Wyleczony ze złudzeń

   Pierwsza niedziela spędzona w Chicago zaczęła się niemal tak samo jak każda. Zwyczajny poranny rozruch, potem śniadanko i zgłaszanie propozycji do opracowania planu dnia.

   Potrzeby duchowe zrealizowaliśmy w pobliskim kościele Św. Gertrudy, gdzie w godzinach przedpołudniowych jest odprawiana Msza Św. w języku polskim. Kościół zasadniczo inny w wystroju niż większość znanych mi polskich kościołów. Nowe budownictwo sakralne tutaj, to jednak proste rozwiązania architektoniczne podporządkowane wygodzie wiernych. Dziwi mnie układ sklepienia, które tylko środkiem – jakby w nawie głównej osiąga wysokość typową dla kościołów. Proste ściany i taki sufit są otoczone okienkami mającymi doświetlić wnętrze, jednak nie wiadomo dlaczego wyłożone są jakąś mozaiką ceramiczną w kolorach pochłaniających światło. W efekcie wnętrze jest dość ciemne. Inny rys chicagowskich kościołów to powszechne włączanie świeckich w sprawowanie liturgii, co jest dla mnie wciąż trudne do zaakceptowania. Do komunii ustawiamy się więc w kolejkę, na końcu której jest jednak ksiądz, a nie osoba świecka zwana tu szafarzem. Rezygnujemy też z możliwości przyjmowania Chrystusa pod postacią wina, chociaż sporo osób podchodzi do szafarzy stojących z kielichami po obydwu stronach ołtarza. Z ogłoszeń dowiadujemy się, że kościół obniża opłaty za korzystanie z nauki religii w kościele ze względu …na kryzys ekonomiczny  dotykający rodziny Polaków tu zamieszkałych. Inny szczegół to ogłaszany brak możliwości obsługi dwóch kolejnych pierwszych piątków miesiąca przez polskich księży. Wiernym zaproponowano spowiedż po angielsku, albo wizytę w innych kościołach mających polską obsadę księży.

   Wracając z kościoła odsłuchujemy pocztę głosową w telefonie, z której wynika, że mój zięć Mariusz ma zaproszenie za dwie godziny do rozgłośni Polskiego Radia 1030 AM, na cykliczną audycję „Między nami mężczyznami”, w czasie której panowie rozmawiają  „na żywo”na różne zadane wcześniej tematy. Tym razem tematem audycji były złudzenia, a ściślej stracone złudzenia. Okazało się, że prowadząca audycję pani redaktor zaprasza i mnie – ojca znanej w kręgach polonijnych, również z anteny tego radia pani Małgosi.

   Zaintrygowany i zaciekawiony tzw. „kuchnią radia” decyduję się jechać z Mariuszem jako obserwator. Na parkingu przed budynkiem rozgłośni poznaję w osobistym kontakcie p. Ewę, do której w ubiegłym roku napisałem długi, odręczny list biorąc udział w konkursie na temat zanikającej sztuki pisania listów. List mój był kiedyś odczytany na antenie radia oraz bardzo przychylnie skomentowany, co dostarczyło mi sporo satysfakcji z udziału w tym konkursie.

   Moja prośba o przyznanie mi roli obserwatora w procesie nagrywania audycji została przez p. Ewę odrzucona zdecydowanym ” nie – tylko pełny i czynny udział”. Cóż było robić. Wchodzę w to, chociaż odczuwam pewien niepokój o to czy sprostam wyzwaniu.

 

                  

             

              Nagranie audycji radiowej

   Od chwili podjęcia decyzji gorączkowo myślę nad tym co mam do powiedzenia na  temat utraconych złudzeń i jak o tym mówić, aby było poprawnie i ciekawie. Postanawiam mówić o emigracyjnej doli wielu Polaków, którzy przyjeżdżali tu do USA ulegając złudzeniom niemal pewnego powodzenia. Panowało przecież utrwalone mniemanie, że każdy kto wyjeżdżał do Ameryki przywoził majątek. Tu na miejscu często brutalnie tracili złudzenia. Oszukani czy wykorzystani przez cwaniaków nie mieli z czym, albo i za co wracać do kraju zasilając rzesze tzw. „bumów”. Ja sam, w moim emigracyjnym doświadczeniu przeżyłem takie odarcie ze złudzeń gdyż przez pół roku nie mogłem znaleźć pracy i przetrwałem jakoś ten czas tylko dzięki życzliwej pomocy kilku ludzi. Gdy już znalazłem sobie pracę i sprawdziłem się w niej to i zupełnie odmienił się mój los. Odzyskałem wiarę w to, że liczą się jednak wartości a nie cwaniactwo

   W toku trwającej audycji poruszaliśmy i inne aspekty problemu utraty złudzeń, czy rezygnacji z marzeń stawiając jednak na potrzebę kontynuacji działań zmierzających do realizacji postawionych sobie celów.  Jak uchronić się przed niewątpliwie bolesnym doświadczeniem związanym z utratą złudzeń?

   Na to pytanie chyba każdy sam musi sobie odpowiedzieć, bo ilu ludzi tyle różnych sposobów odbierania świata. Trzeba zachować ufność dziecka w dobre intencje innych ludzi, ale trzeba również zachować przezorność człowieka doświadczonego życiem, i …próbować wciąż od nowa osiągać cel swoich marzeń.

   Nie wiadomo kiedy godzinna audycja dobiegła końca. Wracałem rozemocjonowany wydarzeniem i dopytywałem Małgosię oraz żonę, które słuchały audycji o to jak odebrały moje wypowiedzi. Podobno dobrze wypadłem. Zyskałem jeszcze jedno doświadczenie. Wiem już jak realizuje się audycje w Polskim Radio 1030 AM , których wielokrotnie słuchałem przez Internet, zawsze wtedy zwłaszcza kiedy  Małgosia lub Mariusz brali w nich udział.

   Szkoda tylko, że nie usłyszał mojej wypowiedzi na żywo nasz kuzyn Zdzisław. Był on właśnie tym człowiekiem, który przed 25 laty pomagał mi stanąć na własnych nogach i zrealizować plany z jakimi w 1984 r przyjechałem do Chicago.  Opowiem Mu osobiście o tym, co chciałem przekazać w audycji