No, tośmy sobie poświętowali …

Rozterka tatusia

Co z tatusiem?

Tak się jakoś ułożyło, że nie uzyskałem odpowiedzi na postawione w poprzednim wpisie pytanie:
– Kto i dlaczego tak poukładał święta, że najpierw był dzień Matki, później Dziecka, a na końcu tej triady będziemy obchodzić Dzień Ojca.
Ogólna wymowa komentarzy daje się jednak zamknąć we wspólną klamrę: Każda okazja jest dobra, jeśli ludzie mogą się do siebie zbliżyć, mówić sobie miłe słowa, niekiedy układające się w piękne rymowanki, mogą się obdarowywać upominkami, czy kwiatami.
Miałem okazję obserwować jak to świętowanie przebiegało w moim najbliższym otoczeniu i to w relacjach trzypokoleniowych. Dziadkowie – Rodzice i dzieci-wnuki. Tu akurat nie było zaskoczenia, gdyż jeśli były jakieś różnice w obchodach w stosunku do lat ubiegłych to jedynie na plus. Wszyscy pamiętali i się postarali, a maluchom w porę podpowiedzieli co należy zrobić. Było miło. Zrobiłem sporo zdjęć dokumentujących te chwile i poczyniłem wiele obserwacji na żywo.
Dla przykładu:
Przypominałem mojej wnusi Marysi, jej wierszyk dla mamy, który był tytułem jednego z tekstów o święcie matek. W sytuacjach, gdy chciałem jej zwrócić uwagę na konieczność posprzątania zabawek, czy też słuchania poleceń mamy modyfikując go stosownie do sytuacji. Śpiewałem sobie na przykład:
Mama jest do sprzątania, a Marysia do rozrzucania
Początkowo Marysia protestowała śpiewała tę swoją wersję, z której wynikało, że:
Mama jest do całowania, przytulania i kochania
To ja dalej swoje:
Mama jest do słuchania, a Marysia do rozkazywania… I tak dalej.
Mamusia Marysi była rozbawiona tymi przekomarzaniami i dodawała wtedy swoje opinie z frontu wychowawczego dla wzmocnienia efektu.
Mieliśmy dobrą zabawę, ale tylko przez pierwsze dni. Narzędzie wychowawcze szybko się stępiło i Marysia skłonna była przyznać, że  w życiu jest dokładnie tak jak dziadziuś podśpiewuje, a nie tak jak w jakiejś tam przedszkolnej piosence. Trzeba było się wycofać.

Tak na marginesie dodam, że w Dniu Dziecka, gdy słuchałem radiowej rozmowy z Supernianią o problemach wychowawczych i sposobach rozwiązywania tych problemów bez agresji fizycznej, czy psychicznej kierowanej na dziecko, to cieszyłem się z tego, że ja mam już ten problem za sobą. Nawet nauczycielem już nie jestem i nie grozi mi jakieś nienawistne:
Spadaj, a co ty mi tu będziesz wciskał kit. Ja wiem co mam robić i co myśleć!
Nowe czasy – nowe problemy, prawda?

Na forach internetowych wciąż można spotkać relacje z przebiegu  świąt matki i dziecka oraz własne oceny autorów na temat święta Matki i Dziecka. Niestety nie są to jednoznacznie miłe oceny. Nie wszędzie było słodko, nie wszędzie pachniało szarlotką i ogólnie mówiąc nie wszędzie udało się przeżyć miło te święta.  A przed nami jeszcze jeden dzień do wspólnego przeżycia – 23 czerwca będziemy świętować Dzień Ojca. Pytam więc: Panowie, czy jeszcze zdążymy coś zrobić, aby było miło? Jeszcze mamy parę dni.
PS. Przeglądając zasoby wierszyków napisanych dla dzieci na te ważne święta natrafiłem na taki, pisany z myślą o małych dzieciach:

Czasem w piątki po południu,
 po tygodniu pełnym pracy
tatusiowie ogoleni, wystrojeni cacy, cacy.
Biorą małe swe pociechy za rączęta na spacerek,
świat się wtedy całkiem zmienia, końmi stają się rowery.

Ref. Tatusiowie są kochani dobrze o tym wiecie,
choć ich wiecznie nie ma w domu, ganiają po świecie.
Ci kowboje, czarodzieje razem z bandą swą,
tatusiowie są kochani, bo po prostu są.

W piątki zabierają piłki, picie, majtki na przebranie,
mamy zostawiają w domu, mówiąc czule : – pa kochanie!

I kupują tatusiowie w przecudnej swej dobroci
chrupki, mambę, milkiłeje, całe tony tych łakoci.
Pozwalają grzebać w błocie i w kałuży moczyć nogi.
Brudzić nogi na zjeżdżalni i do ręki brać stonogi.
Bierzcie dzieci na spacery w środy, czwartki i w niedzielę.
Bądźcie tatusiowie mili, wszystkich dzieci przyjaciele.

 Wierszyk dla większych dzieci brzmiał nieco(?) odmiennie:

Tatę wielkiego rysować trzeba,
choćbyś rysować miał cały dzień.
Niech jak szczyt góry sięga do nieba,
niech jak dąb rzuca ogromny cień.

Tato podobny jest do olbrzyma,
co na ramionach cały dom trzyma,
A że jest droższy ci od skarbu,
namaluj tatę złotą farbą.

Pytam więc ponownie:
– Panowie, czy jeszcze zdążymy coś zrobić, aby nasze pociechy pamiętały o naszym święcie i aby było miło? Jeszcze mamy parę dni.

17 uwag do wpisu “No, tośmy sobie poświętowali …

  1. ~Tatul pisze:

    Od AutoraRankiem 3 czerwca Onet polecił w dziale „Waszym zdaniem” wypowiedź 17 latki prowadzącej bloga, jak widać z duzym sukcesem. Ponieważ dotyczy poruszanych tu tematów postanowiłem Was zaprosić do niej:Nie ważne ile masz lat. Kiedy byłam małą dziewczynką wydawało mi się, że świat dorosłych jest kosmiczny. Że trzeba przejść przez coś, żeby tam się dostać (…) W moim mniemaniu dorosłość oznaczała wiek powyżej 25 lat. Wtedy już większość ludzi miała swój dom, rodzinę, dzieci (…) To wszystko wydawało mi się wtedy takie odległe. Zawsze dzieliłam ludzi na młodych i starych. Młodzi, to były te osoby, z którymi mogłam się bawić i rozmawiać, natomiast osoby stare, to te, które mają swoje rodziny i żyją w swoim świecie.Ostatnio poznałam ludzi, którzy byli dużo starsi ode mnie: o 10, 15, 20 lat. Wiecie co ich łączyło?To, że każda z tych osób nie była do końca szczęśliwa. Każdą z nich ktoś skrzywdził i każda z nich coś straciła. I przede wszystkim każda z nich potrzebowała wysłuchania, rozmowy i wsparcia. Byłam pod wrażeniem, że z tymi wszystkimi ludźmi mogłam porozmawiać. I to oni tego chcieli. To oni zaczynali rozmowę. Dziwne, wiedzieli ile mam lat. Niespełna 18. Przy ich problemach moje wydały mi się być błahe. Kiedy skończyli mówić, stwierdzili, że nie wiedzą dlaczego mi to mówią, ale jest im lepiej. Tego potrzebowali, a wokół nie mieli nikogo, z kim mogliby najzwyczajniej w świecie pogadać.Byli tacy, którzy po wielu latach małżeństwa dochodzili do wniosku, że nigdy nie byli szczęśliwi. Żona albo mąż nawzajem się okłamywali. Pojawiali się ludzie, którzy mają dzieci, stał pracę… Dla mnie to było coś niezwykłego. Ten kosmiczny świat był taki jak mój.Myślałam, że dorosłość wygląda inaczej. A tak naprawdę 18, 28 czy 38 lat znaczy prawie to samo.Nawet problemy nie są inne. Kiedyś sądziłam, że najczęściej nastolatkom w głowie zdradzanie, oszukiwanie etc. Pomyliłam się jak cholercia. Kłótnie o byle co, sprzeczki. Nawet te koleżeńskie – wszystkie takie same.Świat dorosłych od młodych nie różni się zbytnio. No poza tym, że my jeszcze nie musimy ciężko pracować.I teraz nie dziwię się osobom, które mają 50 lat i nagle stwierdzają, że mają gdzieś to, w jakim są wieku i postanawiają robić to, na co maj ochotę. Przecież to też ludzie.I wiecie co jeszcze? Dorośli czasami zachowują się gorzej niż my – młodzi. I tak naprawdę nie ważne ile mamy lat, ważne czy potrafimy coś zrozumieć i zachowywać się odpowiednio.Ciekawe, prawda?I jeszcze jedno.W Dniu Matki zamieszczono w kalendarzu sentencję:”Szczęśliwe domowe środowisko, to zbiorowa samotność kilku wybranych dusz”. Georges DuhamelGdy głośno zastanawiałem się dlaczego redaktorzy akurat w Dniu Matki zamieścili taką sentencję, moje dziewczyny nie wykazały zainteresowania tym tematem ani nie dostrzegały w tekście gorzkiej prawdy.Ja ją dostrzegam i myślę, że jest godna przemyślenia

    Polubienie

  2. ~Perla83CK pisze:

    Ciekawe dlaczego jest tak, że Dzień Matki wydaje się być dużo bardziej uroczystym i świętowanym z większą pompą świętem niż Dzień Ojca? Szkolne akademie na przykład, faworyzują zdecydowanie dzień majowy… Festyny w większych miastach podobnie… Dyskryminacja? Zresztą, umniejszanie roli ojca w wychowaniu to już chyba tradycja……

    Polubienie

  3. ~malgosiaK pisze:

    Drogi Tatulu ,z blogu siostry Malgorzaty dowiedzialam sie o Panstwa rocznicy slubu.Wszystkiego najlepszego na dalsze 40 lat:).Piekny staz .Chcialabym kiedys tez swietowac taka rocznice ale przy Tobie Tatulu wygladam jeszcze na zotodzioba(w lipcu bedziemy obchodzic 27 rocznice slubu).Jeszcze raz wszystkiego najlepszego i dzieki za ten bardzo sympatyczny blog do ktorego regularnie zagladam.pozdrawiam cieplo malgosiaK

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~małgosiuk, bardzo dziekujemy za życzenia i miłe słowa dotyczące bloga.Ja dopiero teraz postanowiłem zajrzeć do archiwum i znalazłem tam tekst sprzed roku akurat odpwiedni do komentowania tekstu Siostry Małgorzaty. Proszę spojrzeć: https://tatulowe.wordpress.com/2011/06/08/moje-prywatne-swieto-dziekczynienia/Kolejny post dotyczy naszego jubileuszu 40 lecia: https://tatulowe.wordpress.com/2011/06/04/rubinowa-rocznica-slubu/ Mam nadzieję, ze nie zamęczam Pani tą propozycją?Pozdrawiam

      Polubienie

      • ~malgosia.K pisze:

        Drogi Tatulu,przeczytalam z uwaga dwa komentarze: dziekuje,sa piekne.Mysle ze dobrana para to naprawde wielka tajemnica,chyba wielki dar,laska.Czasami az boje sie o tym mowic…tylu jest teraz doradcow ,psychologow,a liczba rozwodow rosnie.Tu gdzie mieszkam zawarcie malzenstwa jest juz wielka rzadkoscia,a slub koscielny …….szkoda mowic.A przeciez jestem przekonana ze rzeczywiscie w malzenstwie bez Bozej pomocy jest bardzo ciezko.W jednym z komentrz napisales Tatulu ze nigdy zbyt wiele nie wymagaliscie od zycia i od ludzi .Moze w tym tkwi tajemnica udanego zwiazku?Ludzie stali sie teraz bardzo wymagajacy i w stosunku do siebie i do partnera.To samo w sobie nie jest niczym zlym ale sztuka kopromisu ginie,kazdy chce postawic na swoim (bo musi sie zrealizowac jako osoba)Tatulu jest juz pozno ,koncze na dzisiaj ( chociaz moglabym jeszcze dlugo na ten temat),maz obok zasypia wiec zeby mu nie przeszkadzac koncze ten mail.(sztuka kompromisu:))Moje ego na tym nie ucierpi :)):))serdecznie pozdrawiam

        Polubienie

      • ~tatul pisze:

        ~małgosia.K dziękuję za miły komentarz. Przeczytałem go rano i chodzę z głową w chmurach. Opowiedziałem o Twoim postrzeganiu problemu trwałości małżeństw moim znajomym i żonie, która po przeczytaniu na moją prośbę tamtych tekstów sprzed roku była również poruszona. To mnie przekonuje o tym, że jednak warto pisać nawet dla siebie i dzieci. Pozostaną świadectwa przodków, do których można i warto wracać.Kompromis to podstawe narzędzie regulacji tego czułego mechanizmu jakim jest zwiazek dwojga ludzi zwany małżeństwem. Jest jeszcze parę, ale do tego trzeba podejść z uwzględnieniem cech osobniczych partnera.Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do lekturu dawniejszych i nowszych opowiści. No i do komentowania

        Polubienie

  4. ~Klarka Mrozek pisze:

    tatuś od święta, w tym rzecz, choć obserwuję, że młode pokolenie już jest inne i na szczęście tatuś zajmuje się dzieckiem tak samo dobrze, jak mama, nie ma podziału na „ja się z dzieckiem bawię a od wycierania pupy to jest mama”. Zabiorę głos w sprawie tatusiów narzekających na ograniczony kontakt z dzieckiem. Wiele matek po prostu tym panom nie ufa i się o dziecko boi! Kolejna sprawa – alimenty. Co powie taki tata synowi, który spyta za 20 lat – ojciec, dawałeś na mnie 150 zł miesięcznie, tyle byłem wart?Na szczęście mamy również wspaniałych ojców, takich jak autor tego bloga! Z pozdrowieniami

    Polubione przez 1 osoba

  5. ~Brzoza pisze:

    Ja bardzo lubie swietowac! Kazdy Dzien jest wazny i Matki i Ojca, bo przeciez osoby sa szczegolne. Nasza rodzina swietuje nadal urodziny babci, ktora zmarla kilkanascie lat temu. Nie mozemy nie pamietac tego dnia, bo zawsze, kazdego roku w rodzinie byla duza impreza. Teraz modlimy sie z dziecmi za ich prababcie a ja opowiadam im rozne historie z Jej zycia. Pomimo tego, ze fizycznie odeszla, w naszych serca zyje nadal. Tak wiec swietujmy, aby pobyc ze soba, porozmawiac, byc moze dowiedziec sie czegos o czym nie mielismy pojecia. Ja dowiedzialam sie – przy okazji- ze moja babcia wykonujac rozne zawody- byla takze „wieki temu” bibliotekarka ( stad tez jej milosc do ksiazek!). Pozdrawiam ! U nas juz prawdziwe lato!

    Polubienie

    • ~tatul pisze:

      Długo nie słyszałem szumu młodych liści Brzozo. Dobrze, że wróciłaś i komentujesz. Podobnie myślimy o potrzebie świętowania każdej okazji i o kultywowaniu takiego świętowania w kolejnych pokoleniach. Trzeba tak w ogóle trochę wyluzować i wzorem południowców więcej czasu poświęcić na życie, a nie na galopadę do …Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

      • ~Brzoza pisze:

        Ale mnie Pan rozbawil tymi „mlodymi liscmi” :-)). Bo ja szumie i to glosno, ale te liscie juz takie troche uwiedle 🙂 . Jak byla kiedys taka wielka „oblawa na brzoze” juz myslalam, ze zmienie nicka, bo sie polityczny zrobil. Ale przeciez „nie kazda Brzoza to ta brzoza” wiec zostaje przy swoim. Mam problem z internetem. Nawet jak czytam posty to czasami nie moge komentowac, stad ta cisza. Ale jestem, jestem. Pozdrawiam z upalnego kraju.

        Polubienie

      • ~tatul pisze:

        Brzozo, dla mnie jesteś tą gibką brzózką, której młodymi pędami przystrajano trasę przejścia procesji na Boże Ciało, a wcześniej kapliczki przydrożne, przy których miejscowa ludość śpiewała pieśni maryjne i Litanię. Tamta brzoza, zwana pancerną wcale nie zasługuje na przyjane uczucia, mimo silnej obrony jej niewinności przez Macierewicza i prof. Biniendę.Teraz listki brzozy przyjmują już normalną wielkość i barwę. Idzie lato…Pozdrawiam

        Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.