Życzenia dla Polski – kontynuacja

                    

                 

           Kartka Pani Bernadety Stasińskiej

 

   Przed pierwszą turą wyborów napisałem tekst pt. Życzenia dla Polski i zamieściłem w nim kartę z życzeniami. http://tatulowe.blog.onet.pl/Zyczenia-dla-Polski,2,ID408356072,RS1,n   Nie wiedziałem wtedy kto jest autorem tego projektu. Dzisiaj już wiem. Autorką pomysłu na kartę z życzeniami dla Polski jest mieszkająca w USA Pani Bernadeta Stasińska, która od mojej Małgosi dowiedziała się, że pewien pan z Polski zachwycił się jej projektem i wykorzystał na swoim blogu tę  kartę dla zilustrowania patriotycznych postaw emigracji polskiej w USA. Pani Bernadeta wykonała w prezencie dla mnie zamieszczoną tu kartę, a Małgosia przysłała mi ją pocztą . Tak oto po raz kolejny pokazuję Państwu kartę z życzeniami, w czasie kiedy Ojczyzna nasza bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje troski, wsparcia i pełnego zaangażowania w budowę Jej lepszego jutra. Dzisiaj wiemy już, że pierwszą turę wyborów wygrali dwaj najsilniejsi kandydaci Jarek i Bronek. Dzisiaj jesteśmy świadkami coraz cięższej walki o najwyższą stawkę, o Urząd Prezydenta Rzeczpospolitej.

   Pisałem w poprzednim tekście o zadłużeniu Polski, które sięgnęło już kwoty ponad 22 tys. zł na głowę statystycznego Polaka i o utrzymującej się tendencji do dalszego zadłużania. Populiści nadal nie liczą się z nikim i niczym tylko obiecują i obiecują, jakby po wygranych wyborach miał nadejść jakiś spadek, posag czy manna z nieba? Sam już nie wiem jak na to patrzeć.

   Wsłuchiwałem się wczoraj z uwagą w debatę pomiędzy kandydatami. Nasunęło mi się jako główne przegięcie ze strony obydwu kandydatów i ich sztabów wyborczych taktyka prowadzenia kampanii oderwanej od realiów konstytucyjnych Polski. Obaj wypowiadają się jakby kandydowali do stanowiska Prezydenta USA, gdzie istnieje zupełnie odmienny system polityczny, a nie Prezydenta Polski, gdzie Prezydent ma bardzo ograniczone kompetencje, a zatem i możliwości przebudowy niezbyt lubianego, bo zbyt restrykcyjnego i mało opiekuńczego państwa. Imponuje mi wiedza i doświadczenie obydwu panów i cieszę się z tego, że jest możliwość wybierania pomiędzy dobrym i jeszcze lepszym kandydatem.

   Słysząc poranne omówienie prasy pomyślałem, że podzielam pogląd dziennikarzy wyrażających opinię, że każdy mówił do swoich wyborców i raczej nie przekonał do siebie tych, co nie głosowali w ogóle lub głosowali na innych. Jedno jednak umacnia mnie w poczuciu, że miałem rację ostrzegając przed populistami z PiS. W całej kampanii jak i we wczorajszej debacie J. Kaczyński stawia na wejście Polski do G 20 czyniąc zarzut obecnemu rządowi, że dotychczas tego nie uczynił. Nie wiem na czym oparte są te kalkulacje, bo jeszcze parę miesięcy temu czytałem gdzieś w prasie, że Polska jest na 38 miejscu wśród najbogatszych państw świata. Skąd taki nagły awans do elity 20  najbogatszych. W dodatku jakby w odpowiedzi na próby naszego wpraszania się do tego klubu podano dziś rano informację, że w zakończonym właśnie szczycie G-20 zdecydowano w sposób istotny ograniczyć deficyty budżetowe najbogatszych państw świata. W Poznaniu rozpoczął się dzisiaj podobny szczyt, który zaproponuje identyczne lekarstwo na problemy współczesnej Europy i świata. To absolutnie dotyczy również Polski, bo nasz deficyt budżetowy sięgnął ponad 7 proc. PKB przy dopuszczalnym w UE deficycie określonym na poziomie 3 proc. PKB. Nadal podtrzymuję teorię( moda na teorie spiskowe trwa) świadomego utrzymywania nas – polskich wyborców w celowym niedoinformowaniu o prawdziwych rozmiarach kryzysu finansowego w naszych finansach publicznych. Dowiemy się wszystkiego dopiero po wyborach prezydenckich. Jeszcze trwa kampania i sporo się dowiemy o wzajemnych zaniedbaniach, o ukrytych  (niecnych) interesach, jak i o własnych zaletach, o prawdziwym patriotyzmie i posłannictwie „liberałów” lub „chadeków”, lub jak kto woli konserwatystów.

   Słucham, czytam i oglądam i milczę. Doceniam stosowane posunięcia taktyczne i socjotechniczne. Widzę coraz większy wpływ posunięć w ramach marketingu politycznego na postawy ludzi  Nie będę nikogo przekonywał, bo to w polskich realiach nic nie da. Samo się rozstrzygnie jeśli tylko pójdziemy do wyborów i obdarzymy głosem swego kandydata. Damy w ten sposób szansę „lepszemu”, a „gorszy” będzie mu patrzył na ręce i wychwytywał wszelkie przypadki odejścia od obietnic wyborczych. Obaj są dobrzy jako kandydaci, bądźmy więc równie dobrymi Polakami i głosujmy zgodnie z własnym pojmowaniem świata i własnym sumieniem

Hej, wakacje to rzecz miła…

     

Demotywatory na tropie prawdy

    

      Pozwoliłem sobie umieścić to zdjęcie w mojej galerii na Nk.pl w dniu 14 czerwca, a więc w okresie największej gorączki z zabieganiem o jak najlepsze szkolne oceny. Nadałem mu swój tytuł:

Znacie te numery???

 Miało większe powodzenie niż większość umieszczanych tam zdjęć, gdyż do dnia dzisiejszego odwiedziło go 510 osób. Ze względu na interesującą dyskusję jakim go obdarzono pozwolę sobie przytoczyć ją w całości:

         Za większy problem uważam krótkowzroczność tego nauczyciela ze zdjęcia… 😉 No ale teraz już zauważyłam w czym problem… zamiast na nosie, jego okulary znajdują się na głowie! ;D

Paulina

         Tak długo, jak będzie istnieć przymusowa i „bezpłatna” edukacja, tak długo będzie spadał poziom szkolnictwa i rósł „problem” taki jak wyżej i wiele innych, które każdy chyba potrafi wymienić.

         Mariusz

Studia są dobrowolne, za niektóre się płaci, a i tak większość ściąga więc ośmielę się nie do końca zgodzić z tym poglądem 😉

Paulina

Jak coś jest za darmo, to wtedy każdy chce to brać – studia też. Uczelnie wyższe przyjmują masę studentów(zaniżają wymogi z roku na rok) z czego większość odpada na początku z własnej woli(w ogóle nie powinna była zaczynać z takim podejściem jakie prezentują). Wielu kończy studia tylko dzięki nawykom wyciągniętym właśnie z takich praktyk jak ściąganie i kombinowanie. Celem ludzi nie jest dziś wiedza a „papierek”, którego posiadanie wielu uważa za perspektywę na lepszą przyszłość. Nie jest tak do końca, ponieważ masa ludzi kończy najdziwniejsze kierunki, a dopiero potem zastanawia się co dalej, co sprawiło, że tytuł magistra w Polsce stracił swój prestiż. Gdyby studia były płatne, to ludzie poważniej by się zastanawiali czy i po co na nie idą. A tak, mało który absolwent pracuje w zawodzie(może nie licząc ścisłych kierunków) i obwinia za to państwo. „Idiota z dyplomem, to ten sam idiota co wcześniej, tylko teraz z pretensjami”

Mariusz

Tak jest jak piszesz Mariuszu. Wiele razy podnosiłem ten problem na lekcjach i pisałem o tym na swoim blogu czy gościnnie na innych. Nic się nie zmienia. W obecnej kampanii kandydaci podnoszą temat rozwoju społecznego mierzonego ilością studentów -ok.2 mln.  na blisko 500 polskich uczelniach. Nie podają wtedy ocen jakie Ty podajesz, jak również nie mówią tego, że najlepsze polskie uczelnie – UJ i UW zajmują pozycję ok. 500 lokaty w rankingach światowych uczelni

Mój komentarz

Ale każdy uczy się dla siebie

Kasia

Tak! Z tym się Mariuszu muszę zgodzić! A apropo ściągania. Pani dr E.K. z którą mam zajęcia powiedziała, że „życie to zweryfikuje”. A poza tym większość pracodawców bardziej zwraca uwagę na kwalifikacje i kompetencje niż na papier, a to z kolei spowodowane jest tym, o czym ty pisałeś, bo prawie każdy wie, że w obecnych czasach dyplom nie jest adekwatny do poziomu wiedzy. Smutne ale prawdziwe

Paulina

Pewnie, że znamy te numery. Dziś już mi nic nie grozi więc się przyznam, że firaneczka przed pierwszą ławką też nie raz była zdobiona karteczką i szpileczką. Pozdrawiam

Anna

Dzisiaj uczniowie kładą na ławkach piórniki – ogromne jak dawna kosmetyczka, a w nich trzymają telefony komórkowe z dostępem do Internetu. Gdy zwrócisz im uwagę to mówią, że tylko sprawdzają godzinę…

To mój komentarz kończący wymianę opinii na temat pokazanego problemu

    Taki był mój wkład w walkę z patologią jaka opanowała nasze szkoły. Tu bez ściągania daleko nie zajdziesz – takie jest podejście absolutnej większości uczniów i studentów. Walka wydaje się zupełnie beznadziejnym zabiegiem i wielu nauczycieli z niej zrezygnowało. Zresztą z bardzo różnych względów. Uczniowie nie zrezygnowali.

    Dzisiaj wróciłem z egzaminu, z przygotowania zawodowego w Technikum Mechatronicznym. Egzamin praktyczny potwierdzający kwalifikacje i kompetencje – jak pisze Paulina zdecydowało się zdawać około 50 proc. abiturientów. To dla nich przygotowano do prowadzenia egzaminu na dwie zmiany świetnie wyposażoną pracownię i dwa komplety nauczycieli egzaminatorów. Niestety, każdego dnia okazuje się, że kolejni kandydaci na technika mechatroniki nie zgłaszają się do egzaminu lub po zapoznaniu się z zadaniami wycofują się składając rezygnację. Obawiam się, że niewielu uzyska tytuł technika, a więc nie będzie mieć również szans na podjęcie dalszej nauki na studiach kierunkowych utworzonych dla tego zawodu przyszłości. Czy to ma związek z pokazanym tu problemem? Oceńcie sami.

   Dzisiaj jako Gorący temat  mamy w Onet.pl do rozważenia problem: Czy studia produkują bezrobotnych? Zajrzałem, przeczytałem redakcyjny artykuł i kilka wypowiedzi ludzi biorących udział w dyskusji. Jak zwykle wiele w nich goryczy ludzi zawiedzionych tym, że tytuł magistra niczego nie gwarantuje. Warto tam zajrzeć już dzisiaj i zabrać głos. Bardzo pasuje tam cytowana powyżej wypowiedź Mariusza z tym świetnym zdaniem: . „Idiota z dyplomem, to ten sam idiota co wcześniej, tylko teraz z pretensjami. Jeden z dyskutantów używających zdjęcia J,Korwina Mikke wypowiedział takie oto słowa:

Hahaha, trzeba było iść na kierunek techniczny, np. informatyka, elektronika automatyka, elektryka, energetyka, budownictwo itp. Ale nie dziwię się kobietom, że po zdobyciu mgr socjologii, pedagogiki czy europeistyki lub zarządzania nie mogą znaleźć pracy skoro tak na prawdę takie wykształcenie to nie jest żadne wykształcenie. Kobiety najpierw wybierają tego typu studia, a później się dziwią, że mają niższe płace i nie mogą znaleźć pracy. Trzeba było o tym pomyśleć przed studiami jak robi większość mężczyzn.

Cytuję tę wypowiedź choćby dlatego, że nawiązują do opisanych wyżej dzisiejszych wrażeń z egzaminu praktycznego w zawodzie mechatronika będącego połączeniem kierunków mechanika z elektroniką. Przyglądając się pracowni oraz będąc po rozmowie z dyrektorem tej szkoły muszę stwierdzić, że ludzie tej specjalności mający kompetencje również w automatyce i elektryce byliby wolni od troski o swoją przyszłość. Szkoła istnieje. Posiada profesjonalne zaplecze i bardzo kompetentnych nauczycieli i co??? Chłopcy przez cztery lata chodzili do szkoły i nie czuli się na siłach stanąć do egzaminu. Do czego im ta wiedza się przyda? Co będą robić po otrzymaniu wyniku z egzamin
u maturalnego – jeśli go zdali oczywiście? Ilu abiturientów  liceów ogólnokształcących i techników jest w takiej sytuacji?

Mariusz jest absolwentem AGH kierunek Automatyka Inżynierii Mechanicznej, zaś Paulina ukończyła kierunek  Resocjalizacja i Profilaktyka Społeczna. Znają problem i nie mają kłopotów z zatrudnieniem.

Ja jestem dumny, że  miałem ich wśród swoich uczniów, a teraz mam ich wśród znajomych Nk.pl

Dzisiaj w Onet.pl Blog mamy temat:

Nauczyciele też czekają na wakacje

To prawda. Czekamy. Już jutro nastąpi rozdanie świadectw. Jeszcze trochę pracy biurowej i wakacje…Warto już dzisiaj zaśpiewać:

Hej, wakacje to rzecz miła, wyśmienita rzecz

Już nauka się skończyła, książki poszły w piec…

 

Ojcowie świetują

                   

Mama zadba o kwiaty, o odpowiedni strój, o stosowny wierszyk, o wszystko co trzeba, aby Tatuś w Dniu Ojca był należycie doceniony

 

   Zbliża się doroczne święto Ojców i Ojczulków, Tatusiów i Tatulków. Mniej szumnie obchodzone od Dnia Matki, bo wiadomo Matka to … Sami wiecie jak zakończyć to zdanie. My ojcowie zostajemy poza głównym nurtem życia rodzinnego i można powiedzieć, że dzieje się tak niejako na nasze własne życzenie. Wygodnie jest nam odsyłać nasze dzieci ze wszystkim do matki, bo jesteśmy zmęczeni, bo nie mamy cierpliwości, bo życie przerasta często naszą wyobraźnię – szczególnie gdy dzieci podrastają i tracimy z nimi kontakt. A tracimy ten kontakt dlatego, że nie ma nas w życiu naszych dzieci, a przynajmniej nie ma nas wtedy, kiedy najbardziej nas potrzebują – zanim nauczą się radzić sobie bez nas. Wtedy to może już być za późno. Czy nie za ostro zacząłem kolejną opowieść? Czy nie nazbyt jednostronne są te oceny? Zastanówmy się.

   Zacznę od tego, że w archiwum tego bloga znajdziecie sporo różnych wypowiedzi na temat rodziny i to widzianej zarówno od strony rodziców jak i dzieci, od strony szkoły i społeczeństwa. Chociażby w tym tekście:

http://tatulowe.blog.onet.pl/Aby-zostac-kierowca-trzeba-zdo,2,ID345769065,n

   Przypomnę również tytuł tego bloga. Piszę przecież Tatulowe opowieści. Tatul to moja własna ksywka nadana mi przez moje córunie.

   Piszę w jakiejś części do nich i dla nich, a przy okazji dzielę się własnymi spostrzeżeniami i przemyśleniami z innymi ludźmi na szerokim forum jakie daje Internet. Fakt, że licznik wejść na blog powoli, ale pnie się wciąż w górę jest dla mnie wielką radością. To dowód na to, że w zalewie wszelakich informacji na jakie można natrafić w Internecie znajduje się jakaś liczba stałych czytelników poświęcających moim opowieściom swoją uwagę. To mnie nakręca i mobilizuje do kontynuacji działań. Otóż na tej niwie przytrafił mi się niedawno niezwykły rodzynek. Mój znajomy z Naszej-klasy, były uczeń tak ocenił moją blogową działalność:

…Przyznaje, że z Pana blogiem nie jestem na bieżąco, ale czyta się przyjemnie.  Nazwa adekwatna do zamieszczonych treści, bo rzeczywiście można poczuć się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po ciężkim dniu do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przeżył w ciągu dnia. Bardzo przyjemny blog. W necie jest pełno portali niosących pusty i płytki przekaz, z którego niewiele wynika. Miło poczytać Tatulowe Opowieści… Prawda, że sympatyczne słowa?

   Nie przytaczałbym tutaj tego fragmentu listu, gdyby nie kontekst w jakim moje teksty były odczytywane. To opowieści ojca powracającego z pracy…Czy to nie wskazuje na brak takich rozmów?

   Jestem nauczycielem i mam już ponad dwudziestoletnie doświadczenie w pracy z młodzieżą szkół średnich. Wobec uczniów  staram się być kimś takim jak ojciec, czy dziadek w tym pożądanym przez młodych ludzi wzorcu kogoś, kto interesuje się ich sprawami. Mam swoje satysfakcje  wynikające z pełnienia takiej roli. Nie będę teraz o tym pisał. Powiem tylko, że bardzo im brakuje takiego kontaktu. Gdy mówię im o różnych (pozalekcyjnych) sprawach, czy pozwalam sobie na dłuższe dygresje to wtedy widzę ich autentyczne zainteresowanie samą gawędą, na jakikolwiek temat. Jak wyglądają buzie takich zasłuchanych uczniów to wiedzą ci, którzy mają przyjemność pracować z młodzieżą i obserwować ich reakcje. Takich bezpośrednich relacji wyraźnie im brakuje. Nie pytam o to jakie warunki panują w ich domach, bo mógłbym być skarcony za wtykanie nosa w czyjeś prywatne życie. Wystarczy mi satysfakcja płynąca z tego, że przynajmniej w naszej szkole nie czują się obco, a nawet twierdzą, że atmosfera ekonomika jest jedną z mocnych stron naszej szkoły. Czasem jednak udaje się czegoś dowiedzieć o ich życiu przy okazji różnych, takich moich przedsięwzięć jak na przykład to z ostatniego tygodnia. Kończy się rok szkolny. Wszyscy już mają oceny, więc jest okazja na prowadzenie luźniejszych rozmów. Ponieważ zbliżają się wakacje, postanowiłem zwrócić uwagę na problem różnic w odczuwaniu szczęścia przez poszczególnych ludzi. W  tym celu wydrukowałem sobie wierszyk Adama Asnyka, aby go przeczytać i wspólnie przedyskutować, a później zawiesić go na gazetce szkolnej.

Oto on:

A. Asnyk

 

Siedzi ptaszek na drzewie…

 

Siedzi ptaszek na drzewie

I ludziom się dziwuje,

Że najmędrszy z nich nie wie
,

Gdzie się szczęście znajduje.

 

Bo szukają dokoła,

Tam gdzie nigdy nie bywa,

Pot się leje im z czoła,

Cierń im stopy rozrywa.

 

Trwonią życia dzień jasny

Na zabiegi i żale,

Tylko w piersi swej własnej

Nie szukają go wcale.

 

W nienawiści i kłótni

Wydzierają coś sobie,

Aż zmęczeni i smutni

Idą przespać się w grobie.

 

A więc, siedząc na drzewie,

Ptaszek dziwi się bardzo,

Chciałby przestrzec ich w śpiewie…

Lecz przestrogą pogardzą.

 

   Nie zamęczając nikogo tokiem analizy wiersza z wplataniem elementów psychologii pozytywnej nakazującej cieszyć się każdą chwilą, każdym doznaniem jakichś radosnych przeżyć posłużyłem się  przykładem z życia dzieci. Tak to leciało:

         Czy pamiętacie swoje wycieczki do lasu, z których przynosiliście mamusi czy tatusiowi nanizane na długą trawkę poziomeczki i wręczaliście je ze słowami: – to dla ciebie mamo, tato? Nasze szczęście to takie właśnie poziomeczki, czy jagódki nabite na trawkę. Szczęście nie spadnie na nas wraz ze spadkiem po bogatym dziadku, czy wygraną w totolotka. Szczęście to suma takich szczęśliwych momentów przeżytych i zapamiętanych.

Czy uwierzycie, że mało kto potwierdzał takie – wydawałoby się oczywiste postępowanie dziecka. Czasem ktoś mówił, że mu się takie momenty zdarzały …jak był małym dzieckiem. Teraz nie chodzą na spacery. Nie mają też komu przynosić dowodów troski i miłości, bo tata, mama  ciągle w pracy …

  Jakiś taki chłód dawało się wtedy odczuć w klasach. Samo rozumienie podnoszonych przeze mnie aspektów tak oczekiwanego przez nastolatków szczęścia wydawało się bardzo odległe od mojego.

   Czy te obrazki nie opowiadają jakiejś głębszej prawdy o tym, jak my, rodzice dbamy o relacje z dziećmi?

  Jeszcze coś o życzeniach jakie pewnie otrzymamy za dwa dni od swoich pociech. Wybrałem kilka wersji takich życzeń jakie można znaleźć w Internecie:

 

Dla taty

 

Kiedy deszcz kapie i straszy,

Gdy muszę zjeść talerz kaszy,

Gdy rower wciąż łańcuch gubi,

Gdy myślę, że mnie nikt nie lubi,

Wtedy

Przytulić się do taty muszę szybko,

Tatuś nazwie mnie zwykle

…srebrną rybką,

pożartuje, w nos da prztyczka i pomoże.

Rower jedzie,

Kasza pyszna,

A deszcz?

Niech pada sobie na dworze.

Kiedy zła wracam z podwórka,

Bo w rajstopach znowu dziurka,

Gdy mnie pani w szkole zgani,

To co robię? Też pytanie!

Wtedy

Przytulić się do mamy muszę szybko,

W jej sukience ukryć minę brzydką,

Razem z mamą zaszyjemy wstrętną dziurę,

A od jutra siedzieć w ławce będę murem.

Przytulić się do taty,

Przytulić się do mamy,

Najpewniejszy to ratunek i pociecha,

Przytulić się do mamy,

Przytulić się do taty

I już smutek, już zmartwienie,

W mig ucieka!

==================

 

Dzisiaj Dzień Taty ! Mojego Taty ! I wszystkich Ojców na świecie ! Niosę dla Taty z ogródka kwiaty… Zarzucę Tacie na szyje cieple ręce… Powiem do ucha : Tatku, posłuchaj… Chce Cię uściskać…nic więcej

 

… gdy opowiadasz mi bajeczki.

Lubię gdy na kolanach mnie sadzasz

i na każdą psotę zawsze się zgadzasz.

Lubię gdy uśmiechasz się do mnie,

po prostu kocham Cię ogromnie

 

 

Dziękuję Ci Tato za serca pogodę

A kiedy dorosnę to Cię nie zawiodę

 

Dziękuję Ci za to,

Że dopasowywałeś swoje życie do mojego.

Dziękuję za poczucie,

Że nie ma dla Ciebie na tym świecie nic droższego,

Niż nasza miłość

(Oprócz Twojej miłości do mojej Mamy).

Dzięki Tobie czuję się chcianym dzieckiem,

Potrzebnym i wartościowym człowiekiem.

Dziękuję Ci za to, że jesteś.

—————————-

Tatku – Ty mnie życia uczyłeś

wszystko, co miałeś mi poświęciłeś

nikt nie ofiaruje nigdy mi więcej

dziś Ci, więc daję serce w podzięce

——————–

Za Twe czułe serce, za mądre nakazy

w dniu Twojego święta dziękuję – sto razy!

 

Choć jestem duży – bez swego Taty

bez przerwy wpadałbym w tarapaty…

Kiedy więc przyjdą jakieś kłopoty

od razu Tacie oznajmiam o tym…

A wtedy zaraz łatwiej i prościej uda się

wybrnąć z wszelkich trudności…

 

   Wybrałem takie jedynie życzenia, które oddają naturę zapotrzebowania naszych dzieci na to, czego im najczęściej brakuje. To wymaga przemyślenia i jest możliwe do skorygowania. Ciągle jeszcze jest na to czas. Nasze dzieci, nawet jeśli mają już po 40 lat ciągle mają w sobie wystarczająco dużo dobrej woli, aby nam wybaczyć zaniedbania i zrozumieć ich przyczyny, aby się pojednać z nami.

  W cytowanej już na blogu książce: List do Ojca  będącej zbiorem nadesłanych do redakcji Gazety Wyborczej listów napisanych, ale nigdy nie wysłanych listów do swoich ojców czytamy:

   Mamy problem z ojcami. Zleciliśmy sondaż. Aż 92 proc. ankietowanych Polaków oceniło, że ojcowie powinni angażować się w rodzinę na równi z matką. Ale – pytani, czy tak jest – najczęściej zaprzeczali.

…badani pamiętali, że w dzieciństwie o problemach mogli rozmawiać tylko z matką, z ojcem – prawie wcale. Jedynie w jednym ojcowie mieli przewagę – częściej bili.

…ten problem z ojcami mamy wszyscy – bez względu na wiek, wykształcenie, pochodzenie, stan majątkowy, światopogląd.

Wyszło, że z ojcem najczęściej jest tak, że go nie ma. Nawet jeśli jest!

  nic nie ujdzie uwadze dzieci. Zapamiętają wszystko, najdrobniejsze nawet kłamstwo, nieszczerość, brak wiary, chwilę wahania. Ale zapamiętają każdy spacer, rozmowę, pocałunek, bajkę opowiedzianą na dobranoc. Zapamiętają co najważniejsze.

Nawet jeśli od ojców dostały tylko życie.

 

Wszystkim Ojcom, Ojczulkom, Tatusiom i Tatulkom najlepsze życzenia z okazji Ich święta

Tatul

 

 

Pożegnanie Jarosława

Krzyknąłem wtedy przez okno: – Jarek ! Zatrzymał się na chwilę abym mógł zrobić to zdjęcie.  Dzięki temu mam co dzisiaj pokazać, gdy piszę o nim.

Przed godziną wróciliśmy z pogrzebu. Pożegnaliśmy Go w doborowym towarzystwie jego kolegów strażaków i setek ludzi, którzy odczuwali potrzebę, aby oddać mu tę ostatnią przysługę. Walczył z chorobą z taką samą determinacją jak walczył z pożarami, skutkami powodzi czy innych klęsk żywiołowych. Nie poddawał się do końca. Snuł plany na przyszłość, ale inaczej było mu pisane – jak pięknie mówili żegnający go księża, czy Poseł na Sejm, Członek  Zarządu Głównego Ochotniczych Straży Pożarnych  Mirosław Pawlak. Nie chorował długo. Nagłe – jak to zwyczajowo bywa – ujawnienie faktu poważnej choroby przyszło w tym samym czasie, co ślub jego młodszej córki Magdy. Tragedia osobista jaką wtedy przeżywał poruszyła mnie do tego stopnia, że opisałem przejmujący ból Jarka w moim poście Płacz z plączącymi…Zapraszam do przeczytania: https://tatulowe.wordpress.com/2009/09/27/placz-z-placzacymi/ 
Pisałem tam m.in.: wesele miało jednak swój indywidualny rys. Nie wiem czy wszyscy goście, ale najbliżsi wiedzieli o chorobie dręczącej ojca panny młodej. Siedząc blisko widzieliśmy z jakim bólem przychodził kilkukrotnie tej nocy z pokoju hotelowego do sali , aby pełnić swoją rolę ojca weselnego. Zatańczył kilka razy z panną młodą i najbliższymi, pozował do zdjęć ale chociaż bardzo się starał, to trudno mu było ukryć ból i to, co pewnie kołatało mu się po głowie przed zbliżającą się wizytą w szpitalu. Wszyscy byliśmy przygnębieni tą sytuacją, nie wyłączając młodych. Żegnając się z młodymi jeszcze raz życzyliśmy im szczęścia, a choremu wiary w szybki powrót do zdrowia.
    Objaśniając na końcu opowieści tytuł posta  Płacz z płaczącymi napisałem wtedy, że pomysł: zaczerpnąłem ze źródeł kościelnych. Tekst dotyczy  prawdziwej miłości, która płacze z płaczącymi i cieszy się z cieszącymi. Czy to nie tak, jak w tej rodzinie na weselu się stało?

Będziemy wspierać jedna i drugą stronę w dążeniu do celu.

Jarku będzie dobrze!!! Trzymaj się! 

PS.
Interesowaliśmy się przebiegiem tej walki o powrót do zdrowia. Cieszyliśmy się widząc go jak starym zwyczajem aktywnie uczestniczył w obrzędach Świat Wielkanocnych zapewniając udział druhów strażaków w warcie honorowej przy Grobie Pańskim, czy w czasie Drogi Krzyżowej na ulicach naszego miasteczka. Wspierany siłami całej rodziny nie dał jednak rady. Dzisiaj usłyszeliśmy o nim bardzo dużo dobrego, bo kościół jest ostatnim chyba miejscem, gdzie człowiek prawy, oddany rodzinie i służący ludziom potrzebującym pomocy może otrzymać choćby pośmiertne zadośćuczynienie. Jest to ciągle istotny przykład pożądanego społecznie postępowania i wzywania do naprawy naszych różnych wad, zaniedbań czy zaniechań. Szczególnie, że płynie to z miejsca, gdzie okresowo przypomina się nam słynne : – memento mori pamiętaj, że musisz umrzeć, a całkiem często sami sobie stawiamy pytania o to, – czy my sami jesteśmy gotowi do przejścia na drugą stronę? Jarek ma to już za sobą. On wyprzedził nas w drodze do lepszego świata. Będzie już stamtąd doglądał swoich spraw.

   Piszę te słowa, również po to aby przypomnieć inny jeszcze, a pominięty dzisiaj zupełnie wymiar jego życiowych dokonań.

Widziałem w kościele dużo osób związanych z byłą już (niestety) Gminną Spółdzielnią „Samopomoc Chłopska” w Bogorii, w której przez wiele lat był Wiceprezesem, a później Prezesem Zarządu. Ja Go do tej spółdzielni przyjmowałem w grupie czterech stażystów, którzy podobnie jak ja postanowili się związać z naszą miejscowością. Tu się pożenili, osiedli na stałe i wrośli w miejscowe społeczeństwo stanowiąc silne jego filary.

Zaczynali w czasach niezwykle trudnych i pracując często za marne grosze budowali przyszłość firmy. Firma nie wytrzymała konkurencji prywatnego handlu i upadła, ale załoga przechowała w sobie pozytywne wspomnienia z tamtych lat i przybyła pożegnać swego kolegę i byłego szefa. 

Ja sam widząc niektóre twarze po raz pierwszy od wielu lat postanowiłem dodać do sylwetki Jarka jeszcze i ten element biografii.

   Cześć Jego pamięci !!!

 

 

Życzenia dla Polski

    

                Życzymy, życzymy…

 

   Napotkałem kiedyś na anonimowy projekt (chyba) kartki okolicznościowej z życzeniami dla Polski. Zrobiłem jej zdjęcie i teraz, po raz kolejny pokazuję ją światu jako przykład myślenia o sprawach Polski tak samo jak o naszych własnych relacjach z kimś bliskim, komu wysyłamy okolicznościową kartkę z życzeniami.

   Okazja do składania życzeń jest wyjątkowa. Kończy się kampania wyborcza. Kandydaci jeszcze tu i tam wpadają, coś przecinają, coś otwierają, wręczają jakieś odznaczenia bo każdy pretekst dobry, by coś zadeklarować, coś obiecać, uszczypnąć konkurenta – jednym słowem wbić się w świadomość wyborcy i nakazać mu skreślenie kratki właśnie przy jego nazwisku. Pięknie brzmią hasła wyborcze umieszczone na plakatach i transparentach, które do nas na prowincję dopiero teraz zaczynają napływać. Najważniejsza jest Polska ; Zgoda buduje ; Polsce potrzebna jest zmiana : Polacy muszą skupić się na swoim dobrobycie; Bogaci Polacy to silna Polska; Polska może stać się dla Europy tym czym Kalifornia dla USA.

   To tylko wezwania ze strony tych najbardziej liczących się w rankingach. Inni też walczą do ostatka, bo jak wcześniej pisałem…Wygra jeden, ale wygrani będą wszyscy. To co teraz się odbywa to tylko uchwycenie przyczółka w walce zaplanowanej na jesień. Walce o prawdziwą władzę w parlamencie, w samorządach, w rządzie i na wszystkich stanowiskach, które po tych wyborach będą przewietrzane, aż do samego dołu. Tam wprowadzi się swoich ludzi, aby mieć zaplecze polityczne, organizacyjne, a również i ekonomiczne do kolejnych rozdań, w kolejnych wyborach.

   Teraz potrzebny jest im nasz głos. Bądźmy patriotami i przede wszystkim głosujmy. Bądźmy jednak krytyczni wobec haseł i osób, które je głoszą. Warto dać odpór złotoustym demagogom, tak jak zrobili to choćby Słowacy i Czesi w niedawno zakończonych tam wyborach i wybrać takiego reprezentanta naszych aspiracji, który nie obiecuje gruszek na wierzbie, a mimo tego pomoże nam poczuć się obywatelami świata. Chcemy żyć godnie i dostatnio i nie ma w tym nic dziwnego. Bierzmy jednak pod uwagę ograniczenia jakie zafundowali nam poprzednicy dzisiejszych cudotwórców, którzy potężnie zadłużyli nasz kraj. Zobaczcie zresztą sami:

 

Przeliczmy to na nasze złote. Czy stać nas na życie na kredyt, albo lepiej – na koszt naszych dzieci, którym przyjdzie spłacać nasze dzisiejsze rozpasanie?

   Zdajmy sobie ponadto sprawę co dzieje się w Grecji, Portugalii, Hiszpanii, a ostatnio we Francji, które już wdrażają programy oszczędnościowe wywołując protesty tłumów ludzi wychodzących na ulice, aby bronić nabytych praw. Nam Bruksela postawi, lub już postawiła  te same warunki. Podejrzewam tylko, że władze ogłoszą je już po wyborach, aby nie psuć efektu kiełbasy wyborczej, którą nas częstują kandydaci. A my lubimy tych co dużo obiecują, prawda?

   Życzymy Ci Polsko tego wszystkiego co ujął na kartce jakiś emigrant, a nawet jeszcze więcej, według własnego życzenia. Ja życzę Ci jeszcze roztropnych i odpowiedzialnych wyborców. Niech każdy wybierze tak jak mu serce dyktuje, ale nich idzie do wyborów i odda swój cenny głos. Dzięki temu nie będziemy pozbawieni wpływu na najważniejsze dla kraju rozstrzygnięcia na całe długie pięć lat, a może i na dziesięć czyli dwie kadencje.

Przeczytajmy jeszcze ten wiersz Jonasza Kofty. Wiele on mówi o stosunku zwykłego obywatela do swojej OJCZYZNY. Warto zadać też sobie przy okazji pytanie: – czy my moglibyśmy tak jak on określić swoją relację z Ojczyzną?

 

 

 Jonasz Kofta

W moim domu

Tyle lat jesteśmy razem, miłą, wybacz
Ale wszystko tak jak trzeba chyba nie jest
Gdy musimy się codziennie przekonywać
Że ty dla mnie, ja dla ciebie, istniejemy

Przecież nie mam żadnej innej poza tobą
I mieć nie chcę, tyś jest wieczna i jedyna
Naszym sercom zagroziła, tak jak słowem
Niedokrwistość, zniechęcenie i rutyna

To normalne, że chcesz mieć nareszcie spokój
A na wiosnę grządki zasiać i zagrabić
Ale wiesz, bywają różne pory roku
A tak życia jak tapczanu nie ustawisz

Kiedy niebo nad głowami ciąży chmurnie
Twoje oczy wciąż mnie śledzą niespokojnie
Ja dla ciebie chyba zawsze byłem durniem
Co nic nie wie, nic nie czuje, nic nie pojmie

Nie ma takiej gorzkiej prawdy, moja miła
Która dla mnie byłoby nie do zniesienia
Jeśli rzecz nam jaka serca podzieliła
To naiwne i tchórzliwe przemilczenia

Póki czas, lepiej otwarcie ze mną pomów
Zanim w złości lepszy numer ci wykręcę
Chyba prawo mam, by w moim własnym domu
Więcej w oczy mi patrzono, mniej na ręce
Wiem na pewno, że ze sobą zostaniemy
Chociaż życie nam układa się nieprosto
Nie możemy rozstać się trzasnąwszy drzwiami
Moja miła, moja droga
Moja Polsko

 

Burza przynosi ulgę

   Opisałem parę scenek, jakie udało mi się zaobserwować wśród ludzi, z którymi z własnej lub przymuszonej woli przebywałem w czasie, gdy wszyscy byliśmy zmęczeni upałem. To było piątkowe popołudnie. Jeszcze przez sobotę żar lał się z nieba potęgując negatywne efekty upału. Wyglądaliśmy zapowiedzianych przelotnych opadów, a nawet burz, które na naszym terenie miały być szczególnie wodniste, a nawet gradowe. Ze smutkiem patrzyliśmy na nasz trawnik, który cieszył oko, gdy niemal codziennie padało, a teraz pokazywał już łysiny wypalone słońcem, mimo że zaczęliśmy już nawet podlewać nasze ogródkowe uprawy, aby zachować je w jak najlepszej formie do kolejnego deszczu. No i doczekaliśmy się. Przed wieczorem, w czasie gdy rozmawialiśmy z Małgosią by Skype i dowiedzieliśmy się, że u niej mocno pada, to u nas zagrzmiało. Bardzo szybko pokazała się chmura gnana porywistym wiatrem i zaczęło padać. Połączenie zostało przerwane jakąś awarią prądu na liniach przesyłowych. Wyskoczyłem z aparatem fotograficznym, aby zrobić parę zdjęć. Wtedy zaczęło się rażenie gradem. Początkowo pojedyncze kuleczki lodu miały średnicę około 1 cm i nie padały zbyt gęsto, natomiast miały dużą siłę rażenia. Odgłos ich uderzeń o blachę pokrywającą dom stawał się coraz głośniejszy. Patrzyliśmy z żoną przez okno na gwałtownie narastające przejawy burzy i zastanawialiśmy się, jak wielkie poczyni zniszczenia.  W mieszkaniu narastał mrok, co było następstwem pełnego zachmurzenia, a nie zapadającego w sposób naturalny zmroku.  Przygotowaliśmy świece na wypadek, gdyby nie naprawiono awarii na liniach przesyłowych prądu.  Na szczęście burza szybko opuściła nasz teren.  Pojawiło się słoneczko i jak to po burzy bywa, w ramach rekompensaty za chwile trwogi – natura stworzyła piękne widoki, godne utrwalenia w postaci zdjęć fotograficznych. Efekty tego zjawiska prezentuję na zdjęciach obok.

   Nie zanotowaliśmy większych strat. Mieliśmy większe szczęście niż mieszkający o kilkanaście kilometrów dalej ludzie, gdzie grad miał wielkość piłeczek ping-ponga, a trąba powietrzna poczyniła dużo szkód łamiąc drzewa i zrywając dachy z domów. O skutkach tej burzy – wskutek braku prądu przez całą noc – dowiedzieliśmy się dopiero rano. Oto krótka notka z naszych stron:

Świętokrzyskie: gwałtowna nawałnica; śmierć jednej osoby

Nawałnica, która przeszła przez wschodni obszar województwa świętokrzyskiego, spowodowała wiele szkód, fot. Maciej Kuroń

Przez wschodni obszar województwa świętokrzyskiego przeszły wieczorem krótkie, ale bardzo gwałtowne nawałnice. W ich wyniku zginęła jedna osoba, doszło też do poważnych uszkodzeń linii energetycznych, zerwania dachów i połamania wielu drzew.

Ofiara śmiertelna burzy to mężczyzna, przygnieciony przez drzewo. Do zdarzenia doszło w miejscowości Szymanowice Dolne koło Klimontowa w powiecie sandomierskim – poinformował Radio Kielce oficer dyżurny Państwowej Straży Pożarnej w Kielcach. Towarzyszący burzom grad miał wielkość piłeczek pingpongowych – twierdzą świadkowie nawałnicy. W Byszówce koło Klimontowa silny wiatr doprowadził do zerwania dachu w jednym z domów.

Duże straty zanotowano także w gminie Bogoria, w powiecie staszowskim. W miejscowości Józefów Witowicki doszło do zerwania dwóch dachów. W Jurkowicach padający intensywny deszcz zalał piwnice miejscowej szkoły. Ucierpiały także miejscowości Pelczyce, Wagnerówka i Witowice.

 

   Biedni ludzie długo będą pamiętać tę tragiczną dla nich burzę. Wszyscy inni poczuli ulgę, że to nie na nich spadło to najgorsze uderzenie. Wszyscy odczuliśmy również ulgę w upale, bo temperatura obniżyła się o kilkanaście stopni. Jest wreszcie czym oddychać i można jakoś normalnie funkcjonować w pracy i w domu.

   Dlaczego tak dużo miejsca poświęcam jakiejś lokalnej burzy narażając się ponownie na komentarz  <pepikora> twierdzącego, że: (…) moje opowiadania są denne?

   To przez analogię do tego, co aktualnie przeżywamy w naszym kraju.

    Jesteśmy w ogniu kampanii wyborczej. Kandydaci na prezydenta i ich sztaby wyborcze sięgają po coraz cięższe argumenty. Jak przed burzą w przyrodzie, tak i w narodzie narasta atmosfera oblężonej twierdzy, bo co będzie jak nasz kandydat nie wygra? A jeszcze gorsza wydaje się hipotetyczna sytuacja gdy wygra przeciwnik naszego świetnego kandydata. Wtedy, panie to już tragedia!!!

    Mnie też postawiono w komentarzu do posta Trwoga pytanie o to: [na kogo będę głosował], bo… PO jest winne wielu zaniedbań… a głosowanie na liberałów jest grzechem…

   Odpowiedziałem, że zdecyduję w ostatniej chwili, już za kotarą, bo nie wiem już komu wierzyć. Ile jest takich pytań krążących pomiędzy zagubionymi w swoich decyzjach ludźmi? Jaki będzie ostateczny wskaźnik frekwencji wyborczej? Kto wygra pierwszą turę, a kto drugą i po jakiej jeszcze walce na zarzuty, haki i nieznane jeszcze środki czarnego PR-u?

   Zjawiska poprzedzające burzę (wyborczą) już ogarnęły nas wszystkich. Napłynęły czarne chmury obaw i wątpliwości. Już pojawiają się błyskawice i grzmoty, które w ciągu tych sześciu dni pozostających do dnia wyborów będą coraz groźniejsze.

   Później jednak, jak po każdej burzy nadejdzie cisza. Czy przyniesie nam jako rekompensatę przeżytych niepokojów jakieś ukojenie? Czy spełnią się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki obietnice naszych wygranych?

Ja sam obawiam się, że powtórzy się dokładnie scenariusz z poprzednich – wielu poprzednich wyborów. Dzisiaj nikt nie rozlicza poprzedniego prezydenta z obietnic wyborczych. Nie wypada. Taki był ciepły, rodzinny. Pozostawił podobno testament i wyznaczył jego wykonawcę, który też jest dobry, ciepły i rodzinny. I
dużo obiecuje.

Czy jednak ocena działalności Prezydenta na tym jedynie powinna się skupiać?

   Wybór to tylko formalność, prawda? 

Upał każdemu dokucza

   Coraz trudniej wytrzymać na ulicy, w biurze czy w domu. Nie ma gdzie schować się przed upałem. Przeciągi nie dają wytchnienia, a są groźne dla zdrowia. Podobnie zimne napoje, czy lody przynoszące iluzoryczną ulgę, ale za to realną chrypę. Dziewczyny już niewiele mają do zdjęcia i przeżywają katusze, bo te fluidy i cała tapeta nakładana na twarze, nie pozwala skórze oddychać i jeszcze do tego rozmazuje się brzydko. W tej sytuacji nie daj Boże płacz wywołany jakimś nagłym zdarzeniem. To dramat psychiczny i estetyczny zarazem. Czytaj dalej

Trwoga…

   Jakoś tak bezpośrednio po napisaniu posta pt. Pióro(klawiatura)jak wiatraczek  https://tatulowe.wordpress.com/2010/05/21/pioroklawiatura-jak-wiatraczek/,  w którym pozwoliłem sobie na własną ocenę sytuacji w Polsce wyrażoną m.in. takimi słowami : Podzielono nas (nawet nie zauważyliśmy kiedy) wg zasady: Powiedz mi jaką gazetę czytasz, a powiem ci kim jesteś. Powiedz mi jakiego radia słuchasz, a powiem ci kim jesteś. Powiedz mi jaki program telewizyjny oglądasz, a powiem ci kim jesteś. Oglądamy telewizję i słuchamy radia – i dobrze. Czytamy prasę, a to nawet bardzo dobrze. Tylko dlaczego pozwalamy zawładnąć naszą świadomością jakiejś jednej opcji, a nie wypracowujemy sobie własnego zdania po zapoznaniu się również z innymi punktami widzenia prezentowanymi przez inne opcje? Jedni – mianując siebie prawdziwymi patriotami oskarżają drugich o brak patriotyzmu i kupczenie Polską Racją Stanu. Oskarżani nie pozostając dłużnymi i rewanżują się czymś równie podłym. Wojenka przenosi się z mediów do naszych zakładów pracy, klubów czy rodzin wreszcie. Owocuje to agresją wobec inaczej myślących, bo słuchających innego radia, czy czytających inne gazety naszych znajomych, przyjaciół czy krewnych...usłyszałem w moim radio piosenkę śpiewaną przez Zbigniewa Wodeckiego pt. Trwoga. Natychmiast złapałem za długopis, aby zanotować szczególnie charakterystyczny i wiele mówiący refren: Czytaj dalej

Rocznicowe wspomnienia

Dzisiaj wspomnieniowo nastrojony chciałbym przypomnieć ważne dla mojej rodziny wydarzenie sprzed 47 lat. W upalny dzień, 5 czerwca 1971 r, miejscowym USC, a później w kościele parafialnym spotkali się koledzy ze szkolnej ławy Elżbieta i Czesław, aby przysięgać sobie miłość, wierność i …. Czytaj dalej

Boże Ciało

Procesja Bożego Ciała w Bogorii – Zdjęcie współczesne

P1030308.m

Procesja Bożego Ciała na rynku w Bogorii. Lata 60-te ub. wieku

Zróbcie mu miejsce, Pan idzie z nieba,
Pod przymiotami ukryty chleba.
Zagrody nasze widzieć przychodzi
I jak się Jego dzieciom powodzi…
Taką pieśnią przywitał nas kościół w Bogorii, w dzień Bożego Ciała Czytaj dalej