Jeszcze o babci

Komentarze do poprzedniego posta nasunęły mi pomysł przypomnienia tym, którzy pamiętają  czasy PRL-u, obrazków tamtego siermiężnego, kartkowego życia, szczególnie trudnego w miastach, gdzie nie było samozaopatrzenia i renta babci oraz jej zaradność ratowała życie (dosłownie) całej rodziny. Tym, którzy szczęśliwie urodzili się później, dla zobrazowania tematu polecam tekst piosenkę J. Zwoźniaka – Babcia.
Tam w kąciku stoi wyrko niezasłane,
jeszcze piesek smacznie chrapie na tapczanie,
a już cicho ktoś po domu chodzi w kapciach,
po omacku się ubiera dzielna babcia.

Tato wstanie za godzinę, bo mu płacą,
ale babcia też się musi przydać na coś.
Choć rarytas, już w tym babci siwa głowa,
by w łazience zawsze była rolka nowa.

Szoruj, babciu, do kolejki, weź koszyczek!
A uważaj, bo ruch wielki na ulicy.
Do współpracy ruszaj z handlem detalicznym,
nie zapomnij też o maśle dietetycznym.

Siedemdziesiąt lat ma babcia i nie sarka.
To wyczyści, to pokrząta się przy garnkach
I pomodli za pomyślność się jak trzeba:
daj nam, Boże, zdrowie i świeżego chleba.

Leć do sklepu, babciu, przywieźli banany.
Zabierz tamtą setkę, jest pod ręcznikami.
Jeśli Ci zabraknie, to dołożysz z renty,
wiesz, że wnuczek musi płacić alimenty.

Szoruj, babciu, do kolejki pięć po czwartej.
Z mlekiem dzwonią już butelki – idź na wartę!
Stań w ogonku cichuteńko jak ta myszka,
niech nie złapie Cię, serdeńko, znów zadyszka.

Babciu droga, jeśli nie ma mydła w kiosku –
ty wymodlisz je u samej Matki Boskiej,
ty wywalczysz świeży serek w sklepie mlecznym,
dzięki Tobie dziadek dostał Krzyż Walecznych.

Jeśli ciężko Ci jest z nami – ruszaj z Bogiem.
Widokówkę Ci przyślemy na Dzień Kobiet.
To co z tego, że swój złoty krzyżyk sprzedasz,
przecież sama sobie bez nas rady nie dasz.

Szoruj, babciu, po kolei zlew i wannę,
zostaw szynkę, jadaj kleik albo mannę;
pierz skarpetki, kurze ścieraj, jadaj dżemy
I broń Boże, nie umieraj, bo… zginiemy!