Ja, wolontariusz MPA

   Pozwólcie, że dzisiaj powrócę do poruszanego już na tym blogu tematu jakim jest bezinteresowna praca dla innych w ramach wolontariatu. Okazuje się, że w dobie wyścigu za pieniędzmi i zajmowaniem się tylko tym co przynosi korzyść, można jednak spotkać spore obszary odmiennego traktowania przez ludzi swojego czasu i wysiłku.    Opowiadałem tu na blogu o Pomocnikach Św. Mikołaja – uczniach szkoły, w której pracuję. Wspominałem o rosnących rozmiarach wolontariatu w Polsce i aby się nie powtarzać zapraszam chętnych do przypomnienia sobie tamtej opowieści. Dzisiaj poświęcę więcej miejsca wolontariatowi w USA, a ściślej w kręgach zbliżonych do Muzeum Polskiego w Ameryce (MPA), działającego już od niemal 75 lat w Chicago. Przy tym Muzeum istnieje najstarsza na obczyźnie biblioteka, którą kieruje od kilku lat moja córka Małgosia. Jej pracę przedstawiłem przy okazji święta bibliotekarza, w opowieści pod tytułem Bibliotekarka. Równie gorąco zapraszam do przypomnienia sobie tego tekstu.
   Przy okazji każdego pobytu u córki bywamy z żoną w Muzeum. Ostatnio ze względu na wnuków częściej już tylko ja udaję się tam, aby popracować przy boku Małgosi, a nawet pod jej kierownictwem w charakterze wolontariusza właśnie. Na przestrzeni lat uczestniczyłem już w wielu pracach i przedsięwzięciach biblioteki. Zwłaszcza w procesie katalogowania książek, w okresowo przygotowywanych wyprzedażach książek pochodzących z darów osób prywatnych i instytucji, a będących przez to w nadmiarze w stosunku do potrzeb biblioteki. Paradowałem kiedyś z córkami Anią i Małgosią w strojach ludowych reprezentując tę placówkę na targach szkolnych zorganizowanych w hali na Navy Pier, czy jak ostatnio śpiewałem z rodziną – w imieniu MPA, nasze Sto lat dla Brookfield ZOO. W czasie obecnego pobytu pomagam w archiwowaniu pism przychodzących i wychodzących z tej instytucji. Przy okazji rozmawiam z innymi wolontariuszami i z pracownikami o wszystkim, co dotyczy działalności MPA, o rozmiarach wolontariatu i o motywacji do tej, społecznej przecież pracy. Nigdy nie miałem trudności w porozumiewaniu się, bowiem większość osób mówi po polsku lub też ja bez trudu znajdowałem osoby chętne udzielić mi pomocy. Dodatkowo jestem przecież „osobistym tatusiem” – jak mnie przedstawia córka, co znakomicie ułatwia mi kontakty i przysparza sympatii. Poza tym stwierdziłem, że pomiędzy wolontariuszami, jak i na styku z personelem panuje niemal rodzinna atmosfera, co czyni pracę milszą i bardziej efektywną. Otóż, w tym roku, czym chcę się pochwalić, spotkał mnie zaszczyt polegający na zaliczeniu mnie do grona niemal 100 osób, jakie zaproszono w ubiegły piątek, 14 sierpnia 2009 roku na uroczysty Volunteer Appreciation Evening zorganizowany w Muzeum Polskim, o którym piszę. Jak dowiedziałem się ze sprawozdania, wolontariusze w podanej liczbie przepracowali na rzecz MPA około 5 tys. godzin. – To tylko przybliżona, szacunkowa liczba, bo większość wolontariuszy nie prowadzi żadnej ewidencji i nie dokumentuje ściśle liczby przepracowanych godzin, powiedziała mi pani Maria Cieśla, przewodnicząca Board of Directors, która tę uroczystość zorganizowała. Kim są wyróżnieni wolontariusze? Są to w większości ludzie starsi, którzy tu kontynuują swoją dawną pracę zawodową i w ten sposób jakoś sensownie wypełniają swój wolny czas, a do tego czynią to z pożytkiem dla innych. Są też i ludzie młodzi. To najczęściej uczniowie szkół polonijnych i studenci, którzy mając w programie nauki potrzebę przepracowania jakiejś tam liczby godzin w charakterze wolontariusza wybierają Muzeum Polskie przez sentyment dla kraju ojców czy dziadków. Jak mi opowiedział młody wolontariusz biblioteki, p. Tomasz Budz, obecnie już absolwent Loyola University i przyszły lekarz – zyskał tu spore doświadczenie oraz co ważne, podszlifował przy okazji język polski. U niego w domu mówi się bardziej gwarą góralską, a on chciałby być lekarzem dwujęzycznym z tzw. literackim językiem polskim, o jaki tu najłatwiej. Uczestniczyłem w pięknej imprezie. Wolontariusze otrzymali kwiaty i specjalne gratulacje, a ich postawa powinna być szeroko rozpropagowana wśród Polonii. Tu spotkał nas niestety zawód. Spośród licznie zaproszonych przedstawicieli mediów amerykańskich i polonijnych mało kto przybył, aby osobiście odebrać listy gratulacyjne za pracę na rzecz popularyzacji działalności tej placówki kulturalnej wśród Polaków i nie tylko Polaków. Może zbyt późna pora, a może inne przyczyny były tego powodem. Trudno orzec. Atmosfera była jednak wspaniała. Niemal pełna Sala Główna muzeum rozbrzmiewała gwarem, w którym chwilami trudno było dobrze zrozumieć rozmówcę. Gdzie nie spojrzeć widziało się uśmiechnięte twarze ludzi witających się i rozmawiających o swoich i nie tylko o swoich sprawach. Pomiędzy wolontariuszami i przy stanowiskach, gdzie serwowano posiłki i napoje uwijały się promiennie uśmiechnięte, przemiłe pracownice biblioteki, archiwum i samego muzeum, Panie: Małgosia, Krystyna, Monika, Paulina, Julita, Ewa i Lisa wywierające przemożny wpływ na ogólną rodzinną atmosferę spotkania. To dobry zwyczaj podtrzymywania i zacieśniania więzi pomiędzy ludźmi oddanymi tej zasłużonej wielce dla kultury polskiej placówce. Ta atmosfera przynosi same pozytywne efekty, gdyż wiadomości o niej docierają do szerokich kręgów ludzi, a poziom organizowanych imprez jest coraz wyższy. W wielu rozmowach dawało się jednak wyczuć pewien niepokój o przyszłość. Kryzys okazuje się być wszechobecny. Dociera więc i tutaj wymuszając różne oszczędności i cięcia w budżecie Muzeum utrzymywanego jedynie ze środków Zjednoczenia, czyli Polish Roman Catholic Union of America. Zjednoczenie zaś utrzymując się z działalności ubezpieczeniowej, samo przeżywa trudności finansowe z powodu silnej konkurencji, jaka panuje na rynku ubezpieczeń i załamania gospodarczego. Na liczącą się pomoc finansową z kraju nadal nie można liczyć.
   Długo rozmawialiśmy o tym z mentorką Małgosi, legendą tej instytucji, Panią Sabiną Logisz, która poświęciła MPA i bibliotece całe swoje życie. Podkreślała, że walczyła zawsze na forum Zjednoczenia o sprawy biblioteki, która jest starszą placówką od dzisiejszego mocodawcy i teraz tym bardziej wymaga pomocy i opieki. Ten apel powinni usłyszeć wszyscy, którzy mają prawo głosu w tej sprawie. Pani Sabina zdaje sobie sprawę z postępującego spadku czytelnictwa – za co wini dzisiejsze rozbuchane programy medialne i powszechne zagonienie ludzi, ale nie zgadza się, aby przystać na bylejakość tzw. kultury masowej i na to, co ona niesie. Przykład bibliotek amerykańskich jest najlepszym dowodem na to, że nie wolno zwijać działalności bibliotecznej, ale ją unowocześniać, aby wyprzedzać czas i podążać za zapotrzebowaniem na to, co niesie dobra, zmuszająca do myślenia literatura. To zapotrzebowanie naprawdę istnieje, więc może zamiast książki trzeba udostępniać nagrania dobrze czytanej poezji czy prozy?
    Jest o czym myśleć na codzień. Nie tylko z okazji obchodów różnych uroczystości, prawda?

11 uwag do wpisu “Ja, wolontariusz MPA

  1. ~Monika pisze:

    Witam. Gratuluję wyróżnienia. 🙂 Ja również miałam przyjemność pracować jako wolontariusz w bibliotece. To wspaniałe miejsce, którego klimat tworzy przede wszystkim Małgosia. Mam nadzieję, że biblioteka przetrwa dzielnie kryzys i będzie w niej gościć coraz więcej zapalonych czytelników lub słuchaczy (audiobooków). Pozdrawiam serdecznie. Monika

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~ Moniko, Dziekuje za komentarz opatrzony optymistycznym zakonczeniemJest nadzieja na kontynuacje dzialan biblioteki w unowoczesnionej formie.Zyczymy jej tego.Pozdrawiam

      Polubienie

  2. Tatul pisze:

    Oj Tatulu, dziękuję, że zawsze można na Ciebie liczyć – co ja bez Ciebie zrobię? A książki w formie nagrań mamy od dawna, natomiast czytelników mamy wspaniałych i przednich – czarne perły! Dziękuję za piękny atykuł, Twoja Malgosia

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Małgosiu, będzie dobrze. Zrobisz to co należy zrobić aby świat kręcił się w tę stronę, w którą trzeba. Dziękuję za uznanie.I za wiele, wiele więcej.

      Polubienie

  3. ~agnieszkaceglarska-pietrek pisze:

    Graruluje tak wspanialego wyroznienia i zycze dalszych sukcesow Praca wolontariusza jest bardzo ciezka i wymaga poswiecenia ale i daje radosc i potrzebe niesienia pomocy tym ktorzy jej potrzebuja w jaki kolwiek sposob .Dlatego uwazam ze nalezy pomagac i niesc pomoc nie tylko ta materialna ale tagze duchowa .Czasami wystarczy tylko dobre slowo i gest aby uszczesliwic potrzebujacego pomocy .Ja osobiscie od pewnego czasu pomagam przedszkolu do ktorego chodzi moja corka jest to moze taka powiem dorywcza pomoc w formie zakupu roznego rodzaju rzeczy np:farb itp.Ale pod koniec roku przedszkolnego milo jest gdy Pani dyrektor wrecza dyplom i podziekowanie za pomoc .Pozdrawiam wszystkich tych ktorzy w jaki kolwiek sposob pomagaja lub pomagali .

    Polubienie

  4. ~Brzoza pisze:

    Ja tez gratuluje! Bedzie co mial Pan opowiadac mlodziezy jak juz powroci do Polski. A wolontariusze sa potrzebni. Bardzo. I w roznych instytucjach. Tak wiec- raz jeszcze- dobrych dni i milej pracy. 5 tysiecy godzin- to nie lada wyczyn!

    Polubienie

  5. ~korina7 pisze:

    Audiobooki robią coraz większą furorę w Polsce, czy na świecie – nie mam pojęcia. Może to i dobre rozwiązanie, żeby mieć jakikolwiek kontakt z literaturą. Jednak to nie dla mnie, ponieważ oprócz treści bardzo cenię sobie kontakt fizyczny z książką – lubię czuć zapach papieru, farby drukarskiej a nawet w przypadku starych książek zapach czasu, lubię gładzić dłonią po okładkach, lubię poznawać literaturę wieloma zmysłami. Jednak rzeczywiście – może książki w wersji audio to przyszłość bibliotek, i to przyszłość nie tak całkiem odległa.A co do wolontariatu, zgadzam się, że to bardzo dobra inicjatywa w każdej dziedzinie życia!

    Polubienie

    • Tatul pisze:

      ~korina 7, bardzo dziękuję za komentarz. Wzruszający jest ten stosunek do książki i odbierania wszystkimi zmysłami wrażeń, jakie za jej pośrednictwem docierają do czytelnika. Ja znam od strony bibliotekarzy również i inny wymiar tego samego odczuwania. Bibliotekarki miewają uczulenie na to, co stare książki mogą wytwarzać oprócz kurzu.Jesteśmy zgodni w tym, że należy podtrzymywać chęć czytania i doskonalić formy obsługi czytelników, prawda.Pozdrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.