Więcej czytu-czytu, a mniej gadu-gadu

   Wciąż uczę się, jak lapidarnie pisać o tym, co myślę i co chciałbym napisać w swoich opowiadankach oraz jakim tytułem opatrzyć moje posty. Napisałem kiedyś opowiadanko opatrzone tytułem Ojczyzna to pamięć i groby. Uważałem, że to ważny temat i poruszony na czasie, bo w okolicy Święta Zmarłych. Moi uczniowie mogliby skorzystać na przeczytaniu go, bo prawdę mówiąc, trochę pod nich to pisałem. Zachęcałem więc kogo się da, do przeczytania i skomentowania – jeśli nie na blogu to na N-k, w liście do mnie. Efekt był żałosny. Kilka osób przeczytało. Kilka – przeleciało wzrokiem – jak to określili. Pytanie o wrażenia pozostawało na ogół bez odpowiedzi. Wreszcie zaprzyjaźniony Kuba z II klasy TH udzielił mi odpowiedzi i nauki zarazem. Przeczytał za drugim podejściem i: …za długie te opowiadania – powiedział. Dla niego zrozumiałe, ale dla wielu zbyt trudne w odbiorze za sprawą obcych słów, skojarzeń i odniesień. No i tytuł. Napisał pan w tytule Ojczyzna. Dla pana to słowo wiele znaczy, ale dla młodych to jest takie samo słowo jak wiele innych. I nie zachęca do czytania.

   Kuba otworzył mi oczy na znaczenie tytułu i na zapotrzebowanie młodzieży na najlepiej komiksowy charakter treści. Ma być krótko, zwięźle i zrozumiale. Bo oni więcej gadu-gadu niż czytu-czytu – jak to genialnie ujął jeden z uczestników dyskusji na Belfer blogu w Polityce, objaśniając powszechne raczej podejście młodzieży do nauki. Ja już dołączyłem tę diagnozę do tzw. złotych myśli, jakie przemycam do młodzieży podczas moich lekcji, w mojej klasopracowni. Przyznam, że robi wrażenie – szczególnie, gdy komuś wypadnie przeczytać kawałek tekstu z podręcznika i męczy się z tym okrutnie. Niektórzy pytają mnie wprost: – A pan korzysta z Gadu-gadu? Mam zainstalowane, ale nie korzystam. Wolę dłuższe formy wypowiedzi niż spotykane tam, jak i na forach, na N-k czy w SMS-ach teksty jednozdaniowe, pisane z małej litery (nawet imiona), z lekceważeniem ortografii, a poprzetykane hehe  Aaa  oczko    hehehe emotikonami.

   Napisałem ostatnio opowiadanko o chrzcie mojej wnusi z potrzeby kronikarskiego odnotowania tego ważnego dla naszej rodziny wydarzenia i znowu odnotowałem tę samą reakcję. – Jeśli nadajesz opowiadaniu tytuł zaczynający się od słowa chrzest… to czego się spodziewasz? Kogo zainteresuje taki temat?

   Tym razem stało się jednak inaczej, bo Onet polecił mój tekst, dzięki czemu odwiedziło mnie wiele osób. Komentarze jednak były nieliczne. Dopiero krytyka wyrażona słowami Ateisty wywołała bardzo interesującą dyskusję – polecam.

   Jak więc pisać, aby zrealizować dokumentacyjną rolę, jaką chciałem nadać mojemu pisaniu, a jednocześnie coś tymi opowieściami, tym Tatulowym gadaniem przekazać moim uczniom? Ciągle się uczę.

   Jak nadążyć za młodym czytelnikiem? Czy po prostu dać sobie spokój?