Bibliotekarka

Wkrótce znajdziemy w kalendarzach informacje o obchodach jednego z owych dni poświęconych komuś – czemuś zasługującemu na szczególne zainteresowanie choćby w tym jednym, jedynym dniu w roku. Sporo w tym majowym okresie takich świąt, bo to Święto Pracy, Święto Flagi, Święto Konstytucji 3 Maja…

Ja mam na myśli jednak Dzień Bibliotekarza. Pewnie zginie on w natłoku medialnych informacji o innej ważnej okazji do świętowania przypadającej na dzień 8 maja. Jakie szanse na publiczną uwagę ma bibliotekarz zatrudniony w coraz bardziej pustych Świątyniach zakurzonej książki przy Dniu Zwycięstwa?

Może właśnie dlatego warto przypomnieć tych ludzi i ich trud? Bibliotekarze to grupa zawodowa ok. 10 000 ludzi posiadających niezwykle wysoki poziom kompetencji uprawniających ich do tego, czym się zajmują. Nie należą jednak do ludzi sukcesu. Pracują ofiarnie w ciszy swoich placówek, nie wadząc nikomu, jednak czują się niedowartościowani, są słabo wynagradzani i borykają się z nieustannymi problemami budżetowymi. Czy to z ich winy wynika takie traktowanie przez władze, media i przez nas samych? Aby rzucić nieco światła na tych ludzi i oddać im należny szacunek przedstawię sylwetkę jednej z bibliotekarek.

Jest absolwentką filologii polskiej, którą wybrała z niekłamanej miłości do książki. Od dzieciństwa już pochłaniała ogromne ilości książek w sposób tak zachłanny, że często nie odkładała ich na półkę, aż do momentu ukończenia lektury. W tej sytuacji naturalnym było wybranie polonistyki jako sposobu na życie. Tu mogła, już teraz programowo, poznawać literaturę całego świata. Nie tylko z obowiązku, ale i dla przyjemności. Na trzecim roku studiów, za sprawą swojej chrzestnej wylosowała zieloną kartę uprawniającą do emigracji do USA. Podjęła ryzykowną decyzję ukończenia w trybie indywidualnym 2 lat studiów w ciągu jednego roku i to się jej udało. Jeszcze tylko napisanie pracy magisterskiej i jej obrona, a w międzyczasie zawarcie małżeństwa, aby wyjechać już jako małżonkowie na takich samych prawach. Wyjechali na próbę – po rozum – jak to się mówiło w rodzinie.

W Chicago próbowała znaleźć pracę zgodną z zainteresowaniami. Znalazła taką w sklepie z polskimi książkami. Wkrótce okazało się, że jest to praca poniżej oczekiwań dziewczyny z głową w chmurach. Kolejna praca to Biblioteka Muzeum Polskiego w Chicago. Dopiero ta praca połączona z nauką bibliotekarstwa od podstaw, a także ciągle u podstaw jeśli chodzi o rozbudzanie u ludzi zainteresowania książką i kształtowaniem nawyku czytania okazała się tym, co ją pochłonęło bez reszty. Kilka lat pracy przy boku legendy tego Muzeum pani Sabiny Logisz pozwoliło jej na odpowiednie przygotowanie się do tej szczególnej pracy.

Formalne kierowanie placówką biblioteczną nie oznacza tu wykonywania zwyczajowych zajęć związanych z bieżącą pracą . Tam nie wystarczy dbałość o uzupełnianie zbiorów, wypożyczanie i egzekwowanie zwrotu książek przez zapominalskich. Tam trzeba jeszcze podjąć starania o pieniądze na zakupy nowych książek i te zakupy zrealizować. Najlepiej zrobić to w Polsce ze względu na znaczne różnice cen i przywieźć je samemu przy okazji prywatnych i służbowych przejazdów do kraju. Jak zarobić pieniądze?

Obok tradycyjnych wpływów z tytułu opłat członkowskich, opłat z uczestnictwa w organizowanych przez naszą bohaterkę pokazów tradycji świątecznych w sporządzaniu palm, czy pisanek Wielkanocnych lub dekoracji choinkowych na Boże Narodzenie spore środki pozyskuje się z organizowanych corocznie wyprzedaży książek pochodzących z darów osób indywidualnych oraz organizacji polonijnych. Każda taka wyprzedaż to duże przedsięwzięcie organizacyjne związane z wyselekcjonowaniem książek występujących jako trzecie i dalsze egzemplarze w katalogu –ciągle z braku pieniędzy prowadzonym tak jak przy powstaniu biblioteki – wycena tych książek i wyłożenie ich na tematycznie zorganizowanych stoiskach. Tu jest duże pole do pracy wolontariuszy, których trzeba tylko powiadomić , zachęcić dobrym słowem i pokierować ich zbiorowym wysiłkiem. Wyprzedaż ogłaszana pod hasłem BOOKSALE trwa zwykle dwa dni weekendowe, organizowane zwykle w sierpniu. Poprzedza ją duża kampania informacyjna, a więc programy w polskich rozgłośniach radiowych i w telewizji POLVISION, na które składają się wywiady prowadzone z naszą bibliotekarką. W polonijnej prasie umieszcza się też sporo ogłoszeń na ten temat. Słyszałem sporo z tych wywiadów na żywo jak i odtwarzanych z płyt DVD. Wszystkie prowadzone językiem przyjaciela, który zachęca i przekonuje:
– Przyjdź, pomożemy Ci znaleźć coś dla Ciebie;
– Spotkasz tu swoich znajomych;
– Zabierz swoich znajomych i dzieci ze sobą;
– Książka na Ciebie czeka i prosi zabierz mnie ze sobą do domu;
– Dla stałych czytelników duże zniżki itp.

Przychodzą tłumnie, szczególnie w pierwszym dniu wyprzedaży i kupują z autentycznego zainteresowania jakąś pozycją, albo też w geście patriotycznego uniesienia kupują jakieś pozycje za 1-2 USD aby wspomóc akcję pozyskiwania pieniędzy na zakupy nowych atrakcyjnych pozycji do księgozbioru.

To utrwalony już cykl działania biblioteki, która jest jednak czymś więcej niż tylko biblioteką. Jest częścią Muzeum Polskiego w Ameryce prowadzonego przez Polish Roman Catholic Union of America – organizację, która jako Zjednoczenie Polskie Rzymsko Katolickie wkrótce bo w 2015 r będzie obchodzić 100 lecie swojego istnienia. Jako zacna placówka z interesującymi zbiorami jest często odwiedzana przez polskich, a i nie tylko polityków, dyplomatów, ministrów, dziennikarzy i ludzi kultury.

W tej placówce prowadzone są badania naukowe przez stypendystów z Polski, którym też trzeba tę pracę i pobyt zorganizować oraz udzielić jako gościowi przyjacielskiej pomocy i wsparcia. Jak widać bibliotekarz to raczej działacz polonijny ogarnięty pasją budowania mostów pomiędzy ludźmi i zacieśniania ich przyjacielskich więzów z tą placówką. To budzenie ducha polskości wśród Polonii.
Tak już jakoś jest na tym świecie, że tam gdzie jest pasja czy misja tam najczęściej nie ma pieniędzy. Placówki kulturalne w Polsce, a jak widać może jeszcze bardziej w USA zwykle są na czyimś garnuszku .Wynika stąd permanentny brak pieniędzy na podstawową działalność i na godne wynagrodzenia. Można się realizować, zyskiwać uznanie w szerokich kręgach wpływowych ludzi i wzbudzać przyjazne skojarzenia na zasadzie: Firma – to ja, ale jeszcze trzeba za coś żyć – a tu jest bardziej niż skromnie. Do tego samo istnienie biblioteki staje się coraz bardziej problematyczne. Spada czytelnictwo w całym świecie, a więc i tam, pośród bardzo zapracowanych polonusów. Przodująca w wielu względach Japonia sygnalizuje już nowe formy realizacji zapotrzebowania na głód wiedzy, na nowinkę „Powieść na komórkę”. Czy powieść na telefon upowszechni się i u nas?

Losy tej biblioteki są trudne do prognozowania. Utrudnia to dodatkowo panujący wszędzie kryzys. Czy starania mojej bibliotekarki mogą w jakimś stopniu odwrócić te tendencje? Ja mam wątpliwości.

Podziwiam przedstawioną bibliotekarkę za umiejętność rozmowy, tak tej bezpośredniej pogaduchy ze spragnionym tej rozmowy czytelnikiem, jak i tej za pośrednictwem mediów. Rozmowy mającej na celu skupienie ich uwagi na tej zacnej, najstarszej w Chicago polonijnej organizacji i za zaangażowanie w tej pracy na rzecz…

Oboje z żoną podczas pobytu w Chicago często doświadczaliśmy wzruszających chwil podczas wysłuchiwania komplementów wygłaszanych pod adresem owej bibliotekarki. Wszak spływała na nas – jej rodziców  cząstka chwały wynikającej z jej zasług i osobistego wdzięku. Tak, tą bibliotekarką jest nasza córka Małgorzata Kot, którą możecie bliżej poznać wchodząc na jej blog, do którego adres widnieje wśród linków na moim blogu.

Biblioteka jak i całe Muzeum Polskie miałoby szanse na spokojny byt gdyby władze Najjaśniejszej, w tym Senat opiekun Polonii Świata oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego objęły tę placówkę – jak tysiące innych – swoim patronatem. To jak dotychczas mimo autentycznej potrzeby nie ma szans na realizację.

Moja bibliotekarka podejmie wkrótce studia bibliotekarstwa na amerykańskiej uczelni . Życzymy jej z całego serca sukcesów w tym przedsięwzięciu. A co później? Później trzeba będzie dokonać trudnego wyboru; – Czy za pół darmo realizować swoje powołanie, pasje, misję (niepotrzebne skreślić) czy poszukać zajęcia, które zapewni jej i całej rodzinie godne warunki życiowe.

Przedstawiłem losy mojej bibliotekarki. Mam nadzieję, ze problemy na jakie napotyka w swojej pracy są tożsame z tymi z jakimi borykają się nasze Panie Bibliotekarki pracujące w ciszy swoich świątyń poświęconych książce.

Wszystkiego najlepszego z okazji Waszego Święta życzymy.

I jak najmniej trosk o przyszłość życzymy. Uznania dla Waszej pracy i odpowiednich zarobków życzymy. No i satysfakcji życzymy z całego serca.

 

25 uwag do wpisu “Bibliotekarka

  1. ~Eve pisze:

    Panie Tatulu! Niezwykłe szczęście mają Pańskie córki! Mają fantastycznego Ojca – jestem tego bardziej niż pewna!Podziwiam i kłaniam się do samej ziemi ludziom, którzy wybierają w życiu to co lubią, co kochają – to też skłania mnie do głębokiego ukłonu w stronę Pani Małgosi! A biblioteki? magia jakaś tkwi w tych miejscach, cisza, spokój i tyle ciekawych historii, tylko bohaterów w jednym miejscu. Kiedyś pomyślałam, że bardzo jest mi żal, ze w życiu nie zdążę przeczytać tylu ciekawych opowieści. Ja jednak mimo mojego ogromnego zamiłowania do książek wybieram – jak Pan już wie inną trochę drogę. Stoję teraz przed takim niewiadomym „czymś”, co chyba nazywa się dorosłością. Muszę wybrać pomiędzy właśnie pracy takiej, która da mi satysfakcję, czyli praca społeczna lub pracą, która da mi pieniądze. To trudny wybór. „Być czy mieć – to odwieczny dylemat” – może uda mi się być i mieć:). Myślę, że moje życie idzie chyba w dobrym kierunku. Pozdrawiam:)

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Eve,Dziękuję za komentarz. Tak jest jak piszesz. Każdy człowiek nieustannie wybiera pomiędzy tym co lubi,a tym co musi, pomiędzy tym czy bardziej mieć, czy być. I są to trudne wybory.To sztuka życia.Wielokrotnie cytowałem tu Konfucjusza, ale jeszcze raz powtórzę: „Jeśli kochasz to co robisz, to nie pracujesz.”Ja w szóstej, kolejnej pracy trafiłem na swoje. I cieszę się z tego. Bohaterka mojej opowieści już trafiła, mimo młodego wieku. Realizuje się, ale…Obserwuję jej zmagania i wspieram jak mogę, ale to ona sama musi dokonać wyboru, jak każdy.Jestem pewny, że i Ty znajdziesz dla siebie odpowiednią przystań. I Ci życzę tego.Pozdrawiam

      Polubienie

  2. ~Brzoza pisze:

    Witam Pana! Ten ” list do corki ” to wspaniala deklaracja milosci ojca do swojego dziecka. Bo to przeciez nie o niej, a jednak dla niej. Dla tych wszystkich bibliotekarek, nauczycielek, lekarek, fryzjerek i wielu innych, ktore wybieraja swoje drogi zyciowe. Sa na ich poczatku lub wlasnie w srodku trwania wybranego zawodu. A jezli jest juz taki dzien- to czapki z glow przed wszystkimi Paniami, ktore w ciszy, kurzu, wsrod polek i komputerow- dostarczaja nam wrazen bedacych czesto „bialymi krukami ” literatury. Milo tutaj, spokojnie. A Pana Corce- zyczymy samych dobrych ocen w nowej szkole, spelnienia w pracy, zyciu , radosci. No i niech laczy zawsze to, co jest pasja z tym , co jest zyciem. Pozdrawiam!

    Polubienie

    • Tatul pisze:

      Brzozo, dziękuję za tak przyjazne odczytanie moich intencji będących w tekście i podtekście.Święta racja .Przedstawione problemy dotyczą wielu zawodów. Niech zatem szczęście dopisuje wszystkim, którzy znajdą w opisach cząstkę swojego swiata.Pozdrawiam serecznie

      Polubienie

  3. m_kot@autograf.pl pisze:

    Tatulu, serdecznie dziękuję, nikt mnie jeszcze tak nie uczcił, a i Paniom się kłaniam z podzięką. Jestem skrępowana życzliwością, ale wsparta nią takoż.

    Polubienie

    • Tatul pisze:

      Małgosiu, To chyba dobrze otrzymać wsparcie i przyznam, że o wyrażenie takiego zabiegam u wszystkich z tamtej strony wody, którzy zaglądają na nasze strony, a znają Twoje zaangażowanie w pracy na rzecz…Mam nadzieję, że w komentarzach potwierdzą moje słowa.Jeszcze raz, wszystkiego co najlepsze życzę

      Polubienie

  4. ~Z R pisze:

    Jestem tym szczęśliwcem że prawie od chwili przyjazdu do Chicago mogę obserwować i podziwiać Małgosie w życiu rodzinnym i Bibliotece największej poza Polską Jest to miejsce w którym mógłbym być godzinami ,a dla chwilowego odprężenia iść zwiedzić piękne Muzeum Polskie i powrócić do bibliotekarki i jej książek Do książek trzeba podchodzić z Sercem i talentem a tego Małgosia ma bardzo dużo Z kazji dnia bibiotekarza życze Małgosi by poszła w ślady Pani Sabiny Logisz A jeśli zechce by pracowała kiedyś bibiotece im.Harolda Waszyngtona w Chicago jednej z największych Bibiotek Świata

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Zdzisiu, jesteś pierwszym komentatorem „z tamtej strony wody”, który zna naszą bibliotekarkę. Dziękuję za miłe słowa potwierdzajace moje uznanie dla jej pracy. Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  5. ~Monika Gawin-Slusarczyk :) pisze:

    Ja również chciałam życzyć (za pośrednictwem Pana bloga) mojej ulubionej Bibliotekarce 🙂 dużo radości z wykonywanej pracy i spełnienia wszystkich planów zawodowych.

    Polubienie

  6. ~Dorinka pisze:

    no ja tu dawno nie byłam. No na komputerze nie siedzę ostatnio i stąd ten brak wizyt. Sporo się to wiąże że po wizycie na kompie padam i tylko spać, a czas mam często dość mocno planowany;P. Biblioteka, oj niemal święte miejsce. Świat książek jest piękny ale teraz nie chcemy zatrzymać się w życiu żeby poznawać, i nie tylko to się dotyczy poznawania ludzi, bo my w nic często nie chcemy się zagłębiać spłycamy wszystko żeby było takie ,,proste” coś jak ah słodka niewiedzy ale to słabe porównanie. Moim zdaniem właśnie dlatego nie czytamy książek, ale niektórzy czytają. Ja sama mało czytam. Czemu? Czasem pewne rzeczy ma się dla siebie, no w każdym razie trochę czytam. Pozdrawiam. A i bibliotekarze no co by nie mówić zasługują na wszelki szacunek w szczególe jak pomagają szukać książek:)

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Dorinko, miło Cię widzieć po dość długim okresie nieobecności. Cieszę sie, że podzielasz poglądy wyrażone w tym tekście na temat pracy bibliotekarzy a szerzej i na problem spadajacej liczby czytelników.Pozdrawiam

      Polubienie

  7. ~Lenka pisze:

    Nawet Pan sobie nie wyobraża jak się cieszę, że tu dzisiaj zajrzałam ( z braku czasu dawno tego nie robiłam). Dlaczego się cieszę? Dlatego, że dziś jest też i moje święto, od blisko trzech lat, też jestem bibliotekarką. Wygląda na to, że tylko Pan pamiętał, bo tak poza tym to przemija ono w moim środowisku bardzo niezauważalne. Proszę się nie obrazić ale przecież my bibliotekarze podobnie jak nauczyciele (o święcie których zawsze się pamięta) mamy duży wpływ na wychowanie polskiej młodzieży, na rozwijanie ich zainteresowań. Trochę taki smutny ten nasz 8 maja, choć dzięki Panu więcej osób się przynajmniej dowie, że takie święto wogóle jest. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję:-)

    Polubienie

  8. Tatul pisze:

    Małgosiu,Dzisiaj, w dniu 15 maja obchodzimy w Polsce Święto Niezapominajki. To taka nasza odpowiedź na Wasze Walentynki. Oby się przyjęło.Wszak „my Polacy nie gęsi i swój obyczaj mamy”.Ja jestem pierwszym w szeregu, aby skorzystać z okazji i przesłać Ci nasze zapewnienie o gorących uczuciach, o zaangażowaniu we wszelkie Twoje sprawy i o pamięci.Nie zapominamy przeto o tym, że właśnie dzisiaj stajesz przed trudnym egzaminem. Wiemy jakie znaczenie przywiazujesz do tego etapu tworzenia zrębów pod nową karierę zawodową, dlatego jesteśmy z Tobą, aby wesprzeć, dodać Ci pewności siebie i pomóc telepatycznie w tej próbie.Zgodnie z ideą tego święta nie zapominaj i Ty o regułach i zasadach językowych, o potrzebnych słówkach i o tym wszystkim co potrzebne, aby wrócić ” z tarczą”i przejść zwycięsko przez tę próbę.Czekamy na komunikaty ” z frontu”.Całusy

    Polubienie

  9. ~Angelika pisze:

    Owszem, miłość do książek jest czymś bardzo wspaniałym, przykro mi, że nie mam czasu na przeczytanie nawet lektury zadanej w szkole, kiedyś pochłaniałam książki, dziś jestem w tej dziedzinie zacofana.

    Polubienie

    • Tatul pisze:

      ~Angelika, Nic to. Znajdzie się czas na czytanie juz bez przymusu,a z własnej woli. Wtedy dołączysz świadomie do tych, którzy są bardziej „Czytu-czytu” niż „Gadu-gadu”. Jestem tego pewien.Pozdrawiam

      Polubienie

  10. ~renata pisze:

    Pierwsze co to gratuluję córki !!! Tak niewiele jest teraz osób które angażują się w wykonywanie swojej pracy. Pracują, bo muszą, bo potrzebne im pieniądze, a Pana córka jest przykładem człowieka szanującego to czym się zajmuje, człowieka oddanego swojemu zamiłowaniu.Ma Pan całkowitą rację,mówiąc że panie bibliotekarki są niedoceniane. Muszę tu wspomnieć o mojej Pani Irenie, której wiele zawdzięczam. To ona wprowadziła mnie do tego magicznego świata – świata książki, to ona zachęciła mnie do czytania. Dlatego bardzo jej za to dziękuję. Dziękuję też Bogu za to że istnieją jeszcze Bibliotekarki, takie jak Pani Małgosia i Pani Irena oczywiście 🙂

    Polubienie

  11. ~renata pisze:

    Zapomniałam jeszcze powiedzieć co sadzę o pomyśle Japończyków – komórkowa powieść. Moim zdaniem nie jest to dobry pomysł, bo mający zbyt wiele minusów. Pierwszym z nich może być to że nie powinniśmy iść na łatwiznę, to nie jest dobrym rozwiązaniem problemu. Kolejnym minusem jest zniżenie poziomu literatury, bo szczerze powiedziawszy nie wyobrażam sobie choćby „Romea i Julii” w wersji oskalpowanej, bo inaczej tego nie można nazwać. Pocieszające jest chociaż to, że świat zdaje sobie sprawę z „kryzysu książkowego” i podejmuje próby rotowania tej sytuacji 🙂

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~renata. Bardzo dziękuję za komentarz w dwóch aktach i słowa uznania oraz opinie w nim zawarte. Ucieszyła mnie taka wzniosła ocene postawy mojej córki. Tak jest w istocie. Małgosia identyfikuje się całkowicie z firmą w której pracuje, a że jest to placówka polonijna więc tym bardziej czuje się jakby ambasadorem kultury polskiej. W tym roku akademickim podjęła studia kierunkowe na Dominican Uniwersity w Chicago. Mam nadzieję, że trud i koszty studiowania zostaną właściwie docenione i Małgosia nie będzie musiała zmieniać pracy w poszukiwaniu pieniązków na bieżące potrzeby życiowe.Bardzo cieszy mnie fakt, że teksty napisane juz dość dawno żyją , bo są czytane i komentowane.Pozdrawiam

      Polubienie

  12. Z łezką w oku przeczytałem dzisiaj ten napisany przed 5 laty tekst jak i umieszczone pod nim komentarze. To na co wskazywałem jako ojciec owej bibliotekarki, a również doświadczony w pracy menadżerskiej człowiek doczekało się uznania. Moja Małgosia wygrała konkurs na stanowisko dyrektora zarządzającego w Muzeum Polskim w Ameryce i podejmie swoje nowe obowiązki z dniem 1 września. Oto informacja prasowa na ten temat:
    http://dziennikzwiazkowy.com/polonia/muzealnictwo-xxi-wieku/

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.