Współczesny wymiar czuwania i czekania

W ostatnim tekście Siostry Małgorzaty Chmielewskiej o znamiennym tytule: Odpoczynek i pośpiech: http://siostramalgorzata.blog.onet.pl/odpoczynek-i-pospiech,2,ID440327410,n znajdujemy fragmenty tekstu z książki R. Brandstaettera pt. Inne kwiatki Świętego Franciszka z Asyżu. Zapraszam do przeczytania całości, a tu przytaczam tylko fragment.

Pewnego dnia czcigodny ojciec Franciszek i brat Egidiusz wracali do Porcjunkuli. Bardzo im się spieszyło do domu, ale mimo to szli powoli, medytując i modląc się, i rozważając o pobożnych sprawach. Po drodze spotkali kilku uprzejmych kierowców, którzy jadąc do Asyżu, chcieli ich wziąć do swoich ciężarówek, ale Biedaczyna uparł się, żeby pójść piechotą. (…) Gdy uszli kilka kroków, ojciec Franciszek usiadł na przydrożnym kamieniu… i powiedział: Ludziom bardzo się spieszy. spieszy im się do biur, do teatrów, do kin, kawiarń, pracowni, fabryk, sklepów, urzędów, pociągów, bibliotek, warsztatów, redakcji, spieszy im się na konferencje, spotkania, odczyty, przemówienia, spieszy im się do szybkiego zdobycia majątku, pieniędzy, rekordów, sukcesów, samochodów, willi, kobiet. W tym pośpiechu ścierają swoja duszę, jak parę sandałów. Gnani żądzą posiadania ziemskich bogactw, zapominają o Bogu, etyce, moralności, nie mają czasu na drobną chwilę medytacji, rozmyślań, skupienia, na rachunek sumienia, na rozmowę z samym sobą. Pośpiech jest synem diabła i sieje w duszy spustoszenie. Bóg dał nam dobry i błogosławiony czas, abyśmy z niego oszczędnie i z należytym szacunkiem korzystali. A my go chciwie i bez miary pożeramy jak żarłoki, które dorwały się do tłustej pieczeni… a potem twierdzimy, że to czas nas pożera. Dlatego, chociaż nam się spieszy, siedzieć będziemy na tych kamieniach, modląc się i medytując, aż stłumimy w sobie pośpiech.
I tak uczynili.

Dzisiaj rozpoczął się Adwent oznaczający dla katolików czas czuwania i czekania na nadejście Pana. Kto był w kościółku lub słuchał mszy w radio, ten zapewne usłyszał słowa z Ewangelii wg Św. Łukasza:

Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Łk 12, 35-40

Zostawmy każdemu do swobodnej oceny wnioski płynące z tych słów, bo można tu zastosować tyle interpretacji, ile osób zechce się na ten temat wypowiedzieć.

Faktem jest, że całe nasze życie jest jednym wielkim czekaniem. Posiadamy mnóstwo prawdziwych i wydumanych celów w okresie dorastania, do osiągnięcia których dążymy poprzez ustawiczną pracę lub poprzez oczekiwanie na to, że ktoś za nas to zrobi. Szukanie partnera życiowego realizujemy na zasadzie dobrego przygotowania się do tej życiowej decyzji i sprawdzenia kandydata w różnych sytuacjach życiowych lub też na zasadzie „choćby o jednym oku, byleby w tym roku”. Dom, czy mieszkanie bierzemy na kredyt, bo skąd wziąć tyle pieniędzy? Później przychodzi kolej na to, co w domu i przez konieczność spłacania rat mamy tak zaprogramowane życie, że zwyczajnie brakuje nam czasu na to wszystko, o czym marzyliśmy na wstępie sami lub już z kandydatem na męża, czy żonę. W pracy wyścig szczurów i… „jak już wejdziesz między wrony, to już kracz tak, jak i one”. Czy tak musi być?

Również dzisiaj, w radiowej audycji, usłyszałem sformułowanie: Społeczeństwa tzw. zachodu okazują szczególna niechęć do czekania. Ludzie muszą mieć wszystko już teraz. Nie mając pieniędzy na zaspokojenie potrzeb coraz bardziej się zadłużają. Nasze społeczeństwo szybko nadgania dzielący nas jeszcze dystans do tamtych społeczeństw i później mamy to, co mamy… emigracja zarobkowa, euro sieroty, rozbite rodziny itd.

Jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, aby nazwać i tłumaczyć narastającego zadłużenia państw i gospodarstw domowych niechęcią do czekania. Może potrzebne były do tego słowa przewidziane na dzień dzisiejszy, czyli na pierwszą niedzielę Adwentu?

Ja nie podpowiadam żadnych rozwiązań. Chcę jedynie wskazać na potrzebę refleksyjnego spojrzenia na słowa: „Szczęśliwi słudzy, których Pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie…”