Gdzie Bóg się zrodził?

   Czy czuję się wystarczająco przygotowany do przeżycie po raz kolejny tajemnicy narodzin Jezusa? Czy należytą uwagę przywiązujemy w naszym domu do tej duchowej właśnie strony bardzo lubianych i starannie celebrowanych świąt? Czy jesteśmy w tym świętowaniu bardziej zaangażowani w to, co nazywamy sacrum, czy też może hołdujemy bardziej tradycji z karpiem, pierogami, makowczykiem i prezentami pod choinką w tle?

   Dużo takich pytań stawiam sobie gdy czytam lub słucham tych, którzy mają nas przygotować duchowo do właściwego przeżywania tak wielkich wydarzeń w kościele jak to, na które właśnie czekamy. Uważam, że trzeba stawiać sobie takie pytania, aby nie poddać się silnym już tendencjom i zachować właściwe proporcje pomiędzy tym, co wynika z wiary katolickiej; a tym, co utrwaliła w naszej świadomości i w praktyce tradycja. Nie tylko nasza rodzima i głównie ludowa, ale i tradycja innych narodów Europy. Często kultywowane zwyczaje świąteczne nie mają już niczego wspólnego z istotą świąt.

Mnie w tym roku trafiono w czułe miejsce aforyzmem autorstwa Adama Mickiewicza, jakiego użył w czasie homilii w ostatnią niedzielę Adwentu nasz ks. kanonik Andrzej. Oto on:

Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie,

lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie.

Po powrocie z kościoła zajrzałem do Internetu, aby upewnić się co do autorstwa tego aforyzmu i znalazłem przy okazji wiele bardzo interesujących informacji poszerzających treść przesłania naszego wieszcza. Wyczytałem, że autorem tych myśli był Angeles Silesius czyli Anioł Ślązak, który za Orygenesem napisał kiedyś: …jaki więc sens miałoby Jego narodzenie, gdyby nie narodził się we mnie, gdyby nie przyszedł do mnie, nie poruszył mnie, nie zachwycił? Gdyby nie pobudził we mnie miłości, dobra, nie zrodził pokoju…? Adam Mickiewicz przetłumaczył tylko te myśli nadając im poetycki wymiar. Przy okazji znalazłem informację o tym, że Mickiewicz przyszedł na świat w podobnych do Jezusa okolicznościach, bo to wydarzenie przytrafiło się jego mamie w folwarku Zaosie, w dzień Wigilii 24 grudnia. Czy ten fakt miał jakiś związek z przyszłym życiem i dorobkiem wieszcza?

   Szperając w przepastnych zasobach Internetu natrafiłem przy okazji na interesujący artykuł z tygodnika Niedziela, w którym wyczytałem bardzo przekonujące objaśnienia dla samej istoty narodzin Syna Bożego. Jak widać miałem spore luki w swojej wiedzy na ten temat. Teraz lepiej rozumiem dlaczego narodził się jako człowiek i do tego w postaci niewinnego Dzieciątka. Lepiej rozumiem dlaczego Jego miejscem narodzin stała się Mizerna, cicha, stajenka licha…, a czas narodzin oznaczał wielkie zagrożenie dla życia Maleństwa i Jego ziemskich rodziców. Okoliczności narodzin najlepiej poznawać na nowo śpiewając w czasie świątecznych, rodzinnych spotkań piękne kolędy. Ja bardzo lubię ten zwyczaj i jak tylko można oddajemy się śpiewaniu w większym gronie podobnie odczuwających taką potrzebę ludzi.

   Kolejny mój etap na drodze duchowego przygotowania się do świąt to spotkania opłatkowe z młodzieżą i innymi nauczycielami w szkołach, gdzie pracuję. Duże wrażenie wywarła na nas wszystkich przedstawiona przez młodzież ekonomika inscenizacja szopki betlejemskiej. Słowno-muzyczny montaż, jaki przygotowali katecheci z naszą bardzo uduchowioną polonistką Anią miał tym razem w sobie pewne novum. Polegało ono na tym, że jakoś specjalnie dobrani młodzi ludzie składali u żłóbka dary w postaci swoich osiągnięć, np. świadectwa ukończenia szkoły, satysfakcji z wygranej z nałogiem walki, zbędnej już kuli, która po wypadku pozwalała uczniowi dojść do pełnej sprawności, czy wreszcie postanowień dotyczących wyboru wartości i postaw życiowych. Ci uczniowie składali w ofierze coś ważnego, do czego doszli własną pracą przy respektowaniu obowiązujących zasad moralnych. Gdy zestawić takie podejście młodych ludzi do Bożego Narodzenia z tradycyjnym już roszczeniowo – życzeniowym podejściem, to dopiero widoczne staje się to, czego nam często brakuje. Życzymy przecież sobie i innym, aby Ktoś odsunął od nas kłopoty, dał zdrowie, zapewnił pomyślność jakichś przedsięwzięć itd. itd., zamiast sami zabrać się za budowanie swojej pomyślności. Życzymy innym i sami przyjmujemy życzenia, które nie mogą się spełnić przez sam fakt, że zostały sformułowane pod naszym adresem, przez dobrze życzących nam ludzi.

   Proponuję więc umiar w składanych życzeniach zaczynających się od: Niech Boża Dziecina…

   Boże Narodzenie to radosne przyjście na świat małego Dzieciątka – owocu miłości i obiektu miłości. To maleństwo trzeba kochać tak, jak kochamy własne dzieci za sam fakt, że są z nami, a nie za to, jakie jest dla nas łaskawe. Nie można Go obarczać życzeniami typu – Niech…

   Nie gniewajcie się na mnie za takie podejście do tematu świąt. To jest tylko moje, bardzo osobiste podejście. Nie zamierzam mącić nikomu jego domowej atmosfery świątecznej, ani zwalczać jakichś zwyczajów czy tradycji. Święta, które są przed nami to doskonała okazja zacieśnienia więzów rodzinnych i podwyższenia temperatury naszych uczuć.

   Świętujmy więc, tak jak lubimy dbając tak o ciało jak i o duszę, nie zapominając o naszych braciach młodszych, zwierzakach domowych, które podobno około północy mogą mieć ochotę na poufną rozmowę z nami. Co nam powiedzą ludzkim głosem? Dbajmy o nastrój i dobry wypoczynek, bo do następnych świąt bardzo daleko.

   Wszystkim zaglądającym tu życzę radosnych świat, pełnych wzruszeń i doznań pozwalających poczuć się choć przez te dni bardziej szczęśliwym, potrzebnym i kochanym.

   K.I. Gałczyński napisał kiedyś takie życzenia:

Aby Święta Bożego Narodzenia były Bliskością i Spokojem, a Nowy Rok – Dobrym Czasem.


20 uwag do wpisu “Gdzie Bóg się zrodził?

  1. Tatul pisze:

    I ja składam Wam życzenia – po raz 5. Dzisiejsze dzielenie się opłatkiem przez komputer bardzo mnie wzruszyło. A opowieść o Dziadzi Zimku, w Jego urodziny? Choćby króciutka? – Małgosia

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Małgosiu, przyjmuję z pokorą uwagę o pominięciu w mojej opowieści Dziadka Zimka, który również w wigilię Bożego Narodzenia przyszedł na świat. Ująłem ten wątek w rękopisie, ale ze wzglądu na długość opowieści z żalem go opuściłem. Skoro jednak jest na to zapotrzebowanie, to spieszę uzupełnić ten brak.Dziadzio urodził się 24.12 1906 r. właśnie w wigilię Bożego narodzenia. Z tego co mi opowiedział wiem, że panowała wtedy sroga zima, a on był chory i dlatego nie czekano z chrztem na lepsze czasy. Ksiądz, który chrzcił dzieciątko miał powiedzieć: – Skoro przyszedł na świat w tak srogą zimę, to niech mu będzie na imię Zimowit. Żyliśmy w przeświadczeniu,że nosi imię Ziemowit, bo on sam wywodził to imię od księcia Ziemowita, a dopiero po jego śmierci, z aktu zgonu dowiedzieliśmy się, że nosił imię Zimowit – tak jak zaproponował ksiądz.Jego wigilijne przyjście na świat miało chyba wpływ na jego decyzje życiowe. Był dobrym człowiekiem i katolikiem, a szczególnie uroczyście celebrował przyjęcia wigilijne. Od dziecka pamiętam, że przy naszym wigilijnym stole zasiadały samotne kuzynki czy lokatorzy, którzy pomieszkiwali w naszym domu.Opłatek dzielony podczas składania życzeń traktował tak, jak Komunię Świętą twierdząc ,że w te noc ma ona takie właśnie znaczenie.Gdy przez kilka ostatnich lat życia, po śmierci Mamy mieszkał samotnie my wszyscy przygotowywaliśmy wieczerzę wigilijną i zwoziliśmy do niego, aby wspólnie ją spożyć. Później wracaliśmy do swoich domów na swoje, już drugie przyjęcia wigilijne.Oj, łza się w oku kręci…Dzisiaj są jego urodziny. Byłem już na cmentarzu. Zaświeciłem znicze i pogadaliśmy sobie nieco.Tu obok zamieszczę symboliczną „świeczkę” dla NiegoWesołego świętowania

      Polubienie

      • ~Stanisław pisze:

        Czytałem wcześniej rękopis,ale z przyjemnością przypomniałem go sobie.Życzę wszystkim Wesołych Świąt i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku….Natomiast refleksje pana Piotra przeczytałem rodzinie przy świątecznym stole. Pozdrawiam.

        Polubienie

  2. ~Klarka pisze:

    Na zbliżające się Święta pragnę złożyć życzenia przeżywania Bożego Narodzenia w zdrowiu, radości i ciepłej rodzinnej atmosferze. Kolejny zaś Nowy Rok niech będzie czasem pokoju oraz realizacji osobistych zamierzeń.

    Polubienie

  3. ~Piotrek pisze:

    Refleksje na kolanie pisane:))Tegoroczne Święta Bożego Narodzenia rozpoczęły się w moim przypadku od uczestnictwa w dwóch pogrzebach. Obydwa dotyczyły dalszych członków mojej rodziny. Dla wielu ludzi pogrzeb w przeddzień wigilii to okropne smutne przeżycie, pozbawiające nadziei. Jednakże te dwa pogrzeby stanowiły, w moim przekonaniu, bardzo dobre wprowadzenie do duchowego przeżywania świąt Narodzenia Pańskiego. Ktoś mógłby zapytać co ma wspólnego pogrzeb z wigilią Bożego Narodzenia, co może mieć wspólnego tak smutne wydarzenie z tak radosnym czasem oczekiwania na przyjście Chrystusa? Dla wielu jest tutaj nieprzezwyciężalna sprzeczność. Tymczasem sprzeczność ta ujawnia się przy bardzo powierzchownym spojrzeniu na ten problem. Faktycznie kiedy bezkrytycznie i naiwnie trzymając się zasad tego co pospolite i utarte, spojrzymy na ten problem, sprzeczność rzuca się w oczy i to bardzo wyraźnie. Ale pospolitość, bezkrytyczność, nie powinna być perspektywą w której wiara znajduje swój właściwy locus. Ślepa wiara to niebezpieczna wiara, jak pisał Jerzy Lec w swoich Myślach Nieuczesanych.Pogrzeb nie mówi wbrew potocznym i obiegowym przekonaniom o śmierci, tylko o życiu. To ważne aby stale to podkreślać. Kulturowo jest on wprawdzie związany z formą pogrzebania zwłok, jednakże liturgicznie przesycony jest treściami pozytywnymi, które wyrażają prawdę o życiu, nie o śmierci człowieka. Śmierć to początek życia, tego się trzymajmy. Tutaj znów przy powierzchownym tylko spojrzeniu powie ktoś, jak to śmierć może być początkiem życia? Ano właśnie, prawdę tę wbrew współczesnym materialistom pierwszy odkrył już Sokrates, który istnienia duszy dowodził odwołując się do rzeczy sobie przeciwstawnych. Tak życie i śmierć są czymś wobec siebie przeciwstawnym, ale tak jak życie kończy się śmiercią, tak śmierć zaczyna się życiem. Spojrzenie na śmierć oczyma wiary pokazuje, że nie jest ona końcem życia, lecz początkiem czegoś nowego. Śmierć to narodziny człowieka dla nieba, tak można to najprościej wyrazić. Dlaczego o życiu ludzkim można powiedzieć, że jest adwentem czyli czasem oczekiwania na narodzenie dokonujące się w momencie śmierci. Zadatek tego narodzenia tkwi już w człowieku. Jest nim dusza ludzka, dusza nieśmiertelna, która po śmierci ciała biologicznego trwa nadal. To nowe narodzenie się życia po śmierci, dokonuje się poza czasem i przestrzenią, czyli poza tymi parametrami do których przywykliśmy doświadczając codziennie wszystkich przedmiotów, wydarzeń, sytuacji. To nowe życie, które zaczyna się w momencie śmierci jest życiem w innym wymiarze, niż ten doczesny, można powiedzieć jest to życie jako stan dynamiczny, w którego wpisana jest możliwość rozwoju polegająca na stopniowym przybliżaniu się do kontemplacji wewnętrznego życia Boga. Narodziny pośmiertne nie są zatem narodzinami do bycia nie czymś statycznym, lecz do bycia czymś dynamicznym. Moment śmierci to moment ponownego narodzenia człowieka do nowego życia z Bogiem w niebiańskiej wspólnocie. Teraz trochę o samym Bożym narodzeniu. Nie jestem teologiem dlatego moje uwagi na ten temat będą, można powiedzieć, trywialne i niewiele wnoszące do całości sprawy. Boże Narodzenie to dzień w którym Bóg wkracza w dzieje człowieka. Dokładnie w dzieje konkretnego narodu, który otrzymał miano narodu wybranego. Bóg przychodzi na świat w bardzo konkretnym celu. Przychodzi po to aby dokonać zbawienia człowieka od zła i śmierci. Jest to fenomen który nie spotykany jest w żadnej innej religii pozachrześcijańskiej – o ile mi wiadomo. Bóg przychodzi do człowieka, obnaża swoją potęgę i moc, wchodzi w struktury czasu i przestrzeni, ale dokonuje tego tylko po to, aby wyzwolić człowieka z kajdan zła i niemocy. Człowiek bowiem nie jest w stanie wyzwolić sam siebie od zła i grzechu. Gdyby było to w mocy człowieka, Bóg nie musiałby przychodzić do niego. Wchodząc w historię człowieka, Bóg staje się niejako jednym z nas. Nie o takim Bogu mówiła grecka filozofia. Choć jak twierdzili niektórzy Ojcowie Kościoła tacy filozofowie jak Platon i Arystoteles niejako przeczuwali takiego Boga o jakim mówi Pismo Nowego Testamentu. Zastanówmy się przez chwilę o rozumiemy kiedy wypowiadamy słowo Bóg. Jakie ma ono dla nas znaczenie. Ta abstrakcyjna nazwa niewiele mówi na pierwszy rzut oka. Bóg, Bóg, Bóg – co to znaczy. Sytuacji też nie rozwiązuje to kiedy powiemy, że Bóg jest czystym istnieniem, bytem doskonałym, wszechwiedzącym, wszechmocnym, itp., to wydaje się, że jeszcze bardziej stwarza uczucie niepojętości i niezrozumiałości takiego Boga. Nikt bowiem nie doświadcza takich przymiotów jakie przypisuje się Bogu. Poza możliwością naszego ludzkiego doświadczenia jest np. wszechmoc czy wszechwiedza. Człowiek za nic nie pojmuje jak może istnieć osoba, która wszystko może uczynić, nie ma dla niej rzeczy niemożliwej do wykonania, wszystko wie, dla której nie istnieją ekstazy czasowe teraźniejszość, przeszłość oraz przyszłość. Człowiek wie co to jest wiedza czy siła, ale tylko w wymiarze tego co skończone. Takiego Boga nikt nie doświadcza też przecież bezpośrednio. Nawet Bóg Starego Testamentu nie był Bogiem którego naród wybrany doświadczał bezpośrednio. Zawsze było to poznanie poprzez symbole, które wtórnie odnosiły do Boga. Mojżesz przecież nie rozmawia z Bogiem bezpośrednio, tylko z głosem przemawiającym w gorejącego krzaku podobnie i Abraham oraz wielu innych proroków którzy tylko słyszeli głos Boga a nie posiadali jego naocznego i bezpośredniego widzenia. Bóg starego Testamentu choć wkracza w dzieje człowieka, pozostaje daleki, niezrozumiały. Filozofowie oddają tę własność Boga transcendencją ontyczną i epistemologiczną. Ten obraz Boga ulega zmianie w Nowym Testamencie. Bóg postanawia wcielić się w naturę ludzką. Jest to niesamowite, ten sam wszechmocy i wszechwiedzący Bóg, filozoficzny absolut, przyjmuje bardzo konkretną postać człowieka. Czyni to z dwóch powodów, po pierwsze chce aby człowiek lepiej go poznał obcując z nim bezpośrednio, po drugie wcielenie Boga w ludzką naturę wpisuje się w ekonomie zbawienia człowieka, stanowi przezwyciężanie grzechu, zła i śmierci, jest dopełnieniem tego co Bóg obiecał pierwszym rodzicom kiedy zamykał mim drogę raju. Przez osobę Jezusa, Bóg staje się bliski każdemu człowiekowi. Staje się Bogiem z nami, towarzyszem. Jeden z filozofów powie – przyjacielem człowieka. Przyjmując ludzką naturę Bóg wchodzi w czas konkretnego człowieka. Tym samym staje się możliwe bezpośrednie poznanie samego Boga, obcowanie z nim w ludzkiej postaci. To niesamowite że przeszło 2000 lat temu ludzie mogli doświadczać obecności samego Boga. Dziś nie jesteśmy w tak komfortowej sytuacji. Dla nas Bóg też dany jest poprzez symbole i znaki, które odsyłają do niego, sam natomiast nie jest nigdzie bezpośrednio doświadczany, nawet w Eucharystii. Tego dziejowego momentu ludzie jednak nie wykorzystali, zapoznali Boga – człowieka obecnego pośród nich. Nie uznali Go, choć ten sugestywnie do nich przemawiał, czynił znaki, dokonywał cudów. Nie uwierzono mu. Dlaczego? Aby to pojąć trzeba wejść w mentalność izraelitów. Nie przyjęli oni Boga – człowieka, gdyż nie korelował on z taką wizją Mesjasza jaka posiadali. Uwarunkowana ona była w dużej mierze politycznie i społecznie. Wiązała się pewnymi bardzo konkretnymi nadziejami. Oczekiwali oni bowiem silnego Mesjasza, który orężem wyzwoli ich spod rzymskiego panowania i przywróci utracone królestwo Izraela. Ten Mesjasz który narodził się w Betlejem zawiódł nadzieje narodu wybranego. Nie spełniał bowiem oczekiwań człowieka. Jego orężem nie była broń, tylko miłość, dla wielu ludzi bardzo słaba broń, a jego orędziem nie było orędzie walki tylko pokoju. Bóg człowiek nie przychodzi aby walczyć, tylko aby uczyć ludzi kochać. On przynos
    i ze sobą przykazanie miłości. Czy gdyby dziś Chrystus miał się ponownie naradzić zostałby przyjęty? Obawiam się, że sytuacja była analogiczna do tej sprzed 2000 lat. Tak jak wtedy Bóg został odrzucony przez wielu, tak było, jest i będzie nadal. I choć od tego momentu w dziejach upłynęło już tyle lat Bóg- człowiek nadal jest wyrzucany z ludzkich serc, tak jak tego wieczoru wyrzucany od jeden do drugiej gospody. Nie miał wtedy i nie ma bardzo często i dziś swojej gospody, nie ma gdzie się ponownie narodzić. 2000 lat temu Bóg człowiek przyszedł na świat w ubogiej szopie, nie mógł bowiem znaleźć żadnego miejsca dla siebie. Już od początku był kimś kogo stawiano nijako na marginesie świata i spraw ludzkich. Świat nie chciał Boga… Dziś Chrystus też poszukuje miejsca na swoje ponownie narodzenie. Tym miejscem powinno być serce człowieka. Słusznie w tym kontekście powołuje się często słowa polskiego wieszcza „ Jezus narodził się w Betlejemskim żłobie, lecz biada Ci człowiecze jeśli nie narodził się w Tobie”. Jezus poszukuje ludzkich sec jako kołysek do swojego ponownego narodzenia i zamieszania. I tak jak 2000 lat temu był odsyłany od jednej gospody do drugiej, tak dziś idzie od jednego serca do drugiego. Kołacze i pyta czy może się narodzić, nikogo jednak przy tym nie zmusza. Bóg nie łamie wolności człowieka. Bóg- człowiek składa w ten wieczór wszystkim zaproszenie do przyjścia na świat w sercu każdego człowieka. To zaproszenie jest skierowane do każdego człowieka po imieniu, wszak Bóg nie myśli tylko o nas jako o gatunkach czy rodzajach, lecz myśli o każdym człowieku jako o niepowtarzalnym indywiduum zasługującym na zbawienie. Dlatego po imieniu zaprasza każdego, aby ten przygotował mu w swoim sercu kołyskę aby mógł się tam raz jeszcze narodzić.Boże Narodzenie przypomina nam o tym, że powinniśmy stale odradzać się do życia z Bogiem. Człowiek tylko raz rodzi się biologicznie. Duchowo winien rodzić się nieustannie, co podkreślają mistycy. Duchowy rozwój człowieka jest bowiem ciągłym pokonywaniem samego siebie, zdążaniem do spełnienia swojej osoby w perspektywie celu ostatecznego. Aby jednak człowiek mógł się narodzić, potrzeba chwili zatrzymania się. Potrzeba spojrzenia w swoje wnętrze i odpowiedzenia sobie na pytanie, dokąd zmierzam, kim jest, czego pragnę. Potrzeba odrzucenia, czy raczej wyrzucenia, tego wszystko co uniemożliwia narodzenie się Boga w naszym sercu. Aby to zrobić trzeba stanąć wobec siebie w prawdzie. Przyznać się przed sobą, że to a to, uniemożliwia zamieszkanie Boga w moim sercu. Pycha, nienawiść, żal, resentyment, to wszystko sprawia, że w ludzkim sercu Bóg- człowiek nie może się narodzić, nie ma tam bowiem dla niego pogotowanej kołyski. Dlatego jak powiada św. Bernard trzeba oczyścić ludzkie serce od wszystkich nieuporządkowanych uczuć i wad uniemożliwiających narodzenie się Boga. Nie wystarczy zatem przeżyć święta razem z prezentami, czy przy suto zastawionym stole, tak i zwierzęta potrafią świętować – rzekłby dziś Arystoteles, który w ten sposób określał ludzi, pisał to nie ludzie to woły przy żłobie. Od człowieka wymaga się czegoś więcej, niż od zwykłego woła który stoi przy żłobie, wymaga się aby zatrzymał się i pomyślał nad fenomenem wcielenia Boga w ludzką naturę. Bóg nie urodzi się tam gdzie kołyska wymoszczona jest bogactwem i brakiem szacunku dla godności drugiego człowieku, gdzie świętowanie odbywa się na pokaz i tylko od ludzkiego oka. Bóg narodził się w nędzy betlejemskiej stajenki, i chce narodzić się nędzy ludzkiego serca. Dla wielu nędza kojarzy się dziś z brakiem pieniędzy. Szkoda że tylko tak jest pojmowana. Bóg jednak nie tak rozumie ludzką nędzę. Nędza ludzkiego serca jest jego wielkim bogactwem, oznacza prostotę i dziecinną szczerości, oddanie i gotowość przyjęcia Boga – człowieka w pokorze i majestatycznym uwielbieniu.Bóg o czym musimy pamiętać nie przyszedł na ten świat dla siebie. Bóg, jak powiada św. Tomasza z Akwinu bytem doskonałym, nie musiał się objawiać, ani też z nikim dzielić swoją miłością. Byt który jest sam w sobie doskonały nie potrzebuje nikogo i niczego poza samym sobą. Tymczasem Bóg będąc doskonały dzieli się sobą z człowiekiem. Czyni to z miłości do nędznego człowieka uwikłanego w grzech i zło. Tak często zapomina o tym człowiek, że to wszystko dokonało się przez niego i dla niego. W oczach Boga człowieka ma wielką wartość, a dowodem tego jest to, że tenże Bóg oddaje za człowieka swoje życie. Tylko dlatego, że go kocha. Tajemnica Boga i człowieka streszcza się zatem w słowie miłość.24 XII 2009 Kraków

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Piotrze, zamurowało mnie. Jeśli to było pisane na kolanie to wyobrażam sobie jak wygląda wypowiedź Pana Doktora pisana tradycyjnie, przy biurku. „Czapki z głów”- jak mówią Francuzi.Pozdrawiam świątecznie

      Polubienie

  4. ~Emilia pisze:

    Czesławie, podziwiam siłę Twojej wiary. Ja jestem wychowana przez podobnych Tobie ludzi.Niestety, im bardziej znam księży (wspólna praca w szkole, nauki przedchrzcielne dzieci, katechezy przekomunijne itd.) i kulisy KK (dramaty dzieci w Irlandii, komisja majątkowa, abp.Peatz, ostatnie poniżanie odważnych uczniów we Wrocławiu itp.)- tym mniejsza moja zewnętrzna religijność.Bóg, modlitwa- tak, kościół, celebra-nie.Uważam, że wizyty biskupów w szkołach, tzw. wigilijki, przedstawienia religijne – są w szkołach świeckich niepotrzebne.PS. Ładne tu masz zdjęcia.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Emilio, dziękuję za komentarz i szczerość w podejściu do tematu. Ja podjąłem ten temat w nadziei, że kogoś przekonam do swoich poglądów. Jeśli nie rodzice, jeśli nie kościół, to kto wpoi młodym ludziom zasady moralne podobne do naszych? Szkoła sama z siebie coraz badziej ogranicza swoją funkcję wychowawczą na rzecz edukacyjnej. Rodziny w imię świętego spokoju nie podejmują skutecznych środków wychowawczych i …życie sobie płynie.Niemcy dla przykładu już dawno zrozumieli co oznacza rezygnacja z tzw. „kindersztuby”i próbują wdrożyć środki zaradcze. My brniemy w sporach.Nic to.Przepraszam za Chamstwo „Luty”, bo trochę z mojego powodu i Pania spotkały przykrości.Pozdrawiam

      Polubienie

      • ~Emilia pisze:

        Czesławie, dziękuję za miłą i wyważoną odpowiedź.A ja martwiłam się, że to Pana „Luta” za bardzo dotknęła.To jakiś niedobry (a może zraniony- jak mówią mądrzy księża) człowiek, który kąsa wszystkich nawet w Boże Narodzenie.Szkoda, że psuje blog pana Chętkowskiego.Pozdrawiam i życzę miłego odpoczynku z kochającą się (jak widać na fotografiach i blogu Pańskiej córki Małgorzaty) rodziną, w ładnej okolicy.

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        ~Emilio, jakoś zniosłem tę Lutę, chociaż jak się doczepiła do mojej córki to …Pewnie masz rację w ocenie tej osoby. Nie warto o niej pisać bo może tu powrócić i będę miał swojego trolla. Dzisiaj miałem swoją satysfakcję z uznania dla mojego ostatniego posta, który umieszczono w rubryce „Waszym zdaniem”. Od rana miałem dużo wizyt i wiele bardzo mądrych komentarzy. Może więc nie jest ze mną tak źle jak by chciała Luta, zakładając dopłatę 100 zł dla cierpliwych, którzy dobrną do końca poszczególnych opowieści?Do zobaczenia – poczytania na Belferblogu

        Polubienie

  5. ~DD pisze:

    Piękny tekst.Szczególnie podobał mi sie opis fragmentu przedstawienia – składanie darów.Od 19 lat przygotowuje przedstawienia z dziećmi, małymi dziećmi i za kazdym razem staram się, aby wyraźne było przesłanie. W jasełkach opisanych przez Pana to przesłanie była bardzo wymowne. Mam nadzieję,że przynajmniej do kilku młodych ludzi dotarło.Pozdrawiam.http://okno2.blog.onet.pl

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~DD, ja też mam nadzieję, że inicjatywy podnoszone w szkole służą dobremu wychowaniu naszej młodzieży. Piszę o tym sporo ze względu na to, że część moich uczniów jest czytelnikami tego bloga.Żołnierz strzela, Pan Bóg kule nosi”. O skutkach naszego działania zadecydują uczniowie.Może kiedyś wspomną byłego nauczyciela?Pozdrawiam

      Polubienie

  6. ~aro pisze:

    W Święta Bożego Narodzenia trzeba zachowywać tradycję, bo właśnie ta tradycja jest mocną podstawą sacrum. Właśnie zacieśnienie więzów rodzinnych i podwyższenie temperatury naszych uczuć jest istotą tych świąt, jest sacrum.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Aro, je jestem za tradycją, ale nie wyłącznie tradycyjnymi zachowaniami na zasadzie – bo u mamusi tak się świetowało. Było 12 dań, łyzki nie wolno było wypuszczać z ręki…Przez cały rok nie chodzimy do kościoła i niczego z tajemnic tego święta nie rozumiemy. Chciałem wskazać na dwie strony medalu. Tę boska i tę ludzką. Dopiero razem jest dobrze .Pozdrawiam

      Polubienie

  7. ~aro pisze:

    Rzeczywiście katolik, jeśli ma być prawdziwy, musi w realnym świecie świadczyć swoim zachowaniem i swoimi czynami o swoim katolicyzmie. Ale ilu jest prawdziwych katolików? Żyjemy w świecie swoich własnych wartości (kiedyś w nas ukształtowanych i kształtujących się na bieżąco), które w większym lub mniejszym stopniu, od tej czy od tamtej strony są styczne z katolicyzmem, a niektórzy zasady chrześcijańskie w ogóle odrzucają.

    Polubienie

    • Tatul pisze:

      ~aro, późno tu zajrzałem ale odpowiem, że zgadzam się z Twoją oceną. Nazywa się to relatywizmem. Ludzie tworzą nowe obyczaje, zapożyczajęc jedynie pewne wzorce z innych źródeł. To co powstaje nie da się już zaliczyć do żadnej ze znanych religii. Tak się jakoś porobiło, że ortodoksyjne traktowanie zasad nazywamy dewocją, moherami czy jeszcze inaczej

      Polubienie

  8. Reblogged this on Tatulowe opowieści i skomentował(a):

    Pierwszy dzień Świat Bożego Narodzenia w Bogorii. Jesteśmy z żoną w kościele na mszy niepodtrawianej w naszej rodzinnej intencji. Mszę odprawia ks. Kanonik Andrzej, ten sam, który dziewięć lat temu zainspirował mnie do nienapisana tekstu, który dzisiaj ponownie udostępniam. To słowa A. Mickiewicza:
    „Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie,

    lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie”.
    Zapraszam

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.