Nawet i zachorować warto…

   Zauważyłem, że tematyka polityczna i religijna jest dla wielu ludzi irytującym tłem do ogólnych rozważań, więc dzisiaj wykorzystam tło zdrowotne.

   Nadchodzi jesień, a z nią fala zachorowań na zmorę tego czasu czyli przeziębienia i choroby grypo podobne. Taka przypadłość dopadła mojego znajomego i lekarz nie zastanawiał się długo. Bojąc się wystąpienia zapalenia płuc skierował go do szpitala. Ponieważ pobyt w szpitalu chyba dla każdego z nas jest mocno stresującym wydarzeniem pomyśleliśmy z żoną, że w kwestii zdrowia nie ma nic pewnego . Nic nie wskazywało na nadchodzącą chorobę, a tu masz babo placek. Do szpitala. Zostaw wszystko, spakuj się i jedź do szpitala. Ja przynajmniej, na samą myśl o tym dostaję gęsiej skórki.

   Jako, że wiadomości na temat jego stanu zdrowia były z dnia na dzień coraz bardziej optymistyczne więc postanowiliśmy z żoną odwiedzić chorego, a właściwie już rekonwalescenta, przy okazji pobytu w mieście gdzie jest ten szpital. Zastaliśmy go w dobrej formie. Ucieszył się z odwiedzin i chętnie opowiadał nam o przebiegu swojej przygody ze służbą zdrowia. W jego opowieści dostrzegłem dwie istotne i warte przemyślenia nauki.

Pierwsza to metoda leczenia wykorzystująca obok farmakoterapii znane od wieków domowe sposoby jak poddanie chorego intensywnemu wypoceniu się. Trzy razy w ciągu pierwszej nocy pobytu w szpitalu zmieniał bieliznę, a rano już nie miał gorączki. Pomyślałem, że ja przechodząc podobne problemy zdrowotne chyba nie sięgnąłbym po tę metodę, a jak widać warto.

Druga nauka była już innej natury. Otóż do leżącego w tej samej sali starszego wiekiem pacjenta przychodziła codziennie jego synowa, a po lekcjach również jej córki, uczennice miejscowego gimnazjum i liceum. Niby rzecz normalna, a jednak odwiedziny te zasługiwały chyba na szczególną uwagę, bo mój znajomy był po prostu urzeczony tą rodzinką i tym jak one wszystkie traktowały tego starszego pana. To nie sztampowe, jak choćby nasze odwiedziny, w czasie których się pogada, pożartuję i pożegna, ale pełne miłości i oddania zachowania mające choremu ulżyć w chorobie i poprawić jego samopoczucie. To doświadczenie było na tyle wyjątkowe, że budziło zaciekawienie wszystkich panów leżących na tej sali. Każdy z nich, po wyjściu odwiedzających zastanawiał się głośno, jak i w wewnętrznym dialogu ze sobą samym nad tym, czy jego córka, a nie tylko synowa tak postępuje lub, czy w razie potrzeby postąpi podobnie? Jeśli nie, to kolej na następne pytania. Dlaczego w tamtej rodzinie jest tak, że aż wzruszenie ściska krtań, a w innych bywa zupełnie odmiennie? Czy to zasługa wychowania? Czy może ten dziadziuś jest tak wyjątkową osobą, że budzi tak wzniosłe uczucia?

   Przyznam, że i ja myślę o tym nieustannie.

Tymczasem zadbam o swoje zdrowie stosując naturalne metody przydatne w profilaktyce zdrowotnej. Już jestem po szczepieniu przeciw grypie, bo nie chciałbym znaleźć się w przymusowej sytuacji, w której będę zależny od kogoś innego.

Chorych trzeba nawiedzać. To bardzo przydatne przykazanie i to dla obydwu stron.

Wszystkim życzę dobrego zdrowia.

   Niedawno zmarły red. Zalewski w ramach prowadzonej w programie I PR cyklicznej audycji Ekoradio zalecał:

Pamiętajcie: Gorące serca zwalczą mróz!