Smutne te smutki

   Minął tydzień od pożegnania z Robertem. Tydzień rozmyślań, wspomnień i przeżywania wciąż na nowo historii życia i blisko 40-letniego współżycia z Robertem i jego rodziną. To mnóstwo wspólnie przeżytych świąt, imienin, różnych spotkań rodzinnych i zwyczajnych spotkań towarzyskich. Tydzień, w którym dużo rozmyślałem o nim, o jego najbliższej rodzinie, ale i o sobie i mojej rodzinie na tle tego, co spotkało Roberta i Anię. Sprzyjały temu moje wizyty u lekarzy, udział w pogrzebie, odwiedziny na cmentarzu i wreszcie spotkania rodzinne na imieninach mojej żony, obchodzonych w tradycyjnie już ukształtowanym towarzystwie, które znało Roberta i podobnie do nas przeżywało rozstanie z nim. Wszyscy zgadzaliśmy się z tym, co próbuję zawrzeć w tytule. Smutne są te smutki po rozstaniu. Szczególnie dla najbliższych, którzy po pogrzebie, po przyjęciu kondolencji i słów wsparcia od uczestników uroczystości pogrzebowych wracają do opustoszałych nagle mieszkań, do własnych wspomnień i do życia w zupełnie nowych realiach. To nie jest łatwe i musi trwać . Jak sobie radzić??? Wczoraj w kościołach czytano przypowieść o pannach mądrych i nierozsądnych. Piękne i chyba jedno z lepiej znanych fragmentów Pisma Świętego niesie, jak się okazuje, różne przesłania przydatne w różnych sytuacjach życiowych. Ja miałem okazję spotkać się z jego treścią trzykrotnie i dzięki różnym interpretacjom wzbogacić się o ważne refleksje, którymi chcę się tu podzielić.

Ksiądz Adam Boniecki otwierając Festiwal Kultury Chrześcijańskiej w Łodzi http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/lodz/inauguracja-festiwalu-kultury-chrzescijanskiej-w-l,1,4899766,wiadomosc.html przemawiając do ludzi kultury, powiedział m.in.: W naszym czasie, niemal wszyscy, takie ma się wrażenie, powtarzają cudze slogany, wchłaniają cudze, zwykle uproszczone wizje świata. Mało kto ma własny światopogląd, własny punkt widzenia. W naszym świecie panuje lęk przed trudnymi pytaniami. Na dotykające istoty rzeczy pytanie reaguje się agresją, oczywiście agresją obronną, odwołuje się do tzw. zdrowego rozsądku, co często jest formą obrony status quo z lęku, że dotknięcie naszych życiowych,nieprzemyślanych w gruncie rzeczy, nieprzyswojonych dogmatów spowoduje, że rozsypią się w proch i znikną – mówił ks. Boniecki. Panny nieroztropne dokładnie obliczyły, ile im oleju w normalnych warunkach potrzeba i zaopatrzyły się w minimum konieczne. I zostały zaskoczone, bo sytuacja była odmienna od znanego im schematu. Jak ci, którzy zaopatrują się w tyle mądrości, ile w tej chwili mogą sprzedać. Czytają tylko to, co im do czegoś teraz może się przydać i posłużyć. Wypełniają jakiś obowiązek, odrabiają jakąś lekcję, jak ci którzy nigdy bezinteresownie nie zgłębiają mądrości, którzy nie znają tej kultury fotela i lampy, bezinteresownego zagłębienia się w piękno, w mądrość, sztukę – mówił duchowny.

   A więc liczy się życiowe przygotowanie do wszystkiego, co życie niesie.

Moje drugie spotkanie z tekstem czytania o pannach mądrych i nieroztropnych, to radiowa transmisja Mszy św. z kościoła Św. Krzyża w Warszawie, w czasie której szczególnie ceniony w mojej rodzinie ks.Piotr Pawlukiewicz dodał temu tekstowi wielu znaczeń. Myślę, że warto posłuchać i samemu wyciągnąć właściwe swojemu systemowi wartości wnioski: http://all.gloria.tv/?media=212540

   Odnosząc treść przesłania do małżeństw podkreśla on znaczenie przygotowania się na wszystko, co nas może spotkać w życiu małżeńskim. Na dobre czasy kiedy spełniają się życzenia, jakimi obdarzają młodych goście weselni, kiedy jest wesoło i wspaniale, jak i na złe, kiedy wielu z nas, bardziej lub mniej świadomie odrzuca treść przysięgi małżeńskiej, szczególnie w zakresie zobowiązań wobec drugiego człowieka: oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci, bo to często przerasta ludzkie możliwości. Szczególnie przydatny do tych rozważań jest przykład przygotowania do wyprawy, w którą bierze się apteczkę, a w niej wszystko, co jest potrzebne w razie wypadku, kontuzji, zranienia. Ten przykład przeniesiony na łono rodziny oznacza potrzebę zorganizowania w domu takiej apteczki. Jakiejś półki w regale, czy też szuflady, w której znajdziemy te potrzebne w czasie kryzysu środki zaradcze na smutki i zwątpienia. Ksiądz wylicza jako potrzebne do umieszczenia tam zdjęcia, czy filmy ze wspólnie przeżytych chwil, może także listy i inne pamiątki, ale również adresy poradni, w których można znaleźć potrzebną pomoc. Mogą to być adresy i telefony do przyjaznych ludzi, którzy mając takie problemy już za sobą mogą stanowić naturalną grupę wsparcia. Nie wiem, co jeszcze może okazać się przydatne, ale licząc na wypowiedzi życzliwych czytelników mam nadzieję, że się tego dowiem.

   To refleksyjne nastawienie powinno również procentować oceną naszej dotychczasowej troski o zdrowie i życie. Tu wydaje mi się, że wciąż mamy wiele uwag do siebie. Zawsze zagonieni, pilnujący jakichś terminów i wydawałoby się ważniejszych spraw, odkładamy na lepsze czasy wizytę u lekarza i porządny przegląd własnego organizmu. Traktujemy siebie samego gorzej niż własny samochód, z którym co roku udajemy się do mechanika i usuwamy odręcznie wszystkie wyłapane na przeglądzie usterki.

   Smutne dzisiaj te refleksje. Smuteczki, smuteczki… Pocieszające jest jednak to, że my żyjący wciąż możemy zadbać o dodatkowe naczynie z oliwą i lepiej się przygotować na spotkanie ze wszystkim co niesie życie…