Lepiej i gorzej urodzeni

 

13 maja 2012 r na blogu zaprzyjaźnionej wirtualnie Siostry Małgorzaty pojawił się tekst będący relacją z jej wędrówek po kraju i odbytych w różnych miejscach spotkań z ludźmi.

 http://siostramalgorzata.blogspot.com/2012/05/lepiej-i-gorzej-urodzeni-i-miejsce-na.html?showComment=1337273581916#c733167162067916241 

w Skawinie- szkoła założona przez parafię, uczniów dwustu-gimnazjum i liceum, za friko, bo publiczna. I szalona PaniVice-Dyrektor, co misję ma i 70 wolontariuszy w kole Caritas. A wolontariusze nie są malowani, bo jeżdżą do domu samotnej matki dzieci bawić, zbiórki organizują, u Sióstr Miłosierdzia /z Kalkuty/ byli i wiele różnych rzeczy wyczyniają. Do tego młodzież normalna całkiem, jak z innego świata. Nie demoluje, nie bluzga, nie wkłada nauczycielom wiadra na głowę. Wniosek jeden-młodzież jest świetna jeśli ma przewodników. W Tarnobrzegu- katechetka, w Krakowie- siostry i dyrektorka. Pewnie w całej Polsce znalazłoby się niemało.Ale ciągle przecież-za mało. I jeszcze jeden wniosek- może na wyrost: ludzie, o których piszę traktują wychowanie młodych jako swoją chrześcijańską misję. Nie nawracanie, ale wychowywanie ludzi zdolnych do osobistych wyborów. Z drugiej strony młodzi ludzie w tych placówkach pochodzą po prostu z przyzwoitych rodzin, którym zależy na edukacji i wychowaniu dzieciaków wpewnych wartościach. Może tu tkwi sekret? W połączeniu jednego z drugim.
Ale w tym samym miasteczku jest inna młodzież – wałęsająca się po parku, pijąca na ławkach. Oni się gorzej urodzili. Kto do nich pójdzie?
– pyta Siostra.(podkreślenie moje)

Odpowiedziałem po dłuższym zastanowieniu, następującym komentarzem:

Tatul pisze…

Kto do nich pójdzie?
W dzisiejszych czasach to oni mogą pofatygować się i przyjść tam, gdzie znajdą coś, co ich zainteresuje i przeciągnie na dobrą stronę.
Taką rolę już spełniają „Orliki”- jako miejsce spędzania wolnego czasu, a w perspektywie mające powstawać w podobnej skali”Świetliki”. Gdyby tam znalazł się ktoś uznawany przez młodych i pokierował sensownie ich aktywnością, to pewnie mógłby sporo dla nich zdziałać.
Może instytucja „streetwalkera” zdałaby egzamin? Jak tam:
http://nnbielawa.com/formy-pomocy/streetwalker

Wielce szanowna autorka cytowanego bloga odpowiedziała następująco:

14 maja 2012 16:03

siostra Małgorzata Chmielewska pisze…

Tatulu, zbudowaliśmy wspaniałe boiska, świetlicę, siłownię na wsi. Za pieniądze prywatnych sponsorów, ponieważ żaden z wymienionych programów nie pasował. Orliki to ogromne inwestycje na dużym terenie i mała organizacja ani wioska ich nie utrzyma. Badałam sprawę dokładnie. Cóż z tego, że boisko jest przy gminnej szkole, kiedy młodzież nie ma tam dojazdu? Na nasze przychodzi czasem 50- 70 sztuk z wioski, a to nie jest gminna siedziba, tylko malutka wieś. Brak tylko owego streetwalkera. Żaden z okolicznych nauczycieli nie chce. Idea pracy społecznej na wsi nie istnieje. W tym problem.Wolontariusze są, ale w dużych miastach i w tej pracy jest ich na lekarstwo, bo to bardzo trudna robota. Pozdrawiam

Dzisiaj uzupełniłem tamten komentarz takim wpisem:

Tatul pisze…

Tytułem uzupełnienia podam link do materiału jaki dzisiaj zamieściła na Naszej-klasie moja była uczennica, a obecnie organistka wkościele Św. Barbary w Staszowie. Nawiązuje on do pytania zawartego w tekście:”Kto do nich pójdzie/”
http://www.youtube.com/watch?v=S_Y7yFKFQZA&feature=share

Kto zechce obejrzeć film ze spotkania Dobromira MAK Makowskiego z ludźmi zebranymi w Bazylice na katechezie audiowizualnej, ten potwierdzi znaczącą rolę streetwalkera –(mówiąc po polsku, osoby pierwszego kontaktu docierającej do miejsc zagrożonych tzw. melin i met) w wyciąganiu zagrożonych z ich nieszczęsnego położenia.To on rozmawia z osobami uzależnionymi. Zyskując ich zaufanie pomaga w wyciąganiu młodych ludzi z kłopotów w jakich znaleźli się najczęściej nie zwłasnej winy. Dobromir jest idealnym przykładem takiego pośrednictwa pomiędzy nizinami społecznymi, a normalnym światem. Przeżył wszystko co najgorsze może się stać udziałem dziecka i ogólnie młodego człowieka. Dzisiaj, dając świadectwo swojego niezawinionego przecież społecznego upadku najniżej jak to możliwe oraz wskazując jednocześnie drogę powrotu do naszego świata jest bardzo wiarygodny, szczery i przekonywający. Nawet jego słownictwo, strój i sposób zachowania się jest taki sam jaki należy do przedstawicieli subkultury, do której on się zwraca ze swoim – naszym przesłaniem. O takich właśnie pośredników powinniśmy się postarać jako społeczeństwo, w którym już dochodzi do coraz głębszych kontrastów, dopóki nie jest jeszcze za późno.

Właśnie dzisiaj, 17 maja w programie Radio ZET usłyszałem apel:

Nastolatku masz problem ? Zadzwoń na 116 111

Czwartek,17 Maja 2012  

 jest Dniem Telefonów Zaufania dla Dzieci. Pod numer 116 111 może zadzwonić każde dziecko, które ma jakikolwiek kłopot i nie ma się do kogo zwrócić.

Do Telefonu Zaufania 116111 dzwonią dzieci z szerokim spektrum problemów. Chcą rozmawiać o codziennych smutkach, kłopotach w szkole, kłótniach z przyjaciółmi i rodzicami. Czasem sięgają po słuchawkę, gdy myślą o samobójstwie, są ofiarami przemocy czy wykorzystywania seksualnego. Szukają przyjaznych dorosłych, którym mogą powierzyć swoje problemy i razem z nimi zastanowić się nad możliwym rozwiązaniami. –  mówi Lucyna Kicińska, koordynator telefonu zaufania. http://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Wiadomosci/Nastolatku-masz-problem-Zadzwon-na-116-111

 W Jedynce Polskiego Radia usłyszałem ponadto, że w ubiegłym roku z telefonu zaufania dla dzieci przeprowadzano ponad 930 rozmów tematycznych tygodniowo. W roku 2010 r. ponad 100 tys. dzieci zadzwoniło na numer 116 111, a w 2011 r. 150 tys. W 2010 r. konsultanci otrzymali około 2 tys. pytań drogą mailową, w roku 2011 – ponad 3,6 tys. Kontaktowały się głównie dzieci w wieku 12-15 lat. Wśród najczęściej poruszanych spraw były problemy w środowisku rówieśniczym, trudne relacje z rodzicami i rodzeństwem, problemy w szkole, przemoc, uzależnienia. Telefon 116111 obsługiwany jest m.in. przez wykwalifikowanych psychologów i pedagogów.Konsultanci udzielają porad, a także reagują, jeśli zachodzi sytuacja zagrożenia zdrowia lub życia dziecka. Infolinia działa 7 dni w tygodniu, w godzinach od 12:00 do 20:00.

 

Również dzisiaj udało mi się wysłuchać audycji PR, w której przedstawicielka Fundacji ITAKA omówiła problem związany z ucieczkami nastolatków z domów rodzinnych i z placówek opiekuńczych. Jest to już ogromna skala problemu gdyż dotyczy około 15 tysięcy nastolatków uciekających co roku w poszukiwaniu samodzielnego rozwiązania swoich prawdziwych, czy też wyimaginowanych problemów i pakujących się przez to często w jeszcze większe kłopoty. ITAKA  w ramach kampanii społecznej NIE UCIEKAJ ,  na swojej stronie http://nieuciekaj.pl  przygotowała materiały oświatowe i propagandowe zawarte w strefie nastolatka, strefie rodzica i opiekuna oraz strefie nauczyciela  przemawiające do wyobraźni wszystkich zainteresowanych sprawą ograniczenia ucieczek, w myśl przewodniego hasła: NIE UCIEKAJ, UCIECZKA TO NIE ROZWIAZANIE.

I jeszcze jeden obszar koniecznego zainteresowania i pilnej społecznej troski o los dzieci i młodych ludzi gorzej urodzonych i przez to zagrożonych wykluczeniem społecznym. Oto przed kilku dniami przez media przewinął się temat Państwowych Domów Dziecka, w których wciąż mieszka 25-30 tys. podopiecznych. Tym razem poinformowano nas, o tym że:

Najwyższa Izba Kontroli w przekazanym w poniedziałek PAP raporcie informuje, że tylko 3 proc. dzieci w domach dziecka to sieroty. 17 proc. wychowanków ma jednego, a 80 proc. oboje rodziców. Jednocześnie spada odsetek dzieci wracających do biologicznych rodzin (obecnie wynosi on 25-30 proc.).http://www.deon.pl/wiadomosci/polska/art,13280,tylko-3-proc-dzieci-w-domach-dziecka-to-sieroty.html

Przed wojną tego typu obiekty i placówki nazywano sierocińcami lub ochronkami. Teraz mamy inną nazwę, ale czy faktycznie są to DOMY – w powszechnym rozumieniu pojęcia DOM – dla tych dzieci? Dlaczego rodzinne domy dziecka, rodziny zastępcze, czy zwyczajni potencjalni rodzice muszą tracić na załatwienie formalnej i prawnej  adopcji tyle lat i przechodzić takie tortury psychiczne? Przecież zgłaszając wolę przyjęcia dziecka otrzymują tę szansę wtedy, gdy ich dziecko już przestaje być dzieckiem i trudno mu wytłumaczyć to wszystko, co go niezasłużenie spotkało lub zatrzeć w jego psychice urazywy wołane opieką serwowaną w bidulach  – jak chętnie nazywa się te placówki w popularnych serialach?

Jak pomóc gorzej urodzonym?