Asertywność i empatia

   Kilka tygodni przed świętami zdarzyło mi się pomieszać ekonomię z życiem na lekcji podstaw przedsiębiorczości. Omawiałem właśnie problem potrzeb ludzkich, które w piękną piramidę ujął A. Maslow. Podstawę piramidy stanowię potrzeby podstawowe, a wyższe piętra potrzeby wyższego rzędu, które w teorii Maslowa pojawiają się po zaspokojeniu potrzeb podstawowych. Uczniowie łatwo akceptują tę teorię w odniesieniu do potrzeb elementarnych – bo trudno dyskutować z tym, że ktoś głodny i mieszkający pod mostem myśli o samorealizacji, a nie o jedzeniu i dachu nad głową.

   Potrzeby wyższego rzędu trzeba jednak szerzej objaśniać. Aby to zrealizować posłużyłem się rozmowa z jedną z uczennic. Zacząłem od pytania:
Czy odczuwasz potrzebę przynależności i jak ją realizujesz? Ponieważ z jakichś względów miała widoczne problemy z wypowiedzeniem się na ten temat postanowiłem pytać dalej:
– Czy odczuwasz to, że przynależysz do rodziny? Czy przynależysz bardziej do tatusia czy mamusi? A czy do klasy przynależysz? A do koleżanki, z którą siedzisz w ławce? Pytania stawiane w ten sposób, że wystarczy tylko przytakiwać pomagały mi w dochodzeniu do sedna problemu przynależności. Wreszcie, gdy coraz lepiej nam szło spytałem :
A masz chłopaka? Gdy nieśmiało odpowiedziała: – tak, zapytałem:

Czy zastanawialiście się już oboje nad praprzyczyną takiego zjawiska jakim jest poszukiwanie partnera życiowego. Tego jedynego, z którym nie wahamy się kroczyć przez życie. Z którym chcemy założyć rodzinę i niemal dokładnie powielić wzorce wzięte z życia rodziców i znajomych ?. W tym szukaniu partnera, a później we wspólnym już życiu zawiera się przecież realizacja pozostałych potrzeb …Aż po sam wierzchołek wspomnianej piramidy.

   Przechodząc do omawiania zmienności potrzeb wykazałem, że na przestrzeni życia ludzkiego potrzeby w sposób naturalny się zmieniają. Inne potrzeby mają młode rodziny, jeszcze inne gdy dzieci pójdą do szkoły, później na studia, a zupełnie inne gdy w mieszkaniach pozostaną już starzy ludzie, męczący się często sami z przeciwnościami losu.

   Świadomie zatrzymałem się na okresie zwanym syndromem opuszczonego gniazda. Gdy w domu pozostaną już sami rodzice – mówiłem, to często dramatycznie ciężko przychodzi im zaakceptować ten stan. Przez czas studiów na ogół nie ruszają niczego w pokojach swoich dzieci, aby w trakcie najczęściej świątecznych wizyt w domu dobrze się w nich czuły. Często także już po usamodzielnieniu się dzieci ten stan jest utrzymywany nadal. Pozostaje jakaś pustka. Odsunięcie na margines. Rodzice próbują wiec przedłużyć odgrywaną poprzednio rolę ręcznego sterowania życiem dzieci. One, zaznawszy swobody już nie dają sobie narzucić decyzji – nawet płynących od kochającej wciąż matki czy ojca. Powstaje duże pole konfliktów i często iskrzy na linii rodzice i ich dorosłe dzieci. Dzisiejsze zasady bezstresowego wychowania i wpajanych wszystkim uczniom reguł ASERTYWNOŚCI tylko pogłębiają ten problem . Młodzi potrafią powiedzieć NIE !!! To jest moje życie i nie pozwolę na wtrącanie się w moje sprawy nikomu. Nawet najbliższym !.

   Rodzice przedkładający ponad służącą im właśnie wtedy, gdy odchodzą na swoje ich dzieci asertywność swoiście rozumianą EMPATIĘ próbują mimo wewnętrznego rozdarcia łagodzić spory, brać na siebie winę za wszystko co nie wychodzi ich dzieciom (może nie nauczyliśmy?) aby zasypywać doły wywołane nieporozumieniami. Wszystko po to, aby nie doszło do zerwania kontaktów i aby gniazdo rodzinne nadal promieniowało ciepłem i miłością, aby nadal przyciągało samym faktem swego istnienia.

   Młodzi, a zwłaszcza nastolatkowie jeszcze nawet nie podejrzewają istnienia tego problemu. Wiedzą od dziecka, że świat jest tak urządzony, aby wszystko kręciło się wokół nich, i że tak musi być zawsze. Im wcześniej zrozumieją co oznacza potrzeba przynależności dla obydwu stron w każdym związku i co trzeba rozumieć przez empatię, tym lepiej dla wszystkich, prawda?

   Motyw zwany syndromem opuszczonego gniazda jest mi znany od kilkunastu lat. Jakoś sobie z tym radzę wydłużając aktywność zawodową i poszukując zajęć na czas wolny od pracy. Temu celowi służy choćby ten blog i zamieszczane w nim opowieści – pisane nie tylko dla córek.

Trzymamy się wszyscy mimo geograficznego oddalenia w bliskiej (jak mniemam ) łączności duchowej dzięki rzadkim co prawda, ale przeżywanym zawsze głęboko wizytom i rewizytom, no i dzięki łączności telefonicznej i Internetowej. W nadchodzące święta będziemy mieli okazję sprawdzić jak funkcjonuje stan naszych powiązań gdyż tym razem nasze dzieci spędzą święta w rodzinie zięcia. My przeżyjemy je podniośle i w głębokiej łączności duchowej z Nimi.

   Próbując kiedyś sprawdzić, czy moje córki wiedza o czym myślę pisząc o syndromie opuszczonego gniazda pokusiłem się o taki oto eksperyment. Dojeżdżając kiedyś do naszego domku zauważyłem siedzącą na drutach telefonicznych ponad drogą parę synogarlic, a przy bramie warującego naszego (od roku) psa. Postanowiłem zrobić zdjęcie temu domkowi. Wysyłając je moim córkom zadałem im jednocześnie pytanie:
O czym myślał starszy pan dojeżdżając do swojego domku po pracy? Pierwsza odpowiedziała Małgosia by Skype`a uśmiechając się ze zrozumieniem i mówiąc :
– Oj tato, tato!
Ania gdy zobaczyła zdjęcie wskazała w odpowiedzi na znaczenie wiernego psa warującego przy bramie już na odgłos silnika samochodu.

Niczego się wiec nie dowiedziałem. Przynajmniej tak wprost, jak oczekiwałem.

   Kończąc przydługi jak zwykle wywód o związkach ekonomii z życiem duchowym proponuję Państwu, aby w trakcie przygotowywania przyjęć dla najbliższej rodziny, dalszych krewnych, a nawet dla niespodziewanego gościa przemyśleć poruszane tematy i postanowić : WIĘCEJ ASERTYWNOŚCI – w życiu rodziców.

WIĘCEJ EMPATII – w wychowaniu własnych dzieci.

A rozmyślania warto prowadzić słuchając piosenki śpiewanej przez Elżbietę Wojnowską: Zaproście mnie do stołu

http://www.youtube.com/watch?v=1gjVzT9x-JU

 

16 uwag do wpisu “Asertywność i empatia

  1. ~Klarka pisze:

    wiedząc, że nie wije się gniazda w gnieździe pozwoliłam wyfrunąć mojemu synowi gdy tylko rozprostował skrzydła. W naszym środowisku budziło to zdumienie i podejrzenia- a bo pewnie się pokłócili, a może on chce imprezować i dlatego się wyprowadził, gdzie mu będzie lepiej jak u mamy itd. Z perspektywy czasu widzę, że była to bardzo dobra decyzja- chłopak stał się mężczyzną odpowiedzialnym za wszystkie aspekty swojego życia ( co nie znaczy że wcześniej był lekkoduchem) zarządza swoim czasem, zdrowiem i majątkiem i myślę, że jest to doskonałe doświadczenie w drodze do założenia rodziny. Dobrze mają Pana uczniowie na zajęciach:)

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Klarko, tak i ja traktuję obowiazki rodziców względem własnych dzieci. Dać im szansę na samodzielne spróbowanie się z życiem. Wśród złotych myśli jakie często cytuję jest i taka: „Matka to nie jest ktoś na kim można się oprzeć, ale ktoś kto uczy jak się obchodzic bez jej oparcia”. J Śpiewak.W życiu nie ma chyba tak bezwzględnych rodziców, aby nie służyli wsparciem aż po kres własnych dni, ale warto zadbać o możliwie wczesne usamodzielnienie się pociech .Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  2. ~Renata pisze:

    Myślę, że opuszczenie rodzinnego gniazdka jest potrzebne każdemu człowiekowi, nawet jeśli miałby je opuścić na kilka miesięcy czy rok. Będąc z dala od domu człowiekowi łatwiej jest zauważyć zalety mieszkania z rodzicami, którzy robią wszystko co mogą, aby ich dziecko miało wszystko czego pragnie.Kiedy człowiek pomieszka sam, podejmując różne decyzje, żyjąc na własną kartę, szybciej dostrzeże „użyteczność” rodziców. Niestety czasem rodzice zapominają o tym, że młody człowiek potrzebuje podjąć kilku (nawet niedobrych) decyzji, aby nie czuć, że ich życie jest kontrolowane przez rodziców i stąd powstają konflikty, w których młodzi ludzie domagają się wolności i swobody, bo wydaje im się, ze nie mają wpływu na swoje życie. Co do asertywności młodych ludzi to rzeczywiście zanim powiemy – „Nie, bo to moja sprawa”, powinniśmy się zastanowić, o co chodzi naszym rodzicom, co sugerują, bo przecież nie możliwe jest żeby źle nam życzyli. Ja również planuję opuścić gniazdko, ale to na razie jeszcze musi trochę poczekać 🙂

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Renato, pięknie dziekuję. Jestem więc rozumiany przez nastolatki? To ,mie cieszy. Bardzo dziękuję.Zupełnie rozumiem ostatnie zdanie. Trzeba się dobrze przygotować do samodzielnosci.Pozdrawiam

      Polubienie

    • ~aro pisze:

      > Co do asertywności młodych ludzi to rzeczywiście zanim> powiemy – „Nie, bo to moja sprawa”, powinniśmy się> zastanowić, o co chodzi naszym rodzicom, co sugerują, bo> przecież nie możliwe jest żeby źle nam życzyli.Jeśli rodzice są asertywni i dorosłe dzieci są asertywne to żadna ze stron nie musi się domyślać co druga strona sugeruje, to się po prostu mówi.W rodzinach jest raczej problem z brakiem asertywności. Któraś ze stron (albo żadna ze stron) nie mówi o co mu chodzi, jest powierzchownie sielsko, anielsko, wspaniale, a potem wybucha kłótnia o wszystko.Tak jest tam gdzie brak asertywności i nie rozwiązuje się poszczególnych problemów gdy tylko się pojawiają.

      Polubienie

  3. ~Brzoza pisze:

    Poruszyl Pan wazny temat. Empatia i asertywnosc sa w sumie bardzo potrzebnymi odczuciami w naszym zyciu. Umiec powiedziec „nie ” a zarazem potrafic wspolodczuwac- to juz cos. Zrozumiec wlasne dziecko i pozwolic mu zyc po swojemu to wlasnie pokazanie mu, ze kocha sie je pomimo wszystko i za wszystko. Syndrom pustego gniazda jest dosc znany, ale odczuwa sie go dopiero wtedy, kiedy wlasne dzieci odchodza. Chcemy byc dorosli, odpowiadac za siebie, podejmowac decyzje. A kiedy to nastepuje – wspominamy dni, kiedy tak wiele zalezalo od rodzicow, a my niemusielismy sie niczym martwic oprocz obowiazujacej nas – nauki. Takie jest zycie- pelne niespodzianek. A poniewaz Swieta juz tuz, tuz- zycze Panu, Panskiej Rodzinie i tym, ktorzy tutaj przychodza- dobrych Swiat. Zdrowia i radosci, Nowego 2010 Roku pelnego niezapomnianych chwil. I jeszcze tego, aby dzieci potrafily wspolodczuwac a rodzice nauczyli sie mowic „nie”. Ich zycie trwa nawet wtedy, kiedy dzieci sa daleko. W USA wlasnie dopiero dojrzali rodzice- pozwalaja sobie na wspolne wyjazdy, spelnianie marzen i dogadanie dzieci i wnukow z „bezpiecznej odleglosci”. Pozdrawiam swiatecznie!

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Brzozo , dziękuję za pozytywne przyjęcie nowego, przedświatecznego tamatu. Liczę na to,że wyzwoli on jakąś dyskusję, potrzebną szczególnie w Polsce, gdzie tradycyjnie rozumiane role rodziców i dzieci stają się mimo najszczerszych intencji źródłem nieporozumień, o których piszę. Czas przyniesie zmiany i na tym polu, ale chyba nie dorównamy nigdy matkom amerykańskim.Dziękuję za piękne życzenia i wzajemnie życzę miłych, rodzinnych świąt

      Polubienie

  4. ~Dominika P pisze:

    Gratuluję Panu świetnego posta.Ponieważ pokazał Pan istotny problem,który jest widoczny w każdym domu rodzinnym.Dotyczy on każdego,ponieważ przyjdzie taki czas kiedy opuścimy to nasze „gniazdko” w różnych celach, np poprawieniu warunków być może w celach edukacyjnych.Ale cały czas liczę na wyrozumiałość rodziców. Na to by zawsze mogłabym wrócić do domu i zastać opiękę, miłość ciepło rodzinne,którego każdy człowiek potrzebuje.Pozdrawiam

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Dominiko, ja gratuluję sobie tak wrażliwego jak Ty, czytelnika i komentatora. Dziękuję za przychylną opinię. Warto patrzeć na każdą sprawę oczyma drugiej strony. Są tego niezbite dowody.Pozdrawiam światecznie

      Polubienie

  5. ~AMIRA pisze:

    Witam, choć poglądy nas różnią, wnioski dotyczące życiowych problemów mamy takie same. Zazdroszczę Pana dzieciom takiego Tatula. Przeżywam właśnie ten syndrom. Mam 39 lat i muszę robić generalne porządki w mojej głowie i życiu, żeby dalej być dobrą żoną i matką ale przede wszystkim szczęśliwą kobietą.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~AMIRA, Miłe słowa . Mam nadzieję, że poglądy służące poprawie istniejącego stanu nie różnia nas. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.Pozdrawiam i zapraszam do czytania innych opowieści

      Polubienie

  6. miss.x@vp.pl pisze:

    Witam po krótkiej przerwie, już powracam do blogowania. To piękne, że utrzymuje Pan tak dobry kontakt z córkami, choć już zdążyły się wyprowadzić 🙂 Ciekawa jestem, jak będzie to wyglądało u mnie. Marzę, by choć w połowie tak dobrze. Pozdrawiam 🙂 Azar [fuckt]

    Polubienie

  7. Czytam, że ostatnio prowadzone badania wskazują na biologiczne uwarunkowania empatii, a ja uważałem dotąd, że to jest głownie sprawa wychowania. Poniższy tekst kończył apel:
    WIĘCEJ ASERTYWNOŚCI – w życiu rodziców.

    WIĘCEJ EMPATII – w wychowaniu własnych dzieci

    Empatia

    Czym dokładnie dla Barona-Cohena jest empatia? To „zdolność rozpoznawania myśli lub uczuć innej osoby oraz reagowania na jej myśli i uczucia odpowiednią emocją”. Ta „odpowiednia emocja” oznacza np. smutek i współczucie, gdy ktoś inny mówi, że zmarła mu bliska osoba. Brak owej zdolności adekwatnego „rozpoznawania i reagowania” może wieść człowieka do czynów okrutnych, bo wówczas „innego” traktujemy jak przedmiot, a nie czującą, wrażliwą i podobną do nas istotę. http://www.polityka.pl/jamyoni/1580721,1,czy-da-sie-zyc-bez-uczuc.read

    Polubienie

  8. Reblogged this on Tatulowe opowieści i skomentował(a):

    Znajomy pedagog i terapeuta, poruszył dzisiaj temat empatii zamieszczając na swoim profilu Fb sentencję, którą podkradłem aby uzupełnić swój tekst sprzed 10 lat, traktujący o asertywności i empatii właśnie. Ciekawe, czy obecnie wyda się Państwu nadal aktualny? Zapraszam do wymiany poglądów

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.