Dom jeszcze inaczej

   Ostatnia opowieść nie wyczerpała tematu, ani nie dostarczyła odpowiedzi na wiele z postawionych pytań. Nie wiem dlaczego, ale przez kilka dni od umieszczenia jej na blogu nawet nie drgnął licznik określający liczbę czytelników zaglądających na moją stronę. Gdyby nie kilka komentarzy pod ostatnim postem, to nie miałbym żadnego potwierdzenia, że ktoś do mnie zaglądał i czytał to co piszę. Bliscy, z którymi o tym rozmawiałem, pocieszają mnie zapewnieniem, że to sprawa wakacji. Ludzie są poza domami i mają wiele ciekawszych sposobów spędzania wolnego czasu niż przeznaczanie go na czytanie moich opowieści. Cóż robić. Nie chciała przyjść góra do Mahometa, to Mahomet musi pójść do góry – jak powiada przysłowie.

   Jakie więc pokłosie tematu zebrałem w rozmowach tu prowadzonych? Rozmawiając z ludźmi o domu ustaliłem, że opinii na ten temat może być niemal tyle, ilu mamy rozmówców.

   Oto przykład Gosi z dumą oprowadzającej nas po swoim dużym, pięknym i nowym domu, w którym mieszka od roku, stale go doskonaląc. – Czy nie czujesz się zmęczona kolejnymi przeprowadzkami i urządzaniem pod swoje potrzeby kolejnych mieszkań?  – Wiesz, nawet o tym nie pomyślałam – odpowiedziała z uśmiechem. – Pierwszy z domów w jakim mnie odwiedziłeś przed kilku laty był zakupiony z myślą o zarobku. To była inwestycja i to bardzo udana jak się okazało, gdyż w tamtym czasie szybko rosły ceny nieruchomości i to dało nam sporą sumkę potrzebną na opłacenie studiów moich córek. Kolejne locum to tylko mieszkanie w condominium, takie przejściowe tylko rozwiązanie potrzeb mieszkaniowych. Teraz dopiero mam dom swoich marzeń. Urządziłam go tak, jak lubię i wiem, że tu chcę już doczekać wnuków, które wypełnią tę przestrzeń swoimi głosami. Będzie to nasz rodzinny dom. Pogratulowaliśmy serdecznie osiągnięcia tak zbożnego celu, a przy okazji urody samego domu i jego otoczenia, gdzie naprawdę można żyć oddychając pełną piersią.

   Inna rozmowa. Pani Marta wśród swoich rozlicznych zawodów i zainteresowań posiada również zawód realnościowca. To nazwa zawodu agenta sprzedającego domy. Podziwiając jej własny dom usłyszeliśmy, że pracując zawodowo poznawała różne domy i różne ich lokalizacje. Kiedyś nastąpił ten moment, gdy zdecydowała: tu, w tej miejscowości poszuka domu dla siebie i swojej rodziny. Brała pod uwagę poziom bezpieczeństwa, bliskość do szkoły, sklepów itd. Liczyło się również to, że zabudowa miasteczka stanowi często występujące w USA tzw. court, czyli odchodzące od drogi głównej zatoczki, z kilkoma na ogół domami tworzącymi linię zabudowy w kształcie okręgu czy elipsy. Faktycznie cicho tu i sielsko. Rzadko zajeżdża tu ktoś inny niż mieszkańcy lub jak my, zaproszeni goście. Mając wyjątkową okazję porozmawiać z kimś, kto sprzedaje domy postanowiłem zapytać o to, czym kierują się ludzie przy zakupie i jak ona zachęca klientów do zakupu konkretnego domu. Rozumowałem, że można przecież podkreślać walory lokalizacji, które ona sama brała pod uwagę, jak i wskazywać na urodę rozwiązań architektonicznych, funkcjonalność, stan techniczny itp. W odpowiedzi usłyszałem, że z tym doradzaniem trzeba bardzo ostrożnie, bo… Pani Marta miała kiedyś klientkę poszukującą mieszkania dla 18-letniej córki. Pokazała dziewczynie kilka różnych domów, w różnych miejscowościach, aż wreszcie spodobało się jej mieszkanie, w którym widoczne było specjalne podszykowanie lokalu pod naiwnego klienta, który nie dostrzeże mankamentów. Moja rozmówczyni je dostrzegła, więc doradzała dziewczynie, aby jeszcze obgadała sprawę zakupu ze swoją mamą, a nawet zgodziła się ponownie pokazać dom obu paniom. Szczególnie, że dzielnica uchodziła za mało bezpieczną. Postąpiła chyba słusznie, prawda? Tymczasem już wkrótce przekonała się, że popełniła błąd. Matka dziewczyny – nota bene Polka, zatelefonowała z pretensjami i podejrzeniami nawet o złe intencje. – Cóż to za agent, który odradza zakup zamiast namawiać do niego? – krzyczała w słuchawkę.  Pewnie sama chce zakupić dla siebie to mieszkanie i stąd takie zachowanie.  Smutne doświadczenie zawodowe zaowocowało tym, że p. Marta przestała doradzać, poprzestając na rzetelnym okazaniu „towaru” kupującemu. No i woli nie robić interesów z Polakami.

 Jeszcze jeden dom chciałbym tu pokazać. To dom Pani Heleny, będący w posiadaniu jej rodziny od 38 lat. Wszystko w tym domu utrzymane jest w stylu epoki, w jakiej dom powstał. Przeprowadzona w nim przed paru laty modernizacja części przykuchennej również uwzględniła potrzebę zachowania stylu. Z wyjątkiem lamp dających dużo więcej światła niż to było w starej części domu. Ta zmiana przyniosła pozytywny efekt. Życie przeniosło się do tej części z tej prostej przyczyny, że jest tam jasno i przyjemnie. Ale ja nie tylko wierność stylowi chciałem podkreślić. Znacznie ważniejsze jest to, że ten dom ma „duszę”, o której pisałem. Wyziera ona z obrazów, zdjęć, rzeźb, różnych sprzętów i zgromadzonych bibelotów, o których gospodyni może mówić długo i z uczuciami wskazującymi na to, jak ważne dla niej są te pamiątki. Mieszka tu sama, ale nie samotna, bo żywe kontakty rodzinne, towarzyskie i zawodowe nie pozwalają jej na zaznanie objawów życia w samotności. Praca społeczna na rzecz oświaty polonijnej pani Heleny, długoletniej prezeski Zrzeszenia Nauczycieli Polskich w Ameryce ma swoją kontynuację w postaci redakcji „Głosu Nauczyciela”, kwartalnika redagowanego właśnie w tym domu.

    Wreszcie wypada mi wspomnieć o domu moich dzieci i wnuków, w którym bywam gościem od wielu już lat. Te wszystkie lata to ciągła troska o zachowanie stanu technicznego i estetycznego domu oraz o nowe zagospodarowanie otoczenia. Wszystkie wolne przestrzenie wzdłuż ogrodzeń, jak i przed domem zostały staraniem Małgosi wydarte trawnikowi i obsadzone krzewami owocowymi, kwieciem wszelakim oraz pachnącymi ziołami. Wśród rozłożystych świerków rosnących przed domem jest miejsce, aby pooddychać lasem i to miejsce nazwałem na potrzeby Artura, starszego wnuka „Świerkowo”. Na zapleczu domu pod konarami wierzby mandżurskiej wyhodowanej  z gałązki, która stojąc w bukiecie wypuściła korzonki, mój zięć Mariusz urządził chłopcom piaskownicę. To często odwiedzane przez nich miejsce nosi nazwę „Wierzbowo”. O rzut beretem rośnie pokaźny już krzew leszczyny, w cieniu której chłopcy mają kolejne miejsce do zabawy. To miejsce nosi nazwę „Leszczynowo”. Jeszcze tylko wspomnę pergolę obrośniętą winoroślą, gdzie można posiedzieć w chłodzie jaki daje to ocienione miejsce, no i basen, w którym chłopcy kąpią się w każdej chwili gdy sprzyja ku temu pogoda. Aha, jest tu jeszcze, dymarką zwana, miedziana misa do palenia ogniska, przy którym lubię siadywać, gdy przyjdą znajomi z gitarami i zaśpiewają na głosy w taki sposób, że nigdy sąsiedzi nie skarżyli się na zakłócanie ciszy nocnej. A w domu? W domu mnóstwo książek, nagrań i pamiątek, a za sprawą chłopców również wszędobylskich zabawek. To ich królestwem jest teraz cały dom. Na nich skierowana jest teraz uwaga rodziców i nas, ich dziadków. Wszędzie widać dowody tego, że dom żyje życiem jego domowników. Mimo, że czasem nas to drażni, to chyba jednak tak właśnie być powinno. Dzieci podrosną i dzisiejsze przeszkody znikną z pola widzenia. Dom zostanie przystosowany do nowej roli i potrzeb najpierw dorastających uczniów, później studentów – tak
jak wypadnie. Dzięki temu, że teraz jest tak jak jest, chłopcy na pewno będą dobrze wspominać swoje dzieciństwo. Jestem pewny, że obraz ten wykorzystają w przyszłości przy budowaniu swoich domów, jakie kiedyś stworzą dla swoich rodzin.

8 uwag do wpisu “Dom jeszcze inaczej

  1. ~agnieszkaceglarska-pietrek pisze:

    Slowo Dom ma bardzo duze znaczenie w zyciu czlowieka. Dom to nie tylko budynek w ktorym mieszkamy i zyjemy to tez osoby ktore w nim mieszkaja a szczegolnie dzieci .Dom bez dzieci jest smutny i opuszczony to dzieci swa obecnoscia wnosza ta harmonie i radosc .Dlatego uwazam ze ma bardzo duze znaczenie dla kazdego z nas a szczegonie dla najmlodszych pokolen ktore potem maja piekne wspomnienia tych dzieciecych lat i tego piekne dziecinstwa

    Polubienie

  2. ~Marta pisze:

    Chyba wlasciciel bloga nie pisze tylko- dla licznika? To zakrawaloby na pisanie – dla publiczki pod publiczke, ktora musi przyjsc. A pocieszanie rodziny- ze przyjdzie ktos i zostawi zapis -swiadczy o za bardzo doslownym i powaznym podejsciu do internetu.Troche luzu. Pisze sie dla siebie. Inni sa tylko przechodniami.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Marto, dziękuję za wpis. Nie piszę dla licznika, ale miło mi gdy za tymi malutkimi cyferkami wyczuwam kogoś żywego, kto ma chęć przeczytać to co piszę. W czasie edycji mój zaklęty przez parę dni licznik ruszył, ale już nie zmieniałem treści. Poszło tak jak jak było gdy pisałem rękopis.Pozdrawiam niedzielnie

      Polubienie

  3. ~Brzoza pisze:

    Wedlug mnie dom rodzinny, to ten, ktory tworza pokolenia. Nie mozna powiedziec- wlasnie kupuje „dom rodzinny” ( no chyba, ze chodzi tylko o jego wielkosc ). Dom rodzinny potrzebuje czasu, aby otrzymal od niebios i ludzi dusze. Dom- inwestycja, dom- przechowalnia, dom- hotel , dom- przystan, dom- cieplo i wspomnienia. Kazdy to DOM ale jakze inny. W domu rodzinnym wzrastaja dzieci. One beda pamietaly smaki, zapachy, wydarzenia. Starsi ludzie nie moga takiego domu na nowo po raz ktorys stworzyc, oni maja go juz miec- dla innych i dla siebie takze. Pani Marta, o ktorej Pan wspomnial- ma racje. Doradzajac komus cos- czesto traci sie z ta osoba kontakt. Nikt nie chce nikogo sluchac. Kazdy wie „najlepiej”, chociaz pozniej moze sie mocno oparzyc. Tak jest i tego sie nie zmieni. Tak jak nie lubimy pouczen rodzicow- ktorzy rzecz jasna – byc moze wiedza wiecej ( dzieki doswiadczeniom) – podejmujac decyzje musimy byc zdani na siebie. Bo inaczej nie przekroczymy progu dziecinstwa i nie wkroczymy w doroslosc- nawet jak bedziemy mieli 50 lat. Rodzic moze doradzic, ale nigdy narzucic cos czy decydowac za dorosle dziecko. Dom kolejny- o ktorym Pan pisze to Dom Historia. Wazny, mily, nie poddajacy sie wspolczesnym modom. A nazywanie miejsc, okreslanie ich – jak Swierkowo, to nic innego jak zapuszczanie korzeni. Jak cos nazywamy to zaczyna to istniec, zyc swoim zyciem. Wrecz wbija sie to w nasza swiadomosc. Kilka drzew kolo domu kuzyna nazywalismy Bieszczadami- chociaz nikt z nas w Bieszczadach nigdy nie byl – bo to baaardzo daleko od nas. A jednak- ktos kiedys powiedzial, ze te drzewa i krzaki wygladaja jak „Bieszczady” i tak zostalo do dzisiaj. Dom ma wieloznaczne znaczenie. Dla kazdego znaczy przeciez cos innego. A co bedzie to znaczylo dla nastepnych pokolen? Pewnie sie przekonamy. Milej niedzieli.

    Polubienie

  4. ~tatul pisze:

    Zapomnialem dodac pare slow dotyczacych wrazen z odwiedzin w jeszcze jednym domu. Przyjela nas serdecznie pani domu, ktora po smierci meza (listopad 2008)zamieszkuje tam sama. Dorosle dzieci wyfrunely z gniazda czyniac ten dom jeszcze bardziej pustym. Wszystko w domu i wokolo niego pozostawiono bez zadnej zmiany. Nawet glos w sekretarce telefonicznej nalezy do pana domu. I to nie jest przypadkowe. To swiadome przedluzenie jego istnienia. Odpowiadajac usmiechami na uprzejmosci i usmiechy pani domu nie moglem oprzec sie rozmyslaniu o tym, co ona czuje w glebi serca i jak ja czulbym sie w jej sytuacji

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.