Co nas kręci?

 Zaglądnąłem wczoraj na stronę Onet.pl, aby zobaczyć co słychać w dalekim kraju i pomiędzy ważnymi i mniej ważnymi tematami  znalazłem w dziale Waszym zdaniem takie oto problemy do dyskusji:

– Czy sponsoring to już prostytucja ?

– Światem rządzi kasa i seks

– Czy kobieta przyjmująca drogie prezenty to już prostytutka, czy doceniona właściwie kochanka?

– Przyznajcie się, ile z was jest prostututką własnego męża ?

– Jestem utrzymanką i dobrze się z tym czuję

   Przyznacie, że to wielce bulwersujące tematy, co?

   Przeczytałem treść zamieszczoną pod wskazanymi linkami oraz przeglądnąłem sporą część dyskusji jaką one wywołały. I co wyczytałem? Ano, jak zwykle w takich razach mamy bardzo różne podejście do drażliwych społecznie tematów. Dzięki temu powstaje ciekawy obraz tzw. opinii społecznej. Od świętego, czy raczej świętoszkowatego oburzenia, a więc skrajnej negacji, poprzez różne stanowiska, aż po postawy zrozumienia a nawet akceptacji dla jednego ze sposobów zarabiania na życie, bo … to przecież jeden z najstarszych zawodów świata – do którego przystępują już gimnazjalistki, często nie z własnej woli. Wiele osób nie jest pewnych siebie i nie wie jak by postąpiła w skrajnych sytuacjach. W. Szymborska jest autorką  dobrej na taką okazję sentencji, która brzmi: Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono.

   Utrzymanka, kochanka czy jak by jej nie nazwać, to nie jest współczesny wynalazek.Teraz mamy jednak zupełnie inne czasy, inną mentalność, moralność, inne podejście do wielu spraw, no i mamy media, a dzięki nim możliwość mówienia o tych sprawach w sposób otwarty, bo anonimowy, co zresztą nie jest warunkiem koniecznym. A więc rozmawiamy.

   W styczniu br. w Polityce znalazłem artykuł Barbary Pietkiewicz Sponsorówki. Sprawdziłem i polecam zainteresowanym do sprawdzenia http://www.polityka.pl/sponsorówki/Tekst01,1137,278213,18/

Przeczytamy w nim m.in. że: na 900 tysięcy studiujących u nas dziewcząt, ponoć co dziewiąta dorabia sobie ciałem.

   Autorka opisuje ten proceder i jego żródła, ale i poddaje ocenie. Wszystkie sposorówki zakładają zerwanie z tą praktyką, z chwilą ukończenia studiów, czy zrealizowania jakiegoś ważnego – ich zdaniem – życiowego celu. Niestety, nie wszystkim się to udaje. Wszystkie mają pewnie moralnego kaca z faktu bycia k…, a nie prostytutką, w tym obiegowym rozumieniu sprawy, że : K… to charakter, a prostytutka to zawód.

   Ja, stary czytelnik Polityki, uznałem ten temat na tyle ważny, że zdecydowałem się wykorzystać wspomniany artykuł na godzinie wychowawczej w mojej klasie, gdzie byli sami18 latkowie. Gdy jedna z uczennic odczytała cały tekst, zapanowała cisza. Ktoś z chłopaków powiedział : – ano bywa i tak . Ponieważ nie udało się wywołać dyskusji,  podsumowałem temat akcentując skutki takiego stylu studenckiego życia. Podobno mał rację ten, który powiedział: Słodkie życie – słono kosztuje, prawda?

   We wczorajszej dyskusji na temat: Jestem utrzymanką i dobrze mi z tym autorka,podpisująca się nickiem cyniczka uzasadnia swój styl życia i sposób na życie możliwoscią studiowania czwartego już języka obcego oraz stażu w Nowym Jorku, na co nie byłoby jej stać bez pomocy sponsora. Inwestuje więc w siebie z myślą o przyszłości. Odpierała ataki krytyków jej postawy przekonując ich spokojnie, że właściwie nic złego nie robi. Nie rozbija rodziny sponsora i nie chce go mieć na własność. Ot przysługa za przysługę i tyle. Zapewne pozostanie przy swoich poglądach i osiągnie zaplanowany cel. Tu dochodzę do meritum mojej opowieści.

   W ubiegłym tygodniu wybraliśmy się z żoną i córką do kina Muvico w Rosemont, to o rzut kamieniem od domu, jak się to określa. Kino, samo w sobie zasługujące na oddzielne opowiadanie, gdyż jest to ogromny obiekt o 18 salach kinowych, w ofercie popołudniowej miało 4 filmy. Spośród filmów sensacyjnych, przygodowych i komedii postawiliśmy na komedię. Tytuł Bruno nic nam nie mówił, aż do rozpoczęcia projekcji. Szybko rozpoznaliśmy w angielskim aktorze – głowną rolę grał Sacha Baron Cohen skandalistę, który jako Borat Sagdijew szokował niedawno strojem i zachowaniem widownie kinowe całego świata, w sposób dotychczas nieznany w produkcji kinowej. Tym razem przechodzi sam siebie tak w stylu jak i tematyce prowokacji. Nie chcę oceniać filmu ani go specjalnie polecać, ale powiem tylko, że byliśmy wszyscy bardzo nim zbulwersowani. Nie tyle z powodu wybitnie gejowskiej tematyki i męskiej tym razem golizny serwowanej w wymiarach rewolucyjnych, jak na standardy filmu fabularnego, ale z powodu obejrzenia autentycznych postaw zwykłych ludzi pokazanych okiem kamery w sposób obrazoburczy. Aż trudno uwierzyć do jakich reakcji i zachowań są zdolni zwykli ludzie. Oto próbka jedynie:

   Bohater rozmawia z rodzicami na temat udziału ich małych dzieci w produkcji spotów reklamowych i zadaje pytanie: – Czy zgodzi się pani na odchudzenie pani dziecka o 5-6 kg w ciągu tygodnia?

– Myślę, że nie powinno być z tym problemów, odpowiada mama. W innej rozmowie pada pytanie do taty: – Czy zgodzi się pan, aby pański synek wystąpił w mundurze hitlerowca, który wrzuca do pieca krematoryjnego przebranego za Żyda innego chłopca? Odpowiedź brzmi podobnie: – Nie powinno być z tym problemu.

   Rodzice nie grają swoich ról. Oni są autentyczni. Mają cel.  Tym celem jest kariera swojego dziecka!!! Ot i obrazek. Samo życie, powiemy? Co jeszcze jesteśmy w stanie zrobić dla spełnienia postawionego sobie celu? Cyniczka poświęca siebie, a właściwie wszystko co może mieć kluczowe znaczenie w przyszłości. Tak dla niej samej jak i dla ludzi, z którymi będzie kiedyś tworzyć rodzinę. A co chcieli bez chwili zastanowienia poświęcić pokazani w filmie rodzice dla szczęścia ( nieszczęścia) swoich dzieci?

   W tym samym dniu, na czołowym miejscu strony Onet.pl , z której wybrałem bulwersujace tematy umieszczono księgę kondolencyjną po śmierci Leszka Kołakowskiego. Wpisałem się do niej oddając hołd jego wielkości i żal z powodu Jego odejścia do lepszego świata. Wiem sporo o jego dorobku, ale znam tylko jedną jego ksiażkę Mini wykłady o maksi sprawach. Obiecuję sobie sięgnąć do innych jeszcze jego dzieł. Jestem pewny że można w nich znaleźć odpowiedź na stawiane często pytanie: Dlaczego jesteśmy tacy jacy jesteśmy?