Szlachetne zdrowie…

Obchodzimy Światowy Dzień Chorego. Ustanowił go nasz Papież Jan Paweł II w 1992 r „aby poświęcić jeden dzień w roku modlitwie, refleksji i dostrzeżenia miejsca tych, którzy cierpią na duszy i ciele”.
Ośmielę się postawić tezę, że jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego, że ON sam stanie się wkrótce najważniejszym spośród chorych, jeśli nie dla całego świata, to na pewno dla nas, jego rodaków z Polski. Udzielił nam, wszystkim wspaniałej lekcji jak należy przeżywać chorobę i jak walczyć ze słabością ogarniającą coraz bardziej wątłe ciało. Ta lekcja została w sposób naturalny przedłużona o etap odchodzenia do lepszego świata. Był wielkim człowiekiem, o nadzwyczajnym dorobku w postaci dzieł materialnych jakie pozostawił, ale i tego niemierzalnego kapitału wiary jaką pozostawił w nas. Wszak:
Kto uczy ten sieje, a kto słucha ten zbiera plony tego siewu” – prawda?
Myślę, że te lekcje wryły się nam głęboko w pamięć i będą aż po nasz kres kształtować nasz sposób myślenia o kruchości zdrowia i życia, tak naszego jak i naszych bliskich.

Zdrowie od zawsze stanowiło największą troskę ludzi i to niezależnie od stanu majątkowego czy pozycji społecznej. Przypomnijmy sobie jak pisał o zdrowiu nasz J. Kochanowski  w wierszu Na zdrowie”

Ślachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.

Tam człowiek prawie
Widzi na jawie
I sam to powie,
Że nic nad zdrowie
Ani lepszego,
Ani droższego;
Bo dobre mienie,
Perły, kamienie,
Także wiek młody
I dar urody,
Mieśca wysokie,
Władze szerokie
Dobre są, ale –
Gdy zdrowie w cale.
Gdzie nie masz siły,
I świat niemiły.
Klinocie drogi,
Mój dom ubogi
Oddany tobie
Ulubuj sobie!

Ano właśnie. Nie ma nic ważniejszego nad zdrowie. Ktoś powiedział, że:
Zdrowy żebrak jest szczęśliwszy od chorego króla„. Czyż  nie miał racji?

Pora wyjaśnić dlaczego ja podejmuję ten temat. Otóż w 1989 r kiedy powróciłem po kilkuletniej przerwie do pracy w Zespole Szkół Ekonomicznych w Staszowie, na zwolnione właśnie miejsce nauczyciela przysposobienia obronnego, zostałem zmuszony po raz kolejny uczyć się całkiem nowego przedmiotu.
W programie obok zagadnień obronnych był duży ładunek wiedzy o pierwszej pomocy przedlekarskiej, a jej uzupełnieniem było sporo tematów z zakresu opieki nad osobą chorą obłożnie. Pamiętam skupione twarze uczniów słuchających wykładów o odżywianiu i karmieniu chorego, utrzymywaniu higieny jego ciała, o zmianie bielizny osobistej i pościelowej, słaniu łóżka, czy przeciwdziałaniu odleżynom.
Aby utrzymać ich zainteresowanie, świadomie grałem na ich uczuciach porównując los dziecka i starca. Zabiegi takie same, ale porównajmy jak słodko karmić, kąpać czy zmieniać pieluchy kochanej kruszynce,
a jak trudno wykonywać te same czynności przy chorym dorosłym. Dzieciątko przychodzi na świat gołe, a starzec tak samo odchodzi z tego świata. Wcześniej, niestety najczęściej musi się wiele nacierpieć. My możemy zrobić bardzo dużo, aby ulżyć mu w tym cierpieniu, tak fizycznym jak i psychicznym. To robiło wrażenie. Myślę, że tamci uczniowie do dzisiaj pamiętają tamte lekcje, a może i mieli już okazję wykazać się choćby w swoich domach tamtą wiedzą.
Trwało to kilka lat. Później zmieniono program obcinając czas potrzebny zdaniem MEM na inne przedmioty. O ile wiem, to nie ma już tej tematyki w programach szkolnych – może z wyjątkiem szkół uczących pielęgniarstwa. Czy ta wiedza faktycznie była zbędna dla uczniów szkół średnich? Czy opieka  nad chorymi zostanie w całości skomercjalizowana i wyprowadzona z domów rodzinnych do domów spokojnej starości, hospicjów itp? A my, czy gotowi jesteśmy odpłacić w ten sposób naszym rodzicom za ich miłość i oddanie z jakim nas pielęgnowali?

Jeśli dopuszczamy takie pomysły do naszych głów, to wspomnijmy relacje telewizyjne z Domu Spokojnej Starości w (nomen omen) Radości, gdzie bito podopiecznych i znęcano się nad nimi psychicznie. W reportażach z takich miejsc słychać wielką gorycz w wypowiedziach pensjonariuszy opowiadających jak oni się tam znaleźli. Zwykle nie śmią jednak oskarżać o to swoich dzieci. Mam wycinek z GW sprzed kilku lat, zawierający wstrząsający dla mnie reportaż z Domu Pomocy Społecznej w Górze Kalwarii – największego tego typu zakładu w Polsce, gdzie:- „Prawie nie widać odwiedzających. Na taką porcję miłości ma szansę jedynie co piąty pensjonariusz.. Każdy z nich oddawał na utrzymanie 70 proc. swojej emerytury. Resztę miał do dyspozycji. Otóż wg personelu rodziny przychodzą często po to aby zabrać te końcówkę. Nie pytają o zdrowie rodzica, tylko o to czy był listonosz” – jak powiedział pytany członek personelu.
Ciekawe, czy oni liczą się z tym, że też będą kiedyś chorzy i starzy. Ich dzieci już się uczą od nich jak załatwiać takie sprawy.
W czasie ostatnich świat Bożego Narodzenia usłyszałem po raz pierwszy o babkach świątecznych – jak żartobliwie nazywali lekarze podrzucane na ten czas do szpitali staruszki. Takie przykłady można mnożyć. Znamy je również z życia jakie się toczy wokół nas..

To o osobach starych. A chore dzieci? Te bardziej nas poruszają niż starcy. One są też głównym tematem tegorocznego orędzia papieskiego, wygłoszonego  z okazji XVII Dnia Chorego. Choroba dzieci to jak wyrzut wobec wszelkich praw z Boskimi włącznie. Dlaczego los tak ciężko doświadcza małe dzieci u progu ich życia ?Trudno to pojąć ,ale to mobilizuje ludzi do działania. Znamy wiele akcji mających na celu przyniesienie im poprawy zdrowia. Nasz fenomen  WOŚP Jerzego Owsiaka, zrobiła wielkie rzeczy wyposażając onkologię dziecięcą, w sprzęt diagnostyczny pozwalający wcześniej wykryć i wyleczyć chorobę. Piękna kartę humanitaryzmu zapisują wolontariusze, głównie młodzi ludzie otaczający opieką chorych i samotnych. W mojej szkole sporo jest takich osób. Napisałem im tu na blogu swoistą laurkę na dzień wolontariatu w poście: ttps://tatulowe.wordpress.com/2008/12/05/pomocnicy-swietego-mikolaja/   Zyskują tym dozgonną wdzięczność chorych i samotnych . Tym nie trzeba wiele. Są wdzięczni za życzliwa obecność, drobne przysługi, czy choćby za potrzymanie za rękę. Choroba to nie tylko cierpiące ciało. Chyba bardziej cierpi dusza. I o tym w takim dniu trzeba pamiętać.