Dom wieloznaczny

   Pisałem już kiedyś o domu. Akcentując materialny i duchowy wymiar tego pojęcia stawiałem nie łatwe pytania: – Czym jest dla mnie dom? Czy tylko przestrzenią ograniczoną ścianami? Lepiej lub gorzej urządzonym i wyposażonym miejscem do życia? Czy może obok tego wszystkiego jest dla mnie lekiem na każde zło? Miejscem, do którego chętnie wracamy po pracy? A może miejscem przeklętym, skąd chcielibyśmy się czym prędzej wyrwać, gdyż nikt nas tam nie kocha, nie rozumie, a może nawet prześladuje i krzywdzi ? A może miejscem skąd odeszli nasi najbliżsi pozostawiając nas pogrążonych  w bólu i samotności?

   Dom, to również wyznacznik prestiżu. W takim domu się mieszka, ale bez jakichś związków uczuciowych. Łatwo się go sprzedaje, bo to tylko rzecz, lokata pieniędzy, inwestycja. Dom nie ma przecież duszy. Co z tego, że w tym domu przeżyliśmy wszystko co się liczy w życiu?

   Pytania, które cytuję powróciły do mnie teraz, gdy dużo podróżujemy po Ameryce. Oglądając z okien samochodu, a także w czasie spacerów piękne domostwa jak i zwyczajne klockowate, parterowe domy zawsze zastanawiam się kto w nich mieszka. Nie łatwo to ocenić, gdyż na ogół trudno dostrzec kogoś w ich otoczeniu. Ludzie tu mało spacerują. Otoczenie domów też wiele mówi o ich właścicielach. Obok standardowego zagospodarowania działki – trawnik, parę iglaków starannie utrzymanych i przyciętych -spotyka się również gorzej utrzymane, wypalone słońcem ale i takie , że aż dech zapiera. Przystajemy wtedy i robimy zdjęcia, aby utrwalić ich piękno dla siebie i znajomych dla ewentualnego wykorzystania w swoich domach.

   Na tle przeciętnego wyglądu zadbanych domów i ulic z nich utworzonych spotykane od czasu do czasu zaniedbane i opuszczone domostwa przedstawiają bardzo smutny obraz. Szczególnie negatywne doznania odczuwaliśmy w podmiejskim Benesville, gdzie władze miasta Chicago wykupiły już od większości właścicieli  ich domy, pod planowaną rozbudowę lotniska O`Hare. Mnóstwo domów, a nawet całe ulice często zupełnie nowych i pięknych kiedyś domostw obracają się teraz w ruinę. Na frontowej szybie widnieje widoczny z daleka dokument potwierdzającej prawo własności i ostrzeżenie o zakazie dokonywania jakichkolwiek zmian. Domy i garaże wracają w objęcia natury kryjąc się za buszem zaniedbanych już teraz krzewów i chwastów, które zdominowały roślinność nie koszonych trawników i radzą sobie nawet na podjazdach do garaży i chodnikach. Poprosiłem kiedyś Małgosię, aby wjechała w ten fragment umarłego miasta i w milczeniu oglądaliśmy to co tam można zastać. Zrobiłem kilkanaście zdjęć, aby obok je zaprezentować. Tu też stawialiśmy sobie pytania. Jak ludzie tam mieszkający znieśli ten wyrok wydany na ich domy? Czy odszkodowania  uspokoiły ich smutki? A co z ludźmi, którzy czekają na wykupienie i chodzą czy przejeżdżają codziennie obok tych pustych domów? A może zadowoleni z planów rozwojowych jednego z największych lotnisk świata uzyskali tak dużo pieniędzy, że poprawili swój byt? Któż to wie? Przy tegorocznym załamaniu się rynku nieruchomości w USA i ogromnym spadku cen mogło się i tak zdarzyć, prawda?

   A co z pytaniami postawionymi na wstępie?

   Alicja Majewska śpiewa w jednej ze swoich pięknych piosenek:

 

To nie sztuka wybudować nowy dom,

Sztuka sprawić by miał w sobie duszę…

  

   Odwiedzając z Małgosią i jej rodziną domy jej znajomych i przyjaciół coraz bardziej jestem przekonany o głębokim sensie tych słów. Przecież nie dom stanowi o uczuciach jakie w nas wzbudza, ale ludzie, z którymi w nim wspólnie mieszkamy, Prawda?

 

PS.

Wszystkim osobom, które udzieliły nam gościny pragnę tą drogą serdecznie za to przyjęcie podziękować