Jedno serce tylko mam…

  

   Jedno serce i jeden głos w wyborach. Komu je dać? Komu zaufać?

Według badań CBOS przeprowadzonych we wrześniu, a wiec na dwa miesiące przed wyborami http://civicpedia.ngo.pl/ngo/599038.html  udział w wyborach samorządowych zadeklarowało 71 proc. Polaków. Aż 68 proc. respondentów uznało wybory samorządowe za istotne z własnego punktu widzenia (38 proc. za bardzo istotne), co jest niewątpliwie bardzo pozytywną zmianą w obywatelskim nastawieniu naszych rodaków i to cieszy, bo na tle społeczeństw całej Europy wypadaliśmy dotąd bardzo niekorzystnie. Niestety, istnieje również spora grupa obywateli ciągle nie przekonanych, bo 29 proc. pytanych uznało, że wybory lokalne nie mają dla nich znaczenia, a w tej liczbie 10 proc. uznało nawet, że dla nich nie mają żadnego znaczenia.

   Ocena ostatnich 4 lat wypadła w tym badaniu doskonale. Aż 90 proc. pytanych było zadowolonych ze swojej miejscowości, w tym 44 proc. w pełni. Trudno się dziwić. Miniona kadencja odmieniła zarówno Polskę gminną, powiatową, jak i tę  wielkomiejską. Jak czytam w komentarzu Mariusza Janickiego  (Polityka nr 47 z 20 listopada) kluczowe elementy tego boomu rozwojowego to Unia Europejska i samorządy właśnie. Unia daje pieniądze, a samorządy je wydają – w ciągu mijającej czteroletniej kadencji było to 27 miliardów złotych. To rady miast i gmin, burmistrzowie i prezydenci, sejmiki wojewódzkie realnie, wręcz fizycznie, zmieniają kraj. Budują i remontują ulice, metro, wodociągi, kanalizację, baseny, ośrodki kultury, biblioteki, kupują nowe autobusy miejskie, oświetlają drogi. Samorządy trzymają w swoich rękach domy mieszkalne, szkoły, przedszkola, żłóbki, teatry, szpitale, decydują o zagospodarowaniu przestrzennym. Blisko 50 miliardów złotych z budżetu Państwa przechodzi rocznie przez ręce tych, których będziemy wybierać 21 listopada.

   Chyba każdy mieszkaniec każdej wsi, miasteczka czy większego miasta może bez zająknięcia wyliczyć wiele takich przedsięwzięć, które zmieniły warunki życia mieszkańców lub jedynie poprawiły estetykę otoczenia. Są one zwykle oznaczane tablicami informującymi o dofinansowaniu ze środków unijnych, więc trudno ich nie zauważyć. Ja mam na ten temat same pozytywne opinie. W mojej gminie ostatnie cztery kadencje sprawowania władzy przez tego samego wójta, to spora lista dokonań, jakich nam zazdroszczą sąsiedzi. Podobnie długą listę stanowią zamierzenia na przyszłość, pod które już przygotowano dokumentację lub tylko wykonano prace studialne. To są jednocześnie mocne elementy obecnej kampanii na rzecz wyboru tego samego człowieka na piątą kadencję. Nowym ludziom, którzy zdecydowali się stanąć w szranki wyborcze przeciw niemu nie jest łatwo uzyskać taki poziom poparcia społecznego, aby zagrozić istniejącym układom.

   Kampania tak zewnętrznie nie różni się od poprzedniej. Wszędzie plakaty powielane obecnie w coraz większych nakładach i rozwieszane tak, aby zdominować konkurentów. Podskórnie jednak trwa prawdziwa wojna. Oficjalnie i nieoficjalnie uwalniane są do opinii społecznej plotki o tym, że …

         a słyszała pani, że tamten powiedział o tym, że …no wie pani. Ja tam nie wiem jak było. Powtarzam tylko to co słyszałam.

         A na zebraniu w .xxx…to tego kandydata niemalże wygwizdano. Powiedzieli mu: – Pan nie pytał nas nigdy o opinię, a teraz to pan przyjeżdża bo, wybory, tak? Tak się nie robi proszę pana.

         A na zebraniu w..xyz to burmistrz przyjechał z grubą teczką papierów i pokazywał ludziom jaka jest prawda z jakimiś działkami… co to wie pani…. No, bronił się przed zarzutami tego drugiego kandydata, że niby on zrobił jakiś przekręt . Swoją drogą, moja pani to świństwo takie rzeczy przeciw sobie wyciągać. Jak to wygląda? Jeden lepszy od drugiego. Tylko żeby się załapać, a później hulaj dusza.

 

   Wszyscy to znamy, prawda? Wiemy z doświadczenia, że faktycznie po wyborach wielu pięknie dzisiaj mówiących o misji i pasji szybko zapomina o tym, co naobiecywali. Wiemy też, że dzisiejsze obietnice to, co najwyżej oświadczenie woli, bo kto może wiedzieć jak będzie z kasą za rok czy dwa lata, lub też o tym, czy najlepszych intencji naszego radnego nie przegłosują inni radni, którzy też komuś coś naobiecywali. To jest garnek, w którym wrze. Mnóstwo potrzeb, splot różnych interesów, zarówno tych przemawiających za, ale i tych, które przemawiają za …upupieniem najlepszych nawet intencji. To musi się ucierać i w tym ucieraniu robimy dopiero pierwsze kroki. Cóż to jest 20 lat demokracji obywatelskiej w porównaniu z krajami, gdzie tradycja tego ucierania się lokalnych interesów trwa setki lat. Muszą być ofiary bo wszyscy płacimy tzw. frycowe. Cieszmy się z tego, że przyswajamy te zasady w nadzwyczaj szybkim tempie, a skutki tych doświadczeń są widoczne i odczuwalne przez wszystkich.

   Cytowany Mariusz Janicki tak kończy swój komentarz:

…Istotne jest, aby dawać szanse tym, którzy coś zrobili, wybudowali, zaczęli, a przy okazji nie mieli kontaktu z prokuraturą. A odwoływać tych, którzy poza politycznymi gierkami, przechodzeniem z klubu do klubu niczego nie pokazali…

…Wpływ radnego, prezydenta miasta, burmistrza na wygląd i ogólny standard najbliższej okolicy jest nieporównywalnie większy od wpływu prezydenta, premiera i zastępu ministrów… Warto zatem wybrać politycznych „lokalsów, choćby po to, aby za cztery lata się na nich przykładnie zemścić za nieróbstwo.”

   No właśnie . Tak krótko, a tak wymownie.  – Nawet ja bym tego lepiej nie wymyślił, jak powiadał pewien mój znajomy.

   Jak więc głosować w niedzielę?

   Jedno serce tylko mam . Komu je dam?