Nie ma ludzi zdrowych

Wszyscy starsi pamiętają boksera, olimpijczyka Jerzego Kuleja, który w czasie benefisu Daniela Olbrychskiego 12 grudnia 2011 miał zawał. Od natychmiastowej śmierci uratował go obecny na sali mąż Grażyny Torbickiej. Życzyliśmy mu szybkiego powrotu do zdrowia.To on był autorem słynnego powiedzenia o bokserach, z którego wynikało, że nie ma boksera odpornego na ciosy, a są jedynie źle trafieni. Na tej samej zasadzie możemy śmiało powiedzieć, że nie ma u nas ludzi zdrowych, są jedynie nie zdiagnozowani lub źle zdiagnozowani. Rozejrzyjmy się wokół i policzmy ile osób pośród krewnych, czy znajomych i przyjaciół aktualnie choruje. Popatrzmy na nasze domowe apteczki, w których mamy zapasy leków aktualnie zażywanych lub takich, których nie połknęliśmy, bo objawy dawnej choroby ustąpiły. Kogo nie zapytamy ten powie, że coś go strzyka, kłuje czy łupie, coś go przygnębia lub rozdrażnia i w związku z tym był lub zamierza iść do lekarza, albo leczy się sam, bo …boi się lekarza, bo samo przejdzie…Jesteśmy jednym z największych konsumentów leków przeciwbólowych w całej Europie, mimo, że ich ceny u nas, w odniesieniu do zarobków są najwyższe. Jesteśmy również najbardziej podatni na reklamę para leków i suplementów diety, które nie mogą nam zaszkodzić, a czy pomogą??? To już zależy od naszego nastawienia psychicznego, bo jak wiemy zwykłe placebo daje pozytywny skutek u kilkunastu nawet proc. przyjmującą taki specyfik złożony jak wiemy z samej masy tabletkowej, bez substancji leczącej. I tak sobie poczynamy aż zło, które świadomie lub nieświadomie sobie serwujemy przewyższa zdolności obronne organizmu i następuje stan zwany chorobą. Gdy już trafimy do lekarza i do tego mamy szczęście trafić na dobrego fachowca, to szybciej, czy wolniej, ale dochodzi do rozpoznania choroby i jakiejś terapii. Kto już to przeszedł, ten swoje wie. Kto jeszcze nie przeżył strachu o życie swoje, czy najbliższych, ten na razie lekce sobie waży istniejace zagrożenia. Nie szanuje zdrowia i nie stosuje profilaktyki zdrowotnej, bo to jego nie dotyczy…do czasu. Tymczasem warunki odzyskiwania zdrowia w Polsce z roku na rok ulegają pogorszeniu. Obnażono nam to brutalnie przy próbie wdrożenia reformy refundacji leków, kiedy lekarze rozpoczęli protest. Kto słuchał wypowiadanych w debacie opinii strony rządowej i opozycji ten zrozumiał, że lepiej już było. Każda reforma odbiera komuś świadczenia, do których przywykł i mimo, że komuś jednak coś poprawia, to jednak ma na celu ogólne zmniejszenie wydatków i świadczeń. Przybywa ludzi starszych i częściej zapadających na różne, najczęściej przewlekłe choroby, a ci ludzie mają niestety bardzo chude portfele, aby ich było stać na prywatne leczenie i wykupienie leków przy 100 proc. odpłatności.
Tak wygląda troska o nasze SOMA, czyli CIAŁO w języku medycznym jakim jest łacina. Człowiek to jednak nie tylko ciało. Oprócz ciała mamy jeszcze duszę czyli PSYCHE i dopiero traktując człowieka jako jedność psychosomatyczną mamy szansę na utrzymanie go w zdrowiu i skuteczne leczenie gdy jego zdrowie ulegnie pogorszeniu. W cytowanym tu artykule, czytamy m.in.: http://creator.edu.pl/artykuly/choroba-alzheimera.html

Już w starożytności Platon powiedział: „Szaleństwem byłaby chęć leczenia tylko ciała bez leczenia ducha”.  Słowa te odnoszą się do każdej dziedziny medycyny. Współcześni lekarze coraz lepiej zdają sobie sprawę z tego, iż wszystkie zaburzenia maja charakter psychosomatyczny w tym sensie, iż polegają na ustawicznym współoddziaływaniu umysłu i ciała. Każda choroba ogarnia równocześnie te dwa aspekty, tak ze sobą powiązane, że nie sposób ich rozdzielić. Dowodem leczniczego wpływu samego tylko pozytywnego nastawienia pacjenta jest efekt placebo, które jest imitacją lekarstwa przypominającą normalne leki podawanego pacjentom przekonanym, że otrzymują prawdziwy lek. Siła pozytywnego nastawienia pacjenta jest wzmacniana poprzez terapeutę za pomocą sugestii. Z wielu badań wynika, że placebo przynosi szczególnie dobre rezultaty w łagodzeniu lub usuwaniu objawów fizycznych, pomaga też w wyleczeniu chorób, na które medycyna nie zna żadnego skutecznego lekarstwa.

Ustanowienie lekarzy rodzinnych i przychodni pierwszego kontaktu służyło właśnie temu celowi, aby przybliżyć opiekę do pacjenta, aby chory wybierając sobie lekarza miał szansę nawiązać z nim tak niezbędną nić zaufania i przyczynić się do poprawy skutków leczenia. Jak to się udało??? Chyba każdy ma na ten temat własne opinie i niekoniecznie zgodne ze sobą.
Jak zatem jest z leczeniem naszej duszy? Odpowiedź zawiera się choćby w ponurym dowcipie o skardze pacjentki wygłoszonej wobec lekarza.
– Panie doktorze, ja przyszłam do pana, aby mnie pan zbadał i wysłuchał, a pan wsadził głowę w komputer i nawet na mnie nie spojrzy! Co mi po takim leczeniu?
Lekarz oczywiście skorygował swoje postępowanie, ale to co tam zaszło jest przecież faktem w wielu przychodniach. Chorzy pragną zainteresowania, intymności i jakichś objawów serdeczności, troski i nawet współczucia. Jeśli to otrzymają natychmiast lgną do tego „lekarza z powołaniem” i jego sława przekracza lokalne środowiska. System opieki nie jest jednak szczególnie zainteresowany takimi przypadkami, a chorzy ???
Leczeniem duszy chorego człowieka zajmują się nie tylko lekarze.
Od 11 lutego 1993 Kościół katolicki na całym świecie obchodzi Światowy Dzień Chorego przypadający w dniu święta Matki Bożej z Lourdes – 
Dzień był oryginalną, niezwykle cenną inicjatywą Jana Pawła II, a zarazem konkretną jego odpowiedzią na zgłaszane od wielu lat z różnych stron świata prośby i postulaty, aby przynajmniej jeden dzień w roku poświęcić w sposób szczególny tym, którzy fizycznie i duchowo nie mogą w pełni korzystać z uroków życia oraz oczekują naszej pomocy i wsparcia. – (podkreślenie moje)

Wszyscy, którzy byli w kościele w ubiegłą niedzielę usłyszeli choćby w ogłoszeniach zaproszenie do przywiezienia na specjalną mszę w sobotę 11 lutego swoich bliskich, którzy zdjęci chorobą nie są w stanie samodzielnie przybyć, aby modlić się o zdrowie i przyjąć sakrament chorych. Jestem pewien, że ludzie przywiozą tych, którym zwykła pomoc pielęgnacyjna i transport umożliwią fizyczną obecność w kościele. Wszystkie inne przypadki ciężko chorych znane już księżom lub teraz zgłoszone obsłużą oni sami dojeżdżając do domów chorych. Tak jest u nas od lat i sam korzystałem z takich zaproszeń dla swojego taty.

Ja również bywałem chory i jak wszyscy znający warunki szpitalne widziałem tam codziennie księży odwiedzających sale szpitalne z ofertą spowiedzi i komunii świętej. W każdym szpitalu istnieją też kaplice z pełnym wyposażeniem niezbędnym do uczestnictwa chorych we mszach św. i można tam spotkać chorych szukających pociechy i zrozumienia tego co ich spotkało. W dzieło pomocy ludziom chorym zaangażowana jest cała rzesza ludzi kościoła. Jak to wynika z wypowiedzi Ks. Wojciecha Sadłonia z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, w Polsce działa ok. 500 kapelanów: 211 zakonnych i ponad 200 księży diecezjalnych pracujących jako kapelani szpitalni. Pomocą ze strony parafii objętych jest ponad 664 tys. osób chorych. Jest to głównie opieka duchowa, organizowanie czasu wolnego i np. spotkań opłatkowych dla chorych, pomoc pielęgniarska i materialna, wsparcie dla członków rodziny pozostających w żałobie. W 2009 r. o taką pomoc zwróciło się w swojej parafii prawie 42 tys. osób. Aż w 67 proc. parafii aktywni są świeccy wolontariusze (32 tys. osób), którzy opiekują się chorymi członkami wspólnoty parafialnej. Robią to indywidualnie lub za pośrednictwem organizacji charytatywnych działających w parafii.

Czy ta pomoc odnosząca się bardziej do duszy niż ciała może obejmować wszystkich chorych, niezależnie od wyznania, czy światopoglądu? A kto spełni taką samą rolę wobec niewierzących? Jak pogodzić te dwie sfery koniecznego przecież oddziaływania na chorego w dążeniu do szybkiej poprawy jego zdrowia? Pytania, pytania…

Na wszelki wypadek pamiętajmy, że nasze zdrowie aż w 50 proc. zależy od nas samych, a na pozostałe przyczyny składają się cechy dziedziczone po przodkach, środowisko w którym żyjemy, wypadki losowe i inne

Reklamy