Świętujemy

Doczekaliśmy na nabożnym skupieniu uroczystości Triduum Paschalnego i Wielkiej Niedzieli.

Wszystko przebiegało podobnie jak w napisanej 2008 r Wielkanocnej opowieści : http://tatulowe.blog.onet.pl/Opowiesc-wielkanocna,2,ID373093661,n

Było chłodno i dość wietrznie. Bojąc się kolejnego zaostrzenia mojej choroby nie zaryzykowałem jednak udziału w procesji wokoło kościoła i pilnowałem zajętego wcześniej miejsca w ławce. Wiele starszych osób postąpiło podobnie. Wykorzystywane w kościele nowe nagłośnienie sprawiało, że efekty dźwiękowe w postaci wystrzałów i śpiewu przybliżały nas do wrażeń jakie mieli bezpośredni uczestnicy procesji rezurekcyjnej. Tradycja wystrzałów towarzyszących w naszej parafii procesji i ważnym elementom mszy, pomimo naturalnego ubytku jej kontynuatorów została jednak podtrzymana. Moje wspomnienia związane z pamiętną Rezurekcją , kiedy przychodziła na świat moja córka Ania były równie mocne jak przed czterema laty i chyba również podobne do wszystkich kolejnych Rezurekcji jakie od tamtego czasu przeżywałem. Tak już chyba pozostanie, że nasza Ania będzie miała podwójne urodziny. Te metrykalne przypadające na 30 marca ( na ten dzień przypadała Wielka Niedziela w 1975 r) i ruchome  urodziny w Wielką Niedzielę. To jest już ugruntowane w nas, jej rodzicach, a sama jubilatka nawet nie zgłasza o to pretensji.

To jednak jest tylko wątek poboczny mojego przeżywania świąt wielkanocnych. Co do meritum to muszę przyznać, że wiele skorzystałem na wsłuchiwaniu się w wypowiedzi ludzi, którzy trudzili się aby objaśnić znaczenie tych najważniejszych świąt chrześcijaństwa . Wystarczyło być tam gdzie odgrywał się spektakl (np. Droga Krzyżowa, czy Misterium Męki Pańskiej)  i uważnie słuchać, aby poddać się nastrojowi chwili. Jak długo zachowam wspomnienia z okresu tych świąt? Zobaczymy.

Gdy słyszałem księdza życzącego, aby cud Zmartwychwstania odmieniał nasze myśli i serca, to byłem absolutnie po jego stronie. To jest przecież paląca potrzeba  większości coraz bardziej skłóconych Polaków, a więc intencja jest uzasadniona

Gdy ksiądz mówił o radości płynącej z faktu Zmartwychwstania, to popatrzyłem na ludzi wokół w poszukiwaniu w ich twarzach owej radości i nie dostrzegłem zgoła nic. Żadnych wrażeń. Może dopiero w domach, przy świątecznym śniadaniu, podczas dzielenia się święconką ujawnią ową radość?

Po powrocie do domu zastaliśmy naszych domowników już na nogach i w trakcie przygotowań do małego rodzinnego śniadanka, bowiem trudno było czekać na czczo na oficjalne świąteczne śniadanie mające się tym razem odbyć w domu mojej siostry Anny w późniejszej porze. W tym czasie przeczytałem komentarze do ostatniej opowieści o moich rekolekcjach. Okazało się po raz kolejny, że moje przekonanie religijne nie znajdują  uznania u niektórych z moich czytelników. Nie pomogło wsparcie ze strony Siostry Małgorzaty, gdyż nadal pojawiają się oskarżenia o nasze bałwochwalstwo. Cóż jednak począć na tak wielkie zróżnicowanie poglądów na wiarę jak i na praktyki z niej płynące? Trzeba się tolerować !

W dyskusji jaką czytałem na blogu Siostry Małgorzaty znalazłem ciekawą wypowiedź na temat trzech kluczowych wartości ogólnoludzkich. Przeczytajcie ją sami:

 

 

Niewątpliwie Wiara , Nadzieja i Miłość to trzy dary bezpośrednio pochodzące od Boga, które mają nas chronić w różnych etapach życia i dodawać nam sił. To taka Trójca dana nam od Boga do tego by życie nasze mogło się doskonalić i niewątpliwie jest mistycznym nawiązaniem, analogią do  Boga w Trójcy Jedynego.  Zatem trudno wyobrazić sobie sens owej wiary, nadziei i miłości w oderwaniu od siebie. Ktoś kto ma wiarę, musi mieć miłość i nadzieję. Ktoś kto ma miłość, również ma wiarę i nadzieję. Ktoś kto ma nadzieję, musi wierzyć w miłość. Przynajmniej tak mi się zdaje. ~Zbyszek .

Mnie się również tak wydaje.

Poza wymiarem religijnym inne tradycje związane z trwającymi świętami mają się dobrze. U sąsiadów już przed świętami widziałem jak chłopcy sposobili się do dyngusa i próbowali zakupione specjalnie do tego celu pistolety na wodę. Gdy mój zięć zaprowadził rano swoją córeczkę, niby przypadkiem do ogródka to znaleźli pozostawiony tam przez zajączka piękny prezent. Marysia nie potrafiła wyjaśnić skąd zajączek wiedział, że ona tu będzie spędzać święta, ale z prezentu była bardzo zadowolona.

Wesołego świętowania…