Wielkie Święto Małej Ojczyzny

   Przeżyliśmy wczoraj wielkie święto naszej Małej Ojczyzny Bogorii. Na uroczystej Mszy Świętej, której przewodniczyli biskupi sandomierscy , przy udziale setek księży i kilku tysięcy wiernych odbyła się koronacja łaskami słynącego obrazu naszej Matki Bożej Pocieszenia.

   Myślę, że zakrojone na szeroką skalę przygotowania przebiegły wzorcowo, a wszyscy zaangażowani w te przygotowania ludzie zdali egzamin z wyróżnieniem.

   Przygotowania duchowe prowadzone przez naszych księży, wsparte Misjami Świętymi poprzedzającymi koronację zmieniały nasz stosunek do życia i cementowały naszą wspólnotę budując to, co tak bardzo jest nam wszystkim potrzebne czyli solidarność, życzliwość i wiarę w to, że nie jesteśmy sami, że jest Ktoś, kto pomoże nam przezwyciężyć nasze kłopoty. Tę nadzieję odbudowali w nas prowadzący Misje Kanonicy Regularni z Krakowa i Gietrzwałdu  realizując opublikowany na stronie parafii Bogoria program 9 dniowych Misji. Wysłuchaliśmy wielu krzepiących nauk i odnowiliśmy akt chrztu świętego i przysięgi ślubnej. Codziennie przychodziliśmy na wieczorne rozważania kończone Apelem Jasnogórskim. Tu warto wspomnieć o  ciekawym zjawisku potwierdzającym potrzebę ciągłego urozmaicania obrzędów kościelnych o elementy dające ich uczestnikom, często głębokie przeżycia duchowe, jakich nie są w stanie dostarczyć inne środki przekazu.

   Prowadzący nauki misyjne Ojciec Jarosław Klimczyk CRL przywitał nas – zaskakującym poprzez nową formę – sposobem przedkładania naszej Pani Bogoryjskiej swoich próśb. Już na pierwszym spotkaniu, wychodząc z faktu, że Matka Boża przedstawiona na obrazie trzyma w ręku białą różę pomyślał, że skoro Ona lubi róże, to on przywiózł Jej z Krakowa trzy białe róże. Jedną od siebie – jako symbol próśb o dobre owoce tych misji, drugą od współprowadzącego Ojca Tomasza, a tę trzecią od tych wszystkich osób, których nie ma z nami w kościele. Każdy płatek róży czy innego kwiatu przyniesionego Matce Bożej na kolejne wieczorne rozważania niech będzie symbolem zanoszonych poprzez Jej wstawiennictwo próśb, czy podziękowań za doznane łaski, powiedział Ojciec Jarosław.

  Pięknie prowadzone rozważania, co jakiś czas przerywał drugi z ojców, ks. Kanonik Tomasz śpiewanym przy akompaniamencie gitary kanonem:

         Nie bójcie się żyć dla miłości

      Dla tej miłości warto żyć

  Cichutko śpiewane słowa przy kolejnych powtórzeniach nabierały mocy poprzez włączenie się w ten śpiew coraz liczniejszej grupy słuchaczy. Później kolejne rozważania i kolejny kanon. Po odśpiewaniu apelu i zakończeniu spotkania ludzie ociągali się z wyjściem z kościoła. Na kolejny apel przyszło już nieporównywalnie więcej ludzi, a wśród nich sporo młodzieży wyręczającej ks. Tomasza w śpiewaniu. No i dostawiano coraz więcej flakonów, aby pomieścić kwiaty przynoszone Matce Pocieszenia. Te kwiaty stanowiły przy okazji – nie wiem czy zamierzoną, czy przypadkową – scenografię dla przywiezionych przez kanoników Regularnych Relikwii Błogosławionego Stanisława Kaźmierczyka  i jego wizerunku, które towarzyszyły nam w czasie Misji. Nastrój tych wieczornych apeli udzielał się wszystkim czyniąc nas coraz lepiej przygotowanymi na to, co miało nastąpić. W dniu zakończenia Misji Ojcowie przekazali naszemu kustoszowi Sanktuarium, kanonikowi Andrzejowi Wierzbickiemu bezcenny dla parafii dar w postaci Relikwii Błogosławionego Stanisława Kaźmierczyka, który wkrótce ma być kanonizowany. W ten sposób dokonało się symboliczne spotkanie w naszym sanktuarium niezwykłych przyjaciół – Kanoników Regularnych Stanisława Kaźmierczyka z Michałem Giedroyćem, który został uwieczniony w jednym z ołtarzy bocznych naszego kościoła. Wzmocnieniu uległa też siła oddziaływania naszej świątyni. Oto co znalazłem na temat naszego Świętego Michała Giedroyća w Księdze Świętych:

 

MICHAŁ GIEDROYĆ

Zmarł 4 maja.

 

Kanonik regularny, XV wiek. Urodzony na Wileńszczyźnie w rodzinie książęcej. Wstąpił do Kanoników Regularnych od Pokuty, zwanych markami. Nowicjat spędził w Krakowie i tam pozostał do śmierci. Kalectwo uniemożliwiło mu studia i kapłaństwo, był zakrystianinem. Miał głębokie nabożeństwo do Chrystusa Ukrzyżowanego. Praktykował różne umartwienia. Spoczywa w kościele św. Marka w Krakowie. Michał Giedroyća jest zwany błogosławionym, chociaż oficjalnie proces beatyfikacyjny nie był przeprowadzony jednak kult trwa nieprzerwanie od Jego śmierci.

 

Patron zakrystianów, organistów i architektów specjalizujących się w budownictwie kościelnym.

 

Kraków

Kościół pw św. Marka pochodzi z XIII i XV w., przebudowany został w XVII wieku. Od XIII wieku do początku XIX związany był z zakonem marków. W ołtarzu głównym z początku XVII wieku znajduje się Krucyfiks z drugiej połowy XVII wieku., tło z widokiem Jerozolimy z blachy srebrnej z czwartej ćwierci XVIII w. Według legendy z tego krzyża miał przemówić Pan Jezus do Michała Giedroycia (musiał to być inny krzyż, Michał Giedroyć żył w XV wieku). W kościele znajduje się nagrobek bł. Michała Giedroycia z początku XVII w. W ołtarzu bocznym jest Jego obraz z początku XVII w. W kaplicy urządzona jest wystawa, pokazująca życie Michała Giedroycia.

 

Świętość Michała Giedroycia była tak niezwykła a opinie o świątobliwym jego życiu tak ustalone wśród ludzi, że zaraz po śmieci ludzie zaczęli się do niego modlić i wzywać jego wstawiennictwa u Boga. W związku z tym licznie odwiedzano jego grób. Świadczą o tym zapisy cudów zdziałanych dzięki jego wstawiennictwu u Boga. Świadectwem łask były również tabliczki wotywne zawieszane od dnia pogrzebu nad grobem Michała.

 

W latach 1521 – 1615 zapisano 18 cudów. Oto niektóre z nich:

 

         Człowiek chromy od urodzenia przywiedziony do grobu zdrowie nóg odzyskał.

 

         Anna, mieszczka krakowska w roku 1521 martwe dziecię urodziła. Sama z bólu zemdlała. Ukazał się jej Błogosławiony w białym habicie, zachęcił by z dzieckiem przyszła do jego grobu. Na jego grobie dziecko ożyło i sama wnet wyzdrowiała.

 

         W roku 1522 utonął w Spytkowicach chłopiec, lat 12. Rodzice znaleźli go dopiero trzeciego dnia. Ofiarowali go do grobu Błogosławionego i tam ożył.

 

A oto napis łaciński umieszczony na nagrobku Michała Giedroycia:

 

Szczęśliwy grobie, któryś okrył święte ciało,

Gdzie bł. Michał leży jeszcze cało

Ten to dróg Chrystusowych często naśladował

W Bożym przykazaniu wiernie się sprawował.

Za jego prośbą ślepi wzrok przejrzysty mieli,

Chromi chód, zdrowi, ci co w chorobie leżeli.

A jako będąc żywy, cudów czynił siła,

Tak po śmierci moc Boska więcej dozwoliła.

Ojcze Michale pojrzyj na nas z nieba

Ratuj swych i tych, których ratować potrzeba.

 

Pruszcz tak opisuje kościół św. Marka:

 

„Są też w tym kościele obrazy, osobliwie Krucyfiks, który rozmawiał częstokroć z bł. Michałem tegoż Zakonu zakonnikiem, także obraz drugi przy ścianie Panny Maryi, który wielkimi cudami słynie. Odpoczywa w tymże kościele ciało bł. Michała Giedroica księcia litewskiego, brata tegoż Zakonu. Przy tym ciele i grobie bł. Michała Giedroica tysięczne, jak za żywota tak i po śmierci, łaskawy Bóg przez zasługi tegoż bł. Michała z ufnością się uciekającym ludziom, łaski świadczy. Tu roku 1536 dnia 1 października imć pan Michał Garwaski, kapitan na ten czas pod dragonią Buławy Polnej, przybył i pod przysięgą w konsystorzu krakowskim wypełnionym zeznał jako w potyczce od wojska rosyjskiego zabrany, aż na stolicę prowadzony był. W tej niedoli bł. Michała Giedroica uciekłszy się, codziennie pięć pacierzy z nabożeństwem mawiał, nie bez skutku jednak prośby swojej, kiedy zaś wiekowładana tego Patrona protekcyja dziwnym sposobem z niewoli uszedł, i tu przyszedłszy, bł. Michałowi podziękowawszy, nam oznajmił”.

 

W podtrzymaniu pamięci Michała Giedroycia wielką rolę odgrywały w XVI i XVII wiekach jego życiorysy. W tymże czasie zaczęto też organizować w rocznicę śmierci uroczyste nabożeństwa. Najstarsze teksty modlitw ku Jego czci pochodzą z pierwszych lat XVI wieku. W XVIII wieku powstała koronka: „Koronka krótkiego i pokornego nabożeństwa na chwałę Troyce Przenajświętszej za łaski, dary i cuda liczne udzielone bł. Michałowi Giedroicowi zakonnemu bratu Kanoników Regularnych Błogosławionych Męczenników od Pokuty w Krakowie św. Marka Ewangelisty z życia jego zebrane i do druku podane”.

 

Imię bł. brata Michała umieszczano w kalendarzach obok św. Floriana.

 

Uroczyście obchodzono 500 rocznicę Jego śmierci. W procesji z Wawelu na Skałkę, obok relikwii świętych Wojciecha i Stanisława niesiono relikwie Michała Giedroycia. Papież Jan Paweł II w liście przesłanym z tej okazji pisał: „W sposób szczególny zachęcam, aby przy tym grobie modlili się ci, którzy dostąpili przywileju posługiwania świętej liturgii w rozmaitych warstwach. Niech zwłaszcza zakrystianie widzą w Michale Giedroyciu swój wzór”.

 

Najwięcej wizerunków Michała Giedroycia jest w kościele św. Marka w Krakowie. Z XVII wieku pochodzą: obraz przedstawiający 13 scen z Jego życia, obraz „Modlitwa św. Michała”, obraz „pogrzeb bł. Michała Giedroycia” oraz obraz „Adoracja Matki Bożej przez Michała Giedroycia i św. Kazimierza Królewicza”. W bocznych ołtarzach znajdują się antepedia z wyobrażeniem Michała Giedroycia. jest również gipsowa figura z XVII wieku.

 

Ołtarz bł. Michała Giedroycia jest w Bogorii (Sa). Znajduje się tam Jego obraz z XVIII wieku, przedstawiający Go w stroju zakonnym i w młodym wieku, modlącego się przed ołtarzem z Krzyżem. Kult Michała Giedroycia musiał być niegdyś szeroko rozwinięty, gdyż wielu parafian zna historię jego życia i modli się przed tym ołtarzem do niego.

 

   Przygotowania organizacyjne do uroczystości to wiele konkretnych zadań jakie należało wykonać wokół kościoła i na placu koronizacyjnym. Kto uczestniczył w uroczystościach koronacyjnych lub oglądał bezpośrednią transmisję w telewizji Trwam ten wie jak duże to było zadanie logistyczne i w jakim stopniu zostało zrealizowane. Ja jestem dumny z efektów przygotowań i osiągniętego przy tej okazji efektu promocyjnego naszej Małej Ojczyzny Bogorii. Ta ocena dotyczy również całej miejscowości gdyż nie ma kącika, w którym nie byłoby widać efektów starań o dobre przygotowanie się do wizyty tysięcy pielgrzymów i wszystkich mediów obserwujących i relacjonujących wydarzenia jakich byliśmy świadkami.

   Władze samorządowe Gminy Bogoria jak zawsze wcześniej, tak i teraz stanęły na wysok
ości zadania angażując wszystkie służby, od których zależało przygotowanie miasta do uroczystości jak i nasze bezpieczeństwo w czasie jej trwania. Ta gospodarność i zapobiegliwość naszego samorządu jest już szeroko znana w regionie, o czym świadczy choćby fakt wielokrotnego organizowania tu Wojewódzkich Dożynek Ekologicznych, w których już w następną niedzielę będziemy uczestniczyć.

   Tu opowiem jako anegdotkę zdarzenie jakie przytrafiło mi się w ubiegłym tygodniu. Otóż, gdy kupowałem farbę dla pomalowania swojego domu, znajomy właściciel sklepu zapytał mnie uprzejmie: – Po co panu farba, przecież w tej waszej Bogorii wszystko już jest zrobione? Roześmieliśmy się obaj, bo to być może był tylko marketingowy chwyt biznesmena, ale miły i warty opowiedzenia.

Mój internetowy znajomy prowadzący blog Ławeczka Volusia napisał tytułem komentarza pod poprzednim tekstem takie słowa:

Małe Ojczyzny – najpiękniejsze miejsce na ziemi, dla których…warto żyć…

   Czy zgadzacie się z tak postawioną tezą?

Koronacja

Ukoronowana Matka Boża Pocieszenia

     Ostatnia niedziela sierpnia obchodzona jest w mojej parafii jako Święto Matki Boskiej Pocieszenia, której wizerunek od blisko 400 lat stanowi serce ołtarza głównego naszego barokowego kościoła. Obraz namalowany przez Jana Sochera poza tym, że jest piękny posiada jeszcze tę  szczególną cechę, że oczy Matki Boskiej patrzą na każdego z nas  niezależnie od miejsca,  które zajmiemy w kościele. Ten fizycznie odczuwalny kontakt wzrokowy z Panią Bogoryjską sprawia, że odczuwamy jakby szczególne zainteresowanie Naszej Matki sprawami z jakimi do Niej przychodzimy. Takie to przecież  zwyczajne i bliskie wszystkim ludziom uczucie.
Idę do kościoła do kogo?
Matki, która wszystko rozumie,
Sercem ogarnia każdego z nas.
Ona zobaczyć dobro w nas umie
Ona jest z nami w każdy czas…   Czytaj dalej

Żeby już do szkoły…

      Krąży mi po głowie dziecięca pioseneczka śpiewana kiedyś przez Macieja Damięckiego:

 

Żeby już do szkoły, po prostu można było iść,

Żeby już do szkoły. Po prostu dziś, dziś, dziś.

Tam dzień wesoły, rozwija się jak polny mak,

– Chcecie iść do szkoły?

Też pytanie-tak, tak, tak

La, la, la, la, la, la ,la

La, la, la, la, la, la ,la

 

   Szkoła ze swoim odwiecznym porządkiem dnia regulowanym dzwonkami jakoś porządkuje życie tak uczniom jak i nauczycielom. Wszystko jest jasne. Jest rozkład lekcji, są nauczyciele, którzy kolejno pojawiają się przed uczniami, są wyznaczone sale, a więc i znane są kierunki wędrówki ludu po budynkach szkolnych i młyn się kręci. Do szkoły, do domu i tak w kółko. Dla bardzo wielu młodych ludzi  jest to bardzo dobre rozwiązanie, bo sami nie potrafią sobie niczego zorganizować, ani narzucić dyscypliny niezbędnej do odpowiedniego przygotowalnia się  do życia gdyby nagle możliwe było zrezygnowanie z chodzenia do budy.

   Kończą się wakacje, a dla nauczycieli to nawet dawno już się skończyły. Uczniowie jeszcze łapią wakacyjne słońce i wszelkie iskierki szczęścia w obiektywy swoich aparatów, czy telefonów komórkowych i pokazują to w galeriach Naszej-klasy. Na  profilach moich znajomych z N-k czy Facebooka widzę wiele nowych przyjaźni pieczętowanych promiennymi uśmiechami (i nie tylko), a także wiele pięknych miejsc, które odwiedzili. Przyjdą do szkoły pełni wrażeń i z wielkim zapasem energii potrzebnej do szkolnej harówy.

   Pytani o to czy tęsknią już za szkołą odpowiadają : – za szkołą to nie , ale za kolegami, a nawet nauczycielami (niektórymi)  to nawet bardzo tęsknią.

   My nauczyciele wiemy, że czeka ich ciężka harówa. Przynajmniej tych uczniów, którzy mają ambicję, aby być dobrymi uczniami, aby się przygotować do studiów. Wiemy też, którzy uczniowie przychodzą z powodu braku innej alternatywy i chętnie zamieniliby rozkład dnia zamieniając czas trwania lekcji z czasem trwania przerw – czyli 10 minut lekcji przegradzanych 45 minutowymi przerwami. Wtedy jakoś by funkcjonowali . Zdążyliby się spotkać z kim trzeba i załatwić setki spraw przez telefon. To wszystko już za parę dni.

   Znany wszystkim nauczycielom Janusz Korczak powiedział znamienne słowa, które warto przypomnieć – szczególnie nauczycielom – przed rozpoczęciem roku szkolnego:

O przeciążeniu szkolnym Europa biblioteki mnogie wypisała, a cała ta zawiła kwestia rozwiązuje się tak łatwo i szybko jeśli zgodzimy się przyjąć zasadę, że zadaniem szkół średnich nie jest nauka, a rozwój dziecka. Nie jest napychanie głów bezużytecznym balastem, a przygotowanie ich do życia, w które mają wstąpić jako dojrzali .

Uczniom warto przypomnieć wiersz J. Balińskiego, który na różnych akademiach zapewne wielokrotnie słyszeli:

 

Chcesz być czymś w życiu, to się ucz,

Abyś nie zginął w tłumie;

Nauka – to potęgi klucz,

W tym moc, co więcej umie. 

 

I zważ, nie popchną tego wstecz

Ani pochłoną fale,

Kto umiał choćby jedną rzecz,

Lecz umiał doskonale.

 

Zakończę moi kochani uczniowie tak:

 

Wakacje już za nami.

Teraz rozpoczynamy normalną wzajemną torturę.

Wasz belfer

 

  

Przykłady pociągają

   Zacznę od przysłowia:

   Słowa uczą, a przykłady pociągają.

   Prawda, że lapidarne, a jakie mądre? W dodatku okazuje się, że działa.

   Mamy już chyba  wszyscy dość niekończącego się widowiska na placu przed Pałacem Prezydenckim. Ostatnie wydarzenie ze słoikiem w tle dodało niesmaku nawet hierarchom kościelnym otwarcie popierającym żądania protestujących. Nasilają więc naciski na zakończenie sporu – oczywiście po ich myśli. Komentatorzy coraz częściej wskazują na postępującą w szybkim tempie utratę poparcia społecznego dla niedawnego Męża Opatrznościowego Prawdziwej Polski, którego OPATRZNOŚĆ  nam łaskawie oszczędziła. Ten mąż stanu, jako przywódca opozycji zajął się zupełnie czym innym niż obiecywał w kampanii prezydenckiej. Zamiast realizować trywialne hasło „PO PIERWSZE GOSPODARKA GŁUPCZE”, aby zapewniać pieniążki na przykład na pokrycie strat powodzianom, które obiecywał potroić, zajął się budowaniem kultu Wielkiego Prezydenta.

   W tym czasie Prezydent  RP podjął normalne działanie, a Rząd RP zapowiedział inwazję legislacyjną i jakieś tam reformy mające uzdrowić nasze finanse. Każdy więc coś robi w zakresie swoich obowiązków. Później ocenimy na ile się udało ratowanie kraju od zapaści finansowej i jej społecznych skutków. Takie nam niechybnie grożą jeśli nie przeprowadzimy sami niezbędnych cięć po stronie wydatków oraz jeśli nie powiększymy przychodów, bez dotkliwego dla ludzi podwyższania podatków.

   Pis chyba również zrozumiał jakie skutki przynosi „bicie piany”, której to czynności ostatnio się namiętnie oddawali ludzie spod tego znaku i aby nie oddawać resztek pola podjął parę inicjatyw, do których zaliczę propozycję Umowy z  Polakami wygłoszona przez Posła Girzyńskiego na jego blogu:

http://girzynski.blog.onet.pl/Umowa-z-Polakami,2,ID412506456,n

Przeczytałem i polecam wszystkim przeczytanie tego tekstu oraz komentarzy pod tym tekstem. Myślę, że p. Girzyński nie konsultował tego z ludźmi odpowiedzialnymi w Pis za ekonomię. Sporo się jednak dowiedział od czytelników na poruszane tematy.

   Ciekawą inicjatywę podjął również Pis w walce o wygraną w wyborach samorządowych ogłaszając konkurs Nasza Ziemia-Samorząd 2010, któremu przewodniczy sam Prezes.

http://www.pis.org.pl/article.php?id=17557

 Przykłady jednak pociągają. Pora pomyśleć o naszej wspólnej przyszłości. Przecież jeśli Pis wygra wybory samorządowe, a później i parlamentarne to Polska będzie już w innej sytuacji niż teraz. ( Zadłużenie obecnie wynoszące ok. 700 mld zł ma wzrosnąć w ciągu najbliższych trzech lat do 1000 mld. zł, a to wymusi skutki takie jak obserwujemy w Grecji i większości państw, które żyły dotąd ponad stan.) Jeśli więc uda się PO przeprowadzenie nigdzie nie lubianych reform, to będzie łatwo zdyskontować ten sukces np. hasłem: To dzięki nam, bo…i spokojnie sobie rządzić przez wiele kadencji. Jeśli mam rację, to zauważmy, że opozycja ma ważny dla siebie interes w tym, aby koalicji się powiodło.

   I jeszcze jedna podpowiedź – w sprawie pieniędzy -jaka nasunęła mi się w ostatnich dniach na wieści o sprzedaży rafinerii Możejki, sztandarowej inwestycji Pis mającej zapewnić niezależność energetyczną Polsce. Wydaliśmy na ten genialny pomysł ok. 10 mld. zł a teraz jeśli uda się to sprzedać za połowę tej sumy to będzie sukces. Przeczytajcie coś o tym interesie: http://szczesniak.pl/node/986

 Autor będący ekspertem rynku paliw i gazu dobrze wyjaśnia zawiłość tej inwestycji, ale można o tym przeczytać w różnych innych źródłach. Bogate źródła.

   Sprzedaż przyniesie pieniążki do budżetu , który ich pragnie jak kania dżdżu, ale powstają pytania kto zawalił? Kto wepchnął państwowo-prywatną spółkę Orlen w ten interes? Kto i dlaczego – już po zmianie rządu trzymał tę rękę w nocniku i prowadził tam działalność dopłacając miliardy z zysków osiągniętych przez Orlen w kraju? Z zysków powstałych poprzez monopolistyczną politykę zawyżanych cen, zdzieranych przecież z nas , klientów Orlen?

   Sporo pytań. Może by tak dać zatrudnienie przy szukaniu odpowiedzi na nie nowej  komisji sejmowej pod patronatem np. p Beaty Kempa, która zrobiła tak błyskotliwą karierę w poprzedniej komisji? A gdyby dołożyć tam na zastępcę p.Macierewicza? Uporali by się prędko i z pożytkiem dla nas.

Mamy prezydenta

  

   Doczekaliśmy się dużego i znaczącego święta państwowego i kościelnego łączącego w sobie wiele okazji do publicznych wystąpień Pana Prezydenta RP. Nareszcie mieliśmy okazję zobaczyć go w roli Głowy Państwa, Zwierzchnika Sił Zbrojnych a także pierwszego obywatela i gorliwego katolika w jednej osobie. Piszę nareszcie, gdyż już chyba wszystkim ciążyło jego milczenie , szczególnie w sprawach, o  których nagłośnienie dbali  jego konkurenci.. Pokazał się, przemówił, ściskał dłonie przychylnie nastawionych obywateli, jak i usłyszał wykrzyczane przez przeciwników słowo hańba!!! Odsłonił ponadto tablice upamiętniającą ofiary katastrofy samolotowej, przejął zwierzchnictwo nad wojskiem mianował generałów. Miał intensywny dzień pracy i myślę, że udany występ.

   Napisałem w poprzednim poście – cytując słynne łacińskie powiedzenie:

Roma locuta (est) causa finita (est) łac., Rzym przemówił, sprawa skończona, rozstrzygnięta; wypowiedź Kościoła jest wiążąca dla wiernych – o zupełnym braku reakcji  naszych polityków trwających w stanie wojny polsko – polskiej na tak wyraźne zajęcie stanowiska  w sprawie krzyża przez Prezydium Episkopatu Polski. Mało tego . Zacytowałem Prezesa Pis –u, który mieniąc się równym partnerem hierarchów  wskazał na zbieżność ich stanowiska ze stanowiskiem jego partii. Brakowało mi wczoraj stanowiska Prymasa jak i innych kluczowych postaci Kościoła instytucjonalnego. To podkreślało by rozdźwięk panujący wśród hierarchów w ocenie  tego, co w Polsce się dzieje, pomyślałem.

   Dzisiaj jesteśmy już mądrzejsi. Wiemy co powiedział Prymas w Częstochowie Czy jednak wiemy do kogo powiedział te mocne słowa? Kto powinien uderzyć się w piersi?

   O tym, że niektórzy mają  wątpliwości jak rozumieć wczorajszą wypowiedź Prymasa można wyczytać już dzisiaj na blogu p. Migalskiego:

Europoseł Pis Marek Migalski w najnowszym wpisie na swoim blogu w Onet.pl rozpoczyna polemikę na temat wczorajszej wypowiedzi prymasa Polski Józefa Kowalczyka. Duchowny mając na myśli spór o krzyż przed Pałacem Prezydenckim mówił o tym, że należy zakończyć tę „kompromitującą wojnę językową i postaw”. „Dość łatwo jest powiedzieć, że należy coś skończyć” – pisze Migalski dodając, że „niepodawanie sposobów jak to zrobić, wydaje się pójściem na łatwiznę”. „Prymasie, co oczywiste, tak powiedzieć nie wolno” – dodaje polityk PiS.

Polityk przytacza wczorajsze wypowiedzi abpa Kowalczyka, który uzasadniał swój apel o zakończenie wojny pod Pałacem, ponieważ w opinii prymasa kompromituje nas to na świecie. „Żeby usłyszeć takie słowa z ust prymasa? Warto było czekać” – dodaje zgryźliwie Marek Migalski.

 

   Sprawdziłem co sam Prezes Pis oświadczył w związku z wystąpieniem Prymasa, ale nie ma jeszcze reakcji Prezesa w tej sprawie. Jest za to kolejny krzyż na placu przed Pałacem. Konflikt trwa .

  

PS.

Wczoraj zupełnie przypadkowo wplątałem się w niechcianą rozmowę na temat słuszności żądań  pomnika dla Lecha Kaczyńskiego. Pis, którego wytrwałym orędownikiem był zmarły tragicznie Prezydent był właściwie jedynie przez Pis pozytywnie ocenianym politykiem.
Szukając materiału na temat oceny jego pracy dokonanej tuż przed katastrofą natrafiłem na taką oto ocenę:

Społeczny portret Lecha Kaczyńskiego w roku wyborczym.

http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2010/K_035_10.PDF

Bardzo pouczające materiały. Nie tylko o człowieku, którego dotyczą. Czytając, zastanówmy się kto i w jaki sposób rozbudował mit o człowieku Najlepszym prezydencie wszechczasów godnym Wawelu i monumentów w centrum Warszawy i nie tylko Warszawy jak myślę? Dlaczego tak wielu ludzi dało się owładnąć tym mitem na wyrost i tkwi w nim z uporem godnym lepszej sprawy?

Rzym przemówił…

  

   Wśród łacińskich sentencji znanych wszystkim prawnikom i nie tylko prawnikom  – mam nadzieję, że politykom także, jest słynne:

Roma locuta (est) causa finita (est) łac., Rzym przemówił, sprawa skończona, rozstrzygnięta; wypowiedź Kościoła jest wiążąca dla wiernych. 

  Etym. – oparte na św. Augustynie (Kazanie 131, 10).

   Długo czekaliśmy na stanowisko naszych Hierarchów w sprawie gorszącego przedstawienia wystawianego na scenie letniej zainstalowanej przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Wczoraj wreszcie pojawiło się stanowisko Prezydium Episkopatu Polski, które …niczego nowego nie wnosi oprócz powtórzenia żądań, jakie są wnoszone od dawna przez protestujących pod krzyżem. Nic więc dziwnego, że PiS czując za sobą tak wielką siłę poczuł się wzmocniony w swoich żądaniach . Ton wypowiedzi Prezesa PiS doskonale to potwierdza:

 Wieczorem na stronie internetowej PiS pojawiło się oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS twierdzi w nim, że stanowiska Prezydium Episkopatu Polski i metropolity warszawskiego oraz partii „nie są od siebie odległe”.  (Podkreślenie moje.)

 

Prezydium Episkopatu wezwało przecież do rozpoczęcia poważnego dialogu i podjęcia odpowiedzialnych decyzji, zmierzających tak do rozwiązania narastającego konfliktu wokół krzyża, jak i do podjęcia konsultacji społecznych w sprawie wzniesienia pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz pozostałych ofiar smoleńskiej katastrofy. Tak samo oświadczenie Komitetu Politycznego PiS mówiło o potrzebie postawienia pomnika ofiar kwietniowej tragedii” – twierdzi Kaczyński.

 

Godne upamiętnienie tych, którzy zginęli, lecąc do Katynia, pozwoli zakończyć ten niepotrzebnie eskalujący się spór. Powstające inicjatywy społeczne stwarzają po temu szanse. Aby tak się jednak stało, potrzebna jest szybka decyzja prezydenta RP” – podkreślił prezes PiS.

 

   Teraz pozostaje tylko uzgodnić (kto z kim ma to zrobić?) ilość oraz wielkość tych pomników i tablic, rodzaj materiałów z których się to wykona, godną lokalizację i obowiązek odprawiania przy nich co miesiąc rytuału składania wieńców i wygłaszania przemówień itd. Ironizuję? Nie ! Tak postawione warunki będą sprzyjać niekończącej się tragifarsy. To zarzewie nieustającego konfliktu. Przy krzyżu przed Pałacem Prezydenckim będą nadal trwały dopracowane już w szczegółach  zajęcia „okupantów” tego kawałka ziemi, którzy nie dadzą się ruszyć dopóki nie zostanie spełnione ostatnie ich żądanie. Jakie ono będzie? Tego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Oni zajęli dobrą pozycję negocjacyjną i nikogo się nie boją, ani z nikim się nie liczą. Jeśli wczoraj na fali sprzeciwów wobec wmurowania zbyt małej tablicy pojawiły się żądania, aby krzyż przenieśli w uzgodnione miejsce sami Hierarchowie to już nic nas nie może zadziwić. Może pora zapytać  samego Papieża o ocenę problemu, a także poprosić go o rozstrzygnięcie pozwalające utrzymać w mocy to słynne łacińskie powiedzenie?

 Czy nasi „prawdziwi katolicy” posłuchają woli Ojca Świętego?

Roma locuta causa finita?????

Nocne Polaków o Krzyżu rozmowy

  Wczoraj wieczorem otrzymałem list od zaprzyjaźnionej autorki bloga kończący się słowami: –Ech, idę przed TV, bo za chwilę program „Big Brother” spod krzyża.   Odpisałem naprędce i sam też zasiadłem przed telewizorem. Przez cały dzień dochodziły do mnie nawoływania RM do swoich słuchaczy o przyjście na godzinę 20 –tą pod krzyż, aby wspomóc obecnością i modlitwą obrońców krzyża wobec zapowiedzianego na 23-cią zgromadzenia przeciwników tej lokalizacj krzyża skupionych wokół inicjatywy „Akcja Krzyż” zainicjowanej przez Dominika Tarasa. Pozostałe media również informowały o tym, co ma nastąpić. Podobnie jak tydzień wcześniej włączyłem TVPInfo . Kto oglądał sprawozdanie na tym właśnie kanale, ten słuchał również tych samych co ja wypowiedzi zaproszonych gości.

   Poprzednie własne komentarze oceniające próbę przeniesienia krzyża do kościoła Św. Anny chyba każdy pozostawi bez korekty. No, jeśli trzeba być rzetelnym w przekazywaniu odczuć to trzeba przyznać, że tym razem policja i służby porządkowe dobrze zabezpieczyły jedną jak i drugą grupę protestujących. Uniknięto prowokacji i bezpośrednich ataków dzięki czemu, poza paroma rozbitymi nosami nic poważnego się nie stało.

   Było raczej niepoważnie, śmiesznie , zadymiarsko czasami , ale nie wszystkim było do śmiechu. Nieprawdą jest też, że nic poważnego się nie stało. Wystarczyło posłuchać księdza Bonieckiego- redaktora naczelnego Tygodnika Powszechnego, który ocenił tę zadymę jako pewien przełom prowadzący do koniecznej już teraz rozmowy o rozdziale Państwa od Kościoła, do której jesteśmy kompletnie nieprzygotowani. Żadna ze stron nie jest w stanie przekonać drugiej o korzyściach płynących z pozostawienia relacji wzajemnych bez zmian. Podobnie widział to profesor Papieskiej Akademii Teologicznej. Dziennikarze nie widzieli  również dobrego wyjścia z tej sytuacji. W całej relacji dopatrzyłem się ponadto wielu wątków, na które i ja zwracałem uwagę – co przyniosło mi jakąś, gorzką raczej satysfakcję.

   Dla przykładu podam , że rola mediów w kreowaniu tego kryzysu jest coraz mocniej akcentowana przez coraz szersze kręgi analityków i zwykłych obserwatorów. Jeśli wspomnieć chwile po katastrofie samolotu, w czasie których poszczególne rozgłośnie i stacje radiowe delegowały do obsługi wydarzeń wypróbowanych i zaprawionych w prowadzeniu podobnych relacji z czasów śmierci Jana Pawła II to jasno widać, że realizowali oni niemal identyczny scenariusz, nie bacząc na różnice pomiędzy osobami, które przychodziło nam żegnać. To wtedy narosło mnóstwo mitów i pojęć rzucanych na wyrost , których umarłym się zazwyczaj  nie żałuje. Mówiono o tragedii wynikającej z tego, że zginęła elita narodu. Pytano co teraz z nami będzie? Szybko powiązano ze sobą celową eksterminację elity narodu w Katyniu, czy w Powstaniu Warszawskim z tą tragedią, co nasunęło amatorom spiskowej teorii dziejów łatwe skojarzenia co do autorstwa wszystkich tych nieszczęść.  I tak wykreowaliśmy sobie problem. Nastroje większości ludzi szybko wróciły do punktu wyjścia, ale politycy postanowili kuć żelazo póki gorące i zdyskontować stan nastrojów społecznych dla zdobycia dodatkowych głosów w tej przyspieszonej i dziwnej kampanii prezydenckiej. Resztę już znamy. Spadkobierca tradycji przegrał, ale nie czuje się przegrany. Mąci, podgrzewa nastroje.

Czy Świętej pamięci Lech Kaczyński był tej klasy osobowością co Ojciec Święty Jan Paweł II? Oczywiście , że nie. Przed katastrofą miał bardzo niskie i raczej negatywne notowania odnoszące się  do sposobu sprawowania władzy. Nie da się tego wytłumaczyć w taki sposób jak to czyni PiS, że to z powodu agresywnej postawy mediów, niesprawiedliwie oceniajacych zasługi prezydenta. Władze nad publicznym radiem i telewizją miała do dzisiaj (nomen omen) PiS ze swoimi przystawkami z dawnej wstydliwej już teraz koalicji z Samoobroną i LPR.

   Dzisiaj , w rocznicę tragedii wchodzi w życie Mała Ustawa Medialna: http://ustawamedialna.pl/   pozwalająca na dokonanie zmian we władzach tych mediów.  W tej chwili, gdy piszę mamy już nowego Prezesa KRRT. Czy teraz będzie sprawiedliwiej? Czy nowe władze mediów publicznych zachowają misję przypisaną tym mediom w zakresie edukacyjnym czy kulturalnym? Czy podobnie jak za czasów poprzednich władz będą trąbić jedynie za swoimi i w sprawie swoich?

  Panuje dość znane powiedzenie , że ten kto ma władzę nad mediami ten przegrywa. Chyba jest w tym dużo prawdy, bo widzimy to na przykładzie czwartej już przegranej Jarosława.

   Każda nowa władza chce mieć decydujący wpływ na media. Czy obecne rozdanie w tym zakresie ma szansę na obiektywizm i pozostawienie mediom niezależności? Zobaczymy.

Warto uczyć się na błędach, i to w dodatku cudzych. Wiemy jednak, że powiedzenie mądry Polak po szkodzie znalazło jednak nową wersję:

Zaś prawdę tę każdy z nas kupi,

Że Polak przed szkodą i po szkodzie głupi !

 

Ps.

Dedykowałem kiedyś Prezesowi PiS kilka aforyzmów , po tym jak użył aforyzmu J.Piłsudskiego w wieczór powyborczy. Był tam aforyzm Napoleona:

Armia baranów, której przewodzi lew jest silniejsza od armii lwów prowadzonych przez barana.

   Po wczorajszych demonstracjach wiemy, że armia to nie tylko barany, ale i ludzie młodzi, wykształceni i inaczej rozumiejący hasło Polska jest najważniejsza  niż to, co próbuje z uporem godnym lepszej sprawy lansować LEW, stawiający tylko siebie na czele Polski. Młodzi mają do dyspozycji Internet i mogą się skrzyknąć, aby spotkać wszędzie i w każdej sprawie.

Dzisiaj już Prezes był uśmiechnięty. Gdy przyszedł na plac ze swoją gwardią przyboczną złożyć wieniec pod krzyżem powitano go skandowaniem: – Jarosław! Jarosław!

To poprawiło mu humor. Czy na długo? Po południu następne lewicowe demonstracje.

 

  

 

 

Wiekopomna chwila… z Bronisławem Komorowskim w roli Prezydenta RP…

Nadejszła wiekopomna chwiła...
Czy pamiętacie te słowa wypowiadane przez Pawlaka, kluczową postać filmu Sami swoi, który  ćwiczył przemówienie na otwarcie Domu Polonii w Chicago?  Ta udana komedia obyczajowa stanowiła znaczącą pozycję na liście dzieł, które niemal każdy chciał obejrzeć. Śmialiśmy się z postaw Kargula i Pawlaka , którzy przenieśli odwieczny konflikt sąsiedzki w nowe miejsce, bo chcieli mieć… swojego wroga. A tę wyprawę Pawlaka do sądu z granatem pamiętacie? Pawlak chowając do kieszeni granat wygłosił swoje credo:  bo… sprawiedliwość – sprawiedliwością, a racja musi być po naszej stronie!
Takich momentów było bardzo wiele i każdy kto pamięta tamte czasy może cytować kolejne perełki słowne stworzone przez tych  ludzi, (a zwłaszcza tego mniejszego – Pawlaka)  zwanych potocznie pieniaczami.
Z kogo się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie!!! – Mawiał gorzko Nikołaj Gogol i miał rację!
Po co ten wstęp?

   Ano po to, aby pokazać kolejną parę aktorów zaprzątających naszą uwagę swoimi wyczynami  realizowanymi na scenie ogólnonarodowej. Domyślacie się kto jest współczesnym Pawlakiem, a komu przypada rola Kargula? Spektakl miał już wiele odsłon. Każda następna coraz bardziej angażowała naszą uwagę. Dzisiaj mieliśmy kolejną odsłonę, bowiem właśnie… nadejszła wiekopomna chwiła
i przeżyliśmy dzień zaprzysiężenia wygranego w tym sporze Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Bronisława Komorowskiego.
Cała Polska oglądała tę ważną uroczystość tylko Kargul (Jarosław Kaczyński) nie miał na to czasu,  bo był zajęty swoimi sprawami. Hasło Najważniejsza jest Polska odeszło jak widać do archiwum tak, jak wykreowany dla celów kampanii ocieplony wizerunek dobrego Polaka i katolika, gołębia pokoju i takie tam…  No bo czy te atrybuty mogą mu się jeszcze przydać?
Obserwując przebieg uroczystości utwierdziłem się w przekonaniu, że doczekaliśmy się dobrego Prezydenta, który dobrze i mądrze mówi oraz świetnie się prezentuje. Budzi zaufanie i nikt chyba nie posądza go o to, że będzie latał z granatem w kieszeni głosząc to użyte w filmie zawołanie:
Sprawiedliwość – sprawiedliwością, a racja musi być po naszej stronie!
 Dla mnie najważniejszą częścią uroczystości zaprzysiężenia była Msza Św. koncelebrowana przez Prymasa Polski i Metropolitę ks. Arcybiskupa Nycza, który wskazując na przypadkowy splot historycznych wydarzeń przypadających na dzień 6 sierpnia oraz na kościelne Święto Przemienienia Pańskiego apelował o przemianę właśnie i takie sprawowanie Urzędu Prezydenta, które pozwoli udźwignąć ciężar obowiązków i łączyć, a nie dzielić Polaków.
Abp. Nycz w homilii przypomniał biblijną opowieść o królu Salomonie, który jako młody władca nie prosił Boga o bogactwa, długie życie, ani zgubę dla nieprzyjaciół, ale o „serce pełne rozsądku dla rozróżnienia dobra i zła”. Zapamiętajmy te słowa…
– Panie prezydencie – powiedział metropolita, zdajemy sobie sprawę, ile będzie spraw trudnych i odpowiedzialnych, dotykających spraw moralnych, gdzie trzeba będzie sercem pełnym rozsądku sądzić ludzkie sprawy. Dodał jeszcze, że mądrość to nie tylko wiedza i wykształcenie, ale właśnie owo serce pełne rozsądku.
Salomon dzięki tej mądrości otrzymał wszystko inne, o co nie prosił. Taka jest Boża ekonomia – dodał duchowny.

Sierpniowe rocznice – Powstanie Warszawskie

 W piątek, a więc w przeddzień obchodów kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego ktoś udostępnił na fejsbuku zdjęcie zasłużonej łączniczki z opisem jej dokonań. Pod tym materiałem ktoś inny zamieścił obrzydliwy i wulgarny komentarz. Ktoś inny odpowiedział mu podobnymi w formie i treści słowami, których nie warto cytować . Dodałem tylko link do piosenki : Dziś idę walczyć mamo – https://www.youtube.com/watch?v=sqlPPQM2f7M

Dodałem też swój komentarz: Bez komentarza, bo zbędny…
Czekam na odzew, a w międzyczasie udostępnię swój tekst sprzed 5 lat. Nie otrzymałem do dzisiaj przekonującej  odpowiedzi na postawione tam pytania. Może tym razem…

Sierpniowe Rocznice

Sobotni ranek przyniósł wspomnienie nadzwyczajnego wydarzenia sprzed  lat. Radio już w pierwszych porannych audycjach nawiązywało do wydarzeń 1 sierpnia 1944 r. Telewizja Polska pokazała film w reżyserii Janusza Morgensterna z 1979 roku pt. Godzina „W”. Przypominałem sobie ten film w miarę oglądania kolejnych scen. Młodzi ludzie – piękna Ewa Błaszczyk jako łączniczka i sanitariuszka była jakby odzwierciedleniem upływającego czasu – przekonująco odgrywali swoje role mocno zaangażowanych w konspiracyjne działania żołnierzy. W sposób naturalny niemal cieszyli się z nadchodzącej Godziny „W” . Powtórnie oglądanie tego filmu, zrealizowanego przecież na długo przed demokratycznymi przemianami jakie przyniósł nam rok 1989, już samo w sobie było interesującym przeżyciem. Jeśli uwzględnić całą wiedzę o powstaniu jaką udało mi się przyswoić w tzw. międzyczasie to muszę przyznać, że dzisiejszy dzień i pytania jakie mnożono we wszystkich mediach mocno mną poruszyły. Nawet w kościele ksiądz przybliżający okres w jaki wchodzimy raczył zwrócić uwagę na dzisiejszą rocznicę, na zbliżającą się rocznicę Cudu nad Wisłą, na wydarzenia sierpniowe, z których wyrosła Solidarność… Sporo tego, co? I pytania, pytania…
– Czy tamten zryw miał sens polityczny, militarny, każdy?
– Jak wyglądała by Polska gdyby powstanie się udało?
– Jak wyglądała by Polska gdyby do powstania nie doszło?

– Czy dzisiejsza młodzież jest na tyle patriotyczna, aby tak samo odpowiedzieć na wezwanie zniewolonej Ojczyzny jak pokolenie Kolumbów?

– Czy SIERPIEŃ, miesiąc żniw, wpisany jest jakoś w naszą historię zrywów?

– Czy sierpniowe zrywy przyniosły spodziewany plon tego, co posiano wcześniej?
Takich pytań nasuwa się mnóstwo. Dużo jest też odpowiedzi formułowanych przez ekspertów różnych dziedzin nauki i różnych orientacji politycznych. Tu też ma zastosowanie nasze uniwersalne prawo, z którego wynika, że: – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wszystkie te wydarzenia były przecież kulminacją tego, co przeżywano w tamtych czasach. Bunt przeciw ciemiężycielom narastał wystarczająco długo, aby sprawni przywódcy mogli go odpowiednio zorganizować i skierować przeciw okupantom. Młodzi powstańcy byli ponadto uczniami czy studentami szkół, w których wychowanie patriotyczne i obronne (PW) miało zupełnie inny niż obecny wymiar i zakres. Powstańcy w taki, czy inny sposób angażując się w ruch czynnego lub nawet biernego oporu jak np. sabotaż i inne formy zorganizowanej działalności przyjęli godzinę „W” jako spełnienie oczekiwań. Oni wierzyli, że zwyciężą jeśli tylko podejmą walkę z całym zaangażowaniem. Bezgranicznie ufali swoim dowódcom. Skutki wszyscy znamy. Wiele z pytań jakie dziś stawia się znawcom przedmiotu nie znajdzie wyczerpującej odpowiedzi, bo nikt nie pokusi się o przewidywanie w rodzaju : – co by było gdyby…? My Polacy mamy w narodowym dorobku jeszcze i taki zryw, na jaki nikt bez mała się nie zdecydował. Czy inne narody podziwiają nas za to? Myślę, że inne narody wciąż mało o tym wiedzą, bo bardziej było znane powstanie w getcie warszawskim niż nasz narodowy zryw. Niezależnie od oceny Powstania Warszawskiego dobrze się stało, że Prezydent Warszawy Lech Kaczyński tak mocno zaangażowany w sprawę budowy Muzeum Powstania przyczynił się do upowszechnienia tej wiedzy. Głównie wśród młodzieży szkolnej, która tłumnie, bo w ruchu wycieczkowym odwiedza tę placówkę.
Czy dzisiejsza młodzież przypomina w czymś swoich warszawskich rówieśników z 1944 roku? Ja myślę, że uwzględniając różnice cywilizacyjne młodzież zawsze jest taka sama. Nie ma co porównywać dzisiejszego dość dostatniego życia w stabilnym demokratycznym kraju z życiem w tamtej Polsce. Od wojny szczęśliwie upłynęło już wystarczająco dużo lat, aby wychować dwa pokolenia myślących właściwie tylko o sobie i swoich sprawach obywateli. Ucząc przez ponad 20 lat przedmiotu przysposobienie obronne w szkołach średnich byłem świadkiem stopniowego przeobrażania się programu nauki tego przedmiotu, polegającego na stopniowym odchodzeniu od problematyki wojskowej, czy wojennej w kierunku obrony cywilnej. Obecnie niemal połowa wymiaru lekcji dotyczy pierwszej pomocy przedlekarskiej. W pozostałych tematach sporo miejsca zajmują problemy bezpieczeństwa wobec zagrożeń cywilizacyjnych jak skażenia i zakażenia czy klęski żywiołowe. I tak ma być. Wychowujemy do współistnienia i współpracy międzynarodowej, a nie do wojny. Kształtujemy zupełnie inny rodzaj patriotyzmu niż ten preferowany w II Rzeczpospolitej . Dzisiaj trzeba żyć i rozwijać się dla Ojczyzny, a nie walczyć orężem i ginąć dla Niej.
Młodzi ludzie odczuwający potrzebę życia w sposób zorganizowany mają duże możliwości spełniania się w organizacjach paramilitarnych jak choćby reaktywowany Związek Strzelecki „Strzelec”, czy też poprzez przynależność do dwóch związków harcerskich. Istnieją również inne formy działania na rzecz podnoszenia umiejętności obronnych. Dla zainteresowanych.  Ważne, aby politycy, którzy wszystkie nasze manifestacje i strajki potrafili bez przelewu krwi przekuć w formy państwa demokratycznego, zakotwiczonego w paktach obronnych i polityczno – gospodarczych Europy i Świata znaleźli swoich dobrych kontynuatorów. Ważne, aby to, co jeszcze doskwiera w naszej młodej demokracji zmieniać pokojowo i ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie jak się marzy niektórym. Marzy nam się wszystkim jedno wezwanie i dążenie: Nigdy więcej wojny!!! I to nie tylko w naszym kraju.
W czasie gdy trwała wojna w byłej Jugosławii w naszej telewizji pokazywano program skierowany przeciwko wojnie. Zapamiętałem śpiewany przez wszystkich występujących artystów utwór do wiersza Wojciecha Młynarskiego Odgłosy wojny, którego fragment tu przytaczam:

Dłoń mej Córki piłkę chcąc chwycić
nagle ściska się niespokojnie,
na ekranie ranni, zabici,

Córka pyta czy będzie wojna ?

Fonia wzmacnia wystrzałów echo,
wizja zbliża krew na ekranie,
mowie: Córko, to tak daleko
i wiem, że kłamię…
Jak bolesne szkło pod powieką
kaleczące źrenicę bystrą
wojna nigdy nie jest daleko,
wojna zawsze jest bardzo blisko.

Blisko skroni i blisko serca,
blisko mózgu, blisko sumienia,
blisko myśli, co mózg przewierca:
gdzie jest rada, gdy rady nie ma ?

Blisko klonów na mej ulicy,
skweru, co się może stać grobem,
blisko leku i znieczulicy
i skargi Niobe.

Jak bolesne szkło pod powieką
kaleczące źrenicę bystrą
wojna nigdy nie jest daleko,
wojna zawsze jest bardzo blisko…