Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba…

   W poprzednim poście próbowałem opisać, czym jest dla mnie moja Mała Ojczyzna – Bogoria. Dla podkreślenia faktu, że nie tylko ja odczuwam tak silny związek z miejscem pochodzenia – miałem przytoczyć opis pewnej wizyty, jaką właśnie wtedy przeżywaliśmy w naszej rodzinie. Ponieważ jednak mimo usilnych starań wychodzą mi w tych opowieściach okropne dłużyzny postanowiłem uczynić z tego tematu odrębne opowiadanie. Czytających jednak proszę o łączne potraktowanie dwu ostatnich opowieści. Oto, co chciałem dzisiaj dopowiedzieć.

   W ostatnich dniach maja, wieczorem w naszym mieszkaniu zadzwonił telefon. Podnoszę słuchawkę i słyszę po angielsku: – My name is Tom… Ponieważ niezmiernie rzadko zdarzają się nam takie rozmowy, a mój angielski określam zwykle angielskim zwrotem a little bit, przeprosiłem rozmówcę i natychmiast przekazałem słuchawkę żonie, która nie ma problemów językowych. Z rozmowy wynikało, że odszukał nas daleki kuzyn z San Francisco, który właśnie wybierał się w podróż sentymentalną do kraju swoich dziadków, do Polski. Zapragnął wpaść do Bogorii, skąd pochodziła jego babcia i ciocia – siostry z rodziny Snopków. Wyjechały one jeszcze przed I wojną światową do USA, gdzie wyszły za mąż za braci. Nasz rozmówca jest przedstawicielem już drugiego pokolenia w tym rodzie, jakie przyszło na świat na ziemi amerykańskiej. Trafił na właściwą osobę, która za oczywistość uznała udzielenie wszechstronnej pomocy w tym przedsięwzięciu. Natychmiast powiadomiłem poprzez Skype nasze córki w Chicago i Krakowie o zamierzonej wizycie, a kuzyn otrzymał  numery ich telefonów. Nastąpiła seria rozmów, uzgodnień, e-maili i znalazł się sposób na włączenie się nas wszystkich w plan podróży Toma.

   Przylecieli z żoną do Warszawy, gdzie przez niemal dwie doby zwiedzali miasto, uczestnicząc przy okazji w imprezach organizowanych z okazji rocznicy 20-lecia pierwszych demokratycznych wyborów. Byli zachwyceni. Następny etap to Kraków, z podobnym programem zwiedzania miasta. Tu również byli oczarowani zabytkami i wszystkim, co zobaczyli.

   W czwartym dniu pobytu nasze dzieci: Piotruś, Ania i Marysia przejęli gości pod swoje skrzydełka i przywieźli ich nam do Bogorii.

   Przyjęliśmy ich staropolskim zwyczajem – czym chata bogata, tym rada.
Obiad i pogaduchy przy stole obejmowały wszelkie tematy interesujące obydwie strony. Tom uszczegóławiał nadesłane nam wcześniej dane zawarte w Family tree, czyli drzewie genealogicznym liczącym – drobiazg, 109 stron normatywnego tekstu, w tym gałęzi, na której nas umieszczono. Pokazał nam pieczołowicie przechowywane fotografie i dokumenty związane z przodkami, a wszystko z nabożną zadumą i przejęciem.

   W menu przygotowywanym przez żonę zaproponowałem nietypowe danie, a mianowicie zupę szczawiową. Liczyłem na to, że ludzie, którzy zjeździli niemal cały świat i z niejednego garnka jedli, czegoś takiego jak zupa szczawiowa pewnie nie znają. I nie zawiodłem się. Zupa smakowała im nadzwyczajnie, a jak dodałem, że jest niemal pewne, że jemy to samo co jego babcia jadała zanim wyjechała za ocean, był zachwycony. Wyjaśniłem przy okazji, że hipotezę tę opieram na koniecznej wówczas zasadzie samowystarczalności żywnościowej rodzin, które mało co kupowały wykorzystując to, co było dostępne w gospodarstwie. Szczaw rósł na łące, jajeczko pochodziło od własnej kurki, śmietana do zabielenia zupy od własnej krowy, a ziemniaki z własnego pola. Tak też żywiono świnki zasilające okresowo bilans żywieniowy rodzin.

   Wszystko, co mówiliśmy i co jedliśmy przy stole kwitowane było entuzjastycznie. Po paru godzinach takiej gościny wyruszyliśmy śladami przodków. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, dom rodzinny babci Toma ocalał jako jeden z kilku domów, które w Bogorii przetrwały wojnę. Tom nie wypuszczał z rąk aparatu fotograficznego, uwieczniając wszystko z wielu stron. Wizyta w kościele, to okazja przeżycia spotkania z miejscem gdzie babcia była chrzczona, gdzie modliła się przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Bogoryjskiej i gdzie słuchała głosów tych samych, co wtedy organów. Następnym miejscem godnym odwiedzin był pobliski cmentarz, na którym Tom uwiecznił nagrobki bliższych i dalszych krewnych z Family tree. Tu mogłem przekonać się jak dalece utkwiły w pamięci Toma nazwiska z księgi genealogicznej, gdyż spacerując alejkami odkrywał na tablicach nagrobnych znajome nazwiska i dopytywał o szczegóły powiązań rodzinnych. Na cmentarzu Tom zgarnął w torebkę parę garści ziemi na pamiątkę dla siebie i dla leciwych już wujków, czym zupełnie mnie zaskoczył. Nie pytałem jednak czy wynikało to z jego potrzeby ducha, czy realizował zlecenie wujka. Wspomniałem wtedy zwyczaje z Krużewnik, jakie znamy z filmu Sami swoi. Z cmentarza wykonaliśmy jeszcze tylko parę kroków do wiekowej kapliczki, słynącej z wody mającej uzdrawiać ludzi, pielgrzymujących tu od wieków w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek, aby na miejscu obmyć się tą wodą. Babcia też pewnie uczestniczyła w tym obrzędzie. Wracając do domu obwiozłem gości po ulicach Bogorii, aby pokazać im całą zabudowę ziemi ich ojców.

   Rankiem, po śniadaniu pożegnaliśmy naszych niecodziennych gości, których Piotruś odwiózł na lotnisko w Warszawie. Przed południem odlecieli do swoich stron. Dzisiaj mija tydzień od ich odlotu.

   Z informacji, jakie nadsyłają wynika, że poszli za ciosem i odwiedzili przy okazji rozproszone po Stanach rodzeństwo Toma, aby podzielić się wrażeniami z wyprawy …do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów nieba…

   Wiemy z opowieści przy stole, że szykowali się na ten przyjazd od lat, jednak rodzeństwo nie mogło uzgodnić z rożnych powodów wspólnego terminu. Udało się to teraz Tomowi. My mieliśmy w tej eskapadzie swój mały udział. Zdobyliśmy nowego kuzyna, którego staraliśmy się wprowadzić w realia czasów jakie wspomina i obecne realia Polski. Mieliśmy okazję przekonać się jak znacząca siła tkwi w przywiązaniu do tradycji rodzinnych i do miejsca skąd nasz ród.

   Czy dzisiaj opowiedziana przygoda nadaje się na poparcie tez podniesionych w poprzedniej opowieści?  

P.S.

Autor książki „Bogoria – jest takie miejsce”, Pan Robert Rożek dołączył do komentarzy pod poprzednią opowieścią projekt części statutu stowarzyszenia „Bogorianum”. Zapraszam do przeczytania.

15 uwag do wpisu “Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba…

  1. ~Małgosia pisze:

    Co tydzień obcuję z genealogami, ale ten jest bardzo rodzinny. Wzruszające to opowiadanie. Ja noszę Bogorię w sobie – jak będzie z moimi synami? Dzieki za relację – mam nadzieję na obejrzenie zdjęć Toma.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Małgosiu, ja też pamiętam genealogów spotykanych w Twojej bibliotece. Pamiętam też listy od rodziny z Polski, które tłumaczyłaś na angielski. Listy pisane niewprawna ręką trzeba było najpierw tłumaczyć na polski, aby można było je sensownie przetłumaczyć na angielski.Polonusi, którzy nie znali już języka polskiego trzymali te listy jak relikwie po przodkach. Może to właśnie wspomnienie tamtych przypadków w połączeniu z historią Toma tak mnie porusza?

      Polubienie

  2. ~agnieszkaceglarska-pietrek pisze:

    Dzisiejsza opowiesc jak najbardziej nadaje sie na poparcie wszesniejszej .Dla osoby ktora pragnie poznac korzenie swojego rodu ma to duze znaczenie. W tym przypadku Pana kuzyn napewno nie jedno krotnie wyobrazal sobie jak moze wygladac ta mala ojczyzna skad pochodzila jego Babcia. Dla niego nie bylo to tylko marzeniem lecz napewno celem tej podrozy do Polski .Gdyz sami wiemy jaksilna jest wiez do miejsca w ktorym spedzilismy cale swoje zycie.Moim zdaniem czasami warto jest dazyc do celu jaki sobie zadamy ,bo coz moze byc piekniejszego jesli mozna byc tam gdzie kiedys zyl ktos bliski naszemu sercu.

    Polubienie

  3. ~Z R pisze:

    Dziękuję bardzo za piękny opis przyjazdu Toma do Polski i Bogorii miejsca gdzie żyła jego babcia i ciocia To piękne i wzruszające że spotkał rodzine taką jak Ty -Czesiek , Ela-żona i Wasze córki która im pomogła w realizacji życiowego pragnienia.To bardzo dobrze świadczy o Tomie i jego żonie.Musiało to być dla nich wielkie przeżycie chodzić śladami Babci i Cioci w Bogorii .Nie znam ich ale za to bardzo ich cenie Pozdrawiam

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Z.R. dzięki za miłe podsumowenie historii związanej z wizytą Toma. Mamy nadzieję, że zrealizował swoje plany i po jakimś czasie podzieli się wrażeniami jakie wyniósł z pobytu w pięknych, królewskich miastach i u nas, w maleńkiej Bogorii.Wiem, że potrafisz docenić znaczenie podanej w takich syutuacjach pomocnej ręki. Ja też kiedyś skorzystałem z Twojej pomocy. Pamiętam to i staram się, aby łańcuszek ludzi dobrej woli był coraz dłuższy i służył dobrym sprawom.Pozdrawiam

      Polubienie

  4. ~Brzoza- jedna z mrowek pisze:

    Ktos kiedys napisal, ze „malym dzieciom rodzice powinni dac korzenie, a duzym -skrzydla”. Zgadzam sie z tym stwierdzeniem. Musimy miec cos, do czego mozemy powracac. Wrosnieci w nasze miejsca, zlaczeni z krajem, miastem, nasza wsia- jestesmy zwyczajnie „u siebie”. I to nic, ze czesto zyjemy o tysiace kilometrow od naszego kraju. Przeciez tak naprawde- nasz kraj jest w nas. Jezyk, ktory musimy pielegnowac i uczyc go nastepne pokolenia, tradycja, kultura. Widze drobne zmiany, dostrzegam drobnostki, ciesze sie z makow na polu, odwiedzam muzea, delektuje sie jedzeniem, ktore jest takie – tylko TAM. Nie dawniej niz wczoraj rozmawialam z kolezanka o przeszlosci …Przypadek? Moze. Wazne jest to, co po nas zostanie. Stare bilety, zdjecia, pamietniki. A najwazniejsza jest pamiec innych ludzi. Bez koloryzowania, upiekszania, rodzinnej dulszczyzny. Wazne jest to, jak kiedys zapamietaja nas- male mrowki miliardowego swiata.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~ Mrówko, mieszkanko ogromnego mrowiska położonego tuż obok polskiej Brzozy,Nie można chyba piękniej skomentować podniesionego tematu. Aforyzm o korzeniach i skrzydłach wpisałem do swojego zasobu. Mam prośbę. Proszę podczas wakacji w rodzinnych stronach przemyśleć temat swoich zwiazków ze swoim miejscem na ziemi, no może z jednym z takich miejsc i podzielić się z nami refleksją na ten temat, dobrze?Życzę udanych wakacji.Tatul

      Polubienie

      • ~Brzoza pisze:

        Dziekuje , oczywiscie prosbe spelnie. Ja zwykle opisuje wszystkie moje pobyty, przemyslenia itd. Tak wiec – nie bedzie problemu. Nie straszne sa mi deszcze polskie ( bo u nas pogoda piekna!) , a najwazniejsi jak pisalam- ludzie. I z nimi juz sie umawiam, rozmawiam, pisze- slowem do drogi jestem przygotowana. Pozdrawiam Pana i cala rodzine! Niech wakacje beda dobre, zdrowe i piekne!

        Polubienie

  5. ~Eve pisze:

    Do kraju tego… – wykorzystał Pan fragment jednego z moich ulubionych wierszy. Chcę powiedzieć, że w tytułowym cytacie „Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszę z ziemi przez uszanowanie” – to zdanie jest dla mnie bardzo wymowne, bo w jakimże innym kraju chleb jest tak ważny? Lubię tę polskość, szacunek do takich zwykłych, bardzo prostych rzeczy. Szkoda tylko, że to jakby już trochę zanika… wzrusza mnie widok starszej osoby, która przed ukrojeniem chleba rysuje na nim dlonią krzyż. Ja tego nie robię, bo jakoś nikt mi tego nie pokazał… ale dla mnie to coś wielkiego. Chcialabym żeby w moim przyszłym domu, mojej przyszłej rodzinie, którą kiedyś założe, aby tkwiła w niej taka Polska dusza.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Eve, mój Tom pewnie nigdy nie czytał Norwida, a więc nie zna tego wiersza. Ponieważ dobrze oddaje on stan ducha, o którym chciałem napisać dlatego użyłem tej frazy w tytule.Zwyczaj kreślenia znaku krzyża na bochnie chleba przed ukrojeniem pierwszej pajdy niestety już zupełnie zanika. Chleb również zszedł z piedestału symbolu do poziomu śmietnika, gdzie wala się często pośród śmieci.Pewnie i coraz mniej znamy słowa „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…”Miłych wakacji na łonie rodziny życzę.Zaglądaj tu czasem

      Polubienie

  6. ~Eve pisze:

    Tymczasem jednak mówię „do zobaczenia”, znikam na trochę z internetowego świata, popracowałam, a teraz czas na rozrywkę i odwiedziny i poznawanie mojej wielkiej rodziny:)Jak wrócę napiszę moje przemyślenia na temat pieniędzy, pracy i kilka innych. Do zobaczenia w lipcu!:)

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.