Oszczędnością i pracą ludzie się bogacą

Październik, miesiącem oszczędzania, to hasło towarzyszy mi od dzieciństwa, bo już w szkole podstawowej uczono nas oszczędzania w SKO. Czy skorzystaliśmy na tej nauce? Każdy odpowie sobie sam. Z Diagnozy 2011 dotyczącej Polski i Polaków wynika, że coraz więcej oszczędzamy, bo i mamy z czego odkładać. Średnia płaca rośnie i co ważne ten wzrost wyprzedza poziom inflacji. Piąta część gospodarki tkwiąca w szarej strefie nie dostarcza danych statystycznych do obliczania średniej płacy, podobnie jak transfery gotóweczki zarobionej na „saksach”. To napędza konsumpcję jak i przynosi wzrost odłożonej gotówki tak na kontach bankowych, jak i we wszelkich formach indywidualnych inwestycji finansowych. Sporo się robi dla podtrzymania tego dobrego zwyczaju. Serwisy informacyjne, jak i same instytucje finansowe poprzez bieżącą informację, jak i reklamę wskazują nieustannie cel znanych od zarania ludzkości zabiegów zmierzających do poprawy ludzkiej pomyślności. Wszak :”Oszczędnością i pracą ludzie się bogacą”.
Porady dotyczące planowania wydatków znajdziemy i na forach internetowych. Ostatnio spotkane dotyczyło takich problemów:  Nie radzisz sobie z domowym budżetem? W połowie miesiąca nie masz już pieniędzy? Na czacie ekonomista Andrzej Nartowski – podpowiadał, jak mądrze planować wydatki

http://czat.onet.pl/1651296,1,0,archiwum_dyskusji.html Spotkałem tam tak zakreślony problem:

Nicola: Miałam 20 tys. zł długu, ale wzięłam się w garść i udało mi się spłacić wszystko w ciągu 2, 5 miesiąca. Jest to chyba dowód, że umiemy oszczędzać, jeśli trzeba. Razem z mężem chcemy mieć własny dom. Czy lepiej jest wziąć kredyt, budować i spłacać raty i odsetki? Czy też lepiej założyć osobne konto oszczędnościowe /lokatę i tam wpłacać pieniądze, które będą trochę procentować?
Andrzej_Nartowski: To zależy od sytuacji osobistej, warto budować kapitał, bo nie warto zadłużać się po uszy, warto wziąć kredyt na 50% wartości domu.

Październik w świecie, to również zmaganie się Unii Europejskiej z ratowaniem sfery euro. Od wczoraj już wiemy, że przygotowano pakiet ratunkowy, który mimo, że niezwykle kosztowny nie przyniesie rozwiązania, ani dla Grecji, a tym bardziej dla następnych w kolejce Włoch, Portugalii, Hiszpanii boję się wyliczać dalszych, bogatszych od nas krajów. Tam już od dawna powtarza się  społeczeństwom tę banalną prawdę, że nikt ich nie weźmie na garnuszek i że muszą poradzić sobie sami. Właśnie poprzez zaciskanie pasa, przez oszczędności i mądre, dobrze zaplanowane wydatki. U nas na szczęście kampania wyborcza, w czasie której negowano wszystko i wszystkich już się skończyła. Na szczęście nie zatraciliśmy zdrowego rozsądku i wybraliśmy rozsądne, a nie populistycznie nastawione władze. Informacje GUS są bardzo dobre. Budżet wydatkowany do sierpnia wykazuje szansę osiągnięcia znacznych oszczędności, co oznacza zmniejszenie dziury budżetowej. Coraz śmielej powraca pojęcie zielonej wyspy i to nie głoszone ustami polityków, ale ekonomistów i niezależnych ekspertów finansowych. No i trzeba wskazać na największy nasz sukces. Tym sukcesem jest OPTYMIZM – to jest nasz znaczny kapitał na trudna czasy i nie wolno go trwonić. Mamy tu drugie miejsce w Europie.   Parę dni temu w wieczornej audycji radiowej poświęconej oszczędzaniu właśnie, jakaś pani wskazała na badanie przeprowadzone przez firmę Provident. Wynikało z nich, że tylko 17 procent badanych Polaków dostrzega szansę poprawy swojego bilansu rodzinnego poprzez dodatkowe dochody, a cała reszta dąży do ograniczania wydatków, których cięcie ma czasem już ograniczone możliwości .  Podkreślano mocno inną naszą, typowo polską skazę polegającą na izolowaniu naszych dzieci od problemów związanych z zarabianiem, rozumnym wydatkowaniem i oszczędzaniem pieniędzy, często dorosłe już dziecko stawia rodzicom żądania na zasadzie: Nie prosiłem się na świat. Skoro jestem, to macie mi dać to wszystko, co zamarzę, lub co mają inni.
 Mówiono jeszcze i o tym, że nasza szkoła zupełnie pomija tę problematykę, ale z tym ja się nie zgadzam. Uczyłem do ubiegłego roku przedmiotu podstawy przedsiębiorczości, w którym znajdowało się to wszystko, o czym tu dzisiaj piszę. Inna sprawa, że to nie jest przedmiot maturalny, więc większość nie chce się zagłębiać w przedmiot potrzebny przecież już każdej gospodyni domowej, bo warto wcielać w życie zasadę naszych przodków: Pamiętaj rozchodzie, żyj z przychodem w zgodzie.
Czy podzielacie moje zdanie na ten temat?

Przepraszam, a gdzie czapeczka?

Czapeczka chroni nas przed przykrymi następstwami, a wcale nie musi szpecić.
  

W czasie oczekiwania na wizytę u lekarza moje niedoleczone przeziębienie demonstrowało się powtarzającymi się atakami suchego kaszlu. Siedząca obok młoda kobieta miała podobne, bo przeziębieniowe problemy z zatokami. Od słowa do słowa rozpoczęła się rozmowa.

– Te pierwsze chłody przynoszą coraz większą ilość zachorowań, powiedziała nieznajoma pani. Ja sama nabawiłam się już kłopotów z zatokami i póki co kuruję się sama, ale nie wiem, czy nie będę musiała skorzystać z pomocy lekarza.
– Ja też rozpocząłem swoją kurację domowymi metodami oraz zażywaniem lek „Theraflu – zatoki”, bo tak podpowiedziała mi pani z apteki – powiedziałem. Ponieważ to nie pomagało, poszedłem do lekarza i teraz przyjmuję antybiotyk. Normalnie nie wychodzę z domu, ale dzisiaj musiałem przywieźć żonę na umówioną już dawno wizytę. Zatoki to jednak coś przykrego, prawda?
– Oj tak, ten ból głowy jest nieznośny. Do tego zatkany nos i trudność z oddychaniem, – powiedziała rozmówczyni. Miałam już kiedyś w szpitalu ściąganą ropę z zatok i to przyniosło ulgę, ale powraca. Co roku mam ten sam problem…
– A gdzie czapeczka? Widziałem jak pani wysiadała z samochodu i tu wchodziła. Widziałem piękną fryzurkę, ale główka była bez czapeczki.
– Już teraz w czapce? W czasie mrozów wkładam zawsze coś na głowę, ale teraz to są dopiero pierwsze przymrozki. Za wcześnie na czapeczkę. Poza tym jestem młoda. Co mam sobie jakiegoś mohera założyć bo się trochę ochłodziło? – spytała nieco zniecierpliwiona.
– Wiem, wiem. Znam te argumenty młodych ludzi. Byłem do niedawna nauczycielem i zajmowałem się społecznie profilaktyką zdrowia, więc pamiętam jak młode dziewczyny reagują na takie uwagi. Jak dzisiaj słyszę argumenty: mam ciepły szalik (tyle, że założony na kołnierz zamiast na szyję). Mam kaptur (który sobie zwisa spokojnie na plecach). Mam żel na włosach więc jak zakładać na to czapkę? Itd. itd.
Doprowadzałem często do złożenia relacji przez kogoś z klasy, kto zaliczył szpital i konieczne w takich razach zabiegi, aby wstrząsnąć tymi zagrożonymi. Mówię pani , że te moje starania nie przynosiły żadnych rezultatów.
Pogadaliśmy sobie. I tym razem będzie tak, jak było dotychczas. Przez głowę tracimy podobno 40 proc. całej wartości utraty ciepła w zimie. Czy nie pora pomyśleć o ochronie tego obszaru ciała? Zdrowie, czy uroda?
Pamiętajmy. Czapeczka chroni nas przed przykrymi następstwami, a wcale nie musi szpecić.

  

 

 

Czy mamy przepis na obecny kryzys?

Dwa tygodnie temu poranny serwis Onet.pl donosił:

 

http://wiadomosci.onet.pl/cnn/masowe-aresztowania-w-ny-zajmijmy-most,1,4867899,wiadomosc.html

Policja rozpędziła w sobotę na nowojorskim Moście Brooklińskim demonstrację przeciwko rosnącej biedzie oraz chciwości i władzy banków. Ponad 700 uczestników protestu w Nowym Jorku zostało aresztowanych wczoraj wieczorem, głównie pod zarzutem blokowania ruchu.

Demonstracja, w której uczestniczyło około 1500 osób, była częścią akcji, której aktywiści od dwóch tygodni protestowali w dzielnicy finansowej Nowego Jorku, także na Wall Street, przeciwko niesprawiedliwości obecnego systemu gospodarczego.

Podczas pochodu ludzie śpiewali piosenkę „The whole world is watching” (cały świat patrzy – red.). Było to wymowne zwłaszcza wtedy, gdy policja rozpoczęła aresztowania.

W dyskusji pod tym materiałem ktoś zauważył gorzko: – cóż to za media skoro z podaniem tego faktu czekali tydzień?

Ktoś inny polecił film Wezwanie do przebudzenia dostępny na You tube. Zajrzałem tam i obejrzałem pierwszy z 16 odcinków. To za mało aby wydawać sądy, ale wystarczająco dużo, aby zorientować się jakie zagrożenia widzą przed światem zwolennicy spiskowej teorii dziejów świata

 

Po kilku dniach serwisy donosiły:

 

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/w-usa-ludzie-wyszli-na-ulice-maja-dosc-kryzysu,1,4871984,wiadomosc.html

Kilka tysięcy ludzi protestowało pod nowojorskim ratuszem przeciw uprzywilejowanej pozycji banków, skutkom kryzysu gospodarczego i nierównościom społecznym. Podobne protesty utrzymują się w USA od trzech tygodni.

Na razie brak oficjalnych danych, jednak zdaniem policjantów, demonstrowało ok. 5 000 – 7 000 osób. Ich zdaniem banki cieszą się zbytnimi przywilejami i niewystarczająco angażują się w walkę ze skutkami kryzysu gospodarczego. Domagają się wyższych podatków dla korporacji i bogatych obywateli oraz zmian w oświacie i ochronie środowiska i reform, które poprawiłyby sytuację mniej zamożnych grup społecznych.

Demonstranci nieśli transparenty z napisami „Opodatkujcie Wall Street” czy „Niech banki zapłacą”. Agencja dpa odnotowuje też kilkadziesiąt plakatów głoszących, że „Socjalizm jest dobry dla wszystkich” i „Walczymy o socjalizm”.

Protesty przeciw bankom na Wall Street, chciwości wielkich korporacji i powiększaniu się nierówności społecznych, rozpoczęły się w Nowym Jorku w połowie września i wkrótce przeniosły się także do innych miast USA.

15 października demonstracje przeprowadzono w ponad 90 miastach świata:

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/oburzeni-wstrzasneli-swiatem-gwaltowne-zamieszki-w,1,4881759,wiadomosc.html

 

Ten ruch, zdaniem politologów będzie przybierał na sile i na zasadzie efektu śnieżnej kuli będzie czynił coraz większe spustoszenia w urządzonym już jako-tako świecie bogatego zachodu. Na razie nie wiadomo kiedy i w jakim zakresie zostaną uwzględnione żądania demonstrantów. Nikt z protestujących Amerykanów nie zgodzi się na to, aby 1 procent społeczeństwa posiadało ponad 40 proc. majątku Ameryki, a pozostałe 99 proc. zadowalało się resztą. Przedstawiciele klasy średniej – dotychczasowej ostoi kapitalizmu amerykańskiego z goryczą stwierdza, że znalazła się poza tą sferą, a że to jest dla niej bardzo bolesne odkrycie to należy sądzić że poprze najbiedniejszych. Zresztą nie chodzi tylko o Amerykę. Europa cierpi na wcale nie mniejsze choroby. Doświadczają tego nie tylko Grecy, ale także Włosi, Hiszpanie, Portugalczycy i wiele jeszcze nie ujawnionych nacji. Znaleźliśmy się zatem w całkiem nowej epoce i nawet hipotezy na temat przebiegu tej choroby nie mają żadnej wartości, gdyż jak powiadają mędrcy …”Prognozowanie jest sztuką trudną. Zwłaszcza gdy dotyczy przyszłości”.

Gdy włączyłem rankiem radio z programem I PR, to w czytaniu fragmentu z Pisma Świętego usłyszałem takie słowa:

 

Wj 22, 20-26)

Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców, bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej. Nie będziesz krzywdził żadnej wdowy i sieroty. Jeślibyś ich skrzywdził i będą Mi się skarżyli, usłyszę ich skargę, zapali się gniew mój, i wygubię was mieczem i żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami. Jeśli pożyczysz pieniądze ubogiemu z mojego ludu, żyjącemu obok ciebie, to nie będziesz postępował wobec niego jak lichwiarz i nie karzesz mu płacić odsetek. Jeśli weźmiesz w zastaw płaszcz twego bliźniego, winieneś mu go oddać przed zachodem słońca, bo jest to jedyna jego szata i jedyne okrycie jego ciała podczas snu. I jeśliby się on żalił przede Mną, usłyszę go, bo jestem litościwy. Nie będziesz bluźnił Bogu i nie będziesz złorzeczył temu, który rządzi twoim ludem. Nie będziesz się ociągał z ofiarą z obfitości zbiorów i soku wyciskanego w tłoczni. I oddasz Mi twego pierworodnego syna. To samo uczynisz z pierworodnym z bydła i  trzody. Przez siedem dni będzie przy matce swojej, a dnia ósmego oddasz je Mnie

 

Pomyślałem, że dobrze byłoby gdyby usłyszeli to szefowie rządów G-20 i prezesi banków oraz pozostałej finansjery zanim gniew ludu zmiecie ich samych wraz z porządkiem jaki nam zafundowali marząc jedynie o „szybkim zysku” realizowanym na spekulacyjnych transakcjach wszystkich giełd świata.

 

 

Szkoły niekształcące

 

 W czasie obchodów Dnia Edukacji Narodowej tematyka edukacji naszych pociech, zwanych nie bez racji „przyszłością narodu” pojawia się w mediach z nadzwyczajnym natężeniem. Jest to zrozumiałe, bo oddaje sprawiedliwość pracownikom oświaty, podkreśla wyjątkowość naszych dzieci i młodzieży oraz rzuca światło na bieżące problemy i kreśli perspektywiczne ramy koniecznych zmian na przyszłość.
Akurat w tym czasie leżałem w szpitalu, gdzie zabrałem się za czytanie trzech ostatnich numerów Polityki. Czytaj dalej

Nauczycielskie święto

               

Przed trzema laty udało mi się trafić na akademię z okazji Dnia Edukacji Narodowej w liceum, w którym pracowałem na pół etatu. Młodzież, nawet taka której nie podejrzewałem o zdolności przydatne do występów na tego rodzaju uroczystościach, przedstawiła program artystyczny, w czasie którego parę razy się zwyczajnie wzruszyłem. Po akademii, na świeżo wyraziłem słowa uznania kilku artystom, a jednego z nich, Dawida poprosiłem o tekst wygłaszanego wiersza. Ironizowałem przy tym, że w chwili zwątpienia w pamięć moich uczniów o mnie, w czasie gdy mnie najdzie jakaś chandra sięgnę sobie do jego mądrej treści i poczytam. Dawid natychmiast oddał mi kartkę z wydrukowanym wierszem, bo po co mu on? Otrzymał tekst od pani od polskiego, nauczył się go, wyrecytował i z bańki, jak to mawiają młodzi. Niech pan weźmie, powiedział.
Wziąłem, zrobiłem zdjęcie kartce z wierszem i mam.
Dzisiaj, po tygodniowym pobycie w szpitalu powróciłem do domu. Akurat na Dzień Nauczyciela. Ciekawiło mnie to, czy po półtora miesięcznej przerwie w naszych, czasem bardzo miłych kontaktach ( od 1 września jestem na emeryturze) ktoś mnie jeszcze wspomni i przyśle jakieś prywatne życzenia. Zajrzałem do poczty…nic!!! Zajrzałem do facebooka, gdzie mam ponad 800 znajomych i… jest. Ewunia, wyjątkowa dziewczyna, obecnie studentka trzeciego roku, jako jedyna przesłała mi piękne życzenia. Zajrzałem wreszcie do Naszej-klasy, gdzie mam ponad 1500 znajomych …i też nic. Pomyślałem więc o tym wierszu i zamieściłem go jako zdjęcie w swojej galerii na Naszej-Klasie z następującym dopiskiem:
Jeśli Pani podsunie taki wierszyk zdolnemu uczniowi, to można liczyć na to, że go powie …w czasie akademii. Nigdy poza nią. Dlaczego tak jest?
Z okazji Dnia Nauczyciela wszystkiego, co najlepsze życzy były już nauczyciel. Po kilku godzinach, na 67 odwiedzin pojawił się jeden komentarz miłej absolwentki z ekonomika Agatki P. …wszystkiego najlepszego. Z okazji Dnia Nauczyciela: Panu oraz wszystkim nauczycielom:)
Może ktoś z czytających powie mi dlaczego tak jest? Dlaczego tak trudno przychodzi byłym uczniom powiedzieć parę słów uznania, tak po prostu, od siebie byłym już belfrom, których autentycznie lubili w szkole i nadal podtrzymują z nimi przyjazne stosunki, choćby ograniczone tylko do okazjonalnego powiedzenia im dzień dobry, czy obdarzenia ich uśmiechem przy spotkaniu? Podczas pobytu w szpitalu codziennie spotykałem takie osoby. Również podczas załatwiania różnych spraw w urzędach, sklepach i punktach usługowych spotyka mnie bardzo często takie wyróżnienie. Poprawia mi się wtedy nastrój i wiem, że warto było…A w dzień nauczycielskiego święta mogę liczyć jedynie na swoje córki, wnuki i kilka zaledwie osób niegdyś bardzo mi przyjaznych.
Czy tak być musi?

           

   

Wybraliśmy

 

   Jeszcze nie wszystko stało się jasne i do wtorkowych godzin wieczornych będziemy czekać na ostateczny komunikat Państwowej Komisji Wyborczej, ale już wiemy, że… PO się po-pis-ała dużym sukcesem wyborczym. Kampania wyborcza konkurencji oparta na totalnej negacji wszystkiego, co dotychczas robiła koalicja rządząca – mimo, że była niezwykle agresywna, to jednak nie przyniosła spodziewanych efektów. Jak widać Polacy preferują politykę zgody i współpracy wszystkich ze wszystkimi, a nie zaczepno-konfrontacyjnych postaw będących zapowiedzią nieustającej wojny wszystkich ze wszystkimi oraz mrzonek o wielkości i mocarstwowości naszego państwa.

Z pierwszych podsumowań zwróciłbym uwagę na wypowiedź Radosława Marksowskiego, który w odniesieniu do głównych konkurentów powiedział co następuje:  http://wiadomosci.onet.pl/kraj/byc-moze-jestesmy-u-progu-sekularyzacji-kraju,1,4875424,wiadomosc.html

…jeśli zliczy się głosy SLD i Palikota, tj. ok. 20 proc., i jeżeli się popatrzy, że blisko 40 proc. zyskuje PO, która nie jest ulubienicą Kościoła katolickiego, to po raz pierwszy mamy jakąś wyrazistą konfigurację wskazującą, że pomoc Kościoła, jaką uzyskuje PiS, chyba niewiele już pomaga. I patrząc na wyniki z tego punktu widzenia, można powiedzieć, że być może jesteśmy u progu sekularyzacji kraju – zauważył Markowski.

PiS natomiast – jego zdaniem – nie jest partią, ale „jakąś przybudówką do wodza”, która nie ma ludzi. – W każdej normalnej partii po szóstych przegranych wyborach jest demokratyczny proces, w którym ludzie odpowiadają sobie na pytanie, dlaczego partia nie może wygrać. Jeżeli jej szef w badaniach w CBOS ma systematycznie 55 proc. braku zaufania Polaków, to oznacza, że jest on głównym hamulcowym rozwoju tej partii. I normalna partia w takim układzie kładzie swoje dobro przed dobro jednostkowe człowieka, nawet jeśli zasłużone – podkreślił politolog.

Na wypowiedzi innych dyżurnych ekspertów opowiadających się tradycyjnie za PiS-em już nawet nie zwracam uwagi skoro szef tej partii, pomimo sześciokrotnej dotkliwej przegranej, nadal pozostaje wierny swemu powołaniu i zapowiada dalszą walkę o realizację swoich ideałów.

   Mamy zatem zapowiedź nieustającej walki w parlamencie ,a zatem i w mediach. Spokoju nie będzie, ale ten niepokój może być twórczy. PO nauczyła się pokory. Zmuszona do ostrej walki w kampanii wyborczej musiała sporo obiecać, a teraz tym bardziej musi zabrać się do roboty, aby spełnić swoje obietnice i poczynione deklaracje.

   Po rozstrzygniętych wyborach prezydenckich napisałem tekst pt. Jest dobrze

Rozpoczynał się od wierszyka:

Jest dobrze, bo czego chcieć więcej?

Wybraliśmy jednego, aby nas reprezentował

I drugiego, aby mu patrzył na ręce.

   Teraz wypada jedynie zastosować tu liczbę mnogą. Reszta nadal obowiązuje.

   W ciekawych czasach żyjemy.

Cisza wyborcza trwa

   Sobota 8 października 2011 r.Trwa cisza wyborcza. Jutro wybory i już wkrótce nastąpi rozstrzygnięcie dylematu kto w ostatnich momentach kampanii zdołał przekonać do siebie większą liczbę wyborców, dotychczas odpornych na umizgi speców od marketingu politycznego. To jest wciąż wielka i ważka niewiadoma gdyż wiele zależy od frekwencji przy urnach. Cisza wyborcza przyniosła upragnioną zmianę programową w mediach i niech by była zapowiedzią błogiej ciszy jaka nastanie po wyborach. Miejmy nadzieję, że nasi faworyci wezmą się ostro do pracy i już od pierwszego dnia po wyłonieniu nowego rządu odczujemy pozytywy wynikające z wypełniania zobowiązań wyborczych.

…Życzmy sobie również tego, aby już ostatecznie wyciszono odgłosy wojny polsko-polskiej, aby zanikły  wszelkie przejawy agresji wobec inaczej myślących o polityce, religii, o patriotyzmie i innych wartościach ogólnoludzkich.

   Nie czekając na polityków zacznijmy też sami zasypywać przepaście pomiędzy ludźmi, do jakich doszło nie do końca z naszej winy w relacjach rodzinnych, czy służbowych. Niech nie będzie już ważne kto jak głosował, ale to jakim jest kolegą, bratem, szwagrem, sąsiadem…

Budujmy mosty, a nie mury.

Przywołujmy słońce, a nie burzliwe chmury.

Stawiajmy zamki, a nie domki z kart.

Bo świat jest tego wart!

Nawet i zachorować warto…

   Zauważyłem, że tematyka polityczna i religijna jest dla wielu ludzi irytującym tłem do ogólnych rozważań, więc dzisiaj wykorzystam tło zdrowotne.

   Nadchodzi jesień, a z nią fala zachorowań na zmorę tego czasu czyli przeziębienia i choroby grypo podobne. Taka przypadłość dopadła mojego znajomego i lekarz nie zastanawiał się długo. Bojąc się wystąpienia zapalenia płuc skierował go do szpitala. Ponieważ pobyt w szpitalu chyba dla każdego z nas jest mocno stresującym wydarzeniem pomyśleliśmy z żoną, że w kwestii zdrowia nie ma nic pewnego . Nic nie wskazywało na nadchodzącą chorobę, a tu masz babo placek. Do szpitala. Zostaw wszystko, spakuj się i jedź do szpitala. Ja przynajmniej, na samą myśl o tym dostaję gęsiej skórki.

   Jako, że wiadomości na temat jego stanu zdrowia były z dnia na dzień coraz bardziej optymistyczne więc postanowiliśmy z żoną odwiedzić chorego, a właściwie już rekonwalescenta, przy okazji pobytu w mieście gdzie jest ten szpital. Zastaliśmy go w dobrej formie. Ucieszył się z odwiedzin i chętnie opowiadał nam o przebiegu swojej przygody ze służbą zdrowia. W jego opowieści dostrzegłem dwie istotne i warte przemyślenia nauki.

Pierwsza to metoda leczenia wykorzystująca obok farmakoterapii znane od wieków domowe sposoby jak poddanie chorego intensywnemu wypoceniu się. Trzy razy w ciągu pierwszej nocy pobytu w szpitalu zmieniał bieliznę, a rano już nie miał gorączki. Pomyślałem, że ja przechodząc podobne problemy zdrowotne chyba nie sięgnąłbym po tę metodę, a jak widać warto.

Druga nauka była już innej natury. Otóż do leżącego w tej samej sali starszego wiekiem pacjenta przychodziła codziennie jego synowa, a po lekcjach również jej córki, uczennice miejscowego gimnazjum i liceum. Niby rzecz normalna, a jednak odwiedziny te zasługiwały chyba na szczególną uwagę, bo mój znajomy był po prostu urzeczony tą rodzinką i tym jak one wszystkie traktowały tego starszego pana. To nie sztampowe, jak choćby nasze odwiedziny, w czasie których się pogada, pożartuję i pożegna, ale pełne miłości i oddania zachowania mające choremu ulżyć w chorobie i poprawić jego samopoczucie. To doświadczenie było na tyle wyjątkowe, że budziło zaciekawienie wszystkich panów leżących na tej sali. Każdy z nich, po wyjściu odwiedzających zastanawiał się głośno, jak i w wewnętrznym dialogu ze sobą samym nad tym, czy jego córka, a nie tylko synowa tak postępuje lub, czy w razie potrzeby postąpi podobnie? Jeśli nie, to kolej na następne pytania. Dlaczego w tamtej rodzinie jest tak, że aż wzruszenie ściska krtań, a w innych bywa zupełnie odmiennie? Czy to zasługa wychowania? Czy może ten dziadziuś jest tak wyjątkową osobą, że budzi tak wzniosłe uczucia?

   Przyznam, że i ja myślę o tym nieustannie.

Tymczasem zadbam o swoje zdrowie stosując naturalne metody przydatne w profilaktyce zdrowotnej. Już jestem po szczepieniu przeciw grypie, bo nie chciałbym znaleźć się w przymusowej sytuacji, w której będę zależny od kogoś innego.

Chorych trzeba nawiedzać. To bardzo przydatne przykazanie i to dla obydwu stron.

Wszystkim życzę dobrego zdrowia.

   Niedawno zmarły red. Zalewski w ramach prowadzonej w programie I PR cyklicznej audycji Ekoradio zalecał:

Pamiętajcie: Gorące serca zwalczą mróz!

Każdemu jest potrzebna chwileczka zadumy

   W ubiegły piątek moja internetowa znajoma siostra Małgorzata Chmielewska zamieściła na swoim blogu informację następującej treści:

Piątek – Rozmównica w Religia TV

 

Jutro- w piątek- powrót z wakacji, czyli Rozmównica w Religia TV./link obok/ Temat: poczucie humoru Pana Boga: jest, czy nie ma, oraz o śmiechu generalnie i na poważnie.

   Od kiedy tylko trafiłem na blog siostry Małgorzaty w przebogatych zasobach blogowej literatury, to włączyłem go do mojej „linkowni”, bo uważam, że warto tam zaglądać na potrzebną mi coraz częściej chwileczkę zadumy. Tam, zawsze bez wielkich słów i bez typowego zadęcia można znaleźć to wszystko, co może nam dać religia i to w postaci przetworzonej przez kogoś, kto nie tylko głosi słowo Boże, ale i wdraża je w życie. W prowadzonych przez siebie „bidulach” – jak to malowniczo nazywano w jednym z seriali można doświadczyć dosłownie wszystkiego. Tam często trzeba być specjalistą od spraw beznadziejnych. Na Jej blogu, obok opisów scen z bieżącego życia domów prowadzonych przez Katolicką Fundację Chleb Życia, w której Siostra Małgorzata odgrywa jedną z wiodących ról można również znaleźć refleksyjno-historyczną lekturę zamieszczaną w zakładce Nad-obowiązkowo.

   Z opisów jakie dotyczą spotykanych problemów i sposobów ich rozwiązywania wyłania się i mocno przemawia do wyobraźni czytelnika, to wszystko, co składa się na pseudonim jakiego się siostra dopracowała. Generał w spódnicy, to jednocześnie tytuł książki poświęconej tej wyjątkowej osobie. Inny pseudonim Polska Matka Teresa z Kalkuty dopełnia obraz tej charyzmatycznej postaci.

   Czytając jaki jest zaplanowany temat rozważań byłem zainteresowany tym, co siostra uzna za stosowne dać za przykład tego, że Pan Bóg ma poczucie humoru. W czasie godzinnej audycji można było się przekonać, że Pan Bóg ma humor. Jeśli tego nie objawia bezpośrednio, to na pewno objawia go poprzez inne osoby, czy zdarzenia w których uczestniczymy. To była ciekawe doświadczenie.

   Na święta Bożego Narodzenia otrzymałem pod choinkę podarek od mojej córki Ani ofiarowany mi jakby w imieniu obydwu moich córek. Była to książka pt. elementarz księdza Twardowskiego dla najmłodszego, średniaka i starszego. Zaglądam do niej co jakiś czas, o czym świadczą (co przy okazji odkryłem dzisiaj) poczynione kiedyś, leciutko, ołówkiem zakreślenia prawdziwych perełek słownych, dowodzących tego, że o wierze można mówić leciutko, zwyczajnie i w dodatku z humorem. Polecam tę pozycję wszystkim ciekawym tego typu lektury. Znalazłem tam również rozważania dotyczące uśmiechu i śmiechu, co zajmowało również siostrę we wspomnianej audycji. Ksiądz Twardowski ujął to tak:

Mówią, że uszy i policzki są najbardziej przyzwoitymi częściami ciała, bo czerwienią się ze wstydu, kiedy robimy coś złego…Policzki są potrzebne. Gdyby ich nie było, nie byłoby uśmiechów. Koń uśmiecha się wtedy, kiedy rży. Pies uśmiecha się ogonem. Wół, kiedy jest w dobrym humorze, ustawia się bokiem i to uznaje się za jego uśmiech. Człowiek po to, by się uśmiechnąć musi mieć policzek. Uśmiech jest zawsze do ludzi. Mówimy: obdarzanym kogoś uśmiechem, rozdajemy uśmiechy, rozpływamy się w uśmiechach, to znaczy zapominamy o sobie. Kornel Makuszyński oburzał się, jeśli ktoś powiedział, że uśmiechy są złośliwe, nieszczere. Mówił, że to karykatury uśmiechu, „uśmieszki”. Bronił opinii czystego uśmiechu.

W uśmiechu jest coś dziecięcego. Najpierw starzeją się uszy, nosy. Rozpaczliwie starzeją się szyje, ale w uśmiechu zostaje dziecięctwo, coś bezpośredniego, świeżego. Uśmiech jest najprawdziwszy, kiedy jednocześnie uśmiechają się oczy.

Tu przerwę cytaty, aby przytoczyć sytuację z udziałem siostry Małgorzaty z wczorajszej audycji.

 …Zatelefonował jakiś pan, aby podzielić się swoim doświadczeniem na temat stosunku do życia i opowiedział historię swoich kontaktów ze starszą i bardzo doświadczoną życiowo panią, której pomagał jako kilkunastoletni chłopak, dlatego właśnie, że był pod urokiem jej uśmiechu. Określił to mianem „bożego uśmiechu”, który ta pani miała w oczach. W ciepłej rozmowie na temat fenomenu uśmiechu mimo wszystko padły wspólne ustalenia, że tego typu uśmiech mieli błogosławieni Jan Paweł II i Matka Teresa. Pan z telefonu zaliczył do takich osób również siostrę Małgorzatę, ale ona skromnie temu zaprzeczyła.

 ..Pan Bóg ma humor, bo mimo wszystko kocha ludzi. Ukazywanie tego faktu w Piśmie Świętym było jednak niemożliwe. Starożytni uważali, że śmiech obniża powagę i dostojeństwo ludzi więc pokazywano sceny z życia Świętej Rodziny w taki sposób, jakim go znamy. Wielu duchownych nadal jakby potwierdza swoimi słowami tamto nastawienie do problemu śmiechu i na tym cierpi przekaz głoszonej przez nich nauki. Tymczasem – jak to podkreślają bohaterowie mojej dzisiejszej opowieści, uśmiech jest dla kogoś, a śmiech może być z kogoś. I tego szyderczego humoru, zwanego niewinnie ironią jest coraz więcej. Spotykamy go zarówno w dzisiejszej literaturze, jak i w słowie mówionym zwłaszcza używanym przez polityków, czy ogólnie przez uczestników każdego konfliktu, którzy opowiadają się po przeciwnych stronach sporów. Duchowni równie często do objaśniania Pisma Świętego używają słów i argumentów, które po prostu nie trafiają do wyobraźni słuchających. Mają wiedzę o meritum, ale nie mają litości dla nas, zwykłych ludzi. Nie wystarczy wyczerpać temat, trzeba również uważać, aby nie wyczerpać cierpliwości słuchaczy, jak to zwykł mawiać Churchill. Tu aż się prosi o zacytowanie księdza Twardowskiego wypowiadającego się w tej sprawie w następującym utworze:

 

Do kaznodziei

Na rekolekcjach nie strasz śmiercią—
bo po co
Za oknami bór pachnie żywicą,
pszczoły z pasiek się złocą
w abecadłach dzieci oczy mrużą

Nie dręcz babek, dziadków czcigodnych,
oblubieniec w kapeluszach modnych
rozmodlonych przed poślubną podróżą

Mów o częstej komunii z Chrystusem—
złotych sercach bijących w ukryciu,
z katechizmu o cnotach najprościej,
i że grzechy przeciwko nadziei
są tak ciężkie jak przeciw miłości

Nie o śmierci mów z ambony— o życiu —
O żonie szukającej z lampą w ręku
igły zagubionej w ciemny wieczór,
żeby mąż nie miał skarpet podartych—
wczesnej wiosny na piętach nie czuł

Jak najwięcej o dobrych uczynkach,
o gościnnych domach, poświęceniu,
o Jezusie na naszych ołtarzach
tak samotnym w każdym Podniesieniu

I błogosław kaznodziejską dłonią
babciom, starcom, młodzieńcom i pannom—
wszystkim dzieciom, co się w berka gonią,
zimą tęskniąc za łyżwami i sanną

Jan Twardowski

 

   Ja podziękowałem dzisiaj rano siostrze Małgorzacie za audycję wpisem na jej blogu, który brzmiał następująco:

Oglądałem. W telewizji, bo przez Internet nie mogłem się połączyć.
Zyskałem wiele. Dla potwierdzenia powyższego deklaruję się zastosować ciszę wyborczą już na tydzień przed wyborami. Nie będę ośmieszał i wyszydzał inaczej myślących polityków. Oni poradzą sobie beze mnie i wszyscy wygrają. Zadowoleni z wygranej będą milsi dla nas szaraczków. Szybko posprzątają te piękne plakaty , aby nie fruwały wraz z kolorowymi liśćmi. Będzie dobrze.
A tak na poważnie, to miał rację ten pan telefonujący do Siostry mówiąc o uśmiechających się oczach Siostry.
Żart o żarcie Pana Boga, który skierował Siostrę na obecną drogę życia nie był śmieszny. Pan Bóg wiedział co robi. Nikt nie mógłby lepiej wykonywać zadań jakich się Siostra podjęła. To była słuszna decyzja.
Pozdrawiamy serdecznie z tej strony ekranu

   Otrzymałem również odpowiedź, której treść możecie sprawdzić na blogu siostry, do którego link znajduje się wśród linków obok.

   Zamierzam przestrzegać złożonej obietnicy i już do wyborów nie zamieszczę tu ani słowa o polityce.