Dokąd będziemy udawać…Ciąg dalszy

Kolejny raz dostąpiłem zaszczytu dostrzeżenia  i polecenia przez Redakcję Onet.pl mojego tekstu pod powyższym tytułem w kąciku „Waszym zdaniem”. Cały wieczór, noc, aż po niedzielny ranek czytało go całkiem spore grono czytelników. Pojawiło się też sporo ciekawych, a co szczególnie ważne niezwykle wyważonych w tonie komentarzy. Otrzymałem też, bezpośrednio na pocztę Onet niezwykle ciekawy list pisany przez 16 letniego ucznia, który chciał mnie uświadomić co do faktycznego stanu ducha i zwyczajów panujących wśród  gimnazjalistów i starszej młodzieży. Do jego listu powrócę jeszcze kiedyś, a dzisiaj chciałem przedstawić Państwu argumenty człowieka zajmującego się zawodowo etyką filozofii zawarte w odrębnym liście,  jaki otrzymałem przed paroma godzinami. Ze względu na wagę jego argumentacji przedstawię go tu, w treści posta, aby nie zginął w natłoku licznych komentarzy. Oto list:

Poruszony przez Pana temat na blogu jest jak najbardziej aktualny. W bardzo wyważony sposób zasugerował Pan ważny problem, który jest przez wielu przemilczany, a przez wielu jest spychany i przechodzi z rąk do rąk Nikt jakoś nie kwapi się do tego, aby realnie z nim się zmierzyć. Pisze Pan o perwersyjnych zabawach jakich dopuszczają się dziś młodzi ludzie. To prawda, że traktują oni seks jak eksperyment słabo zresztą kontrolowany. Dla nich nie ma on większej wartości niż tylko zabawa. Amerykański psycholog, John Lee wyróżnił coś takiego jak miłość ludyczna. Ludus traktuje miłość i seks jak zabawę. Drugi człowiek traktowany jest jak przedmiot, którym można się pobawić, a kiedy znudzi się lub też zaczyna sprawiać kłopoty wtedy rzuca się go w kąt jak niepotrzebna lalkę. Miłość jako zabawa to forma gry, gdzie nie ma żadnej odpowiedzialności. Liczy się tylko i wyłącznie dobra zabawa, przyjemność i satysfakcja czerpana z chwilowych doznań. Skąd bierze się taki obraz miłości. Wynika ona z pewnych przemian jakie dokonały się niestety w naszej kulturze zachodniej. Kiedyś miłość, mówiąc najbardziej ogólnie, wiązała się z odpowiedzialnością, a dziś niestety oderwano je od siebie. Pozostała sama miłość karykaturalnie pojmowana jako zabawa, gra miedzy dwojgiem ludzi, którzy pogubieni i sfrustrowani próbują jakoś zaznać jeszcze czegoś przyjemnego, ot na osłodę życia. J. Lee mówi jeszcze o miłości pragmatycznej. Jest to miłość oparta na zysku i kalkulacji. Jestem z drugim człowiekiem na tyle, na ile bycie z nimi przynosi mi jaką korzyść, przeważnie chodzi tu o korzyść materialną. Moim zdaniem dziś pośród młodych ludzi dominuje tendencja do traktowania miłości, przede wszystkim jako wolnej gry, zabawy. Świadczy o tym dobitnie zabawa w ”słoneczko”, która jest niczym innym jak tylko grą na własnej seksualności. Ta zabawa jak widać młodym przyniosła dużo radości, ale i konsekwencje jej teraz są opłakane. Ciąża i dzieci jak konsekwencje „słoneczka „ (o ironio!) . Myślę, że młodzi dziś są na tyle pomysłowi, że wymyślą ( może nawet niebawem) jeszcze nie jedna taką zabawę seksualną, która dla nas dorosłych będzie prawdziwym testem wytrzymałości. To wszystko to tylko konsekwencja pojmowania seksu jako gry i niczego więcej.      Młodzi ludzie nie widzą w tym żadnego problemu. Jedna z osób komentujących pański tekst powiedziała, że młodzi nie znają granic, nie mają poczucia przyzwoitości. Nie mają to prawda. Pan pyta dlaczego nie mają. Nie chcę silić się na odpowiedź na to pytanie, bo to mnie osobiście przerasta. Powiem tak: jest ogólny kryzys wychowania i autorytetu. To racja co Pan pisze, zgadzam się w tym w 100%. Ten kryzys odbija się na młodych ludziach, którzy za autorytet uważają np. celebrytów, ludzi moim zdaniem pogubionych, sfrustrowanych, to oni w moim przekonaniu są wzorcem dla traktowania miłości i seksu jako zabawy wolnej od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Katarzyna Lubelska napisała dobry tekst, Miłość w czasach pop kultury, polecam to wszystkim. Książka ta świetnie pokazuje jak media kształtują dziś wizerunek miłości i jakie to ma konsekwencje dla człowieka, nie tylko młodego, ale i starszego, któremu też media potrafią skutecznie zamieszczać w głowie.
Pisze Pan o przygotowaniu do życia w rodzinie. To przygotowanie do życia w rodzinie dokonuje się pod auspicjami Kościoła. To racja. Uczą tego ludzie po studiach teologicznych, katecheci, osobiście jestem przeciwko temu aby katecheta uczył takich rzeczy, aby wprowadzał młodzież w świat wychowania, rodziny. Niech będzie to pedagog czy psycholog, ale nie teolog. Nie odmawiam tu prawa teologom do nauczania czym jest rodzina i życie małżeńskie. Ale o ile wiem to teologia jest nauką o Bogu, a nie o życiu w rodzinie. Ktoś powie, że zawężam rolę teologii do jednego obszaru – niech mu będzie. Przyjmuje z pokorą taką krytykę. Niektórzy zamiast wychowania do życia w rodzinie proponują wychowanie seksualne. Osobiści uważam, że trzeba znaleźć złoty środek. Połączyć wychowanie do życia w rodzinie z wychowaniem seksualnym. Nie można tej sprawy zostawać na boku. Przedmiot ten powinien mieć właśnie tę nazwę : wychowanie do życia w rodzinie. Kiedyś słuchałem co moja koleżanka mówi do ludzi na lekcjach wychowania do życia w rodzinie i przeraziłem się poziomem argumentacji i głupotami jakie tam padały. Niewiedza, ignorancja jest źródłem nieszczęścia i tragedii wielu ludzi. Trzeba mieć świadomość co do swojej własnej seksualności, bez tego nie można jej właściwie przeżywać. Spychanie tego problemu nie jest dobrym rozwiązaniem. Ideologizowanie go też nie jest na miejscu. Dlatego trzeba szukać stale złotego środka miedzy tymi skrajnościami. Trzeba mówić o seksualności i seksie, tylko mówić odpowiedzialnie i roztropnie, tak aby nie zrażać ani też aby nie rodzić przekonania, że seks to tylko zabawa, gra, w którą można pograć i zostawić potem bez konsekwencji. Nie tędy jest chyba w tym wszystkim droga. Kościół obawia się lekcji wychowanie seksualnego, boi się chyba tego, że wiedza o seksualności, może doprowadzić do zakwestionowania wielu norm etyki seksualnej, którą tradycyjnie promuje Kościół. Powiem tu jednak, że z wiedzą, czy bez tej wiedzy normy te już dawno zostały poddane w wątpliwość. Badania statystyczne pokazują, ze seks przedmałżeński jest traktoAwany przez ludzi, deklarujących się jako wierzących jako coś normalnego i oczywistego, tylko niewielki procent twierdzi, że chce poczekać z tym do ślubu. Co ciekawe, spotyka się w literaturze przedmiotu i takie twierdzenia, że warto poczekać z seksem do ślubu nie tylko dlatego, że tak nakazuje nam religia, ale że jest to norma uzasadniona np. względami zdrowotnymi, czy bardzo indywidualnymi preferencjami. Okazuje się, że można poczekać. Sam ucząc etyki na studiach spotykam się bardzo często z pytaniem: – W czym tu jest problem?. Dlaczego Kościół stoi na stanowisku, że nie wolno uprawiać seksu, nawet jak się ludzie kochają. Pytają czy miłość nie jest tutaj warunkiem koniecznym i zarazem wystarczającym do tego aby seks uprawiać, gdzie tu jest mowa o przedmiotowym traktowaniu drugiego człowieka? Dla nich jest to sztuczny problem oderwany od doświadczenia.
Oni tego nie rozumieją i nie czują, dla nich norma ta nie posiada wewnętrznej mocy zobowiązującej. Mam trudności z odpowiedzą na to pytanie, szczególnie kiedy przychodzi mi to uzasadnić drogą tylko racjonalnej argumentacji. A taką przecież posługuje się etyka filozoficzna. Jestem czasem w kropce. Tu trzeba powiedzieć, że takie jest prawo Boże, ale jeśli tak powiemy to wchodzimy na obszar etyki religijnej, gdzie normy uzasadnia się autorytetem Boga, wtedy racjonalna debata się kończy. Młodych to nie bardzo przekonuje, zwłaszcza, że stoi za tym zupełnie inne doświadczenie. Nie chcę tu wychodzić w sprawę norm moralnych i tego dlaczego jedni je akceptują, a inni nie. Powiem tak: może niektóre normy są zbyt wygórowane, aby je człowiek zrealizował. Może nikt nie ma na tyle siły, aby podjąć się ich urzeczywistniania. Po prostu przekraczają one możliwości natury ludzkiej. Narzucone dokonują czegoś w rodzaju represji tej natury. A czy taka ma być moralność? Nie wiem. Za mało wiem, aby na to pytanie zasadnie odpowiedzieć! Przykład z życia:  Kiedyś rozmawiałem ze swoim kolegą księdzem, który uczy w liceum. Opowiadał, że kiedy próbował wyjaśnić młodym dlaczego powinni z tym poczekać do ślubu, to został wygwizdany. Kiedy opowiadał mi o retoryce za pomocą, której starał się dokonać tego dzieła, to już wcale nie dziwię  się, że został przez nich wygwizdany. Ja nie wiem czy sam potrafiłbym im to lepiej powiedzieć i w dodatku ich przekonać, ale to inna sprawa. Rozumiem, że problem jest trudny, jak już napisałem powyżej, trzeba tu roztropnego podejścia do sprawy, wszelkie skrajne posunięcia nie służą dobremu ustaleniu priorytetów i nauczaniu.
Sugestia jest taka: Trzeba rozmawiać o kłopotliwych tematach. Nie wolno ich spychać pod dywan, w przyrodzie nic nie ginie, a jak wraca to tylko ze zdwojoną siłą.  Na dzisiaj wielu brakuje odwagi i to po obydwu stronach. Tak po stronie rodziców jak i po stronie Kościoła. Dobrze, że są jednak tacy jak Pan, dla których nawet w perspektywie lokalnej ta sprawa leży na sercu. Ogólnie powiem tak: – Nie podoba mi się to, że kultura promuje pojmowanie miłości jako ludus, jako frywolnej i nieodpowiedzialnej zabawy. Raczej jestem skłonny traktować miłość bardziej poważnie niż tylko jako zabawę, która służy do doznania chwilowych przyjemności. Nie w tym  rzecz, aby tylko ciągle się bawić.
Piotr

Polecam ten tekst pod rozwagę zarówno młodym jak i starszym czytelnikom. Szczególnie rodzicom
i pracującym z młodzieżą nauczycielom i wychowawcom.

14 uwag do wpisu “Dokąd będziemy udawać…Ciąg dalszy

    • ~Tatul pisze:

      ~Ciężkie czasy, to jest sedno problemu. Jest takie obiegowe pytanie. Syn pyta ojca: – Tato, co ty mi możesz więcej powiedzieć niż to, co znajdę w Internecie?Trudne te dzisiejsze czasy . Zarówno dla dzieci, jak i dla ich rodziców pozostajacych w tyle za rozwojem techniki, za którą dzieci akurat nadążają.

      Polubienie

  1. ~Fahrenheit pisze:

    Bardzo trafny był ten fragment o tym, że wzorem dla młodzieży są celebryci i różne „gwiazdki”. Dobrze, jeśli tym idolem będzie osoba, która naprawdę chce coś powiedzieć itd. Gorzej, jeśli będzie to pusta osoba, która zrobiła karierę dzięki występowi w jakimś reality-show, która swoje samouwielbienie obwieszcza całemu światu…A wiadomo, jak ktoś jest czyimś fanem, to chciałby być taki jak on. I w ten sposób wychowanie, które kiedyś należało do rodziców przejmuje technika.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Fahrenheit, dziękuję za opinię na temat znaczenia autorytetów w zyciu młodych ludzi. Pozwolę sobie polecić tekst sprzed dwóch lat jakim podsumowałem to ważne zagadnienie:Proszę przeczytaćhttp://tatulowe.blog.onet.pl/Mali-ludzie-zabiegaja-o-presti,2,ID351869853,n

      Polubienie

  2. MariaDora pisze:

    Bardzo ciekawy tekst, i ten poprzedni, i ten. Wydaje mi się, że wprowadzenie religii do szkół spowodowało wielkie szkody. Wprowadziło właśnie pruderię. Przecież wszelkie lekcje przygotowujące do życia w rodzinie są natychmiast oprotestowywane przez kościół ze względu na to, że mowa tam o normalnej antykoncepcji. A wszystkie rządy jak dotychczas drżą przed kościołem.Probleme jest też chyba to, że mlodzież niewiele czyta i nie styka się w fabułach z problemami uczuć, zdrad, dramatów, nie kształtuje sobie wyobrażenia na ten temat.Współczesne pisma dla młodzieży to też nie dawna „Filipinka” czy „Razem”.Jakiś czas temu czytałam tekst, że młodzież obecna jest bardziej narcystyczna niż kiedyś i nawet napisałam na ten temat tekst na blogu.Tak sie też zastanawiam, czy nie jest tak, że młodzież nieraz ucieka z domu w sensie do towarzystwa, właśnie w związki i seks, bo ma nieprzyjazna atmosferę w domu. Rodzice lekceważą problemy, nie chcą porozmawiać, nie są w najmniejszym stopniu kumplami, nie organizują od dzieciństwa wspólnego spędzania czasu. I dziecko musi mieć wszystko poza domem. Maja w mieszkaniu swój pokój, często modne gadżety, ale nie maja praktycznie domu i ciepła rodzinnego.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Mario, bardzo mnie cieszy Twoje stanowisko w tej drażliwej sprawie. Nie ma dymu bez ognia – jak powiadają. Dom jest tu głównym odpowiedzialnym za to, co obecnie obserwujemy wśród naszej młodzieży i to od podstawówki aż po studentów. To o czym piszesz, to jest główna przyczyna tzw. pustki uczuciowej otaczającej naszą młodzież. Istnieją nawet badania wskazujące na to, że pod względem tego chłodu jesteśmy na samym końcu europejskiej ligi. Nie bieda materialna jest głownym problemem, a właśnie ta nędza uczuciowa panujaca w wielu polskich domach. „Zapracowani właściciele dzieci” mają inne preferencje.Pozdrawiam

      Polubienie

    • okatolicyzmzludzkatwarza@onet.pl pisze:

      Może jestem niesprawiedliwy, i – jak Autor bloga – powinienem przede wszystkim wspomnieć o zapracowaniu rodziców, ale ja jeszcze widzę inny bardzo ważny powód dla którego dzieci nie mają często w swoich domach tego co im naprawdę potrzeba – czyli prawdziwej miłości rodzicielskiej. Otóż jest tym pseudokatolicyzm, często niestety z prawdziwym mylony. Jego główną ideą jest iście „po ludziach” (a więc i po własnych dzieciach) do Boga, a nie „wśród ludzi”, „z ludźmi do Boga”…, nie liczenie się z uczuciami i planami innych tak, jak Bóg nie liczy się z naszymi uczuciami i planami… Religijność mająca swoje prawdziwe podłoże w egoizmie i skutkująca wyzbyciem się empatii. Rozprawiam się z nią na blogach (mój blog to: o-katolicyzm-z-ludzka-twarza.blog.onet.pl) ale jestem raczej dopiero na początku drogi do sukcesu… Dlatego każdy komentarz poparcia będzie dla mnie bardzo ważny… Pozdrawiam.

      Polubienie

  3. volumen pisze:

    W szkoła uczymy się wielu rzeczy, których później nigdy w życiu nie wykorzystamy, a to, co najistotniejsze, czego będziemy doświadczać niemal każdego dnia, czyli seksu – jest omijane szerokim łukiem milczenia.

    Polubienie

  4. ~stały pisze:

    Zgadzam się z tym co pisze Piotr. I prawda, że nie wiadomo co jeszcze młodzież wymyśli, nie tylko dotyczące seksu. Ale skąd to się wszystko bierze?. Ja nie czytam całej prasy, być może pomijam tą najwartościowszą. Nie zaglądam na wszystkie strony internetu. Czytam i oglądam to co akceptuję i ewentualnie to co poszerzy horyzonty mojej wiedzy. Ale w moim wieku mam już ukrztałtowany pogląd na wiele spraw i nic go już nie zmieni. Młodzież natomiast szuka swoich wartości. Ci najmniej krytyczni, podatni na sugestię mediów i znajomych są bombardowani hasłami o wolności seksu o demokracji (że wszystko im wolno) i o używkach jako legalnych narkotykach i karmieni są wszelką patologią, bo dla mediów jest to najbardziej nośny temat. Zakazy, nakazy nic nie zmienią. Młodzież trzeba wychować, tylko skąd mają brać dobre przykłady, żyjąc w tak zakłamanym świecie? Dawniej autorytetem dla dzieci byli rodzice a dzisiaj ojciec chcąc uświadomić wreszcie syna na tematy tabu mówi doń: synu musimy porozmawiać na poważne tematy a na to syn: to czego tato chciałbyś się dowiedzieć?

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~stały, dziekuję za wyrażenie zgodnej z naszymi opinii o poważnym problemie wychowawczym.Świat najpewniej pójdzie swoja drogą, a ci najbardziej niecierpliwi w poznawaniu życia zapłacą swoją cenę za błędy młodości i wytonują

      Polubienie

  5. ~Magda pisze:

    bardzo ciekawy tekst. ale sądzę, że oprócz celebrytów – autorytetów, duży wpływ na spojrzenie młodziezy na zycie mają filmy i seriale, z których niektórzy czerpią wzorce postepowania.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.