Na Sanctus – łubudu! Tradycje świąteczne w Bogorii

   Ludowi przepowiadacze pogody posługują się różnymi schematami prognoz. Na najbliższe dni mamy zapowiedź: Jaka Palmowa – taka Wielka. Niedziela oczywiście. A ściślej pogoda w tę szczególnie ważną dla katolików Wielką Niedzielę jak i pozostałe dni Triduum Paschalnego.

   Skoro wybuchła wiosna i z dnia na dzień stało się tak pięknie, a niektórzy już narzekają, że jest zbyt gorąco, to jest i szansa na piękną pogodę w święta. Podzielę się dzisiaj wspomnieniem jakie towarzyszy mi od dzieciństwa, a związane jest z Bogorią, gdzie się urodziłem i wychowałem. Nigdzie nie spotkałem takich zwyczajów jakie były kultywowane u nas, od niepamiętnych czasów.

   Ten lokalny zwyczaj polegał na tym, że uroczystości Wielkiej Nocy wzbogacano strzelaniem. Strzelał każdy, kto tylko mógł sobie na to pozwolić, uwzględniając wpływ rodziców i małżonków na takie zachowanie. Młodsi wiekiem strzelali z kluczy, wykonanych najczęściej z kawałka grubościennej rury, czy obciętej lufy jakichś karabinów z wojny. Jeden koniec klucza zaślepiano, a do otworu wkładało się stempel. Obydwie części połączone były mocnym sznurkiem. Do otworu wsypywało się zielonkawy proszek kalichlorku pochodzącego z petard kolejowych, albo proch strzelniczy z naboi karabinowych. Ten miał postać płatków lub króciutkich słupków, przypominających kawałeczki rysika grafitowego z dzisiejszych ołówków wiecznych. Skąd brano ten materiał? Wiadomo, to były lata pięćdziesiąte, krótko po wojnie. Ja używałem też prochu z naboi artyleryjskich, po który wyprawialiśmy się z chłopakami do Staszowa. Tam na polu w pobliżu budynków stacji kolei wąskotorowe – dzisiaj zbudowali tam „Biedronkę”, przekopywaliśmy ziemię i znajdowaliśmy sporo brązowych, może 1 centymetrowych słupków prochu o średnicy ołówka i z otworkami biegnącymi równolegle wzdłuż i wewnątrz słupka. Proch, prawdopodobnie przechowywali tam Niemcy, nie dbając widocznie o rozsypane na placu składowym pozostałości. Proch ten należało wysuszyć, a potem tylko wsypać do otworu klucza, włożyć dobijak i trzymając za sznurek , ruchem wahadłowym jak najsilniej uderzyć o jakiś kamień. Wystrzał odrzucał cały ten sprzęt w górę z taką siłą, że niekiedy trudno było utrzymać go w ręce. To była dyscyplina dla dzieciaków właściwie. Starsi mieli monopol na pistolety. Te przekazywano sobie w rodzinach wraz z tradycją sporządzania prochu i strzelania.

   Pistolet, to była już konstrukcja szczególna, bo przypominała pierwsze egzemplarze broni palnej. Kaliber ponad 20 mm kwalifikowałby je dzisiaj do broni artyleryjskiej, gdyby oprócz prochu wkładano do lufy również kule. Na szczęście wsypywano do nich jedynie proch strzelniczy. Sporządzano go samodzielnie z węgla drzewnego – leszczynowego, utartego na pył i z saletry. Całość przesiewano, mieszano starannie i nasypywano do litrowych butelek, dla ochrony przed wilgocią i łatwiejszego nasypywania z cienkiej szyjki wprost do lufy pistoletu. Kolejną czynnością było ubicie prochu w lufie. Używano w tym celu jako przybitki zwitków papieru gazetowego, którym napychano lufę i ubijano specjalnym stemplem. Czasem już w czasie ubijania następował samopał, co groziło niebezpieczeństwem poważnych kontuzji. Ja widziałem taki przypadek kiedy samopał, który nastąpił w czasie ubijania, wyrwał pistolet z rąk strzelającego i… Obserwowaliśmy z podziwem lot tego pistoletu  po łuku parabolicznym na odległość ponad stu metrów. Była więc w tym duża siła. Do wystrzału potrzebny był jeszcze kapiszon z kalichlorkiem, który podkładało sie pod brantkę i po uderzeniu w nią stemplem następował zapłon prochu w lufie.

   Wszyscy zaangażowani w ten proceder ciężko pracowali w Wielkim Tygodniu, aby zdążyć na czas. Rozlegały się już wtedy po okolicy sporadyczne wystrzały mające upewnić strzelających o jakości wykonanego prochu. Godzina „Zero”- to Rezurekcja. Kanonadę rozpoczynało odsłonięcie obrazu i to była pierwsza komenda „na Gloria łubudu !” W czasie procesji zwyczajowo okrążającej z feretronami i przy dźwięku bębnów – zwanych u nas kotłami – trzykrotnie budynek kościoła, następowała już kanonada wystrzałów z wielu luf ustawionych poza murem. Niektórzy ludzie reagowali przestrachem, a inni uśmiechali się pobłażliwie idąc w tym osobliwym pochodzie spowitym w siny dym spalonego prochu. W powietrzu unosiły się ponadto strzępy papierowego konfetti z gazetowych przybitek. Po procesji, w dalszej części tej Mszy a i każdej innej strzelano salwami mającymi zaznaczyć poszczególne części Mszy Św. Na Ofiarowanie, Podniesienie, Komunię św. i na Żegnaj Bogoryjska – pieśń śpiewaną na zasłonięcie obrazu.

    Strzelano, a wtedy kościół, przy otwartych wielkich drzwiach rozbrzmiewał dziwnymi suchymi ni to grzmotami , ni to trzaskami. Do zapachu kadzidła dołączał się zapach spalonej saletry. Strzelający poświęcali się bardzo. Tak bardzo, że właściwie nie brali udziału w obrzędach kościelnych, tylko strzelali. Zdarzały się przy tym wypadki oberwania palców, poparzenia, rozerwania podmuchem dymu rękawy marynarek , no i ten pył węglowy brudzący niemiłosiernie ręce, twarze i odświętne ubrania.

   Strzelanie trwało jeszcze na każdej mszy w drugi dzień świat, a już obowiązkowo w obrzędach Śmigusa-dyngusa. Rycerski kawaler strzelał pod domem panny (zdarzało się, że poleciała przy tym szyba) i dopiero wchodził do jej domu, aby pokropić pannę i domowników jakąś markowa „Przemysławką” lub czymś w tym rodzaju,
po czym był częstowany świątecznym jadłem spożywanym wraz z domownikami. O powodzeniu panien świadczył ruch pod ich domami.

Prawda, że to już egzotyka?

   Zwyczaj ten budził zainteresowanie lokalnej prasy, w której co jakiś czas pojawiały się opisy całej procedury strzeleckich zainteresowań bogoryjskich parafian. Tytuły reportaży w rodzaju tego użytego przeze mnie, były wykorzystywane przez obcych, aby nam dokuczać za tę inność. Księża różnie traktowali ten obyczaj. Jedni patrzyli na to z cichym przyzwoleniem, a inni protestowali, zabraniali, na ogół bezskutecznie. Tradycja trwała do czasu, aż główni aktorzy postarzeli się lub pomarli bezpotomnie. Pistolety trafiły do kolekcjonerów – widziałem ich egzemplarze na organizowanej w Staszowskim, Domu Kultury wystawie militariów. Należały do Kasztelana Chorągwi Rycerstwa Ziemi Staszowskiej Pawła Ciepieli, oryginała mającego bogoryjskie korzenie.

   W ostatnich latach już nieliczni próbują nawiązywać do tradycji używając jednak gotowych petard, jakie można kupić w sklepach z wyrobami pirotechnicznymi. Obawiam się, że ostatni już kontynuator tamtej tradycji Pan Adam Rożek, zapewniający nam w czasie świat słuszną kanonadę będzie tym, który zabierze ze sobą cały ten obyczaj.

   Mnie smuci ten fakt. Chętnie dałbym składkę na petardy komuś, kto byłby chętny do podtrzymania wielowiekowej tradycji.

No bo jakie to świętowanie bez oczekiwanego „ŁUBUDU”???

   A pogoda ma być cudowna!

Kapliczka św. Jana Nepomucena na placu przykościelnym w Bogorii z widocznymi śladami pozostawionymi przez strzelających

28 uwag do wpisu “Na Sanctus – łubudu! Tradycje świąteczne w Bogorii

  1. ~Stanisław pisze:

    Miło powspominać,przecież to też moje wspomnienia z dzieciństwa i młodości.ja też miałem taki klucz do strzelania zrobiony u znajomego kowala.I jeszcze jedno .Dwa lata temu był pogrzeb mojego taty.W czasie opuszczania trumny do grobowca dwóch panów w mundurach oddało salwę honorową z pistoletów.To też chyba należy do tradycji.Usługi takiej nie zamawialiśmy,byliśmy zaskoczeni,ale było nam bardzo miło. Pozdrawiam.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Stanisław, Spodziewałem się, ze pobudzę wspomnienia ziomali – jak to nazywaja młodzi.Zobaczymy czy tradycja będzie podtrzynmywana. To już bliski czas.Pozdrawiam

      Polubienie

    • ~Stanisław pisze:

      Chciałem sprostować mój komentarz.Salwa na pogrzebie była wykonana petardami,a nie pistoletami jak napisałem.Przepraszam za tą nieścisłość-dopiero dziś zauważyłem.

      Polubienie

  2. ~Z R pisze:

    Dziękuję za piekny opis naszej wspaniałej tradycji Wielkanocnej Ja też byłem w wielu kościołach ale z tym zwyczajem się nie spotkałem Dzięki Tobie powróciłem do wspomnień z dzieciństwa Przypomniałem sobie o naszym pistolecie na dwie lufy.U nas panienki nie było ale gdy przyszli strzelcy i strzelali a szyba nie wyleciała to Tatuś nie zapraszał.To były dni bardzo pracowite zamiast modlitwy było strzelanie, inna była nasza młodość ale i piękna Pozdrawiam Ciebie rodzinę i tych wszystkich którzy w tym pięknym okresie Świąt Wielkanocnych pomyślą o tradycji Bogoryjskiej

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Z.R. Cieszę się z odświeżenia wspomnień z młodości. Moja Ela martwiła się, że daję zbyt szczegółowy opis, na podstawie którego ktoś odtworzy tamte pistolety , wykona proch i znowu się zacznie.Jak się strzelało z takiej dwururki?Ksiądz w ogłoszeniach na Wielki Tydzień powiedział, że popiera wszelkie tradycje jakie były kultywowane w Bogorii. Czy tę też? Jak się dowiem – to opowiem. Tymczasem pozdrawiam

      Polubienie

  3. ~misia4 pisze:

    No prosze, a ja nic a nic nie słyszałam o takiej tradycji, ale cóż się dziwić, pochodzę z podkarpacia:-) Szkoda, że ten zwyczaj zanika, wyjątkowa to tradycja i miło by było gdyby jednak znaleźli się kontynuatorzy:-) Pozdrawiam serdecznie:-)

    Polubienie

  4. ~Eve pisze:

    W mojej miejscowości nie ma takiej tradycji jak strzelanie w Rezurekcję. Za to w Święta Bożego Narodzenia mamy bardzo głupi zwyczaj, który może i gdzieś się pojawia, ale u nas przechodzi ludzkie pojęcie. A mianowicie jest to robienie różnych „psikusów” ludziom na wsi. Podczas gdy ludzie idą na Pasterkę, lub już po, kiedy wrócą i śpią po wsi grasuje kilku młodych kawalerów, zdejmują bramy, wynosząc je potem gdzieś daleko tak aby właściciel nie mógł znaleźć, zdarza się też, że meble ogrodowe których ktoś sobie nie schował na zimę lądują na dachach garaży lub innych niższych budynków… ot taką mamy dziwną tradycję. U nas nie byłoby Wielkanocy bez udziału OSP, którzy w pełnym umundurowaniu pełnią wartę w Kościele. W Wielką Niedzielę rano zaś, wszystkich budzą sygnały syren, ze wszystkich 3 miejscowości parafii, strażacy szykują się wtedy na Rezurekcję. O bogoryjskim strzelaniu słyszałam juz kilka lat temu, czytałam o tym w gazecie a i tata wiele mi o tym opowiadał często właśnie przytaczając ten okrzyk: „na Sanctus – łubudu!”

    Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        Evw, Z.R.Miła dyskusja się zaczyna. Ja też potwierdzam robenie psikusów w okresie Bożego Narodzenia. Też brałem udział w kawałach czy malowaniu na szybach domów gdzie mieszkały panny napisów zwiazanych z zyczeniami noworocznymi. Będąc w wojsku słyszałem , że w ramach takich kawałów zmontowano komuś na dachu , przeniesiony tam w kawałkach wóz konny. Żartem bywało zatykanie kominów szybą. Nie można było tego dostrzec z dołu, a zupełnie nie chciało się palić w piecu. Fantazja ludzka nie ma granic. Ludzie nie mieli co robić. Dzisiaj nie chce się nikomu oderwać od TV czy kompa. Znak czasu w jakim żyjemy.Pozdrawiam

        Polubienie

  5. ~Brzoza pisze:

    Zapach spalonej saletry- alez tak! Przywolal Pan wspomnienia! U nas natomiast strzelano „z beczek” ( w moich latach dziecinstwa- w gore wylatywaly zielone, metalowe kosze na smieci- ustawione na ulicy.) Kiedy jeszcze wszyscy spali – slyszelismy glosny huk, a moja mama mowila-„no to sie zaczelo”. Jednak jaki byl sklad wielkanocnych materialow „wybuchowych” i jak to wszystko dzialalo- nie wiem nic, bo tym zajmowali sie chlopcy. Ja natomiast napisze o innym zwyczaju wielkanocnym, ktory tam skad ja pochodze byl dosc popularny. Skoro drzewem jestem to nie sposob nie wspomniec wlasnie o drzewach. Otoz material, z ktorego robiono palmy byl „ustalony tradycja”. I tak- np. w kazdej wsi czy miasteczku zestaw galazek i ziol ( do palm) nie byl jednakowy. Moja babcia mowila, ze w palmie powinny byc galazki leszczyny, sosny, wierzby, cisu, jalowca lub winorosli. Nie wolno bylo dawac galzek topoli! O brzozie nic nie powiedziala, a szkoda! Okazalo sie, ze sklad galazek palmowych zwiazany byl z tradycja , przekazywana sobie ustnie a pozniej opisana w madrych ksiazkach!. Ja do tych ksiazek dotarlam i stad wiem, ze sosna po smierci Jezusa ( na znak zaloby) przybrala ciemny kolor i poszukala dla siebie miejsca odludnego. Winorosli ze smutku- pociemnialy jagody, cis postanowil rosnac tylko na cmentarzach. Pszczole nie wolno bylo dotykac zatrutych kwiatow cisu ( pod grozba smierci!) , a ptaki na galzeziach siadac nie powinny. Jako jedyna -topola powiedziala, ze Jezus zmarl z powodu grzesznikow , a ona jest niewinna, wiec zmieniac sie nie bedzie. Za ten brak uczucia- liscie topoli zostaly skazane na wieczne drzenie. Dlatego to, z czego zrobiona byla palma bylo bardzo wazne, bo mialo tez wlasciwosci lecznicze ( bili sie swieconymi palmami po powrocie z kosciola- dla zdrowia). O brzozie nic nie znalazlam, ale skoro ona taka czarno-biala, to moze i jakis swoj udzial w tym miala. Oby ten dobry! No to ja zakoncze moje opowiadanie slowami nieznanego autora- „Szumi woda lecac naokolo stawka. Najmilszym dniem w roku jest dla nas Rekawka!” . Czy ktos wie co to byla „Rekawka” ? Zwyczaj wielkanocny ( zwiazany troche z „Dziadami ” cz. II) ,najbardziej popularny w moim ukochanym miescie, nikt sie nie smucil, wszyscy sie bawili. To sa „podpowiedzi”. Pozdrawiam wiosennie, bo wiosna w naszych ogrodkach zawitala na dobre!

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Brzozo. Ja pominąłem tematykę palm, gdyż łączny opis obydwu tematów byłby zbyt długi. Myślałem jednak o tym co powinno się znaleźć w takim zestawie. Pomagałem żonie w wykonaniu palmy i znalazły się w niej wierzbowe gałązki z baziami , wiechy trzciny,wiechy trawy pampasowej, gałązki domowych paproci, zielone gałązki borówki zwanej barwinkiem,gałązki rozkwitniętej forsycji (w domu)i ulistnione gałązki (w domu)dzikiego wina, gałązka ostrokrzewu japońskiego i gałązki pachnącego żywicą iglaka rosnacych koło domu.Trochę to przypadkowe zestawienie, ale nie gustujemy w palmach sprzedawanych jako wytwór sztuki ludowej. Zrobiłem parę fotografii palm niesionych w procesji wokół kościoła.Tam dodawano jeszcze kwiaty papierowe, ale to chyba już tylko rzecz gustu.Żona wiaże z tym przesąd o odpędzaniu złych mocy i dlatego w domu mamy wiele takich palemek, wianków czy gałązek brzozowych z procesji Bożego Ciała.Brzozo, pisałem kiedyś o wspomnieniach mojego ojca, z których wynikało, że po zimie zajęciem młodych, i nie tylko młodych były wyprawy do lasu na sok brzozowy. Pozyskiwano go z pni drzew, które przez naciętą korę „płąkały” do podstawionej butelki. Z tym sokiem wiązano przypływ sił witalnych nadwyrężonych zimą. Znacznie później przeczytałem jakie to składniki zawiera taki sok.Brzozo – czuj się zatem silnie reprezentowana w zbiorowej świadomości ludu, który w swojej mądrości sięgał po to co dobre dla zdrowia i dzięki temu przetrwał najbardziej nawet niekorzystne czasy.Dziękuję za szerokie objaśnienie znaczenia poszczególnych roślin w bukiecie palmy oraz obyczajów wiosennych ze stron rodzinnych.Ta zabawa nasuwa mi pewne skojarzenia, ale powstrzymam się z nimi, dając miejsce innym .Brzozo, pora dodania komentarza wskazuje na to, że obywasz się bez snu? Pozdrawiam

      Polubienie

      • ~Brzoza pisze:

        Dziekuje pieknie- w takim razie i nasze brzozowe soki sa innym potrzebne. Ja tez nie chcialam przedluzac, ale u nas w domu ( zwyczaj sprawdzony po latach w ksiazce!) babcia dawala kotki bazi -do zjedzenia ( po jednym „kotku ” na glowe) . Oj, ja niestety omijalam ta tradycje wielkim lukiem! I dopiero teraz „odkrylam”, ze mialo to „chronic” przed chorobami gardla i wszelkimi przypadlosciami tchawicy, jamy ustnejj itd. Poddawalismy sie guslom, podaniom ludowym, wierzeniom – jak nic! I cos nam z tego -po wiekach – zostalo. Co do palmy to ja tez wole ta robiona ,niz kupiona. Ale w tym roku mielismy palmy z kosciola czyli z prawdziwej przywiezionej palmy. Ja tez na razie nie powiem co z ta zabawa z „moich stron”. Jak ktos chce ( ale czy bedzie sie komus chcialo?) to niech poszuka. W kazdym badz razie – impreza byla w trzecim ( teraz juz roboczym!) dniu Swiat , we wtorek. A bawilo sie cale miasto! Tyle wiadomosci. Reszte- niech dodadza inni. Pozdrawiam! A! Ja rzeczywiscie wczesnie wstaje. Czasami za wczesnie. Ale ile mam przez to czasu! Wczoraj np. upieklam chleb. Z takiego zwyczajnego „bezrobocia”, kiedy dom jeszcze spi. I pachnialo o poranku …Oj, pachnialo.

        Polubienie

      • Tatul pisze:

        Brzozo, ja znam ten zapach. Moi rodzice prowadzili piekarnię w domu rodzinnym. Ja uczyłem się na piekarza, a i pracowałem 3 tygodnie w piekarni u „Pasieki”, w Chicago. Zapach pieczonego chleba to dla mnie bardzo miły zapach.

        Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Brzozo,Pora wyjaśnić co to za zwyczaj zwany „Rękawka” został tu przywołany. Ja kojarzę to z nazwa miejscowości czy też dzielnicy Krakowa.Myslę, ze otrzymamy szeroki opis i to w aktualnych komentarzach . Zapraszam do obaśnienia tej tajemnicy. Pozdrawiam

      Polubienie

  6. ~w.z. pisze:

    Piękna tradycja która zaczyna zanikac wczoraj zastanawialam się że jak odejdzie od nas ostatni strzelec ,który nawt oddaje honorowe salwy i na pogrzebach to pewnie nasza tradycja pozostanie wspomnieniem i legęda że w Bogorii bylo na Sanktus lubu -du na Baranku Bozy tez .Wracaja do wspomnień trzeba by bylo wspomnieć SMIGUS DYNGUS który zaczynal się wcześnie rano a kończyl różnie to bylo zależalo od ilości odwiedzonych rodzin od mocnych glów to starsi ,a natopmiast mlodziez i dzieci okupowali studnię na rynku.Teraz tego już nie ma to tylko wspomnienia naszej pięknej mlodości bez komputerów telewizorów i innych dóbr cywilizacji ,byl pięknie prawda?

    Polubienie

    • Tatul pisze:

      W.Z. Co prawda, to prawda. Ja jednak nie tracę ducha i mam nadzieję, że znajdą się kontynuatorzy. Właściwie to było moim celem. Dzisiaj strzelanie jest już bezpieczne i mało absorbujące.Co do śmigusa- to masz rację. Trzeba było mieć mocną głowę. Przypomina mi się też spędzanie czasu w drugi dzień świąt na swojego rodzaju piknikach w Buczynie. Szło się na „Meus”.Tam też mocna głowa była w cenie.

      Polubienie

    • ~W.Z.
      Popatrz Wiesiu i stało się to, co Cię zastanawiało przed 6 już laty. Ostatni strzelec odszedł na wieczną służbę i w te święta zobaczymy, czy odeszła z nim tradycja?

      Polubienie

  7. Nie znam tej tradycji i nigdy nie słyszałam o niej. Ja mieszkam zawsze na zachodzie Polski i u nas ludność jest tak wymieszana, że wszelkich tradycji chyba brak. Nie wiem na pewno, jak inni szykują się do świąt, bo ja obchodzę je jako kolejne święto z Rodziną. Zapominamy tylko, że święta Wielkanocne dla wierzących są ważniejsze od Bożego Narodzenia.

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  8. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po przeczytaniu (dodam-bez oddechu) Twojego tekstu Tatul, zajrzałam do mapy. Lubię wiedzieć, gdzie znajduje się miejsce, o którym czytam.Tak samo robię podczas lektury książek. To”skrzywienie” mam od dawna. Województwo świętokrzyskie, więc mam ogólne pojęcie z jakiego regionu Polski pochodzi zwyczaj, o którym piszesz.
    Zabawy były, jak wynika z artykułu, dość niebezpieczne (używając eufemizmu). Ja pamiętam tylko poczynania moich starszych braci. Do puszki zamykanej szczelnym dekielkiem wsypywali karbid. W dnie (chyba) zrobiony był mały otworek i tam podkładano ogień. Gaz, który nazbierał się wewnątrz powodował huk, a dekiel wylatywał w powietrze. Nie wiem czy dobrze to opisałam, bo bracia nie pozwalali dziewczętom zbliżać się do miejsca tych zabaw. Bali się o nasze bezpieczeństwo, myślę. Do dzisiaj pamiętam bardzo nieprzyjemny zapach karbidu. Nie umiem też powiedzieć, czy ta zabawa była związana z jakąś okolicznością czy obrzędem. Ale na pewno nie była bezpieczna, bo w zależności od ilości gazu, jaki był w środku, dekiel wędrował w powietrze z dość znacznym impetem.
    Pozdrawiam Tatul:)

    Polubienie

  9. ~Lila pisze:

    Przyjezdzalam do Bogorii na Wielkanoc i jeden raz niosłam poduszkę, na której było serce Pana Jezusa podczas procesji rezurekcyjnej. Niestety to strzelanie było tak głośne, że zrezygnowałam ze strachu z dalszego pójścia w orszaku. To było dawno ok.50 lat temu, ale pamiętam doskonale
    Z ciekawością teraz przeczytałam opis tej tradycji,która była tylko w Bogorii.Dziekuje. Takie rzeczy należy przekazywać. To jest nasza tożsamość. Pozdrawiam Bogorie.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.