Ogórki

  

   Martwili się politycy o rezultat wyborów, bo przecież mamy wakacje. Ano mamy. Już jesteśmy po wyborach. Fala emocji wywołana kampanią na szczęście opadła. Politycy przystąpili do normalnej pracy, a my spełniwszy dość dobrze swój obywatelski obowiązek również wróciliśmy do codziennych zajęć. W mojej Jedynce Polskiego Radia słucham codziennie popularnej audycji Lato z Radiem, w której uśmiechnięci – co się czuje, dziennikarze starają się umilać czas słuchaczy wciągając ich w różne zabawy i konkursy. Telewizja już od początku wakacji nadaje powtórki popularnych seriali, bo wiadomo – wakacje. Sezon ogórkowy w pełni. Nawet programy publicystyczne obniżyły ton i złagodziły wypowiedzi na temat zagrożeń dla naszej gospodarki po raporcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który widzi nasze zaniedbania w zakresie reformowania systemu emerytalnego i pilną potrzebę uzdrowienia naszych finansów publicznych, ale poza tym wyraźnie nas chwali za styl w jakim radzimy sobie ze skutkami światowego kryzysu. To ważna informacja dla inwestorów i finansjery światowej udzielającej nam kredytów. Poprawią się nasze notowania, wzrośnie zaufanie do naszej młodej jeszcze, ale zdającej kolejne próby demokracji. Będzie dobrze. Coraz lepiej.

   Może nadeszła już pora aby Polacy dołączyli do nieco znudzonych społeczeństw krajów będących dla nas od zawsze jakimś punktem odniesienia. Po co dręczyć się śledzeniem wskaźników ekonomicznych kraju czy porównywać się do innych. Co nam daje śledzenie poczynań takiej czy innej komisji śledczej? Dlaczego dajemy się bulwersować jakimś sensacyjnym przedstawianiem różnych przekrętów i afer? Są odpowiednie organy do śledzenia takich numerów, niech więc spełniają swoje powinności.

Pilnujmy swoich spraw. Dzielmy mądrze czas pomiędzy pracę i wypoczynek, pomiędzy świat zewnętrzny i nasze potrzeby wewnętrzne, pomiędzy …

Co mnie naszło? Czy nadmiar słońca tak działa?

   Dziś w nocy moja blogowa przyjaciółka „Brzoza” nadesłała z USA jako jedyna komentarz do ostatniego posta. Przeczytajcie uważnie ten wpis jak i może również poprzednie. http://tatulowe.blog.onet.pl/6274733,410055441,1,200,200,85267170,410152525,forum.html  Wiele można się z nich nauczyć, a w każdym razie przynajmniej wyhamować emocje i normalnie żyć realizując przy okazji wskazanie płynące z myśli A. Huksleya, którą kończyłem poprzedni tekst. Warto rozpocząć naprawianie świata od siebie. Cały dzień chodziłem z tą myślą i nasuwał mi się wciąż tekst Dezyderaty, który od czasu gdy go poznałem traktuję jak receptę na spokojne i szczęśliwe życie.

Posłuchajcie: http://www.youtube.com/watch?gl=PL&hl;=pl&v;=F3n_8bVgNOI

 

Jest wiele wersji Dezyderaty. Ja gustuję właśnie w tej wersji, w wykonaniu zespołu Piwnicy pod Baranami, bo tam po raz pierwszy usłyszałem ten tekst i atmosfera tamtych lat zawsze przychodzi mi na myśl, gdy mam po raz kolejny kontakt z tym utworem.

  Jeśli jeszcze nie przekonałem Was do zmiany nastawienia wobec świata to zacytuję dodatkowo opowieść o rozmowie z Cohenem. Brzmiało to tak:

         Proszę mi powiedzieć, co jest najśmieszniejsze w ludziach.

Cohen odpowiedział:

         zawsze myślą na odwrót; spieszą się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie, by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze, by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości, ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają jakby nigdy nie żyli…