Koniec wakacji

   Ostatnie już dni pobytu w Chicago mijają szybko. Kończą się wakacje. Jedne z najpiękniejszych w moim życiu. Najważniejsza ich część to sfera rodzinna. To ponowne poznawanie się z wnukami, oswajanie się z ich reakcjami na nas i próba cierpliwego znoszenia ich wybryków. Wizyta (proszę nie mylić z wizytacją) u dzieci to również poznawanie ich w działaniu. Tym, na niwie zawodowej, towarzyskiej i przede wszystkim rodzinnej. O ich relacjach z dziećmi najlepiej świadczy scena powitania rodziców po powrocie z pracy. Gdy któreś z nich wracało  z pracy – zwłaszcza dotyczy to taty – pryskały jak bańka mydlana wszystkie z trudem wypracowane pozytywne relacje jakie w ciągu dnia, gdy byli pod naszą opieką, zdołaliśmy z nimi nawiązać. – Tato, Tato!!! rozbrzmiewał gromki okrzyk, chłopcy porzucali wszystko i biegli na ich spotkanie. Rodzice przytulają, wypytują o sprawy dnia i dalej już przestaje się liczyć ktokolwiek. Niepotrzebni mogą odejść. Liczą się tylko rodzice. Oni wszystko zrozumieją i nawet nie okażą zdenerwowania na kolejne nawet najbardziej dzikie wyczyny chłopców.  Chłopcy ostro rywalizują ze sobą, a to prowadzi do sporów, często kończących się płaczem. Konflikty jednak szybko ustępują bez interwencji z zewnątrz, bo oni nie mogą żyć bez siebie. Zawsze trapiło nas pytanie. – Jak układać relacje pomiędzy pięciolatkiem i niespełna trzylatkiem, aby panowała zgoda pomiędzy nimi? Zmuszać starszego, aby ustąpił młodszemu? Czy może karcić młodszego za to, że chce tego samego co starszy brat? A może pozostawić te sprawy samoistnemu rozwiązaniu, bacząc jedynie aby nie zrobili sobie krzywdy? Ja wiem, że są to niby proste pytania, ale każdy kto znalazł się pomiędzy takimi chłopcami wie, że nie jest to wcale łatwe. Wiele obserwacji na temat wychowania dzieci przekazaliśmy ich rodzicom, ale wiele przemyśleń zabieramy ze sobą. Mamy świadomość, że nie wolno ingerować w tę niezwykle delikatną sferę życia naszych dzieci. Oni są rodziną, a my gośćmi.

   W sferze towarzyskiej też spotkało nas wiele interesujących zdarzeń. Zaliczam do nich spotkania ze znajomymi Małgosi, niezwykle interesującymi ludźmi świata kultury i sztuki, odwiedzającymi Muzeum Polskie jako goście lub w nim pracującymi. Takie były również spotkania w kręgu najbliższych znajomych i przyjaciół naszych dzieci, z którymi prowadziliśmy „długie Polaków rozmowy”, o ich doświadczeniach zebranych tu w Ameryce. Tych z pierwszych lat pobytu i obecnych, czasem gorzkich z powodu kryzysu ekonomicznego, który dotyka niemal wszystkich. Dzięki temu mogłem porównywać swoje doświadczenia sprzed 25 lat i lepiej zrozumieć rzeczywistość panującą tu w Chicago i u nas w Polsce. Będę oczywiście wracał do niektórych wątków z tych spotkań i rozmów w swoich, kolejnych opowieściach.

   Wreszcie sfera – powiedziałbym turystyczno – poznawcza. Tu doświadczyliśmy z żoną ogromnego wzbogacenia doznań i doświadczeń. Przejechaliśmy z Małgosią wiele mil w drodze do miejsc, które chciała nam pokazać. Nawet drogą z pracy, czy z kościoła wybierana była tak, aby zobaczyć jeszcze inny kawałek miasta. A że było co oglądać najlepiej świadczy zrobienie przez nas z Małgosią kilku tysięcy zdjęć. Jest na nich uroda miejsc, które oglądaliśmy i jesteśmy my wszyscy wraz ze znajomymi, z którymi lub u których przeżywaliśmy chwile godne utrwalenia. Są na nich wreszcie i nasze wnuki, które już często miały dość fotografowania nie rozumiejąc naszej potrzeby udokumentowania tego właśnie okresu ich wzrostu i rozwoju.

   Kończy się okres naszego pobytu u dzieci w Chicago. Wszyscy mając świadomość przemijania czasu i zdarzeń wiedzieliśmy, że i ten długi nasz urlop kiedyś się skończy. Teraz właśnie dobiegamy do owej granicy. Niemal wszyscy w rodzinie mamy plany szkolne. Ja za parę dni wracam do szkoły. Mój starszy wnuk Artur rozpoczyna naukę w nowej szkole zwanej tu Kinder Garden (i nikt tu nie ma obaw o to, że 5-cio latkowi odbiera się dzieciństwo). Małgosia rozpoczyna dalsze etapy doskonalenie się w zawodzie bibliotekarza. Mnóstwo spraw i zapętleń zwala się na głowy każdego z nas. Trzeba będzie sobie z tym poradzć. Nie mam jednak obaw co do tego, że damy radę. Naładowaliśmy akumulatory nową energią i mamy zapas sił do realizacji nowych wyzwań i obowiązków.

   Wyjeżdżamy. Pora pożegnań w czasie osobistych spotkań dobiega końca, a ponieważ są osoby, z którymi już się nie spotkamy chciałem tą drogą podziękować im za życzliwość i serdeczność jaką nas obdarzyli. My zabieramy ze sobą najlepsze wspomnienia, które będą wypełniać czas pozostający do następnego spotkania. Podziwiamy więzi jakie stworzyliście w gronie bliskich znajomych i przyjaciół  więc mamy pewność, że nasze dzieci i wnuki nadal będą odczuwać Wasze wsparcie i je odwzajemniać .

Wszystkiego co najlepsze życzę

„….wspominać będę lato…”

Małgosiu, nie stawiaj pytań o to: – co ja zrobię bez was? My jesteśmy nadal tak blisko jak tylko można – tyle, że po drugiej stronie ekranu. Możemy nawet codziennie rozmawiać na Skyp`e, a jak trzeba nie wyłączać go wcale.