Mamy problem z uznaniem autorytetów?

Po napisaniu poprzedniego tekstu, od paru już dni chodzę zadumany wokół poruszanych tematów czekając na kolejne komentarze. Niestety. Może temat zbyt drażliwy i mało nośny, albo moje widzenie świata tak znacznie odbiega od przyjętych i utrwalonych standardów, że tylko przez grzeczność nie zostałem złajany? Nie wiem i nie dowiem się tego.

Czytaj dalej

Jeszcze raz w kwestii języka

   W ubiegłą sobotę zdarzyło mi się dwukrotnie uczestniczyć we mszy św. odprawianej w intencji członków mojej rodziny. Na obydwu mszach, nasz kuzyn Krzysio odczytał piękny i bardzo wymowny w aspekcie języka tekst przewidzianego na ten dzień czytania z Pisma Świętego. Nie siląc się na interpretację tego tekstu zacytuję go wprost. Oto on:

Subject: Czytania na każdy dzień – sobota, 18 lutego 2012
(Jk 3,1-10)
Niech zbyt wielu z was nie uchodzi za nauczycieli, moi bracia, bo wiecie, iż
tym bardziej surowy czeka nas sąd. Wszyscy bowiem często upadamy. Jeśli kto
nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także
całe ciało. Jeżeli przeto zakładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były
posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są
potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki
kierunek, jak odpowiada woli sternika. Tak samo język, mimo że jest małym
organem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las
podpala. Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród
wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony
ogniem piekielnym rozpala krąg życia. Wszystkie bowiem gatunki zwierząt i
ptaków, gadów i stworzeń morskich można ujarzmić i rzeczywiście ujarzmiła je
natura ludzka. Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło
niestateczne, pełne zabójczego jadu. Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i
nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust
wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi.

Powyższemu tekstowi towarzyszył psalm:

(Ps 12,2-5.7-8)
REFREN: Ty nas zachowasz, Panie nasz i Zbawco

Ratuj, o Panie, bo brakuje pobożnych,
zanikła wierność wśród ludzi.
Wszyscy okłamują swych bliźnich,
z obłudą w sercu mówią podstępnymi wargami.

Niech Pan wygubi wszystkie podstępne wargi
i języki skłonne do zuchwalstwa.
Tych, którzy mówią: „Naszą siłą język,
usta nasze nam służą, któż jest naszym panem?”

Słowa Pana są szczere,
wypróbowane srebro bez domieszki ziemi,
siedmiokroć czyszczone.
Ty nas zachowasz, o Panie,
na wieki nas ustrzeżesz od tego plemienia.

To było czytane i śpiewane w świątyni. A co poza nią?

  Akurat w tym samym czasie opublikowano list Przewodniczącego Episkopatu Polski, Arcybiskupa Michalika skierowany do wiernych jego diecezji, w którym wskazuje się na zagrożenia dla wiary płynące ze współczesnego świata. List jest już powszechnie znany i komentowany we wszystkich mediach. Napotkany na Forum Wiadomości Onet.pl w dziale Waszym zdaniem artykuł pt. „Panie Abp. Józefie Michalik, nie tędy droga” otrzymał bardzo dużo, bardzo dobrych ocen. Dyskusja prowadzona w większości przypadków przez wrogów kościoła może nasunąć wątpliwości nawet tym, którym zdawało się, że w temacie wiary są „wodoszczelni”
 http://wiadomosci.onet.pl/waszymzdaniem/73740,panie_abp_jozefie_michalik__nie_tedy_droga_,artykul.html
   Jesteśmy akurat w samym ogniu działań (czytaj wojny) o przyznanie telewizji Trwam miejsca na multipleksie. Jakich argumentów używa się w tej wojnie, to również wiedzą wszyscy, bo trudno nie słyszeć wykrzykiwanych haseł, lub nie czytać ich na transparentach prezentowanych pod polskimi urzędami centralnymi jak i pod ambasadami ,czy też pod konsulatami polskimi w wielu państwach, gdzie dociera program „Jedynej Godnej Zaufania” rozgłośni z Torunia. Nie jest to język chrześcijan, a bitwa nie toczy się katolicką telewizję, tylko o telewizję prywatnej spółki Lux Veritatis, co poświadcza  wywiad jakiego dzisiaj udzielił ks.biskup Pieronek: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/bp-pieronek-ws-o-rydzyka-to-absurd-i-brak-cnot,1,5035060,wiadomosc.html .
 Determinacja w dążeniu do zwycięstwa jest wielka , ale czy to  wynika to z potrzeby ewangelizacji ? Otóż nie! To jest tylko część prawdy. Prawica wspierająca spółkę chce mieć tubę oddziaływania na wyborców w dążeniu do zdobycia władzy z Polsce, gdyż to im się po prostu należy. Oni wiedzą jak rządzić lepiej od obecnego rządu i teraz mają okazję zarobić dodatkowe punkty w zamian za udzielone poparcie. I się z tym nie kryją.
   Rząd, ustami premiera – wypowiedź z wczorajszego spotkania z klubem parlamentarnym Solidarna Polska – odżegnuje się od” maczania palców” w sprawę odmowy przyznania miejsca na multipleksie jako, że „…o wolność wypowiedzi i o pluralizm w mediach walczył jeszcze w czasach tzw. komuny…”.
   Każdy ma swoje racje, a gdzie jest  obiektywna prawda? Aż się prosi przytoczyć definicję prawdy sformułowanej niegdyś przez ks. prof, Józefa Tischnera, czego jednak robić nie będę, gdyż wszyscy ją znają.
Przytaczam tylko niektóre przykłady z polskiego kotła, gdzie słowo już dawno nie posiada tej samej wartości dla wszystkich i używane jest świadomie jako broń w walce. Padają często słowa obelżywe, poniżające i  delikatnie mówiąc mijające się z prawdą.
Aby nie sięgać dalej i głębiej postawię takie oto pytanie:
– Co się z nami porobiło?
Niezależnie od tego, po której stronie się opowiadamy i o co walczymy, to powinniśmy brać pod uwagę to, co cytowałem na wstępie ze słów św. Jakuba:
   Jeśli kto nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało. Jeżeli przeto zakładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były
posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są
potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki
kierunek, jak odpowiada woli sternika. Tak samo język, mimo że jest małym
organem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las
podpala. Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród
wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony
ogniem piekielnym rozpala krąg życia.

Wiele zła czynimy sobie nawzajem jeśli w ferworze walki zapominamy o tym, że:

…Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło
niestateczne, pełne zabójczego jadu. Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i
nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust
wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi – napisano niegdyś w Świętej Księdze .
 
Czy te słowa mają nadal jakąś wartość?

Język nasz ojczysty

Na całym świecie w dniu 21 lutego obchodzony jest Dzień Języka Ojczystego. Świętujemy i cieszmy się językową różnorodnością, która szybko odchodzi w niebyt. Naukowcy całego świata ostrzegają, że połowa z sześciu tysięcy wciąż używanych języków jest zagrożona wyginięciem!
UNESCO promuje wielojęzyczne podejście do edukacji, oparte na promocji i poszanowaniu języka ojczystego, dostrzegając w nim skuteczne narzędzie walki z wykluczeniami społecznymi i warunek dostępu do wysokiej jakości edukacji. Języki to także silny instrument ochrony dziedzictwa, zarówno materialnego, jak i niematerialnego. Wszelkie działania podejmowane dla promocji i upowszechniania języków ojczystych służą nie tylko ochronie różnorodności językowej i edukacji w tej dziedzinie, ale także budowaniu świadomości bogactwa różnorodności kulturowej i językowej świata oraz potrzeby solidarności opartej na zrozumieniu, tolerancji i dialogu” – głosi uchwała UNESCO dotycząca tegorocznego Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego.
W tym roku hasło święta brzmi: „Nauka języka ojczystego a edukacja włączająca”. W ramach polskich obchodów tego święta w Pałacu Prezydenckim odbyła się debata „Polszczyzna czterech pokoleń„, a wieczorem w Teatrze Polskim uroczysta gala Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego.
   Przyznacie Państwo, że rozmach w organizacji obchodów był mniej niż średni, a obecność przewodniego tematu w mediach miała jeszcze bardziej skromny wymiar.
Stawiam tezę, że nasi włodarze i autorytatywni językoznawcy nie widzą zagrożeń dla naszego niezwykle bogatego i stale rozwijającego się języka. Kolejni ministrowie oświaty wychodząc naprzeciw potrzebie dobrego opanowania języka ojczystego wśród dziatwy będącej w wieku najlepszym dla takiej edukacji włączającej, metodami wprost i na skróty wprowadzili taką maturę z języka polskiego, aby wszyscy mogli ją zdać niezależnie od posiadanych umiejętności i zdolności do wypowiadania się w słowie i piśmie. Poziom znajomości języka ojczystego osiągnięty w szkole średniej, jest więc świadomie używanym narzędziem walki z wykluczeniem społecznym i stanowi warunek dostępu do wysokiej jakości edukacji, a więc jest dobrze, prawda?
Tylko dlaczego jest tak źle, że osiągamy w przekroju społecznym coraz wyższy stopień wtórnego analfabetyzmu zwanego analfabetyzmem funkcjonalnym? Potrafimy czytać, byle tekst nie przekraczał 1-2 stron maszynopisu, nie rozumiemy instrukcji obsługi urządzeń gospodarstwa domowego, nie czytamy prasy, spada czytelnictwo książek i coraz więcej ludzi po prostu nie rozumie o czym mówią do niego politycy i dziennikarze.
   Młodzież, jak to zawsze w przeszłości bywało, rozwija swój własny język, w którym jest dużo zapożyczeń z języka angielskiego, powszechnie stosowanego w informatyce, a także różnych ciekawych i zabawnych czasem nowych określeń wprost ze słownictwa piosenek. Często nawet  rodzice nie rozumieją tej nowomowy stosowanej przez swoje dzieci w kontaktach z rówieśnikami. Gdyby mieli wgląd w treść pisanych przez nich SMS-ów i e-maili, to by się bardzo zdziwili bogactwem języka,skalą stosowanych wulgaryzmów, budową zdań, gramatyką i ortografią. Na szczęście szanują poufność poczty lub też często nie potrafią się dobrać do tego zbioru wiedzy o współczesnych problemach ludzi młodych i żyją w błogiej nieświadomości, a te dwa światy istnieją równolegle obok siebie.
Profesor Jerzy Bralczyk pytany przez panią redaktor prowadzącą z nim wywiad odpowiadał ze zwykłą sobie swadą i galanterią słowną:
– Panie profesorze, czy pan esemesuje?-
– Oczywiście, jestem do tego zmuszony, gdy odpisuję esemesami na esemesy. Sam rzadko je wysyłam, zrobiłem to do tej pory zaledwie kilka razy.
– W esemesie dba pan o ortografię, interpunkcję?
O tak. Teraz trochę cierpię, bo mam nowego tableta i nie potrafię jeszcze na nim pisać z   polskimi znakami. Jestem sfrustrowany, boli mnie, gdy piszę tak niepoprawnie!  Ale w mailu zawsze piszę z polskimi znakami – uważam to za bardzo ważne. Dziś największe zagrożenie dla polszczyzny widzę właśnie w tym, że będziemy musieli, a co gorsza – będziemy chcieli pozbyć się tych charakterystycznych polskich liter. Młodzież wysyła esemesy bez polskich znaków pewnie z powodów ekonomicznych, bo to tańsze, ale zauważam, że młodzi czytają chętnie już bez tych znaków, nie widzą żadnej różnicy. Dla mnie to bardzo przykre, bo ja lubię te polskie „ąści”.
– Jak byśmy mówili, gdybyśmy pisali bez polskich znaków? pyta dalej redaktor.
– Anglicy mówią inaczej, niż piszą, i jakoś dają sobie radę. Przypuszczam, że żywa mowa utrzymałaby ę, ą, ś, ć, ale w piśmie by tych znaków już nie było.
– Mówi pan to pół żartem, pół serio? – pyta rozmówczyni
– Trzy czwarte serio. Myślę, że kiedyś znikną z polszczyzny te wszystkie „ąści”. To się już zaczyna, od esemesów, od maili. Potem kto wie, czy nie ukażą się elektroniczne formy prasy bez polskich znaków? A potem może i prasa drukowana?
– Kiedy może dojść do tych dramatycznych wydarzeń?
– Nieprędko, ale być może jeszcze za naszego życia. Wszystko zależy od młodzieży. Czy będzie chciała tylko tak pisać, czy i tak czytać. I kiedy to się zacznie. Bo to użytkownicy kształtują język.
-Gdyby pan mógł, to chciałby pan powstrzymać jakoś ten proces?
– Ten akurat tak. Chociaż jestem tolerancyjny i otwarty na zmiany językowe
– Irytują pana takie błędy?
– Irytacja jest mi obca, raczej mnie to bawi, czasem smuci. To rzecz jasna przykre, jeśli rozstajemy się z zasadami ortografii.
– Ma pan odruch, by poprawiać ludzi, którzy mówią z błędami?
– W myśli. Czasami zdarza mi się poprawić kogoś głośno, ale tylko wtedy, kiedy jestem pewien, że nie zrobię nikomu przykrości. ...
Na pytanie o poprawność i dopuszczalność stosowania pojawiających się nowych terminów i form językowych  oraz jego rady w tym względzie na przyszłość, odpowiedział:
Niczego bym nie radził…odgórnie języka nie zmienimy. Trzeba ufać językowi, sam się zmieni, jak będzie trzeba.
http://wyborcza.pl/1,75478,10878013,Polszczyzna_bez__asci___Jezyk_polski_sie_uprosci.html
Jest więc dobrze, a będzie jeszcze lepiej, prawda?

Marne perspektywy staruszków

Wicepremier Polskiego Rządu, pan Waldemar Pawlak zabrał ostatnio w debacie publicznej znaczący – jak się okazuje głos. Cytują go teraz wszystkie media podkreślając fakt, że to nie jest zwykłe „chlapnięcie” jakie się zdarza niemal wszystkim politykom, ale świadome podkreślenie braku wiary w system ubezpieczeń społecznych jako zabezpieczenie warunków godnego życia dla coraz szerszej rzeszy staruszków. Podkreśla się przy tym i ten fakt, że skoro pan Waldemar, człowiek bardzo bogaty nie wierzy w proponowaną przez Premiera reformę systemu emerytalnego, to jakim prawem żądać takiej akceptacji od dzisiejszego emeryta mającego np. 700 zł emerytury dewaluowanej rok po roku o kilka procent inflacji? Czytaj dalej

I Love You, Ich Liebe dich, Te quiero, Te Amo, Ja lublu Tebia, Kocham Cię…

Motyle w brzuchu

Czy tego chcemy, czy nie, to pochodzące z krajów anglosaskich święto zakochanych zwane Walentynami kroczy triumfalnie przez nasz kraj. Co roku piszę na temat tego sympatycznego święta obserwując młodzież szkolną i środki współczesnej komunikacji, z jakich korzystają dla nawiązywania kontaktów i podtrzymania więzi grupowej. W tym roku jestem już poza szkołą wiec pozostają mi wnioski płynące z obserwacji tego drugiego, wirtualnego świata. Czytaj dalej

Nie ma ludzi zdrowych

Wszyscy starsi pamiętają boksera, olimpijczyka Jerzego Kuleja, który w czasie benefisu Daniela Olbrychskiego 12 grudnia 2011 miał zawał. Od natychmiastowej śmierci uratował go obecny na sali mąż Grażyny Torbickiej. Życzyliśmy mu szybkiego powrotu do zdrowia.To on był autorem słynnego powiedzenia o bokserach, z którego wynikało, że nie ma boksera odpornego na ciosy, a są jedynie źle trafieni. Na tej samej zasadzie możemy śmiało powiedzieć, że nie ma u nas ludzi zdrowych, są jedynie nie zdiagnozowani lub źle zdiagnozowani. Rozejrzyjmy się wokół i policzmy ile osób pośród krewnych, czy znajomych i przyjaciół aktualnie choruje. Popatrzmy na nasze domowe apteczki, w których mamy zapasy leków aktualnie zażywanych lub takich, których nie połknęliśmy, bo objawy dawnej choroby ustąpiły. Kogo nie zapytamy ten powie, że coś go strzyka, kłuje czy łupie, coś go przygnębia lub rozdrażnia i w związku z tym był lub zamierza iść do lekarza, albo leczy się sam, bo …boi się lekarza, bo samo przejdzie…Jesteśmy jednym z największych konsumentów leków przeciwbólowych w całej Europie, mimo, że ich ceny u nas, w odniesieniu do zarobków są najwyższe. Jesteśmy również najbardziej podatni na reklamę para leków i suplementów diety, które nie mogą nam zaszkodzić, a czy pomogą??? To już zależy od naszego nastawienia psychicznego, bo jak wiemy zwykłe placebo daje pozytywny skutek u kilkunastu nawet proc. przyjmującą taki specyfik złożony jak wiemy z samej masy tabletkowej, bez substancji leczącej. I tak sobie poczynamy aż zło, które świadomie lub nieświadomie sobie serwujemy przewyższa zdolności obronne organizmu i następuje stan zwany chorobą. Gdy już trafimy do lekarza i do tego mamy szczęście trafić na dobrego fachowca, to szybciej, czy wolniej, ale dochodzi do rozpoznania choroby i jakiejś terapii. Kto już to przeszedł, ten swoje wie. Kto jeszcze nie przeżył strachu o życie swoje, czy najbliższych, ten na razie lekce sobie waży istniejace zagrożenia. Nie szanuje zdrowia i nie stosuje profilaktyki zdrowotnej, bo to jego nie dotyczy…do czasu. Tymczasem warunki odzyskiwania zdrowia w Polsce z roku na rok ulegają pogorszeniu. Obnażono nam to brutalnie przy próbie wdrożenia reformy refundacji leków, kiedy lekarze rozpoczęli protest. Kto słuchał wypowiadanych w debacie opinii strony rządowej i opozycji ten zrozumiał, że lepiej już było. Każda reforma odbiera komuś świadczenia, do których przywykł i mimo, że komuś jednak coś poprawia, to jednak ma na celu ogólne zmniejszenie wydatków i świadczeń. Przybywa ludzi starszych i częściej zapadających na różne, najczęściej przewlekłe choroby, a ci ludzie mają niestety bardzo chude portfele, aby ich było stać na prywatne leczenie i wykupienie leków przy 100 proc. odpłatności.
Tak wygląda troska o nasze SOMA, czyli CIAŁO w języku medycznym jakim jest łacina. Człowiek to jednak nie tylko ciało. Oprócz ciała mamy jeszcze duszę czyli PSYCHE i dopiero traktując człowieka jako jedność psychosomatyczną mamy szansę na utrzymanie go w zdrowiu i skuteczne leczenie gdy jego zdrowie ulegnie pogorszeniu. W cytowanym tu artykule, czytamy m.in.: http://creator.edu.pl/artykuly/choroba-alzheimera.html

Już w starożytności Platon powiedział: „Szaleństwem byłaby chęć leczenia tylko ciała bez leczenia ducha”.  Słowa te odnoszą się do każdej dziedziny medycyny. Współcześni lekarze coraz lepiej zdają sobie sprawę z tego, iż wszystkie zaburzenia maja charakter psychosomatyczny w tym sensie, iż polegają na ustawicznym współoddziaływaniu umysłu i ciała. Każda choroba ogarnia równocześnie te dwa aspekty, tak ze sobą powiązane, że nie sposób ich rozdzielić. Dowodem leczniczego wpływu samego tylko pozytywnego nastawienia pacjenta jest efekt placebo, które jest imitacją lekarstwa przypominającą normalne leki podawanego pacjentom przekonanym, że otrzymują prawdziwy lek. Siła pozytywnego nastawienia pacjenta jest wzmacniana poprzez terapeutę za pomocą sugestii. Z wielu badań wynika, że placebo przynosi szczególnie dobre rezultaty w łagodzeniu lub usuwaniu objawów fizycznych, pomaga też w wyleczeniu chorób, na które medycyna nie zna żadnego skutecznego lekarstwa.

Ustanowienie lekarzy rodzinnych i przychodni pierwszego kontaktu służyło właśnie temu celowi, aby przybliżyć opiekę do pacjenta, aby chory wybierając sobie lekarza miał szansę nawiązać z nim tak niezbędną nić zaufania i przyczynić się do poprawy skutków leczenia. Jak to się udało??? Chyba każdy ma na ten temat własne opinie i niekoniecznie zgodne ze sobą.
Jak zatem jest z leczeniem naszej duszy? Odpowiedź zawiera się choćby w ponurym dowcipie o skardze pacjentki wygłoszonej wobec lekarza.
– Panie doktorze, ja przyszłam do pana, aby mnie pan zbadał i wysłuchał, a pan wsadził głowę w komputer i nawet na mnie nie spojrzy! Co mi po takim leczeniu?
Lekarz oczywiście skorygował swoje postępowanie, ale to co tam zaszło jest przecież faktem w wielu przychodniach. Chorzy pragną zainteresowania, intymności i jakichś objawów serdeczności, troski i nawet współczucia. Jeśli to otrzymają natychmiast lgną do tego „lekarza z powołaniem” i jego sława przekracza lokalne środowiska. System opieki nie jest jednak szczególnie zainteresowany takimi przypadkami, a chorzy ???
Leczeniem duszy chorego człowieka zajmują się nie tylko lekarze.
Od 11 lutego 1993 Kościół katolicki na całym świecie obchodzi Światowy Dzień Chorego przypadający w dniu święta Matki Bożej z Lourdes – 
Dzień był oryginalną, niezwykle cenną inicjatywą Jana Pawła II, a zarazem konkretną jego odpowiedzią na zgłaszane od wielu lat z różnych stron świata prośby i postulaty, aby przynajmniej jeden dzień w roku poświęcić w sposób szczególny tym, którzy fizycznie i duchowo nie mogą w pełni korzystać z uroków życia oraz oczekują naszej pomocy i wsparcia. – (podkreślenie moje)

Wszyscy, którzy byli w kościele w ubiegłą niedzielę usłyszeli choćby w ogłoszeniach zaproszenie do przywiezienia na specjalną mszę w sobotę 11 lutego swoich bliskich, którzy zdjęci chorobą nie są w stanie samodzielnie przybyć, aby modlić się o zdrowie i przyjąć sakrament chorych. Jestem pewien, że ludzie przywiozą tych, którym zwykła pomoc pielęgnacyjna i transport umożliwią fizyczną obecność w kościele. Wszystkie inne przypadki ciężko chorych znane już księżom lub teraz zgłoszone obsłużą oni sami dojeżdżając do domów chorych. Tak jest u nas od lat i sam korzystałem z takich zaproszeń dla swojego taty.

Ja również bywałem chory i jak wszyscy znający warunki szpitalne widziałem tam codziennie księży odwiedzających sale szpitalne z ofertą spowiedzi i komunii świętej. W każdym szpitalu istnieją też kaplice z pełnym wyposażeniem niezbędnym do uczestnictwa chorych we mszach św. i można tam spotkać chorych szukających pociechy i zrozumienia tego co ich spotkało. W dzieło pomocy ludziom chorym zaangażowana jest cała rzesza ludzi kościoła. Jak to wynika z wypowiedzi Ks. Wojciecha Sadłonia z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, w Polsce działa ok. 500 kapelanów: 211 zakonnych i ponad 200 księży diecezjalnych pracujących jako kapelani szpitalni. Pomocą ze strony parafii objętych jest ponad 664 tys. osób chorych. Jest to głównie opieka duchowa, organizowanie czasu wolnego i np. spotkań opłatkowych dla chorych, pomoc pielęgniarska i materialna, wsparcie dla członków rodziny pozostających w żałobie. W 2009 r. o taką pomoc zwróciło się w swojej parafii prawie 42 tys. osób. Aż w 67 proc. parafii aktywni są świeccy wolontariusze (32 tys. osób), którzy opiekują się chorymi członkami wspólnoty parafialnej. Robią to indywidualnie lub za pośrednictwem organizacji charytatywnych działających w parafii.

Czy ta pomoc odnosząca się bardziej do duszy niż ciała może obejmować wszystkich chorych, niezależnie od wyznania, czy światopoglądu? A kto spełni taką samą rolę wobec niewierzących? Jak pogodzić te dwie sfery koniecznego przecież oddziaływania na chorego w dążeniu do szybkiej poprawy jego zdrowia? Pytania, pytania…

Na wszelki wypadek pamiętajmy, że nasze zdrowie aż w 50 proc. zależy od nas samych, a na pozostałe przyczyny składają się cechy dziedziczone po przodkach, środowisko w którym żyjemy, wypadki losowe i inne

Pani Wisia

Pani Wisława

Odeszła cichutko, tak jak żyła. Chwilę po ogłoszeniu tej hiobowej wieści stacja TVN zmienił ramówkę i już do końca wieczoru prezentowała materiały o zmarłej noblistce. Zdjęcia z życia znaczonego czasem przed i po otrzymaniu nagrody Nobla przegrodzone wypowiedziami ludzi literatury i sztuki były wprowadzeniem do prezentacji filmu zrealizowanego przez TVN w reżyserii Katarzyny Kolenda-Zalewskiej pt. ”Chwilami życie bywa znośne”. Niezwykły to film i warty obejrzenia zarówno przez tych, którzy boleją po śmierci poetki jak i przez tych, którym los dał okazję zaistnienia w roli recenzentów i surowych sędziów jej długiego życia i już się zabrali za odbrązowienie tej postaci. Kto widział ten wie, a kto nie miał okazji to zapraszam tu: http://www.youtube.com/watch?v=II_lz5NrCSM Czytaj dalej