Wszyscy chcą kochać?

Rano, gdy zajrzałem do Internetu, aby sprawdzić co nowego przyniosła mi noc, dostrzegłem w dziale Waszym zdaniem Onet-u kilka tematów niezmiennie interesujących redakcję i czytelników. Wszystkie dotyczyły tematów z grupy damsko-męskich i rodzinnych poniekąd, bo dotyczących tzw. luźnych związków. Zajrzałem do wszystkich tematów, ale uwagę zatrzymałem na tym, co poniżej:
http://czat.onet.pl/1,265,8,95039771,235284655,11804236,0,forum.html Wejście w tekst, który cytuję poniżej było jednocześnie zaproszeniem do zabrania głosu w sprawie konkubinatów, czyli życia „na kocią łapę”. Czytaj dalej

Wreszcie normalny dzień i…kawusia

Zajrzałem rano do Facebooka i napotkałem anons mojej znajomej, tej właśnie treści: Wreszcie normalny dzień i…kawusia. Pomyślałem, że to jest dobry tytuł do rozważań na temat świąt, które już za nami. Zabrałem się wiec do pisania. Oto skutek:

Przeżyliśmy wszyscy przygotowania do świąt i same święta. Dzisiaj możemy przystąpić do wymiany zdań na temat:
– No i jak było, jak spędziłaś (eś) święta???
Tak wiele nam w tej mierze życzono, że nie mogło być źle. Pogoda wprawdzie nie była zimowa, ale ponieważ z tym już różnie bywało więc aura nie była dla nikogo żadnym zaskoczeniem. Spacerować można i przy gorszej pogodzie, albo i pozostać w domach, aby tam bez zwłoki realizować otrzymane z całego świata przesłane pocztą, czy też elektronicznie Życzenia Pogodnych, Zdrowych, Wesołych , Radosnych, Spokojnych, Szczęśliwych, Błogosławionych i (jakich jeszcze?)…Świąt.

   W okresie poprzedzającym święta trudzimy się wielce z zaopatrzeniem w potrzebne wiktuały, zakupami prezentów i składaniem życzeń świątecznych. O ile kiedyś życzenia można było przesyłać niemal wyłącznie poprzez pocztę, to obecnie już nawet życzenie SMS-owe odchodzą do lamusa. Wśród młodych króluje niepodzielnie Facebook. Kto nie ma konta na Fb tego nie ma, ten fizycznie nie istnieje. Nawet Nasza-klasa oddała już niemal całe pole działania w komunikacji społecznościowej – jak się to pięknie nazywa. Facebook ma sprawniejszy system dodawania linków i reakcji na nie, sprowadzonej do wszechobecnej formy ”Lubię to!” Po co się trudzić pisaniem życzeń, wystarczy przecież skopiować jakiś tekst, czy wierszyk i wkleić go. Po co się trudzić odpowiedzią na takie życzenia? Wystarczy przecież kliknąć w to magiczne „Lubię to!” I po kłopocie. Ja uczyniłem taki manewr kilkadziesiąt razy w odpowiedzi na wysłane przez moich młodych znajomych życzenia, ale nie wiem do końca do kogo były one skierowane. Czy do wszystkich spośród setek znajomych, czy do kogoś jednego, jedynego z tej długiej listy. Brak reakcji na moje :”Lubię to!” raczej utwierdza mnie w opisanych tu wątpliwościach. Nie wiem więc od kogo naprawdę otrzymałem życzenia świąteczne, a kto z moich znajomych już o mnie zapomniał.

W życzeniach składanych, jak za naszych czasów na gotowych już kartkach świątecznych królują teksty życzeń z tradycyjnym już roszczeniowo – życzeniowym podejściem. Życzymy przecież sobie i innym, aby Ktoś odsunął od nas kłopoty, dał zdrowie, zapewnił pomyślność jakichś przedsięwzięć itd. itd., zamiast sami zabrać się za budowanie swojej pomyślności. Życzymy innym i sami przyjmujemy życzenia, które nie mogą się spełnić przez sam fakt, że zostały sformułowane pod naszym adresem, przez dobrze życzących nam ludzi. Proponuję więc umiar w składanych życzeniach zaczynających się od: Niech …Boża Dziecina…Zmartwychwstały …uczyni, to czy tamto.

Boże Narodzenie to radosne przyjście na świat małego Dzieciątka ? owocu miłości i obiektu miłości. To maleństwo trzeba kochać tak, jak kochamy własne dzieci za sam fakt, że są z nami, a nie za to, jakie jest dla nas łaskawe. Nie można Go obarczać życzeniami typu: Niech… 
Nie gniewajcie się na mnie za takie podejście do tematu życzeń świątecznych. To jest tylko moje, bardzo osobiste podejście. Nie zamierzam zwalczać jakichś zwyczajów, czy tradycji obowiązujących w tym zakresie, tym bardziej, że w przemówieniu Papieża przed tradycyjnym błogosławieństwem Urbi et Orbi znalazło się w tym roku przynajmniej kilkanaście razy wypowiadane sformułowanie „Niech…”
Tak składają nam życzenia również i nasi księża i chyba stąd ta maniera przenika do tekstów użytkowych. Ja tylko chciałem się podzielić moimi przemyśleniami w tym względzie. Aby podkreślić swoje stanowisko w tej sprawie zacytuję jedynie treść swoich podziękowań za złożone przez córkę świąteczne życzenia jakie wpisałem w grupie Rodzina swojego konta na fb:

Pięknie powiedziane. Życzmy sobie i zrealizujmy te życzenia, bo jeśli nie my, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy? Wszystkiego Najlepszego!

Działając w zgodzie z tym hasłem realizowałem się przez całe święta w zapewnianiu pomyślnego procesu realizacji życzeń świątecznych. Będąc w gościach starałem się być użytecznym choćby w zabawianiu współbiesiadników, a goszcząc innych dbałem o interesującą rozmowę i dobry nastrój aby te święta były wesołe, spokojne, radosne, ale również i zdrowe. Pozostałe życzenia będę realizował w przyszłości. Mam na to czas dzielący nas od następnych świąt.

Krzepiące święta

 Życie bez świąt jest jak długa droga bez zajazdów, w których podróżny mógłby się pokrzepić i wypocząć. Ta myśl,przypisywana Demokrytowi z Abdery, filozofowi żyjącemu w V wieku p.n.e. jest wciąż aktualna. Przejęliśmy od starożytnych nie tylko terminy, ale i samą potrzebę świętowania. Większość ludzi nie traktuje świąt wyłącznie jako okazję do odpoczynku i biesiadowania, ale szuka w nich czegoś znacznie bardziej istotnego.
W kręgu mojej rodziny, w którym spędziłem kilkadziesiąt już kolejnych wigilii i świąt jak sięgnę pamięcią, to zarówno w domu rodzinnym jaki w domu mojej żony zawsze stawiano na wartości duchowe i Rodzinę, która wiele zyskuje na takim wspólnym, rodzinnym świętowaniu. Ogromnie dużo troski i pracy wkładali Rodzice, a później również i my sami w przygotowanie domu na święta.Od trzepania dywanów, oblekania pościeli, zmiany firanek po przygotowanie najlepszego jadła na jakie było nas w danym czasie stać – wiadomo święta.
   Ludzie dzielą się na tych, którzy goszczą i tych, którzy są goszczeni. Dlatego różne są ich odczucia i doświadczenia zdobywane w czasie przeżywania świąt. Zwykle bywa tak, że ci, którzy pozostali na ojcowiźnie próbują podtrzymać wieloletnią zazwyczaj tradycję świętowania w gronie rodziny, czyli starają się aby było tak samo jak to bywało za życia Tatusia i Mamusi. Mimo, że ich już dawno nie ma na tym świecie, to ich duchy, często przywoływane wspomnieniami są dzięki temu nadal obecne przy stole – i co tu dużo mówić- zespalają rodzinę. To jest model wzorcowy. Trudny do osiągnięcia, ale dzięki wpojonym zasadom i wytworzonym jeszcze w dzieciństwie pomiędzy rodzeństwem silnym więzom nie najgorzej funkcjonuje w większości rodzin. Również w mojej. … Na ogół zawsze nasz świąteczny dom był pełen gości i nawet puste miejsce przy stole było zajmowane przez sąsiada, czy kogoś z rodziny żyjących w osamotnieniu.
   Nie wyobrażałem sobie innego przebiegu świąt, a jednak zdarzyło mi się przeżyć wyjątkowy rok, kiedy miałem na święta pozostać w domu rodzinnym zupełnie sam.Był to rok 2004. Żona już w listopadzie wyjechała do naszej córki mieszkającej w Chicago, aby wesprzeć ją w opiece nad maleńkim Tuniem urodzonym 1 marca tego roku. Cóż miałem robić? Postanowiłem dołączyć do rodziny, aby z nimi spędzić święta Bożego Narodzenia. Tym bardziej, że musiałem poznać osobiście pierworodnego wnuka oraz pogratulować jego rodzicom długo oczekiwanego i szczęśliwego powiększenia rodziny. Wyprawę zrealizowałem w czasie 2 tygodniowej przerwy świątecznej w szkole. Zabrałem ze sobą jako upominek, wykonaną własnoręcznie małą płaskorzeźbę nawiązującą do narodzin wnuka. Ponieważ Artur urodził się w znaku ryb, to treścią tego „dzieła” był mały chłopiec stojący na grzbietach ryb, niczym na grzbietach koni w zaprzęgu. Pod tym obrazem umieściłem podpis: Przybywam 1.03.2005. ARTUR. Drugą świąteczną pamiątką tej wizyty była przepiękna,czerwona i błyszcząca brokatem bombka na choinkę wykonana w kształcie serca. Jak się okazało nie były to jedyne niespodzianki gdyż w czasie otwierania świątecznych pudeł i pudełeczek z prezentami Małgosia w swojej paczuszce znalazła podarowane jej przez męża Mariusza kluczyki od nowego samochodu Nissan Pathfinder.
Mistrzostwo młodych gospodarzy przejawiało się nie tylko w kulinarnym, zgodnym z polską tradycją przygotowaniu świąt, ale i w starannej aranżacji całej uroczystości będącej dzięki temu serią przeżyć duchowych.
Wieczerza wigilijna rozpoczęła się od uroczystego odczytania stosownego tekstu z Pisma Świętego. Po modlitwie i przełamaniu się opłatkiem odbyła się ceremonię ofiarowania Arturkowi wspomnianej płaskorzeźby, a następnie zawieszanie na choince bombki symbolizującej gorące serce dziadka, co zebrani goście skwitowali rzęsistymi oklaskami. W trakcie wieczoru śpiewaliśmy kolędy, co w towarzystwie przyjaciół Małgosi potrafiących śpiewać na głosy, zawsze jest wielkim duchowym przeżyciem.Po dwóch tygodniach spędzonych z rodziną wróciłem sam do pustego domu i przez kilka miesięcy ogrzewałem się wspomnieniami związanymi z przeżywaniem tamtych świąt. Każdy z nas mógłby godzinami opowiadać o swoich świętach, o relacjach rodzinnych i zagrożeniach, jakie udało się przezwyciężyć dzięki spotkaniom świątecznym właśnie! Toż to są więzy krwi. Przyjaciela można zmienić, ale brata czy siostrę trzeba kochać takim, jakim jest. Ustępować, wybaczać, tolerować na zasadzie wzajemności. Pomagać sobie wzajemnie w dobrych i złych okresach życia. W przygotowaniu i w przeżywaniu świąt również. Wtedy święta będą pieczętować to, co najcenniejsze. Wtedy z radością będziemy oczekiwać następnego spotkania, które naładuje nasze akumulatory w energię pozwalającą lepiej sobie radzić z trudnościami, jakie niesie życie.
Mistrz słowa wiązanego, ksiądz Jan Twardowski tak ujmuje temat:
Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?(…)
Dlatego, żeby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby się uśmiechać do siebie.
Dlatego, żeby sobie przebaczać.
Radosnych Świąt życzę.

Stres po polsku

Dzisiaj w czasie zakupu leków otrzymałem w aptece bezpłatny miesięcznik Świat zdrowia, wydanie świąteczne 2011. Przerzucając pobieżnie kartki natrafiłem na ciekawostkę nawiązującą do poprzedniego tekstu o radzeniu sobie ze smuteczkami. Pewnie to czysty przypadek, ale jeśli wierzyć w twierdzenie, że nic nie dzieje się przypadkiem to nie mogę pominąć tego faktu lub zatrzymać dla siebie informacji uzupełniającej i poszerzającej poruszane przeze mnie tematy. Czytaj dalej

Sposób na smuteczki

Wszyscy wiemy o istnieniu tzw. depresji jesiennej. Krótki dzień, mało światła, a jeszcze mniej słońca, aura taka, że i psa nie wyganiaj, a człowiek musi… zrywać się gdy ciemno, wracać do domu gdy jeszcze ciemniej, zziębnięty, głodny i zły. Nic dziwnego, że wielu z nas poddaje się nastrojom, zwłaszcza gdy:

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…

Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny…

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…jak to świetnie opisał Leopold Staff w wierszu: „Deszcz jesienny”.

Nie tylko aura jest winna temu, że wpadamy w takie doły. Jest jeszcze szkoła z jej wymaganiami, jakiś szef, który miewa humory, kłopoty rodzinne i co tam jeszcze chcecie. Ja już wolny od obowiązku codziennego meldowania się w pracy wcale nie jestem w lepszej sytuacji niż młoda moja znajoma ze szkoły, która ostatnio na facebooku oznajmiła znajomym, a tej grupie również i mnie, że …:

– od rana jest taka wqrw… , że jeśli nie rozp… czegoś, to się chyba przekręci.

Współczuliśmy jej wszyscy w bardziej lub mniej cenzurowany sposób, a ona podziękowała za zrozumienie i wsparcie.

Ja w tym samym czasie miałem problemy wzmiankowane w poście pt.; Ochrona praw dzieci. Zabolały mnie słowa komentatora, który wiedząc, że byłem nauczycielem próbował się odegrać na mnie za wszystkie grzechy polskiej oświaty. Ponieważ już o tym pisałem, to nie będę tu ponownie rozwijał tego wątku, a jedynie powiem, że w tym samym czasie moja znajoma opublikowała na forum Dziennikarstwa Obywatelskiego swój tekst pt. „Taka tęsknota”. Oto on:

W nieodległych jeszcze czasach o socjalizmie mawiano, że ma jedną bezsporną zaletę. W socjalizmie mianowicie każdy miniony rok miło się wspomina. Otóż teraz znów wydaje mi się to bardzo aktualne. Chociaż lubię zimę, jakoś się na nią nie cieszę. Nie wiem, czy przyniesie coś dobrego. Raczej wątpię. Nawet perspektywa podchoinkowych prezentów nie jest w stanie mnie zmamić. Stąd garść smutów, które Wam dziś rzucam, życząc rzecz jasna mimo to wszystkiego dobrego. – podkreślenie moje.

 W poszukiwaniu lata

 Wczesny grudzień chandrę niesie.
Ciężką próbą bywa jesień.
Powiem szczerze.
Nie pytajcie, jak się miewam.
Gdy opiewam łyse drzewa,
wstręt mnie bierze.

 Po rabacie biega wrona
nazbyt wcześnie wygłodzona.
Głośno skrzeczy.
Z szarych wróbli nie ma pociech.
Gdyby chociaż został bociek.
Nic z tych rzeczy.

 Smętne nuty wiatr zawodzi.
Wychłodzony dom w powodzi
grzęźnie błota.
Przymulony kocur bury
opieszałe zmokłe kury
śledzi z płota.

 Ja z mizerną bladą cerą
myślę sobie, że dopiero
płeć mi zblednie,
gdy zobaczę jako żywo
rachuneczki za paliwo
odpowiednie.

 Za Szekspira się zabieram.
Wprawdzie nudny jak cholera,
lecz splin przetnie.
Już sam tytuł mi pomaga,
mianowicie  „Sen … uwaga! … nocy  LETNIEJ”.
Boemi

 ..Ja , podobnie jak wielu piszących tam autorów uznaliśmy, że naszej sympatycznej Boemi należy się obok uznania za rymy również porcja optymistycznych podpowiedzi jak sobie radzić ze smutkami jesieni wskazując, że jesień również ma swoje uroki, a poza tym jeszcze przed nami tylko – piękna skądinąd zima i …już będzie wiosna. Tak sobie pisaliśmy pijąc z dziobków , aż tu pojawił się komentarz:

 

~Wanda: MIZERNE BLADE WIERSZOWNIE! Boże! Widzisz i nie grzmisz, nawet w zimie!

Rzuciliśmy się wszyscy na Wandę domagając się od niej przedstawienia linku do jej wierszy, spodziewając się, że jeśli ktoś potrafi tak przywalić poetce amatorce, to musi być co najmniej mistrzynią rymowanego słowa.

Nic z tego. Odgryzła się nam jakoś i nie wskazała na źródło swoich uprawnień do tak ostrej krytyki. Autorka cytowanego wiersza zachowała się z klasą, jednak przypuszczam, że pewnie poczuła się jeszcze gorzej niż przed jego opublikowaniem. Cóż na to począć?

Moje ostatnie teksty są smutne i uważny czytelnik wie dlaczego tak jest. Pisałem o smutkach rodzinnych m.in. w tekście pt.: Trudna nauka, które były przyczyną tego, że nasze rodzinne „Andrzejki” bardzo odbiegały od przyjętych zwyczajów.

Próbuję sobie z tym radzić na różne sposoby, ale żyjąc pomiędzy strapionymi ludźmi trudno o szybką zmianę nastroju. W tej sytuacji głosy z zewnątrz nabierają szczególnego znaczenia. Oprócz komentarzy na blogu chciałem wskazać na taki głos, który może skłonić do refleksji każdego, kto przeżywa jesienne smuteczki czy też ma „doły wywołane innymi przyczynami. Otóż napisała do mnie w tym czasie Pati, znajoma uczennica kl. II technikum i odnosząc się do tekstu z Andrzejkami w tle napisała:

Mnie się ten tekst bardzo podoba . Chociaż ja Andrzejki spędzam zwykle troszkę inaczej.  Bardzo mi przykro, ale mam nadzieję, że nic złego się nie stało. Oj na rozrywkę jeszcze będzie czas.

Odpisałem jej , że: –  Masz rację. Na rozrywkę zawsze jest czas. Idą święta, a później karnawał…

Odpowiedziała
Dokładnie. Powiem Panu, że pewna osoba po pogrzebie mojego taty, podeszła do mnie i powiedziała mi, że nie wolno całego czasu wydawać na smutki, że chociaż łzy cisną się do oczu, to przynajmniej przez chwilę trzeba się uśmiechnąć. I to teraz przekazuję Panu. I dodam jeszcze, że coś w tym jest .. Więc nawet jeśli coś się stało (skoro Pan pisze, że rodzinne smutki) to proszę uśmiechnąć się przynajmniej przez 5 sekund, a sam Pan się przekona, że to prawda.. Nie wolno wydawać wszystkiego na smutki. Życzę uśmiechu na twarzy każdego dnia.

Pati

Pomyślałem znów smutno, że mało się wie o życiu ludzi, z którymi los nas styka. Przypominałem sobie jej żywiołowe zachowanie w szkole i czerń w jaką się stroiła. Nie wiedziałem wtedy czy to kreacja typu ”mała czarna”, czy to żałoba? Zbyt odległe światy.

Próbowałem jej recepty przed lustrem i bez niego, ale nie oceniam pozytywnie osiągniętych rezultatów. Może trzeba być do tego jeszcze młodym człowiekiem?

Wydaje mi się jednak, że w podpowiedzi wyrażonej przez Pati jest dużo racji. Będę nadal próbował, może się uda?

„Uśmiech podwaja szanse” jak mawiają Japończycy.

13.XII – kolejna, 30 już rocznica „Wojny polsko-Jaruzelskiej”

Mija 30 rocznica ogłoszenia stanu wojennego. Do obchodów tegorocznej, „okrągłej „rocznicy przyłączyli się niemal wszyscy politycy o prawicowo nacjonalistycznym nastawieniu. Zapowiadany na jutro marsz niepodległości,  na czele którego pomaszeruje prezes PiS-u wraz ze swoimi przybocznymi działaczami nasuwa poważne obawy o możliwość zapewnienia spokoju i skupienia sprzyjającego poważnej i bardzo potrzebnej ogólnonarodowej debacie o tym traumatycznym fragmencie naszej najnowszej historii. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że trzeba to ostatecznie rozliczyć i przejść do budowania, a nie do nieustannego jątrzenia i wykorzystywania takich rocznic do wzniecania niepokoju społecznego. Ja z niepokojem czekam na jutrzejszy rozwój wypadków, a tymczasem przypominam Państwu zeszłoroczny tekst na ten temat, gdyż uważam, że niewiele się od tamtego czasu zmieniło, przynajmniej jeśli brać pod uwagę stan procesu wytoczonego autorom stanu wojennego oraz w zakresie wiedzy o tamtych wydarzeniach wśród młodych ludzi, którzy zapewne będą najliczniej i najgłośniej demonstrować:

Oto zeszłoroczny tekst:

Przypominanie tej brzemiennej w skutki 29 już rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Polsce we wszystkich mediach ma charakter swoistej  lekcji historii. Na ogół wszyscy podejmujący temat ubolewają nad niewiedzą młodego pokolenia o najświeższej historii, która jeszcze dla ich rodziców stanowiła ciężkie doświadczenie życiowe. Nie znając programu nauki historii w gimnazjach, czy w szkołach ponadgimnazjalnych jak również zainteresowania młodzieży współczesną historią trudno jest zająć jednoznaczne stanowisko w sprawie i orzekać gdzie jest… pies pogrzebany. Forma happeningów jest na pewno bardzo atrakcyjna dla dzisiejszej młodzieży. Gdyby jeszcze w stylu hip-hopu podłożono stosowne teksty i obficie podlano darmowym piwem, efekt byłby pewnie znacznie lepszy. Czy jednak taki dzień powszechnego przypominania zasypie otchłań ignorancji w zakresie wiedzy o naszej najświeższej historii – śmiem wątpić.

   Ja, w moim belferskim poczuciu przypominania młodzieży spraw ważnych i jeszcze ważniejszych, staram się na miarę moich możliwości zasypywać tę przepaść niewiedzy i przy omawianiu wszystkich tematów przysposobienia obronnego związanych z wojną i obronnością mówię o tym. Ponieważ wiem, że młodzież generalnie nie czyta prasy, więc sam podrzucam im wyselekcjonowane materiały prasowe, omawiam i zachęcam do prowadzenia rozmów z ludźmi, którzy tamten czas przeżyli i wiedzą jak niepewne i dramatyczne to były lata. Symbole tamtego czasu  nadal robią na mnie silne wrażenie i dlatego miałem nadzieję, że są również zapamiętywane przez uczniów. Dla mnie takim kluczowym symbolem jest słynne zdjęcie zrobione przez Chrisa Niedenthala ukazujące sfotografowaną  z ukrycia scenkę, na której transporter opancerzony SKOT z żołnierzami wokół, stoi przed kinem Moskwa w Warszawie, w którym grają akurat film Czas apokalipsy. Sprawdziłem wielokrotnie i stwierdzam, że jest ono zupełnie nie czytelne dla dzisiejszej młodzieży. Trzeba skojarzyć Stan wojenny z Apokalipsą, a do tego rozumieć – co miała z tym wspólnego Moskwa. No, a pytanie co robi transporter opancerzony pod kinem, to już koniecznie wymaga objaśnienia. Takie pogaduszki, to również okazja pokazania, jakimi dróżkami może kroczyć sława reportera z Holandii, który z ukrywanego aparatu potrafił poprzez to zdjęcie tak genialnie oddać prawdę o Stanie wojennym w Warszawie, że zdjęcie zrobiło światową karierę. Wbrew cenzurze. A ta przecież była niezwykle rygorystyczna. Wszyscy pamiętają, że nie było w tym dniu poranka dla dzieci w TV. Ekrany śnieżyły i wszyscy uważali, że telewizory się popsuły. Dopiero po paru godzinach zaczęto nadawać komunikaty Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego czytane przez samego generała.

              

   Niepewność, obawy o jutro, przewidywania, co może nastąpić jeśli „ruscy” wkroczą były najczęściej treścią rozmów ludzi w domach, w kościele – była to niedziela – i wszędzie, gdzie się spotykali. Na głębokiej prowincji, gdzie ja mieszkałem, nie było żadnych informacji. Odcięto nam łączność telefoniczną, mało kto słuchał rozgłośni radia Wolna Europa, a nasza telewizja i Polskie Radio zostały zmilitaryzowane i poddane aparatowi propagandowemu WRON. Komunikaty wywieszane na płotach nie brzmiały groźnie. Niektóre miały nawet wzbudzać zaufanie. Tyle było w nich troski o Ojczyznę. Przykład:

                           

Tylko ufać i współdziałać. To dla naszego dobra ogłoszono stan wojenny.

   Pracowałem wtedy w Urzędzie Gminy. Dla administracji wyznaczono obowiązek wdrażania reguł godziny milicyjnej. Pełniliśmy dyżury, wydawaliśmy przepustki dla ludzi, którzy z jakichkolwiek względów musieli wyjeżdżać poza miejsce zamieszkania. Dzisiaj młodzi uśmiechają się na wiadomość o tym, że na zorganizowanie wesela w karnawale należało uzyskiwać zgodę. Zgłoszenie zamiaru zawarcia związku małżeńskiego w USC upoważniało jednocześnie do zakupu obrączek ślubnych i alkoholu na weselne przyjęcie. Każda gmina miała komisarzy wojskowych, którzy nadzorowali działanie wszystkich służb i byli ostatnią wyrocznią władzy. Nawet organizatorzy studniówek w szkołach musieli uzyskiwać zgodę na organizację imprezy, a te były nadzorowane przez patrole żołnierskie. Wiele opowieści o tamtym czasie mogą snuć ludzie, którzy go przeżyli. Różne to będą opowieści, bo ich treść była zależna od miejsca jakie dany człowiek zajmował w strukturze społecznej. Ci ludzie jeszcze żyją i mogą świadczyć o tym, co przeżyli – już bez obawy o to, że za dużo powiedzieli. Czy dajemy im okazję do snucia ich opowieści? Czy młodzi pytają rodziców i dziadków o te sprawy? Czy mógłby się powtórzyć odwieczny u nas model przekazu międzypokoleniowego treści ważnych dla polskości, patriotyzmu i innych wartości, których jako naród nie zatraciliśmy mimo rusyfikacji czy germanizacji w czasie 123-letniej niewoli. Szkoła, jak widać nie zasypie przepaści w zakresie wiedzy o najnowszej historii w jaką wpada młode pokolenie. Może powinny ten obowiązek wziąć na siebie rodziny? Świąteczny czas sprzyja rozmowom. Dlaczego nie pogadać o tych sprawach? Nie tylko wiedza na tym zyska, ale wzmocnią się przy okazji kontakty międzypokoleniowe, które już pora odświeżyć.

No właśnie. Kto weźmie na siebie ciężar uzupełnienia wiedzy młodego pokolenia o tamtych czasach?


Ochrona Praw Dzieci

   Poprzednia opowieść pt. Trudna nauka była również opublikowana w ramach Dziennikarstwa Obywatelskiego (DO) pod tytułem: Człowieka wychować, to jak kościół zbudować. O ile na blogu znalazły się piękne i pełne zrozumienia dla potrzeby poruszania takich tematów komentarze, to na DO było już inaczej. Tam komentarzom nadał ton jakiś oburzony, anonimowy czytelnik używający podpisu – nicka zezem. Już pierwszy komentarz określał stosunek tego czytelnika do … No właśnie do tekstu, czy do jego autora? Osądźcie to sami. Oto ten komentarz: Czytaj dalej

Trudna nauka

   W czasie weekendu odwiedzaliśmy Andrzejów.To popularne chyba już tylko w średnim wieku imię wyznacza równocześnie granicę, od której należało zachować się inaczej. Wiadomo – Adwent to zaduma,skupienie, oczekiwanie. Żyjąc w tej konwencji traktowaliśmy zawsze imieniny Andrzeja jako nasze rodzinne Andrzejki. Ponieważ tym razem z przyczyn rodzinnych nie było nam do zabawy, więc w czasie spotkania przy stole nawet tradycyjne Sto lat traktowaliśmy z umiarem. Za to Nocne Polaków Rozmowy nie miały już żadnych ograniczeń. Przegadaliśmy cały wieczór poruszając wiele interesujących tematów. Ja poruszałem również te, o których pisałem ostatnio na tym blogu lub przeczytałem na blogach innych autorów. Czynię tak z wewnętrznej potrzeby obgadania poruszanych w necie tematów, dla weryfikacji moich własnych poglądów, jak i opinii czytelników, którzy zostawiają pod tekstami komentarze. Czytaj dalej