Język nasz ojczysty

Na całym świecie w dniu 21 lutego obchodzony jest Dzień Języka Ojczystego. Świętujemy i cieszmy się językową różnorodnością, która szybko odchodzi w niebyt. Naukowcy całego świata ostrzegają, że połowa z sześciu tysięcy wciąż używanych języków jest zagrożona wyginięciem!
UNESCO promuje wielojęzyczne podejście do edukacji, oparte na promocji i poszanowaniu języka ojczystego, dostrzegając w nim skuteczne narzędzie walki z wykluczeniami społecznymi i warunek dostępu do wysokiej jakości edukacji. Języki to także silny instrument ochrony dziedzictwa, zarówno materialnego, jak i niematerialnego. Wszelkie działania podejmowane dla promocji i upowszechniania języków ojczystych służą nie tylko ochronie różnorodności językowej i edukacji w tej dziedzinie, ale także budowaniu świadomości bogactwa różnorodności kulturowej i językowej świata oraz potrzeby solidarności opartej na zrozumieniu, tolerancji i dialogu” – głosi uchwała UNESCO dotycząca tegorocznego Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego.
W tym roku hasło święta brzmi: „Nauka języka ojczystego a edukacja włączająca”. W ramach polskich obchodów tego święta w Pałacu Prezydenckim odbyła się debata „Polszczyzna czterech pokoleń„, a wieczorem w Teatrze Polskim uroczysta gala Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego.
   Przyznacie Państwo, że rozmach w organizacji obchodów był mniej niż średni, a obecność przewodniego tematu w mediach miała jeszcze bardziej skromny wymiar.
Stawiam tezę, że nasi włodarze i autorytatywni językoznawcy nie widzą zagrożeń dla naszego niezwykle bogatego i stale rozwijającego się języka. Kolejni ministrowie oświaty wychodząc naprzeciw potrzebie dobrego opanowania języka ojczystego wśród dziatwy będącej w wieku najlepszym dla takiej edukacji włączającej, metodami wprost i na skróty wprowadzili taką maturę z języka polskiego, aby wszyscy mogli ją zdać niezależnie od posiadanych umiejętności i zdolności do wypowiadania się w słowie i piśmie. Poziom znajomości języka ojczystego osiągnięty w szkole średniej, jest więc świadomie używanym narzędziem walki z wykluczeniem społecznym i stanowi warunek dostępu do wysokiej jakości edukacji, a więc jest dobrze, prawda?
Tylko dlaczego jest tak źle, że osiągamy w przekroju społecznym coraz wyższy stopień wtórnego analfabetyzmu zwanego analfabetyzmem funkcjonalnym? Potrafimy czytać, byle tekst nie przekraczał 1-2 stron maszynopisu, nie rozumiemy instrukcji obsługi urządzeń gospodarstwa domowego, nie czytamy prasy, spada czytelnictwo książek i coraz więcej ludzi po prostu nie rozumie o czym mówią do niego politycy i dziennikarze.
   Młodzież, jak to zawsze w przeszłości bywało, rozwija swój własny język, w którym jest dużo zapożyczeń z języka angielskiego, powszechnie stosowanego w informatyce, a także różnych ciekawych i zabawnych czasem nowych określeń wprost ze słownictwa piosenek. Często nawet  rodzice nie rozumieją tej nowomowy stosowanej przez swoje dzieci w kontaktach z rówieśnikami. Gdyby mieli wgląd w treść pisanych przez nich SMS-ów i e-maili, to by się bardzo zdziwili bogactwem języka,skalą stosowanych wulgaryzmów, budową zdań, gramatyką i ortografią. Na szczęście szanują poufność poczty lub też często nie potrafią się dobrać do tego zbioru wiedzy o współczesnych problemach ludzi młodych i żyją w błogiej nieświadomości, a te dwa światy istnieją równolegle obok siebie.
Profesor Jerzy Bralczyk pytany przez panią redaktor prowadzącą z nim wywiad odpowiadał ze zwykłą sobie swadą i galanterią słowną:
– Panie profesorze, czy pan esemesuje?-
– Oczywiście, jestem do tego zmuszony, gdy odpisuję esemesami na esemesy. Sam rzadko je wysyłam, zrobiłem to do tej pory zaledwie kilka razy.
– W esemesie dba pan o ortografię, interpunkcję?
O tak. Teraz trochę cierpię, bo mam nowego tableta i nie potrafię jeszcze na nim pisać z   polskimi znakami. Jestem sfrustrowany, boli mnie, gdy piszę tak niepoprawnie!  Ale w mailu zawsze piszę z polskimi znakami – uważam to za bardzo ważne. Dziś największe zagrożenie dla polszczyzny widzę właśnie w tym, że będziemy musieli, a co gorsza – będziemy chcieli pozbyć się tych charakterystycznych polskich liter. Młodzież wysyła esemesy bez polskich znaków pewnie z powodów ekonomicznych, bo to tańsze, ale zauważam, że młodzi czytają chętnie już bez tych znaków, nie widzą żadnej różnicy. Dla mnie to bardzo przykre, bo ja lubię te polskie „ąści”.
– Jak byśmy mówili, gdybyśmy pisali bez polskich znaków? pyta dalej redaktor.
– Anglicy mówią inaczej, niż piszą, i jakoś dają sobie radę. Przypuszczam, że żywa mowa utrzymałaby ę, ą, ś, ć, ale w piśmie by tych znaków już nie było.
– Mówi pan to pół żartem, pół serio? – pyta rozmówczyni
– Trzy czwarte serio. Myślę, że kiedyś znikną z polszczyzny te wszystkie „ąści”. To się już zaczyna, od esemesów, od maili. Potem kto wie, czy nie ukażą się elektroniczne formy prasy bez polskich znaków? A potem może i prasa drukowana?
– Kiedy może dojść do tych dramatycznych wydarzeń?
– Nieprędko, ale być może jeszcze za naszego życia. Wszystko zależy od młodzieży. Czy będzie chciała tylko tak pisać, czy i tak czytać. I kiedy to się zacznie. Bo to użytkownicy kształtują język.
-Gdyby pan mógł, to chciałby pan powstrzymać jakoś ten proces?
– Ten akurat tak. Chociaż jestem tolerancyjny i otwarty na zmiany językowe
– Irytują pana takie błędy?
– Irytacja jest mi obca, raczej mnie to bawi, czasem smuci. To rzecz jasna przykre, jeśli rozstajemy się z zasadami ortografii.
– Ma pan odruch, by poprawiać ludzi, którzy mówią z błędami?
– W myśli. Czasami zdarza mi się poprawić kogoś głośno, ale tylko wtedy, kiedy jestem pewien, że nie zrobię nikomu przykrości. ...
Na pytanie o poprawność i dopuszczalność stosowania pojawiających się nowych terminów i form językowych  oraz jego rady w tym względzie na przyszłość, odpowiedział:
Niczego bym nie radził…odgórnie języka nie zmienimy. Trzeba ufać językowi, sam się zmieni, jak będzie trzeba.
http://wyborcza.pl/1,75478,10878013,Polszczyzna_bez__asci___Jezyk_polski_sie_uprosci.html
Jest więc dobrze, a będzie jeszcze lepiej, prawda?