Nie szukać szczęścia ?

 Rozpisałem się o szczęściu w ujęciu masowym zastanawiając się dlaczego my, Polacy jako naród nie czujemy się specjalnie szczęśliwi. Ponieważ komentujący skupili się na odczuwaniu szczęścia przez nas samych pomyślałem, że warto przypomnieć co o tym pisał znakomity nasz filozof Leszek Kołakowski, którego rocznicę śmierci dopiero co obchodzono.
Dokładnie rok temu 27 lipca 2009 r. w Polityce ukazał się wywiad z L. Kołakowskim a we wspaniałym dodatku do tej gazety nr 38/04  Niezbędniku inteligenta  zamieszczono jego  przykazania dotyczące tego kluczowego problemu. Jak żyć, aby nadać sens swemu życiu, aby wykorzystać wszelkie szanse i niczego nie zaprzepaścić ? Oto przykazania L. Kołakowskiego. Czytaj dalej

Ranking szczęśliwości

   Pada, jest dość chłodno i to wystarczy aby już zapomnieć własnego utyskiwania na dokuczliwość niedawnych upałów, a przejść do frontalnej krytyki obecnej pogody. Ktoś miesza w tej pogodzie stanowczo za mocno, prawda? To pewnie sprawa polityków z jednej lub drugiej opcji, a może nawet kara Boża za poparcie liberała?

   Chłody i opady pozostawiają nas na dłużej w domu i dzięki temu można więcej czasu poświęcić na lekturę prasy, czy ogólnie mediów. One wczoraj przyniosły nowinę. Otóż w rankingu poczucia szczęścia wśród 155 badanych narodów świata Polska zajęła 56 miejsce.

Wśród różnych źródeł komentujących te badania trafiłem na krótki tekst i zamieszczony pod nim ciekawy komentarz, który chciałem polecić:

http://www.mmzielonagora.pl/artykul/krainy-wielkiej-szczesliwosci-168193.html

   W czasie przeglądania różnych publikacji na temat naszego polskiego poczucia zadowolenia z życia znalazłem i takie, z których wynikało, że w 2008 r na czele społeczeństw szczęśliwych znajdowali się Szwajcarzy, a Polacy zajmowali 76 lokatę. To wskazywałoby, że jest coraz lepiej z naszym poczuciem szczęścia. Czy tak jest w istocie? Zapewne ile osób tyle opinii – jak to zwykle u nas bywa. Gdzie dwóch Polaków tam, co najmniej trzy opinie; – Moja, Twoja, Nasza. Dopuszczalne są jeszcze dodatkowo jakieś opcje zaczynająca się od: – w zasadzie tak, ale…

   Zastanawiać powinno wspólne  przewodnictwo krajów nordyckich w tym rankingu, no może z wyjątkiem Islandii, która jak wiemy przeżywa bardzo dotkliwe skutki kryzysu ekonomicznego i dlatego osunęła się na niższe miejsca.

Czy istnieje jakaś cecha ponadnarodowa sprawiająca podobne odczuwanie zadowolenia przez Duńczyków, Finów, Norwegów czy Szwedów, a dołująca nas, Słowian z krajów postkomunistycznych? Co może  pchać w górę skandynawów, a nas spychać w niziny samozadowolenia?

   Zapewne PKB na głowę mieszkańca jest takim ważnym czynnikiem. Tu ustępujemy skandynawom bardzo wyraźnie. Są jednak kraje o podobnych do naszych wskaźników bogactwa, a znacznie lepiej wypadają w cytowanych badaniach. Wielu autorów wskazuje na jeszcze inne kryteria:

Islandia zanotowała spadek, po tym jak kraj dopadły problemy ekonomiczne, ale zdaniem Vittersř, nie są one głównym czynnikiem, który spowodował, że Islandczycy czują się mniej szczęśliwi.

– Zaufanie do tych, którzy rządzą krajem jest również bardzo ważne, kiedy chodzi o szczęście. Zaufanie Islandczyków do polityków i osób odpowiedzialnych za gospodarkę spadło i dlatego poczucie szczęścia również.

   Ano właśnie. Zaufanie do polityków jest ważnym czynnikiem poczucia stabilizacji, perspektywy rozwoju dla każdej rodziny oraz miłego, dostatniego i besstresowego życia. Jak to wygląda u nas, w czasach klinczu wynikającego z istnienia zwaśnionych PO i PiS, przy postawieniu tezy, że PO to PiS bis jak to pięknie ujął jeden z komentatorów życia politycznego, niech każdy odpowie sobie sam.  Jako przykład rozdźwięku pomiędzy Polakami niech posłużą wypowiedzi jakie przeczytałem na jednym z forów poświęconych rankingowi odczuwania szczęścia.

         Polacy wykazywali znacznie wyższy optymizm i poczucie szczęścia w czasach rządów PiS, ale ten okres trwał krótko, a teraz to co z tamtego okresu pozostało? – pisze jeden forumowicz

         Teraz pozostało po tamtym szczęściu spłacanie długów, odpowiada drugi

  Nie ma wątpliw
ości kto do jakiej partii należy, czy też tylko z nią sympatyzuje, ale obaj chyba nie mają poczucia szczęścia. To dociera do nas tym mocniej, że właśnie zaczyna się mówić w Polsce o poprawieniu nadszarpniętych polityką PiS finansów publicznych drogą ponownego podwyższenia podatków, składki rentowej ograniczenia wypłat becikowego wyłącznie dla osób o najniższych dochodach, lepszego adresowania pomocy społecznej itp. Oczywiście trzeba równocześnie ciąć wydatki, a to będzie bardzo bolało nas obywateli jak i polityków, na których skupi się odium niezadowolenia społecznego podsycanego ochoczo przez opozycję, która przecież: –
była o niebo lepsza niż obecny rząd.

   To wszystko przed nami. I nie tylko to. Poziom makroekonomii i wszelkich procesów zachodzących w skali makro jest dla przeciętnego człowieka najczęściej mało strawialny. Znacznie bardziej trafiają nam do wyobraźni przykłady kierowane do pojedynczego człowieka. Tu mam do zaproponowania lekturę bardzo ciekawie napisanego tekstu polecanego właśnie na Onet.blog.pl

http://monteki.blog.onet.pl/12-krokow-i-zadowolenie-z-zyci,2,ID411221317,n

 

   Te 12 kroków może wykonać każdy z nas, prawda? Zwróćmy uwagę na zamieszczone pod wyliczanką wypowiedzi ludzi, którym do szczęścia potrzeba …tak niewiele. Może wzorem autora bloga warto utworzyć taki własny wykaz radości odczuwanych przy różnych życiowo dostępnych każdemu okazjach? Na pewno poprawi nam to humor i przestaniemy się oglądać na innych, którzy mają obowiązek zapewnić nam szczęście.

   Słuchając kiedyś radiowej recenzji książki W 80 dni dokoła świata zwróciłem uwagę na zdanie autora, który napisał coś takiego:

Najszczęśliwszych ludzi spotkałem w biednej wsi na jednej z wysp Filipin. Nie mieli nic, ale przyjęli mnie bardzo gościnnie. Cieszyli się, że dzieci mogą chodzić do szkoły. Najgorzej było w Beverly Hills  gdzie nie mogłem się spotkać z ludźmi, bo wille były ogrodzone, a przy nich kamery, alarmy, psy itp.

 

 

 

Bądź chociaż lampą w domu…

Zebrało mi się ostatnio kilka okazji do świętowania. Mieliśmy z żoną rocznicę ślubu, później ja przeżywałem rocznicę powstania tego bloga, wreszcie przyszło mi przeżywać osobiste święta – urodziny, a w tydzień po nich imieniny. Pośród otrzymywanych zwyczajowych życzeń pojawiały się i te dotyczące bloga. Najczęściej było to: i wiele dobrych pomysłów przydatnych do pisania kolejnych postów, albo – miliona wejść na bloga, życzę.  Czytaj dalej

Jak to ze lnem było

Już sporo dni upłynęło od zakończenia roku szkolnego. Wszyscy żyjemy na innych obrotach, bo wiadomo – wakacje. Nauczycielom zwykle pozostaje w szkole do wykonania jeszcze wiele różnych zajęć zanim rozpoczną swoje wakacje. Ja w ramach takich właśnie zajęć sięgnąłem kiedyś po katalog podręczników PWN – wiosna 2010, aby się zorientować co mają w ofercie. Znalazłem tam obszerny artykuł Witolda Kołodziejczyka  pod tytułem Pokolenie Y.  Zacząłem czytać. Już motto Toma Peters`a użyte jako wstęp brzmiało obiecująco:
„Kiedy mijam wiezienie lub szkołę, to zawsze mi żal tych, którzy tam siedzą.”
Autor tych słów jest amerykańskim ekspertem do spraw zarządzania, a to wskazuje na posiadanie przez tego pana recepty na to, co należałoby zrobić, aby ludzie w wymienionych placówkach nie budzili jego żalu. Autor cytowanego artykułu podaje wiele bardzo ciekawych charakterystyk i wyników badań, z których przytoczę tylko niektóre:
Pokolenie Y od angielskiego YOUNG – młody, charakteryzuje się tym, że:

– Ukształtowane bez wpływu starszego systemu oczekuje pochwał i natychmiastowych efektów. Młodzi często są krnąbrni, zawsze niecierpliwi. Nie szanują starszych. Lekceważą autorytety.
– Zastanawiają się, kto odpowiadał na miliardy pytań, kiedy nie było internetowych przeglądarek.
– Wychowali się na programach, w których  umiejętności uczestników podlegają szybkiej ocenie.
– Znają się na komputerach i znakomicie posługują się nowoczesnymi technologiami.
– Jest zorientowane na pracę zespołową. Uczniowie wymieniają się linkami, plikami i wszelkiego rodzaju informacjami. Tworzą społeczności i dużo się ze sobą komunikują. Potrafią wykonywać wiele zadań w tym samym czasie.
– Brak cierpliwości, a także brak umiejętności samodzielnego podejmowania decyzji sprawiają, że młodzi wymagają od nauczyciela tego samego,  co dają im rodzice. Wszystko musi byś natychmiastowe. E-mail jest za wolny. Króluje SMS. Popełniają błędy gramatyczne, ale tworzą własny język skrótów.
– Nie szanują praw autorskich. Z łatwością kopiują wszystko co im jest przydatne w tym i materiały, których używają w formie ściąg.
Czytałem z zaciekawieniem odnajdując w propozycjach autora wiele własnych doświadczeń z pracy nauczycielskiej. Pisałem tu na blogu o problemach ściągania przy użyciu telefonów komórkowych, o przeszkadzaniu w lekcjach nieustannym komunikowaniem się za pomocą SMS , o braku zainteresowania przedmiotami, które należą do obowiązkowego programu danego kierunku nauki i o wielu innych sprawach i sprawkach pokolenia Y.
Od zawsze starałem się czynić wszystko, co tylko możliwe, aby moje lekcje nie były przeładowane teorią i oby nie były po prostu nudne. Dlatego przyjąłem jako naturalne postulaty zawarte w omawianym artykule zmierzające do przebudowy systemu kształcenia w taki sposób, aby funkcja szkoły nie ograniczała się jedynie do przekazywania wiedzy, ale do przygotowania młodych ludzi do życia w przyszłości, do funkcjonowania w nowoczesnym świecie.
Autor postawił tezę : Kto powiedział, że szkołą musi być nudna?
Nudną szkołę tworzą ci, którzy nie potrafią tworzyć interesującej!
Stawia jednocześnie pytania typu: – Co zrobić, aby potencjał uczniów w posługiwaniu się technologią cyfrową wykorzystać w codziennej pracy dydaktycznej? Albo : – Co możemy zrobić my nauczyciele, aby zderzenie umiejętności uczniów z doświadczeniem nauczycieli uczyniło szkołę rzeczywistym miejscem uczenia się?
To wszystko czytałem już w wakacje. Bezpośrednio przed posiedzeniem rady pedagogicznej miałem pewną przygodę z uczniem III klasy technikum handlowego, który zgłosił się aby walczyć o pozytywną ocenę z przedmiotu towaroznawstwo. Był sam. Dałem mu kilka pytań i sporo czasu na pisemną odpowiedź, bez możliwości korzystania z telefonu komórkowego. Kręcił się i próbował różnych sposobów, aby jakoś zaliczyć. Nadeszła wreszcie pora oceny tego, co napisał. Ponieważ nie był to pokaz posiadania wiedzy wystarczającej do uznania go za zasługującego na promocję do klasy IV przeszliśmy do części ustnej, w której podobno ( jak twierdził)lepiej się czuł. Po kilku pytaniach pojawił się problem: –  Z czego wykonana jest koszula w której przyszedł.
– Z bawełny, czy może z lnu, nie wiem dokładnie – odpowiedział.
– A wiesz jak się wytwarza tkaninę lnianą, pytam.
– Nie wiem dokładnie, to jest taka roślina?
– No tak. A może wiesz z jakiej części rośliny można wytworzyć tkaninę, pytam?
– Z kwiatu? Nie wiem! Skąd mam wiedzieć, odpowiada już zdenerwowany.
– A nie czytali ci w dzieciństwie bajek, pytam cierpliwie.
– Czytali, ale jaki to ma związek z bajkami.
– Ano ma. Jest taka bajka Marii Konopnickiej: Jak to ze lnem było. Nie znasz tej bajki? Tam wszystko jest opisane z czego i jak zrobić tkaninę lnianą. Masz przecież telefon komórkowy z Internetem to możesz natychmiast przekonać się jak to z tym lnem było
– To jak mam szukać, pyta.
– Wpisz w Google.pl i hasło „Jak to ze lnem było” i zaraz się dowiesz, odpowiedziałem.
Wpisał hasło i po chwili zaczął czytać. Na malutkim ekranie telefonu komórkowego przesuwał wielokrotnie tekst i czytał z rosnącym , zainteresowaniem. Trwało to kilkanaście minut. W tym czasie kilka koleżanek zaglądało do sali, ale widząc i słysząc czytającego odchodziły bez słowa. Mój podopieczny przeczytał cały tekst bajki. Sprawdźcie sami jakie to pouczające :http://paz.most.org.pl/len/bajka1.html
– Czy teraz już wiesz jak i z czego robi się płótno lniane, spytałem.
– Teraz już wiem i będę to pamiętał na zawsze, odpowiedział.
Oczywiście, że zaliczyłem mu ten egzamin. W przyszłym roku będziemy nadal współpracować i może uda się nie dopuścić do takich zaległości, aby zaliczać przedmiot w formie egzaminu. Chciałem tylko pokazać chłopakowi, który wielokrotnie przeszkadzał w lekcjach tym, że telefonu nie wypuszczał z ręki przez co nawet raz wyrzuciłem go z klasy, że Internet to nie tylko ściągawki i rozrywka, ale też źródło wiedzy.
Gdyby udało się zrealizować tezy omawianego artykułu chociażby w części  naszych szkół, to byłoby zupełnie inne przeżywanie czasu nauki dla obydwu stron – tak nauczycieli jak i uczniów. Inne byłyby zapewne efekty tej pracy, prawda?

   

Pani się nie nadaje…

Klika dni temu zadzwonił nasz telefon. Odebrała żona i zaraz przełączyła na opcję głośno mówiący. Jakaś młoda dziewczyna zapytała grzecznie, według wyuczonej formułki : –Czy zgodzi się pani odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących zakupów różnych artykułów? Żona nauczona doświadczeniem zapytała uprzedzająco grzecznie:
-Czy pani jest pewna, że ja akurat odpowiadam kryteriom tych badań?
-Zaraz, zaraz, odpowiedziała dziewczyna. Ja potrzebuję osób do pięćdziesiątki. Czy pani wiek mieści się w tych granicach?
– No nie. Ja jestem już stanowczo powyżej tej granicy wieku, odpowiedziała żona.
– W takim razie pani już się nie nadaje. Dziękuję i do widzenia.
Żona odkładając słuchawkę z wyraźnym żalem powtórzyła  za tamtą dziewczyną: Pani się nie nadaje! Nie można było tego jakoś inaczej powiedzieć? Pocieszyłem ją takimi mniej więcej słowami:
Ona pewnie wykonuje tzw. telepracę. Uprawia telemarketing na zlecenie jakiejś agencji, czy może jakiegoś producenta. Jest to praca jaką wciąż można jeszcze znaleźć, ale mało jest ludzi, którzy wytrzymują w takiej pracy przez dłuższy czas. To nie jest łatwe tak wydzwaniać do ludzi i o coś ich wypytywać. Czy wiesz ile one muszą się nasłuchać różnych impertynencji zanim uzyskają swoje wyniki. Często też trafiają do tej roboty z konieczności, bo o inną pracę jest bardzo trudno. No może jeszcze tzw. PeHowiec (Przedstawiciel Handlowy)do sprzedaży akwizycyjnej może się załapać, ale jeszcze prędzej ja porzuca. Młodzi nie mają lekko.
Porozmawialiśmy sobie. Żona już pewnie zapomniała o całym incydencie, bo przecież nie jedyny to kwiatuszek na jaki można się natknąć załatwiając codzienne, życiowe sprawy. Ja zapamiętałem go nie po to, aby piętnować, ale przy okazji zapytać ludzi, którzy przeszli przez taką przygodę o tę drugą stronę pracy w telemarketingu, czyli o nas klientów. Jak wygląda praca ankietera wiszącego całe dnie na telefonie?
Może uda się w ten sposób przybliżyć młodym ludziom  jeden z możliwych dla nich do osiągnięcia sposobów zarobienia na wakacje czy zarabiania na życie, z braku innych możliwości zarobkowania. O tym, że bywają to dramatyczne przygody z pracą niech świadczy ten oto artykuł prezentowany dziś do południa w Onet.pl http://biznes.onet.pl/koszmar-wakacyjnej-pracy,18563,3320087,1,news-detal

 

  

Ogórki

  

   Martwili się politycy o rezultat wyborów, bo przecież mamy wakacje. Ano mamy. Już jesteśmy po wyborach. Fala emocji wywołana kampanią na szczęście opadła. Politycy przystąpili do normalnej pracy, a my spełniwszy dość dobrze swój obywatelski obowiązek również wróciliśmy do codziennych zajęć. W mojej Jedynce Polskiego Radia słucham codziennie popularnej audycji Lato z Radiem, w której uśmiechnięci – co się czuje, dziennikarze starają się umilać czas słuchaczy wciągając ich w różne zabawy i konkursy. Telewizja już od początku wakacji nadaje powtórki popularnych seriali, bo wiadomo – wakacje. Sezon ogórkowy w pełni. Nawet programy publicystyczne obniżyły ton i złagodziły wypowiedzi na temat zagrożeń dla naszej gospodarki po raporcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który widzi nasze zaniedbania w zakresie reformowania systemu emerytalnego i pilną potrzebę uzdrowienia naszych finansów publicznych, ale poza tym wyraźnie nas chwali za styl w jakim radzimy sobie ze skutkami światowego kryzysu. To ważna informacja dla inwestorów i finansjery światowej udzielającej nam kredytów. Poprawią się nasze notowania, wzrośnie zaufanie do naszej młodej jeszcze, ale zdającej kolejne próby demokracji. Będzie dobrze. Coraz lepiej.

   Może nadeszła już pora aby Polacy dołączyli do nieco znudzonych społeczeństw krajów będących dla nas od zawsze jakimś punktem odniesienia. Po co dręczyć się śledzeniem wskaźników ekonomicznych kraju czy porównywać się do innych. Co nam daje śledzenie poczynań takiej czy innej komisji śledczej? Dlaczego dajemy się bulwersować jakimś sensacyjnym przedstawianiem różnych przekrętów i afer? Są odpowiednie organy do śledzenia takich numerów, niech więc spełniają swoje powinności.

Pilnujmy swoich spraw. Dzielmy mądrze czas pomiędzy pracę i wypoczynek, pomiędzy świat zewnętrzny i nasze potrzeby wewnętrzne, pomiędzy …

Co mnie naszło? Czy nadmiar słońca tak działa?

   Dziś w nocy moja blogowa przyjaciółka „Brzoza” nadesłała z USA jako jedyna komentarz do ostatniego posta. Przeczytajcie uważnie ten wpis jak i może również poprzednie. http://tatulowe.blog.onet.pl/6274733,410055441,1,200,200,85267170,410152525,forum.html  Wiele można się z nich nauczyć, a w każdym razie przynajmniej wyhamować emocje i normalnie żyć realizując przy okazji wskazanie płynące z myśli A. Huksleya, którą kończyłem poprzedni tekst. Warto rozpocząć naprawianie świata od siebie. Cały dzień chodziłem z tą myślą i nasuwał mi się wciąż tekst Dezyderaty, który od czasu gdy go poznałem traktuję jak receptę na spokojne i szczęśliwe życie.

Posłuchajcie: http://www.youtube.com/watch?gl=PL&hl;=pl&v;=F3n_8bVgNOI

 

Jest wiele wersji Dezyderaty. Ja gustuję właśnie w tej wersji, w wykonaniu zespołu Piwnicy pod Baranami, bo tam po raz pierwszy usłyszałem ten tekst i atmosfera tamtych lat zawsze przychodzi mi na myśl, gdy mam po raz kolejny kontakt z tym utworem.

  Jeśli jeszcze nie przekonałem Was do zmiany nastawienia wobec świata to zacytuję dodatkowo opowieść o rozmowie z Cohenem. Brzmiało to tak:

         Proszę mi powiedzieć, co jest najśmieszniejsze w ludziach.

Cohen odpowiedział:

         zawsze myślą na odwrót; spieszą się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie, by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze, by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości, ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają jakby nigdy nie żyli…

 

Jest dobrze?

Jest dobrze, bo czego chcieć więcej?

Wybraliśmy jednego, aby nas reprezentował,  

i drugiego, aby mu patrzył na ręce.

   Pisałem już wielokrotnie o tym, co przeżyliśmy w minionej kampanii wyborczej. Starałem się jedynie wskazywać na potrzebę czytania wielu tytułów prasowych, słuchania wielu rozgłośni, czy oglądania różnych kanałów telewizji, aby posługując się zdrowym rozsądkiem mieć możliwość odrzucenia ziarna od plew i wybrania najlepszego.

   W dniu wyborów, jeszcze w czasie trwania studia wyborczego zacząłem pisać posta pt.: Wybraliśmy posługując się czasem dokonanym. W miarę upływu czasu i pod wpływem prezentowania kolejnych wyników badań przez telewizję zmieniłem treść na tryb warunkowy, bo… ranek pokaże, a oficjalne wyniki ogłoszone przez PKW pod wieczór potwierdzą to, co wynikało z pierwszych badań. Przeżyliśmy wszyscy sporo emocji tamtej nocy. Dzisiaj już wiemy, jak to się skończyło. Wiemy już, ile kandydaci naobiecywali i ile może nas to kosztować. Dotarło do nas już wiele informacji na temat zadłużenia Polski i zagrożeń związanych z dalszym zadłużaniem. Mamy świadomość konieczności wprowadzenia reform w różnych dziedzinach życia społecznego zanim to, co tak ostro krytykujemy zawali się ostatecznie. Mamy też świadomość spustoszenia, jakie kampania wyborcza dokonała w umysłach Polaków, jak podzieliła ludzi w rodzinach, zakładach pracy, a nawet w Kościele katolickim. To chyba największy koszt, jaki ponosimy i nadal będziemy ponosić wobec maratonu kampanii wyborczych, jakie mamy do przeżycia w najbliższych miesiącach.

   Przegrany, w pierwszym przemówieniu po ogłoszeniu przybliżonych wyników, ogłosił swoje zwycięstwo i dobitnie to wyraził przy pomocy aforyzmu Marszałka Piłsudskiego:

 – Być zwyciężonym i nie ulec – to zwycięstwo.

 – Zwyciężyć i spocząć na laurach – to klęska.

   Później były podziękowania dla elektoratu i działaczy, gratulacje dla zwycięzcy, ale i wezwanie swoich do dalszej walki. Z przebiegu dalszych zdarzeń wynika, że nie były to tylko emocje, ta walka będzie nadal trwać i to na każdym polu. Czy jesteśmy na to gotowi?

   Spośród aforyzmów przydatnych do opisania obecnej sytuacji mogę zaproponować następujące: 

 – Polityk musi wybierać pomiędzy mówieniem do rzeczy i mówieniem do ludzi. (J. L. Badaracco)

 – Porażka nigdy nie jest końcem, jest wskazówką jak próbować jeszcze raz.

 – Armia baranów, którą prowadzi lew jest silniejsza od armii lwów, prowadzonej przez barana. (Napoleon Bonaparte)

 – W wielki cel łatwiej jest trafić. Mierz w księżyc. Nawet jeśli chybisz wylądujesz wśród gwiazd. (Les Brown)

 

   Dla nas, wyborców, pod rozwagę na przyszłość proponuję następujące myśli:

   Na drzewie dobrych intencji jest wiele kwiatów, lecz mało owoców. (Konfucjusz)

 – Uważajcie na ludzi, którzy się nie śmieją. Oni są niebezpieczni. (Juliusz Cezar)

 

  Dla wizjonerów, którzy nie bacząc na dotychczasowe przegrane nadal próbują realizacji swoich idei poleciłbym myśl przypisywaną A. Huxleyowi:

 

Chciałem zmienić świat. Doszedłem jednak do wniosku, że mogę jedynie zmienić samego siebie.

Wybraliśmy

  

   No i stało się. Poszliśmy dość tłumnie, aby poprzeć w wyborach prezydenckich naszego, i co oczywiste lepszego z kandydatów . Ktoś to podliczył i przygotował prognozę, z której wynika, że wygrał Bronisław Komorowski po bardzo wyrównanej walce. Czy ten wynik się utrzyma? Trzeba na tę informację poczekać do jutra. Niecierpliwość nie pozwoli odpocząć wielu ludziom.

   Niczego co napisałem wcześniej nie będę odwoływał, ani znacząco zmieniał. Wygrał bardziej racjonalny sposób patrzenia na możliwości zaspokajania potrzeb społeczeństwa, bo widzianych w kontekście możliwości naszej gospodarki. Obaj kandydaci naobiecywali wiele i stanowczo ponad nasze możliwości. Oni sami lub ich sztaby wyborcze mieli świadomość tego, że wkrótce skończy się ten czas rozdawania wszelkich dóbr – z wieczną młodością, idealnym zdrowiem i wszelką szczęśliwością włącznie, a po osiągnięciu upragnionego zwycięstwa przyjdzie gorzki czas rozliczenia się z tych obietnic. Rozliczać będziemy my – wyborcy, zarówno ci którzy głosowali za jak i przeciw Prezydentowi Elektowi, jak i opozycja. Odbywać się to będzie przy wtórze mediów, czyli czwartej władzy. Nie będzie lekko, zważywszy na głębokie podziały społeczne do jakich świadomie, czy też mniej świadomie doprowadzono w trakcie kampanii. Będziemy ostro się atakować i skakać sobie do oczu, bo chyba nikomu nie będzie zależało na łagodzeniu sporów. Obym się mylił, ale kampania do wyborów samorządowych już trwa, a po tych ważnych dla lokalnych społeczności wyborach wejdziemy miękko w kolejną kampanię przed wyborami parlamentarnymi. Będziemy więc świadkami podsycania raczej, niż łagodzenia różnicy zdań na temat sposobów rozwiązywania naszych problemów. O wszystkim zadecyduje stan finansów naszego państwa, a nie dobre chęci populistów. Już w czasie trwania kampanii napływały sygnały z ważnych miejsc Europy i Świata o tym, że polityka dalszego zadłużania społeczeństwa musi ulec weryfikacji. Powstał problem cięcia wszelkich wydatków budżetowych zmierzających do przywrócenia równowagi, a nie dalszego zwiększania zadłużenia, które przy istotnej zmianie kursów walutowych coraz drożej nas kosztuje.

   Aby wyjąć trzeba wpierw włożyć”. To przysłowie może brzmi dość trywialnie, ale nawet w odniesieniu do zwykłej dziecięcej skarbonki jasno określa strategię działania. Czy mówiąc o finansach państwa mamy na myśli jakieś inne prawa?

Pamiętaj rozchodzie, żyj z przychodem w zgodzie! Tę mądrość ludową podyktowałem moim uczniom do zeszytów z przedsiębiorczości. Jeśli nastolatkowie już to znają i uznają za słuszne, to kto powie politykom, że ta mądrość ludowa oparła się wszelkim koniunkturom i nadal obowiązuje zarówno gospodynię domową jak i Ministra Finansów?

   Zwróćmy uwagę na po raz kolejny zarysowany podział kraju według preferencji wyborczych wyrażonych w głosowaniu na obydwu kandydatów. J. Kaczyński, podobnie jak poprzednio jego brat wygrywa w Polsce „B”. Tej pokrywającej się niemal zupełnie z granicami zaborów:  rosyjskiego i austriackiego, a więc strukturalnie zaniedbanej od stuleci. To w tym rejonie znajdują się aż cztery województwa zaliczane do najbiedniejszych w całej Unii Europejskiej – jeszcze przed przyjęciem w jej skład Rumunii i Bułgarii. Dlaczego głosowali na Kaczyńskich, a w wyborach parlamentarnych na PiS i partie o programie lewicowym? Bo liczą na „solidarną” Polskę, która wyrówna różnice, zurbanizuje, uprzemysłowi, da pracę i zapewni dochody porównywalne z tymi osiąganymi w Polsce „A”. Dlaczego Polska „A” głosuje za PO i Komorowskim? Ja myślę, że w nadziei na podtrzymanie tendencji pozwalających na dalsze bogacenie się ludzi zamieszkujących tamte rejony. Na szczęście Unia Europejska już od dawna realizuje programy wyrównywania szans i to wyrównywanie polskich dysproporcji nie musi się odbywać jakby kosztem bogatszych. Trzeba jednak mieć swój własny wkład finansowy, aby z unijnej pomocy skorzystać, a z tym już są, a mogą być jeszcze większe problemy.

   Nikt z czytających poprzedniego posta nie skomentował moich map Polski wykonanych na plastrze pnia topoli, który zabrałem kiedyś z drogi ze względu na ten charakterystyczny kształt. Przydał się właśnie teraz.

  Pokazując podział na Polskę „A” i „B” pomyliłem się nieco zaliczając wyborców regionu łódzkiego do popierających J. Kaczyńskiego, a ostateczne wyniki pokazały co innego. Pozostałe oznaczenia są nadal adekwatne. (K=K) Kaczyński = Komorowski to siły wyrównane, tak co do zasięgu poparcia jak i zgłaszanego programu.

Kaczyński + Komorowski (K+K) – to sugestia połączenia tych ludzi pod ich wspólnym (dzięki Komorowskiemu) hasłem Zgoda buduje, bo Polska jest najważniejsza. Hasło nośne. Obaj panowie podpisali się pod tym hasłem w książeczce zawierającej Konstytucję RP, a więc je akceptują w tym nowym brzmieniu.

Czy nie przenieślibyśmy się do raju, gdyby oni razem spełnili swoje obietnice wyborcze? Stąd słoneczko nad moją mapą w kolejnej odsłonie. Słoneczko oświetlające kręte drogi naszej polityki i ogrzewające nas wszystkich – bez gazu „Ruskiego” czy „Łupkowego”.

Czy obudzimy się w takiej Polsce po ogłoszeniu ostatecznych wyników wyborów? To już jutro wieczorem.

Zobaczymy co przyniesie dzień jutrzejszy i następne dni.

Szczęścia życzę