Współczesny wymiar czuwania i czekania

W ostatnim tekście Siostry Małgorzaty Chmielewskiej o znamiennym tytule: Odpoczynek i pośpiech: http://siostramalgorzata.blog.onet.pl/odpoczynek-i-pospiech,2,ID440327410,n znajdujemy fragmenty tekstu z książki R. Brandstaettera pt. Inne kwiatki Świętego Franciszka z Asyżu. Zapraszam do przeczytania całości, a tu przytaczam tylko fragment.

Pewnego dnia czcigodny ojciec Franciszek i brat Egidiusz wracali do Porcjunkuli. Bardzo im się spieszyło do domu, ale mimo to szli powoli, medytując i modląc się, i rozważając o pobożnych sprawach. Po drodze spotkali kilku uprzejmych kierowców, którzy jadąc do Asyżu, chcieli ich wziąć do swoich ciężarówek, ale Biedaczyna uparł się, żeby pójść piechotą. (…) Gdy uszli kilka kroków, ojciec Franciszek usiadł na przydrożnym kamieniu… i powiedział: Ludziom bardzo się spieszy. spieszy im się do biur, do teatrów, do kin, kawiarń, pracowni, fabryk, sklepów, urzędów, pociągów, bibliotek, warsztatów, redakcji, spieszy im się na konferencje, spotkania, odczyty, przemówienia, spieszy im się do szybkiego zdobycia majątku, pieniędzy, rekordów, sukcesów, samochodów, willi, kobiet. W tym pośpiechu ścierają swoja duszę, jak parę sandałów. Gnani żądzą posiadania ziemskich bogactw, zapominają o Bogu, etyce, moralności, nie mają czasu na drobną chwilę medytacji, rozmyślań, skupienia, na rachunek sumienia, na rozmowę z samym sobą. Pośpiech jest synem diabła i sieje w duszy spustoszenie. Bóg dał nam dobry i błogosławiony czas, abyśmy z niego oszczędnie i z należytym szacunkiem korzystali. A my go chciwie i bez miary pożeramy jak żarłoki, które dorwały się do tłustej pieczeni… a potem twierdzimy, że to czas nas pożera. Dlatego, chociaż nam się spieszy, siedzieć będziemy na tych kamieniach, modląc się i medytując, aż stłumimy w sobie pośpiech.
I tak uczynili.

Dzisiaj rozpoczął się Adwent oznaczający dla katolików czas czuwania i czekania na nadejście Pana. Kto był w kościółku lub słuchał mszy w radio, ten zapewne usłyszał słowa z Ewangelii wg Św. Łukasza:

Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Łk 12, 35-40

Zostawmy każdemu do swobodnej oceny wnioski płynące z tych słów, bo można tu zastosować tyle interpretacji, ile osób zechce się na ten temat wypowiedzieć.

Faktem jest, że całe nasze życie jest jednym wielkim czekaniem. Posiadamy mnóstwo prawdziwych i wydumanych celów w okresie dorastania, do osiągnięcia których dążymy poprzez ustawiczną pracę lub poprzez oczekiwanie na to, że ktoś za nas to zrobi. Szukanie partnera życiowego realizujemy na zasadzie dobrego przygotowania się do tej życiowej decyzji i sprawdzenia kandydata w różnych sytuacjach życiowych lub też na zasadzie „choćby o jednym oku, byleby w tym roku”. Dom, czy mieszkanie bierzemy na kredyt, bo skąd wziąć tyle pieniędzy? Później przychodzi kolej na to, co w domu i przez konieczność spłacania rat mamy tak zaprogramowane życie, że zwyczajnie brakuje nam czasu na to wszystko, o czym marzyliśmy na wstępie sami lub już z kandydatem na męża, czy żonę. W pracy wyścig szczurów i… „jak już wejdziesz między wrony, to już kracz tak, jak i one”. Czy tak musi być?

Również dzisiaj, w radiowej audycji, usłyszałem sformułowanie: Społeczeństwa tzw. zachodu okazują szczególna niechęć do czekania. Ludzie muszą mieć wszystko już teraz. Nie mając pieniędzy na zaspokojenie potrzeb coraz bardziej się zadłużają. Nasze społeczeństwo szybko nadgania dzielący nas jeszcze dystans do tamtych społeczeństw i później mamy to, co mamy… emigracja zarobkowa, euro sieroty, rozbite rodziny itd.

Jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, aby nazwać i tłumaczyć narastającego zadłużenia państw i gospodarstw domowych niechęcią do czekania. Może potrzebne były do tego słowa przewidziane na dzień dzisiejszy, czyli na pierwszą niedzielę Adwentu?

Ja nie podpowiadam żadnych rozwiązań. Chcę jedynie wskazać na potrzebę refleksyjnego spojrzenia na słowa: „Szczęśliwi słudzy, których Pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie…” 

35 uwag do wpisu “Współczesny wymiar czuwania i czekania

  1. ~Brzoza pisze:

    Doslownie chwile temu przeczytalam post u s. Malgorzaty- zastanowilam sie i przybylam do Pana. A tutaj wlasnie niespodzianka. Tak, mnostwo ludzi nienawidzi czekania. Nie lubi nawet oczekiwania na cos, co moze byc dobre i piekne. Oni zwykle wiedza lepiej od nas- co nam sie podoba, co powinnismy zrobic, jak zyc lub co koniecznie w zyciu zmienic. Pedza przed siebie potykajac sie o rozrzucone w domu rzeczy, ktorych nie maja czasu posprzatac. A potem pedza do pracy, pedza z pracy do domu, pedza do znajomych …Pedza cale zycie. Religia ktora jest naprawde wazna pokazuje nam kierunek drogi, ale takze wyraznie mowi o tym, aby sie zatrzymac. Czlowiek, ktory potrafi w zyciu przystanac ( lub nie daj Boze dla otoczenia- zyje troche inaczej i nie tak wielu go rozumie) – moze byc uwazany za lenia, obiboka, ktoremu sie nie chce wlasnie „pedzic”. Bo tylko „ped” swiadczy o naszym istnieniu we wspolczesnym swiecie. No, bo jak zrozumiec- wdl. swiata- zachowanie sw. Franiciszka, ktory wolal isc na piechote, niz byc podwiezionym? Teraz najladniej powiedzielibysmy o nim- dziwak. A zostal Swietym! Czlowiek, ktory przystaje, bo chce zwyczajnie zyc, zachwycic sie swiatem- moze byc samotny. Czesto jest samotny. A przeciez czekanie moze byc zakonczone wielka radoscia. Jak chociazby -Bozym Narodzeniem ( czy narodzeniem sie naszych dzieci). W szale biegania ( znowoz!) po zakupy kolorowych prezentow, pisania zyczen „do wszystkich” ( bo nie ma czasu- na indywidulane zadanie pytania- co u Ciebie Basiu? )- ulegamy komercjalizacji i pospiechowi. W tym roku u mnie bedzie inaczej. Przystane. Na pewno przystane. I nic nie beda mnie obchodzily spojrzenia znajomych , ani nawet znudzony glos kolezanki, ze ja chce spiewac takie ” stare polskie koledy „. Szybciej jest wlaczyc CD i rozmawiac znowoz o pracy, niz pospiewac, posluchac, pobyc razem. Napisalam znowoz duzo. Byc moze nawet ZA DUZO, ale bez pospiechu 🙂 Tutaj jest tez takie miejsce, w ktorym czlowiek moze przystanac. I za nie badzo dziekuje.

    Polubienie

    • ~tatul pisze:

      Brzozo szumiąca przyjaźnie od lat. Zawsze pięknie szumisz i nigdy za długo. Budujące obrazy rysujesz na czas adwentu, jak i najpiękniejszych naszych świąt. Wszyscy mozemy skorzystać na Twoich podpowiedziach.Ja, w swoim tekście pominąłem sprawę postanowień jakie katolicy podejmują w tym czasie. Na szczęście Wy, czytelnicy nie popełniacie moich zaniedbań. Oby te postanowienia się zrealizowały.Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  2. ~Agnieszka S. pisze:

    Czekanie… pamiętam jak w dzieciństwie czekało się na święta, na Boże Narodzenie… a dziś… marketing, komercja… jak nauczyć w tym wszystkim dzieci, że warto czekać, bo wtedy czuje się sens… że czuje się to całym sobą… Złapałam się na tym, że tak naprawdę nie uczę dzieci cierpliwości, że spełniam prawie natychmiast ich życzenia, pragnienia… może dlatego, że mam możliwości… ale to duży błąd. Muszę się poprawić. Koniecznie… Ja też czekam już od 30 tyg…czekam na to nowe życie, które we mnie rośnie… i tu nie mogę nic przyspieszyć, bo w tym wypadku pośpiech nie jest wskazany… więc czekam… czekam na chwilę, kiedy wezmę moją słodką kruszynkę w ramiona… i dzięki temu czekaniu moja miłość do niej umacnia się każdego dnia… Warto czekać…

    Polubienie

    • ~tatul pisze:

      Jak pięknie Agnieszko. Ja łapię sie teraz na Twoim przykładzie, że miałem ten typ czekania wymienić na pierwszym miejscu, ale jakoś tak się stało, że pominąłem. Jeśli Twoje czekanie zbiegnie się z Bożym Narodzeniem, to tylko pogratulować.Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  3. ~Anna pisze:

    Czyli rosnący krysys gospodarczy spowodowany grzechem niecierpliwości?;) Może…Franc Kafka ( i tu zaskoczył mnie ten cytat, i ta osoba z takim cytatem) powiedział:”Istnieją dwa grzechy główne, z których wywodzą się wszystkie inne: niecierpliwość i opieszałość. Przez niecierpliwość ludzie zostali wypędzeni z raju, przez opieszałość nie powracają tam”..Ech..A teraz nadmiar informacji,ciagle doskonalsze „wzorce” wokół, tyle rzeczy trzeba zrobic, wiedziec a przecież nie możemy byc po prostu zwyczajni, odstawający i wolniejsi..I tworzy się wewnętrzna presja,niepokój i…pewnie też choroby..Zajrzalam dzis rano do tatula, i sie usmiechnelam:)Zobaczcie, co mi dzis przyslal znajomy: (wiem, dosc dlugie, ale warto sie wlasnie dzis zatrzymac, przynajmniej na poczatek;) )”Czekanie i czuwanie bywają czymś dokładnie sobie przeciwstawnym. Czekanie oznacza ucieczkę od „tu i teraz” w stronę tego, co będzie. Czuwanie oznacza aktualną gotowość czyli gotowość „tu i teraz”. Czekanie jest dezercją ducha (a czasami również ciała) z posterunku o nazwie „teraźniejszość” i ucieczką w stronę przyszłości. Czuwanie jest upartą służbą na posterunku teraźniejszości i gotowością, aby w każdej chwili posterunek ten był gotów na przyjęcie przyszłości. Dlatego chyba Pan Jezus nie każe nam „czekać”, ale „czuwać”. Każde czuwanie jest w jakim sensie czekaniem, ale czekanie nie zawsze musi być czujne, ba, długie czekanie potrafi przeszkadzać w czuwaniu. To chyba ma na myśli Chrystus, gdy mówi o opóźniającym się przyjściu Oblubieńca czy o pannach mądrych i głupich. Adwent nie tyle – a przynajmniej nie tylko – jest czasem oczekiwania – nawet radosnego – ale czuwania. Gotowość na przyjście PanaCiekawą rzecz powiedział mi wczoraj pewien himalaista. Pytałem go, co jest najtrudniejsze w przygotowaniach do wyprawy i co zajmuje mu najwięcej czasu. Myślałem, że odpowie: zebranie ekipy, gromadzenie pieniędzy, planowanie trasy, albo coś w tym stylu. A wiesz co mi odpowiedział? Że najtrudniejsze dla niego przed każdą wyprawą jest przygotowanie się na śmierć. Serio. Nie żartował. Opowiadał mi o swoim pierwszym poważnym wypadku w górach. To nawet nie było w Himalajach, ale w Alpach. Odpadł od ściany i z dosyć dużej wysokości runął w dół. Kiedy połamany leżał zakopany w śniegu zaczęły przychodzić mu do głowy różne dziwne myśli. Nie martwił się tym, czy ktoś go znajdzie, jak wielkie ma obrażenia, czy będzie mógł jeszcze kiedykolwiek wrócić w góry. Był przekonany, że umrze i przyjmował to dosyć spokojnie, ale jedna myśl mąciła ten spokój. (Człowiek w niebezpieczeństwie śmierci zaczyna chyba myśleć w dosyć niespodziewany sposób). Zaczął się martwić tym, co pomyślą sobie jego najbliżsi, kiedy wejdą do jego mieszkania. Zostawił tam taki straszny bałagan – niewyjęte pranie w pralce, nieumyte, obrosłe pleśnią naczynia w zlewie (i nie tylko w zlewie), porozrzucane po całym mieszkaniu części garderoby, koty kurzu w każdym kącie podłogi. Męczyła go tylko ta myśl – ale będzie wstyd jak tam wejdą. Uratowano go, ale niepokój, który dręczył go tam, w górach, pod śniegiem nie minął. Wręcz przeciwnie, uzmysłowił sobie, że bałagan w mieszkaniu to najmniejszy problem – większy bałagan miał w całym życiu. Niepooddawane długi, niewyznana miłość, niezaofiarowane przebaczenie i nigdy niewypowiedziane prośby o przebaczenie były znacznie gorsze, niż nieumyte naczynia w zlewie. Od czasu tego wypadku zawsze wychodząc w góry przygotowywał się na śmierć – a zatem sprzątał mieszkanie, oddawał długi, spotykał się z przyjaciółmi, wyznawał miłość i takie tam. Nie było w tym żadnej grozy ani tym bardziej patosu. Ot, chodziło wyłącznie o to, aby w chwili śmierci nie musieć się wstydzić. Kiedy go słuchałem miałem wrażenie, że znam skądś to, o czym opowiadał. A jeśli miałbym dziś wpuścić Chrystusa do mojego domu – czyli do mojego życia, niezapowiedzianie, jak złodzieja. Czy mógłbym to zrobić bez wstydu? Jeśli nawet byłoby w moim domu – życiu bardzo biednie, to czy nie byłoby w nim po prostu wstydliwego brudu? Adwent jest czasem wspominania pierwszego przyjścia Syna Bożego na ten świat, przyjścia, które było Wcieleniem. Ale Adwent jest jeż czasem przygotowania na drugie przyjście Chrystusa – tym razem już w chwale i z mocą. Może trzeba przed tym przyjściem posprzątać w domu?”Ważny temat. Pozdrawiam Tatulu!

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Anno, przeczytałem z zainteresowaniem kilka razy Twoją wypowiedź i wciąż zastanawiam się nad Twoimi słowami objaśniającymi znaczenie pojęcia czuwania i czekania. Dodam, że w moim opisie czekania, bardziej chodziło mi o ludzi nie czekających z zakupami na to, aż zgromadzą potrzebną sumę lecz kupujących na kredyt. Dziękuję za przekazaną wiedzę i sposób w jaki to zrobiłeś. Znakomity jest przykład tego alpinisty. W skrajnych warunkach w jakich on się znalazł, mógł rzeczywiście przeprowadzić rozrachunek ze swoim życiem, aby stwierdzić na ile jest przygotowany do ostatecznych rozstrzygnięć. Czy jednak są na tym świecie ludzie przygotowani na przyjście Pana w stopniu tak doskonałym jak to Ty zakreśliłeś? Obawiam się, że nie ma.Ja napisałem o swoich przemyśleniach jakie mi się nasunęły pod wpływem tekstów z Pisma Świętego, wypowiedzi redaktorów audycji nadawanej z rozgłośni katolickiej i innych tekstów poświęconych temu szczególnemu okresowi jakim dla Kościoła powszechnego jest Adwent, aby skłonić również innych do zadumy. Twoja wypowiedź jest znakomitym poszerzeniem moich intencji.Spodziewam się dalszej wymiany poglądów.Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  4. ~Maria pisze:

    Przeczytałam. Przemyślenia ciekawe ,niebanalne.Myślę ,że czuwanie rzeczywiście jest tym czego chce od nas Jezus ,ale jak wszystko czego On od nas chce, jest trudne wymaga wysiłku i czujności. Może dlatego,że nie jest łatwe ,ma dla Niego wartość.My sami też jesteśmy tak skonstruowani,że cenimy najbardziej to co wymagało od nas wysiłku.Pewnie, jesteśmy na obraz i podobieństwo stworzeni,ale niestety gnuśne leniwe czekanie też nie jest nam obce.Bardzo sympatyczny ten Pański blog. Ja nie mam swojego, ale jak pan pozwoli zajrzę czasem do Pana poczytać Tatulowe opowieści..Proszę pisać.. Pozdrawiam

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Mario, bardzo dziękuję za wizytę i wyrażone poglądy. Ja wiem, że nawołuję do niemożliwego, ale chciałem być jedynie tubą przekazująca głos bardziej do tego przygotowanych ludzi. Czy pomieszanie religii z ekonomią i innymi naukami społecznymi szkodzi jednym i drugim? Ja myślę, że nie.Zapraszam serdecznie o każdej porze.Pozdrawiam

      Polubienie

      • ~Maria pisze:

        Myślę ,że wszystko co nas dotyczy jest ‚”sprawą'” Boga. Nie zgadzam się z tymi, którzy chcą Go zamknąć w kościołach,odwiedzanych wyłącznie przez moherowe babunie[ nie mam nic przeciw nim ,to one wymodlają łaski dla swych, kradnących dowody osobiste, wnuczków].Ja też jestem babcią i co z tego?W ramach tolerancji ,tak teraz modnej i propagowanej, proszę o tolerancję dla nas ludzi wierzących!!!

        Polubienie

      • ~Maria pisze:

        I mnie też coś się tak zdaje że nadajemy na podobnych falach! Nie byłoby to dziwne ,skoro spotkaliśmy się na blogu Siostry Małgorzaty.To co o niej myślę napisałam na jej blogu. Wydaje mi się że ta wspaniała kobieta służy Bogu w sposób szczególnie miły Jego sercu.

        Polubienie

  5. ~@rtur pisze:

    W celu sprostowania chcę powiedzieć, iż wczoraj była w kościołach na mszy św. czytana inna perykopa ewangeliczna niż ta którą pan podaje. Nie wiem gdzie Pan wysłuchał tegoż fragmentu gdyż we wszystkich kościołach na świecie odczytany był fragment wyjęty z Ewangelii wg św. Marka przypadający na liturgiczny rok B, a mianowicie:”Jezus powiedział do swoich uczniów:<>”

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      @rturze, zapewne masz rację. Zawsze podziwiałem Twoją wiedzę w tym zakresie. Nie nagrywałem ewangelii w czasie mszy św. W trakcie pisania wprowadziłem do wyszukiwarki zdanie kończące mój tekst: Szczęśliwi słudzy…Otrzymałem tekst Ewangelii wg Św. Łukasza, którego fragment zacytowałem.Jeśli w tym tkwi błąd podważający słuszność przeprowadzonego wywodu to przepraszam.

      Polubienie

  6. ~iimajka pisze:

    Szczęśliwi dosłownie. Im dłużej się na coś czeka, tym większa radość i satysfakcja w momencie końcowym.Religia i tradycja tego uczyły – Adwent, Wielki Post, narzeczeństwo…Teraz faktycznie wszystko już-zaraz-natychmiast; wszystko rozmyte, miałkie,nie ma się czasu nabrać apetytu, gdy w Zaduszki widzi się czekoladowe mikołaje na pólkach…Co do kredytów – widzę jeden ich sens – przy większych rzeczach bierze się i kupuje a potem splaca, a gdy przychodzi oszczędzać najpierw – nagle okazuje się,że jest po drodze tyle innych równie pilnych potrzeb – że pieniądze same się rozchodzą…

    Polubienie

    • ~tatul pisze:

      ~iimajko, dziękuję za komentarz. Słusznie wskazujesz na narzeczeństwo jako drogę oczekiwania na wspaniałości, które stająą się naszym udziałem dopiero w małżeństwie . Teraz jest to raczej w zaniku. Przyznaję, że bardzo trudne jest czekanie, oszczędzanie, ale trudne jest też spłcanie kredytów. Banki teraz kuszą premią jeśli weźmiesz kredyt właśnie u nich. A pora świateczna jest ogromną pokusą…Pozdrawiam

      Polubienie

  7. ~Maria pisze:

    W naszej parafii rozpoczęła się zbiórka darów spożywczych dla ubogich parafian.Zanieśliśmy z mężem paczkę. Na razie nie było ich wiele. Ludzie jakoś się nie kwapią. A gdyby każda przeciętna rodzina dała choćby niewiele ,ale jednak dała…Już się zaczął pęd przedświąteczny kupujemy ,kupujemy, kupujemy…Ile jedzenia będzie gniło po Świętach na śmietniku?Puste jest nasze czekanie jeśli nie mamy miłości i solidarności z tymi, którym się nie powiodło.Kościół jest co niedziela pełny ludzi. Księża mówią a ludzie udają ,że słuchają a potem wielu chyba się zwyczajnie nie chce . Szkoda fatygi.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Gorzkie ale prawdziwe Pani Mario.Widziałem w TV, że akcja pt. Szlachetna paczka osiągnęła wielki sukces. Może ważna jest forma organizacji zbiórki? A może ludzie mają większą przyjemność z dzielenia się jeśli to jest zadęcie od góry?Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

      • ~Maria pisze:

        No właśnie księża prosili a może powinni żądać? Może powinni powiedzieć w tym kontekście ,że jest taki grzech jak zaniechanie, z którego będziemy też rozliczani.Tak mało jest empatii w naszym społeczeństwie, tak trudno zmobilizować ludzi do bezinteresownej pomocy. Media robią to skuteczniej pokazując ,nieraz bardzo dramatyczne losy ludzkie ,działają na wyobraźnię nawet zatwardzialców. Widocznie wierzący i praktykujący katolicy potrzebują czasem takich silnych bodźców aby okazać solidarność z braćmi w potrzebie.

        Polubienie

      • ~tatul pisze:

        Mario, podobno każdy dobroczyńca zasługuje na uznanie i to uznanie jest czynnikiem silnie motywujacym dla niego jak i dla innych. To jest jakaś nobilitacja, choćby działała tylko na użytek rodziny, czy jedynie poprawiała samopoczucie samego darczyńcy. Organizatorzy różnych szlachetnych akcji dobrze o tym wiedzą i rozpoczynają od chwalenia nas za okazywaną…(tu mogą być użyte juz różnych okresleń). Zajmujące się tym media nakręcają koniunkturę. Jest wielkie show i to lubimy.Działanie w lokalnej skali nie daje takiej satysfakcji.A w kwestii empati,i to całkowicie podzielam Pani zdanie.Pisałem o tym niemal dokładnie 2 lata temu. Temat „Asertywność i empatia jest w spisie polecanych tekstów, ale dodam i link:http://tatulowe.blog.onet.pl/Asertywnosc-i-empatia,2,ID396250241,nCiekawy jestem , czy podzieli Pani moje zdanie w temacie empatii?Pozdrawiam

        Polubienie

  8. ~Maria pisze:

    Przeczytałam i oczywiście zgadzam się z Pańskim zdaniem. Sama przeżywałam syndrom opuszczonego gniazda. To boli. Myślę jednak, że jeszcze gorzej znieść brak więzi duchowej z dorosłym dzieckiem,które neguje twoje wartości i idzie swoją drogą. Jeśli wtedy okażemy asertywność możemy stracić całkowicie kontakt z potomkiem.Nikt chyba tego nie chce więc może lepiej okazać empatię? Co Pan o tym myśli? Pozdrawiam.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Mario, moje obserwacje dotyczą wychowywania dzieci z akcentem na asertywność i to ze wszystkich stron frontu wychowawczego – o ile taki jeszcze istnieje, a z pominięciem empatii, której młodzież nie zna. Nawet jako pojęcia , nie mówiac już o wdrażaniu go w życie . Rodzice z obawy o to, o czym Pani pisze są już tylko empatyczni. Dlatego apelowałem o odwrotność w podejściu, niestety bez skutku.PozdrawiamA co Pani sądzi o tym tekście?http://tatulowe.blog.onet.pl/Trudna-nauka,2,ID440771681,RS1,nI jeszcze o tym:http://tatulowe.blog.onet.pl/Ochrona-Praw-Dzieci,2,ID441701034,DA2011-12-11,n

      Polubienie

      • ~Maria pisze:

        Dopiero dziś udało mi się przeczytać polecane przez Pana teksty.Pięknie i mądrze Pan pisze.Prawa dziecka to po prostu prawa człowieka, niezależnie od jego wieku.Tylko dzieciom chyba jest jeszcze trudniej niż dorosłym ,wyegzekwować te prawa.Chociaż…?Czyż nie spotyka się nie szanowanych matek,nie kochanych ojców.Myślę ,że wielu z nas rozpaczliwie brak miłości i zrozumienia ze strony najbliższych .Czasem żebrzemy o nią sprzątając pyłki spod nóg uwielbianych dzieci. One nigdy tego nie robią, one buntują się, lub robią sobie krzywdę ,w szeroko pojętym znaczeniu tego słowa.Czasem miłość wcale nie jest podobna do tej ze znanego psalmu.Bywa zaborcza,wywołująca destrukcję,sprawiająca ból kochającemu i kochanemu. Zycie nie jest białe ani czarne. Najsilniejszą jego barwą jest szarość.Ja nie jestem pedagogiem. Moje dziecko wychowywałam więcej na wyczucie , jak w piosence Młynarskiego, [wychowała jak umiała ,oczy mlekiem zalewała],popełniałam wiele błędów różnej maści , których teraz żałuję, ale gdybym dała synowi prawo do samostanowienia to dziś nie dziękowałby mi, że skończył średnią szkołę i studia,Kiedyś nie był mi za to wdzięczny ,,kiedyś ze mną walczył.Czy powinnam była wtedy ulec ?Ja do dziś nie wiem czy tak się powinno postępować ,ale cieszę się ,że miałam odwagę podjąć walkę z nim o niego.

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        Pani Mario, pięknie pisze Pani o własnych matczynych przemyśleniach. Chyba każdy wrażliwy rodzic ma podobne dylematy. Nikt do końca nie wie czy spełnił się jako rodzic, bo to jest tak, jak z kluczem dobieranym do konkretnego zamka. Wytrychem można wprawdzie otworzyć większość zamków, ale jest to trudniejsze i pozostawia ślady.Pięknie Pani cytuje Młynarskiego, ale proszę zauważyć, że to syn wypowiada te słynne słowa. To on będąc już dorosłym człowiekiem dorósł również do bardzo pozytywnej oceny roli matki. Trzeba widocznie robić swoje”- też Młynarski i czekać na słowa uznania od dziecka. Oby tylko udało się doczekać…Cóż na to począć???Pani Mario, zmieniłem kilka polecanych tytułów . Wystarczy kliknąć na któryś z nich i tam skomentować.Pozdrawiam przedświatecznie

        Polubienie

  9. ~Maria pisze:

    Dziękuję za pokrzepiające słowa. Przeczytam wszystko tylko, po Świętach. Teraz zanurzam się w wir przygotowań przedświątecznych.Właśnie robię szczupaka faszerowanego[to jako Marta] i nucę Maluśkiemu kolędy[ to jako Maria].I w takim radosnym rozdwojeniu oczekuję ,aby Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami. Z Tej Wielkiej Okazji życzę Panu i wszystkim Pana Bliskim Cudownych ,Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia. Nie poddawajmy się magii Świąt ,poddajmy się miłości,Która w cichą noc, świętą noc,pokój niesie ludziom wszem.

    Polubienie

    • ~Tatul i Mamuna pisze:

      Piękne życzenia Pani Mario – Marto. Nic dodać , nic ująć.Niech zatem świąteczny czas będzie dla nas okazją do głebokich przemyśleń i przeżyć pozwalajacych na naładowanie naszych wewnętrznych aklumulatorów wiary, nadziei i MIŁOŚCI na cały okres do nastepnych świąt.Wszystkiego najlepszego

      Polubienie

  10. ~Maria pisze:

    Przed chwilą mój mąż usłyszał w T V ,że Szymborska zażyczyła sobie aby jej pogrzeb był świecki. Zrobiło mi się trochę przykro ,zwłaszcza ,że przecież można by domniemywać ,iż wierzyła w istnienie duszy. Co pan o tym myśli? Czy człowiek jest aż tak skomplikowany? Czy ja jestem całkiem naiwna?

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Pani Mario, widzę, że ta informacja wstrząsnęła Pania . Ja nie słyszałem o tym życzeniu, a jedynie o tym że to ma być w poniedziałek na Rakowicach, w grobowcu rodziców. Dla mnie Szymborska jest – była wielkim człowiekiem, który dotknięty palcem Boga przy rozdzielaniu talentów swój talent przyjął, rozwinął i podzielił się nim z nam realizując przykazanie: „Coś darmo dostał darmo daj…” Dla mnie nie ma znaczenia jej PZPR-owska przeszłość, czy też twórczość pro komunistyczna z lat 50-tych. Czy miłośnik malarstwa zna zapatrywania wspaniałych malarzy ? Czy mu to potrzebne, aby znaleźć się pod wrażeniem jego dzieł? Nasza polska skłonność do odmawiania ludziom wielkim ich wielkości jest wielce zastanawiająca, nie sądzi Pani? Miłosz odmawiał Szymborskiej prawa do Nobla, mówiac że to była sprawa polityki, a nie wybitnego talentu. Miłoszowi zarzucano litewskość i naganny stosunek do polskości. Gdy chciano go pochować na Skałce znaleźli się ludzie protestujacy przeciwko takiej decyzji. Broniewskiemu zarzuca sie również romans z komuną i alkoholizm, a nie ocenia się jego wierszy szczególnie w aspekcie tego co przeżył.Pani Mario, polecam do posłuchania wiersza Szymborskiej pt: „Nienawisć”w recytacjji Hanny Banaszak.http://www.youtube.com/watch?v=dI93JO_jtR8Proszę powiedzieć sobie czy miała rację?

      Polubienie

      • ~Maria pisze:

        Miałam powiedzieć sobie, ale chcę się z Panem podzielić moimi przemyśleniami. Odsłuchałam czterokrotnie polecony mi przez Pana wiersz, we wspaniałej interpretacji Hanny Banaszak, którą bardzo cenię, jako piosenkarkę niebanalną. Muszę powiedzieć ,że jestem wstrząśnięta tak odkrywczą oczywistością tego utworu. Nienawiść to wiersz tak gorzki w swej prawdzie, tak mistrzowski i precyzyjny w każdym słowie,a jednocześnie tak prosto napisany,iż dociera do każdego czytelnika .Wspomniał Pan Miłosza . Myślę, że wiele z jego utworów było trudnych i człowiek nie będący intelektualistą po prostu nie odebrałby ich przesłania.Szymborska ma dar mówienia do wszystkich ;,porusza wszystkie serca i umysły i w tym widzę jej wielkość. Nienawiść jako swoiste perpetuum mobile ,samonapędzająca się machina zła, to przerażająca wizja. Nie ma końca ni początku ,jest potężna i wielka . Mami ułudą wartości, jak wiara czy ojczyzna ,ukazuje fałszywe piękno. Nienawiść ma wszystkie atrybuty SZATANA.Mąż mój mówi,że Nienawiść ma dwie siostry,które ją skutecznie wspomagają : Zazdrość i Pychę.To są przecież GRZECHY.Jakże więc blisko wiary są słowa Szymborskiej.Wstrząsnęła mnie wiadomość o świeckim Jej pogrzebie,bo w obliczu śmierci wielu ludzi ,zwłaszcza posiadających głęboką i wrażliwą psychikę, zwraca się w kierunku Boga.Proszę nie myśleć ,że ja odrzucam a priori ,ludzi niewierzących. Mam nawet dość bliskich znajomych ,którzy są ateistami. Często rozmawiamy na temat wiary. Kiedyś mój kolega powiedział,że mi zazdrości i wiele by dał aby móc uwierzyć, ale nie dostał tego daru i co ma na to poradzić?. Od tej pory modlę się o dar wiary dla niego i mam nadzieję,że Bóg nie da mu odejść samotnie.Człowiekowi wierzącemu ,żal tych ,którzy nie wierzą w Boga . Czy może być inaczej? Nie potępiam nikogo, bo czasem to nawet nie jest zależne od człowieka Coś go w życiu złego spotkało ,lub urodził się agnostykiem albo jeszcze tysiąc innych powodów oddaliło go od Boga..Tylko czuję taki smutek. Mam nadzieję ,że Pan zrozumie o czym piszę, bo przecież nadajemy na podobnych falach .Pozdrawiam i dziękuję za cierpliwość w czytaniu moich przemyśleń.

        Polubienie

      • ~Maria pisze:

        Oczywiście ,skoro Pan uważa,że to co piszę ma jakąś wartość, to bardzo proszę ,niech Pan przeniesie. Ja jeszcze niezbyt pewnie poruszam się po blogu i zdaję się w tej kwestii , na Pana.Miłego wieczoru. Do napisania. Pańska wierna czytelniczka M.

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        ~Mario,Porusza Pani bardzo ważne zagadnienia, na które chyba niewielu tak do końca znajdzie w sobie odpowiedź, a jeśli ją zna, to boi sią publicznie ją wyrazić. Może to symbol czasów w jakich żyjemy?Ja mam gdzieś zapisane motto kardynała Wyszyńskiego: „Ja nie wierzę, ja wiem”.Ilu z współczesnych księży może z czystym sumieniem powiedzieć te same słowa? Proszę zwrócić uwagę na dyskusję wokół osoby O. Bonieckiego. Siostra Małgorzata pisała o spotkaniu z O. Bonieckim przy okazji promocji książki „Lepiej palić fajkę pokoju niż czarownice na stosie”. Warto zajrzeć do treści jej posta jak i do licznych komentarzy. Nie tylko u niej toczy się pożyteczna rozmowa, którą inni traktują jak świetokradztwo. Pod postem o Pani Wisi wkleiłem dzisiaj słowea Szymborskiej :Wyciąłem kiedyś malutki jak pudełko zapałek anonsik prasowy o tej treści:Wisława Szymborska, poetka, o myśleniu:”Większość ludzi nie zawraca sobie głowy samodzielnym myśleniem – bo nie może albo nie chce – i w rezultacie łatwo pada ofiarą zbiorowych sugestii. Ktoś powiedział, że ludzie głupieją hurtowo i mądrzeją detalicznie. Dlatego kochamy i popieramy przypadki detaliczne”.(W wywiadzie dla „La Repubblica”)Czy to nie celna uwaga dla obecnych krytyków jej dorobku?Zapraszam na stronę o Pani Wisi.Pozdrawiam

        Polubienie

  11. ~Maria pisze:

    Smutne memento dla Pańskich rozważań o konieczności dbania o swoje zdrowie : Whitney Houston i jej przedwczesna śmierć. Piękna obdarzona cudownym głosem, a jednocześnie głęboko nieszczęśliwa ,uwikłana w narkotykowe uzależnienia,umarła tragiczną śmiercią, w otoczeniu obcych ludzi, wzbudzając niezdrową sensację. Szkoda, bardzo mi jej żal. Jej śpiew poruszał najgłębsze pokłady wzruszeń.Pozdrawiam ciepło w ten bardzo zimny wieczór..

    Polubienie

  12. ~Maria pisze:

    Smutne memento dla Pańskich rozważań o konieczności dbania o swoje zdrowie : Whitney Houston i jej przedwczesna śmierć. Piękna obdarzona cudownym głosem, a jednocześnie głęboko nieszczęśliwa ,uwikłana w narkotykowe uzależnienia,umarła tragiczną śmiercią, w otoczeniu obcych ludzi, wzbudzając niezdrową sensację. Szkoda, bardzo mi jej żal. Jej śpiew poruszał najgłębsze pokłady wzruszeń.Pozdrawiam ciepło w ten bardzo zimny wieczór..

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Witam Panią, Mario. Ma Pani rację. Śmierć tej pani jest szokiem dla bardzo wielu ludzi. Podobnie było w sierpniu gdy w podobnych powodów zmarła 28 letnia i bardzo sławna Amy Winehouse. Wcześniej był Elvis Presley, Michael Jackson. Jest w śmierci artystów, a więc ludzi bardzo bogatych coś, przed czym należałoby ostrzegać pretendentów do kariery , którzy katują się, aby wygrać różne castingi, a jeśli zdobędą zainteresowanie bardzo ważnych osób, to kariera okazuje się ich zgubą. Nie wiem, czy ci ludzie, jak również ich rodziny biorą to pod uwagę. Smutne to, prawda?Ten temat bardzo pasuje do ostatniego tematu jaki poświęciłem Światowemu Dniu Chorych. Zapraszam i tam :http://tatulowe.blog.onet.pl/Nie-ma-ludzi-zdrowych,2,ID452476068,n

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.