Co tam burza w przyrodzie…

  Co mi tam burza w przyrodzie. Tyle ich już przeżyłem, że oswoiłem się z samym narastaniem zjawiska, jak i z jego przebiegiem. Dodatkowo, mając świadomość oczyszczających skutków burzy niekiedy wręcz pragnę aby wreszcie przyszła i zrobiła swoje. Gorzej ma się sprawa z innymi burzami, czy też zaburzeniami jakich dostarcza nam życie. A chmury stają się coraz ciemniejsze i bardziej groźne. Pierwsza z nich, to wydarzenia w Norwegii, które wszyscy już znamy za sprawą mediów naświetlających sam atak szaleńca na niewinną młodzież jak i jego kulisy. Wszyscy jesteśmy zbulwersowani sposobem rozwiązywania faktycznych, czy też wyimaginowanych problemów społecznych. Te problemy istnieją realnie, czy powstały tylko jako rojenia w chorych umysłach – pytanie czyich? polityków, masonów, spadkobierców „Władców Syjonu”?

Internauta zastanawiający się nad istotą zjawiska w artykule: http://wiadomosci.onet.pl/waszymzdaniem/66226,kto_powstrzyma_te_zjawiska,artykul.html  zamieszcza taki cytat:

” kiedy na forum Europejskim pod przewodnictwem Polski, trwać będzie analiza ekspertów nad przyczynami i skutkami objawionego w Norwegii bestialstwa, tu w kraju nad Wisłą tolerowane są „wybryki” parlamentarzystów biorących udział w antysemickich zapędach Kobylańskiego, przymykanie oczu na głoszenie kazań w kościołach i na antenie RM o niepolskim rządzie, ruskim prezydencie i niemieckim premierze. Kwestionowanie demokratycznie wybranego rządu i prezydenta ich patriotyzmu i polskości to zaproszenie do neofaszyzmu, to systematyczne pranie mózgów najbardziej do tego podatnym, palącym pochodnie w marszach nienawiści i strzelającego do polityków w łódzkim biurze PiS – a zegar tyka …

  Ten sam autor pod nickiem stan.cyb, pisze:

Norweska policja już kilkanaście godzin po dramatycznych wydarzeniach w Oslo i na wyspie Utoya, znalazła i upubliczniła informację, iż Anders Behring Breivik jest „chrześcijańskim fundamentalistą”. Norweskie i europejskie media podchwyciły ten wątek, a komentatorzy zaczęli mówić o zapomnianej, groźnej sile, jaką stanowią środowiska skrajnej prawicy w zachodniej Europie. Zaczęto oceniać kraje, w których środowiska skrajnej prawicy stają się coraz mocniejsze i groźniejsze w działaniu. Wymieniano w tym kontekście, m.in. Holandię, Danię, Wielką Brytanię, Francję, Włochy. Dołączono do tego kwestie milionów imigrantów, głównie z krajów muzułmańskich, którzy masowo przybywają do Europy i podejmują swoją ekstremalną działalność religijną w krajach osiedlenia. ”

To wydarzyło się daleko od nas. A bliżej…

22 lipca kard. Stanisław Dziwisz wystosował do wiernych archidiecezji krakowskiej komunikat, w którym poinformował, że nakłada na ks. Natanka karę suspensy za ostentacyjnie okazywane nieposłuszeństwo „polegające na uporczywym głoszeniu przezeń niezgodnych z nauką Kościoła poglądów dotyczących królowania Jezusa Chrystusa, opartych na prywatnych objawieniach oraz inspirowanych obcymi nauce Kościoła doktrynami sekt eschatologicznych”.
– Praktycznie w Kościele mi zabrano wszystko – powiedział. W tych dniach ksiądz kardynał wydał dokument suspendujący mnie, zabierający – mi wedle prawa ludzkiego – wszystką władzę w Kościele. Tego pisma nie przyjmuję i dalej idę swoją drogą – Dodał, że czuje się dalej kapłanem archidiecezji krakowskiej, ale będzie działał „na bocznych torach, tak jak abp. Lefebvre, czy jego biskupi, który w 2009 r. papież z powrotem do Kościoła przyjął i zdjął karę”.

 Jak stwierdził, to „Bóg ocenia, jest podmiotem prawa i głównym moim odniesieniem, następnie papież, a dopiero później mój ukochany biskup, któremu publicznie wypowiadam posłuszeństwo ze względu na służenie wrogom Kościoła”.

Następnie zarzucił metropolicie krakowskiemu związki z lożą masońską – m.in. że przyjął „główną nagrodę masonów z najwyższej loży B’nai B’rith” , oraz że „przy budowie Centrum Jana Pawła II ustawił trójkąt masoński, następnie w grudniu przyjął nagrodę od Rycerzy Kolumba”.

– W starym systemie Kościoła było tak, że jak ktoś był związany z wrogami Kościoła, podwładni byli zwolnieni z posłuszeństwa wobec niego. Idę ze starym prawem Kościoła, nie będę współpracował z masonami i z ich zwolennikami – uznał ks. Natanek.

   Masoni – to złowieszczo brzmiące słowo pojawia się coraz częściej w opisach przyczyn wszelkiego zła. W tych dwóch niby odległych geograficznie i ideowo wydarzeniach pojęcie MASONI stało się klamrą spinającą przejawy bardzo groźnego zjawiska jakie (mam nadzieję) jest chyba jeszcze przed nami. Norweski psychopata Anders Behring Breivik jest masonem, który przyjął na siebie zadanie do wykonania i wykonał je najlepiej jak potrafił .Gdyby mu nie przeszkodzono skutki jego „sposobu naprawiania świata” byłyby jeszcze bardziej tragiczne.

   Ksiądz Natanek, mający wielu wyznawców w kraju jak i wśród Polaków poza jego granicami podjął otwartą walkę z masonami ulokowanymi w najwyższych strukturach polskiej hierarchii kościelnej. Według jego wiedzy i wizji świata jeden z nich – już pośmiertnie „wyje w piekle przykuty łańcuchami”, a drugi brata się z przedstawicielami tej nieczystej siły.

   To są ciężkie, burzowe chmury napływające na nasze, spokojne jeszcze niebo. Czy będzie burza? Czy pioruny spadną ? Jeśli tak, to na kogo? Czy atmosfera się oczyści i łatwiej będzie nam wszystkim oddychać?  A jak będzie się nam żyło po tej burzy?

 

Jak zburzyć obraz burzy?

   Wszyscy przeżywamy ciężkie doświadczenie ludzi, których domostwa znalazły się na trasie niszczycielskiej trąby powietrznej, czy też zostały zalane z powodu nawałnic o rzadko spotykanej intensywności. W każdym serwisie informacyjnym, każda ze stacji telewizyjnych pokazuje w przewadze właśnie obrazy zniszczeń oraz stan ducha ludzi najbardziej doświadczonych przez żywioł jak i dzielnych strażaków w ofiarnym działaniu ratowniczym. Kolejne dni, to kolejne relacje z terenów dotkniętych skutkami przemieszczania się chłodnego frontu atmosferycznego o jakiejś kolejnej wdzięcznej nazwie.

   Cały świat odnotowuje nadzwyczajne nasilenie klęsk żywiołowych, jak mówią jedni, czy też tylko anomalii meteorologicznych, jak uspokajają inni. Potęgi przyrody nie można lekceważyć. Odwieczny strach ludzi doświadczanych przez żywioły uzmysławiał naszym przodkom nicość istoty ludzkiej wobec mocy przyrody oraz rodził zapotrzebowanie na wiedzę pozwalającą zrozumieć mechanizm powstawania burz i innych żywiołów. Naukowcy już dawno zbadali i wyjaśnili mechanizm powstawania zjawiska, ale nasz nieracjonalny strach trwa nadal. Dlaczego tak jest?

   Oto co czytamy w podręcznikach dla szkół podstawowych, gimnazjalnych i liceów w bryku zamieszczonym tu:

 http://www.bryk.pl/teksty/liceum/fizyka/obwody_elektryczne/19572-elektryczno%C5%9B%C4%87_atmosferyczna_burze.html 

  W obszernym tekście czytamy m.in.

Wyładowania atmosferyczne

Początek wyładowaniom atmosferycznym dają zakłócenia cyrkulacji atmosfery, które pojawiają się w zależności od pory roku i miejsca na kuli ziemskiej, z większą lub mniejszą częstotliwością. Ogromne rozmiary chmur burzowych, powodują szybkie skraplanie się zgromadzonej w nich pary wodnej. W tych groźnych chmurach ścierają się ze sobą prądy ciepłego i zimnego powietrza, czego oznaką są porywiste wiatry, ulewne deszcze, grzmoty, błyskawice, a nawet grad. Czyli wszystko to, co kojarzy nam się z burzami. W dawnych czasach, póki naukowcy i obserwatorzy nie odkryli mechanizmów rządzących powstawaniem burz i wyładowań atmosferycznych, ludzie uważali je za zjawiska nadprzyrodzone. Co w połączeniu z ich gwałtownym przebiegiem budziło grozę i przerażenie. Dzisiaj wiemy już, że wyładowania atmosferyczne, mimo swej spektakularności oraz często niszczycielskiej siły, są również źródłem wielkiej energii. Jeżeli nauczymy się ją przechwytywać i wykorzystywać, to będzie to jak odkrycie „drugiej twarz” wyładowań – jako „potworów” przynoszących niewymierne korzyści energetyczne. (podkreślenie moje). Dalej napotkamy na taką informację:

 …Szokujący jest fakt, że na całej kuli ziemskiej w każdej chwili istnieje 44 tys. burz, a na dodatek istnieją przedziwne zależności miedzy nimi, które powodują, że, jeśli jedna burza cichnie to druga rodzi się w odległości 1500 km. Samo zjawisko trwa od kilku minut do ok. 2,5 godziny i częściej powstaje nad lądem niż nad wodami…

   Niby wszystko jasne, a przecież w naszej powszechnej świadomości obraz tego problemu kształtuje się zupełnie inaczej. Oto rozmowa przy stole:

                     Ale mamy lipiec tego lata, co? Dzień po dniu straszne burze nawiedzają różne strony naszego kraju i jeśli gdzieś nie pozrywa dachów, to obalone drzewa zrywają linie energetyczne, przygniatają domy i samochody, a deszcze podtapiają piwnice, lub nawet spore dzielnice różnych miast, powiedziała starsza pani.

                     – No, faktycznie coś się dzieje w przyrodzie, bo takiego lipca jak obecny, to ja, mimo swoich lat nie pamiętam, odpowiedział starszy pan z naprzeciwka stołu.

                     Ale zobaczcie jak nam się udaje, dodała inna pani. Dzięki Opatrzności Bożej nasze strony jakoś omijają te trąby powietrzne, czy też klęskowe opady

                     – No faktycznie, na wczoraj zapowiadali silne opady i burze ale jakoś to wszystko przeszło bokiem . Ta burza w nocy była straszna, bo dwukrotnie gasło światło uliczne i wtedy w ciemności całe niebo rozdzierały błyskawice o niespotykanej częstotliwości. Ona nasilała się , to znowu ucichała jakby oddalając się od nas , a nad ranem powróciła w nasze strony i wtedy całkowicie zgasło światło na kilka godzin, opowiedział wrażenia z nocy sąsiad z przeciwka.

Tu wtrąciłem się z takimi słowami:

                     Opatrzności Bożej nie ma co mieszać do sprawy burz, bo odpowiedzmy sobie na pytanie, czy ta sama Opatrzność zesłała trąbę powietrzną na tych nieszczęśników z zagłębia paprykowego, bo dla przykładu nas chciała oszczędzić za dobre sprawowanie? Wyobraźmy sobie jakąś wieś nad którą nadciągają ciemne burzowe chmury. Wyobraźmy sobie jakąś babcie w tej wsi, która wystawia w okno specjalny obrazek, na którym jest namalowany Pan Jezus uspokajający burzę, zapala gromnicę i modli się o ustanie burzy. W sąsiedniej wsi jakaś inna osoba robi to samo i w kolejnych postępują podobnie. Gdzie wtedy Opatrzność ma skierować chmury aby mogło się dokonać rozładowanie nagromadzonej w nich elektryczności? Pamiętajmy, że jednocześnie na ziemi  trwa ponad 40 tys. burz.

   Zapanowała cisza, a po chwili ktoś z biesiadników podjął inny, mniej kontrowersyjny temat. Pozostało jednak coś, na co warto zwrócić uwagę. Ta obrazoburcza wypowiedź, na jaką sobie pozwoliłem była przeniesieniem dosłownej scenki ze szkoły. Ucząc m.in. zagadnienia zagrożeń wynikających z działania sił przyrody i z działań człowieka opowiadałem tę historyjkę zaklinaniem burz przez starszych ludzi wierzących w skuteczność tej metody. Młodzi potwierdzali, że czyjaś tam babcia, czy dziadek właśnie tak postępują, a nawet budzą ze snu wszystkich i żądają trwania w gotowości do ucieczki w razie gdyby piorun uderzył w ich dom. Młodzi wiedzą dzięki tym lekcjom jak należy zabezpieczać domy przed piorunami, czy przed pożarem, powodzią itp. zdarzeniami oraz jak należy się zachować w razie zagrożeń. Wiedzą również  jak są zorganizowane służby reagowania kryzysowego, które każde państwo tworzy dla poprawy bezpieczeństwa swoich obywateli. To ich akcje pokazują w TV,w relacjach z miejsca klęsk żywiołowych i innych tragedii.

   Są wśród nas jednak wciąż tacy ludzie, którzy wiedzą swoje i reagują na zagrożenie podobnie jak czyniło to ich poprzednie pokolenie. Czy istnieje  potrzeba wyprowadzania ich z błędu?

 

Kolejna, już trzecia rocznica

 

   W natłoku różnych spraw przegapiłem ważny dla mnie moment, czyli trzecią rocznicę mojej blogowej działalności. Przypadała na początek lipca. Dopiero dzisiaj rano postanowiłem sprawdzić jakimi słowami podsumowałem pierwszą rocznicę i jak to skwitowali moi czytelnicy. Zajrzałem pod ten adres:

http://tatulowe.blog.onet.pl/Rocznicowe-remanenty-blo-a-gie,2,ID382952790,n , a czytając tamten materiał pomyślałem, że przez kolejne dwa lata pisania właściwie nic się nie zmieniło. Przybyło wiele tekstów, czasem również polecanych na szerszym forum blogosfery, jednak nadal nie otrzymałem odpowiedzi na postawione wtedy pytania i dlatego pomyślałem, że dobrze byłoby ponownie je postawić.

 

Rocznicowe remanenty blo(a)giera (Tatul – 02.07.09)

 

   Mija właśnie rok od narodzin tego bloga.

   Pierwszy post – do sprawdzenia w archiwum – nosił patetycznie  sformułowany tytuł: Pierwszy, historyczny post. Był opatrzony datą 3.07.2008 i był bardzo krótki. Odzwierciedlał moje nadzieje na to, że sprostam sporemu przecież wyzwaniu oraz, że ta działalność będzie dla mnie źródłem satysfakcji. Czy tak się stało?

   Jak dzisiaj podliczyłem, zdołałem napisać w ciągu tego roku 98 opowieści ( z dzisiejszą), o objętości łącznej sięgającej kilkaset stron. To dużo jak na człowieka zajętego pracą nauczycielską na półtora etatu. Średnio biorąc nowe opowieści ukazywały się co 3.8 dnia, co sprzyjało podtrzymywaniu zaciekawienia wg. schematu: – Co też nowego Tatul wymyślił ? Starałem się poszukiwać tematów uniwersalnych, dających szansę  zainteresowania młodzieży – głównie liczyłem tu na moich uczniów, jak i dorosłych czytelników .

   Liczba odwiedzających mój blog wskazuje na to, że pozyskałem spore grono, chyba już stałych czytelników, którzy w ogromnej przewadze pozostają jednak anonimowi.

   Pisząc bloga, mam świadomość faktu, że umieszczone w przepastnych zasobach Internetu treści żyją już własnym życiem i stają się  wartością ogólnospołeczną. Dlatego starałem się pisać na tematy ważne społecznie i warte rozmowy na każdym poziomie. Zarówno te dotyczące bieżących spraw jak i ponadczasowe. Wielokrotnie Onet.blog uznał za celowe polecenie moich tekstów w dziale Warto przeczytać. Odczytywałem to jako sygnał uznania dla kierunku jaki obrałem w tej debacie. Za każdym razem polecenia szybko rosła liczba odwiedzających moją stronę i komentujących podnoszone tezy, lub bezpośrednio moje poglądy na świat prezentowane w tekście. W jednym przypadku, przy tekście pt. Nie wystarczy umieć pracować, trzeba jeszcze pracować, w którym brałem w obronę karygodne moim zdaniem wykorzystywanie w pracy uczniów zasadniczych szkół zawodowych odnotowałem rekord. W ciągu doby odwiedziło mnie ponad 35 tysięcy czytelników. Niczym tajfun przelecieli przez tekst, czasem nie czytając go do końca. Zaszokowali mnie tymi odwiedzinami jak i pozostawionymi komentarzami. Ale był to raczej wypadek przy pracy, a nie jakaś reguła. Dowiedziałem się jednak przy okazji, że o popularności bloga mogą zadecydować kontrowersyjne tematy, a nie merytoryczna wartość publikowanych tekstów. Taka jest rzeczywistość blogosfery. Ja mimo pokus pozostałem jednak przy swojej już tematyce. Skutek? Moja blogowa codzienność jest spokojna, wyciszona i kulturalna – co jest przecież dużą wartością w realiach blogowej debaty, prowadzonej na różnych forach na takim poziomie, na jaki ja sobie nie mogę pozwolić. Komentarze są na ogół przychylne i często bardzo wzbogacające treść moich postów o nowe wątki. To moim zdaniem podnosi wartość bloga. Zyskałem wśród czytelników sporo ludzi życzliwych, a nawet przyjaciół, którzy podzielają moje poglądy na świat. To jest moja radość i satysfakcja płynąca z rocznej pracy nad sobą, która jakoś też służy innym ludziom.

   Ciągle uczę się pisania. Dopytuję się też każdego, kto sygnalizuje odwiedzanie mojej strony, o ocenę czytanych tekstów i o sugestie  do tematów jakie poruszam, jak i formy przekazywania kolejnych tekstów. Jak dotąd jedynie kilka osób udzieliło mi takiej odpowiedzi. Mam nadzieję, że dzisiaj  przy okazji jubileuszowego obrachunku otrzymam więcej takich informacji. Jeśli otwarte strony bloga nie zachęcają do pogłębionej wypowiedzi, to może wzorem innych autorów blogów zaproszę : Napisz wprost do mnie. Wystarczy kliknąć w oznaczone pole i napisać e-mail.

Z góry dziękuję i pozdrawiam .

Tatul

 

   Tak to wyglądało po pierwszym roku pisania tatulowych opowieści. Drugą rocznicę przegapiłem, bo okres ten, zdominowany kampanią prezydencką pochłaniał moją uwagę zupełnie innymi rozważaniami, którym dawałem wyraz w bardzo zaangażowanych tekstach.

   Dzisiaj, już po trzech latach prowadzenia bloga chciałem serdecznie pozdrowić wszystkich znajomych pozostających wciąż czytelnikami Tatulowych opowieści oraz powitać nowych, których czymś udało się do nas przyciągnąć i pozostali. Serdecznie dziękuję komentatorom za niezwykle wyważony i nacechowany wysoką kulturą ton komentarzy podnoszący wartość tego bloga i podkreślający wartość rozmowy ponad podziałami.

Jeszcze raz proszę czytelników o swoje podsumowania tych trzech lat naszej wirtualnej znajomości.

Tatul

Tytułomania – nie do wytrzymania

W artykule pt. BILLBOARD PREMIERA K. jego autor podpisujący się nickiem młodytak, pisze m.in.:

…rozwieszono wyborcze  billboardy z wizerunkiem prezesa w tonacji szaro-czarnej. Klimat funeralny. Z napisem ,,Premier Jarosław Kaczyński,, a litery w zgaszonej czerwieni. Prezes nazywa siebie premierem, ale jakim? Premierem z Żoliborza? Byłem premierem, będę premierem, czy jestem premierem? Informacja żadna, ale za grube pieniądze… Czytaj dalej

Chce się nam żyć, panie prezesie

Od wtorku 12 lipca mamy okazję śledzić nową akcję informacyjną PiS realizowaną równocześnie we wszystkich mediach (z wyjątkiem radia RMF) przebiegającą pod wspólnym hasłem zamykającym się w słowach: Premierowi Tuskowi już dziękujemy. Chyba już wszyscy znamy twarze ludzi pracujących na rzecz zmiany rządu PO i PSL na PiS i …się zobaczy kto jeszcze. Zapewne wbiją się nam w pamięć swoim wizerunkiem jak i treścią przekazu i zagłosujemy tak jak intencjo dawca sobie to zaplanował. Czytaj dalej

Kto ma uszy, niechaj słucha…

 

   Spotkałem w ubiegłym tygodniu znajomego, który podobnie jak ja przyszedł zobaczyć jak napełnia się wodą zbiornik retencyjny budowany w naszej miejscowości, przy dużym udziale środków unijnych. Wokół powstała piękna trasa spacerowa ze ścieżką dla rowerzystów, a w budowie jest jeszcze muszla koncertowa, boiska, kort, parkingi itp. urządzenia.

No pięknie się robi, co? Zagadałem.

Faktycznie jest ładnie, ale czy to na siebie zarobi? Narobią tylko długów i kto to będzie spłacał? – odpowiedział mi.

Jakich długów, przecież to w ž finansuje Unia Europejska – mówię.

No tak, ale ta 1/3 to już jest ponad możliwości gminy, a nie pytali nikogo czy mogą się aż tak zadłużać, odpowiedział.

   I tak sobie pogadaliśmy o możliwościach rozwojowych, o turystyce, o rekreacji i o zdrowiu, a także o innych korzyściach płynących z tej inwestycji. Nie mogło się jednak obejść bez rozmowy na tematy ogólniejszej natury. Mój rozmówca zgłaszał coraz więcej krytycznych uwag do sposobu rządzenia Polską przez rząd Tuska. Zaczął od tematu sprzedaży za bezcen polskich fabryk, głównie Niemcom, później przeskoczył na drożyznę, a następnie poruszył sprawę nierówności w traktowaniu rolników przez Brukselę w temacie dopłat obszarowych…i tak dalej i temu podobnie.

   Odpowiadałem zgodnie ze swoją wiedzą na każdy z poruszonych tematów, ale zauważyłem, że on wcale nie bierze pod uwagę tego co ja mówię. Zero porozumienia. Mówię więc do niego:

Widzę, że słucha pan jedynie Radia Maryja, co? Wszystko co pan mówi jest wyjęte z ust O. Dyrektora i ludzi związanych z tym radiem, no i z PiS-em, powiedziałem.

A co złego oni mówią, zapytał już ostrzej. Mówią uczciwie to, co czują, i tu powtórzył całą listę tematów dyżurnych tego radia i obozu politycznego, któremu ono udziela wsparcia. Przejechał się po zadłużeniu państwa, zahaczył o tłumienie wolności słowa, wspomniał o poddaństwie wobec Niemiec i Rosji itd. Nie mogło się odbyć bez tematu geotermii, oczywiście w wydaniu głównego inwestora w Toruniu. Tu, mój rozmówca podkreślił jakie to nowoczesne i proekologiczne, a głupi rząd odmówił dalszego finansowania i teraz świat się z nas śmieje, a jeszcze kary przyjdzie płacić za emisję dwutlenku węgla jeśli nie przejdziemy na paliwa odnawialne.

Zapytałem go czy zna sprawę z innych źródeł niż to wspaniałe radio jakiego słucha? Okazało się, że nie słucha innych rozgłośni, na ogół nie czyta prasy.

   Mówię wiec do niego:

To nie może pan wiedzieć, że PiS, gdy przejmował władzę w publicznych mediach to w ciągu jednej nocy zwołał naradę kierownictwa i nie spodziewającym się niczego złego ludziom wręczył wypowiedzenia ze skutkiem natychmiastowym, aby obsadzić ponad 200 stanowisk swoimi ludźmi. Oni pracowali do niedawna i niech pan zgadnie czyją prawdę głosili? Teraz, gdy ich wymieniono, to podnosi się krzyk o zamachu na media. „Zapomniał wół, jak cielęciem był? Uważa pan, że to jest uczciwe?”

– A w sprawie geotermii, to również trzeba wiedzieć, że PiS w ostatnich dniach swoich rządów posunął się do tego, że nawet zmienił radę nadzorczą funduszu przyznającego pieniądze na takie inwestycje, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał zatwierdzić projektu dającego wprawdzie szansę znalezienia ciepła, jednak za cenę kilka razy wyższą niż z najdroższych źródeł energii? Teraz gdy odmówiono dalszego finansowania, to podnieśli krzyk na całą Europę, aby ośmieszyć rząd Polski i wymusić kontynuację.

 

   I tak sobie pogadaliśmy o wszystkim, a przy pożegnaniu powtórzyłem często powtarzaną tezę; Powiedz mi jakiego radia słuchasz, a powiem ci kim jesteś?

-No to komu wierzyć – zapytał mój rozmówca?

Sobie, proszę pana, swojemu rozumowi trzeba wierzyć, ale najpierw wysłuchać tego, co mówią wszystkie strony, a nie ślepo wierzyć jednej tubie, szczególnie, że to jest tuba mało wiarygodna, bo służąca biznesowi, tak jak ta geotermia. Czy pana ktoś pytał o to, czym pan ogrzewa swój dom? Dostał pan jakieś pieniądze na ogrzewanie? Tam chodzi o to aby znaleźć darmowe źródło ciepła dla rozgłośni, uczelni i wszystkiego co tam zbudowano, a nadwyżkę ciepła sprzedać innym użytkownikom. To jest czysty biznes, tylko metod y jego uprawiania nie są czyste

   Rozstaliśmy się w zgodzie, ale jestem pewny, że najwyżej zarobiłem przez tę wymianę poglądów na epitet, którym częstuje się w tej rozgłośni wszystkich myślących inaczej niż to prezentuje apodyktyczny szef radia, czy popieranego przez niego PiS-u. Pewny jestem również tego, że ani na jotę nie zmieniliśmy swoich poglądów.

   Skąd to wspomnienie rozmowy jakich wiele toczą Polacy wszędzie gdzie się spotykają?

Otóż wczoraj , 10 lipca mieliśmy szczególny dzień służący takiemu krytycznemu spojrzeniu na siebie i swoje poglądy.

Wczoraj na Jasnej Górze odbyło się modlitewne spotkanie Rodziny Radia Maryja.

Rankiem przeczytałem zamieszczony w Dziennikarstwie Obywatelskim Onet.pl tekst pod znamiennym tytułem: Daj różę dla Maryi. Jego autor ukryty pod nickiem stan.cyb.pisze m.in.

Toteż ojciec Tadeusz wzywa całymi dniami poprzez swoje media, swoich wiernych słuchaczy, do udziału w pielgrzymce Radia Maryja do Częstochowy. Nakręca się w ten sposób, spirala koła jego fortuny, która nie ma końca. onet(‚adsGet1′,’main3-box’); onet(‚adsGet2’);onet(‚slotTest’,’3′);

    Na tę okazję przygotował wielebny ojciec, specjalne zaproszenie, w formie odezwy do ludu Bożego. Odezwa głosi: „Drodzy przyjaciele, kochana rodzino Radia Maryja. W sytuacji – jak mi ktoś teraz napisał – upadającej moralności, rozkradanej gospodarki, kłótni i utarczek, które niektórych doprowadzają do beznadziejności, wzywamy do pospolitego modlitewnego ruszenia na Jasną Górę zwycięstwa”. Odezwa, nazwana komunikatem o. Rydzyka, powtarzana jest nieustannie przez jego stację radiową. „Wzywamy wszystkich, którzy pragną być, jak powiedział do nas błogosławiony Jan Paweł II, podobni do ewangelicznego siewcy, którzy chcą ratować w ojczyźnie i świecie ludzkie dusze, wzywamy na Jasną Górę zwycięstwa”!…

 

…o. Rydzyk troskliwie po ojcowsku nawołuje: „Zabierzmy ze sobą łaskę uświęcającą, życzliwość, gotowość na słońce i pogodę, ewentualnie małe krzesełka i używane leki, serce otwarte dla Pana Boga i Matki Najświętszej i gotowość bycia dalej wszędzie ewangelicznym siewcą”.

 

…Odsłania też swoje intencje i drugi aspekt duchowego wezwania, podkreślając szczególnie sprawy zwyczajne, całkiem przyziemne: „Będziemy bardzo wdzięczni za symboliczną różę dla Matki Najświętszej, tzn. za ofiary na jej radio, abyśmy mogli opłacić wszystkie należności, by dalej istnieć i nadawać na całą Polskę i dla Polonii całego świata„…. podkreślenie moje

 

Odszedłem od komputera aby posłuchać mszy św. w Jedynce Polskiego Radia nadawanej zawsze o godz. 9tej z kościoła św. Krzyża w Warszawie. Lubię słuchać niezwykle ciekawych kazań wygłaszanych tam przez zapraszanych księży. Wczoraj czytano Ewangelię wg św. Mateusza zwaną przypowieścią o dobrym siewcy. Oto jej treść znaleziona pod adresem:

http://evacska.republika.pl/materialy/biblia/przypowiesc_o_siewcy.htm

 

Przypowieść o siewcy Nowy Testament, Ewangelia wg św. Mateusza

 

Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach2 tymi słowami:
ŤOto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!ť.

Pod tym samym adresem zamieszczono również…

Wyjaśnienie przypowieści o siewcy9

 

18 Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! 19 Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. 20 Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; 21 ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. 22 Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. 23 Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotnyť.
   Ja miałem okazję wysłuchać kazania wygłoszonego podczas wspomnianej mszy w kościele św. Krzyża i dzięki temu poznałem interpretację Ewangelii osadzoną ściśle na gruncie wiary. Uzbrojony w tę wiedzę przełączyłem radio na fale Radia Maryja aby poznać co zaproponują w temacie siewu i oczekiwanych plonów tysiącom zebranych w Częstochowie ludziom oraz słuchaczom RM i telewidzom telewizji Trwam siewcy słowa Bożego z Torunia wraz zaproszonymi gośćmi w tym politykom PiS. Akurat trafiłem na pół godziny przed wyznaczoną na godz. 11 –tą mszą. Dzięki temu mogłem zweryfikować hasła o Róży dla Maryi zacytowane przez dziennikarza i poznać marzenia Ojca Dyrektora. A nie są to skromne marzenia, bo krążące wokół dalszego rozwoju Dzieł powstałych przy Radiu Maryja .To realizacji tych celów służyć mają zbierane w specjalnie oznakowanych namiotach wspomniane Róże Maryi.

Przed wyjściem na sumę do swojego parafialnego kościoła zdążyłem jeszcze wysłuchać początku kazania wygłoszonego przez głównego celebransa abp. Mieczysława Mokrzyckiego- metropolitę lwowskiego, który był osobistym sekretarzem bł. Jana Pawła Ii i obecnego Papieża. To co usłyszałem w tej części kazania , szczególnie w zakresie uzasadnienia obecności polityki na falach Radia Maryja oraz współczesnego rozumienia pojęcia totalitaryzm było powalające. Reszty mogłem nie słuchać, bo wiedziałem w jaką stronę pójdzie interpretacja cytowanej Ewangelii. Siewcą jest każdy mówca utożsamiany z tą rozgłośnią , a ziarnem słowa i argumenty tam wygłaszane. Plonem są przemienione umysły i serca członków Rodziny Radia Maryja, którzy pragną przemiany. Siłą rzeczy nie słyszałem również bezpośrednio przemówienia J. Kaczyńskiego, a o treści tych przemówień wiem tylko tyle, ile ukazało się w Internetowym portalu Onet.pl. Przy okazji warto odnotować fakt, że Kaczyński aż trzykrotnie wystąpił wczoraj w roli siewcy, bo rano składał wieniec przed Pałacem Prezydenckim, w południe przemawiał w Częstochowie, a wieczorem wziął udział w tradycyjnej demonstracji i przemarszu w Warszawie. Zasiał imponująco dużo jak na jeden dzień. Jutro rozpoczyna kampanię w mediach skierowaną przeciwko rządowi, a więc znowu będzie zasiewał nie szczędząc wysiłku ani ziarna siewnego, którego ma nieprzebrane zapasy. Pozostaje problem gleby, na którą pada to ziarno. Może warto pokusić się o jedną i obowiązującą interpretację siewcy, ziarna i gleby? Szczególnie, że wszystko to dzieje się w tym samym(?) kościele.

Przysłowie, a więc mądrość  ludowa głosi, że: „Kto sieje wietr, ten zbiera burzę”ale nie wiem czy w tym przypadku ma to zastosowanie?

Ps.

W moim kościele nie było wczoraj kazania jako, że odczytywany był list Episkopatu Polski. Uderzyło mnie jedno z tego, co było zawarte we wspomnianym liście. Otóż Episkopat odniósł się krytycznie do incydentu jakiego dopuszczono się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie sponiewierano postać i dorobek abp. Życimskiego, niezwykle zasłużonego dla tej uczelni, dla kościoła powszechnego i dla Polski wybitnego duchownego.

To dobrze, że w liście znalazło się to stanowisko, a szkoda, że podano to w taki sposób, że mało zorientowani słuchacze nawet nie wiedzieli o co tak naprawdę chodzi. Oni nawet nie wiedzą o tym, że na pogrzebie arcybiskupa nie było kamer TV Trwam, bo akurat miała inne zajęcia.

 

Edukacyjne korzyści płynące z faktu czekania

Wszyscy wiemy jak wygląda wyprawa do lekarza. Rejestracja z przymusowym, czasem wielogodzinnym wyczekiwaniem, a później wysiadywanie przed drzwiami gabinetu, również na ogół wielogodzinne. Bywa, że jest gorzej niż się zanosiło w czasie rejestracji, bo ktoś znajomy, bo ktoś z poprzedniego dnia, bo wyczytują ludzi, których nie widzieliśmy podczas rejestracji, bo jacyś ludzie rzucając w kierunku oczekujących: – ja tylko się zapytam… znikają później za drzwiami gabinetu na dłużej.

Czekając mamy na ogół szansę znaleźć miejsce siedzące, bo z tym przynajmniej znacznie się poprawiło. Siadamy i …czytamy, jeśli mamy co, jeśli światło na to pozwala, wdajemy się w pogaduszki z sąsiadami lub po prostu słuchamy o czym mówią inni.

   Ja byłem wczoraj w jednej z takich poczekalni. Zarejestrowany w przeddzień, przyszedłem na wyznaczoną godzinę i zastałem przed drzwiami kilkanaście osób na niewiele przed końcem czasu przyjęć. Zniecierpliwienie już dawało znać o sobie. Usiadłem i czekam na wezwanie . Nie miałem gazety i zapomniałem zabrać okulary.

Ciekawe, czy mnie dzisiaj przyjmie, mówi sąsiadka do swojego rozmówcy, przyszłam o dziewiątej, ale mi powiedziano, że jedna z pań jest na urlopie i dlatego jest zbyt dużo pacjentów jak na jedną panią doktor. Kazała czekać, to czekam, ale już tracę nadzieję na to, że mnie dzisiaj przyjmie. Pewnie każe przyjść jutro.

Jej sąsiad włączył się z taką kwestią:

– A, bo teraz, to coraz trudniej się dopchać do lekarza, a później mówią, że już za późno. Słyszała pani o …X-ksińskim, coś go bolało, chodził do lekarza, ale mówiono mu, że to nie groźne . Dawali mu jakieś leki, ale bez skutku. Jak pojechał prywatnie do innego lekarza, to okazało się, że ma raka i że już za późno, aby coś zrobić co by mu pomogło. A o Y-grekowskim pani słyszała ? Podobno on też już jest bez szans.

– Co się teraz robi panie z ludźmi? Kiedyś nie słyszało się o takich chorobach, a teraz zewsząd słychać, że ten, a to znów tamten jest chory, odpowiedziała pani

– To wszystko po Czarnobylu, moja pani. Dokuczyło to ludziom i teraz wychodzi.

– No a co pan powie o takich, co wyjechali kiedyś za granicę i tam przepracowali bez ubezpieczenia wiele lat niszcząc swoje zdrowie. Teraz gdy lat przybyło i siły ich opuszczają zjeżdżają do kraju, a tu przecież też nie mają ubezpieczeniu więc muszą się leczyć prywatnie. Dobrze jak maja pieniądze. A jeśli im braknie, lub niczego nie odłożyli na czarna godzinę?

– No faktycznie, ci to mają przechlapane. Ale zawsze jakoś tu im jest lepiej, bo u siebie. Może ktoś z rodziny pomoże, albo opieka społeczna się nimi zajmie. A co mają powiedzieć ci, co jeszcze są za granicą i tam biedują, bo wstyd im zjeżdżać do kraju?- martwiła się pani wymieniając kogoś znajomego, który był właśnie w takiej sytuacji

– Faktycznie. Mają problem – potwierdził jej sąsiad. Ja nie wyjeżdżałem. Założyłem ten swój interes przed 15, a nie nawet przed 16 laty i jakoś sobie radzę, ale niech sobie pani wyobrazi, że jak zakładałem to składka na ZUS wynosiła 200 złotych, a teraz minimum 700 trzeba płacić. Wszystko jest teraz inaczej. Nie było kiedyś VAT, nie było kas fiskalnych i nie było takiej konkurencji jak dzisiaj. Kiedyś wyrabiałem tylko na siebie, a teraz muszę zarobić i na żonę, bo ja zwolnili z GS-u dlatego, że ja mam biznesik. Nie wiem czy mieli prawo tak zrobić, ale wezwali ją kiedyś i to jej powiedzieli, żeby sama odeszła. To odeszła i od tamtego czasu pracujemy na dwoje, bo jej jeszcze parę lat brakuje do praw emerytalnych. Jakoś jest pani, ale ciężko. Najbardziej z tym ZUS-em. Tyle się płaci, a jak przyjdzie coś z tego skorzystać to sama pani widzi. Mój sąsiad ma działalność ale on zarejestrował się w KRUS-ie i tam płaci 400 zł, ale na kwartał. O ile mniej a przecież prawa ma takie same. – narzekał pan biznesmen.

– Nie ma sprawiedliwości na tym świecie, usłyszałem przez ramię…

Tu otworzyły się drzwi i głos z głębi gabinetu wyczytał moje nazwisko. Wszedłem, ale czułem się tak, jakbym czynił to poza kolejką. Nawet nie patrzyłem w stronę moich sąsiadów i nie wiem nawet jak wyglądali. Gdy wyszedłem czas przyjmowania pacjentów przez lekarza dobiegał końca. Na krzesłach siedziało jeszcze kilka osób patrzących z jakimś żalem na mnie, że mnie się udało. Oni zapewne musieli przyjść w kolejnym dniu i znowu przeżywać stres oczekiwania wobec tych, co zarejestrowali się na ten dzień. Teraz oni byli jakby uprzywiliowani. Jak spędzą czas oczekiwania w kolejce?

Ja skorzystałem na tym oczekiwaniu.

 

Czarnowidztwo Czarneckiego

Jeszcze trwają fety, jeszcze słychać wystrzały korków od szampana, a Rychu już kracze:

Ryszard Czarnecki, europoseł napisał na łamach „Naszego Dziennika”: „Z punktu widzenia Brukseli polska prezydencja będzie zapewne grzeczna, łatwa, lekka i przyjemna. Polska, o nic nie walcząc, niczego się nie domagając, jest wręcz wymarzonym, idealnym państwem do kierowania pracami UE. Tyle że sama Polska i Polacy nie będą mieli z tego żadnych korzyści. Para pójdzie w gwizdek, a na kolejną prezydencję poczekamy 15-16 lat. Szkoda tego straconego półrocza, które właśnie się rozpoczęło. Szkoda straconych szans.”

   Prawda, że wspaniały z niego Polak i patriota. Od razu widać jak go rozpiera duma wynikająca z faktu objęcia rotacyjnie Prezydencji UE przez nasz kraj. Jako polski europoseł jest wyraźnie zatroskany stanem Unii, która na tej prezydencji bez wątpienia dużo straci i to nie tylko w sensie finansowym, również w sensie wizerunkowym. To, że straci – jest oczywistą oczywistością, bo tak słaba ekipa jak polski rzad (w ocenie PiS, oczywiście) nie ma szans aby coś załatwić – tak dla całej Unii, jak i dla naszego biednego, bo źle zarządzanego kraju. Prezes przecież już dawno ogłosił, że te wszystkie zabiegi naszego rzadu wokół prezydencji, to jedynie sprawa poprawy wizeriunku partii rzadzącej, przed wyborami. A jeśli tak powiedział prezes, to ma się rozumieć, że Rychu, Zbychu, Betty i paru jeszcze innych dokładnie to powtórzy odmieniając przez wszystkie przypadki miałkość, zaprzaństwo, tchórzostwo tej ekipy itd. Itp..

   Ja jestem dumny z tego faktu, że przewodzimy Unii. Nie podzielam czarnowidztwa Czarneckiego i pozostałbym przy tej opinii nawet wtedy, gdyby to dawaj bliźniacy w roli Prezydenta RP i Premiera Najjaśniejszej nas reprezentowali przed całym światem. Z tych samych powodów, z których Tusk niczego nie załatwi, tamci dwaj niczego nie byli by w stanie popsuć. Te mechanizmy po to są wbudowane w system zarządzania najwiekszą w świecie organizacją gospodarczą aby nikt nie powiedział „po nas choćby potop”, bo kto by wtedy wypłacał diety europosłom?

  Tymczasem Premier Donald Tusk na spotkaniu z zagranicznymi dziennikarzami powiedział:

Nie przestanę mówić moim europejskim partnerom, że z powodu sprawowania prezydencji musimy uczestniczyć w spotkaniach strefy euro, żeby być informowanym i być na bieżąco z rozwojem sytuacji – podkreślił polski premier, zapewniając, że nie chodzi w tym kontekście „o prestiż” Polski.

Czy taką zgodę uzyska??? Zobaczymy. Dla mnie jest to nadzieja, że nie zamierza być Prezydentem Malowanym. Jeśli potrafił przeprowadzić Polskę przez falę kryzysu z dodatnim wciąż wskaźnikiem wzrostu PKB, to może jednak ma jakieś kompetencje, co?

Biedna ona , biedny on,

 to są razem to znów won
Czy to miłość, czy pijar
sekret, to tej pary czar.
Kto jest mądry niech ustali

Ale mnie to równo WALI …!!!  brzmiały słowa komentarza do zapowiedzi ślubu Doody i Radka Majdana zamieszczone na portalu Interia. Pl w dniu 2.04.2009 r

Zastanówcie się Państwo, czy ich autor naprawdę pisał o Dodzie i o Radku?