Wszystko jest po coś…

     

   Powyższe motto towarzyszy mi od wielu już lat. Wycinek z jakieś gazety, którego zdjęcie zamieściłem powyżej zauważyłem przed kilku dniami na naszej lodówce. To żona przypięła go magnesikiem w widocznym miejscu, tak aby jak to się potocznie mówi – było na oczach. Do niej również te słowa przemawiają swą głęboką mądrością. Przyznam się, że dopiero dzisiaj sprawdziłem kim jest ich autor i jaki ma dorobek. Tym bardziej mi się podoba. Dlaczego jednak go przytaczam? Otóż po kolei:

   Moja klasa, dla której pełnię rolę wychowawcy, domagała się od dawna zorganizowania jakiejś klasowej wycieczki. Ciągle jednak było nam nie po drodze, bo nie pasowały nam terminy, albo napotykaliśmy na inne przeszkody. Ostatecznie młodzież wzięła sprawy w swoje ręce. Pewnego dnia uczniowie zaproponowali mi wyjazd do kina w Kielcach. Pomyślałem z obawą, że pewnie znów wybrali jakiś film o wampirach. Otóż nie. Wybrali nowy film „Jan Paweł II. Szukałem Was…”

  Przystałem z ochotą, bo sam byłem ciekawy efektu wielkiego reżyserskiego przedsięwzięcia jakim było sięgnięcie po materiały z pontyfikatu naszego Papieża pochodzące z kilkunastu państw, a które nie były dotychczas publikowane. Dodatkowym atutem było to, że zbliżamy się do terminu beatyfikacji Jana Pawła II, który w dodatku jest patronem naszej szkoły .Wypada więc nam odpowiednio przygotować się na tę wyjątkową uroczystość, pomyślałem. Od pomysłu do jego realizacji była już krótka droga. Uzyskaliśmy zgodę dyrekcji i rodziców, którzy w całości sfinansowali naszą eskapadę. Dziewczyny dokonały rezerwacji biletów i zamówiły odpowiedni autokar. Ja tylko doglądałem przebiegu załatwień ciesząc się z przejawów przedsiębiorczości z ich strony. W końcu uczę ich między innymi podstaw przedsiębiorczości. Pojechaliśmy.

   Film – jak się okazuje, poruszył nas wszystkich. Nawet liczna grupa siedzących za nami gimnazjalistów z wielkimi wiadrami prażonej kukurydzy początkowo dość głośna, z czasem zamilkła zupełnie. Wielu z nas ukradkiem ocierało „pocące się” chwilami oczy. Myślę, że wszyscy znający już wiele różnych filmów traktujących o życiu i dokonaniach Jan Pawła II znaleźli w tym materiale coś zupełnie nowego. Dla mnie jakby odsłoniła się na nowo postać wielkiego człowieka i nadzwyczajnego przywódcy stojącego przecież na czele niemal dwu miliardowej rzeszy wyznawców. Jego droga do pontyfikatu była zwykłą drogą awansu jaką każdy z nas dorosłych przechodzi wielokrotnie w życiu. On również kiedyś został poproszony o swoje propozycje dotyczące przyszłości kościoła katolickiego i musiał pokazać tę nową wizję pontyfikatu, a co chyba najtrudniejsze musiał jeszcze zjednać dla niej przychylność watykańskiej zwierzchności. Kto próbował modernizować skostniałe struktury jakiejś organizacji, przedsiębiorstwa, czy nawet państwa ten zdaje sobie sprawę z ogromnych problemów jakim musiał stawić czoła w tak potężnej organizacji jaką przyszło mu kierować. Musiał pozyskać dla siebie i swojej wizji media i polityków niemal całego świata, szczególnie gdy postanowił odrzucić odwieczne zwyczaje i przejść do realizacji swojego credo: Jeśli wy nie możecie przychodzić do mnie, to ja, wasz papież jadę do was. Ile rządów, a nawet dyktatur musiało ugiąć się pod ciśnieniem żądań prostych ludzi i wyrazić zgodę na wizyty, które jak się później okazywało zmieniały wszystko. Najpierw w zwykłych ludziach, a później również w systemach sprawowania władzy. My sami jesteśmy tego najlepszym przykładem.

   Ja, w każdym razie byłem tym filmem mocno poruszony. Widząc równie silne emocje u moich uczniów poprosiłem wszystkich o wypowiedź na temat ich własnych przeżyć i przemyśleń zaistniałych pod wpływem tego filmu. Z wypowiedzi jakie otrzymałem, pozwolę sobie przytoczyć najbardziej charakterystyczne:

Monika:

Oglądając ten film chyba każdy był bardzo poruszony i zachwycony tak wielkim człowiekiem .Na mnie, jako zwykłej dziewczynie zrobił bardzo wielkie wrażenie. Jego zasługi będę pamiętać do końca życia. Bardzo podobało mi się jego podejście do ludzi i dzieci. Nie dało się w niektórych momentach powstrzymać łez. Był to wielki człowiek, którego miliony ludzi kochało za to, jaki był. A był to bardzo miły i wrażliwy człowiek, który pomimo choroby wychodził do ludzi i to mu dodawało sił. Jan Paweł II nie bał się żadnych granic, ani barier związanych z konkretna jego pielgrzymką. Starał się być wszędzie tam gdzie go zapraszano, nawet jeśli to były bardzo biedne kraje i ludzie to zawsze otwierał serca dla każdego tak samo. Jeśli ktoś był bardzo chory modlił się za niego i pomimo upływu lat zawsze wiedział co się z daną osobą dzieje. Nie mógł przejść koło ludzi obojętnie. Zawsze uśmiechnięty się witał i pozdrawiał każdego. Jan Paweł II jest to człowiek godny naśladowania. Mam nadzieję, że takich osób będzie więcej, bo jak na razie to takich osób jest bardzo mało…

Iwona:

Gdy jechaliśmy na ten film to większość  z nas trwała w przekonaniu, że będzie to film nudny i nie wniesie on nic do naszego życia. Powstało dużo filmów o naszym Papieżu Polaku i każdy był podobnego zdania, że temat już się wyczerpał. Po dziesięciu minutach filmu przekonałam się w jakim byliśmy błędzie. Każdy dostawał gęsiej skórki, a doskonale dobrane słowa naszego Papieża dawały wiele do myślenia Przekonałam się że tematu : Jan Paweł II Papież Polak nie można wyczerpać. W pewnych momentach pojawiał się uśmiech na twarzy, a u innych łza kręciła się w oku. Czasami i na twarzach kolegów można było dostrzec chwilę zadumy, rozmyślania. Piękny film, ale szkoda, że połowa sali podczas seansu była pusta. Jan Paweł II był przykładem człowieka niezależnego. Postępował tak, jak podpowiadało mu serce i chyba za to go pokochaliśmy. On łamał wszelkie bariery i wcale nie potrzebował do tego siły, wojska czy broni. Wystarczyła wiara i głoszenie słowa Bożego. Nie ma chyba nic piękniejszego.

Kasia:

Film , na którym byliśmy z pewnością wzruszył nie tylko Pana. Niejednej osobie  kręciła się łza w oku, kiedy widziała jak dużo Jan Paweł II zrobił dla ludzi. Bardzo wyraźnie widać było miłość Papieża do bliźnich. Niemal co chwilę pojawiały się obrazy, na których przytulał albo pocieszał innych. W oczy rzucała się także Jego radość podczas spotkań z wiernymi. Nie dało się również nie zauważyć w jak wspaniały sposób udawało się Janowi Pawłowi II osiągnąć zamierzone cele. Godna podziwu była Jego chęć działania, dzięki której tyle osiągnął. Można śmiało powiedzieć, że modlitwa dawała mu siły do trwania w posłudze.  Niezwykle emocjonująca była też relacja ostatnich chwil życia Papieża. Po obejrzeniu filmu nasunęło się – przynajmniej mnie  pytanie – jak to możliwe żeby jeden człowiek mógł uczynić tyle dobrego dla Świata.

 

   Podobnych opinii było więcej. Potwierdzają one ogólnie znaną prawdę, że młodzi ludzie mieszkający we wszystkich krajach widzieli w Papieżu i jego posłudze odpowiedź na wiele trapiących ich problemów. On wyzwalał ich nawet od lęków płynących z coraz bardziej drapieżnego i bezwzględnego świata w jakim przychodzi im znajdować miejsce dla siebie.

Polecam wszystkim obejrzenie tego filmu reklamowanego jako:.. największe przedsięwzięcie w historii polskiego dokumentu, którego skala i rozmach robią ogromne wrażenie.

   Jeszcze parę słów wyjaśnienia.

   Tytuł tego tekstu, to tytuł książki Krzysztofa Ziemca, którego historię wszyscy znamy. Trafiłem na informację o jego dziele podczas szukania materiałów na temat Światowego Dnia Życia, o którym pisałem w poprzednim odcinku Tatulowych opowieści. W omawianym filmie pełni on rolę narratora i świadka przedstawianych zdarzeń. Po obejrzeniu filmu zrozumiałem, że Krzysztof Ziemiec ma rację. Wszystko dzieje się po coś. Jego osobiste cierpienie przyniosło wymierne korzyści jemu i jego bliskim. Życie, działalność, a także cierpienie Karola Wojtyły tym bardziej przebiegały pod tym samym hasłem. Cała jego służba Bogu i ludziom …była po coś. Po co? Zrozumiemy to lepiej po obejrzeniu jeszcze i tego dokumentu.

Wreszcie pora na motto, które rozpoczyna tę opowieść.

Czy trzeba dodatkowo objaśniać związek słów M. Yaconnellego z postacią Jana Pawła II ?

On miał co robić…Żniwo wielkie, lecz robotników mało

On miał kogo kochać,

On miał w co wierzyć…i wierzył, co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Nawet najbardziej zatwardziali Jego przeciwnicy. No to jak: – Idziemy do kina?

 

Narodowy Dzień Życia

   24 marca po raz kolejny obchodzimy Narodowy Dzień Życia – święto powołane uchwałą Sejmu RP w 2004 roku, mające na celu promowanie dobrych wzorców i budowę pozytywnego klimatu wokół rodzin.  W ubiegłych latach obchody odbywały się m.in. pod hasłami: „Dom pełen skarbów”, „Być ojcem – rola życia”, „Razem na zawsze”, „Jestem mamą – to moja kariera”, „Stawiam na rodzinę” oraz „Dziadki – dziatkom”.  W roku bieżącym realizowana będzie kampania pod hasłem: Pamiętaj, dajesz przykład. Ambasadorem kampanii Narodowego Dnia Życia w 2011 roku jest znany niemal wszystkim Krzysztof Ziemiec.  Czytaj dalej

Makabryczna dydaktyka

   Dzisiaj już tydzień mija od wydarzenia, które wstrząsnęło światem, czyli katastrofalnego trzęsienia ziemi, jakie nawiedziło Japonię.  Wpadłem wtedy około południa na chwilę do domu i zajrzałem do Internetu.  Akurat prezentowano informację o tragedii oraz film wideo pokazujący skuteczność zmiatania z bardzo starannie utrzymanych miast Japonii wszystkiego co na tej ziemi postawiono lub tylko pozostawiono, przez falę tsunami.  Byłem wstrząśnięty widokiem wyrzucanych na ląd łodzi, a nawet dużych jednostek morskich.  Przerażał mnie widok porywanych przez falę i niesionych niczym dziecięce klocki samochodów i wszelakiego sprzętu oraz materiałów pochodzących z rozbitych domów.  Natychmiast zamieściłem na Naszej-klasie link do tych filmików z dopiskiem: Zobaczcie sami falę tsunami, a pod kolejnym filmem dopisałem: Polecam. Będziemy o tym rozmawiać na lekcjach PO.

   Kolejne godziny to coraz nowsze dane o rozmiarach tragedii jakie można było napotkać we wszelkich mediach.  Tragiczny spektakl trwa do dzisiaj, bo natura nie skąpi Japonii kolejnych doświadczeń w postaci wstrząsów wtórnych i lawinowo narastających rozmiarów tragedii wywołanej awariami w kilku elektrowniach atomowych.  Nikt nie wie jak będzie wyglądał tam kolejny dzień. Nikt nie jest w stanie przewidzieć dalszego rozwoju wypadków wynikających z awarii systemów chłodzenia kilku już reaktorów atomowych.

   Piszę o tym, gdyż będąc nauczycielem przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa zwanego również przysposobieniem obronnym dostrzegłem w tej niesamowitej tragedii szansę na pełniejszą realizację głównego celu edukacyjnego tego przedmiotu, jakim jest przygotowanie społeczeństwa do radzenia sobie w razie takich właśnie katastrof technicznych, czy też klęsk żywiołowych.  Młodzież klas drugich LO i technikum akurat ma już za sobą takie tematy jak system ratownictwa medycznego, zarządzanie kryzysowe, alarmowanie ludności i postępowanie w czasie powodzi oraz pożarów, postępowanie ratownicze na wypadek skażeń chemicznych i promieniotwórczych, zakażeń biologicznych z ćwiczeniami w zakresie wykorzystywania sprzętu ochrony dróg oddechowych i skóry, zasady przeprowadzania ewakuacji itd.  Istnieje wprawdzie obudowa multimedialna  do tego przedmiotu w postaci filmów, plansz, przeźroczy, czy foliogramów ale… ich jakość i aktualność budzi duże zastrzeżenia, więc jest mało wykorzystywana.  Ta katastrofa, to najprawdziwsza prawda, która wydarzyła się tu i teraz i jest dzięki przekazom medialnym na oczach całego świata.  Ta katastrofa wydarzyła się w kraju przygotowanym jak żadne inne państwo do radzenia sobie w razie trzęsień ziemi, które tam występują z dużą regularnością.  To się zdarzyło w państwie, gdzie już małe dzieci ćwiczą zasady zachowania się na wypadek alarmu i zarządzonej ewakuacji.  W państwie, gdzie ludzie żyją według zupełnie różnej od naszej filozofii przetrwania.  Każdy człowiek we wszystkich państwach świata oglądając relacje zapewne zastanawia się, co by zrobił w razie takiego nieszczęścia, a więc – ja w naiwności swojej myślałem – również i młodzież szkół średnich spędzająca dużo czasu przy telewizorach, a jeszcze więcej przy komputerach powinna tak samo postrzegać tragedię rodem z Japonii.  Postanowiłem więc wykorzystać tę okazję i porozmawiać z uczniami wszystkich klas, w których uczę tego przedmiotu o tym, co widzieli i co to może oznaczać dla ludzi mieszkających w tamtym regionie świata, a nawet dla nas w odległej Polsce.

   Po pierwszych poniedziałkowych lekcjach byłem rozbity.  Mało kto uwierzy, jak małe zainteresowanie przykłada się do takich zdarzeń w wieku 15 do 18 lat.  W kolejnych klasach spotykałem się z sytuacją niemal całkowitego braku wiedzy o tym, co się stało w Japonii.  Jeśli kilka osób na klasę wiedziało, że było tam trzęsienie ziemi, a nawet fala tsunami, to była to wiedza tak fragmentaryczna, że trzeba by ją uznać za zerową.  Często za najważniejszą informację uważano to, o ile odchylił się biegun magnetyczny ziemi, czy też o ile metrów przesunęła się wyspa, a nie to jakie rozmiary szkód w ludziach, czy wielkość strat materialnych odnotowano.  Jeśli do tego dodać wypowiadane czasem opinie typu: – A co mnie to obchodzi, przecież to daleko od nas, albo: – Nie oglądam telewizji, a przynajmniej programów informacyjnych, bo tam ciągle polityka, katastrofy, afery, przekręty. Wolę spędzać czas tak, jak lubię, to otrzymamy stan istniejący.  W tej sytuacji wziąłem na siebie ciężar poinformowania moich uczniów o grozie sytuacji z wykorzystaniem tych uczniów, którzy widzieli przekazy i rozumieli istotę zagrożeń skażeniem promieniotwórczym.

   W kolejnych dniach rozniosła się po szkole informacja o charakterze zajęć z PO, co miało ten pozytywny efekt, że uczniowie byli już bardziej przygotowani do dyskusji i brali w niej udział.  Ponieważ przedmiot ma wymiar jednej godziny w tygodniu, to mam za sobą próbę dotarcia do wyobraźni młodych ludzi z bardzo ważnymi informacjami wynikającymi z rozmiarów klęski żywiołowej oraz katastrofy nuklearnej.

   Myślę, że próba była udana. Już inaczej będą patrzeć na kolejne relacje. Docenią też, jak wyjątkowym narodem są Japończycy w tej niezwykłej postawie myślenia grupowego i nadzwyczajnym zdyscyplinowaniu ułatwiającym zarządzanie akcją ratowniczą i prowadzącą do ograniczenia szkód.

   Dowiedzieli się również i tego, że katastrofa nuklearna nigdy nie jest problemem tylko tego kraju, w którym się wydarzyła.  Obłok promieniotwórczy niesiony zmiennymi wiatrami wędruje przez cały świat i może dotrzeć wszędzie – do nas też.  My nie jesteśmy gotowi na to, aby stawić czoła takiemu zagrożeniu.  Kogo za to winić?  Co zrobić abyśmy przyswoili choć trochę umiejętności zachowań w razie katastrof, prezentowanych teraz przez Japończyków dla ogólnoświatowej widowni?

Dzień Konsumenta

   Na świecie Dzień Konsumenta obchodzony jest od 15 marca 1983 r., czyli
w dniu 21 rocznicy pamiętnego wystąpienia Johna F. Kennedy’ego w Kongresie Stanów Zjednoczonych, na którym sformułował cztery podstawowe prawa konsumenta: do informacji, wyboru, bezpieczeństwa i reprezentacji.  My w Polsce długo jeszcze musieliśmy czekać na gospodarkę rynkową, a właściwie to na tzw. rynek konsumenta, na którym niepodzielnie rządzi klient. Czytaj dalej

The next day – nazajutrz po Dniu Kobiet

Mamy już za sobą zarówno święto kobiet jak i święto mężczyzny. I co się zmieniło na tym świecie? Czy fakt, że niektórzy z nas byli dla siebie przez chwilę troszkę bardziej mili zmieniło choć na jotę wzajemne relacje pomiędzy nami? Obawiam się, że nie. Teraz przyznam się Państwu do tego, że równolegle z tekstem na blogu umieściłem nieco tylko zmienioną wersję artykułu Dzień mężczyzny po Dniu Kobiet w dziale Dziennikarstwo obywatelskie. W dyskusji nad jego treścią przydarzyło mi się otrzymać sporą porcję materiału do przemyślenia .  Czytaj dalej

Dzień Mężczyzny po Dniu Kobiet

   Przed dwoma dniami obchodziliśmy Światowy Dzień Kobiet. Różne to były obchody, bo i stosunek do święta jest różny. Kobiety – współczesne sufrażystki walczące o prawdziwe równouprawnienie, wychodząc z bojowymi hasłami na ulice wielkich miast dawały wszystkim tradycjonalistom wyraźny sygnał: Tym razem raczej nie próbujcie podchodzić do nas z goździkiem, czy zwiędłym tulipanem, nawet jeśli go podeprzecie czekoladkami czy butelką wytrawnego wina. Nie o takie świętowanie nam chodzi. Precz ze „szklanym sufitem”, Precz z dyskryminacją , Żądamy parytetu na listach wyborczych, Budujcie przedszkola, a nie świątynie, Mój brzuch jest moją własnością… Wszyscy widzieliśmy te, i inne hasła w niesione wysoko w czasie dobrze przygotowanych i zorganizowanych manifestacji.

Jak to wyglądało po powrocie z manify, już w ciepełku domowego ogniska, tego już w mediach nie pokazywano. Możemy sobie to wyobrazić porównując do tego, co obserwowaliśmy w naszych domach, biurach, szkołach, czy innych zakładach pracy.

Ja pamiętałem o swoich paniach w domu i w szkole, gdzie występują szczególne relacje pomiędzy panami i paniami, koleżankami z pracy, pomiędzy

nauczycielami i dorosłymi już uczennicami, a wreszcie pomiędzy kolegami i koleżankami z klasy. Oprócz słodkich życzeń dla dziewcząt zaprezentowałem im przy okazji czytaną przez kogoś z klasy tekst będący swoistą odezwą kobiet walczących o zerwanie z tradycją świętowania, rodem z PRL, kiedy to obchodzono uroczystości 8 marca na zasadzie:

 Ku chwale Ojczyzny,

Jeden dzień dla kobiet

Reszta dla mężczyzny!

  Przy okazji zapoznałem setki młodych ludzi z takimi pojęciami jak sufrażystki, walka o równouprawnienie kobiet, szklany sufit, parytet, których, jako że w ogóle nie czytają gazet i nie oglądają programów informacyjnych (z wyjątkiem kilku osób)po prostu nie znają. Przedstawiłem również przy okazji parę wskaźników obrazujących sytuację kobiet w Polsce, a szczególnie tych ukazujących faktyczną dyskryminację przedstawicielek płci pięknej wobec mężczyzn. Szklany sufit nabrał więc od razu dydaktycznej mocy.

Przemieszczając się po korytarzach – ach te dyżury na przerwach!,- obserwowałem bardzo dużo tulipanów w rękach dziewcząt, z którymi one dzielnie wędrowały do końca dnia w szkole, mimo, że były już bardzo mało atrakcyjne. Cóż jednak począć? Przecież żal wyrzucić taki dowód sympatii, a może jeszcze czegoś więcej? Przecież wiosna już puka, również do drzwi szkoły, w której chłopców jak na lekarstwo. Przeciętnie w klasie jest u nas zaledwie kilka rodzynków.

   Było minęło, jak się powiada. Dzisiaj wychodząc z domu do pracy usłyszałem zapowiedź radiowego programu Jedynki, który miał być poświęcony właśnie mężczyznom z okazji dzisiejszego Dnia Mężczyzny. Szkoda, że nie mogłem słuchać wypowiedzi radiosłuchaczy i zaproszonych gości na ten interesujący temat. Od żony słuchającej programu wiem jaki wzorzec mężczyzny zarysowano. Nawet nie pytałem jak ja się wpisuję w ten model. W naszym wieku, po 40 latach małżeństwa możemy już sobie odpuścić te rozważania. Ciekawiło mnie jednak jak moi młodzi przyjaciele na to patrzą. Witałem więc każdą kolejną klasę tym samym pytaniem: – Jak spisali się koledzy klasowi wobec koleżanek w Dniu Kobiet? Spisali się, spisali, słyszałem zwykle odpowiedź.

– A jak wy, dziewczyny odwzajemniłyście przedwczorajsze ich starania w dzisiejszym Dniu Mężczyzny?

W większości wypadków nie miały świadomości przypadającego na dzisiejszy dzień święta. Bywało, że zgłaszały chęć obchodzenia święta chłopaka, a nie mężczyzny i do tego się odpowiednio przygotują. Pytałem wtedy:

– Jak zatem wytłumaczycie fakt przyjęcia życzeń przez dziewczęta w Dniu Kobiet, a odmawiacie prawa do obchodzenia swojego święta chłopakom w Dniu Mężczyzn? Na to pytanie już trudno było im odpowiedzieć. Coś w tym jest, prawda? Kto kogo dyskryminuje? A może nawet lekceważy, co?

Wikipedia, pod hasłem Dzień mężczyzn zamieszcza i taką informację:

W Polsce nie istnieje tradycja obchodzenia tego święta. Niektóre media próbują jednak je wprowadzić od kilku lat, proponując datę 10 marca Data nie jest przypadkowa. W tym dniu w polskim Kościele katolickim i ewangelickim obchodzone jest wspomnienie 40 Świętych Męczenników z Sebasty (oficjalnie do 1969). Prawdopodobnie lokalnie Dzień ten świętowany był już przed 2000 rokiem w miejsce zniesionego wspomnienia męczenników[4].

Telewizja obok tej okazji do świętowania podaje również inną okazję. Jest to rocznica urodzin Chucka Norrisa (ur.10 marca 1940r.), który niewątpliwie dzielnym mężczyzną jest. Chciałoby się być chociaż troszkę podobnym do niego. Przynajmniej panie by tego chciały . A może i mężczyźni tego pragną?

Czy uda się kiedyś zaprowadzić jakąś sensowną proporcję pomiędzy obchodami święta pań i panów?

Ja proponuję zgodę i porozumienie w każdej sprawie, o którą dopominają się panie. Niech zajmują kluczowe stanowiska w firmach i w polityce. Niech pokażą światu jak można rządzić rozsiewając wokół same pozytywne fluidy.

Panom życzę, aby nasze kobiety pamiętały po swoim zasłużonym zwycięstwie o tym, że to my reprezentujemy słabą płeć. Że to my żyjemy prawie o 9 lat krócej i nam się też należy szczególna opieka przez całe życie, a nie tylko w Dniu Mężczyzn i to.

Aby usposobić was pojednawczo proponuję do przeczytania słowa starej piosenki pt. Kobieta i mężczyzna śpiewanej przez Nataszę Zylską i Janusza Gniatkowskiego

 Mężczyzna choć wielki i mocny jak słoń
Wnet mięknie, gdy ujmie kobieca go dłoń.
Jest władczy, jest mądry na wszystkim się zna,
A z głupim guzikiem kłopotów sto ma.
Aha, aha,……………………
Mężczyzno, mężczyzno, choć tyle masz wad
Bez Ciebie cóż wart, cóż wart byłby świat.
Gdy spojrzę na kogoś, kto młodszy niż on,
To wnet od niewiernych wymyśla mi żon.
A sam jak światowid poczwórną ma twarz,
Gdy mija kobiety obłudny ten łgarz.
Aha, aha,………………..
On strasznie jest ważny i wiecznie gdzieś gna
I chce, aby cały podziwiał go świat.
Choć dzień cały złoszcząc się głupstwa by plótł,
Gdy wieczór nadejdzie jest słodki jak miód.
Aha, aha,………………….
Mężczyzno, mężczyzno choć tyle masz wad
Bez Ciebie cóż wart, cóż wart byłby świat.
A kobieta?!
Kobieto, kobieto choć tyle masz wad
Bez Ciebie cóż wart, cóż wart byłby świat?
Kobieto, kobieto, gdy zrobić coś chcesz,
Nie wahasz się użyć podstępu i łez.
Kobieto w stu sklepach, sto spraw co dzień masz,
Do męskiej kieszeni tysiące dróg znasz.
Aha, aha,………Kobieto, kobieto………
Kochając aniołem być możesz , gdy chcesz,
Lecz w złości jak diabeł złą umiesz być też.
Mistrzynią być w sporcie, w dal skaczesz i w wzwyż
A zwykła malutka przeraża Cię mysz.
Aha, aha,………………..
Kobieto na wszystko Ty sposób swój masz,
Gdy zechcesz potrafisz zatrzymać i czas. Mężczyzna starzeje się rad, czy nie rad,
A Ty umiesz wiecznie trzydzieści mieć lat.
Aha, aha,……………..
Kobieto, kobieto, choć tyle masz wad
Bez Ciebie cóż wart, cóż wart byłby świat?!

Dla amatorów muzycznej wersji podaję link:

http://www.poezja-spiewana.pl/index.php?str=lf&no=6191

 Mój uczeń Karol podesłał mi link do zabawnego tekstu, który polecam. Oto on:

 http://cospotykaprzewodnika.wordpress.com/2011/03/10/w-zyciu-piekne-sa-tylko-chwile-czyli-specjalny-post-na-dzien-mezczyzn/

 

Wewnętrzną urodą człowieka jest tajemnica

Tekst „Mówić, czy nie mówić” napisałem tuż przed odłączeniem mnie od Internetu, co wynikało z upływu terminu umowy z dotychczasowym operatorem. Nową umowę mogłem zawrzeć dopiero po upływie blisko dwóch tygodni, bo tyle musiało trwać oddawanie łącza na rzecz TP, z którą teraz postanowiłem się związać. Nikt z moich rozmówców nie chciał mi uwierzyć w takie limity czasowe, bo przecież …gdy zakładamy Internet, to trwa to jeden, góra dwa dni, jak twierdzą znawcy problemu. Czytaj dalej

Z balu trzeba wyjść, gdy jest najpiękniej…

   Obejrzałem wczoraj transmisję z kolejnej konkurencji skoków narciarskich na Mistrzostwach Świata. Po pierwszej serii uznałem, że jest obiecująco i może uda się spełnić marzenia Polaków o jeszcze jednym medalu. Sprawozdawcy potrafią rozbudzać nadzieję, której nie sposób spełnić. Przynajmniej nie za każdym razem. Myślę, że sportowcy źle to znoszą, bo to wygląda tak, jakby czynili zawód kibicom na stadionach i w domach przed telewizorami. W czasie drugiej serii zająłem się innymi sprawami i przegapiłem wszystko to, co złożyło się na dość odległe tym razem lokaty . Skoczyli jak mogli najlepiej. To jest sport.

   Cieszę się jednak z tego, że nie przegapiłem rozmowy dziennikarza z Adamem Małyszem. Zaczęło się jak to zwykle bywa, ale …

   Gdy padło pytanie o przyszłe starty Adama, to słuchałem już z największą uwagą. Adam potwierdził decyzję o zamknięciu kariery, co dla mnie, zwykłego obserwatora było pewnym zaskoczeniem. Dziennikarz nawiązujący do jego nadzwyczajnych sukcesów sportowych podkreślał również wymiar ludzki  tego co swoją osobą wniósł do sportu i do życia publicznego. Wspomniał nadzwyczajne zjawisko „Małyszomanii”, które poruszyło i zjednoczyło miliony Polaków. Wprowadziło zwyczaj prezentowania wszędzie gdzie Adam występował, naszych postaw przyozdobionych barwami narodowymi – co samo w sobie jest jakimś historycznym przełomem w naszej obyczajowości . Świat postrzegał nas jako patriotów, a dodatku całkiem cywilizowanych  ludzi, którzy potrafią się bawić i cieszyć sukcesem naszego Adama.  Jego zasługi będą jeszcze długo omawiane przez wszystkich więc nie będę wychodził przed orkiestrę. Ja chciałem, tak na gorąco podkreślić wątek prywatny tego prowadzonego na żywo wywiadu, który dla mnie nie był jednak zwykłym wywiadem. Oto skromny jak zwykle Adaś powiedział całemu światu jak bardzo ważna była dla niego ta przygoda ze sportem. Dziękował milionom fanów za wsparcie, które mu zawsze towarzyszyło,  pomagając cieszyć się sukcesami, ale i przeżywać porażki. Przepraszał i tych, którym być może nie podobała się jego dyscyplina sportu, czy on sam jako człowiek, albo wreszcie jego zwykła skromność. Wyraził pogląd, że każdy ma prawo do własnego zdania, bo „SZCZEROŚĆ JEST BARDZO ŁADNA…” Podkreśliłem te słowa gdyż opowiedział po nich jak bardzo dziękuje żonie i córce za wsparcie i cierpliwe znoszenie jego może czasem i przykrych zachowań, jakie przecież zdarzają się każdemu, gwieździe sportu również.

Szczerość jest piękna. Tak i ja myślę, starając się o wdrażanie tej zasady w moje małe i mało znaczące życie.  Adam pokazał jak on rozumie szczerość opowiedzianą tak zwyczajnie, spod skoczni i na gorąco.

Adam jest niewątpliwie mistrzem, do którego warto iść po naukę.

Życzmy mu sukcesów na każdym polu, na jakim się będzie realizował