Pracy i chleba

   Wyprawa do lekarza zawsze wiąże się z dłuższym oczekiwaniem na swoją kolejność. Jest okazja poczytać pozostawione w tym celu ulotki, czy też zwykle stare gazety, albo porozmawiać z ludźmi którzy siedzą w poczekalni. Ja zwykle sięgam po gazety, bo mimo, że stare, to jednak wciąż mogą dostarczyć dużo ciekawych informacji, zwłaszcza gdy są to tygodniki, których nie kupuję na co dzień. Żona woli pogaduchy. Tak było i przy ostatnio odbywanej wizycie.

O pani Jola też czeka do lekarza, mówi żona do pani, którą znam z okienka bankowego. Wie pani, że byłam zaskoczona gdy dowiedziałem się ,że na jesieni wydała pani córkę za mąż. Pamiętam ją jako uczennicę, jeszcze ze szkoły podstawowej, a tu proszę – już wyszła za mąż. Jak ten czas leci?

Tak, tak, wyszła za mąż za chłopaka, którego poznała jeszcze na studiach, odpowiedziała znajoma żony.

A jakie studia ukończyła córka, dopytywała się żona.

Rehabilitację, a do tego, to mimo że ukończyła je z wyróżnieniem to nie może dostać pracy. Niby wciąż szuka, jeździ i rozsyła CV wszędzie gdzie tylko możliwe, ale na razie siedzi z nami w domu. Zresztą syn Jurek też skończył studia licencjackie i też nie może znaleźć pracy.

– A zięć?

– Zięć też nie mógł znaleźć pracy zgodnej z wyuczonym kierunkiem i uchwycił się pracy kierowcy w firmie transportowej swojego brata. Całe tygodnie nie ma go w domy. Przyjeżdża na weekendy.

To jest wam wesoło? Dom pełen ludzi?

No tak, jest wesoło, ale czy tak powinno być? Co za czasów doczekaliśmy?

– My to znamy, pani Jolu, powiedziała żona. Mamy w rodzinie dwoje młodych magistrów, którzy pokończyli po parę fakultetów i nie mogą sobie znaleźć czegoś na tyle pewnego, aby pomyśleć o dzieciach i rodzinie, a zegar tyka. Oboje już grubo przekroczyli trzydziestkę, a o dziecku na razie cicho. Rodzice się martwią, ale cóż mogą zrobić gdy czasy takie?

– No właśnie. Wielu młodych wciąż czeka, a ich rodzice czekają z nimi, odpowiedziała rozmówczyni.

Słuchałem i uśmiechałem się tylko, bo cóż pomoże objaśnianie komuś złożoności polskiego rynku pracy na rozwiązanie ich konkretnych problemów?

Akurat ogłoszono dane o gwałtownym wzroście bezrobocia odnotowanym tuż po nowym roku, między innymi z tego powodu, że bardzo duża liczba tzw. śmieciowych umów o pracę skończyła się z dniem 31.12.2011 r i ci , na ogół młodzi ludzie zameldowali się w urzędach pracy jako bezrobotni. Część z nich być może otrzyma kolejne umowy, znowu na czas określony, ale znaczna liczba młodych będzie czekać wiosny, kiedy ruszą prace w budownictwie, ogrodnictwie, rolnictwie i innych pracach sezonowych. Wiosna niesie nadzieję i na tym polu. Czy dla wszystkich? Zapewne ci, którzy teraz powiększyli rzesze bezrobotnych mają większe szanse znaleźć pracę, bo mają już jakieś doświadczenie i motywację do pracy. Mniejsze szanse mają absolwenci, którzy jeszcze się przyglądają, szukają, a często mając wysoko postawione aspiracje lub formalne kwalifikacje w zawodach, na które nie ma zapotrzebowania nie zadowolą się każdą pracą jaką oferują pracodawcy. Poczekają. Na razie posiedzą w domu przy rodzicach, gdzie przynajmniej nie trzeba płacić za mieszkanie i jedzenie.

   Po powrocie do domu znalazłem w Wiadomościach Onet.pl taką oto informację:

http://biznes.onet.pl/mlodzi-trzy-razy-nic,18563,4997892,1,news-detal
W Polsce jest 580 tys. NEET-sów, (z ang.: not in employment, education or training) czyli młodych, którzy nie pracują, nie uczą się ani w żaden sposób się nie doszkalają. Kosztują nas ponad 5 mld euro rocznie – informuje „Gazeta Wyborcza”.

Jak wyliczyła unijna instytucja Eurofound, NEET-si stanowią 12,8 proc. wszystkich osób w wieku 15-24 lat w 27 krajach UE; w Polsce – 11 proc., ale w dwa lata ich liczba wzrosła o 1,5 proc.

Według szacunków Eurofound polscy NEET-si kosztują ponad 5 mld euro rocznie, a na jednym gospodarka i państwo tracą 37 tys. zł. Realny koszt ich utrzymania to 1,5 proc. naszego PKB – jeden z wyższych wyników w Europie, znacznie powyżej średniej.

Straszne są te liczby, ale i los ludzi bez pracy nie jest do pozazdroszczenia. Na szczęście mają oparcie w rodzinach, które przygarną, przytulą i nie dadzą zaznać głodu czy bezdomności.

Może, gdy wreszcie minie kryzys wstrząsający całą Europą doczekamy się istotnych zmian warunków życia. Nie trzeba nam wiele. Tylko Pracy, bo wtedy zarobimy na chleb i tę resztę.

Tymczasem kochajmy rodziców i dziadków. Z nimi przetrwamy każdą biedę.