Burza przynosi ulgę

   Opisałem parę scenek, jakie udało mi się zaobserwować wśród ludzi, z którymi z własnej lub przymuszonej woli przebywałem w czasie, gdy wszyscy byliśmy zmęczeni upałem. To było piątkowe popołudnie. Jeszcze przez sobotę żar lał się z nieba potęgując negatywne efekty upału. Wyglądaliśmy zapowiedzianych przelotnych opadów, a nawet burz, które na naszym terenie miały być szczególnie wodniste, a nawet gradowe. Ze smutkiem patrzyliśmy na nasz trawnik, który cieszył oko, gdy niemal codziennie padało, a teraz pokazywał już łysiny wypalone słońcem, mimo że zaczęliśmy już nawet podlewać nasze ogródkowe uprawy, aby zachować je w jak najlepszej formie do kolejnego deszczu. No i doczekaliśmy się. Przed wieczorem, w czasie gdy rozmawialiśmy z Małgosią by Skype i dowiedzieliśmy się, że u niej mocno pada, to u nas zagrzmiało. Bardzo szybko pokazała się chmura gnana porywistym wiatrem i zaczęło padać. Połączenie zostało przerwane jakąś awarią prądu na liniach przesyłowych. Wyskoczyłem z aparatem fotograficznym, aby zrobić parę zdjęć. Wtedy zaczęło się rażenie gradem. Początkowo pojedyncze kuleczki lodu miały średnicę około 1 cm i nie padały zbyt gęsto, natomiast miały dużą siłę rażenia. Odgłos ich uderzeń o blachę pokrywającą dom stawał się coraz głośniejszy. Patrzyliśmy z żoną przez okno na gwałtownie narastające przejawy burzy i zastanawialiśmy się, jak wielkie poczyni zniszczenia.  W mieszkaniu narastał mrok, co było następstwem pełnego zachmurzenia, a nie zapadającego w sposób naturalny zmroku.  Przygotowaliśmy świece na wypadek, gdyby nie naprawiono awarii na liniach przesyłowych prądu.  Na szczęście burza szybko opuściła nasz teren.  Pojawiło się słoneczko i jak to po burzy bywa, w ramach rekompensaty za chwile trwogi – natura stworzyła piękne widoki, godne utrwalenia w postaci zdjęć fotograficznych. Efekty tego zjawiska prezentuję na zdjęciach obok.

   Nie zanotowaliśmy większych strat. Mieliśmy większe szczęście niż mieszkający o kilkanaście kilometrów dalej ludzie, gdzie grad miał wielkość piłeczek ping-ponga, a trąba powietrzna poczyniła dużo szkód łamiąc drzewa i zrywając dachy z domów. O skutkach tej burzy – wskutek braku prądu przez całą noc – dowiedzieliśmy się dopiero rano. Oto krótka notka z naszych stron:

Świętokrzyskie: gwałtowna nawałnica; śmierć jednej osoby

Nawałnica, która przeszła przez wschodni obszar województwa świętokrzyskiego, spowodowała wiele szkód, fot. Maciej Kuroń

Przez wschodni obszar województwa świętokrzyskiego przeszły wieczorem krótkie, ale bardzo gwałtowne nawałnice. W ich wyniku zginęła jedna osoba, doszło też do poważnych uszkodzeń linii energetycznych, zerwania dachów i połamania wielu drzew.

Ofiara śmiertelna burzy to mężczyzna, przygnieciony przez drzewo. Do zdarzenia doszło w miejscowości Szymanowice Dolne koło Klimontowa w powiecie sandomierskim – poinformował Radio Kielce oficer dyżurny Państwowej Straży Pożarnej w Kielcach. Towarzyszący burzom grad miał wielkość piłeczek pingpongowych – twierdzą świadkowie nawałnicy. W Byszówce koło Klimontowa silny wiatr doprowadził do zerwania dachu w jednym z domów.

Duże straty zanotowano także w gminie Bogoria, w powiecie staszowskim. W miejscowości Józefów Witowicki doszło do zerwania dwóch dachów. W Jurkowicach padający intensywny deszcz zalał piwnice miejscowej szkoły. Ucierpiały także miejscowości Pelczyce, Wagnerówka i Witowice.

 

   Biedni ludzie długo będą pamiętać tę tragiczną dla nich burzę. Wszyscy inni poczuli ulgę, że to nie na nich spadło to najgorsze uderzenie. Wszyscy odczuliśmy również ulgę w upale, bo temperatura obniżyła się o kilkanaście stopni. Jest wreszcie czym oddychać i można jakoś normalnie funkcjonować w pracy i w domu.

   Dlaczego tak dużo miejsca poświęcam jakiejś lokalnej burzy narażając się ponownie na komentarz  <pepikora> twierdzącego, że: (…) moje opowiadania są denne?

   To przez analogię do tego, co aktualnie przeżywamy w naszym kraju.

    Jesteśmy w ogniu kampanii wyborczej. Kandydaci na prezydenta i ich sztaby wyborcze sięgają po coraz cięższe argumenty. Jak przed burzą w przyrodzie, tak i w narodzie narasta atmosfera oblężonej twierdzy, bo co będzie jak nasz kandydat nie wygra? A jeszcze gorsza wydaje się hipotetyczna sytuacja gdy wygra przeciwnik naszego świetnego kandydata. Wtedy, panie to już tragedia!!!

    Mnie też postawiono w komentarzu do posta Trwoga pytanie o to: [na kogo będę głosował], bo… PO jest winne wielu zaniedbań… a głosowanie na liberałów jest grzechem…

   Odpowiedziałem, że zdecyduję w ostatniej chwili, już za kotarą, bo nie wiem już komu wierzyć. Ile jest takich pytań krążących pomiędzy zagubionymi w swoich decyzjach ludźmi? Jaki będzie ostateczny wskaźnik frekwencji wyborczej? Kto wygra pierwszą turę, a kto drugą i po jakiej jeszcze walce na zarzuty, haki i nieznane jeszcze środki czarnego PR-u?

   Zjawiska poprzedzające burzę (wyborczą) już ogarnęły nas wszystkich. Napłynęły czarne chmury obaw i wątpliwości. Już pojawiają się błyskawice i grzmoty, które w ciągu tych sześciu dni pozostających do dnia wyborów będą coraz groźniejsze.

   Później jednak, jak po każdej burzy nadejdzie cisza. Czy przyniesie nam jako rekompensatę przeżytych niepokojów jakieś ukojenie? Czy spełnią się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki obietnice naszych wygranych?

Ja sam obawiam się, że powtórzy się dokładnie scenariusz z poprzednich – wielu poprzednich wyborów. Dzisiaj nikt nie rozlicza poprzedniego prezydenta z obietnic wyborczych. Nie wypada. Taki był ciepły, rodzinny. Pozostawił podobno testament i wyznaczył jego wykonawcę, który też jest dobry, ciepły i rodzinny. I
dużo obiecuje.

Czy jednak ocena działalności Prezydenta na tym jedynie powinna się skupiać?

   Wybór to tylko formalność, prawda?