Independence Day – 4th of July w moim oglądzie

   Wczoraj przeżyliśmy jedno z ważniejszych świąt amerykańskich, zwane Dniem Niepodległości. Obserwacje czynione przeze mnie z małej podchicagowskiej miejscowości, są siłą rzeczy ograniczone do tutejszej specyfiki życia toczącego się poza nurtem wielkiego świata.

   Ludzie pracujący w instytucjach mieli w tym roku dodatkowy dzień wolny od pracy, bo gdy święto wypada w dniu wolnym od pracy to jest to automatycznie rekompensowane dniem wolnym poprzedzającym święto. Kontraktorzy i mały biznes usługowy pracowali tak jak w każdy inny piątek i sobotę. W miasteczku widoczne były przygotowania do święta. Szczególnie w okolicach domów widać było krzątających się ludzi, a ryczące silniki kosiarek, podkaszarek i pił do żywopłotów wskazywały z daleka o co toczy się walka. Przed niektórymi domami pojawiły się flagi amerykańskie. Słychać było również sporadycznie przeprowadzane próby pirotechniczne, będące zwiastunem tego, co miało nastapić wieczorem 4 lipca w finale uroczystego świętowania.

   W naszym domu też panowała atmosfera świąteczna. Panie przygotowywały wystawny obiad i piekły ciasta napełniając dom obiecującymi zapachami. Spodziewaliśmy się zapowiedzianej telefonicznie wizyty gościa, który odszukał nas w Polsce – pisałem o tym w poście „Do kraju tego…” – a teraz przy okazji święta postanowił nas odwiedzić tu, w Ameryce, aby poznać rodzinę naszej Małgosi. Jego plan podróży to przykład tutejszego sposobu świętowania. Tom odwiedził wcześniej swoich braci w Detroit, a jego żona Jenny odwiedziła swoja mamę mieszkającą na południowych przedmieściach Chicago. W dniu święta Tom przyleciał porannym samolotem do Chicago, skąd odebrała go przybyła na lotnisko samochodem Jenny, aby dalej już razem przyjechać do nas. Przywieźli nam, jako pamiątki z Polski zdjęcia zrobione przez Toma w naszym domu, w kościele i na cmentarzu w Bogorii. Tom opowiadał nam w pierwszych słowach, jak wielkie wrażenie zrobiły na zamieszkałej w USA rodzinie jego zdjęcia z Bogorii oraz film video nakręcony przez Piotrka i podarowany Tomowi jako pamiątka z jego sentymentalnej podróży do kraju dziadków. Opowiadał, sam mocno poruszony, jak wujkowie i rodzeństwo, ze łzami w oczach przyjmowali od niego na pamiątkę pojemniki z ziemią zabraną z okolic cmentarza w Bogorii. Serdeczna rozmowa prowadzona przy stole w czasie całego, niestety tylko dwugodzinnego pobytu dotyczyła wszystkiego, co składa się na nasze życie, a co jeszcze dotąd nie było obgadane. Toast za spotkanie i poznanie się, kilka grupowych zdjęć i… pojechali do mamy Jenny, aby z nią spędzić dalszą część święta. My pozostaliśmy w ciszy własnego domu.

   Wieczorem, gdy nasze dzieci wybrały się na wspólne świętowanie w kręgu przyjaciół do domu Gosi i Andrzeja, my pozostaliśmy w domu z wnukami i mogliśmy tylko przez okna obserwować i słyszeć wielką kanonadę w naszym i w kilku pobliskich, podobnych miasteczkach. Była to jednak tylko namiastka tego, co działo się w samym centrum Chicago. Dochodzące stamtąd odgłosy kanonady przypominały bombardowania wojenne. Chłopcy z zaciekawieniem wpatrywali się w okna przebiegając raz na jedną, a następnie na drugą stronę domu. Mały Tomek dzięki temu uspokoił się i szybko zapomniał o tym, że przed chwilą bardzo płakał za mamą. Pokazywał na kolejne rozbłyski kolorowych rac mówiąc: bum! bum!

   Ja opowiedziałem żonie i chłopcom swoje przeżycia sprzed 25 lat, gdy na podobnie długi weekend związany z Dniem Niepodległości zabrał mnie ze sobą mój pracodawca, do domku swojego przyjaciela w Galenie, odległej o 3 godziny jazdy samochodem od Chicago. Oni świętowali, a ja w tym czasie wykonywałem pracę polegającą na wyłożeniu płytkami ceramicznymi łazienki oraz siddingu na frontowej ścianie piętrowego domku, którego dach z obydwu stron sięgał ziemi. Pracowałem w ciągu dnia, a wieczorami byłem już jednym z nich, odpoczywających współnie przy ognisku. Na świąteczny dzień zabrali mnie ze sobą na wycieczkę stateczkiem po Mississippi – piękne wspomnienia – a wieczorem na pokaz sztucznych ogni na miejscowym stadionie. Ten pomysł pójścia na pokaz wydawał mi się początkowo bez sensu, ale jednak do dzisiaj pamiętam jego przebieg. Przy pełnych trybunach oglądaliśmy 30-minutowy pokaz, którego finałem był przejazd dużego wozu konnego, z tych jakimi zdobywano Dziki Zachód. Do poszczególnych elementów wozu przymocowane były ładunki pirotechniczne, których wybuchy były tak skoordynowane, że oddawały efekt ognistego wozu drabiniastego z kręcącymi się w szalonym tempie kołami. Pamiętam wrażenie, jakie wywarł ten pokaz na otaczających nas ludziach. Obiecuję sobie, że jeszcze kiedyś skorzystam z okazji zobaczenia pokazu ogni sztucznych np. w centrum Chicago, gdzie nakład środków na ten cel musi być niewspółmiernie większy od tamtego, oglądanego w małej Galenie.

   Późnym wieczorem włączyłem telewizor. W polskim programie Oblicza Ameryki pokazano m.in. sondaż uliczny z miast amerykańskich na temat obchodzonego święta. Podobnie jak w takich razach w Polsce pytani ludzie mylili daty lub po prostu nie znali historii tego święta i znaczenia Proklamacji Niepodległości podpisanej przez T. Jeffersona 4 lipca 1776 roku dla kraju.

   To już chyba ogólnoświatowe zjawisko. Obywatele korzystają jak tylko można z dobrodziejstwa istniejących demokratycznych państw i systemów społecznych, bez koniecznej refleksji nad tym, jakim nakładem cierpień i ofiar walki naród uzyskał dzisiejsze przywileje.

   Amerykanie mają w swoim słownictwie i na tę okazję dobre powiedzenie: fact up! – co po naszemu można wyrazić słowami: takie są fakty, z faktami się nie dyskutuje itp.

A szkoda.

7 uwag do wpisu “Independence Day – 4th of July w moim oglądzie

  1. ~Z R pisze:

    Byłem wieczorem na pokazie ogni sztucznych nad jeziorem Michigan jak co roku było pięknie Tysiące ludzi , dla mnie był to specjalny dzień pozostaną wspomnienia serdecznie Pozdrawiam Ciebie , Żone i rodzine

    Polubienie

  2. Tatul pisze:

    W kolejnym kościele,jaki odwiedziliśmy w ostatnią niedzielę, kościele Św. Moniki, ksiądz prowadzący Mszę Św.nazwał święto Niepodległości Dniem Urodzin – 233 urodzin Stanów Zjednoczonych. Dodał jeszcze:” – młody jest ten nasz kraj, a jaki ma dorobek? Jak dobrze nam tutaj?Cieszmy się i świętujmy”.Podobały misię te słowa i dlatego się nimi dzielę

    Polubienie

  3. ~Brzoza pisze:

    W tym roku dzien ten przezywaly nasze dzieci z dala od USA. Brakowalo im …wystrzalow i flag zawieszonych wszedzie. Bluzeczki z symbolami narodowymi, obnizki cen , slowem wszystko to – co niesie swieto. A to, ze nie wszyscy wiedza, czego to swieto dotyczy – to juz sprawa domu i szkoly. Pozdrawiam z kraju kwitnacej jarzebiny i makow, ktore sa wszedzie!

    Polubienie

  4. Reblogged this on Tatulowe opowieści i skomentował(a):

    Po upływie dziesięciu lat od opisanych przeżyć i przemyśleń warto przypomnieć dawnym czytelnikom oraz zapoznać nowych ze sposobem organizowania Dnia Niepodległości w kraju imigrantów jakim są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.