Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy

Słowa tytułu są cytatem powiedzenia Marlin Monroe bardzo pasującego do problemu jakim chcę się zająć z okazji przypadającego na 15 marca Międzynarodowego Dnia Konsumenta. Powtórzę słowa Amosa Oz „…większość moich znajomych pracuje ciężej, niż powinni, żeby zarobić więcej pieniędzy, niż im naprawdę potrzeba, żeby kupować rzeczy, których naprawdę nie potrzebują, żeby zaimponować ludziom, których tak naprawdę nie lubią.”

    Sprawdziłem w Internecie co trzeba wiedzieć o historii tego dnia i dowiedziałem się, że inicjatorem był J.F. Kennedy, który 15 marca 1962 r. a więc przed 57 laty sformułował jako pierwszy 4 prawa konsumenta biorące go niejako w obronę przed wszechmocnym producentem. Jedno z podstawowych praw uchwalonych wtedy właśnie, to prawo do informacji. To dzięki niemu mamy wszelkie etykiety, instrukcje, katalogi, prospekty, których prawdę mówiąc wielu z nas nie czyta. Do Polski ten ruch dotarł znacznie później, gdyż odpowiednie warunki powstały dopiero po upadku PRL-u, gdy przestaliśmy cierpieć na powszechny niedostatek dóbr wszelkich. Już tylko niektórzy pamiętają finał tamtego okresu, kiedy niemal wszystko kupowaliśmy na kartki.

   Ekonomiści nazywają tamten system organizacji rynku jako rynek producenta, bo to on był panem życia i co tylko wyprodukował wszystko było natychmiast sprzedane i to z pocałowaniem ręki pani sprzedawczyni, która też była wielką panią. Wspominamy czasem w domu wizytę amerykańskiej rodziny, którą gościliśmy w 1973, i ich reakcję na widok kolejek przed sklepami. Pytali nas: „Dlaczego właściciel sklepu mając tylu chętnych nie założy kolejnego sklepu tylko zmusza ludzi do takiego tłoczenia się w kolejce?”
Dla nich niezrozumiałe było to, co dla nasz było przykrą rzeczywistością. W tamtych trudnych latach pracowałem w spółdzielczości handlowej. Organizowałem kiedyś powstanie sklepu mięsnego w czasie gdy wprowadzono kartki na mięso. Jednym z największych problemów było znalezienie sprzedawcy, który umiałby „wyrąbać” mięso dostarczane w półtuszach, w taki sposób aby pogodzić w sprzedaży na kartki  awanturujących się ludzi. Telewizor dla siebie kupiłem w Ostrowcu Św. dzięki temu, że ktoś odstał w tym celu jedną noc w kolejce przed sklepem. Pralkę automatyczną wystała w kolejce całonocnej, na zmianę z żoną, moja Małgosia. Śmialiśmy się z niej przyznając jej monopol na pranie w domu. Gdy kupiłem regał, to w ślad za nim przybyła do mego domu komisja, aby sprawdzić, czy miałem prawo go kupić oraz czy nie jest to ten regał, który załatwił sobie pewien wpływowy radny i tę komisję podesłał.

   Jakość pracy handlowców oceniało się wtedy wartością sprowadzonych poza rozdzielnikiem towarów (rozdzielnik obowiązywał na wszystko).
Nie było to łatwe, bo wszędzie panowały totalne niedobory.  Gdy po pięciu latach takiej pracy wyjechałem do USA „za chlebem”, to sam przeżyłem pewnego rodzaju szok w zetknięciu ze sklepami Nowego Jorku, a później przez ponad 2 lata w Chicago. Już sam fakt możliwości kupienia świeżych czereśni, czy truskawek w porze Bożego Narodzenia, w jakimś malutkim sklepiku warzywnym wprawiał w osłupienie. Wysyłałem do domu paczki z cytrusami, czy słodyczami za pośrednictwem POLAMERU , co dla moich dzieci było radością największego kalibru, i dlatego do tych wspomnień, po dzień dzisiejszy chętnie wracają. Po powrocie do Polski wróciłem do pracy w handlu, w pobliskim Staszowie . Były to lata 1987-89, a więc szczyt kryzysu . Zdarzyło mi się kiedyś wydać decyzję sprzedaży kolorowego telewizora dla miejscowego internatu, gdzie miało z niego korzystać ok. 200 uczniów. Nie przewidziałem tego, że ściągam na siebie gniew kogoś, kto uważał, że wystał sobie prawo do tego telewizora, a ja pozbawiłem go tej szansy . Zablokowano mi gabinet. Poruszono Urząd Miasta i Komitet Miejski PZPR sugestiami, że to jakieś nieczyste interesy za tym stoją. Próbowano wymusić przyrzeczenie, że z następnej dostawy przydzielę pokrzywdzonym telewizor. Tylko co powiedziałbym wtedy następnym zawiedzionym? To były czasy, co?

   Po 1989 roku mamy już inną zupełnie sytuację. Nazywamy to rynkiem konsumenta. Po pewnym okresie przemian polskie sklepy już w niczym nie odstają od tych zagranicznych. Czy jest nam przez to lepiej? Mamy co kupować, a nie zawsze mamy za co kupować!

   Handlowcy wprowadzają coraz to nowsze techniki pobudzania popytu. Trwa ofensywa marketingowa i to w każdej możliwej formie. Wszędobylska reklama oferuje nam marzenia – nie towar. Wszędzie widzimy pięknych, uśmiechniętych i na wpół nagich ludzi, którzy doznali takiego dobrostanu dzięki zakupowi dóbr i usług, które sprawią, że my będziemy podobne wyglądać. Tylko sięgnąć. W supermarketach trwa ofensywa „marketingu impulsowego”. Nauki wzorowanej  na rozwiązaniach wypróbowanych już bardzo dawno temu w kasynach Las Vegas. Nowi handlowcy uczą się sztuki wpływu na ludzi, aby ci kupowali dużo i chętnie, i jak najdłużej pozostawali w obiektach, bo tylko wtedy pozostają ciągle pod ich wpływem. Ci, którzy zawodowo się tym interesują to wiedzą, ale przeciętny klient nie wie o tym co oznacza złota linia czy złoty punkt w aranżacji nowoczesnego sklepu. Nie wie też o tym, że muzyczka rozbrzmiewająca w tle jest tak dobrana aby on szybciej się decydował na zakup. Nie zawsze wie też o tym, że wyprzedaż ze zniżką 50 proc. OFF , to czysta fikcja i celowa manipulacja. W tej sytuacji nie domyśla się nawet w jak dużym stopniu jest przedmiotem różnych sztuczek i  zabiegów „pomagających” mu się  zdecydować.

   Trwa również inwazja marketingowa skierowana na dzieci i młodzież, które stały się domowymi ekspertami od zakupów różnych, szczególnie nowoczesnych dóbr. Warto więc zabiegać o ich przychylność bo kształtują w znacznym stopniu bieżące obroty, ale przy okazji nabierają zaufania i przyzwyczajają się do pewnych marek, czy rozwiązań technicznych zastosowanych w produktach.

   Dzięki plastikowym pieniądzom coraz szerzej oferowanym przez banki oderwano czynność zakupu od czynności wydatkowania pieniędzy i poosszzłłoo!!! Zadłużamy się odtąd coraz bardziej. Manipulowani, wkładamy do koszyka coraz więcej produktów, aby w domu dziwić się sobie:
– Co mnie napadło, aby to brać? I po co aż tyle?  Mamy zatem pełne szafy takich okazji i problem co z tym zrobić, aby stworzyć miejsce pod nowe zakupy. Czy tym razem już trafione? Przemyślane? Praktyczne?

Powyższy fenomen dotyczy nie tylko zakupów artykułów pierwszej potrzeby.

     Istnieje już i u nas coraz powszechniejszy problem społeczny, nałóg właściwie zwany zakupoholizmem Wybieramy się całymi rodzinami do sklepów, aby pobyć w tych Świątyniach zbytku. Nawet kościół walczy z tym zjawiskiem upatrując w nim przyczyn słabej frekwencji na niedzielnych mszach. Niektóre supermarkety w odpowiedzi są gotowe urządzić pod swoim dachem również kaplice. Wojna trwa. Tylko my
konsumenci nie jesteśmy tu zwycięzcami, a raczej ofiarami tych, co chcą nas uszczęśliwić na siłę wyrywając nam pieniądze, nawet te, których jeszcze nie mamy. 
Kupujemy na kredyt. Jeszcze nam daleko do poziomu zadłużenia jakie gnębi rodziny państw zachodnich, ale jesteśmy na dobrej drodze aby ich dogonić.

       Spece od handlu i banki na pewno dołożą starań abyśmy nadal się zadłużali. Żaden kryzys gospodarczy nie nauczy nas rozsądku i nie nauczy nas umiaru w tej przyspieszonej konsumpcji na poczet przyszłych dochodów i  może być źle. Już A. Fredro przestrzegał:
Nie dogoni nędza tego co oszczędza,
a kto trwoni wkrótce ja dogoni”.

Warto zastanowić się również nad słowami Beniamina Franklina :
”Kto rzeczy zbędne kupuje, sprzedać na koniec będzie musiał niezbędne”.

    Międzynarodowy Dzień Konsumenta ma przypomnieć ludziom, że nie są skazani na łaskę sprzedających. W tym samym celu w dniu 24 listopada organizuje się Dzień Bez Zakupów. Ruch konsumencki bardzo pomaga ludziom w podnoszeniu ich świadomości prawnej w sferze zakupów. Istniejący już od 10 lat, powołani przez Starostów Powiatowych Rzecznicy Konsumentów wspierają zagubionych często ludzi w dochodzeniu ich praw z tytułu reklamacji, czy nie dotrzymania umów przez nieuczciwych sprzedawców przed sądami. Świadczą im bezpłatną pomoc prawną. Magazyny redagowane przez organizacje konsumenckie informują jak kupować, na co zwracać uwagę i czego żądać od sprzedawców, aby znane od wieków hasło: Klient nasz pan wypełnić adekwatną treścią.

   Chciałbym powiedzieć , że bez nas klientów nie przeżyje żaden handlowiec ani producent. Pamiętajmy o tym.

   Sam Walton, założyciel ogromnej sieci handlowej Wal Mart powiadał swoim ludziom z branży:
„Pamiętaj – jedyną osobą, która może zwolnić zarówno kasjera jak i prezesa największej nawet firmy jest klient; wystarczy, że zacznie robić zakupy u konkurencji”.

Trzymajmy się! Nie dajmy się!

48 uwag do wpisu “Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy

  1. ~Lena pisze:

    Faktycznie w ‚naszych’ czasach żyje się lepiej, o wiele lepiej… Nie ma nic na kartki, wchodzimy do sklepu i kupujemy co tylko zapragniemy, jeśli nasz budżet na to pozwala. Gdy jesteśmy młodzi nasz budżet nie jest duży, ale potrzeby również, jednak gdy chcemy już założyć rodzinę i myślimy o własnej przyszłości nasze dochody rosną i potrzeby również, a już jako starsi ludzie znowu potrzeby spadają i dochody, więc powinniśmy myśleć o swojej przyszłości i umieć oszczędzać a nie żyć na kredyt, bo później będziemy tylko zdani na rodzinę i na państwo… I pamiętam jak Pan opowiadał na lekcji o swojej historii na temat pierwszego kupionego przez Pana telewizora :DPozdrawiam gorąco 🙂

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Lena. Miło, że jako pierwsza komentujesz i masz swiadomość miejsca gdzie teraz się znajdujesz jako konsument dóbr wszelkich. Każdy, czy to jest młody czy starszy uczestniczy w tym wyscigu o posiadanie coraz nowszych i coraz lepszych dóbr. Jak na tym wychodzimy? Na co zwrócić uwagę, aby nie przegrać? Napiszesz swoje zdanie?

      Polubienie

  2. ~W.Z pisze:

    Pieniadze szczęścia nie daja ,ale bez nich ciężko i trudno żyć .Poruszyleś Czesiu problem zakupów w latach ciężkich ,sama doświadczylam kontroli panów w niebieskich mundurach .Docieraly do nich anonimy jakie to bogactwa mamy w domu ,bo kupiliśmy regal w GS sklepie .Pamietam czasy kiedy z malym dzieckiem bo nie mialam go z kim zostawic w domu na ręku stalam 3 godziny w kolejce po parówki na kartki ,których nawiasem mówiąc nie dostalam bowiem pan sprzedawca byl laskaw powiedziec że z dziećmi to sie siedzi w domu a nie przychodzi po zakupy.Przykre ale to juz wspomnienia i historia ,dzis inny cza zalewaja nas przeróżne asortymenty ,tylko mieć ,,kasę,, jako konsumenci nie dajmy się zwariować reklamom bo to żludne często bywa ,wydaje się mam że juz cos kupimy bo to tanie ,a okaże sie bublem .Konsument ma swoje prawa i roszczenia ale często z nich nie korzysta bo to towar z niższej pólki lub nie warto sie użerac i dochodzić swoich racji.Dlatego tez trzeba z rozwaga podchodzic do czasów zakupocholizmu ,coraz częsciej zaczynamy sie zastanawiac nad wydatkami ,mimo rosnącej ilości sieci sklepów jak gospodarować finansami domowego buzetu aby podolać i przetrwac czasy kryzysu.Pozdrawiam .

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      W.Z.Potwierdzasz więc moją tezę,że dawniejznaczni trudniej było żyć?Przypominamy w ten sposób młodym ludziom czasy jakich nie znają, a bez znajomości tego co było nie potrafią docenić to co jest teraz ich udziałem.Sprawdziłem . Ten aforyzm w tytule jest autorstwa Merlin Monroe. Ona miała dużo pieniędzy i możliwości ich wydawania, więc znała się na zakupach.Pozdrawiam

      Polubienie

  3. ~Ela pisze:

    „Nie dogoni nędza tego co oszczędza, a kto trwoni wkrótce ja dogoni” – te słowa dla niektórych widocznie nic nie znaczą. Ja rozumiem, ludzie biorą kredyty, pożyczki, zadłużają się bo muszą, sytuacja ich do tego zmusza, ale są i tacy którzy po prostu mają już wiele ale chcą mieć jeszcze więcej. To jest jak nałóg. Sąsiad ma to dlaczego nie ja, prawda? To wszystko jest na pokaz. Tak, człowiek chce wygody, ale po co to wszystko, po co mieć wiele jak po nocach się nie śpi myśląc jak to wszystko spłacić. Ludzie nie znają granic. Czasy PRLu były ciężkie (z opowiadań rodziny), nie mogę sobie tego wyobrazić ze względu na czasy w jakich żyję. Ale porównując to co było kiedyś a dziś… totalna różnica. Eh te czasy… nie wyobrażam sobie co będzie się działo za kilka lat…Pozdrawiam Pana serdecznie. Bardzo ciekawy temat. Można by dużo o tym pisać ale każdy z nas wie jakie jest życie. czasami los nas zmusza do takich decyzji…

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Ela. Dziękuję za komentarz.Dawno Cię tu nie gościliśmy. Miło czytać Twoje rozważania, z których widać ze jesteś blisko spraw planowania i wydatkowania budżetu domowego. Jestem pewny,że przysłowie które cytujesz już na trwałe będzie rozważane przy okazji wydatkowania pieniędzy.Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

    • ~Socjalista pisze:

      Czasy PRL nie były ciężkie, doputy dopuki „solidarność” nie zaczęła stawiać absurdalnych wymagań (rok 1980). Jeżeli się przychodzi do pracy i udaje, że się pracuje lub strajkuje to trudno o dobrobyt. W tej całe zawierusze roku 1980 nie chodziło bynajmniej o dobro społeczeństwa ale o przejęcie władzy, to moje zdanie. Jeżeli było tak źle wg. Pani rodziny to proszę tej rodzinie zadać kilka pytań i poprosić o szczerą odpowiedź. Na mieszkanie czekało się kilka no może nawet kilkanaście lat -fakt – ile kosztowało mieszkanie ? (kilka no może kilkanaściew średnich pensji !!!) więc coś za coś. Inny przykład telefon – też był okres oczekiwania, owszem ale czy był abonametn ? NIE, koszt rozmowy lokalnej ? jeden impuls za cały czas trwania rozmowy ! Takich przykładów mógłbym przytoczyć mnóstwo. Nie jest sztuką założyć telefon w ciągu 24 godzin a potem ściągać abonament. 50 zł. x 12 m-cy x 10 lat powiedzmy to daje 6000,- zł. No szanowna Pani jeżeli w takiej wysokości każdy dofinansuje TP czy inną fimę to nie dziwota, że telefon można mieć w ciągu 24 godzin. Tamten ustruj był bardziej prorodzinny, było więcej czasu dla siebie dla dzieci, na kontakty z innymi, z rodziną znajomymi. Ten „straszny” PRL to naprawdę mit szanowna Pani

      Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        Socjalisto.Pozwól, że pozosanę przy poglądach środka. Jedyną partię jaką byłbym skłonny poprzeć to PPR – czyli Polska Partia Rozumu. Z mojego rozeznania wynika, że jeszcze sporo wody w Wiśle popłynia zanim taka powstanie. Będę więc bezpartyjny.Te czasy kiedy Solidarność uchwalała podwyżki, każdemu po 200 czy 500 zł.przeżywałem jako prezes tej spółdzielni, o której piszę w tekście.To co ja umocniłem poprawą organizacji pracy, dyscypliną ograniczaniem kosztów zabierały te podwyżki, wpędzając na nowo w pokaźne straty. Czy to była jednak wina Solidarności? To była rewolucja i trzeba było ludziom coś dać, aby poparli rewolucjonistów. Błąd był po stronie komunistów i polegał na tym,że taki bzdurny system stworzyli. Najlepiej zdefiniował to nieodżałowany Stefan Kisielewski, który powiedział, że:”Socjalizm to taki system, który dzielnie walczył z problemami, jakie sam stworzył”.Napisałem ten tekst z okazji Dnia Konsumenta, aby podkreślić jakim jesteśmy dostarczycielem „Kasy” dla rekinów, którzy wyrywają nam pieniadze zarobione, czy pożyczone oferując marzenia.

        Polubienie

      • ~mag pisze:

        Hahaha!!!!! Skąd się wziąłeś socjalisto? Możesz wciskać taki kit małolatom, które nie żyły w PRL-u, ale jeszcze jest sporo ludzi, którzy pamiętają i to nie przez pryzmat np. młodości oceniając tamte czasy.

        Polubienie

  4. ~..Weronika.. pisze:

    Bardzo dobry temat i na dodatek na „czasie”. Rzeczywiście z opowieści moich rodziców w dawniejszych czasach ludzie mieli dużo gorzej niż my teraz. Musieli stać w okropnie dużych kolejkach po to by kupić jakiś produkt i na dodatek na kartki. Natomiast porównując czasy dzisiejsze mimo że jest kryzys zawsze znajdą sie jakieś pieniądze by kupić jakiś ciuszek, nawet dodam że mając te pieniądze czasami mamy dylemat co kupić bo wiadomo że w dzisiejszych czasach mamy ogromny wybór we wszelakiej dziedzinie produktów.No ale pamiętajmy, że dzięki pieniądzom nie możemy mieć wszystkiego bo za nie, nie kupimy najważniejszych rzeczy jakimi są Rodzina jak i Zdrowie.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Weroniko. Dziękuję za komentarz.Starałem się zdążyć z tym postem akurat na dzień konsumenta. Sporo komentarzy słyszałem w programach Polskiego Radia i to utwierdza mnie w przekonaniu,że dobrze zrobiłem pisząc o problemach na jakie napotyka polski konsument. Pozdrawiam.

      Polubienie

  5. ~Eve pisze:

    Ciekawy temat, znów wywołał Pan pewne wspomnienia. Tak się składa, że moja buntownicza natura nie pojmuje wszystkiego, nie mogłam długo zrozumieć, gdzie jest wartość w pieniądzach, bo nie zależy mi na nich, nie ścigam się i nie zabijam i nie mam zamiaru za parę monet czy papierków. Kiedyś w troche dla mnie brutalny sposób… hmm uświadomiłam sobie, że jednak bez pieniędzy nie da się żyć. Moja serdeczna przyjaciółka powiedziała mi wtedy „ojj Maluchu, masz racje pieniądz jest nic nie wart, wartość jest w tym co możesz za to mieć, bo czasami bez pieniędzy trudno ci będzie zobaczyć się z przyjaciółmi czy przeżyć kolejny dzień”

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      EveDzięki. Nie można żyć na jakimś przyzwoitym poziomie bez pieniędzy. Nie o to zresztą mi chodzi. Podkreślam problem ludzi – konsumentów pozwalających sobą manipulować,i to z pokazanym w tekście skutkiem. Część z nas kompensuje sobie biedę z czasu PRL i kupuje np.dla poprawy nastroju, w sposób nie do końca przemyślany. Inni, ślepo wierzący w siłę reklamy ufnie kupują reklamowane specyfiki i wyglądają niecierpliwie efektów. Najczęściej bez skutku, bo: „nie pomoże szminka, róż, kiedy d…stara już”. Dlatego kończyłem wołaniem :Trzymajmy się!, Nie dajmy się!

      Polubienie

  6. ~Brzoza pisze:

    Dawniej bylo trudniej zyc, bo o wszystko trzeba bylo sie „starac”. Kwitly znajomosci, kumoterstwa a kupione mieso „spod lady” bylo oznaka dobrych ukladow z pania Basia- kierowniczka sklepu miesnego . Wszelka obfitosc swiadczyla o dobrobycie -przeciwienstwo czasow obecnych . Kupowalo sie wczesniej „bale materialu”, bo KIEDYS w przyszlosci mogl sie przydac. Czasy te minely i dobrze. Pojawily sie cytrusy, arbusy, a teraz krewetki, suszi i to co swiat moze ofiarowac Polsce. Wszystko zalezy jednak od naszego umiaru i rozwagi. Plastikowe pieniadze doprowadzily wielu do bankructwa, albo do braku kontroli nad wlasnym kontem. Latwosc wydawania-dzieki karcie- czesto usypia rozwage, bo nikt nie kontroluje tego, ile pozniej bedzie musial splacic. Zakupy pomagaja, chociaz nie sa lekiem na cale zlo. Wole kawe z kolezanka, mila pogaduche niz zakupy, przy ktorych zwyczajnie nie ma czasu na rozmowe. Co do tego czy „pieniadze szczescia nie daja”-moglabym polemizowac. Daja cos rownie waznego – bo wolnosc. Wolnosc wyboru, pracy, zainteresowan, planow wakacyjnych, no i zakupow takze. Majetni rodzice nie martwia sie wyborem szkol swoich pociech, bo na wszystkie ich stac- o ile dziecko bedzie chcialo sie uczyc. Sa tez takie dzieci, ktorym chce sie uczyc i to bardzo, a jednak rodzicow nie stac na oplacenie semestru- w tysiacach dolarow ( nie kazdy moze liczyc na spadek po cioci, pomoc znajomego aniola czy gruby portfel chrzestnego). A jak nie chca sie dzieci uczyc- zawsze moga pracowac w biznesie tatusia i tez nikt nie zginie. Nie jestem zakupoholiczka. Kupuje to, co potrzebne i to, co daje przyjemnosc. Lubie kupowac innym i sprawiac im male radosci. Tak naprawde patrzac na obecne czasy nie bawia mnie „Dzien Konsumenta”, ani bieganina po sklepach na czas ( co ogladalam w polskiej TV) . Sztuczne to jakies. Nie lubie metek ( ktore notorycznie odpruwam, bo drapia!) , nie lubie zlocen, ktore nawiazuja do lat 80-tych, bialych kozaczkow i wielu innych rzeczy. Nie lubie tez zakupow, ktore czesto musi sie robic. Jak juz isc do sklepu- to tylko dla przyjemnosci. I to nie zawsze kupowania. Empik, ksiegarnie, galerie gdzie pachnie kawa i dobrymi ciastami – to jest to ! Pozdrawiam juz wiosennie!

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Brzozo. Dzięki za komentarz.Zgadzamy się również w tym, że zakupy nie sa najlepszym sposobem spędzania czasu oraz w tym,że są większe radosci niż uciecha z zakupionego nowego ciucha czy innego wyjątkowego dobra. Przyznasz jednak Brzozo, że istnieją całe branże towarów, bez których zupełnie moglibyśmy się obejść.Ja takie dobra nazywam „drzwiami do lasu”. Niby zbędne, ale…jeśli znajdzie się kupiec, to czemu nie? Kupujemy, cieszymy się z posiadania, a wykorzystujemy sporadycznie albo wcale. Aby nie szukać daleko wymienię sprzęt do majsterkowania. W bogatych krajach prawie każdy mężczyzna pragnie być domowym handyman`em. Gromadzi więc różne gadżety.Pieniążki płyną.W kartce zdartej z kalendarza rodzinnego, z 15 marca znalazłem taką myśl: „Strzeżcie się drobnych wydatków, mała dziurka bywa często przyczyną zatonięcia wielkiego statku” – to też Banjamin Franklin.Tylko, że może czasy były inne????Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

      • ~misia4 pisze:

        Jesli moge, wlacze sie do dyskusji. Lubie wychodzic z przyjaciolka na zakupy. Dzieje sie to raz, dwa razy w roku… To nie sa zakupy codzienne, zwykle jest to wyjscie dla obopolnej przyjemnosci polaczone z wyszukiwaniem drobiazgow na jakies uroczyste okazje… Jest kawa, salata, nie konczace sie rozmowy i przymierzanie tysiaca rzeczy, ktorych potem nie kupimy a samo przymierzanie sprawia nam wiele radosci. To dla nas zabawa… Nie lubie jednak biegania po sklepach w celu kupowania potrzebnych i niepotrzebnych rzeczy. Nie lubie codziennych zakupow, kupuje to co musze i zmykam…Co do drobiazgow to uwielbiam wlasnie kupowac drobiazgi ktore nie sa do uzytku, takie, ktore sprawiaja mi radosc ile razy na nie spojrze… Czyz nie takie male nikomu do niczego nie potrzebne rzeczy, ktore sprawiaja nam radosc, tworza nasze zycie i nasz swiat? Mam duzo tego typu pamiatek z wyjazdow, tak zaznaczam wazne wydarzenia w zyciu… Nie, nie jest to dziura bez dna, to jest czynienie swego zycia piekniejszym… Pozdrawiam serdecznie zarowno Pana jak i Brzoze, ktora jakby czytala w moich myslach…

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        misia 4,Dziękuje za komentarz. Ja rozumiem kobiece podejscie do zakupów. Zawsze źle to znosiłem, gdy żona zachowywała się w sklepie w opisany przez Panią sposób. Wolę już sam kupować.Miło, że Pani nadal tu zagląda. Pozdrawiam

        Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      …rek.brutalna rzeczywistość jest taka,że jako nauczyciel zachęcam moich uczniów do czytania niektórych postów i …”szkoda gadać…” – jak mawiają zabawni panowie w programie „ale plama!”Pozdrawiam

      Polubienie

  7. ~Rena pisze:

    Bardzo dobry tekst ,zgadzam sie z twoją opinią .Ja osobiście już dawno zauważyam manipulację jaką stosują właściciele wielkoch marketów wespół z bankami .Początkowo oczywiście dałam sobą manipulować i jadąc na zakupy do wielkiego marketu tylko po przysłowiowy chleb i masło ,wracałam z pełnym bagażnikiem różnych okazji (eh).Trwało to jakiś czas ,aż w końcu zaczełam być na siebie wściekła że wydaje ciezko zarobione pieniądze na coś ,co mi nie jest potrzebne i co w końcu wyrzucałam wiekszość do kosza .Po czasach komuny ,kiedy u nas nie było w zasadzie niczego ,wszyscy sie zachłystywaliśmy tymi pełnymi półkami i kolorowymi opakowaniami .Kiedyś było pełno zakazów i nakazów , a jednak tamten świat wydaje mi się, ze był pewniejszy i bezpieczniejszy .Kiedyś były 4 pory roku i ten nasz maj pachniał nadzieją i dawał radość z nowego poczatku ,teraz już tak nie jest (hm).Świat staje sie szarą dzunglą ,w której cały czas trzeba stać na baczności ,czy aby ktoś nie zechce nas oszukać ,zmanipulowac ,wykorzystać.Rodzina ,znajomi tzw przyjaciele czekają tylko na twoje potknięcie ,żeby sie ucieszyć .Razem z wolnością przyszedł czas walki i oglądania sie za siebie w poszukiwaniu wrogów .Myślę ze z tą świadomością którą mamy ,nigdy sie nie nauczymy szanować tej wolności ,którą nam dała Solidarność.A może sie mylę? Oby tak było.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      rena. Dziękuję za miły i bardzo wzbogacający temat komentarz. Jest nas więcej, podobnie myślących.Mam podobne zdanie na temat etyki w biznesie. Nie liczą się zasady. Liczy się kasa. Jeszcze smutniejszy jest fakt, że młodzi w większości przypadków wyznają tę same zasady.Jaka przyszłość nas czeka?

      Polubienie

  8. ~ewacenderowa pisze:

    Piszesz że 50% ceny to fikcja , ale dlaczego nie poparłeś tej opini jakimś dowodem tylko same ogólniki.Raczej wszyscy to wiemy że z promocjami różnie bywa ,a ja bardzo mało korzystam z tych promocji ale chciałam sie dowiedzieć coś konkretnego na ten temat.I nie dowiedziałam!!

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Ewo.Pisałem o czasach, w których marża handlowa w sprzedaży detalicznej wynosiła 8 procent.Koszty handlowe sięgały 8 do 10 proc,a więc handel przynosił straty, mimo siermiężności wnętrz, braku opakowań i innych ograniczeń pochodzących z koniecznego „duszenia kosztów”.Po 1989 roku gospodarka rynkowa postawiła na dowolny poziom marż , bo to regulowała niezawodna konkurencja. Niektórzy nazywają ten mechanizm „niewidzialną ręką rynku”.Dzisiejsi potentaci handlowi stosują marże kilkudziesięcioprocentowe w okresie gdy dany towar jest nowością, i zarabiają na to, aby końcówki sprzedawać nawet poniżej ceny nabycia – stosując to sławetne 50 proc. OFF. Do tego jeszcze mechanizm przerzucania kosztów na dostawców, pobieranie ekstra wynagrodzenia za udostępnienie cennych miejsc na półkach lub w ciągach handlowych, czy wymuszanie zabierania niesprzedanych końcówek. Pamiętać należy, że sieci międzynarodowe suprmarketów mogą przerzucac masę towarową pomiędzy miastami czy nawet państwami czyniąc ją bardziej atrakcyjną.My , klienci naprawdę jesteśmy im potrzebni tylko po to aby zapłacić.

      Polubienie

  9. ~mira pisze:

    Po telewizor i pralkę tylko jedną noc? Albo mieszkał Pan w większym mieście, albo miał Pan „chody”, myśmy stali w kolejkach społecznych po dwa-trzy miesiące:) Trudno po czymś takim nie zachłysnąć się możliwościami. Ja mam na to jeden sposób: pytam siebie, czy NAPRAWDĘ tego potrzebuję. Owszem, miło czasem pozaspakajać swoje fanaberie, ale konieczny jest umiar. Problem w tym, że naród nadal bardziej ceni ułańską fantazję niż nudny, mieszczański rozsądek.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      miro, miałem chody, bo byłem prezesem tej spółdzielni. Nie stałem w kolejce ja, bo to wstyd, ale stało moje dziecko. Miejscowość gminna zamieszkała przez ok.1 tys.mieszkańców, ale bez wodociągów i kanalizacji co znacznie ograniczało popyt na pralki automatyczne, bo te musiały być dołączone do wodociągu poprzez tzw.hydrofor. Ot i cała tajemnica. Pozdrawiam

      Polubienie

  10. ~Irena pisze:

    Ostatnio sposób na zwiększenie sprzedaży wymyśliła sieć Carefour – kup towar z pólki zaznaczonej wizerunkiem grosza – płacisz za jeden, a drugi kupujesz za jeden grosz! W kasie nic nie wiedzą i liczą normalnie, punkt obsługi klienta informuje, że dotyczy to nie całej zawartości półki oznaczonej tym wizerunkiem, tylko jednego rodzaju (tego samego produktu np. Domestos, tej samej objętości) o konkretnym zapachu! Oczywiście takiej informacji już nigdzie nie ma – jest podobno w regulaminie promocji. To samo dotyczy np. chusteczek higienicznych – okazuje się, że tu (choć jest wizerunek grosza na półce) promocja BĘDZIE dopiero za 10 dni!!! W punkcie obsługo klienta za to wisi informacja „Nie przyjmujemy zwrotu towarów pełnowartościowych” I mamy koniec dyskusji! Złożyłam reklamację na piśmie w dniu 25.02. dołączając towar, którego po normalnej cenie nie chcę, do dzisiaj odpowiedzi brak. Jest to dla mnie koniec korzystania z tej sieci.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Irena Świetny przykład manipulacji. Bywa, że wyprzedaż, czy promocje są takim samym oszustwem.Wniosek też jak najbardziej słuszny. Nie kupować u nich – to wystarczająca kara.Pozdrawiam

      Polubienie

  11. ~Stanisław pisze:

    No to jeszcze jeden przykładzik.Rozglądałem się kiedyś za telewizorem do teścia.Zapisywałem sobie typ i cenę.Gdy już zapadła decyzja o kupnie,poszedłem do wybranego sklepu.Na moim wybranym telewizorze wisiała kartka ” Radioodbiornik o wartości 80 złotych gratis.Spojrzałem w notesik-cena telewizora wzrosła dokładnie o 80 zł. Dobry sposób na opróżnienie magazynów ze słabo sprzedających się sprzętów.Po rozmowie ze sprzedawcą ,kupiłem telewizor bez radia,po starej cenie-wytargowując jeszcze 30 zł upustu.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Stanisław. Dzięki za przykład wspierający moje tezy. Wielu jest takich klientów jak w sklepie u Laskowika w słynnym kabarecie „Tej”. Biorą jak leci i wszystko traktuję poważnie i powiedziałbym z pewnym nabożeństewem jako najprawdziwszą prawdę. Targować się – to zasada robienia zakupów innych krajach , ale nie u nas. Sprawdziłwem na własnej skórze upominając się o rabat dla stałego klienta, i tak jak w Pana przypadku opuszczono sporo z ceny. Dotyczyło to sprzętu RTV jak i materiałów budowlanych. Warto.Pozdrawiam

      Polubienie

  12. ~Dawid pisze:

    Przypatrując sie statystykom można z lekkim szokiem 🙂 zauwazyc ,ze aż 84% kobiet w Polsce nie prowadzi listy wydatków i nie planuje z wyprzedzeniem budżeu domowego- tak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie GE Money Banku przez GfK Polonia. Pieniądze sa zatem znacznie bezpieczniejsze w męskich rekach 🙂 To tylko taka moja mała dygresja odnośnie zakupów i domowych wydatków :):);) Chciałbym poruszyc nieco inny problem, według mnie ważne jest ,żeby dzieci od młodości posiadały własne, skromne oszczędności. W ten sposób nabiorą odpowiedzialności, szacunku do pieniądza , naucza sie rozsądnie nim zagospodarowywać , rodzic bedzie mógł bardziej poznac swoje dziecko, dowie się czy jest ono rozrzutne czy oszczędne i będzie miał szanse wcześniejszego skorygowania jego ewentualnych złych cech. A czym skorupka za młodu nasiąknie… Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Dawid.Tak i ja sądzę. Dzieci nie wiedzą jak ciężko przychodzi zarobić pieniążki. Wiedzą jak miło je wydawać. Mało uwagi zwraca się na potrzebę oszczędzania na jakiś większy i przemyślany zakup.Trudne jest świadome ograniczanie konsumpcji bieżącej na poczet przyszłej, dojrzalszej. Wszak „oszczędnoscią i pracą ludzie się bogacą”, prawda? Pozdrawiam

      Polubienie

      • ~Dawid pisze:

        Ma Pan wiele racji twierdząc że oszczędność to jeden ze sposobów bogacenia sie. Przypomina mi sie tu moj Tata, który zwykł mówić ,, Synu nie ważne ile się zarabia, ważne ile sie wydaje” 🙂

        Polubienie

  13. ~Dorinka pisze:

    Prawdę mówiąc najbardziej mi się spodobały te pierwsze zdania notki, a dokładniej owy pierwszy cytat. Ogółem reszta jest powszechnym problemem, ale jest ode mnie bardzo daleko. U mnie w domu nikt nigdy nie szastał kasą. No i ja raczej też mam swoje małe zakupy przemyślane. Tak, więc tematu ,,szalonych zakupów” nie znam kompletnie. Kredyty wiadomo mają swoje dobre i złe strony, tak jak wiele innych rzeczy. Może jak będę miała swój dom to będę mogła bardziej się wypowiedzieć w takich tematach. Pozdrawiam.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Dorinko. Dawno Cię nie było na naszej stronie. Wpadłaś i z typową dla Ciebie energią zabrałaś głos na poruszane tematy. Jak zawsze słusznie. Jeśli już teraz umiesz sensownie wydawać pieniadze to jest pewne, że nie będziesz szastać nimi, gdy będziesz już samodzielnie tworzyć swój budżet i zarządzać wydatkami. Podzrawiam

      Polubienie

  14. ~Dorinka pisze:

    A i bym zapomniała wcześniejszy cytat w tytule też jest bardzo fajny, często zapominamy że pieniądze do środek do celu a nie cel, no ale tak to jest, mamy poprzestawiane wartości kompletnie.

    Polubienie

  15. ~Dorinka pisze:

    I co do poprzedniej notki to się zupełnie nie zgadzam. Pożądane relacje? Yhy ale te pożadane relacje mężczyzn to oni ciężko pracują (tak pół dnia w pracy tak jak i ich żony) i przychodzą z pracy i ciężko zmęczeni padają na wyrko lub siedzą przed telewizorem. Dzieci go (mężczyzny) nie obchodzą, obiad ani sprzątanie też nie. Wszystko zrobi żona! To jest model współczesnego mężczyzny. I co mężczyźni może nie zasłużyliście sobie żeby zacząć was zacząć dyskryminować? Większość z was to lenie patentowane! I pracujcie na lepszą opinie to podyskutujemy. A co do dnia chłopaka i mężczyzny, dwa różne dni. A kobiety i dziewczyny jakoś mogą się zmieścić w jednym a wy nie? Biedne żuczki. Oj, proszę Pana niech mężczyźni trochę zaczną się bardziej pracowici robić (no oprócz tej garstki pracowitych) a potem niech domagają się praw, a aktualnie kobiety to jak nie patrzeć mają praw mniej. Chociażby ile mamy pań w polityce ? Jakiś znaczących pań to nie widać zbytnio, a panowie – wszędzie. Pozdrawiam.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Dorinko, w sprawie chłopów również jesteśmy zgodni. Słaba płeć to chłopy. Apelowałem do nich o krytyczne spojrzenie na swoją pozycję w społeczeństwie, aby ocenili przyczyny tego stanu i coś zrobili z nabytymi prawami „miśków domowych”. Jeśli wiesz to wszystko o czym piszesz to znaczy, że jesteś dobrze przygotowana do życia i będziesz omijać szerokim łukiem zarówno żuczków jaki miśków.Jesteśmy więc po tej samej, a do tego po słusznej stronie.Pozdrawiam

      Polubienie

      • ~Dorinka pisze:

        No tak, ale ja myślę, że facet zostający w domu z dziećmi nie jest wcale mniej męski. Mało męski jest leń. Pozdrawiam:)

        Polubienie

  16. ~Eska:) pisze:

    Witam:) Temat:Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy…”jest dosyć interesujący bo to zależy jak każdy na to patrzy,z różnej strony,co prawda to prawda zgodze się z tematem. Fakt faktem w ‚naszych’ czasach żyje się lepiej, o wiele lepiej…niż w tamtych czasach teraz prawie co chcemy to mamy problemu nie ma…jedynie z czym może być czasem problem to kasa…;/ Otóż podoba mi się ta myśl A. Fredro” „Nie dogoni nędza tego co oszczędza, a kto trwoni wkrótce ja dogoni”z tym zgodzę się również każde przysłowie ma coś w sobie gdzie część lub całość to prawda. Pozdrawiam:)

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Eska, dziękuję za komentarz. Cieszę się z tego, że przyznajesz mi rację w tym co piszę. Dobrze, że i A.Fredro trafia Ci do wyobrażni. Nic tylko stosować się do jego poglądów i oszczędzać.

      Polubienie

  17. ~Moniaaa pisze:

    Co prawda nie było mnie w czasach kupowania na kartki ale bardzo lubię słuchać i czytać o tym co się działo … Można się dowiedzieć na Pana blogu zawsze ciekawych informacji 🙂 Pozdrawiam

    Polubienie

    • Tatul pisze:

      moniaaa, Miejmy nadzieję, że czasy zakupu na kartki nigdy już nie wrócą. Panowanie totalnych braków zamieniło się w totalny nadmiar wszystkiego, a że trudno o umiar i rozsądek to mamy kłopoty i teraz.Pozdrawiam

      Polubienie

    • Tatul pisze:

      Ewo, bardzo się cieszę z tego, że mogę się przydać w tej sentymentalnej podróży do wspomnieniowej Bogorii. Może warto powiększyć zakres tematyki pobudzającej refleksje nad upływającym czasem?

      Polubienie

  18. Reblogged this on Tatulowe opowieści i skomentował(a):

    10 lat minęło jak jeden sen…
    Gdy dzisiaj z okazji święta Konsumenta sięgnąłem do tekstu sprzed 10 lat, to uznałem, że co prawda wiele się zmieniło na korzyść w zakresie naszej konsumenckiej świadomości prawnej ale nadal wierzymy handlowcom, ufamy marketingowcom i specom od reklamy, którzy robią co tylko chcą aby wyciągnąć od nas pieniądze wtykając nam coraz większe „badziewie” w większości tzw.”chińszczyzny”.
    Dzień Konsumenta jest dla nas okazją otrząśnięcia się z zakupowego amoku

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.