Wybraliśmy

  

   No i stało się. Poszliśmy dość tłumnie, aby poprzeć w wyborach prezydenckich naszego, i co oczywiste lepszego z kandydatów . Ktoś to podliczył i przygotował prognozę, z której wynika, że wygrał Bronisław Komorowski po bardzo wyrównanej walce. Czy ten wynik się utrzyma? Trzeba na tę informację poczekać do jutra. Niecierpliwość nie pozwoli odpocząć wielu ludziom.

   Niczego co napisałem wcześniej nie będę odwoływał, ani znacząco zmieniał. Wygrał bardziej racjonalny sposób patrzenia na możliwości zaspokajania potrzeb społeczeństwa, bo widzianych w kontekście możliwości naszej gospodarki. Obaj kandydaci naobiecywali wiele i stanowczo ponad nasze możliwości. Oni sami lub ich sztaby wyborcze mieli świadomość tego, że wkrótce skończy się ten czas rozdawania wszelkich dóbr – z wieczną młodością, idealnym zdrowiem i wszelką szczęśliwością włącznie, a po osiągnięciu upragnionego zwycięstwa przyjdzie gorzki czas rozliczenia się z tych obietnic. Rozliczać będziemy my – wyborcy, zarówno ci którzy głosowali za jak i przeciw Prezydentowi Elektowi, jak i opozycja. Odbywać się to będzie przy wtórze mediów, czyli czwartej władzy. Nie będzie lekko, zważywszy na głębokie podziały społeczne do jakich świadomie, czy też mniej świadomie doprowadzono w trakcie kampanii. Będziemy ostro się atakować i skakać sobie do oczu, bo chyba nikomu nie będzie zależało na łagodzeniu sporów. Obym się mylił, ale kampania do wyborów samorządowych już trwa, a po tych ważnych dla lokalnych społeczności wyborach wejdziemy miękko w kolejną kampanię przed wyborami parlamentarnymi. Będziemy więc świadkami podsycania raczej, niż łagodzenia różnicy zdań na temat sposobów rozwiązywania naszych problemów. O wszystkim zadecyduje stan finansów naszego państwa, a nie dobre chęci populistów. Już w czasie trwania kampanii napływały sygnały z ważnych miejsc Europy i Świata o tym, że polityka dalszego zadłużania społeczeństwa musi ulec weryfikacji. Powstał problem cięcia wszelkich wydatków budżetowych zmierzających do przywrócenia równowagi, a nie dalszego zwiększania zadłużenia, które przy istotnej zmianie kursów walutowych coraz drożej nas kosztuje.

   Aby wyjąć trzeba wpierw włożyć”. To przysłowie może brzmi dość trywialnie, ale nawet w odniesieniu do zwykłej dziecięcej skarbonki jasno określa strategię działania. Czy mówiąc o finansach państwa mamy na myśli jakieś inne prawa?

Pamiętaj rozchodzie, żyj z przychodem w zgodzie! Tę mądrość ludową podyktowałem moim uczniom do zeszytów z przedsiębiorczości. Jeśli nastolatkowie już to znają i uznają za słuszne, to kto powie politykom, że ta mądrość ludowa oparła się wszelkim koniunkturom i nadal obowiązuje zarówno gospodynię domową jak i Ministra Finansów?

   Zwróćmy uwagę na po raz kolejny zarysowany podział kraju według preferencji wyborczych wyrażonych w głosowaniu na obydwu kandydatów. J. Kaczyński, podobnie jak poprzednio jego brat wygrywa w Polsce „B”. Tej pokrywającej się niemal zupełnie z granicami zaborów:  rosyjskiego i austriackiego, a więc strukturalnie zaniedbanej od stuleci. To w tym rejonie znajdują się aż cztery województwa zaliczane do najbiedniejszych w całej Unii Europejskiej – jeszcze przed przyjęciem w jej skład Rumunii i Bułgarii. Dlaczego głosowali na Kaczyńskich, a w wyborach parlamentarnych na PiS i partie o programie lewicowym? Bo liczą na „solidarną” Polskę, która wyrówna różnice, zurbanizuje, uprzemysłowi, da pracę i zapewni dochody porównywalne z tymi osiąganymi w Polsce „A”. Dlaczego Polska „A” głosuje za PO i Komorowskim? Ja myślę, że w nadziei na podtrzymanie tendencji pozwalających na dalsze bogacenie się ludzi zamieszkujących tamte rejony. Na szczęście Unia Europejska już od dawna realizuje programy wyrównywania szans i to wyrównywanie polskich dysproporcji nie musi się odbywać jakby kosztem bogatszych. Trzeba jednak mieć swój własny wkład finansowy, aby z unijnej pomocy skorzystać, a z tym już są, a mogą być jeszcze większe problemy.

   Nikt z czytających poprzedniego posta nie skomentował moich map Polski wykonanych na plastrze pnia topoli, który zabrałem kiedyś z drogi ze względu na ten charakterystyczny kształt. Przydał się właśnie teraz.

  Pokazując podział na Polskę „A” i „B” pomyliłem się nieco zaliczając wyborców regionu łódzkiego do popierających J. Kaczyńskiego, a ostateczne wyniki pokazały co innego. Pozostałe oznaczenia są nadal adekwatne. (K=K) Kaczyński = Komorowski to siły wyrównane, tak co do zasięgu poparcia jak i zgłaszanego programu.

Kaczyński + Komorowski (K+K) – to sugestia połączenia tych ludzi pod ich wspólnym (dzięki Komorowskiemu) hasłem Zgoda buduje, bo Polska jest najważniejsza. Hasło nośne. Obaj panowie podpisali się pod tym hasłem w książeczce zawierającej Konstytucję RP, a więc je akceptują w tym nowym brzmieniu.

Czy nie przenieślibyśmy się do raju, gdyby oni razem spełnili swoje obietnice wyborcze? Stąd słoneczko nad moją mapą w kolejnej odsłonie. Słoneczko oświetlające kręte drogi naszej polityki i ogrzewające nas wszystkich – bez gazu „Ruskiego” czy „Łupkowego”.

Czy obudzimy się w takiej Polsce po ogłoszeniu ostatecznych wyników wyborów? To już jutro wieczorem.

Zobaczymy co przyniesie dzień jutrzejszy i następne dni.

Szczęścia życzę