Walka o życie

   Dzisiaj wspomnieniowo – refleksyjnie. Taki dzień.

   Trzynastego maja roku pamiętnego…doświadczyłem czegoś o czym chcę dzisiaj opowiedzieć.

   Był rok 1981. Zbliżała się 10-ta rocznica mojego ślubu i wspólnego zamieszkiwania z rodzicami żony, a zarazem trudnego czasem współistnienia pod jednym dachem dwóch odrębnych światów. Żona – nauczycielka w miejscowej szkole, uzupełniała właśnie swoje wykształcenie o studia magisterskie. Ja- prezes miejscowej spółdzielni, w piątym roku sprawowania tej funkcji dojrzewałem do decyzji zluzowania się ze stanowiska, z powodu ostrego i otwartego już konfliktu z sekretarzem miejscowego komitetu PZPR. Byłem w tym czasie inżynierem kontynuującym studia magisterskie. Oboje ciężko pracowaliśmy na wielu polach, a w domu czekały na nas dwie dziewczynki w wieku 9 i 6 lat i ich dziadzio – niekwestionowana głowa rodziny oraz jego pole.Teść – emeryt z wiekiem przejawiał coraz większe zainteresowanie rolnictwem. Traktował swoje małe gospodarstwo niemal jak jakąś misję. – „ Co byście wszyscy jadali, gdyby nie rolnik” mawiał często do swoich córek i zięciów, gdy ci ociągali się z wyjściem na komendę do prac polowych, które należało koniecznie wykonać samodzielnie, bez wynajęcia maszyn czy jakiejś pomocy z zewnątrz. Aby być całkowicie niezależnym zakupił konia, sam zrobił wóz i jeżdżąc nim w pole czuł się panem świata. Koń, w przeliczeniu na lata ludzkie był w podobnym wieku co i jego pan, ale dzięki temu była pewność, że nie poniesie i nie wyrządzi gospodarzowi jakiejś krzywdy. Żyło się tak jak pozwalały na to warunki, aż tu nagle, właśnie 13 maja nasz koń zachorował. Sprowadziliśmy do niego weterynarza. Ten konia zbadał i uznając , że może to coś z żołądkiem zastosował dużą – końską dawkę antybiotyków i to tzw. ludzkich leków, co miało być bardziej skuteczne. Założył mu również sondę do żołądka – taką rurę wystającą przez nozdrza. Zalecił oprowadzanie konia po podwórku i co jakiś czas wdmuchiwanie mu przez tę sondę powietrza . Nie wolno było pozwolić koniowi na pokładanie się.

   Nie byłem już młodym człowiekiem, ale takie doświadczenie spotkało mnie pierwszy raz w życiu. Wszyscy dorośli domownicy skrupulatnie wypełniali zalecenia doktora i dawali sobie co jakiś czas zmianę. Albo oprowadzaliśmy go wokół prostokątnego podwórka, albo przebywając w domu widzieliśmy przez okno te same zabiegi w wykonaniu innych. Atmosfera była przygnębiająca. Upływały godziny bez żadnej widocznej poprawy.

   Na mnie odkąd wróciłem z pracy przypadło najwięcej godzin tego, wymuszonego troska o konia spaceru. Upływały godziny, bez żadnej poprawy. Bardzo było mi żal konia, bo widziałem ból w jego oczach i odruchy sprzeciwu przy nawrotach, a jeszcze większe przy dmuchaniu w tę sondę. Cóż było robić? Doktor kazał, więc trzeba. Dla jego dobra. Czas płynął powoli.

   Tego samego dnia, po południu – dzisiaj wiemy, że było to po 17-tej, na placu Św. Piotra w Rzymie  rozległy się strzały oddane ręką zamachowca Alego Agcy do naszego Papieża. Już nie pamiętam, czy od razu podano tę informację, czy z pewnym opóźnieniem, jak to w tamtych czasach się zdarzało nadano ten komunikat w Polskim Radio. Spadło to na nas jak grom z jasnego nieba. To było szokujące. Nasz Papież. Nasza dopiero co rozbudzona nadzieja na odmianę losu przez odzyskanie niepodległości została postrzelona w czasie audiencji generalnej. Stało się to w czasie, gdy pełen ciepła brał na ręce małe dzieci i podawał dłonie szczęśliwcom, którym udało się dotrzeć do miejsca gdzie przejeżdżał.

   Czy przeżyje?

   Słuchaliśmy kolejnych komunikatów z odbiornika wystawionego przez żonę na parapet okna abym i ja mógł słyszeć nowiny bez przerywania swojego traumatycznego zajęcia. Kto pamięta tamte czasy, ten zrozumie bez zbędnych opisów stan świadomości Polaków w tamtym dniu.

   Minęło dopiero dwa lata od pierwszej pielgrzymki, w czasie której Ojciec Święty wygłosił w Warszawie słynne słowa:” Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi.” Transmisje ze spotkań z Papieżem realizowano  tak, aby pokazywać w telewizji sam ołtarz i jego najbliższe otoczenie – księży, siostry zakonne, chóry, co miało sprawiać wrażenie braku zainteresowania wizytą. O tym jak było w istocie przekonałem się w czasie Jego wizyty w Krakowie w dniu 6 czerwca 1979 r gdy z rodziną uczestniczyłem we mszy św. na Błoniach. Liczebność zgromadzonych tam tłumów oszałamiała każdego, kto pierwszy raz w życiu uczestniczył w takiej uroczystości. A wszyscy byliśmy tam nowicjuszami.

   Powszechne było oczekiwanie, że usłyszymy jakieś wezwanie, jakieś wskazanie drogi. To było jednak marzenie raczej niż realna możliwość.Po nabożeństwie ludzie w centralnej części placu wyciągnęli spod pazuchy jakieś transparenty o patriotycznej treści, jakieś proporce i flagi. Słychać było wznoszone okrzyki i widać było wznoszone do góry ręce z palcami ustawionymi w kształt litery V jak VICTORY. Wybuchło kilka petard, z których dym zasnuł mgiełką tę część placu. Robiło się gorąco od emocji. Co się tu może wydarzyć, myślał każdy w tłumie.   Milicja przez megafony nagłośnienia placu, jak i z helikoptera unoszącego się ponad Błoniami wygłaszała komunikaty mające ostrzec przed skutkami politycznych demonstracji, nawołujące do przywrócenia spokoju i sprawnego opuszczenia placu. Dość długo trwało to falowanie tłumu wywołane napieraniem na protestujących przez ludzi z dalszych sektorów, którzy zdążali do wyjścia z placu. Wreszcie rzeki ludzkie popłynęły w kierunku miasta całą szerokością ulic, na których wstrzymano wszelki ruch. Kto był na spotkaniach z Papieżem w czasie tamtej pielgrzymki ten zrozumiał, że coś się zmieniło, coś pękło w tym niekochanym, a nawet znienawidzonym PRL-u, że idzie NOWE!

   Kto chciał zabić tę naszą nadzieję?

   Prawie każdy wiedział wtedy kto za tym stoi, chociaż oficjalnie do dzisiaj nie ustalono procesowo nawet tego, kto wysłał Agcę i kazał zabić człowieka, który burzył stary układ.

   Kolejne komunikaty były uspokajające. Żyje, jest w klinice Gemelli i poddano Go operacji wykonywanej przez najlepszych specjalistów. Ludzie gromadzili się na modlitwach. Trwało oczekiwanie na coraz bardziej optymistyczne komunikaty. Tak upływała noc. Wiemy wszyscy co było później, bo zostało to szeroko opisane i sfilmowane. Dzisiaj wiemy, że jeszcze wielokrotnie próbowano pozbawić GO życia. Wiemy też, że do ostatniej chwili nie zrezygnował z bliskiego kontaktu z ludźmi, a Jego ochrona przeżywała za każdym razem od nowa wielkie obawy o to, że między wyciągnietymi do powitania rękami ludzi znowu pojawi się zdradziecka ręka gotowa do zadania śmiertelnego ciosu. Umarł śmiercią naturalną, długo po tamtym zamachu i po wieloletniej walce ze słabością schorowanego ciała. Realizował swoją misję dzięki nadzwyczajnej woli życia jaką posiadał, i głębokiej wiary w to, że jest częścią wielkiego planu. Bożego planu. Wszak „Komu więcej dano, od tego więcej wymagano”.

   Dla mnie w opisanej roli pielęgniarza chorego konia dzień 13 maja zakończył się nad ranem następnego dnia. Koń nie miał już siły chodzić. Pozwoliłem mu się położyć. Oddychał ciężej niż zwykle i jakby postękiwał. Po niedługim czasie odszedł, a właściwie to pogalopował – bo tak należałoby opisać ruch jego nóg- do miejsca dokąd udają się w takich chwilach konie. Zrozumiałem wtedy co oznacza powiedzenie, że koń umierając galopem opuszcza ten świat. Rano przyjechał po niego powiadomiony telefonicznie hodowca srebrnych lisów. Powiedział mi, że całe to leczenie jak i zabiegi zmierzające do utrzymania go w ciągłym ruchu nie miały szans powodzenia. Zła diagnoza. Nie miał szans na dalsze życie.Weterynarz nie mógł tego wiedzieć bez zaglądnięcia do jelit.

   Ja rozpamiętuję wydarzenia tamtego dnia mając świadomość, że walkę o życie nie zawsze udaje się wygrać.

24 uwagi do wpisu “Walka o życie

  1. ~CzElunia pisze:

    Kochany Tatulu! Jest nam dane wiele wydarzeń dziejowych XX i XXIw przeżyć.W ciekawych czasach przyszło nam żyć.Z naszą wrażliwością wszystko zostałó zauważone i zapisane w pamięci na zawsze. Na kilku spotkaniach z Naszym Papieżem Janem Pawłem II byliśmy. W roku Wielkiego Jubileuszu miałam szczęście przebywać na Placu Sw. Piotra i uczestniczyć w Audiencji Generalnej. Tego przeżycia nigdy nie zapomnę.PAPIEŻ przejeżdzał ode mnie na wyciagnięcie ręki.Mam zachowane zdjęcia z tego wiekopomnego wydarzenia.Nie miałam szczęścia tak jak nasza Małgosia na indywidualne spotkanie z Ojcem Świetym i uwiecznienie na zdjęciach. Każda pielgrzymka Jana Pawła II do Polski wniosła w nasze życie wiele dobrego. Ubogacała nas wewnętrznie i dodawała nadziei na lepsze.Wypowiedz Naszego Papieża ” Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to kim jest, nie przez to,co ma, lecz przez to,czym dzieli się z innymi.” Te wszystkie wpomnienia przybliżyły ten okres przeżywania naszej codzienności.Cieszę się,że uwieczniasz te przeżycia. Dzięki.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      CzElunia,Bardzo się cieszę, że mimo chilowego oddalenia mamy kontakt, również w tej formie. Jak wiesz, snuję te opowieści dla upamietnienia moich – naszych przeżyć. Mam nadzieję ,że dotrwają one do czasu, kiedy nasze dzieci znajdą czas, aby zapisać to na tyrwałym nośniku z myśla o swoich dzieciach i o zachowaniu pamięci o nas samych.Nadzieja ta obejmuje również kwestię : – czy warto to zapisywać?Pozdrawiam silną grupę poza domem rodzinnym. Do rychłego…

      Polubienie

  2. ~M.G. pisze:

    Historia papieża Jana Pawła II jest bardzo wzruszająca. Do dziś będąc w kościele na Mszy św. i słysząc ulubioną pieśń Ojca Świętego „Barkę” napływają mi łzy do oczu. Dla mnie tak jak dla innych był autorytetem i już zawsze będę czuć pustkę bez jego obecności. Niestety nie miałam okazji zobaczyć na własne oczy Jana Pawła II ale po jego śmierci mogłam uczestniczyć we Mszy Św. w jego intencji na krakowskich Błoniach to był tzw. „biały marsz”. Do późnych godzin wieczornych ze świeczką w dłoniach modliłam się najgorliwiej jak tylko mogłam. Ojciec Święty już na zawsze zostanie w mojej pamięci i nawet w chwili kiedy pisze moją opinie mam łzy w oczach. Nawiązując do pana żmudnej pracy i historii konia powiem „ktoś umrzeć musiał, aby ktoś żyć mógł”. Choć ta sentencja nie koniecznie pasuje.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      M.G.Dziękuję za komentarz.Zgadzam się z oceną wyjątkowości Jana Pawła II. Jego dzieło pomaga rozumieć wiele ze spraw, które budzą ciągle moje watpliwości. Mam nadzieję, że nie tylko ja tak to odbieram.Wczorajsze nowiny z Watykanu pozwalają wierzyć,że już wkrótce ta Jego wyjątkowość zostanie potwierdzona aktem Beatyfikacji.Ta historia z koniem miała służyć jedynie ilustracji mojego stanu ducha w tym dniu, a nie przeciwstawianiu sobie dwóch zdarzeń. To był smutny i długi dzień.Pozdrawiam

      Polubienie

      • ~M.G. pisze:

        Ja do tego tak nie podchodzę. Uważam że przypadek konia mógł mieć ukryty związek z późniejszymi wydarzeniami. Sam pan powiedział że poprzez słowa i czyny Jana Pawła II szukaliśmy i nadal szukamy w nich myśli przewodniej, którą będziemy kierować się przez być może resztę życia. Jednocześnie mam nadzieje że wkrótce wszyscy kochający Ojca Świętego doczekamy się jego wyniesienia na ołtarze. Choć pomimo przekazywanych przez media iskierek nadziei na rychłą Beatyfikację drugi człowiek wszystko psuje. a przecież można część tych formalności pominąć i przyśpieszyć cały tok. Pozdrawiam.

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        M.G.Perspektywa beatyfikacji jest już zakreślona. „Bliżej jak dalej” – jak powiadano w naszych stronach. Proszę wspomnieć jak długo oczekiwała na ten akt większość wynoszonych na ołtarze świętych, których kanonizował sam JP II. Nic nie przeszkadza nam jednak już teraz korzystać z dorobku tego wybitnego człowieka. Jego spuścizna już istnieje, a po beatyfikacji tylko nabierze jakby większej mocy.Ja w pracy z młodzieżą przybliżam ostatnio jedną z jego myśli: „przyszłość zaczyna się dzisiaj, nie jutro”.Gotowa recepta. Tylko korzystać, prawda?

        Polubienie

      • ~M.G. pisze:

        Recepta gotowa ale czy my umiemy z niej skorzystać? Miałabym wątpliwości. Odnaleść wskazówkę na życie jest trudno a co dopiero umiejętne z niej skorzystanie. To dopiero nie lada wyczyn. pozdrawiam.

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        M.G.Prawda, ale w tym tkwi sztuka życia. Często cytuję fraszkę St.Jerzego Leca: ” Nauka jest sprawą wielkich. Maluczkim należą się nauczki”..Nie wszyscy muszą dostapić wtajemniczenia. Każdy zajmie odpowiednie dla siebie miejsce. Większość będzie zadowolona z tego co osiągnęła. Każdy jest wolnym człowiekiem i robi tak jak uważa, prawda?

        Polubienie

      • ~M.G. pisze:

        Tak to prawda. Ale jestem zdania,że każdy bez wyjątku szuka wskazówki na życie. Jednocześnie też jest kowalem własnego losu. Każdy depcze przez życie własną wydeptaną ścieżką i rzadko kiedy z niej zbacza. pozdrawiam.

        Polubienie

  3. ~Lena pisze:

    Ja niestety nigdy nie widziałam się na żywo z Janem Pawłem II ale zawsze obserwowałam w mediach jego życie, i jak świetną działalność i wszystko przeżywałam, był wspaniałym człowiek umiejącym współczuć i przede wszystkim wybaczać, przebaczył nawet Ali Agca… Modlę się aby był wyniesiony na ołtarze… Myślę że nikt o papieżu Polaku nie zapomni..

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Lena, Nie każdemu było dane przeżyć spotkanie z Nim. Ważne, że doceniamy jego rolę w poprawianiu ludzi i świata, a- na ile się da, stosujemy się do jego nauk.I oby tak pozostało,prawda?

      Polubienie

      • ~Lena pisze:

        Prawda, nauczył nas jak zyć, jak szanować bliźniego i jak doceniać najważniejszy dar Boży – życie

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        Lena,Pięknie piszesz. Nauczył nas żyć i cenić życie oraz jak go sensownie przeżyć tak, aby nie przeciekało przez palce jak woda, z którą ktoś się nie liczy zupełnie.

        Polubienie

  4. ~w.z pisze:

    Ostatnio jestem na etapie czytania książki pod tytulem ,,JAN PAWEL II PAPIEZ I CZLOWIEK ,, sa to refleksje spisane na podstawie osobistych kontaktów autora z OJCEM ŚW oraz na podstawie wspomnień kolegów .Utkwilo mi w pamięci jedno zdanie ,,Karol byl taki sam jak my ,bawil sie plywal w rzece uprawial sport ,i takim go pamietamy,,. Tak wspominaja Go jego koledzy ,a my jako kogoś wyjatkowego ,wspanialego czlowieka i kaplana ,.Pozostawil nam po sobie ogromna spuściznę ,obysmy my jego rodacy nie zaprzepaścili tego .Czytając tego posta mam przed oczami dziadzia Tomasza-Józefa slyszę jego slowa .Kiedys obrazil sie na mnie bo stanelam po stronie Eli i zapytalam po co szedl do stajni w ogromny mróz zacytuje może nie doslownie to co mi odpowiedzial ale bylo to mniej iwęcej tak ,,następna mądra ,,. Wiedzialam że uznawal zasadę pańskie oko konia tuczy myslal że jak nie zobaczy to nic nie bedzie zrobione prawidlowo .Milo powspominac ale w realu bywalo różnie .Prawda ?

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      W.Z.Oj prawda, prawda. Wiedzą to wszyscy, którym z wyboru, czy przymusu przyszło żyć w rodzinie wielopokoleniowej – wspólnie a jednak we własnych światach. Cieszę się z tego, że wychwyciłaś w tekście i ten wątek.Pozdrawiam

      Polubienie

  5. ~Eve pisze:

    Witam Pana, jak zwykle przy takich egzystencjalnych tematach wzrusza Pan słowami. Jan Paweł II – to nie podlega dyskusji, to poprostu człowiek prawdziwy chrześcijanin, dlatego jego życie było tak dla nas ważne, takich ludzi poprostu nie ma. a co do konia… hmm… tak mi się przypomniało, że kiedy byłam mała widziałam umierającego konika, miał tężec, nie dało się go uratować, żadne zwierze nie patrzyło takim ludzkim wzrokiem. Coś musi w tych zwierzętach być.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Eve,Dziękuję za miłą dla oka ocenę ostatniej opowieści. Starałem się oddać atmosferę tamtego dnia i moich odczuć po usłyszeniu sensacyjnej wiadomości.Z koniem masz całkowitą rację.Oczy zwierząt potrafią wiele przekazać.I radość, i strach, jak i ból i inne uczucia. Czasem lepiej obcować ze zwierzętami niż z ludźmi. Nie spotkasz wśród nich pychy, pogardy, zarozumialstwa, nienawiści czy mściwości.Mam nadzieję, że trudy matury nie nadwyrężyły Cię zbytnio?Pozdrawiam.

      Polubienie

      • ~Eve pisze:

        Zbytnio może nie, ale trochę zmęczona jestem, w poniedziałem jeszcze tylko angielski i już będę po wszystkim. Teraz staram się znaleźć jakąś dorywczą pracę, żeby trochę mieć w kieszeni na wakacyjne rozrywki, no ale troche ciężko o jakąkolwiek pracę. W domu też trochę pomagam, bo to już poźna wiosna a wiadomo jak to z tym na wsi. Pozdrawiam.

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        Eve,Dobre podejście do wakacyjnych planów. Na zachodzie od dawna wakacje spędzali tak, jak Ty planujesz. Miesiąc pracy, aby zarobić na wyjazd i wypoczynek.Powodzenia

        Polubienie

  6. ~Brzoza pisze:

    Bylam tutaj juz wczesniej. Pomyslalam, ze jak bedzie o minute wiecej czasu- to cos napisze. Minelo pare dni, znow tutaj jestem i zazanaczam swoje „istnienie” . Walka o zycie – ale w innym wymiarze nadal trwa. Walka o dobro, milosc, zrozumienie. Pozdrawiam!

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Brzozo, dziękuję za pozostawienie śladu obecności. Tak jest. Walka trwa. Nasuwają mi się słowa piosenki E.Gepert: „Czuję się tak, jak mrówka gdy czyjś but stratuje jej mrowisko…” Właściciel tego buta nawet nie wie co uczynił tej mrówce, pójdzie dalej…Pozdrawiam

      Polubienie

    • Tatul pisze:

      Miło mi że wpadłaś przeczytać. To było wstrząsające wydarzenie i niecierpliwe oczekiwanie na kolejne wiadomości z Kliniki Gemelli będę pamiętał do końca życia.
      Pozdrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.