Milcz, jak do mnie mówisz!!!

   Ryki w Rykach, jak to jeden z autorów bloga nazwał swój komentarz do dyskutowanego ostatnio problemu wychowania młodzieży, rozbrzmiewają na całą Polskę.

                        

 

   Wszystkie media poświęcają temu problemowi swoje najlepsze miejsce na łamach, czy też najlepszy czas antenowy. Wczoraj w jednym z magazynów informacyjnych TV pytano o komentarz w tej sprawie nawet byłego wicepremiera i ministra oświaty zarazem – Romana Gertycha. Z jego wypowiedzi przebija się informacja, że on dostrzegał problem, podjął stosowne działania, ale nie zdążył zrealizować swego programu. Wielu słuchających mówi natychmiast – i całe szczęście! Inni – zwolennicy zamordyzmu mówią, że szkoda, bo problem rozlewającego się chamstwa niczym rak drąży (zdrową?) tkankę polskiej szkoły i najwyższa pora na chirurgiczne cięcie. Chirurg w takich razach tnie w sposób zdecydowany, bo warunkiem skuteczności tej radykalnej metody leczenia jest usunięcie guza wraz z marginesem zdrowej tkanki. To zresztą nie jest również wystarczające, jeśli zdążyły zrobić się przerzuty i choroba drąży już cały organizm. Akurat wczoraj 7.02 mieliśmy Światowy Dzień Walki z Rakiem i mogliśmy posłuchać, jak uczeni obnażali polską przywarę, która nakazuje w takiej sytuacji przeczekać, może samo przejdzie; może tak było pisane; na coś musimy umrzeć…

   Otóż z rakiem wygrywają ci, którzy wcześnie dostrzegli symptomy i natychmiast poddali się leczeniu. Kto wczoraj słuchał audycji na ten temat  dowiedział się, jaka przepaść dzieli nas pod tym względem od innych nacji. To jest faktycznie przepaść.

   Z objawionym właśnie przypadkiem z polskiej szkoły jest podobnie jak z rakiem. Jesteśmy już w fazie po rozpoznaniu. Już widzimy, co nas czeka za jakiś czas, ale nie idziemy z tym do lekarza. Liczymy na to, że ktoś inny wkroczy i rozwiąże ten węzeł gordyjski, jaki się objawił ostatnio w Rykach.

   KTOŚ powie rodzicom, że źle wychowują, że są zbyt pobłażliwi wobec swoich dzieciaczków, które w szkole zamieniają się w bestie. Jak już KTOŚ im to wygarnie, to i oni wygarną to swoim pociechom i z dnia na dzień wszystko się zmieni. Przyjdą następnego dnia do szkoły grzeczni, pokorni, zasłuchani i wpatrzeni w swego guru – nauczyciela. Będą każdym porem ciała chłonąć to wszystko, co ON do nich mówi. Ten nagle olśniony swoją wielkością, z wyżyn odzyskanego nagle autorytetu przekaże im całą swoją wiedzę i wartości. I nastanie sielanka. Cud i miód. Tylko, że nikt taki się nie pojawia. Próbował R. Gertych. Pozostały po nim kamery we wszystkich szkołach, które niczego nie rozwiązały i mundurki, które już teraz z mocy prawa można wyrzucić przy aplauzie młodzieży. Gdyby wielki (wzrostem) R. Gertych mógł zostać na jeden dzień, takim zbiorowym nauczycielem wszystkich polskich uczniów (bez ochrony przysługującej wicepremierowi, oczywiście) to nie ręczę za to, że uniknąłby losu tego pana w Rykach. Już zewnętrzność pana Romana nie przystaje do zawodu nauczyciela. Ta mina twardziela nie wzbudziłaby zaufania przeciętnego ucznia, a przecież nie da się zbudować relacji uczeń – nauczyciel wyłącznie na strachu. Chyba lepiej, że jego czas minął. Nie tylko dla szkoły zresztą.

   Czy pojawi sie KTOŚ, kto za nas wszystkich to załatwi? Raczej nie!!!

   Nie będzie rewolucji. Wspomnijmy tu doświadczenie Francji w postaci buntów, rozruchów ulicznych z paleniem samochodów włącznie w odpowiedzi na zbyt radykalne posunięcia władz w jednych obszarach z pominięciem innych, ważnych w odczuciu społecznym. Potrzebna jest zatem EWOLUCJA. Zbiorowa mądrość i zbiorowy wysiłek nas wszystkich.

                               

                        LEPSZE JUTRO BYŁO WCZORAJ!

   Trzeba dużo pracy i czasu, aby zmienić obecny stan.

Niech każdy zacznie od siebie, pamiętając znany gest z wyciągniętym palcem wskazującym. Przypomnieć? Proszę bardzo: – Gdy wskazujesz na kogoś palcem to zauważ, że trzy pozostałe wskazują na ciebie!

   Rodzice niech wspomną, co ich podzieliło z ich własnymi dziećmi, biorąc pod uwagę choćby porzekadło użyte w tytule, a także i takie: Uczymy swoje dzieci mówić i chodzić, a potem już tylko siedzieć i milczeć.  Prz
yznajmy się do własnych błędów wychowawczych, a wspominając swoje dzieciństwo i młode lata porównajmy nasze wyczyny z tym, co dzisiaj zarzucamy swoim dzieciom. Nie zawsze one przebiją nas mimo, że teraz inne czasy i mnóstwo nieznanych nam wcześniej pokus na nie czyha na każdym kroku.

   Nauczyciele powinni przemyśleć różnice pomiędzy pojęciem autorytet formalny i rzeczywisty, i opowiedzieć się za tym drugim. Łatwo go zdobyć, jeśli tylko zmienimy akcenty z kształcenia na wychowanie, z podawaniem w sposób przystępny wiedzy. Jeśli odejdziemy troszkę od ogłupiającego czasem rygoryzmu współczesnej metodologii, której nie da się zastosować nawet do nauczania nauczycieli na różnych kursach, czy studiach podyplomowych, na rzecz akceptowanych przez młodzież form przekazu, to zyskamy bardzo wiele. Jeśli przy tym uda nam się zaciekawić ich tematem, to już na pewno będzie lepiej. Pamiętajmy przy tym, że czasem wystarczy poziom: wiedzieć, że… niż wiedzieć, jak, bo na to przyjdzie czas, choćby w formie samokształcenia pod wpływem rozbudzonego zainteresowania.

   Uczniowie chcą słuchać tego, co ich w naszym przekazie zainteresuje. Pozostaje więc UCIECZKA DO PRZODU – czyli wprowadzenie takich kierunków nauczania, i takich form przekazu, jakie spełniają ten warunek najpełniej. Na nic krzyki i zaklęcia.

   Mówca musi pamiętać, że powinien wyczerpać temat nie wyczerpując słuchaczy (W. Churchill). Nauczać trzeba tak, jakbyś nie nauczał, a jedynie przypominał rzeczy zapomniane. Każdy z nas, nauczycieli zna wiele takich aforyzmów i złotych myśli. Pora je stosować.

   No i jeszcze tzw. otoczenie szkoły.

   Szanowni (nie zawsze szanowani) politycy! Zróbcie coś, aby o starcie zawodowym, przebiegu kariery, awansach decydowały kwalifikacje moralne i zawodowe, a nie nepotyzm, kumoterstwo i kolesiostwo. Pokażcie na własnym przykładzie, że warto być porządnym człowiekiem, że warto się uczyć i doskonalić swoje umiejętności, a nie warto być bezczelnym, krzykliwym i zakłamanym politykiem twierdzącym, że: tylko krowa nie zmienia swoich poglądów. Tego oczekują od was wszyscy.

                           

                          Czy założenie maski zmienia cokolwiek?

   Pamiętajcie, że słowa uczą, a przykłady pociągają!!!