35procent badanych natomiast przyznaje, że serfowanie w sieci negatywnie odbija się na ich kontaktach z rówieśnikami i dorosłymi. Tyle samo przyznaje, że przegląda Internet, mimo że już nic nie chce znaleźć w wirtualnej przestrzeni lub wszystko już go znudziło…
…W kampanię społeczną „W którym świecie żyjesz” zaangażowali się psychologowie i psychiatrzy. Akcję wspiera również Unia Europejska i fundacja”Dzieci Niczyje”. Inicjatywę chwali ekspert od współczesnych uzależnień, doktor Bohdan Woronowicz. Jego zdaniem im wcześniej uświadomimy rodzicom problem, jakim jest nadmierne przesiadywanie w wirtualnym świecie, tym lepiej dla przyszłości dzieci…

 http://www.polskieradio.pl/7/686/Artykul/646751,W-ktorym-swiecie-zyjesz  

 Materiały, które postanowiłem Państwu przybliżyć są uzupełniane dodatkiem pod nazwą:

Czytaj także:

Ja przeczytałem. Oto ciekawsze urywki:

Internet uzależnia:

…Jak wynika zbadań przeprowadzonych przez Uniwersytet Kraju Basków, co szóstemu nastolatkowi grozi uzależnienie od Internetu.

Zdaniem psychologów, młodzież nie powinna spędzać przed ekranem więcej niż dwie godziny dziennie. A zadaniem szkół i rodziców jest rozbudzić u nastolatków inne potrzeby, jak uprawianie sportu, lektura czy wycieczki…

Nolajf – Komputerowe gry to dla nich całe życie.Sprawiają im przyjemność, dają poczucie wolności i namiastkę boskości… Nolajf„to określenie osoby, która jest do tego stopnia zaangażowana w komputerowe gry online, że zapomina o swoim prawdziwym życiu, regularnych posiłkach i znajomych. Jest to największy narkotyk w branży rozrywkowej, ponieważ bardzo łatwo można w tym świecie coś osiągnąć.

W Polsce problem ten dotyka przynajmniej 20 procent dorosłej populacji

 Seksoholizm i fonoholizm

W Polsce pojawia się coraz więcej poradni leczących uzależnienie od Internetu, komputera,portali społecznościowych, telefonu komórkowego, albo seksu.

Milion Polaków to hazardziści, setki tysięcy to bulimicy!

Uzależnienia behawioralne, czyli nie związane z zażywaniem substancji psychoaktywnych,występują coraz częściej i dotyczą ludzi w każdym wieku – zwracali uwagę eksperci podczas wtorkowego spotkania w Warszawie.

O uzależnieniu behawioralnym mówimy, gdy silna potrzeba wykonywania jakiejś normalnej czynności, na przykład zakupów, seksu, jedzenia czy pracy, przynosi szkody, a wykonująca ją osoba nie potrafi, mimo prób,powstrzymać się od jej wykonywania, przestaje kontrolować sytuację – wyjaśnił prof. Jerzy Mellibruda…

…Prajsner dodał, że uzależnienia stają się coraz częstsze już w gimnazjach. – Po kilka procent uczniów nałogowo gra w lotto czy na automatach, jeszcze więcej jest uzależnionych od Internetu – powiedział.

Wyjaśnił, że o tym ostatnim można mówić, gdy dana osoba przebywa w sieci 4 lub więcej godzin dziennie, albo spędza tam czas w godzinach nocnych (po 22.00) i „odczuwa przymus korzystania z Internetu, aby poczuć się lepiej i wpaść w lepszy nastrój…

   Ja śledzę to zjawisko od dawna. Pisałem tu wielokrotnie o silnym uzależnieniu od telefonu komórkowego obserwowanych w czasie moich lekcji i zajęć prowadzonych wśród uczniów szkół średnich. Mówiłem też o tym na każdym zebraniu z rodzicami w szkole. Teraz gdy temat urósł do skali problemu też wracam do niego– już jakoś przygotowany do słuchania i czytania wszystkiego, co go dotyczy. Tak było i wczoraj z radiową Jedynką, która na 23.10 zaplanowała audycję z udziałem wymienionych ekspertów poświęconej narosłemu już problemowi uzależnienia naszych młodych ludzi od gadżetów IT (informatyczno-telekomunikacyjnych) oraz na temat kampanii jaką zdecydowano się podjąć zanim będzie za późno. Aktualnie,na siedem przebadanych pod tym kątem państw europejskich dzierżymy już mało zaszczytne drugie miejsce (po Hiszpanii) ze wskaźnikiem 11 procent zagrożonych uzależnieniem. A wystarczy tylko pomyśleć z jakiego pułapu startowaliśmy goniąc państwa tzw. zachodu również i w tej dziedzinie. Może tylko tu udało się nam odrobić zaległości wynikające z zacofania cywilizacyjnego, aby dzisiaj powiedzieć, że współczesne młode pokolenie jest na tym samym poziomie co ich zachodni rówieśnicy. Czy mamy się jednak z czego cieszyć?

Telefon komórkowy fundujemy naszym milusińskim jeszcze w przedszkolu, bo wcześniej już korzystali ze sprzętu do odtwarzania bajek, czy z konsoli umożliwiających  korzystania z gier, które w wersji dla starszych już ich nie opuszczą przez całe życie, więc niech mają. Smartfony i komputery są najczęściej wybieranym prezentem dla naszych pierwszokomunijnych zuchów. Niech mają lepiej niż my, niech nie odstają od swoich rówieśników,prawda?. No i w końcu my sami, kochający ich rodzice tworzymy im w coraz bogatszych domach prawdziwe enklawy techniki IT ułatwiając tym proces zupełnej izolacji naszych dzieci od realu, w jakim niestety muszą przecież żyć i funkcjonować. Cieszymy się przy tym z faktu, że dzieci nie łażą po mieście,gdzie takie zepsucie tylko siedzą przy komputerze i prowadząc nieustające sesje multimedialne, są w łączności z całym światem. Sami często zupełnie nie znamy się na technice informacyjnej, a wiec nie wiemy jak nasze pociechy korzystają ze stworzonych im możliwości. A przecież mamy świadomość, że Internet to wiele możliwości rozwoju naszych pociech, ale i wiele zgorszenia i zepsucia.

Kto ma nauczyć nasze dzieci umiejętności korzystania z tego NARZĘDZIA jakie im z miłości daliśmy? To jest narzędzie konstrukcji, ale i destrukcji zarazem. Wybór należy do malucha, który jeszcze nie potrafi rozpoznać dobra od zła. My reagujemy dopiero wtedy, gdy zauważamy, podkrążone od niewyspania oczy,obniżenie wyników w nauce i ogólne nieprzystosowanie do życia.

Nasze dziecko chwali się, powiedzmy tysiącem przyjaciół na facebook`u, ale nie potrafi zdefiniować tego, co rozumie przez przyjaźń. Relacja twarz – ekran jest relacją zimną, odbierającą przy tym szanse na przyszłe zbudowanie prawdziwej już ciepłej relacji twarzą w twarz. To co dzisiaj sobie fundują młodzi ludzie będzie kiedyś przekleństwem, z którego trudno się wyzwolić bez terapii odwykowej.

Najbardziej wstrząsnęły naszą zbiorową wyobraźnią relacje pani, która reprezentowała Fundację Dzieci Niczyje. Opowiadała o rozmowach jakie przeprowadzają załamani rodzice z pracownikami obsługującymi bezpłatny i czynny od poniedziałku do piątku telefon Fundacji Nr 800 100 100 . Rodzice poszukujący rozpaczliwie pomocy w rozwiązywaniu już istniejących problemów w ich domach i mający świadomość tego, że oni sami spowodowali uzależnienie swoich dzieci od Internetu opowiadają, że w ich domach nic nie pomaga. Żadne zakazy, czy zabieranie laptopów do pracy, zabieranie kabli łączących z Internetem nic nie dają, a jedynie wywołują niespotykaną wcześniej agresję skierowaną na siebie( ja się zabiję) albo na rodzica (ja cię zabiję jak mi to zrobisz!). Specjalista od uzależnień wskazał na sposoby wyjścia z impasu, ale to musi być poprzedzone edukacją nie dzieci, a rodziców właśnie. Jedno z posunięć to stworzenia dla komputera miejsca w pokoju ogólnie dostępnym, gdzie wszyscy obserwują poczynania każdego, kto siada do komputera. Gdzie trzeba się liczyć z potrzebą umożliwienia dostępu każdemu, kto ma taką potrzebę. W tej radiowej debacie niemal idealnie zabrzmiał telefon słuchaczki, która oznajmiła,że jej córka gdy ukończyła 18 lat, to wtedy dopiero uzyskała możliwość zabrania komputera do swojego pokoju.

Leczenie z uzależnień od Internetu, jako zjawisko niemal całkiem nowe jest dopiero w fazie początkowej. Samo uzależnienie też nie ma zakreślonych ostrych granic, po przekroczeniu których już jesteśmy uzależnieni lub jeszcze nie musimy się o to martwić.

Akcja pod hasłem : W którym świecie żyjesz ma na celu wskazanie na realne i bardzo rozległe zagrożenie. Bądźmy czujni. Kochajmy swoje dzieci i przychylajmy im nieba, ale bądźmy przewidującymi rodzicami. Ufajmy, ale kontrolujmy zarazem do czasu, aż posiądą umiejętność korzystanie z tego nowoczesnego i dającego wielkie możliwości narzędzia jakim jest Internet.

PS.

W rozmowie z tegoroczną absolwentką LO Eweliną, którą pamiętam jako bardzo dobrą uczennicę zapytałem dlaczego nie widuję jej na fb lub na N-k uzyskałem taką odpowiedź:

– Internet? Ja go traktuję tak jak lodówkę. Jak mi jest coś potrzebne to otwieram i korzystam. A później zamykam i już.

Prawda że proste?

Ale im dowalił…

   Przeglądając stare gazety z 1988 roku napotkałem w Polityce – jeszcze tej w wydaniu siermiężnym, z byle jaką grafiką, na pożółkłym papierze w postaci płachty o powierzchni porównywalnej z Trybuną Ludu – na rubrykę Listy do redakcji, a w niej na list” Przyczynek do raportu” . Niezbyt długi i dlatego przytoczę go w całości.

 Jako student pod koniec lat siedemdziesiątych systematycznie czytałem: Poezję,Literaturę na Świecie, Twórczość, Odrę, Miesięcznik Literacki, Nowy Wyraz,Życie Literackie, Radar, Literaturę, Forum, Kulturę.

Jako młody nauczyciel języka ojczystego na początku lat osiemdziesiątych systematycznie czytałem: Forum, Politykę, Kulturę, Tygodnik Kulturalny,Radar, Razem, Nadodrze, Perspektywy, Nowego Medyka, Poezję, Literaturę na Świecie, Odrę, Pismo, Film, Ekran, Antenę.

Po kolejnych podwyżkach w połowie lat osiemdziesiątych systematycznie czytałem : Politykę,Forum, Razem, Perspektywy, Wiedzę i Życie, Głos Nauczycielski, Radar, Poezję,Literaturę na Świecie.

Po podwyżkach w roku 1987 czytałem systematycznie: Politykę, Razem, Głos Nauczycielski, Radar, Poezję, Literaturę na Świecie, Pismo.

Do połowy roku 1988 zaprenumerowałem: Politykę, Razem, Głos Nauczycielski, Poezję, Literaturę na Świecie. Inne pisma kupuję sporadycznie.

Po podwyżce w marcu 1988 prenumeratę przedłużyłem na drugie półrocze na: Politykę i Razem. Innych pism kupować nie mogę.

Po podwyżce  w roku 1989 …

 Tu następował podpis autora z Glisna

 Popatrzcie Państwo jak wiele tytułów czytał ówczesny student, a później młody inteligent i nauczyciel języka ojczystego.Część tytułów wskazuje na realizację potrzeby utrzymywanie się w nurcie bieżącego życia kulturalnego, a część to prasa powiedziałbym branżowa.Wszystkie te gazety miały w nagłówku, umieszczone w eksponowanym miejscu hasło:Proletariusze Wszystkich Krajów Łączcie Się, albo i nie miały tego dopisku, ale każdy wiedział w czyim ręku jest prasa i co robi tam tzw.cenzura. Wszystkie te tytuły pomagały władzy w wychowaniu uczciwego i praworządnego, a przy tym poprawnego ideologicznie obywatela. Była to zatem niezmiernie i niezmiennie ważna tuba służąca do kontaktów władzy z ludem pracującym miast i wsi, a jednak gazety drożały, tak jak wszystko w tamtych czasach .

Cóż miał zrobić młody inteligent: Zaprotestował pisząc list do redakcji bardzo ważnej gazety. I ona to wydrukowała. Na redakcje innych gazet i na szefów Wydziału Prasy Komitetów PZPR padł blady strach.. Poznali przyczyny spadku czytelnictwa prasy, a to nie mogło skończyć się lepiej niż się skończyło. Dla PRL- u oczywiście.

Obecnie również następuje systematyczny spadek nakładów i czytelnictwa prasy. Teraz mamy jednak na co zwalać. To ten paskudny Internet odciąga czytelnika od zakupu papierowej prasy. Teraz sięga się po internetowe wydania większości gazet lub informacje dostarczane przez serwisy nawet wprost na nasz telefon. Studenci inie tylko młodzi nauczyciele są jeszcze bardziej oczytani niż ten pan z cytowanego listu. Chciałbym wierzyć, że idzie ku lepszemu. Popatrzcie Państwo na stoiska z prasą w punktach jej sprzedaży. Tam jest wiedza… Tylko sięgnąć i czytać, czytać, czytać…Lub tylko oglądać obrazki i czytać ploteczki.

Młodzi Polacy kiedyś i dziś

   Gdy nastawiałem wino domowe i wsypywałem do szklanego balonu owoce czarnej porzeczki, to zauważyłem, że pomiędzy tym balonem, a metalowym koszem, który zabezpieczał ten cenny balon przed stłuczeniem znajdują się stare, pożółkłe gazety. Gdy sięgnąłem po pierwszą z brzegu, to zauważyłem, że są to NOWINY – dziennik Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wydawany dla województw Krosno, Przemyśl, Rzeszów i Tarnobrzeg z 6 kwietnia 1988 roku. Na pierwszej stronie znalazłem wielce intrygujący tytuł: Warszawiacy pytają rzecznika rządu. Dalej widniało wybite pogrubioną czcionką  to intrygujące mnie pytanie, które zamieszczam poniżej.

Pytanie:

Co rząd zamierza zrobić, żeby młodzi ludzie nie szukali perspektywy życiowej za granicą

Odpowiedź Jerzego Urbana – ówczesnego rzecznika rządu brzmiała następująco:

 Nie ma możliwości dokonania jakiegoś jednorazowego posunięcia czy podjęcia jakiejś uchwały, żeby od tego momentu młodzi ludzie poczuli, że mają już lepsze perspektywy. Sądzę, że nastrój  także tej przygnębionej części młodzieży poprawi się, kiedy w każdej dziedzinie życia pojawi się ruch, rozwój. Najogólniej można powiedzieć, że te nowe perspektywy zawodowe i materialne otwiera II etap reformy i to w najrozmaitszy sposób. Rząd bierze jednak szczególnie pod uwagę głównie bolączki życia młodzieży, ich startu życiowego, np. problem mieszkaniowy, wspierając samozaradność. Przyjęty został program rozwoju budownictwa powiązany z lepszym systemem kredytowania go….

…od czego innego zależą perspektywy i samopoczucie młodego rolnika, od czego innego młodego lekarza, młodego robotnika itd. Jeżeli jednak z tego punktu widzenia obejrzymy wszystkie programy, wszystko co się w Polsce dzieje i co ma się dziać i zmieniać, to każdy młody człowiek powinien dziś lub jutro odczuć, że jakieś horyzonty się przed nim otwierają. Nawet ten, którego nic nie obchodzi poza pieniędzmi, zyskuje np. lepsze możliwości uprawiania prywatnej przedsiębiorczości.

   Tyle rzecznik rządu, który miał czas, aby do tej odpowiedzi się przygotować.

Wydaje mi się, że szczególnie imponuje dzisiaj i to chyba nie tylko młodym ludziom, ta chęć rządu do wsparcia samozaradności młodych ludzi. Ostatnie zdanie jest chyba kluczowe dla rozwiązania problemu wszelkich trudności ze startem młodzieży do samodzielnego życia. Jak to było w zwyczaju opracowano programy i dopuszczono możliwość prywatnej przedsiębiorczości, która jak wtedy liczono miała rozwiązać wszelkie problemy. Dzisiaj wiemy, że cała ta reforma gospodarcza systemu ekonomiczno-politycznego – który był podobno idealnym w rozwiązywaniu problemów jakie  sam stworzył – spaliła na panewce. Nie ma chyba potrzeby przypominać jak się kończył tamten system zwany potocznie PRL-em i jak się w 1989 r rozpoczęła Rzeczpospolita Polska. Wyrosło już nowe pokolenie ludzi, którzy niczego z PRL-unie pamiętają – no chyba że z opowieści rodziców, czy dziadków. Ci na ogół chwalą sobie to co jest, jeśli tylko posiadają cechę samozaradności. Pozostają jednak jeszcze całe rzesze ludzi, którzy z sentymentem wspominają czasy PRL inie godzą się na obecny porządek prawny. Ci dodatkowo podkręcani teraz przez ośrodki polityczne dzisiejszej opozycji próbujące budować kapitał polityczny na niezadowoleniu społeczeństwa niezmiernie ostro krytykują obecny porządek.

Właśnie dzisiaj natrafiłem w Dziennikarstwie Obywatelskim Onet.pl artykuł  pt. Gdzie podziały się pieniądze, w którym autor używający nicka Gazda analizował problem narastania polskiego zadłużenia, aby zakończyć swój wywód takimi stwierdzeniami:

 Solidarność okłamała społeczeństwo-miało być wspaniale-druga Japonia.

 W pamięci społeczeństwa mocno utkwiło, że sytuacja kraju i ludzi pracy miała się wciąż polepszać, a nieustannie się pogarsza. Jak zawsze, najwięcej tracą biedni obywatele, ludzie pracy, bezrobotni, emeryci,renciści, młodzież, zaś zyskują różnego autoramentu kombinatorzy, karierowicze,hochsztaplerzy, wszelkie męty, szumowina, rodzimi i obcy złodzieje?

Przygnębiający jest także upadek gospodarki: zmniejszanie produkcji, eksportu, wzrost importu towarów, wypierający rodzimą produkcję,drastycznie maleją inwestycji produkcyjne, realizowane jest planowe niszczenie polskich przedsiębiorstw złą polityką gospodarczą i ekonomiczną.

Polska cofa się pod każdym względem i nie zmieni tego faktu żadna ekwilibrystyka propagandowa, statystyczna. Gospodarka egzystuje wciąż w znacznym stopniu, w oparciu o wypracowany w PRL majątek narodowy,wyprzedawany za bezcen, zaciągane pożyczki zagraniczne i ubożenie społeczeństwa.60 Proc. społeczeństwa III RP żyje w nędzy, a połowa poniżej minimum egzystencji. Bardzo szkodliwa jest masowa emigracja za chlebem, wartościowych,młodych wykształconych obywateli; prawie 4 miliony. Światła część społeczeństwa zadaje sobie pytanie, czy rzeczywiście ręce, umysły, umiejętności, talenty,zapał, tych ludzi nie są krajowi potrzebne? Czy istotnie wszystko już jest zrobione w kraju?

PRL, czyli moje pokolenie wypracowało majątek trwały to biliony dolarów.(pisownia oryginalna).

Obserwatorzy polskiego rynku mediów zapewne wiedzą, że biedy nie brakuje, ale 60 proc. to jest prawie10 razy więcej niż faktycznie występująca strefa ubóstwa. Porównaj:

http://wyborcza.pl/1,76842,11841563,Nowa_polska_bieda.html

A ilu mamy ubogich? To zależy o tego, jak liczyć.
W skrajnym ubóstwie żyje dziś 6,7 proc. Polaków. Ich dochody nie wystarczają na pokrycie podstawowych biologicznych potrzeb: nie dojadają, mieszkają w zimnie.Trwanie w takim stanie prowadzić może do wyniszczenia organizmu.
W ostatnich latach odsetek żyjących poniżej minimum egzystencji spadał lub się stabilizował. W 2011 r. wzrósł o 1 pkt. proc.

 Młodzi wykształceni poszukujący swoich szans poza granicami kraju, to również liczba podwójnie zawyżona, nie 4 mln,  a ok. 2 mln. Polaków przebywa na emigracji zarobkowej. Przeczytajmy przy okazji ile pieniążków przekazują swoim rodzinom wydającym je w kraju:

http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/przekazy;pieniezne;emigrantow;ida;w;miliardy;zlotych,188,0,983484.html

 Praca w Polsce nie zawsze jest tak opłacalna jakbyśmy tego chcieli, dlatego wielu rodaków wyjeżdża za granicę. Jednym z krajów cieszących się największą popularnością wśród pracujących Polaków jest Wielka Brytania. Wjazdy te często zmuszają do rozłąki z rodziną, a to zobowiązuje.

Co roku NBP przeprowadza badania ankietowe wśród emigrantów pozostających w Irlandii, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Holandii. W pierwszym półroczu 2011 roku rodacy wysłali do Polski transfer bliski 7,4 mld złotych. To i tak mniej niż w poprzednich latach. W 2007 roku przekazy pieniężne opiewały na 20 mld złotych.

 Nie wiem czy ma jakiś sens tłumaczenie komuś, że nie wszystko co jest wypowiadane w telewizji, w stacjach radiowych, czy pisane w różnych tytułach prasowych jest prawdą.

Żadna stacja radiowa, telewizyjna, czy gazeta nie jest i zasady być nie może obiektywna, bo ludzie w niej pracujący:

1/mają swoje poglądy
2/mają swoje słabości
3/mają swoje interesy

Moja metoda, to mieć swoje zdanie, konfrontować je z Ewangelią, szukać wszędzie, ale nie wszystko przyjmować. Jeśli jakaś rzecz prowadzi do nienawiści, lub nawet tylko do podziałów- odrzucać.- pisze w swoim blogu siostra Małgorzata Chmielowska.

Ja traktuję to jak wykładnię do postępowania w niełatwych czasach celowo stwarzanego zamętu i dezorientacji. Aby jednak oddzielić ziarno od plew trzeba sięgać po różne tytuły, po rożne rozgłośnie i redakcje. Co zrobić jednak z tymi ludźmi, którzy już dali się przekonać, że tylko jeden tytuł prasowy, jedna rozgłośnia radiowa i telewizyjna ma monopol naprawdę o wszystkim? Jak ich przekonać do rozwagi?

Kolejna rocznica powstania bloga Tatulowe Opowieści

Myszka blogowa

Pierwszy baner bloga „mysz kościelna”.

Już dziesięć lat minęło od pojawienia się mojego bloga w wirtualnej przestrzeni.  Zaczęło się początkiem lipca, a to przecież piękna pora znaczona mnóstwem kwiatów, jak i pierwszych owoców. Powszechnie wiadomo, że nie wszystkie kwiaty są piękne, a również i owoce bywają kwaśne i cierpkie. Jakie są zatem te moje jubileuszowe kwiaty? A jakich owoców może się spodziewać i osiągnąć bloger, czyli ktoś taki jak ja? Czytaj dalej

Chcę być na plaży…

    Usłyszałem dzisiaj nową piosenkę Grażyny Łobaszewskiej „Chcę być na plaży”. Jej refren  brzmi:
Chce być na plaży
Chce nią rozmarzyć duszę
Chce być na plaży
Na plaży nic nie muszę…
Poszukiwałem dalszego ciągu tej piosenki w nadziei na jej przydatność do cytowania, ale chyba ochrona autorska uniemożliwiła mi ten powszechnie stosowany dotychczas zabieg.
Kobiece fora proponują:
Chcesz być piękna tego lata i dumnie kroczyć po gorących, słonecznych plażach? Jasne, że tak, która z nas tego nie chce...i tu następują propozycje super diety i ćwiczeń, które należało wdrożyć już pod koniec poprzedniego sezonu z myślą o obecnym, lub proponują tylko dobranie odpowiedniego kostiumu maskującego to i owo.
Panowie coraz bardziej świadomi wymagań płci pięknej mają swoje sposoby na to, aby poprawić sylwetkę i zadbać o pożądane kaloryfery i pozbycie się brzucha.
Bloger (opisywacz.blog) polecany na pierwszej stronie Onet.pl przemawia do wyobraźni czytelników tymi słowami:
...I wreszcie wspaniałe lato nadeszło. Nadeszły także odsłonięte uda. Zgrabne, jędrne ale także pełne gdy idzie o kształty kobiece uda, uważam za najbardziej efektowne.
Drogie panie nadszedł czas okazywania piękna swojego ciała. Nie unikniecie męskich zerkań, komentarzy, uśmiechów. Lato to czas kiedy cieszymy się życiem, a także czas kiedy kobiety i dziewczyny cieszą męski wzrok. Nie warto z tym walczyć, uciekać od tego. Taka jest natura. Lato odsłania widoki, panowie je podziwiają.
Zdenerwowany wyraźnym seksizmem autora zostawiłem u niego komentarz tej treści:
A co rozbiera mężczyzn?
Co oni mają do zaprezentowania rozebranym paniom?
Panowie nie unikniecie spojrzeń i uśmiechów pań, które pozostawiły w domu swoje”miśki” i teraz szukają „ciacha”.
Wciągnij brzuch – mówi żona. Ta aaa, ja już to dawno zrobiłem…

   Lato, to również upały, a z tymi trudno sobie poradzić bez wody…stosowanej dla ochłody. Jak świat światem ludzie wykorzystują rzeki i wszelkie zbiorniki wodne, aby się ochłodzić. W miastach nawet fontanny są takim miejscem gdzie możemy znaleźć ulgę. Wszyscy to znamy.
   W mojej małej miejscowości właśnie ukończono budowę zbiornika retencyjnego, który staraniem władz samorządowych przystosowano również do funkcji rekreacyjno-wypoczynkowej. Wykonano równocześnie spory nakład prac związanych z rewitalizacją otaczającego terenu. Powstały pieszo-jezdnie z drogami rowerowymi, otaczające cały wielohektarowy obiekt,wybudowano muszlę koncertową, plac zabaw dla dzieci, parkingi i całość oświetlono. Zwlekano tylko z napełnieniem zbiornika wodą, aż do momentu, który jak na złość zbiegał się z terminem rozpoczęcia sezonu kąpielowego, który wyznacza tradycyjnie noc świętojańska. Napełnienie zbiornika nie oznaczało jednak początku działalności wymarzonego i upragnionego kąpieliska. Ponieważ wciąż nie odebrano robót, to dla świętego spokoju na pomostach sięgających niczym molo w głąb zbiornika umieszczono piękne znaki: ZAKAZ KĄPIELI! Ponieważ obiekt jest monitorowany więc uważano, że wystarczą patrole Straży Gminnej, aby nic nikomu się nie stało. Niestety, minęło kilka dni w spokoju, aż tu nagle w dniu 1 lipca, czyli w pierwszym dniu wakacji w spokojnym miasteczku poczta pantoflowa przekazała tragiczną nowinę:
W zalewie ktoś utonął. Szukają go!

Tak się jakoś złożyło, że w chwili napełniania zbiornika zamieściłem na fb kilka zdjęć pochodzących z tego zalewu, z kończącym serię zdjęciem zakazu kąpieli. Moi znajomi reagowali na urodę tego zakątka, ale pominęli milczeniem ten zakaz . Teraz, pod wpływem tego tragicznego zdarzenia ponownie zamieściłem to samo zdjęcie z dopiskiem:
Zakazy są po to, aby
Już po chwili pojawił się pierwszy komentarz
– Je łamać ;D –odpowiedział Tomek
– Tomeczku, czy jesteś pewien? – zapytałem
–  Zależy jaki to zakaz  – odpowiedział Tomek
– Od dzisiaj, na pewno kąpiel w tym zbiorniku będzie zabroniona – włączył się Piotr.
– Piotrusiu, to zdjęcie ma już dwa tygodnie, a dzisiaj... odpowiedziałem Piotrkowi.
– Tak naprawdę, to nikt tych zakazów nie przestrzega ;D. Nikt nie zwraca na to uwagi, bo to taka norma już jest – dodał Kamil.
– To po co to zrobili, żeby na to patrzeć? To już te łąki wolałam bez wywalania kasy w „wodę” i domyślam się, że ktoś się utopił? Na basenach też się topią! Znaczy to kolejne zmarnowane pieniądze, a gdzie ludzie maja iść w upalny dzień popływać??? zapytała oburzona Dorota.

   I tak sobie wymienialiśmy opinię na temat zakazu kąpieli, którego nikt nie przestrzegał. Następnego dnia też szukali topielca, angażując dodatkowe siły Policji i Straży. Najczęściej zadawanym wśród znajomych  pytaniem było to jedno:
Nie wiesz, znaleźli tego utopionego?
    W poniedziałek 2 lipca w Wiadomościach.Onet. pl. znalazł się artykuł pokazujący już w tytule skalę zjawiska zwanego wakacje : …28 utonięć i 1900 pijanych kierowców. Strach pomyśleć o tym co nas czeka w tym sezonie ze strony pragnących tylko wypocząć i zabawić się. Czy z utopionymi w lecie musi być tak samo jak z zamarzniętymi w zimie? – zapytałem moich znajomych z fb licząc na dalszą wymianę poglądów. Nikt nie podjął tematu, a szkoda. To pytanie ma jednak sens i tkwi on w lekceważeniu niebezpieczeństwa pod wpływem zachwianej temperatury . Przy przegrzaniu pojawiają się objawy udaru cieplnego, a z nimi nieodparta chęć ochłodzenia się za wszelką cenę. Nagminnie lekceważy się przy tym zagrożenia wynikające ze skoków na główkę do zimnej wody o nieznanej głębokości i nierozpoznanym rodzaju dna licząc na to, że nic się nie stanie. Skutki znamy.
Przy wychłodzeniu dochodzimy do granicy, kiedy zanikają już dreszcze i inne objawy odczuwalnego chłodu i robi się nam pozornie ciepło, zwłaszcza po kielichu, który jeszcze dodatkowo przyspiesza utratę ciepła. Później nadchodzi osłabienie i próba odpoczynku przed dalszą drogą, potem senność i …

Chcę być na plaży… Zwłaszcza gdy ona jest w zasięgu wzroku nieomal. Gdy idziemy tam całą paczką znajomych, Idźmy tam. Ona po to właśnie jest, ale …przestrzegamy znaków bezpieczeństwa i rozporządzeń władz odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństwo. No i nigdy nie lekceważymy przeciwnika, bo woda jest ochłodą, ale bywa również zgubą dla wielu lekkomyślnych ludzi. To groźny przeciwnik, którego nie wolno lekceważyć.

  W poniedziałek, gdy nie znaleziono jeszcze naszego negatywnego bohatera, w programie   I PR usłyszałem rozmowę redaktora z ratownikami pracującymi w kąpieliskach morskich. Pytanie kończące rozmowę dotyczyło ich najbardziej traumatycznego przeżycia. Jeden z nich opowiedział w związku z tym taką historyjkę:
– Zobaczyłem w czasie dyżuru wchodzącą do wody rodzinę złożoną z 5 osób. Trzymali się za ręce. Spora fala zagarnęła ich i rozproszyła. Gdy woda opadła, troje z tej piątki próbowało dobić do brzegu i tych uratowano. Pozostała dwójka nie wynurzyła się już z wody i trzeba było ich poszukiwać w wodzie.
Jak widać nie ma mocnych. Potrzebna jest rozwaga i roztropność.
PS.
Dzisiaj, gdy miałem zamiar napisać to opowiadanko wybrałem się nad zalew aby sprawdzić, czy nauka płynąca z niedzielnej kąpieli się przydała i czy zakaz jest jednak przestrzegany. Z radością stwierdziłem, że mimo upału, przy temperaturze 34 C kąpielisko było puste.

Miłych wakacji życzę wszystkim czytelnikom i ich najbliższym.

O szkole i naukach płynących z naszego systemu kształcenia

Minął właśnie rok od dnia, w którym zakończyłem pracę w szkole i znalazłem się na emeryturze. Nie wziąłem sobie jednak emerytury od spraw, nazwijmy to szkolnych. Wciąż interesuje mnie ta problematyka i czytam wszystko, co dotyczy szkoły, nauczycieli, czy też uczniów. A jest co czytać. Również oglądać, czy też słuchać w programach radiowych. Jak widać wielu ludziom leży na sercu problem polskiej edukacji i los dzisiejszych uczniów począwszy od przedszkola po studia wyższe włącznie.

Tak się jakoś składa, że dziennikarze piszą, nauczyciele strajkują, organa prowadzące szkoły tnąc koszty zamykają te najmniej liczne, rodzice protestują, wszyscy komentują nie pozostawiając suchej nitki na edukacji i oświacie produkującej od wielu już lat bezrobotnych absolwentów…, a karawana idzie dalej. Zmienia się wiele, ale w kierunku dalszych ułatwień dla uczniów poprzez uproszczenia programów nauczania oraz zapewnienia łatwiejszej zdawalności matur i innych egzaminów. Szkoły krzyczą jednym głosem:
Chodźcie do nas! U nas nie trzeba się uczyć, a i tak każdy zda. Tylko u nas wycieczki, atrakcyjne metody nauczania luz i blues…

Krzyczą no, bo jak inaczej utrzymać nabór kandydatów na poziomie zabezpieczającym utrzymanie zatrudnienia nauczycieli i szkoły zarazem? Uczniów stale ubywa ( w ciągu ostatnich 5 lat liczba maturzystów zmalała o 650 tys), a zatrudnienie w szkołach wciąż rośnie. Blady strach pada na wciąż jeszcze tam zatrudnionych i wciąż analizowane jest jedno zasadnicze pytanie:
– Czy będzie dla mnie etat w następnym roku szkolnym
Pomimo tej znanej uczniom i rodzicom sytuacji nabór na studia nauczycielskie wciąż ma się dobrze. Tańcz chochole, tańcz…Dopóki ci grają.

W ostatnich dniach czerwca pojawił się w Onet Wiadomości artykuł:  Są wyniki matur. Co piąty uczeń nie zdał. A więc zdało 80 procent abiturientów.
W tym roku jest nieco gorzej, bo tylko 75 proc. zdało w pierwszym podejściu, ale będą jeszcze poprawki. Oto link dla 2020 roku. https://www.gov.pl/web/edukacja/matura-2020–wyniki-egzaminu-w-sesji-glownej

Pod omówieniem wyników matur 2012 zamieszczono bardzo interesującą dyskusję ludzi w różnym wieku i o różnym umiejscowieniu w temacie edukacja i oświata. Ja wybrałem dla ilustracji problemu jedynie dwie wypowiedzi. Wypowiedź pierwsza:
Nie wiem czy się śmiać czy płakać. Teraz narzekacie, za taki stan rzeczy odpowiada przewrót roku 1989. To w latach 90 zaczęto niszczyć polskie szkolnictwo. Z 5 godzin matematyki tylko 3 albo, 2 – ale za to 2 godziny religii, wiedzy o kulturze, historii sztuki itp. Młodzi nauczyciele zarabiają głodowe … rozwiń całośćpensje. przychodzi klasa 30 niesfornych uczniów, których nie wiadomo jakim cudem przepchnięto przez gimnazjum. A potem na wywiadówkach rodzice z aspiracjami, aby dzieci szły na politechnikę i uniwersytet. Lektur nikt nie czyta, bo są skrypty, film. Z geografii jak ktoś wie gdzie Afryka leży i że jest to kontynent to super. Historia o zaborach nikt nie słyszał, wiedza licealna zatrzymała się na II wojnie światowej i Grunwaldzie. Pytanie o I wojnę światową jest nie na miejscu. Ale za to dzieci – może inaczej młodzi ludzie wiedzą wszystko o ciuchach, nowych modelach telefonu i kto, z kim sypia.
Polska szkoła to patologia od dobrych 5 lat, a z każdym rokiem jest oczywiście coraz lepiej.
Wypowiedź druga:
– Jestem z rocznika 92 i powiem tak. Masz rację. Polski system szkolnictwa upada. Z roku na rok jest coraz gorzej. A czego jest to wina? Otóż odpowiem. Bezstresowego wychowania, oraz wprowadzenia gimnazjów. Taki smarkacz kończy podstawówkę i myśli, że jest już dorosły. Skończyłem tę „dziwną” szkołę, to wiem co tam się dzieje. A co roku jest gorzej. Nawet w dobrych szkołach szerzą się takie patologie, że dorosły człowiek by w to nie uwierzył. Co gorsze nauczyciele nie mają środków by temu przeciwdziałać. Od razu przyjechaliby rodzice i pozwali nauczyciela zarzutami od molestowania, po stosowanie przemocy. (U mnie tak było, nauczyciel bardzo wymagający, ale potrafiący nauczyć, którego ja bardzo szanowałem został pozwany o molestowanie przez rodziców takiej niezbyt rozgarniętej uczennicy, której nie przepuścił do następnej klasy. Został uniewinniony, ale plotki się rozeszły) Ważnym czynnikiem jest również moda na kształcenie. Tak, moda. Większość powinna kończyć na szkołach zawodowych, ew. technikach. Na studia powinno iść tylko 10-15% absolwentów szkół ponadgimnazjalnych. Reszta sobie i tak nie radzi. Powiecie, nie radzi, a tyle osób się kształci i zdobywa dyplomy. No tak! Ale jakim kosztem? Kosztem obniżenia poziomu nauczania na uczelni. Na szczęście nie wszędzie, bo są takie uczenie, na które idą w 90% ludzie naprawdę zdolni, np. prawo na UJ, czy medycyna na CM, ale gorzej jest z politechnikami… Bo przecież potrzebujemy inżynierów. INŻYNIERÓW, a nie półgłówków. Żeby kierunek był opłacalny muszą być na nim studenci. A jak mają być skoro 50% jest kretynami? Otóż w ten sposób, że egzaminy są tak banalne, że człowiek rozgarnięty nie musi się nawet na nie przygotowywać. Jakim cudem ja, student 1 roku na AGH ucząc się przez cały semestr może kilka godzin i poświęcając je praktycznie w całości tylko matematyce zaliczyłem wszystkie przedmioty na 5.0 z wyjątkiem jednego, do sesji uczyłem się niecały tydzień (bez systematycznej nauki w trakcie semestru). Owszem. Jestem leniem, wiem o tym. Ale, w jaki sposób mam się zmotywować, jeżeli ta banda kretynów (nieucząca się także, tylko pijąca hektolitry alkoholu w akademikach) nie robi nic i zalicza. 3, bo 3 ale jednak. Matematykę (egzamin z równań różniczkowych, macierzy, całek i geometrii analitycznej) napisałem na 45 pkt. na 50 osiągając najlepszy wynik na roku ucząc się do niego 4 godziny przed. Coś tu jest nie halo? Nie uważacie? To ja powinienem jechać na trójkach, a tych idiotów nie powinno tu być wcale. I potem się ludzie dziwią, że tytuł magistra nic nie znaczy na rynku pracy. Jak ma znaczyć skoro każdy może go zdobyć?  

Nie będę komentował tych wypowiedzi i aby nie przedłużać artykułu zaproponuję państwu dwa moje artykuły napisane w czasie trwania poprzedniego roku szkolnego. Tekst pierwszy: https://tatulowe.wordpress.com/2011/10/17/szkoly-nieksztalcace/
Drugi tekst:
https://tatulowe.wordpress.com/2011/06/15/ogolniak-czy-technikum-a-moze-zawodowka/

Aby dopełnić obrazu, opiszę swoją przygodę sprzed trzech dni, która zainspirowała mnie do ponownego podjęcia tematu szeroko rozumianej szkoły.

Wybrałem się do okulisty w odległym o 12 km mieście powiatowym. W drodze mój leciwy samochód zaczął prychać, słabnąć wreszcie gasnąć, co kilkaset metrów. Obawiałem się o to jak dojadę do warsztatu, czy do domu. Gdy tak męczyłem się zaglądając pod maskę zatrzymał się przy mnie jadący rowerem – na oko 14 letni chłopiec, wiozący ze sklepu kilka butelek napojów dla robotników, którzy zmieniali pokrycie dachowe w jego domu. Rower położył w rowie i podszedł do mnie.
– Widzę, że ma pan problemy z samochodem – zagadnął.
– Ano jak widzisz gaśnie mi co chwila silnik i chyba jest problem z dopływem paliwa. Obym tylko jakoś dojechał do warsztatu po drodze – powiedziałem.
– Ja trochę znam się na silnikach i może coś pomogę – zaproponował i nie czekając na zgodę zajrzał pod otwartą maskę.

Sprawdził przezroczysty pojemniczek filtra wstępnego oczyszczania paliwa orzekając, że być może ktoś mi dolał wody do paliwa lub kupiłem paliwo zanieczyszczone czymś, co zatkało przewód paliwowy. Zaczął więc chwiać samochodem, aby zamieszać paliwo w baku, potem naciskając przewód paliwowy doprowadził do napełnienia się owego zbiorniczka i kazał spróbować uruchomienia silnika. Spróbowałem. Silnik zapalił, więc kazałem mu zamknąć maskę i ruszyłem w drogę, a on za mną na swoim rowerze, gdyż jechał w tym samym kierunku. Niestety, po zużyciu tej porcji paliwa, jaka napłynęła do silnika podczas naszych manewrów  sytuacja się powtórzyła. Chłopiec dojechał do mnie i próbowaliśmy dalej tych samych metod zaradzenia pechowi. Przy okazji zapytałem o szkołę – wszak był to dzień zakończenia roku szkolnego. Okazuje się, że chodzi do miejscowego gimnazjum, w którym skończył właśnie pierwszą klasę. Lubi pracę przy samochodach i na pewno pójdzie do technikum samochodowego. Ma już na swoim koncie małe sukcesy w naprawach wykonywanych pod okiem swojego ojca. Nie znał mnie jako nauczyciela pracującego do niedawna w tym samym zespole szkół, ale gdy się tego dowiedział, to teoria o złośliwym dolaniu wody do paliwa stała się dla niego niemal pewnikiem i w tym kierunku prowadziłby diagnostykę. Gdy po dwukrotnym jeszcze gaśnięciu silnika zbliżyłem się jednak do zakładu naprawczego na odległość możliwą do przejechania, a mój silnik znowu załapał, chciałem mu dać dwie dychy na lody, za jego zaangażowanie i szczerą chęć udzielenia pomocy obcemu facetowi w drodze. Nie wziął banknotu, a nawet wyraził wyraźny sprzeciw wobec faktu mówiąc:
Przecież prawie nic dla pana nie zrobiłem...

Byłem i nadal jestem pod wrażeniem postawy tego chłopca. On ma wyraźnie zakreślone zainteresowania, a nawet można mówić o pasji. Gdy zrealizuje swój zamiar, to na pewno będzie dobrym i uczciwym mechanikiem i szczęśliwym spełnionym człowiekiem. To o takich chłopcach myślałem pisząc ten artykuł: https://tatulowe.wordpress.com/2011/06/15/ogolniak-czy-technikum-a-moze-zawodowka/
Dzisiaj trzeba już wcześnie  wiedzieć czego się chce w życiu dokonać. Warto się zatem zastanowić nad predyspozycjami dziecka i nad jego zamiłowaniami, zanim się je pchnie do jakiejś szkoły, która często jest wybierana na miarę ambicji rodziców, a nie na miarę możliwości dziecka. To jest chory schemat w jakim wciąż tkwimy wyobrażając sobie, że:
MOJE dziecko musi być lekarzem, prawnikiem, inżynierem itd. i w związku z tym wysyłam go do liceum mimo, że ledwie przeszło przez obowiązkowe przecież gimnazjum.
Dajmy dzieciom szansę na wybór takiego kształcenia, jakie ich naprawdę interesuje i w jakim będą się czuć dobrze.

Wszyscy na tym zyskamy.