Bić, czy nie bić – oto jest pytanie

Napisałem opowiadanko o biednych zwierzątkach straszonych wystrzałami petard i zadowolony z siebie czekałem na przejawy zainteresowania tematem i na komentarze. W tym samym czasie uwagę mediów zaprzątała sprawa przygotowanej przez Platformę Obywatelską ustawy zabraniającej bicia dzieci. Przepadła ona w Sejmie nie uzyskując wystarczającego poparcia posłów. Opublikowane równocześnie wyniki badania opinii społecznej przez OBOP, z czerwca 2008 r. mówią o przewadze przeciwników zakazu bicia dzieci nad zwolennikami takiego zakazu.    Przyszło mi na myśl, że trudno wymagać od Polaków poszanowania dla zwierząt, skoro nie chcą szanować prawa dzieci do tak podstawowej wartości jak nietykalność cielesna. A wszystko to rzekomo w trosce o wychowanie, bo bez klapsa nie można uzyskać odpowiednich efektów wychowawczych.

Od dawna zajmuję się propagowaniem w szkole tematyki szeroko pojmowanego bezpieczeństwa, w tym przeciwdziałania przejawom wszelkiej przemocy. Sięgnąłem do zgromadzonych przez ostatnie lata materiałów i mimo, że nie są to najnowsze dane, to ich lektura napawa smutkiem, czy nawet przerażeniem. Oto, jacy jesteśmy: Nie jesteśmy aniołami, prawda?
Większość z nas obrywało w dzieciństwie, i to często, w dość wyszukany sposób. Stworzyło to w nas pewien schemat postępowania uznawanego za prawidłowe. Odpłacamy więc w ten sam sposób naszym dzieciom. Ja dostawałem w skórę i wyrosłem na porządnego człowieka, więc gówniarzowi nic się nie stanie jak oberwie za karę. Niech się uczy, jak unikać kary. Znamy ten motyw działania i jego uzasadnienie? Nie uznajemy na ogół faktu, że bicie nie jest żadną metodą wychowawczą, a jedynie dowodem własnej bezradności wobec problemów, jakie napotykamy wychowując własne dzieci.

Opublikowany w Polityce, w 2005 roku raport Zanim przyłożysz, przytacza wypowiedzi światowych i polskich ekspertów wskazujących na ścisłą zależność zachowań rodziców wobec swoich dzieci od tego jak oni byli traktowani w dzieciństwie. Okazuje się, że zainteresowanie tą sprawą w Polsce jest całkiem nowym zjawiskiem. Pierwszy szeroki sondaż na temat fizycznego karcenia dzieci przeprowadzony został w 2001 roku. Wykazał on, że 80 proc. rodziców wychowuje swoje dzieci posługując się ich tyłkami. Spośród nich aż 93 proc. uważało się za dobrych i bardzo dobrych rodziców. Dzisiaj już nie jest tak tragicznie. Wskaźniki agresji i przemocy wobec własnych dzieci są z roku na rok mniej drastyczne, ale… nadal większość społeczeństwa jest przeciwna wprowadzeniu prawnego zakazu bicia dzieci. Badania wykazały ponadto, że częściej biją rodzice z niskim wykształceniem. I biedniejsi. Im więcej w domu wódki, tym więcej razów, wyzwisk i obelg. Najwięcej bije się w dużych miastach. I najbrutalniej. Skoro sami sięgamy po takie środki wychowawcze, to czy możemy się dziwić, że nie reagujemy na ogół również na odgłosy przemocy dobiegające z mieszkania sąsiada?  Dzieją się więc niemal na naszych oczach, w naszym katolickim kraju prawdziwe zbrodnie wobec niewinnych, słabych, a więc i bezbronnych dzieci. Oprawcy uchodzą bezkarnie służbom prawa, bo… wezwać policję – to donieść na kogoś – krewnego, sąsiada czy znajomego, a tym się wyraźnie brzydzimy! Setki dzieci rocznie przywozi się do szpitali czasem w stanie nie do uratowania – poparzonych, połamanych, z krwiakami, wylewami czy popękanym kroczem – krzyczy autor opracowania wyników badań społecznych w tym zakresie. Bite dzieci rosną mając wdrukowany w psychikę przymus powtarzania agresywnych zachowań. Nie mają innego klucza do swego dziecka nawet wtedy, kiedy je kochają. W taki sposób zamyka się zaklęty krąg agresji i… przemoc wraca w części również do rodziców. Dzieci biją również swoich rodziców i zdarza się to w skali jednego na sto.
Raport Polityki z ubiegłego roku przedstawia tylko ułamek problemu przypominający wierzchołek góry lodowej, której jak wiemy tylko ok. 1/8 wystaje ponad powierzchnię wody. Ileż tam dramatów przeżywanych przez starych ludzi cierpiących nie tylko fizyczne katorgi ale i psychiczne katusze w milczeniu, no bo jak oskarżać własne dzieci o to, że czynią źle, bo nie zostali właściwie przez rodziców wychowani?

Jak przerwać to pasmo samonapędzającej się agresji – takiej wynikającej przecież z dobrego serca, z miłości, czynionej dla dobra dziecka?

Czy coś się robi dla zmiany tego stanu? Ależ tak! Przykładem niech będzie choćby ta ustawa o zakazie bicia dzieci. To nie jest jakieś nowatorskie rozwiązanie w skali Europy. To próba zasypania przepaści naszego zacofania, gdyż kilkanaście krajów Europy już dawno taki zakaz wprowadziło. Prowadzone są również ze sporym nasileniem akcje medialne typu Kocham – reaguję, czy Kocham – nie biję mające na celu zmianę naszego podejścia do milczącego współudziału w biciu. Może przywróci to sens polskiemu przysłowiu: Wiedzą sąsiedzi jak kto siedzi. Emitowane od pewnego czasu odcinki Super niani pokazują, że można okiełznać niesforność dziecka bez przemocy i bez krzyku nawet. Jak jednak wierzyć w skuteczność tej edukacji skoro w badaniach nad naturą Polaków, statystyczny Polak jedynie 13 minut z każdej doby przeznacza na rozmowy z rodziną, przy 156 min. przeznaczonych na słuchanie radia i 240 min, przeznaczanych na oglądanie telewizji. Statystyczny Polak nie czyta, nie chodzi do kina, ani do teatru i nie organizuje aktywnego wypoczynku, w czasie którego mógłby przekazać dziecku wzorce pomagające mu znaleźć sobie miejsce we współczesnym szybko zmieniającym się świecie –  i to z ominięciem różnych raf i zagrożeń. Platforma Obywatelska z premierem na czele obiecuje nadal forsować projekt ustawy zakazującej bicia dzieci. Apeluje do wszystkich ugrupowań sejmowych o czynne poparcie podczas jej uchwalania. Najsilniejsza w opozycji partia Prawo i Sprawiedliwość póki co jest temu przeciwna. Czy z czasem zmieni stanowisko i poprze ustawę? Znając strukturę elektoratu tej partii, w której przeważają ludzie mniej wykształceni i biedni, należy wątpić. Arytmetyka wyborcza ma swoje prawa. Przecież PiS chce wygrać następne wybory i wrócić – już niepodzielnie – do władzy, a więc musi również w tej sprawie wyrażać stanowisko zgodne z poglądami swojego wiernego elektoratu. Los dzieci i narastającej w społeczeństwie agresji nie jest najważniejszy. Zaklęty krąg; biję, bo mnie bili – kręci się dalej.

W dniach od 22 do 28 lutego obchodzony jest od lat Tydzień Pomocy Ofiarom Przestępstw Przemocy w Rodzinie. Przypominające o tym plakaty akcentują fakt, że przemoc w rodzinie jest przestępstwem ściganym przez prawo –  art. 207 K.K. Czy podziała to na wyobraźnię posłów i ludzi odpowiedzialnych za egzekwowanie prawa?
Dura lex, sed lex – mówili Rzymianie. My powtórzmy za nimi: Twarde prawo, ale prawo…

46 uwag do wpisu “Bić, czy nie bić – oto jest pytanie

  1. Tatul pisze:

    Lena, Anna, Marianna i jeszcze ktoś?Strasznie przepraszam, ale podczas przesuwania zdjęć w ostatnim poście w centralne miejsce(co robiłem przed kwadransem) stało się coś, czego nie rozumiem. Zniknęły Wasze komentarze jak i odpowiedzi jakie udzieliłem już Lenie i Annie.Przykro mi. Stało się. Czy uzupełnicie ten brak? Zapraszam

    Polubienie

  2. anna.rybarczyk@onet.eu pisze:

    I w końcu mam weekend. 🙂 Chociaż 1 dzień odpoczynku.Nadrobiłam zaległości. Kotkę ma Pan bardzo starą. Szczerze jestem pod wrażeniem, że tak długo żyje. W końcu nieczęsto zdarzają się tak stare zwierzaki.Odnośnie petard i wrażliwości zwierząt. U mnie we wiosce petardy są co roku i widać ten strach zwierząt. W sumie to ja sama się panicznie boję fajerwerków, więc doskonale rozumiem psy czy koty. Niestety ludzie nie mogą zrozumieć tego, że nie każdy to lubi, a niektórzy się wręcz tego boją. Zaraz słyszę pytanie: „Jak można się bać lub nie lubić fajerwerków?” Owszem, można. Zależy od człowieka. Ja dużo rzeczy biorę bardzo do siebie i może dlatego ten strach? Nie wiem…Natomiast czytając dzisiejszego bloga pt.: „Bić, czy nie bić – oto jest pytanie” nasuwa mi się tylko jedna odpowiedź: „nie!” Poruszył Pan temat, który mnie od dawna dręczy. Ja nigdy nie byłam bita przez rodziców. Zresztą moja siostra też nie. Czuję, że zostałam dobrze wychowana i to bez bicia. Mówi się, że „przemoc rodzi przemoc.” Tak jest i dlatego bite dzieci biją swoich rówieśników, następnie swoje dzieci, ale, jak mówi ukazany w blogu artykuł, nawet swoich rodziców. Dziecko bite nie czuje się kochane, chociaż wcale tak nie jest. Takie zachowanie rodziców powoduje jednak różne reakcje wśród dzieci. Wiadomo, jest pewna różnica pomiędzy biciem tzw. pouczającym, a przemocą w rodzinie, ale dla małego dziecka jest to niezrozumiałe. Wtedy nasuwa się taka myśl: „jak mnie boli, dlaczego nie ma boleć innych.” I dokładnie tak, jak Pan to ujął, powstaje zaklęty krąg, z którego póki co społeczeństwo nie może się uwolnić…

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      anna…Jak to dobrze, że masz ten wolny czas weekendu. Mamy dzięki temu komentarz potwierdzający tezę,że należy zrezygnować z bicia dzieci na rzecz innych środków pozwalających utrzymać dyscyplinę i należycie wychowywać dzieci. Szkoda tylko, że póki co jest jednak inaczej. „Kropla drąży skały”. Może Ty i Twoje pokolenie doczekacie się zmiany.Pozdrawiam serdecznie.

      Polubienie

  3. ~Dorinka pisze:

    Dzień dobry. Strasznie długo tu nie byłam. Co do bicia dzieci, ja sama nigdy bita nie byłam i mam nadzieję, że kiedyś jeśli będę miała dzieci to nawet w najgorszym dniu i przy największych nerwach kiedy dziecko wyprowadzi mnie z równowagi będę umiała uspokoić się i z nim porozmawiać, wytłumaczyć. Trudno stwierdzić co będzie potem skoro dziś jeszcze mi daleko do macierzyństwa, ale będę się starała żeby było dobrze, pozdrawiam.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Dorinka, Dziękuję za komentarz. Masz rację zupełną. Oby to postanowienie co do metod wychowawczych udało Ci się w pełni zrealizować. Pozdrawiam i zapraszam w przyszłości

      Polubienie

  4. ~Anna pisze:

    Oczywiście. Moi rodzice nigdy mnie nie uderzyli ani nie podnieśli na mnie głosu. Ktoś mógłby stwierdzić, że jest to tak zwane ” wychowanie beztresowe”, lecz ja bym sie z tym nie zgodziła. Zawsze wszystkie problemy próbowaliśmy rozwiazać rozmową. Pamietam usmiech mojej mamy,,jej spokojny głos dzięki któremu rozumiałam swoje błedy i starałam sie ich już nie popełniać.Do tej pory moge liczyć na taką rozmowę z moimi rodzicami. Wiem, że kiedy ja w dorosłym życiu zostanę matką tak samo będę wychowywać swoje dzieci. Dzięki moim rodzicom zrozumiałam, że karami cielesnymi i krzykiem nie załatwimy żadnych problemów.

    Polubienie

  5. ~Eve pisze:

    Nie bić oczywiście. Jestem buntownikiem i prawdopodobnie na mnie źle by coś takiego podziałało, bo na złość ojcu czy komukolwiek, kto mnie kara zrobiłabym jeszcze wiecej tego złego za co oberwałam. ” Ja dostawałem w skórę i wyrosłem na porządnego człowieka, więc gówniarzowi nic się nie stanie jak oberwie za karę. Niech się uczy, jak unikać kary” o nie, nie jest poządnym człowiekiem ten kto używa przemocy przeciw drugiemu! Jestem stanowcza w tej sprawie i kategorycznie mówię stop biciu. wiem, że wielu dorosłych zarzucić mi może, że nie wiem nic o wychowywaniu dzieci, może i nie wiem, ale wiem jedno: człowieka nie wolno bić. Bo jak stara zasada mówi: nie rób tego komu co Tobie nie miłe.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      EVE, dziękuję. Nie mam wątpliwości czytając,że jesteś buntownikiem. Cieszę się z Twojej jednoznacznej postawy .Przypomniałaś mi przy okazji tej buntowniczej postawy, swoje przeżycie. Moja młodsza córcia Ania, gdy miała 3 latka, dostała za coś „dużego” klapsa. Płakała i gniewała się dość długo.Z sasiedniego pokoju usłyszałem jak żona przekonywała ją,że poważnie zawiniła i powinna mnie przeprosić. To przekonywanie trwało dość długo. Po jakimś czasie przyszła do mnie najdłuższą możliwie drogą i stojąc w drzwiach powiedziała: ” – tatusiu ja cię przepraszam, ale jeszcze raz mnie uderzysz to popamiętasz! „To było powiedziane tak stanowczo, że nie miałem wątpliwośći, że nie tędy droga.Dlatego pamiętam tamtą scenę i słowa mimo,że upłynęło już ponad 30 lat. Cóż, czasem wysiadają nerwy rodzicom i robią coś nieprzewidywalnego. Ten klaps dłużej pamiętają rodzice niż skarcone dziecko. Pozdrawiam.

      Polubienie

      • ~basia pisze:

        Parę lat temu powiedziałabym że jestem przeciwna biciu – Mam dwie córki które nigdy mnie dostały uczą się dobrze i mimo że są pełnoletnie ( studentki ) liczą się z moim zdaniem . Mam jeszcze syna jest w pierwszej klasie szkoły podstawowej i…… Nie możemy sobie z nim dać rady . jest bardzo uparty bez żadnych ambicji. W przedszkolu a teraz w szkole same problemy . bije dzieci jest agresywny, nie pomaga tłumaczenie , brak argumentów. Niestety jak nerwy już nie wytrzymują – dostaje przysłowiowego klapsa. mam wyrzuty sumienia i nie mam siły. Wiem więc że są dzieci których wychowywanie jest wielką radością dla rodziców a są które są jedynie udręką . Ja doświadczam jednego i drugiego. Podsumowując – jestem przeciwna biciu i agresji , ale jak rodzą się diabełki to co robić dać się zniewalać własnemu dziecku , pozwalać aby się nie uczyło zezwalać aby dziecko dyktowało warunki ??Więc może porozmawiajmy właśnie o takich dzieciach , bo żaden a to żaden „normalny rodzic ” nie zaczyna od klapsa i kar jeżeli może w inny sposób aby uzyskać posłuch u własnego dziecka .

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        Basia. Dziękuję za komentarz. Jesteśmy zgodni co do meritum sprawy. Sądzę ponadto,że nie ma jednej metody, jakiegoś klucza do sukcesów wychowawczych. Każde dziecko jest inne i rodzice mają niekiedy bardzo poważne problemy, z którymi trudno samemu sobie poradzić. Nie potrafię udzielać rad tak na odległość, bo nawet fachowiec nie podjąłby się takiegio zadania. W szkołach, w których uczę ( to szkoły ponadgimnazjalne) mamy pedagogów gdzie kierowane są trudniejsze wychowawczo dzieci.W każdym powiecie działa też Poradnia Psychologiczni-Pedagogiczna mogąca pomóc rodzicom w takich przypadkach. Uważam,że dyscyplina w wychowaniu jest konieczna. Jak ją jednak wyegzekwować – to już problem do obgadania z fachowcami. Współczuję trudów i życzę poprawy relacji z krnąbrnym dzieckiem.

        Polubienie

  6. ~Lena pisze:

    Moim zdaniem użycie ręki do wychowania dzieci z jednej strony jest odpowiednie, ponieważ dzieci będą wtedy wiedziały że popełniły błąd, jednak nie karćmy dzieci brutalnie, bo to nas do niczego nie doprowadzi tylko zostawimy ślad na psychice dziecka, który może doprowadzić do poważnych schorzeń… Dla świata mama i tata mogą być nikim, ale dla dziecka są całym światem. Niech dzieci u nas widza przyjaciel i osobę do której mogą zwrócić się o wszystko… Znam kilka przypadków w którym dzieci są wręcz katowane, ludzie to widzą, ale nie chcą w to mieszać, ponieważ będą uważani za wścibskich i nie umiejących zachować to dla siebie… Z drugiej strony wychowanie dziecka bezstresowe jest też dobrą metodą… Ja jestem jednak za tą drugą..

    Polubienie

  7. ~Brzoza pisze:

    Witam zimowa pora. Coz, temat jak najbardziej aktualny. Uporalam sie troche z codziennoscia, tak wiec jestem. Bic czy nie bic? Oczywiscie, ze nie bic, ale wychowywac. Patrzac na TV mozna sadzic, ze patologia goni patologie. Matki nie kochaja swoich dzieci, ojcowie molestuja a reszta tez jest zwyczajnie zla. Bicie,ponizanie dziecka, udowadnianie mu „kto tutaj rzadzi” to nie sa metody wychowawcze. I zyczylabym sobie i innym tez, aby byli opanowani, spokojni i wszystko dzieciom tlumaczyli. Rzeczywistosc jest jednak troche inna. Wypowiadajacy sie tutaj mlodzi ludzie -sa juz z innego pokolenia. To ich rodzice czytali ksiazki, zastanawiali sie nad psychika mlodego czlowieka , tym co dopinguje i tym co niszczy. Niestety- klaps byl , jest i pewnie jeszcze gdzies bedzie w roznych rodzinach. My odcinamy sie od niego gruba kreska, a jednak- ja dostawalam klapsy podobnie jak i moje kolezanki, koledzy (obecnie sa to matki i ojcowie, ktorzy wychowuja bezstresowo, gdzie dzieci mowia im po imieniu -bo sie „brataja” i chca byc przyjaciolmi. Jestem oczywiscie temu przeciwna,ale to osobny temat). Zdarzalo sie i nam dac dziecku klapsa, albo kare, ktora nie poniza a daje do myslenia. Dlaczego klaps? Z bezsilnosci rodzica. Z jego slabosci. Z tego, ze gdy tlumaczenie nie pomaga a dziecko czynem moze zrobic sobie krzywde lub bratu- my nie mamy innego wyjscia. Tutaj juz slysze glosy, ze „rozmawiac, tlumaczyc, wychowywac przez przyklad”, Tak, oczywiscie. Bardzo tego chcielibysmy! Ale tez jestesmy zestresowanymi rodzicami, obgryzajacymi paznokcie, uciekajacymi w rozne formy samokontroli- ktora nie zawsze nam wychodzi. Nie wolno bic ani dzieci, ani nikogo innego. Nie wolno bic zony, ani popychac ( czy bic!) meza. Nie wolno bic zwierzat. I niech taki swiat wlasnie bedzie. Dobry. To jest moj glos wypowiedziany w formie „my” a nie tylko „ja ” ( jak to czynie zawsze). My, czyli Ci, ktorzy chca byc coraz lepsi, ale nie zawsze im to wychodzi. My- czyli kolezanki i koledzy, z ktorymi rozmawiam. 30-40 latkowie, ktorzy chca swoje dzieci wychowac najpiekniej i najlepiej jak potrafia. Problem jest duzo glebszy, niz samo stwierdzenie, ze „bicie jest zle”. Aby leczyc rodzine- zawsze nalezy zaczac od siebie samych. ” Jak choruje dziecko, zazwyczaj choroba tkwi w matce, chociaz sama matka nie ma jej objawow.” Malymi kroczkami mozemy zmienic swiat na lepszy. Tylko musimy zaczac od tych, ktorzy sa najblizej- zwyczajnie od siebie. Pozdrawiam!

    Polubienie

    • Tatul pisze:

      Brzoza.Już się zacząłem martwić przedłużającym się milczeniem. Cieszę się z wyrażenia poparcia podnoszonej w moim tekście tezie o konieczności przerwania zaklętego kręgu agresji. Jak zwykle pięknie umotywowany komentarz wzbogaca treść naszej rozmowy. Bardzo dziękuję i zapraszam do lektury i komentowania kolejnego posta – także aktualnego.

      Polubienie

  8. ~nauczycielka tylko z wykształcenia pisze:

    Witam, na tym blogu po raz pierwszy, ale z pewnością nie ostatni :)Co do bicia dzieci: mnie (i mojego młodszego brata – częściej) bito sporadycznie, najczęściej smyczą dla psa (gruby rzemień) lub pasem. Pamiętam to do dziś, choć wolałabym zapomnieć… Moja dwójka dzieci (obecnie 15 i 12 lat) nigdy w życiu nie była bita! Nawet żartobliwe „klapsy” mogłyby policzyć na palcach jednej ręki. MNIE BILI, JA NIE BĘDĘ ! Podobnie jak nie zmuszam dzieci do zjadania posiłków do ostatniego kęsa, bo pamiętam jak mnie do tego zmuszano, a ten ostatni kęs najpierw rósł na talerzu, potem w buzi, a ja miałam wrażenie, że albo wypluję, albo zwymiotuję… Teraz mam zasadę – nie chcesz, to nie jedz – lepiej dać trochę psu przy śmietniku, niż „wyhodować” grubasa, bo przecież „jedzenie nie może się marnować”. Nie dojadam też z talerzy resztek po dzieciach i – może dzięki temu – w wieku lat 38 wciąż ważę tyle co w dniu ślubu :)Serdecznie pozdrawiam wszystkich Rodziców, którzy własnych złych doświadczeń nie „przekazują” dzieciom oraz Autora blogu 🙂

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      nauczycielka…Bardzo dziękuję za wsparcie frontu odmowy wobec popierających metody siłowego wychowania dzieci. I to mimo własnych, traumatycznych doświadczeń z dzieciństwa. Jest nas więcej. Polecam następnego posta i zapraszam do komentowania. Pozdrawiam.

      Polubienie

  9. ~dzedlajga pisze:

    Dostalam tylko raz w zyciu, pasem od ojca, za to, ze mnie przylapal na wagarach. Mialam wtedy 7 czy 8 lat. Jedyne co z tego pamietam, to ze go bardzo wtedy nienawidzilam i ze robilam wszystko, zeby nie zaplakac, zeby mu nie dac satysfakcji. Jak mama sie o tym dowiedziala stanowczo zabronila ojcu bicia i mnie i rzeczywiscie nastepnych razow juz nie bylo. Nienawisc zostala

    Polubienie

  10. ~maria pisze:

    Ojciec nigdy mnie nie uderzył,mama raz mi spuściła lanie pasem miałam ogromny żal do niej bo zrobiła to w złości i tak naprawdę mogła się pohamować.Własnych dzieci nigdy nie biłam.Uderzyłabym tylko w obronie własnej.

    Polubienie

  11. ~Mira pisze:

    Nie bić, nie bić, nie bić!Zanim uderzysz, spójrz na swoje dziecko – spójrz na siebie. Jak możesz uderzyć kogoś małego, słabego i całkowicie od siebie zależnego?Mnie oczywiście „lano” w dzieciństwie. Porządna rodzina, to dzieci muszą być porządnie wychowane. Lano mnie i siostrę (dziewczynki!). Pamiętam wszystko dobrze, choć mam już 37 lat. Bardzo dobrze.Teraz mam swoje, kochane dzieci – dwójkę. W domu zasady są jasne – nikogo nie wolno bić. Koniec. Rezultat: starszy synek uchodzi, zarówno w przedszkolu, jak i wśród rodziny i znajomych, za wyjątkowo dobrze wychowane i grzeczne dziecko. Drugi jest jeszcze maleńki. Mam nadzieję, że i w jego przypadku nasze metody nie zawiodą.Żeby postawić sprawę jasno – wiem, co to znaczy być wyprowadzonym z równowagi przez dziecko. Jest mi czasem trudno, bo charakter mam baaardzo wybuchowy. Ale nie ma lepszych nauczycieli cierpliwości i spokoju, niż dzieci :-).Wiem, dlaczego ludzie biją dzieci. Bo tak jest najłatwiej. Najprościej. Najszybciej. Zbijesz i jesteś zadowolony z siebie, bo wychowujesz. Postawić granice, pilnować, żeby były respektowane, zastosować w razie potrzeby karę odpowiednią do wykroczenia, taką, która nauczy, pokaże konsekwencje postępowania – to bardzo trudne. Wymaga przemyślenia, poświęcenia czasu i uwagi. Szkoda czasu. Lepiej przylać.Nie wiem, jak to zmienić w tzw. społeczeństwie. Nie wiem.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Mira. Ja też nie mam recepty na zmianę społeczeństwa w kierunku poniechania przemocy wobec dzieci. Ja, mały nauczyciel robię co mogę już od lat w tym kierunku, aby młodzież nie stosowała wobec siebie żadnych form agresji, ze słowną włacznie.Sam ciężko pracuję nad sobą, aby nie dać się sprowokować w kryzysowych sytuacjach i nie podnosić głosu. Mam jednak świadomość,że to jest „wojna”.Młodzież próbuje każdego dnia walczyć z nauczycielami o coraz większy zakres swobody i coraz mniejsze wymagania – wychowawcze również. Tak jak to robią w domu sami ze swoimi rodzicami, tak i w szkole próbują w całej grupie-klasie postawić na swoim. Nie będzie rewolucji, to pewne. Może zatem zgódźmy się na ewolucję? Pozdrawiam serdecznie.

      Polubienie

  12. ~Maria pisze:

    Oczywiście nie bić!!!!! Będąc dzieckiem, byłam bita za głupstwa i nie pochodzę z rodziny absolutnie patologicznej ale bardzo religijnej, bez nałogów. Biła mnie szczególnie matka: za to że przyprowadziłam koleżanki do wysprzątanego domu, za to że przyszłam do domu od koleżanki czy też szkolnej dyskotece później aniżeli wyznaczonej przez nią porze, za to że młodsza się przewróciła, że płakał młodszy brat. Kiedy zabraniała mi np pójść na urodziny koleżanki, pytając ją dlaczego nie mogę, słyszałam odpowiedź : „bo nie”, albo było uderzenie jeśli zapytałam jeszcze raz. Co ciekawe, że ją nie bito w domu! Mam już wnuki, lat kilkadziesiąt, ale nie pamiętam by mnie przytulała. Pamiętam bicie i to od najmłodszych lat. Pamiętam te sytuacje bardzo dobrze: służyły do tego mocna klapsy na tyłek, ale częściej był to skórzany pas, kij, cienka witka, okładanie pięściami . Zadaję sobie często pytanie, czy matkę kochałam. Nie potrafię na nie odpowiedzieć, ale to co wiem na pewno zawsze się jej bałam. Tata uderzył mnie raz i bardzo mocno, ale nigdy nie stawał w mojej obronie.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Mario. Dziękuję za tak szczera wypowiedź podbudowaną swoimi doświadczeniami z dzieciństwa jak i obecnymi przemyśleniami. Ważne,że nie powielasz wzorców ze swojej przeszłości i chwała Ci za to. Pisałem już kiedyś tu na blogu o akcji Gazety Wyborczej polegającej na pisaniu listów do swoich ojców. Często już nieżyjących. Powstała z tego ksiażka. Twój opis, jako żywo pasuje do spisanych tam rachunków krzywd, jakie swoim dzieciom ,w imię fałszywej miłości wyrządzali ojcowie Wspólczuję, ale musisz sama w swoim sumieniu odpowiedzieć sobie na stawiane sobie pytania. Z takim bagażem trzeba się kiedyś uporać, aby zamknąć tamten rozdział życia i więcej go nie rozrdapywać. Ja też to musiałem zrobić. Opis tych problemów też znajdziesz w tych opowieściach jeśli zechcesz się zagłębiać w treść wcześniejszych opowiadań. Jedno jest pewne. Zrywając z tamtymi metodami wychowania, przynajmniej nie stawiasz swoich dzieci wobec dylematów jakie sama przeżywasz. Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  13. ~Gaja pisze:

    byłam bita …. bez przesady, nie katowana, ale karcona fizycznie przez mamę i jestem jej za to wdzieczna… bo robiła to sprawiedliwie, zasłużyłam na każdy klaps i nie mam poczucia krzywdy…. nigdy też do głowy mi nie przyszło aby podnieść rękę na rodzica…. dobry, słuszny klaps w odpowiednim wieku dany z wyczuciem to nic złego… nie chisteryzujmy…. a może ktoś by pomyślał o losie rodzica, zestresowanego, zmęczonego obarczonego kłopotami, który musi borykać się jeszcze z niesforną pociechą… czy mniej drastyczne jest psychiczne znęcanie się super niani nad dzieckiem… bo ona torturuje dzieci… zmusza je do uległości tylko że innymi metodami… zostawić samo dziecko w pokoju, wyobcować je, pozbawić poczucia bezpieczeństwa… lepsza metoda od klapsa… nie jestem pewna… już kiedyś zamykano dzieci w ciemnej komórce… lanie nie działa zawsze i wszędzie, nie na wszystkich jednakowo i nie w każdym wieku….

    Polubienie

  14. ~megi pisze:

    Nie bić! Ale jest różnica między lekkim klapsem a pobiciem i skatowaniem… Ja niestety byłam bita… i to porządnie. Nienawidziłam za to rodziców, bo nie czułam do nich miłości tylko strach. Teraz jak dorosłam i wyprowadziłam się juz inaczej nasze relacje wygladają. Szanuję ich za to, że wychowali mnie na porządną osobę, ale mogli nie „lać”. Katujących sama bym zakatowała, ale klaps w tyłek to nie tragedia bez przesady.

    Polubienie

    • ~kiki pisze:

      Ale po co ten klaps? Czmu ma to służyć? Nie ma takiego prawa żeby bić innych a dziecko nie jest naszą własnością tylko osobą potrzebującej naszej opieki. Co by było gdyby tak dawać klapsa wszystkim, którzy nam podpadli np. szefowi bądź ekspedientce w sklepie? W sumie dlaczego nie skoro można posunąć się do uderzenia swojego dziecka to chyba tym bardziej obcą osobę, z którż przecież nie jesteśmy specjalnie związani emocjonalnie. Pewnie dlatego, że szef by nas zaraz wylał z roboty a ekspedientka wezwała policje a co zrobi NASZE dzieciątko??? będzie płakało ale co tam przecierz nam nie odda i policji nie wezwie i nikomu się nie poskarży.Ja mam 6 letniego synka i nie wyobrażam sobie żebym miała go uderzyć przecież KOCHAM GO najbardziej na świecie jest bardzo grzecznym dzieckiem i wie, że szanuje jego zdanie ale jestem też konsekwentna i to nie biciem!!!! A tym, którzy biją swoje dzieci powinni wymierzać baty gdzieś na centralnym placu miasta, żeby byli tak samo potraktowani jak ich bezbronne dzieci przez nich samych.

      Polubienie

      • ~Aniol Stroz pisze:

        ja dostawalem wojskowym paskiem od ojca zawsze kiedy przekroczylem granicę. Bylem inteligentym dzieckiem i wielokrotnie ze mna rozmawiano tyle ze i tak czasem chcialem napsocic… Pasek „tlumaczyl” mi ze tak nie wolno. Dostalem nim moze ze 3, 4 razy w zyciu i sadze ze bylo to tak skuteczne jak zadne inne dzialanie potrzebne dla mojego wieku. Sam takze bede karal dziecko uderzeniem paska w pupę bo to najskuteczniejsza metoda dla malego dziecka

        Polubienie

      • ~kiki pisze:

        A czemu równemu sobie paskiem nie wytłumaczysz tylko małemu jak sam podkreśliłeś dziecku. Równy by oddał prawda?! a dziecko samo nie zareaguje chyba, że jakiś z sąsiadów na twoje metody wychowawcze doniesie – czego zrasztą z całego serca twojemu dziecku życzę. Mnie mama nie bila i jestem normalną nie zepsutą osobą szkoły również pokończylam i uczę się dalej i ja swojego dziecka bić nie będę z całą pewnością.

        Polubienie

      • ~Aniol Stroz pisze:

        oczywiscie ze nie raz spralem pysk takiemu jednemu- ale to nie jest rozwiazanie w przypadku doroslych. dziecko nie jest osoba dorosla wiec nie mozna stosowac tu takich standardow jak u doroslych. Ty widze chcialabys wyeliminowac calkowicie nawet najdrobniejsze klapsy – czemu? male dziecko jest na tyle inteligentne ze zakazy bedzie naginalo na swoja korzysc ZAWSZE !! tlumaczenie nie jest czesto rozwiazaniem ………

        Polubienie

      • ~kiki pisze:

        Nie, nie mówimy tu o małych klapsach. Wiadomo, że klepnięcie w tyłek ale takie, które nie sprawi bólu nie jett zbrodnią i przestępstwem ale są „rodzice”, którzy biją dzieci naprawdę dotkliwie i tak być nie powinno.

        Polubienie

  15. ~wik pisze:

    swait nie jest idealny i kazde dziecko jest inne. w kazdym procesie wychowania musi wiec istniec gradacja kar. korzystanie z gradacji zalezy od dwoch rzeczy: rodziaca i dziecka. inaczej bedzie reagował ojciec ktory dla utrzymania rodziny pracuje 6 dni w tygodniu po 10-12 godzin i matka pracuje na 3 zmiany, a inaczej ojciec pracujacy 8 godz 5 dni w tygodniu ktorego zona nie pracuje zarobkowo. dzis mamy problem z wyrokami sadowymi ktore jak sie je porowna to wydaja sie niespojne. kary cielesne stosowalem w stosunku do moich dzieci do 3-4 roku zycia bo uwazalem ze jest to wazne ze wzgledowbezpieczenstwa – ile razy mozna powtarzac : nie wybiegaj na jezdnie. dzis juz nie pamietam kiedy ostatnio dalem dziecku klapsa. natomiast nadal obie strony (ja i synowie) wiemy ze taka kara wchodzi w rachube.

    Polubienie

    • ~Aniol Stroz pisze:

      Dokladnie- wszystko zalezy od wlasciwego podejscia. Madry rodzic wie kiedy dac klapsa a kiedy wytlumaczyc blad dziecku. Niestety sa uzytkownicy tacy jak „Kiki” dla ktorych nie ma rozroznienia miedzy klapsem a biciem dziecka.

      Polubienie

  16. ~Piotr pisze:

    Ja w zasadzie nie byłem bity. Pamiętam jedno lanie – jak z kolegą poszliśmy na nieswoje czereśnie. Ale pamiętam moje modlitwy, żeby po tym jak coś zbroiłem dostać w tyłek i zamknąć sprawę a nie wysłuchiwać bez końca jakie to ja jestem niegrzeczne dziecko. W moim przekonaniu nie jest problemem rodzic który wyznaczy dziecku granice, wskaże rodzaj kary za ich przekroczenie (np. klaps ale niekoniecznie) i je konsekwentnie egzekwuje. Problemem są rodzice, którzy dziecku nie stawiają granic a później chaotycznie zmagają się z efektami nieograniczonej wolności swoich pociech karając je za złamanie zasad, których nie określili.Co to rodzaju kary i jej okrucieństwa moim zdaniem klaps jako przewidywalna dla dziecka kara za konkretne przewinienie z jasnym komunikatem rodzica: „kocham cię ale muszę cię ukarać za to co zrobiłeś” jest mniej okrutna niż wrzeszczenie na dziecko, że jest niegrzeczne, stawianie go do kąta, czy porównywanie z rodzeństwem.Nie jestem zwolennikiem kar cielesnych, jestem zwolennikiem świadomego i konsekwentnego wychowywania swoich dzieci i nóż mi się w kieszenie otwiera, kiedy jako argument przeciwko klapsom epatuje się wyczynami jakiegoś zwyrodnialca, który skatował dziecko. Ten sposób myślenia prowadzi do zakazu produkcji i sprzedaży noży, bo przecież można nimi zabić (czego przykład niedawno przecież mieliśmy)Pozdrawiam wszystkich odpowiedzialnych rodziców.

    Polubienie

  17. ~Ela pisze:

    Bardzo proszę o rozpropagowanie linków o losie Kacperka Zagrodnego z Polski i pomoc dla tego dzieckahttp://pomozkacperkowi. pl/ (żeby zajrzeć – skopiuj i zlikwiduj dwie spacje przed „pl”)http://pl.youtube.com/watch?v=G0vmWQfMZIs&feature=channel_ page (żeby obejrzeć skopiuj i zlikwiduj 2 spacje przez „page”)Z góry dziękuję, serdecznie pozdrawiamEla

    Polubienie

  18. ~omega pisze:

    Z jakim niskim wykształceniem????? Mój mąż ma wyższe i bił na potęgę, a jak stawałam w obronie dzieci, to jeszcze wrzeszczał na mnie, że ich bronię i też powinnam im dołożyć…..,bo jeśli robię inaczej, tzn. bronię ich to podważam jego autorytet!!!!!!!!!Tyle mam do powiedzenia, bo szlak mnie trafia jak tylko piszecie, gadacie i nic nie robicie. Ja bardzo chcialabym pomagać takim właśnie dzieciom i ich matkom, bo już to mam za sobą, ale zupełnie nie mam pojęcia jak to zrobić. Samo pisanie i czcze gadanie poki co nic nie da. Zapraszam na moj blog „Życie na krawędzi, czyli trzepot skrzydeł”, tam trochę wylewam swoich żali.

    Polubienie

  19. ~Orlanda pisze:

    Przyznaję się bez bicia, że sama dostawałam w skórę od taty, od mamy nie. Sama na sumieniu niestety mam jeden przypadek kiedy nie wytrzymałam i swojemu 3 letniemu synkowi „wlepiłam” na pupę dwa klapsy. Oboje się popłakaliśmy z tego powodu. Póżniej już byłam bardziej spokojna i klapsów nie dostawał. Teraz mój syn czasami dostaje klapsa ale w wersji rozrywkowej (ma 23 lata) tzn. jako ostrzeżenie lekkie klepnięcie w siedzenie co go nie źle śmieszy.

    Polubienie

  20. ~thistle.blog.onet.pl pisze:

    Trochę generalizujesz szanowny autorze. Nie każda rodzina biedna, w której rodzice nie mieli wyższego wykształcenia, bije swoje dzieci i odwrotnie. Mnie wlepiano klapsy za większe przewinienia, przez co nauczyłem się, że tak robić nie wolno. Poza tym, nauczyłem się także posłuszeństwa. Z perspektywy powiem, że na złą osobę nie wyrosłem, ba nawet agresywny nie jestem, bo nie lubię. Tak więc nie zgadzajmy się na katowanie dzieci, ale nie ulegajmy stereotypom.

    Polubienie

  21. ~Magda pisze:

    Ja obrywam czym popadnie… paskiem.. znaczy jego klamrą, niekiedy wbijają mi paznokcie w twarz…dostaje kijem, raz nawet łańcuchem.. i tak od 4 kl. podstawówki. Dostaję za najdrobniejsze przewinienia… mama bije mnie po twarzy.. strzela tzw. liścia.. mam doś ale nic nie mogę zrobić.. i pochodzę z postrzeganej za najlepszą rodzinę rodziny.. Dodam że jestem lektorką i kantorką (śpiewam) w kościele.. Dodam że mam prawie 16 lat.

    Polubienie

    • ~omega pisze:

      Nie pozwól sobie! Masz 16 lat i masz prawo do swojego zdania i własnych zachowań, w pewnym sensie odpowiadasz już za siebie i swoje czyny, więc zastanów się czy jesteś dziewczyną, która żyje zgodnie z prawem i obowiązującymi normami zachowań społecznych, i jeśli tak, to nikt nie może Cię poniewierać, nawet za drobne przewinienia, które w Twoim wieku są nieuniknione.

      Polubienie

  22. ~Alba pisze:

    Tatulu, mój tata (który jest pedagogiem z wykształcenia) też mawiał, że kiedy rodzic „musi” uderzyć własne dziecko, to jest to jego osobista porażka. Kiedy byliśmy mali i coś tam zbroiliśmy, czasami żartem pytał: „Dzieci, a co by było, gdybym tak zdjął pas?” na co odpowiadaliśmy chórem: „A, to by tacie spodnie spadły!” – bo z niczym innym nam się to nijak nie kojarzyło 🙂 Wiele lat później, na zajęciach z pedagogiki, mój wykładowca zapytał:”Kto z państwa nigdy lania nie dostał?” Podniosłam rękę i powiedziałam, że ja. Na to on popatrzył na mnie znad okularów i powiedział:”Hmmm…No, tak. I widzi pani, co z pani wyrosło?!”;) Jeśli o mnie chodzi, to jestem za całkowitym zakazem stosowania kar cielesnych u dzieci przynajmniej do 3 roku życia (bo wśród takich maluchów najwięcej jest ofiar śmiertelnych…). Ale, mówiąc szerze, nie bardzo wierzę w skuteczność samych przepisów. O wiele ważniejsza jest EDUKACJA. Już w początkach XX w. Janusz Korczak ubolewał nad tym, że nie ma „szkół dla rodziców” – a od tamtego czasu jest chyba tylko gorzej. Wszyscy w kółko mówią tylko o „edukacji seksualnej” i „zabezpieczeniu przed niechcianą ciążą” – ale nigdzie nie mówi się np. o tym, że niemowlęta zwykle płaczą – i jak sobie z tym radzić. Nie mówi się także o tym, co mogą – i powinni – zrobić dorośli w przypadku ewidentnej agresji dzieci (wspominasz o tym zjawisku w swoim poście). Żeby znowu nie było tak, że opiekunowie są bezsilni wobec swoich pociech. To bezradność rodzi przemoc.www.cienistadolina.blog.onet.pl

    Polubienie

  23. ~Tatul pisze:

    Gaja,megikikiAnioł StróżwikczekoladaPiotrOmegaOrlandathistlemagdaOmegaAlba,Wszystkim bardzo dziękuję za komentarze do tematu polecanego już kiedyś przez Onet. Nie wiedziałem, że ponownie wskazano na mojego posta, jako element większej układanki, w ramach kącika Gorący Temat.Szanuję głos każdego z rozmówców. Jestem z tymi, którzy uważają – jak Piotr, że dopuszczalna jest kara cielesna z jednoczesnym komunikatem: Kocham cię, ale muszę cię ukarać chociaż mnie to bardziej boli niż ciebie. Takich postaw jest więcej.Jeszcze bardziej jestem z tymi, którzy wyrzekają sie wszelkiej przemocy. Każde dziecko jest inne – tak jak każdy rodzic może być inny. Różnimy się zarówno wiedzą, jak i doświadczeniem wyniesionym z własnego domu. Nie można więc generalizować- jak mnie przestrzega thistle. Podniosłem ten temat bo jestem przekonany, że warto mówić – choć lepiej byłoby działać – jak poucza Omega. Tu też staram się robić wszystko na co mnie stać. Trudno zaradzić problemowi, ale pamiętajmy jednak,że są ciągle tacy jak „magda”, której należy serdecznie współczuć.Dzisiaj uczestniczyłem w naradzie-warsztatach poświeconych przeciwdziałaniu przemocy i patologii wśród dzieci i młodzieży szkól w moim powiecie. W biednym raczej powiecie, w którym jest dwa duże zakłady przemysłowe, trochę handlu i usług, a największe miasto ma ok 17 tys. mieszkańców zanotowano w 2008 roku 1242 interwencje domowe Policji, i założono 261 Niebieskich kart. Odnotowano 324 ofiary przemocy domowej. W tym 250 kobiet, 19 mężczyzn. 24 osoby młodociane do 13 roku życia oraz 31 osób w wieku od 13 do 18 lat. Proszę przeczytać z należytą refleksją te dane. Czy to nie jest problem o którym trzeba krzyczeć?Pięknie przywołuje pamięć dr Korczaka „Alba”. Miał rację nawołując do utworzenia szkół dla rodziców. Dzisiaj są one coraz bardziej potrzebne.Cierpliwych zapraszam do poczytania innych postów na moim blogu, w których ten temat jest mocno akcentowany. Znajdziecie Państwo i taką myśl : W Polsce, aby otrzymać prawo jazdy trzeba ukończyć kurs i zdać egzamin, ale aby zostać ojcem wystarczy chwila nieuwagi!!!! Czy to nie trafgiczne? Polecam się na przyszłość.Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy odwiedzili mnie na tych łamach pozostawiając z serca płynące komentarze.

    Polubienie

  24. ja dostawałem lanie mam córke ma 12 lat i czasem odemnie oberwie pasem jak zasłurzy a czy wy dajecie lanie swoim dzieciom i czy zdarzało im sie czasem zesikać podczas lania moja córka raz się zsikała wieku11 lat po wywiadówce awaze dzieci jak wytrzymóją lanie też im sie zdarza

    Polubienie

  25. ~Tatul pisze:

    Jeśli wskutek bicia dziecko się zsikało to znaczy, że strach z bólem wyłączył na moment tę część mózgu, która kieruje napięciem zwieraczy. To nieodpowiedzialne aby kochający tatuś tak traktowa swoje dziecko

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.