Mama jest do całowania, przytulania i kochania…

   Wczoraj wieczorem przyjechała do nas na kilka dni nasza córka Ania z niemal już czteroletnią Marysią. Wnuczka ukołysana jazdą zasnęła w foteliku i nie obudziła się nawet w czasie wnoszenia jej do domu. Za to wczesnym rankiem usłyszeliśmy w sąsiednim pokoju jej rozmowy z mamą, oczywiście na bardzo ważne i nie cierpiące zwłoki tematy. W ramach tych rozmów pojawiła się śpiewanka:

Mamo, mamo, czy ty wiesz
Jak to wszystko jest? Wiem.
Ty jesteś do całowania, przytulania i kochania.

   Po chwili otwarły się cichutko drzwi oddzielające nasze pokoje i pojawiła się w nich Marysia. Nastąpiły spóźnione powitania, przytulania, całowania… no i rozmowy o tym, co wydarzyło się od ostatniego naszego spotkania, jak jest w przedszkolku, do którego wreszcie mogła chodzić bez przerw na chorowanie i o nowych piosenkach, które tam poznała. Techniką wielokrotnego powtarzania udało mi się spisać treść całej piosenki. Właściwie to oprócz podanego wyżej refrenu jest tam jeszcze o tym, że:

Lalki są do ubierania
Misie są do tulenia
Lody są do jedzenia
A do kochania jest MAMA.

   Przećwiczyliśmy jeszcze wielokrotnie tę piosenkę w recytacji i śpiewie aż usłyszałem, że już dobrze zapamiętałem słowa, a jeszcze nie najlepiej melodię. Mnie jednak chodziło o słowa, bo już nie mam komu śpiewać. Jak zawsze, tak i teraz zasłyszana piosenka przeniosła mnie do rozmyślań o treści tego przesłania, które jest tak oczywiste dla dziecka, a nie zawsze oczywistym jest dla matek, ojców czyli ogólnie dla ich rodziców.

   Chyba dzień wcześniej polecano w Onet tekst jakiejś mamy o imieniu Ela, w którym zauważyłem interesujące, bo rzadkie do tej pory ujęcie tematu z relacji matka – dziecko.ela mamzuzka.blog.onet.pl  

Się człowieku staraj, ptasie mleczko pod dzióbek podsuwaj, nieba przychylaj bez oczekiwań na rewanż. Rozwój wspomagaj, czas wolny interesująco organizuj, staraj się chcieć, choć czasami nie chce ci się okrutnie i najchętniej schowałabyś się w piwnicy (bo tam panna zagląda najrzadziej) i udawała, że jesteś rowerem. Zęby zaciskaj i uśmiechaj się przez łzy, choć w duchu klniesz szpetnie i masz ochotę spakować swój bagaż doświadczeń, grzecznie podziękować i ulotnić się po angielsku, by słuch po tobie zaginął. Się matko martw nieustannie o rzeczy różne, bo dla matki nie ma rzeczy niemożliwych i powód do zmartwienia (lub choć niepokoju)znajdzie się zawsze. Cierpliwie tłumacz i prowadź przez życie, starając się być drogowskazem, autorytetem i przyjacielem zarazem. Pamiętaj o wszystkim, bo przecież masz łeb jak sklep i tylko tobie udaje się nie zapomnieć, że trzeba przynieść do przedszkola deskę do krojenia, a ten notesik, który się zagubił w czasoprzestrzeni, to panna tydzień temu schowała do wózka dla lalek. Wstawaj o czwartej trzydzieści, żeby asystować w nocnym opróżnianiu pęcherza i jeszcze kilka razy w ciągu nocy, bo może się odkryła i nie daj Bóg zmarznie. Rób milion rzeczy, za które ci nikt nigdy nie podziękuje, wysilaj się, choć masz duże szanse, że twoje wysiłki pozostaną niedocenione. A kiedy od czasu do czasu masz już tego wszystkiego po korek… to później przez tę chwilę zwykłej, ludzkiej słabości, dowiadujesz się, że twoje jedyne i ukochane dziecko, dokonując z koleżanką pod blokiem krótkiej charakterystyki swoich matek, podsumowuje cię w siedmiu słowach:  „Moja mama to czasami na mnie wrzeszczy”.
Nie zaglądałem do komentarzy. Wystarczyło mi to piękne literacko i prawdziwe przedstawienie problemu i reakcja dziecka sześcioletniego – Moja mama to czasami na mnie wrzeszczy.

   Znam młodzież nastoletnią, przynajmniej od strony pokazywanej w szkole to wiem, że z wiekiem takie podsumowanie swojej matki bywa bardziej okrutne i bolesne – dla matek oczywiście. Mam cytować możliwe w takich razach oskarżenia? Myślę, że nie ma takiej potrzeby. Każda matka to zna. Oczywiście prawdą jest, że to nie jest tylko winą dzieci. Bywa, że nadopiekuńcze mamy same sobie są winne. Podsłuchana bez złej woli rozmowa dwóch mocno dojrzałych pań będących mamami i babciami od wielu już lat:

  • Co tam u ciebie słychać? – to  pytanie startowe.

– A wiesz jak to jest. Człowiek samotny, coraz słabszy i często chory, renta mała, a dom do sprzątania i ogrzania duży więc robię za sprzątacza, palacza i kogo tam jeszcze chcesz więcej. Dokąd żył mąż, to on się tym zajmował, a teraz kto ma to robić? – tu przerywam wyliczankę nieszczęść, bo rozmówczyni będzie wielokrotnie do niej nawracać, a mnie chodzi jedynie o rodzaj utyskiwań.

– Ano tak. Rozumiem o czym mówisz – mówi druga rozmówczyni – bo sama znam to z własnego doświadczenia. U mnie robi to głównie mąż, ale choroby, wyjazdy do szpitali i różne ograniczenia zmuszają  i mnie do takich zajęć. Jesteśmy coraz starsi, dzieci mieszkają daleko więc będzie już tylko gorzej. Ale u ciebie jest przecież na miejscu córka, dwoje wnucząt w takim wieku, że mogą już sporo pomóc. Cały dom powinnaś oddać pod faktyczne władanie córce, a sobie pozostawić na wyłączność jakieś wygodne mieszkanko. Młodzi są, to niech oni teraz zadbają o dom, o siebie, no i o ciebie.

– Co ty gadasz. Córka stale zajęta pracą, wnuczek na studiach, wnusia w szkole… Nie, to niemożliwe. Zresztą co oni potrafią. Posprzątać i coś tam zrobić wokół siebie to jeszcze jako tako, ale utrzymywać to wszystko w sprawności, palić w centralnym, czyścić piec, kosić trawę itd, to już tego nie zrobią.

– To jak będzie gdy naprawdę opadniesz z sił lub coś ci się stanie?

– Już tak było nie raz i jakoś było. Z ręką w gipsie paliłam w piecach i co miałam zrobić?

   I tak toczyła się ta rozmowa, jakich wiele, w której nie chodziło o podpowiedzi, a raczej o wysłuchanie, bo wszystko i tak będzie toczyć się tym samym rytmem.

   Inna mama miała dwie córki i syna. Córki mieszkały tuż obok, a syn na drugim końcu Polski. Nieszczęśliwym zdarzeniem losu syn utonął w Bałtyku podczas ratowania jakiegoś dziecka, osierocając zaledwie roczną córkę. Jej mama pozostała bez środków do życia. Miotała się szukając nowych kwalifikacji i pracy pozwalającej utrzymać się okaleczonej rodzinie. Ukończyła kurs kosmetologii – jak to się dzisiaj podniośle nazywa i ktoś życzliwy pozwolił jej ustawić stolik w lokalu fryzjerskim, aby sobie mogła coś zarobić. Marnie jednak to wyglądało.

   W tym czasie jej teściowa, rozwijając własne biznesy, wzięła kredyt bankowy zabezpieczając go mieszkaniem, w którym żyła ta młoda wdowa z jej wnuczką. Biznes wkrótce upadł i Jaśnie Pan Bank, poprzez komornika zgłosił się po zastaw. Odwlekanie terminu eksmisji nie na długo dało im dach nad głową. Przyszedł w końcu ten moment i trzeba było się wyprowadzić. Jeszcze trochę rozpaczliwych prób znalezienia rozwiązania problemów wynikających z tragicznego położenia rodziny w kraju i wyjazd z dziesięcioletnią córką do Norwegii – na jagodobranie. Po sezonie na jagody znalazła się inna praca, później jeszcze inna i trudna decyzja: POZOSTAJEMY TU – szczególnie, że nie było dokąd wracać. Dalej już znany chyba wszystkim emigrantom zarobkowym los człowieka budującego na obczyźnie teraźniejszość i przyszłość dla siebie i swojego dziecka. Dzisiaj opisywana mama posiada zdobyte w Norwegii kwalifikacje pielęgniarskie, a jej córka właśnie kończy uniwersytet w Oslo. Stanowią przykład wspaniale rozumiejących się nawzajem członków rodziny, a i przyjaciółek zarazem. Teściowej i babci, która tak dotkliwie ich „urządziła” nie chcą znać, mimo, że chętnie powołuje się na więzy rodzinne.

   Mogę jeszcze opowiedzieć wiele historii ukazujących niezwykle oddane swoim rodzinom matki, jak i takich, w których mama stanowczo źle wypada we wszelkich kategoriach oceny ludzkiej, a nawet Boskiej. Pozostawię to jednak Państwu.

   Na koniec wspomnę tylko o jednym incydencie natury szkolnej. Otóż w czasie Polaków rozmów podczas grillowania, usłyszałem opowieść o dziewczynce, która miała za sprawą nadużywającej alkoholu mamy duże kłopoty w nauce, jak i w kontaktach z rówieśnikami. Była ogólnie mówiąc zaniedbana i gorzej ubrana od nich, a więc jedynie z tego powodu odrzucana i nawet wyśmiewana. Otóż w tym klimacie – jak wspominała jej była wychowawczyni, dzieci rozważały kto i jaki największy ciężar może podnieść. Jeden z większych okrutników w klasie postanowił zażartować z biednej dziewczyny wskazując na nią, jako na siłaczkę trenującą podczas taszczenia pijanej mamy do domu. Zapanowała cisza. Po chwili dziewczyna postawiła się grupie oświadczając niemal z krzykiem:
Tak, ja będę nawet z gnoju taszczyć swoją mamę dlatego, że to jest moja mama. Cieszcie się z tego, że wy nie macie takich problemów, bo nawet nie wiecie co to znaczy i o czym mówicie.

   Po tym wykrzyczeniu swojego bólu cisza stała się na tyle nieznośna, że dzieci szybko się porozchodziły komentując już w parach całe zdarzenie. Jak to leciało w cytowanej pioseneczce?
Mama jest do całowania…
Może jednak nie każda mama?

12 uwag do wpisu “Mama jest do całowania, przytulania i kochania…

  1. ~Agnieszka S. pisze:

    Mama… tyle rzeczy, emocji, uczuć zawarte jest w tych 4 literach. Mama do całowania. Mama do przytulania, do pobycia przy niej. Chciałabym być dla moich córeczek taką mamą. Nie chcę być ich przyjaciółką i koleżanką, bo tych mogą mieć wiele, chcę być ich matką. Chcę dać im poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Teraz są jeszcze malutkie i mnie potrzebują, ale co będzie za kilka lat? Wtedy dowiem się dopiero jaką matką jestem. Czy jestem taką, do której przybiegną po to tylko by pogadać? Czy uciekną jak najdalej, by kontakt był znikomy? Nie wiem. Moją mamę kocham bardzo. Dzwonię do niej codziennie i odwiedzam w miarę możliwości. Myślę, że większość dzieci kocha swoje matki a ich wartość odkrywa dopiero gdy ich już nie ma. A czy są mamy „be”? Niestety tak.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Witaj Agnieszko, dziękuję Ci za to że wpadłaś tu i pozostawiłaś komentarz. Cztery literki, dwie takie same sylaby wymawiane chyba w 11 językach podobnie, a znaczeń tyle ile jest ludzi.Dzieci przenoszą do swojego życia bardzo wiele wzorców ze swoich domów rodzinnych, a więc i kontynuację tych dobrych, ale i niezbyt dobrych zwyczjów i emocji.Słuchałem dzisiaj mojej „Jedynki” Polskiego radia i bardzo wiele ciekawych informacji tam spotkałem. W tym i taką, że w ok. 80 proc. rodzin nadal nie ma równego udziału parterów w pracach domowych i związanych z opieką nad dziećmi. Wciąż jednak jest to rola kobiet.Najlepsze życzenia Agnieszko

      Polubienie

  2. ~Klarka Mrozek pisze:

    bardzo trudno córkom najpierw uwierzyć, że matka nie jest supermenką i nie wszystko może a potem bardzo trudno jest jej to wybaczyć, i wtedy dopiero ta bezwarunkowa miłość staje się oczywistością, czasem, niestety, za późno.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Dziękuję Klarko. Moje córki są już dojrzałymi kobietami i pewnie mają jeszcze czas na refleksje dotyczące tego „supremena i supermenki”. Dzieci jeszcze drobne, problemy także małe wg. powiedzenia „Małe dzieci – mały kłopot…” Jeszcze są na wstępnym etapie realizacji innego powiedzenia: „Małe dzieci na rękach, większe na kolanach, a całkiem duze …na głowie”. Chociaż wcale tak nie musi być…Pozdrawiam i życzę najlepszego dla całejTwojej Rodziny.

      Polubienie

  3. ~Małgosia pisze:

    A jam mam najlepszą Mamunę na świecie! W każdym momencie – słabości i mocy! Gdy sama zostałam matką lepiej Ją zrozumiałam! Wszystkiego najlepszego Mamuniu!

    Polubienie

  4. ~Małgosia pisze:

    A jam mam najlepszą Mamunę na świecie! W każdym momencie! Gdy sama zostałam matką lepiej Ją zrozumiałam! Wszystkiego najlepszego Mamuniu!

    Polubienie

  5. ~DorotaMM pisze:

    ~Porusza Pan ważne sprawy -osoba mamy to ktoś naprawdę ważny – ważny na tyle, że powinno się mieć certyfikat na pozwolenie bycia mama. Byłoby to jednak brutalne wiec myślę, że powinniśmy mieć więcej tolerancji dla wszystkich matek nawet tych, które nie umieją swej powinności wypełnić dobrze. Jesteśmy rożni i to jest piękne – szkoda, że ta różnorodność łamie życie dzieci, ale cóż, mamy wolną wolę i dużo do nauczenia się w tym życiu. Powiem, że zazdroszczę Wam Waszej Mamy, bo oboje z Ania jesteście wspaniałymi ludźmi i dumą MAMY.Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

  6. Reblogged this on Tatulowe opowieści i skomentował(a):

    Słuchając nałogowo „Jedynki” Polskiego Radia wielokrotnie słyszałem treść pewnej reklamy.
    Otóż kobieta w słusznym wieku wylicza ukończone już prace w ogrodzie jak i te pozostające jeszcze do wykonania. Jej dorosła córka delikatnie protestuje kończąc to słowami:
    – Mamo usiądź i odpocznij sobie…
    Dalej było już o specyfiku, dzięki któremu mama jest silna i dobrze sobie radzi z obowiązkami.
    Mnie jednak wyraźnie brakowało w tym dopowiedzenia wypowiedzi troskliwej córki deklaracją:
    -Mamo usiądź i odpocznij sobie… a ja to wszystko za Ciebie zrobię…
    Przećwiczyłem tę kwestię z moją wnusią Marysią i wtedy przypomniałem sobie, że już o tym kiedyś pisałem. Pomyślałem, że warto do tego tekstu powrócić

    Polubienie

  7. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. (Iz 49,15). W wersie jest wspomniana matka. Dlaczego? Bo tylko kobieta, która nosiła pod sercem swoje dziecko, potrafi bezgranicznie kochać swoje dzieci. Są matki dobre i są matki złe. Wiele z nich wychowuje swoje dzieci same, nie mają warunków ani wiedzy w sprawie wychowywania dzieci. Przez to często dochodzi do nieporozumień. Sama nadopiekuńczość wyrządza dzieciom w przyszłości dużo złego. Mimo wszystko to kobieta, której należy się zawsze szacunek. Sama doceniłam swoją – kiedy zostałam matką. Wiem, że zawsze sugerowała się dobrem dla mnie, choć nie zawsze wychodziło. Na tym polega życie, relacje i uczenie się na błędach.

    Przeszły mnie ciarki po przeczytaniu słów dziewczyny, z której śmiali się koledzy z klasy, (napisany przez Pana powyżej przykład). Odpowiedziała dojrzale, choć przykro się czyta takie rzeczy. Wiem, że kryje się za tym dużo smutku i cierpienia. Często powtarzam też, że nie ma szkół dla rodziców – a powinny takie być dla dobra dzieci.
    Pozdrawiam serdecznie!

    Polubione przez 1 osoba

  8. „Pan Bóg nie mógł być wszędzie dlatego stworzył Matkę”.
    To obiegowe już powiedzonko jest bardzo wieloznaczne. Szczęśliwe dzieci przychodzące na świat jako oczekiwane i upragnione, a poza tym żyjące w dostatku. Wiemy że tak bywa raczej rzadko. Znaczna część dzieci żyje w nędzy i poniewierce.
    Na to nie znaleziono sposobu i raczej się nie znajdzie.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.