Nowe obyczaje, czy fonoholizm?

   Jeszcze w minionym roku szkolnym wielokrotnie pisałem o młodzieży szkolnej (technikum)nadużywającej telefonu komórkowego w takim stopniu, że trudno było uznać obecność wielu uczniów w szkole jako czas poświecony nauce. Bywali tam raczej towarzysko marząc, aby kiedyś doczekać chwili, gdy czas lekcji zostanie skrócony do czasu przerwy i na odwrót. Byli niby obecni, a nawet chwilami zainteresowani lekcją jeśli akurat nikt do nich nie telefonował, czy nie nadał SMS-a. Jeśli to się zdarzyło – a niektórym zdarzało się to po kilkanaście razy w czasie jednej lekcji, to nie było sposobu, aby odwieść ich od zamiaru odebrania, a później od udzielenia odpowiedzi. Nauczyciele walczyli z tą plagą na różne sposoby, szczególnie od czasu gdy telefony dawały już możliwość łączenia się z Internetem, a wiec i ściągania w czasie klasówek i sprawdzianów. Walka ta nie była jednak do wygrania wobec masowości zjawiska. Teraz już nie pracuję w szkole, ale podejrzewam, że jest chyba jeszcze gorzej.

… Oto w nr 48 Angory z 27 listopada napotkałem przedruk artykułu z gazety Gimnazjalista Victor nr 23 z 10 listopada br. pod tytułem Nie da się żyć bez komórki? Już w pierwszych słowach czytamy: Nie da się. Tak twierdzi większość nastolatków. Komórka towarzyszy wam wszędzie – w szkole, w domu, na spotkaniu ze znajomymi. I nie jest już tylko narzędziem komunikacji.

W dalszej części artykułu znajdujemy kilka pytań pozwalających na dokonanie samooceny swojego uzależnienia od telefonu zwanego fonoholizmem. Odpowiedzmy sobie zatem i my sami.

                     Kiedy zapomnisz zabrać telefonu z domu, wracasz po niego, ryzykując spóźnienie na lekcje?

                     Kiedy odkryjesz brak telefonu, stajesz się podenerwowany?

                     Zdarzyło ci się wysłać SMS-a do osoby, która jest tuż obok ciebie? Czy siadając razem z rodziną do obiadu, bierzesz telefon i kładziesz go koło siebie?

                     Czy oglądając telewizję lub czytając książkę, masz telefon tuż obok siebie?

                     Czy w czasie seansu w kinie, mając wyciszony telefon, co jakiś czas zerkasz na niego, aby sprawdzić, czy ktoś do ciebie nie dzwonił lub nie napisał?

                     Czy będąc w nowym miejscu, na wycieczce lub na wakacjach, sprawdzasz od razu, czy masz zasięg?

Autorzy zamieścili pod pytaniami klucz rozwiązania do tego testu. Brzmi następująco:

Na większość z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco? To masz problem. Nie mów, że telefon jest dla ciebie tylko sposobem komunikacji ze światem. On stał się dla ciebie jedynym sposobem komunikacji. Wysyłanie SMS-ów przedkładasz nad rozmowę w cztery oczy, a brak zasięgu oznacza dla ciebie bycie „na oucie”…Dalej następuje omówienie skutków postępującego uzależnienia oraz zasady korzystania z telefonu bez naruszania zasad współżycia społecznego i elementarnej kultury.

Pozwoliłem sobie na cytowanie znacznej części tekstu adresowanego do gimnazjalistów nie dlatego, że spodziewam się ich odwiedzin na blogu, ale dlatego, że rodzice tych nastolatków nie mając w ręku takiej gazety, będą mogli po przeczytaniu odpowiedzieć sobie na pytanie zawarte w tytule. Wszak widzą na co dzień jak zachowują się ich rodzone pociechy w domu, na spacerze, czy gdziekolwiek przebywają.

   Nowe technologie są faktem i nikt rozsądny nie kwestionuje ich przydatności życiowej, biznesowej, rozrywkowej, edukacyjnej… i każdej innej. Uzależnienie od czegokolwiek, to jednak choroba wymagająca terapii odwykowej. Pamiętajmy o tym, że:” Czym skorupka za młodu naciągnie, tym na starość trąci”

 

Współczesny wymiar czuwania i czekania

W ostatnim tekście Siostry Małgorzaty Chmielewskiej o znamiennym tytule: Odpoczynek i pośpiech: http://siostramalgorzata.blog.onet.pl/odpoczynek-i-pospiech,2,ID440327410,n znajdujemy fragmenty tekstu z książki R. Brandstaettera pt. Inne kwiatki Świętego Franciszka z Asyżu. Zapraszam do przeczytania całości, a tu przytaczam tylko fragment.

Pewnego dnia czcigodny ojciec Franciszek i brat Egidiusz wracali do Porcjunkuli. Bardzo im się spieszyło do domu, ale mimo to szli powoli, medytując i modląc się, i rozważając o pobożnych sprawach. Po drodze spotkali kilku uprzejmych kierowców, którzy jadąc do Asyżu, chcieli ich wziąć do swoich ciężarówek, ale Biedaczyna uparł się, żeby pójść piechotą. (…) Gdy uszli kilka kroków, ojciec Franciszek usiadł na przydrożnym kamieniu… i powiedział: Ludziom bardzo się spieszy. spieszy im się do biur, do teatrów, do kin, kawiarń, pracowni, fabryk, sklepów, urzędów, pociągów, bibliotek, warsztatów, redakcji, spieszy im się na konferencje, spotkania, odczyty, przemówienia, spieszy im się do szybkiego zdobycia majątku, pieniędzy, rekordów, sukcesów, samochodów, willi, kobiet. W tym pośpiechu ścierają swoja duszę, jak parę sandałów. Gnani żądzą posiadania ziemskich bogactw, zapominają o Bogu, etyce, moralności, nie mają czasu na drobną chwilę medytacji, rozmyślań, skupienia, na rachunek sumienia, na rozmowę z samym sobą. Pośpiech jest synem diabła i sieje w duszy spustoszenie. Bóg dał nam dobry i błogosławiony czas, abyśmy z niego oszczędnie i z należytym szacunkiem korzystali. A my go chciwie i bez miary pożeramy jak żarłoki, które dorwały się do tłustej pieczeni… a potem twierdzimy, że to czas nas pożera. Dlatego, chociaż nam się spieszy, siedzieć będziemy na tych kamieniach, modląc się i medytując, aż stłumimy w sobie pośpiech.
I tak uczynili.

Dzisiaj rozpoczął się Adwent oznaczający dla katolików czas czuwania i czekania na nadejście Pana. Kto był w kościółku lub słuchał mszy w radio, ten zapewne usłyszał słowa z Ewangelii wg Św. Łukasza:

Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Łk 12, 35-40

Zostawmy każdemu do swobodnej oceny wnioski płynące z tych słów, bo można tu zastosować tyle interpretacji, ile osób zechce się na ten temat wypowiedzieć.

Faktem jest, że całe nasze życie jest jednym wielkim czekaniem. Posiadamy mnóstwo prawdziwych i wydumanych celów w okresie dorastania, do osiągnięcia których dążymy poprzez ustawiczną pracę lub poprzez oczekiwanie na to, że ktoś za nas to zrobi. Szukanie partnera życiowego realizujemy na zasadzie dobrego przygotowania się do tej życiowej decyzji i sprawdzenia kandydata w różnych sytuacjach życiowych lub też na zasadzie „choćby o jednym oku, byleby w tym roku”. Dom, czy mieszkanie bierzemy na kredyt, bo skąd wziąć tyle pieniędzy? Później przychodzi kolej na to, co w domu i przez konieczność spłacania rat mamy tak zaprogramowane życie, że zwyczajnie brakuje nam czasu na to wszystko, o czym marzyliśmy na wstępie sami lub już z kandydatem na męża, czy żonę. W pracy wyścig szczurów i… „jak już wejdziesz między wrony, to już kracz tak, jak i one”. Czy tak musi być?

Również dzisiaj, w radiowej audycji, usłyszałem sformułowanie: Społeczeństwa tzw. zachodu okazują szczególna niechęć do czekania. Ludzie muszą mieć wszystko już teraz. Nie mając pieniędzy na zaspokojenie potrzeb coraz bardziej się zadłużają. Nasze społeczeństwo szybko nadgania dzielący nas jeszcze dystans do tamtych społeczeństw i później mamy to, co mamy… emigracja zarobkowa, euro sieroty, rozbite rodziny itd.

Jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, aby nazwać i tłumaczyć narastającego zadłużenia państw i gospodarstw domowych niechęcią do czekania. Może potrzebne były do tego słowa przewidziane na dzień dzisiejszy, czyli na pierwszą niedzielę Adwentu?

Ja nie podpowiadam żadnych rozwiązań. Chcę jedynie wskazać na potrzebę refleksyjnego spojrzenia na słowa: „Szczęśliwi słudzy, których Pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie…” 

Święto Dziękczynienia w Polsce ?

 Amerykanie obchodzą w tych dniach utrwalone tradycją Święto Dziękczynienia (Thanksgiving Day). Niegdyś religijne, dziś głęboko zeświecczone, nadal pozostaje jednym z najważniejszych świąt w USA obok Bożego Narodzenia. W Stanach Zjednoczonych Thanksgiving przypada na czwarty czwartek listopada. Jest to pamiątka pierwszego Dziękczynienia założycieli angielskiej kolonii w Plymouth, którzy przybyli do Nowej Anglii na statku Mayflower 21 listopada 1620 r jako grupa 102 purytanów z Anglii (tzw. Pilgrim Fathers, ojcowie pielgrzymi). Ponieśli oni tej pierwszej zimy wielkie straty i wielu z nich zmarło z głodu. Żniwa 1621 roku były już obfite. Pozostali przy życiu koloniści zdecydowali uczcić to świętem, wraz z 91 Indianami z plemienia Wampanoagów, którzy pomogli pielgrzymom przetrwać trudny okres. Czytaj dalej

Chleba naszego powszedniego…

W dopołudniowej audycji Jedynki PR pt. Cztery Pory Roku sympatyczna para dziennikarzy Marta Kielczyk i Zygmunt Chajzer realizowała temat: Chleb nasz powszedni – czyli czy wiemy, co jemy? Czy z każdej mąki będzie chleb? I jaki? Czy świeże i niepsujące się bułeczki z białej mąki są najlepsze dla naszego organizmu, pytali gościa z Katedry Żywienia Człowieka Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego sympatyczni dziennikarze. Słuchałem z zaciekawieniem weryfikując przy okazji swoją wiedzę na ten smakowity temat. Wiedzę, która mogła się już zestarzeć jako, że od moich pierwszych kontaktów z piekarstwem minęło właśnie 50 lat, bo aż tyle lat minęło od mojego startu do Technikum Przemysłu Spożywczego w Bydgoszczy, gdzie uczono mnie w teorii i praktyce technologii piekarstwa. Uczono dobrze, gdyż wciąż pamiętam wszystkie procesy, jakie zachodzą w czasie fermentacji ciasta, jak i w czasie jego wypieku. Wciąż pamiętam to, co mówiono o wadach mąki i wynikających stąd wadach pieczywa oraz o zaniedbaniach ludzkich popełnionych w czasie procesu produkcyjnego, a rzutujących na jakość pieczywa. Czytaj dalej

Mamy Rząd

Doczekaliśmy się. Zwłoka uzasadniona sprawowaniem Prezydencji w ramach Unii Europejskiej przestała już przeszkadzać w ostatecznym uładzeniu spraw polskich. Niby ciągle mamy ten sam rząd, bo ta sama partia wygrywając po raz kolejny wybory zapewniła sobie kontynuację w rządzeniu Polską, ale życie pokazało, że rząd się jednak znacznie zmienił. Większość ministrów, to nowe i mało znane lub całkiem nieznane osoby, które po raz pierwszy dostąpiły tak wysokich zaszczytów. Nowy rząd to zespół ,na czele którego stoi doświadczony już szef, który wie, że my, wyborcy i obywatele oceniać będziemy ich pracę jako pracę zespołu. Ja życzę im, czyli sobie samych sukcesów.

Mając sporo wolnego czasu mogłem pozwolić sobie na wysłuchanie expose premiera i dyskusji jaką ono wywołało. Dla mnie expose było takie, jak musiało być. Patrzą przecież na nas rynki finansowe i cała UE w oczekiwaniu, że Polska utrzyma i wzmocni stabilność polityczną oraz podejmie konieczne reformy pozwalające utrzymać stabilność finansową. Oczekują tego, że zaczniemy zbliżać się do wymogów jakie należy spełniać, aby wejść do „strefy euro”i w końcu do tej strefy wejdziemy. Musieli więc otrzymać sygnał takich właśnie zapowiedzi. Społeczeństwo wciąż oczekuje przynajmniej stabilizacji, jeśli nie rozwoju. Rządowi potrzebne jest społeczne zaufanie i stąd nutki pewności siebie jaką może dać uznanie świata dla naszego sposobu radzenia sobie z kryzysem. Expose było zgrabnie pomyślanym wystąpieniem, w którym każdy otrzymał dokładnie to, czego oczekiwał. Ponieważ opozycyjny PiS ustami swego prezesa zapowiadał wygłoszenie swego credo w opozycji do expose premiera, musiało się w nim znaleźć to, czego się spodziewano, aby uprzedzić atak. Na ile udane było to uprzedzenie, może świadczyć pierwsza reakcja prezesa, który skwitował to jednym słowem „zgrabne” wystąpienie, a w wystąpieniu w imieniu klubu PiS mówił już o wszystkim, tylko nie o wystąpieniu premiera. Koncert życzeń trwał zresztą dość długo, bo zadano łącznie 130 pytań, w których było dużo krytyki i propozycji, które zapewne będą realizowane, tylko nie mogły się znaleźć w tym akurat, z konieczności uproszczonym projekcie. Krytyka( destrukcja) jest zawsze łatwiejsza niż konstrukcja i dlatego bardziej spektakularna. Ciekawe, czy gdyby Palikot został premierem to wziąłby się za likwidację powiatów i urzędów wojewódzkich? Tego się pewnie nie dowiemy, jako że premierem on długo jeszcze nie będzie.

Życzmy nam Polakom, aby program stabilizacyjny udał się w realizacji, bo to może odsunąć od nas widmo zdarzeń jakie teraz przeżywa Grecja, Włochy, Portugalia, Hiszpania i wiele innych bogatszych od nas starych demokracji.

Nie mogąc przeskoczyć własnego ogona zapóźnień, który wciąż się za nami wlecze należy postawić na usprawnienia wielu rzeczy, które wciąż kuleją. Należy poprawić warunki prowadzenia biznesu dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz tworzyć warunki dla rozwoju samozatrudnienia. Może wtedy wzorem niań pójdą na to rozwiązanie również inne potrzebne rynkowo specjalności. Nie ma innej drogi na rozwiązanie sprawy bezrobocia, czy jak kto woli zapewnienia pracy dla ok.2 mln Polaków, tym znacznego odsetka ludzi młodych. Należy też budować zaufanie do Państwa i jego struktur, bo to podtrzyma dotychczasowy optymizm Polaków nakręcający koniunkturę.

Niech się im i nam poszczęści, co?

Światowy Dzień Tolerancji

Dzień 16 listopada jest Światowym Dniem Tolerancji. Niewiele słyszałem w tym dniu o tym temacie w naszych rozpolitykowanych mediach, które tak wiele miejsca poświeciły zadymie w jaką przemieniły się obchody Narodowego Święta Niepodległości sprzed pięciu dni. Setki razy pokazywane sceny z trasy Marszu Niepodległości i kontrdemonstracji tzw. Kolorowej Niepodległej były dobitnym przykładem naszej polskiej nietolerancji dla innych poglądów, czy upodobań. Czytaj dalej

Jak zadumę przemienić w zadymę?

Pytałem w poprzednim artykule o to:- Czy świętować każdy może??? Wskazywałem w przeddzień Święta Niepodległości na zagrożenie rozruchami w Warszawie, gdzie przyjęto zgłoszenie 23 manifestacji i kontrmanifestacji, a kończyłem retorycznym pytaniem : – Co będą świętować ci, którzy co miesiąc śpiewają pod Pałacem Prezydenckim „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”.
Dzisiaj jesteśmy już wszyscy mądrzejsi o doświadczenie ostatnich dni. Widzieliśmy na własne oczy to, co pokazywała setki razy telewizja i słyszeliśmy dziesiątki komentarzy polityków przerzucających się odpowiedzialnością za wywołanie rozruchów i powszechnego (chyba) zgorszenia tym, co się stało. Dzisiaj już wiemy, że antybohaterowie zdarzeń, czyli bezpośredni uczestnicy zajść , młodzi ludzie, którym ktoś zaszczepił nienawiść w głowach i sercach odbywszy ustawkę rozładowali na jakiś czas swoją agresję i zostali zwolnieni do domów. Podobno zostaną osądzeni do stycznia i nawet zaocznie skazani na…No właśnie. Na jaką karę skazać narzędzie przestępstwa, a  jaką karę wymierzyć tym, którzy tego narzędzia użyli w znanym sobie celu? Ja idę o zakład, że prawdziwi prowodyrzy pozostaną bezkarni.
Każdy wie komu trzeba przypisać podzielenie nas Polaków na tych słusznych, prawdziwych, o bogoojczyźnianym zadęciu i na tych gorszych, niegodnych czczenia święta narodowego. Nie trzeba wymieniać ich z nazwisk ani wskazywać partii, czy organizacji w których się skupiają. „To się wi”. To z ich szkoły wychodzą ci, którzy na forach piszą:

Należy odsunąć tą antypolską bandę raz na zawsze. Czerwona zaraza była zawsze ością w gardle dla patriotów .Przez nich Polska traciła niepodległość. Zawsze byli na usługach państw ościennych.

Jak przystało na klasycznych lewaków kłamali, kłamią i kłamać będą. Faszyści, rasiści i komuniści w jednym. Was trzeba tłuc aż wyginiecie

 Po młodzież zawsze chętnie sięgają politycy w walce o głosy poparcia. Choćby w ostatniej kampanii wyborczej Kaczyński nobilitował kiboli do rangi bojowników o wolność słowa!??? Szczególnie ich cenił gdy wrzeszczeli „Donald matole twój rząd obalą kibole”, a Nowa Prawica??? Pan Korwin -Mikke istnieje w przestrzeni publicznej dzięki młodym, którym skutecznie poprzewracał w głowach szerząc jakieś utopijne hasła i tropiąc wraz z nimi czerwoną hołotę. Przykłady można mnożyć.

Tak się jakoś układa, że wciąż słuszne jest powiedzenie:
„Młodość osądza, a starość usprawiedliwia”. Jak trzeba radykalizmu, to najlepiej posłużyć się młodzieżą, a co później? Trafiają do aresztów i mimo, że nie zawsze spotyka ich ostra kara, to jednak mają zafajdaną kartotekę. Rewolucje pożerają swoje dzieci. Gdy politycy osiągną swoje cele przestają zwracać uwagę na tych, dzięki którym wywindowali się na szczyt. Mają wtedy inne priorytety, jak choćby utrzymanie się przy władzy, a do tego młodzi i gniewni nie są już potrzebni.

Zrewoltowana młodzież nazywa sukcesem wydarzenia warszawskie A.D.2011. Oceniają, że było ich 20-30 tys. Na przyszły rok przyjdą lepiej przygotowani w liczbie 100 tysięcy, jak piszą na swoich forach. Tylko pan Premier mówi, że to była jedynie „chuliganerka” .

Spokojnych snów Panie Premierze.

 

Co Polacy świętują 11.11.11 r ?

Przed jutrzejszym Świętem Niepodległości związanych z obchodami 93 rocznicy odzyskania niepodległości warto zastanowić się nad tym, kto i co zamierza świętować. Serwisy informacyjne donoszą o 23 formalnych i nieformalnych grupach mających coś świętować, czy tylko zademonstrować jakieś stanowisko w sprawie, albo wręcz sprzeciwić się czyjemu sposobowi świętowania, poprzez zorganizowanie kontr manifestacji. I to dotyczy tylko Warszawy. Wystarczy wpisać do wyszukiwarki pięknie układającą się datę 11.11.11 aby napotkać na ciekawe  materiały informacyjne i propagandowe. Czytaj dalej

POlityczne zaPiSki

Zajęty sprawami życiowymi odpuściłem na jakiś czas ze swojego pola widzenia nasze krajowe sprawy polityczne. Wiem, że po zakończeniu kampanii wyborczej gwałtownie spada zainteresowanie tym, co nasi wybrańcy czynią tam na górze. Nie można jednak nie zauważyć nagłych zwrotów akcji i przetasowań jakie dokonują się w składzie największych partii. Tym bardziej, że od kilku dni trwa medialna gwara wznoszona przez nie do końca tak zatwardziałych, jak sprawiali wrażenie, hunwejbinów prezesa – panów Ziobro, Kurskiego i Cymańskiego, którzy ośmielili się coś powiedzieć, coś skrytykować i zaproponować debatę wewnętrzną nad sposobami naprawy partii PiS po przegranych – po raz szósty wyborach. Wymowne milczenie szefa partii nie zapowiadało nic dobrego, bo znamy przecież skutki podobnej akcji ze strony dawnych kolegów Ziobry, którzy  w podobnej sytuacji odeszli lub zostali wyrzuceni przed rokiem z PiS i próbowali stworzyć niezależny byt nowej partii PJN. Napięcie rosło, aż wreszcie dzisiaj przemówił sam szef. I co powiedział?
Powiedział że: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/kaczynski-to-kurtyna-klamstw-ziobro-chcial-sie-tam,1,4901031,wiadomosc.htmlJarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie” opowiada o rozłamie w PiS i rosnącym wokół tej sprawy szumie medialnym. Prezes PiS przyznał, że największym problemem partii jest „kurtyna kłamstw, która otacza Prawo i Sprawiedliwość…”
Otóż mnie się wydaje, że kurtynę kłamstw wokół tej partii stworzył sam prezes, a więc raczej wie co mówi. Gdyby mówił zawsze prawdę i tę samą prawdę nakazał mówić tym, którzy teraz dopiero rzucają troszeczkę światła (wciąż chcieliby zjeść ciastko i mieć ciastko) na zakulisowe sprawy PiS-u, gdyby nie tworzył wizerunkowej fikcji na użytek swoich wyznawców czytających tylko gazety sprzyjające PiS, gdyby nie tworzył takiego samego bytu na użytek swoich wyznawców słuchających jedynie toruńskich rozgłośni, gdyby zapewnił w PiS choćby odrobinę demokracji, to pewnie nie doszłoby do kolejnego buntu na pokładzie. Warto zauważyć, że w tzw. międzyczasie PiS stracił kontrolę nad publicznymi mediami oraz wpływy w Presspublice :

http://www.rp.pl/artykul/118849,732502.html co zapewne zdejmie ze sprzyjających PiS-owi gazet odium nie do końca rzetelnego przekazu w temacie działań, intencji, zamierzeń, czy wyznawanych faktycznie przez PiS wartości.

Tempo zmian na górze jest tym razem naprawdę imponujące. Wczoraj wyrzuceni trzej ważni działacze PiS natychmiast tworzą nowy klub parlamentarny i dzisiaj na inauguracyjnym posiedzeniu Sejmu RP są już nowym bytem sejmowym i nową siłą, o której głosy zabiegać będą wszystkie kluby sejmowe. Czy poprawi to jakość naszej demokracji i jakość stanowionego prawa? Czas pokaże. 

Smutne te smutki

   Minął tydzień od pożegnania z Robertem. Tydzień rozmyślań, wspomnień i przeżywania wciąż na nowo historii życia i blisko 40-letniego współżycia z Robertem i jego rodziną. To mnóstwo wspólnie przeżytych świąt, imienin, różnych spotkań rodzinnych i zwyczajnych spotkań towarzyskich. Tydzień, w którym dużo rozmyślałem o nim, o jego najbliższej rodzinie, ale i o sobie i mojej rodzinie na tle tego, co spotkało Roberta i Anię. Sprzyjały temu moje wizyty u lekarzy, udział w pogrzebie, odwiedziny na cmentarzu i wreszcie spotkania rodzinne na imieninach mojej żony, obchodzonych w tradycyjnie już ukształtowanym towarzystwie, które znało Roberta i podobnie do nas przeżywało rozstanie z nim. Wszyscy zgadzaliśmy się z tym, co próbuję zawrzeć w tytule. Smutne są te smutki po rozstaniu. Szczególnie dla najbliższych, którzy po pogrzebie, po przyjęciu kondolencji i słów wsparcia od uczestników uroczystości pogrzebowych wracają do opustoszałych nagle mieszkań, do własnych wspomnień i do życia w zupełnie nowych realiach. To nie jest łatwe i musi trwać . Jak sobie radzić??? Wczoraj w kościołach czytano przypowieść o pannach mądrych i nierozsądnych. Piękne i chyba jedno z lepiej znanych fragmentów Pisma Świętego niesie, jak się okazuje, różne przesłania przydatne w różnych sytuacjach życiowych. Ja miałem okazję spotkać się z jego treścią trzykrotnie i dzięki różnym interpretacjom wzbogacić się o ważne refleksje, którymi chcę się tu podzielić.

Ksiądz Adam Boniecki otwierając Festiwal Kultury Chrześcijańskiej w Łodzi http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/lodz/inauguracja-festiwalu-kultury-chrzescijanskiej-w-l,1,4899766,wiadomosc.html przemawiając do ludzi kultury, powiedział m.in.: W naszym czasie, niemal wszyscy, takie ma się wrażenie, powtarzają cudze slogany, wchłaniają cudze, zwykle uproszczone wizje świata. Mało kto ma własny światopogląd, własny punkt widzenia. W naszym świecie panuje lęk przed trudnymi pytaniami. Na dotykające istoty rzeczy pytanie reaguje się agresją, oczywiście agresją obronną, odwołuje się do tzw. zdrowego rozsądku, co często jest formą obrony status quo z lęku, że dotknięcie naszych życiowych,nieprzemyślanych w gruncie rzeczy, nieprzyswojonych dogmatów spowoduje, że rozsypią się w proch i znikną – mówił ks. Boniecki. Panny nieroztropne dokładnie obliczyły, ile im oleju w normalnych warunkach potrzeba i zaopatrzyły się w minimum konieczne. I zostały zaskoczone, bo sytuacja była odmienna od znanego im schematu. Jak ci, którzy zaopatrują się w tyle mądrości, ile w tej chwili mogą sprzedać. Czytają tylko to, co im do czegoś teraz może się przydać i posłużyć. Wypełniają jakiś obowiązek, odrabiają jakąś lekcję, jak ci którzy nigdy bezinteresownie nie zgłębiają mądrości, którzy nie znają tej kultury fotela i lampy, bezinteresownego zagłębienia się w piękno, w mądrość, sztukę – mówił duchowny.

   A więc liczy się życiowe przygotowanie do wszystkiego, co życie niesie.

Moje drugie spotkanie z tekstem czytania o pannach mądrych i nieroztropnych, to radiowa transmisja Mszy św. z kościoła Św. Krzyża w Warszawie, w czasie której szczególnie ceniony w mojej rodzinie ks.Piotr Pawlukiewicz dodał temu tekstowi wielu znaczeń. Myślę, że warto posłuchać i samemu wyciągnąć właściwe swojemu systemowi wartości wnioski: http://all.gloria.tv/?media=212540

   Odnosząc treść przesłania do małżeństw podkreśla on znaczenie przygotowania się na wszystko, co nas może spotkać w życiu małżeńskim. Na dobre czasy kiedy spełniają się życzenia, jakimi obdarzają młodych goście weselni, kiedy jest wesoło i wspaniale, jak i na złe, kiedy wielu z nas, bardziej lub mniej świadomie odrzuca treść przysięgi małżeńskiej, szczególnie w zakresie zobowiązań wobec drugiego człowieka: oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci, bo to często przerasta ludzkie możliwości. Szczególnie przydatny do tych rozważań jest przykład przygotowania do wyprawy, w którą bierze się apteczkę, a w niej wszystko, co jest potrzebne w razie wypadku, kontuzji, zranienia. Ten przykład przeniesiony na łono rodziny oznacza potrzebę zorganizowania w domu takiej apteczki. Jakiejś półki w regale, czy też szuflady, w której znajdziemy te potrzebne w czasie kryzysu środki zaradcze na smutki i zwątpienia. Ksiądz wylicza jako potrzebne do umieszczenia tam zdjęcia, czy filmy ze wspólnie przeżytych chwil, może także listy i inne pamiątki, ale również adresy poradni, w których można znaleźć potrzebną pomoc. Mogą to być adresy i telefony do przyjaznych ludzi, którzy mając takie problemy już za sobą mogą stanowić naturalną grupę wsparcia. Nie wiem, co jeszcze może okazać się przydatne, ale licząc na wypowiedzi życzliwych czytelników mam nadzieję, że się tego dowiem.

   To refleksyjne nastawienie powinno również procentować oceną naszej dotychczasowej troski o zdrowie i życie. Tu wydaje mi się, że wciąż mamy wiele uwag do siebie. Zawsze zagonieni, pilnujący jakichś terminów i wydawałoby się ważniejszych spraw, odkładamy na lepsze czasy wizytę u lekarza i porządny przegląd własnego organizmu. Traktujemy siebie samego gorzej niż własny samochód, z którym co roku udajemy się do mechanika i usuwamy odręcznie wszystkie wyłapane na przeglądzie usterki.

   Smutne dzisiaj te refleksje. Smuteczki, smuteczki… Pocieszające jest jednak to, że my żyjący wciąż możemy zadbać o dodatkowe naczynie z oliwą i lepiej się przygotować na spotkanie ze wszystkim co niesie życie…