Dlaczego potrzebujemy nauczycieli?

  Poprzednia moja wypowiedź nie przyniosła oczekiwanej reakcji. Mało komentarzy, a jeśli nawet one były, to były kierowanymi głównie do mnie słowami pociechy. Może to wpływ nadmiaru tej tematyki, gdyż bardzo wiele gazet, rozgłośni, a również i blogów poruszało podobną tematykę narzucającą się samym świętem. Mnie chodziło o wywołanie refleksji na temat roli nauczyciela i społecznej oceny jego starań, która jak wiemy nie jest zbyt wysoka. Czy to jest tylko opinia rodziców, dziennikarzy, czy również uczniów – sprawdziłem zadając uczniom w kilku klasach pytanie zawarte w dzisiejszym tytule:
– Dlaczego potrzebujemy nauczycieli?
Odpowiedzi, jakie uzyskałem nieco mnie rozczarowały. Głównie wskazywały na merytoryczną stronę zawodu, ale jakoś tak bardziej formalnie:
– Nauczyciel jest po to, aby nas czegoś nauczył;
– Jest po to, aby nas również wychowywał;
– Aby przekazał nam swoją wiedzę.
Wiele podobnych odpowiedzi wskazywało na rolę nauczyciela jako prostą funkcję narzędzia: krzesło do siedzenia, tablica do pisania, nauczyciel do nauczania. Próbowałem podpowiadać kierunek myślenia i poszukiwania odpowiedzi na moje pytanie kolejnymi pytaniami:
–  Czy można nauczyć kogoś czegokolwiek jednostronnie, bez udziału ucznia?
–  Czy przypadkiem nie chodzi o to, aby nauczyciel jedynie kierował waszym samodzielnym poszukiwaniem odpowiedzi na każde pytanie wskazując jedynie kierunek poszukiwań, metody dochodzenia do celu?
Skąd te moje pytania?
Odpowiem tak:
– Otrzymałem kiedyś od uczennicy do poczytania gazetkę Przebudźcie się, wydawaną przez Związek Świadków Jehowy w Polsce z następującą dedykacją:
Pan wykorzystuje różne materiały w swoich gazetkach, a w tej jest dużo o nauczycielach – powiedziała. Nie miało to charakteru agitacji, a stanowiło ważny moim zdaniem głos w sprawie nauczania i nauczycieli, podbudowany badaniem opinii nauczycieli w wielu krajach. Przeczytałem ten materiał tak, jak czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce, a dotyczy nauczycielstwa. Bardzo odpowiada mi rola nauczyciela jako przewodnika duchowego, opiekuna, przyjaciela, osoby godnej zaufania i wzbudzającej zaufanie. Wiem, jakie  trudne do spełnienia warunki stawiam. Wielokrotnie wypowiadałem się w dyskusji na temat nauczania w różnych gremiach, na forach internetowych i blogach. Mam świadomość, że niewiele mogę zdziałać, ale nie potrafię milczeć, kiedy trzeba coś zrobić z tym problemem…
Uczniowie w większości przypadków przychodzą do szkoły nie po to, aby pod okiem mistrza, przewodnika, czy jak go nie nazwiemy zdobywać wiedzę. Przychodzą, bo im kazano. Uczestniczą w lekcjach, aby złapać oceny i jakoś wypaść. Nie dać się złapać na niewiedzy. Zaliczają często przez ściąganie od kilku uczniów w klasie – kujonów, których tolerują tylko dlatego, że dają odpisać i podpowiedzą, kiedy trzeba. Rosną zastępy niedokształconych wtórnych analfabetów, lub jak inni to nazywają analfabetów funkcjonalnych. Połowa Polaków nie potrafi wypełnić zeznania podatkowego PIT, nie rozumie instrukcji obsługi urządzeń domowych, nie potrafi oddzielić ziarna od plew w kampaniach wyborczych, ufając najobrzydliwszym populistom rozdającym marzenia w zamian za głos w wyborach. Ściąga się nagminnie, dopuszcza się plagiat, handluje się dyplomami. Czy zbyt ponury obraz rysuję? Czy nie tak wygląda nasza oświata, w której władzom rozchodzi się o wskaźniki skolaryzacji, o wzrost ilości obywateli z wyższym wykształceniem i zrobią wszystko (nic nie zrobią !), aby te wskaźniki się poprawiały. Szkołom chodzi o pozyskanie jak największej liczby uczniów, aby uzyskać jak najwyższą subwencję idących za uczniem pieniędzy, więc zaniżają wymagania i przepychają niedouczonych, aby nie psuć sobie wizerunku opinią zbyt restrykcyjnej szkoły. Uczniom często nie chodzi o faktyczną wiedzę, ale o KWIT na inteligencję – jak malowniczo określa się dyplom.

Wiele narzekań dotyczy sposobu kształcenia nauczycieli, na tzw. negatywny dobór do zawodu. Mają jednak i nauczyciele swoje racje wskazując na skostniałe struktury władz szkolnych tłumiących wszelką inicjatywę tych ideowców, którym chce się chcieć. Często po paru latach tracą tę ochotę odczuwając gorycz potępienia i symptomy wypalenia zawodowego. Szkoła to wielka maszyna – mieląca powoli, ale skutecznie. Przemiałowi podlegają zarówno nauczyciele, jak i uczniowie. Obraz szkoły i wspomnienia z nią związane są bardzo różne. Tak jak różni są nauczyciele i uczniowie. Może dlatego nie mogłem znaleźć odpowiedzi na pytanie, które uczyniłem tytułem tego posta?

31 uwag do wpisu “Dlaczego potrzebujemy nauczycieli?

  1. ~Eve pisze:

    A może zadać pytanie: „czy wogóle uczniowie potrzebują teraz nauczyciela?”… tak się czasami zastanawiam na lekcjach, kiedy siedzę staram się słuchać, a niektórzy uczniowie mają gdzieś to co nauczyciel mówi… myślę wtedy, pewnie sami lepiej umieją się nauczyć.Zadaje Pan pytanie, czy nauczanie jest jednostronne, czy można bez udziału ucznia. Nie nie można, tak samo nie można bez udziału nauczyciela. „Do tanga trzeba dwojga”.Ludzie faktycznie są niewykształceni, da się to zauważyć w średniej szkole, kiedy nie potrafią zrobić banalnych rzeczy, które powinni umieć. Co do ściągania, też czasami ściągam, ale to nic nie daje, nie satysfakcjonuje mnie 5, na którą nie zasłużyłam. Wogóle jeśli o oceny chodzi, nie zależy mi na nich aż do tego stopnia żeby oszukiwać na każdym kroku, bo na maturze i tak „wyjdzie” kto co potrafi.Ojjj pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze, mam wrażenie, że tam gdzie pieniądze tam są zawsze jakieś problemy, gdyby pieniądze do szkoły nie były przyznawane od ilości uczniów to inaczej by to wszystko wyglądało.

    Polubienie

  2. ~korina7 pisze:

    Myślę, że Pana ocena sytuacji jest bardzo trafna i niestety gorzka. Ale patrząc z drugiej strony, jacy mają być nauczyciele i uczniowie, skoro sama Minister Edukacji nie podchodzi do nauczania młodzieży jak do misji, tylko jak do machania cepem, za przeproszeniem. Ja jestem humanistką i miłośniczką literatury polskiej i osobiście jestem wręcz zbulwersowana tym, jak pani Hall podeszła do sprawy lektur w szkołach – wszystko, co najcenniejsze zostało okrojone do fragmentów, bo „trzeba zerwać z mitem, że młodzież czyta książki w całości”. I to mówi Minister Edukacji??? To może niech im pani minister zaserwuje „Harrego Pottera” jako lekturę obowiązkową – to przeczytają w całości, jak jeden mąż, gwarantuję. Moim zdaniem w programie nauczania przybywa nowych rzeczy, które trzeba młodzieży „wbić” do głów i niestety odbywa się to kosztem starych, sprawdzonych materiałów i metod. Obecnie stawia się na nauczanie liniowe, kosztem dogłębnego. Nauczyciele nie mają czasu na spełnianie swojej misji edukacyjnej, bo „trzeba zdążyć z programem”. Skutkiem tego młodzież ma głowę pełną informacji, a zarazem nie wie nic, czyli wtórny analfabetyzm się szerzy, jak to Pan powiedział.Sądzę, że obecnie wygląda to tak – jakie nauczyciele dostają narzędzia do pracy, takimi operują, i tak są traktowani przez młodzież – do nauczania, bo na misję tu już nie ma miejsca i czasu. A szkoda.

    Polubione przez 1 osoba

    • ~Eve pisze:

      Pozwolę sobie wtrącić się do spraw lektur, które moja przedmówczyni słusznie poruszyła. Jak my Polacy mamy znać zatem dzieła polskiej literatury jeśli szkoła przestanie od nas tego wymagać. Wątpię czy gdyby nie to, że musiałam znać treść „Chłopów” czy kiedykolwiek przeczytałabym tę książkę.

      Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        ~~EVE, Bardzo dziękuję za mądre słowa i zgodną z moją ocenę sytuacji w szkole polskiej. Pocieszam się, że nie jest tak źle jak opisałem skoro są uczniowie tacy jak Ty. Szkoda tylko, że jedynie mniejszość młodych ma ochotę czytać podobne do moich teksty, a jeszcze mniejsza je komentować. Po raz kolejny potwierdza się myśl : „Jak uczeń chce się nauczyć to nauczyciela sam znajdzie”

        Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Koina 7; Bardzo dziękuję za merytoryczny i zaangażowany komentarz. Cieszę się z tego,że Pani podziela moje poglądy. Gdy razem będziemy krzyczeć to może ktoś nas usłyszy i coś się odmieni? Pozdrawiam serdecznie.

      Polubienie

  3. ~Agnieszka Ceglarska-Pietrek. pisze:

    Moim zdaniem potrzebujemy i to bardzo nauczycieli .To nauczyciel swoja osobą i wiedzą przekazuje uczniom wiedze.Dzisiejsza młodziesz to jednostki osób dla ktorych nauczciel to osoba godna naśladowania.Przyznam szczeże że czasami przechodząc obok przystanku i jak się slyszy jak młodziesz rozmawia na temat nauczyieli to przyznam wstyd,brak żanego szacunku nie mówiac o kulturze.Moja przedmówczyni napomniała o Miister Edukacji Hall to co ona wymyśla i chce wprowadzać to jest poprostu chore .Nie zdaje sobie chyba sprawy z tego co robi ,jej pomysł zeby dzieci w wieku 6 lat poszły do szkoły to jest moim zdaniem niedo pomyślenia . Minister chce chyba tym swoim pomysłem podzielić dzieci na zdolne i namniej zdolne .Oczywiście jeśi przejdzie ten pomysł to cała odpowiedzialnośc spadnie na nauczycieli .To nauczyciel dędzie musiał najpier zapoznać się z programem żeby muc przekazać wiedzę tym dzieciom . Dlatego nauczyceli musimy szanować od najmłodszych lat a kiedys w przyszłosci będziemy mogli powiedzieć im słowo Dziękuje za wiedzę jaką nam przekazywali.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Agnieszko, dziękuję za wypowiedź. Wiele ludzi krytykuje poczynania minister Hall. Rozpoczeły się obrady Okrągłego Stółu u Prezydenta RP. Może coś wymyślą lepszego? Młodzież spotykana na przystankach gdzieś się wychowuje, mają rodziców, domy. Dlaczego tacy są?Ktoś mądrze powiedział : „Mielibyśmy wspaniałą młodzież, gdyby ich rodzice byli wspaniali”. Coś w tym jest.Takie czasy? Jest też nadzieja,…że: ” Dobrego karczma nie zepsuje, a złego nawet kościół nie naprawi”. Czasem oni tak pozują jedynie. Popisują się jeden przed drugim. Z wiekiem im to przejdzie.Pozdrawiam.

      Polubienie

  4. anna.rybarczyk@onet.eu pisze:

    Oceny sytuacji jak najbardziej trafne.Dla mnie nauczyciele są ludźmi pokazującymi jak iść, żeby się nie zgubić, a w chwili zabłądzenia pomagają się odnaleźć. I chodzi nie tylko o wiedzę. Większość nauczycieli u mnie w szkole pomoże w każdej sytuacji. Czy osobistej czy szkolnej.Uczę się dużo. Nie ukrywam. W ocenach to się co prawda nie zawsze odzwierciedla, ale ja czuję, że umiem. Czuję, że coś wiem, i że nie muszę się z ludźmi ograniczać do rozmowy o pogodzie.”Czy przypadkiem nie chodzi o to, aby nauczyciel jedynie kierował waszym samodzielnym poszukiwaniem odpowiedzi na każde pytanie wskazując jedynie kierunek poszukiwań, metody dochodzenia do celu ?” Moim zdaniem o to chodzi. Wiadomo, nie zawsze się odpowie, ale widzę głównie na dwóch lekcjach, jak nauczycielki wcale nam nie odpowiadają na nasze pytania, tylko ‚nakierowują’ nas na te odpowiedzi. Dla mnie to jest lepsze, bo wtedy wszystko lepiej pamiętam i przede wszystkim lepiej rozumiem.Na moich nauczycieli nie narzekam. Wiem, że nie z każdym przedmiotem sobie radzę, ale tak zawsze będzie, że jeden człowiek będzie sobie lepiej radził z przedmiotami humanistycznymi, a inny ze ścisłymi.A tak na zakończenie: właśnie nauczyłam się nowego słowa „agitacja”. :)Pozdrawiam serdecznieAnia:)

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      aniu: Dziękuję za piękny komentarz. Serce rośnie jak się czyta komentarze uczniów zgodne z naszymi własnymi przekonaniami, czy głoszonymi tu tezami. Jest dobrze w szkole, gdzie tacy jak Ty mają znaczący udział. Cieszę się,że nadal zaglądasz tu i komentujesz. Sukcesów życzę.

      Polubienie

    • kordygarda@onet.eu pisze:

      wróciłam wspomnieniami do lat szkolnych pamięta się nauczuczycieli bardzo dobrych kochających młódzież swoją pracę i takich którzy wprowadzali atmosferę strachu napięcia czytaj respekt……dzięki polonistce kocham teatr w czasach siermiężnych zachęcała nas do uzbierania własną pracą piniążków na wycieczki do opery teatru była to nasza nagroda i ogrommne przeżycie……. pozdrawiam ……też uwielbiam zbieraćgrzybeczki…

      Polubienie

  5. ~Brzoza pisze:

    Nauczyciele sa „znakami drogowymi”, ktore informuja, nauczaja, ale kierunek musimy wybrac sami. Ktos powiedzial, ze od otrzymania nagrody- wazniejsza jest droga, jaka pokonuje sie, aby ta nagrode dostac. Wiemy, jacy nauczyciele powinni byc i jakich nie chcemy. Dlaczego potrzebujemy nauczycieli? Bo oni oprocz wiedzy ksiazkowej przekazuja wiedze o zyciu, o tym jak wypada sie zachowac, a czego nie powinno sie robic nawet w imie przyjazni. Nauczyciel powinien byc jak starszy kolega, przyjaciel nawet.Co do lektur, to czytanie jest bardzo wazne. Dobor odpowiednich ksiazek rozwija nasze spojrzenie na swiat, uczy tolerancji (coz, nawet Mickiewicz swietym nie byl !), zacheca do poszukiwan, podrozy, poznawania innych kultur i tradycji. Aby wyrobic sobie zdanie o ksiazce nie mozna tylko przeczytac opracowania. Trzeba samemu „wejsc” w lekture, poznac gre slow, jaka stosuje autor. A potem to juz trudno wybrnac z nalogu czytania. I to jest chyba najpiekniejszy nalog, ktory bedzie nam rozgrzeszony. Co do osob,ktore maja wplyw na polskie szkolnictwo- mozna byloby dac im rade. Powinni sami pracowac przez rok w szkole. A wtedy teoria nie rozminelaby sie z praktyka. Bo mlodzi chca poznawac prawde. Bez zbednych ozdobnikow, upiekszen zyciorysow i wyrzucenia tych, ktorzy mysla lub zyja inaczej. Cenzura skonczyla sie dawno. Zycie trwa nadal. Pozdrawiam !

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~~Brzozo; Miło czytać komentarz wspierający moją argumentację i wzbogacający ją, jak i dyskusję. Starałem się – zgodnie z sugestią młodych czytelników, napisać tym razem możliwie krótki post. Pominąłem argumentację zamieszczoną w cytowanej gazetce z której wynikało, że zapamiętujemy tych nauczycieli, którzy w czymś nas wsparli, pomogli dostrzec coś co było wcześniej niewidzialne, czymś zainspirowali, rozbudzili ciekawość itd. Dzięki temu, że opatrzność postawiła ich na naszej drodze przeżyliśmy coś, co traktujemy jak „kamienie milowe naszego życia”. Ja o takich nauczycielach ze swojego życia już pisałem na tym blogu, a o innych może jeszcze napiszę. Również na Naszej – klasie , po odszukaniu mojej klasy z technikum napisałem laurkę z wyrazami uznania dla nauczyciela WF, który organizował nam obozy w górach, i dzięki Jego osobowości było to niezwykle ważne moje doświadczenie i nauka, z której czerpię do dzisiaj. Trochę mnie boli traktowanie nauczycieli przez uczniów jak element wyposażenia szkoły. My staramy się traktować ich podmiotowo a oni traktują nas przedmiotowo. Czy to należy do praw młodości? Czy nie za bardzo postawiliśmy na nauczanie ich asertywności zamiast uczyć ich empatii? A altruizm mógłby się przydać? Jak spotykam na korytarzach szkoły uczniów, których już nie uczę i dlatego mnie nie poznają – to jest mi bardzo gorzko. Dwa lata sympatycznych kontaktów już się nie liczą? Teraz względy i uśmiechy rezerwowane są dla tych, od których aktualnie coś zależy?Wieszam w klasie różne sentencje(pisane ręcznie pięknym pismem mojej żony) i zwracam uwagę uczniów na sens w nich zawarty. Przed wakacjami powiesiłem na widocznym miejscu myśl A. Fredry: „Każdy siebie ma na względzie, a drugiego za narzędzie”. Kilka razy przy walce uczniów o oceny na koniec roku wskazywałem na tę myśl kierując dodatkowe pytanie : – czy nie o to przypadkiem chodzi ? Bywały uśmieszki ale bywały i objawy szczerego oburzenia. Myśl ta powitała uczniów klas pierwszych i postarałem się aby dobrze ja zapamiętali. Może to coś zmieni? Kto wie?Moje korespondenki – uczennice dowodzą, że jest nadzieja na odmianę, i to często nie w tych, którzy dzisiaj skupiają na sobie uwagę nauczyciela i całej klasy. Nie wiem kto mi potrzęsie grabę po latach. Mam nadzieję, że będą tacy i dzięki nim zapomnę o tych już zepsutych materializmem, egoizmem i innymi ” izmami”. Przynudzam? – pewnie to wpływ późnej pory. Pozdrawiam.

      Polubienie

      • ~Brzoza pisze:

        Jedna z moich nauczycielek byla okropna. Nie dosc, ze „brzydko mowila” a mowa polska byla jej przedmiotem, ktory nam wykladala ( co chwile podkreslajac, ze wiedze nabyla na UJ, a my marni jestesmy i „nie widzi nikogo z naszej klasy na studiach”. Coz, nie sprawdzily sie przypuszczenia pani Cz., bo na 26 osob, 24 zostalo studentami roznych uczelni.) Pani ta siala postrach przez wiele lat swojej pracy. Dzieki niej poszlam na ten sam kierunek studiow, aby w przyszlosci NIE BYC takim nauczycielem jak ona. Druga, do ktorej jezdze z kwaiatami- to aniol. Nie dosc, ze dobra, mila i cale zycie poswiecila szkole ( nie zalozyla wlasnej rodziny i mowila o nas „moje dzieci”) to jeszcze wyrozumiala dla naszych slabosci. Jako pierwsza powiedziala, ze „ocena sie nie liczy”, wazne jest to, ze ktos sie przyznal ,jak podlozyl na tescie „gotowca” ( i nie dostal dwojki!). Uf, to byly lekcje prawdziwego zycia! I o takiej nauczycielce pamieta sie do smierci. A teraz szukam ja, bo nikt w szkole nie wie gdzie mieszka. „Gdzies u rodziny”. Tyle. Co do tego czy nas poznaja uczniowie po latach , to jest bardzo roznie. Jedni juz po godzine -po zmianie nauczyciela- nas nie znaja. Nie boli mnie serce. Jest to przyklad tego, czego nie wyksztalcili w nich rodzice- kultury. Jednak Pan sam pewnie wie, podrozujac po USA, ze tam malo ktory mlody czlowiek mowi nauczycielowi „dzien dobry”. Ba, nie mowia nawet dzieci, ktore odwiedzaja domy swoich szkolnych kolegow i kolezanek ( i to dotyczy dzieci amerykanskich – taki „pelny luzik”, ale i polskich!) .One zwyczajnie wchodza i pytaja o tego, do ktorego przyszli. Zadnych pozdrowien! W Polsce jest troche inaczej. Mile bylo, gdy moja ubiegloroczna maturalna klasa zasiadla w lawkach „pierwszakow”, bo chcieli nas odwiedzic i zrobic przy tej okazji mila niespodzianke. Pomimo tego, ze narzekali wczesniej na szkole, nadmiar nauki itd. Przyszli, zrobilismy pare zdjec, obiecali jeszcze kiedys zagladnac do „starej budy”. A jednak nie jest tak zle. Coz, nalezy wierzyc, ze bedzie tylko lepiej. Pozdrawiam raz jeszcze i czekam na kolejne Pana posty.

        Polubienie

  6. ~uczennica2b pisze:

    Nauczyciel a przede wszystkim DOBRY nauczyciel może wnieść dużo w życie ucznia.Popieram stanowisko nauczyciela wymagającego ,bo wtedy wiem ,że muszę się nauczyć.Dobrze wspominam tych dzięki którym mogę dziś „Błysnąć”na lekcjach.Na pewno też nauczyciel nie powinien stosować terroru na lekcjach jak niektórzy to robią.Dobry profesor powinien zachęcić ucznia do nauki:Drogi nauczycielu ucz ciekawie ,dobrze i z klasą.Niech Cię zapmiętam na długo miło wspominając profesorskie nazwisko;-)

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Uczennica 2 b – Bardzo dziękuję za komentarz. Rozumiem,że się rozumiemy doskonale. Uczeń stawia wymagania szkole i nauczycielom, a oni widząc to oczekiwanie i aktywną postawę ucznia dwoją się i troją aby sprostać oczekiwaniom, i zasłużyć na dobre słowo. Szczególnie po latach. Bo to dopiero po latach można ocenić czyjś wkład w naszą wszechstronną edukację.Pozdrawiam i życzę sukcesów.

      Polubienie

  7. ~meandrowy.blog.onet.pl pisze:

    Dobry nauczyciel wykłada, świetny naucza, genialny inspiruje… Niestety w przewadze są Ci pierwsi. Zresztą dobrymi nazwani przeze mnie tylko z grzeczności. A skoro im tak w szkole źle, to po co się do szkoły pchali?

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Meandrowy – Bardzo dobry ten wstęp do komentarza. Zapisałem sobie aby wykorzystywać w pracy.Czuje się troszeczkę goryczy w tonie wypowiedzi.Czyżby tak trudno było spotkać tych z trzeciej kategorii? Może łatwiej zainspirować kogoś niż wyedukować – chociaż to dzisiaj już bardzo złożone zadanie. Tylu jest nauczycieli wokół nas – z mediami włącznie, że czasem trudno określić komu co zawdzięczamy. Łatwiej powiedzieć – gdzieś czytałem, słyszałem, ktoś mi to mówił niż powiedzieć: – mój świetny nauczyciel od….powiedział ….Ja też gdzieś przeczytałem, że: „odczuwać wdzięczność i nie wyrazić jej, to tak jakby zapakować prezent i nie wręczyć go”. Pomyślmy o tym. Wielu nauczycieli czeka na taką chwilę całe lata i może się nie doczekać. Pozdrawiam

      Polubienie

  8. ~Anna pisze:

    bo teraz tajk jest ze chcodzi sie do szkoly tylko po to zeby jaz sknczyc… nie po to zeby sie czegos nauczyc tylko zeby miec papier ze sie gdzies chodzilo cos skonczylo… teraz ludzie wola jak im wszystko latwo i przyjemnie przychodzi… <pierwszaostatniamilosc.blog..onet.pl

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Brzozo – Dziękuję za gratulacje. Dla mnie początkującego to jest faktycznie pewnego rodzaju wyróżnienie. Cieszę się. Oddźwięku wielkiego nie ma. Widać temat nie bardzo nośny, a wypowiedź moja trafia w sedno, więc po co komentować. Mało kto chce wypowiadać się na tak. Więcej ludzi jest chętnych do wyrażania świętego oburzenia. Tak było w poprzednim polecanym przez Onet poście.Dziękuję za komentarze do zdjęć. Pozdrawiam

      Polubienie

      • ~Brzoza pisze:

        Zagladam tutaj i rzeczywiscie nie chca komentowac. Ale prosze mi wierzyc, ze cichutko czytaja i na pewno rozmawiaja na korytarzach szkolnych i w pokojach nauczycielskich. Nie kazdy lubi pisac ( tak jak ja!), nie kazdy jest fanem internetu ( tak jak ja!) no i jezeli tutaj zaglada to milczy ( a ja nie! ). Tak wiec jak mowia mlodzi -gniewni -„szacun dla autora” czyli Pana. „Robmy swoje …” ( skad ten Mlynarski!) no i prosze pisac nadal. Onet polecil , to znaczy ze jest to ciekawe i nie takie tuzinkowe. Los tak zdzialal, ze pewni ludzie staja na naszej drodze i naprawde sa po cos. Nasze pisanie tez jakos sie spotkalo. A mnie dzisiaj smutno- zmarl William Whorton. Przeczytalam wszystko co napisal, przeczytalam wszystko to, co napisali o NIm. No i na polce mam wszystkie Jego ksiazki ( z moja ulubiona „Niezawinione smierci”. Ja tez bylam na drodze, ktora owiewaly dymy z plonacych kalifornijskich lasow. Tylko, ze mnie zatrzymala policja, a corka Whartona pojechala z rodzina dalej- wprost do Nieba. Smutne …)Udzielil mi sie nastroj listopadowego Swieta Wielkiej Tesknoty i Dwudniowego Spotkania ( szkoda, ze wiekszosc ludzi tylko przez te dwa dni odwiedza cmentarze.) A teraz niech bedzie juz troche inaczej- Henryk Brooks Adams- „Nauczyciel ma wplyw na wiecznosc.Nie jest bowiem w stanie okreslic, gdzie konczy sie jego oddzialywanie”.

        Polubienie

      • ~Brzoza pisze:

        Musze cos dodac, bo byc moze czytaja te komentarze uczniowie, ktorzy nigdy jeszcze nie zetkneli sie z Whartonem. W „Niezawinionych smierciach” dym pochodzil z wypalanych traw. Wiatr zaniosl dym na autostrade i wtedy doszlo do wielkiego wypadku. Przez wiele lat Wharton walczyl o zakaz wypalania suchych traw. Teoretycznie teraz juz nie wolno,. Coz, czlowiek nadal czasami dziala wbrew prawu. To tyle.

        Polubienie

  9. ~Dorinka pisze:

    Nom i to ponownie ja. Powiem to tak: niewielu jest nauczycieli, którzy zasłużyli na autorytet. Właściwie w swoim życiu spotkałam ich niewiele. Eh no ale prawda, że lepiej się znacznie uczy. Wielu nauczycieli tak jakby zapomina o tym, że jeśli wykażą godną postawę, wzbudzą szacunek do siebie i przedmiotu, to my zaczniemy inaczej ich traktować oraz przedmiot. Do nas trudno dotrzeć, ale w końcu się udaje, a wtedy wszyscy słuchają. No, ale wiadomo nie mówmy że uczniowie są święci. Szkoda trochę, że nauczycieli z powołania jest bardzo mało, bo w pewnym sensie ich postawa wpływa na naszą. Kiedyś mieliśmy taką panią od historii, którą każdy niemal szanował. Dlaczego? Głównie dlatego, że była niesamowicie pochłonięta przedmiotem i potrafiła na wszystko odpowiedzieć. Bardzo miło ją wspominam. Dzisiejsza historyca nie zna odpowiedzi na banalne pytania, na które od nas wymaga się odpowiedzi:/. Co do edukacji polskiej. Jest tak jak Pan napisał i trudno to będzie zmienić. Uczniów się przepuszcza, aby się ich pozbyć, bo problem, mało nauczycieli tak nie robi. Dyplomy się kupuje, najgorsze chyba jest to kiedy ma się taki zapracowany dyplom a ktoś obok ma ten sam, absolutnie nie zapracowany. To chyba piorun jasny strzela człowieka. Miło ze są tacy ludzie jak pan, tacy nauczyciele, szkoda, że takich mało.Pozdrawiam:)

    Polubienie

  10. ~kropla pisze:

    nie jestem odosobniona w opinii, ze uczy sie obecnie coraz trudniej. Wciaż słyszy sie, ze dzieci są teraz cporaz mądrzejsze, bo zewsząd mogą czerpać informacje, ale ta ich madrość nie przekłada się na umiejętnosć uczenia sie. chyba obecne wychowanie sprawia, ze nie czują sie za siebie odpowiedzialni. Rodzice często są pełni pretensji i przekonań, ze wszystko wiedza najlepiej i wpajają swopim pociechom informacje, że wszystko im się należy.wiem, ze nie jest to odpowiedx na tytułowe pytanie, ale tak mi się to nasunęło. http://kropla428.blog.onet.pl

    Polubienie

  11. ~uczenica 0088 LO pisze:

    W wychowaniu chodzi właśnie o to azeby człowiek stawał się coraz bardziej człowiekiem..- o to azeby bardziej byc a nie tylko więcej miał.. aby więc poprzez wszystko co posiada umiał bardziej i pełniej być człowiekiem……to znaczy azeby umiał bardziej być nie tylko z drugim ale dla drugich………….. …JPII….

    Polubienie

    • Tatul pisze:

      Uczennica, To słynne powiedzenie adresujesz zapewne do nauczycieli, a nie na przykład do rodziców. To głównie rodzic wychowuje, pokazuje na swoim wzorcu jak postępować, jak być dla drugich a nie tylko z drugimi. Nauczyciel jest bardzo ograniczony w oddziaływaniu na zmianę postawy ucznia nauczonego w domu, aby przede wszystkim „mieć”. Jak się mówi takiemu o korzyściach z „być”, to mówi „śmierć frajerom”.Czerpiąc z JP II sugerowałbym raczej wzięcie pod uwagę jego równie słynnego apelu skierowanego do młodzieży: „Wymagajcie od siebie nawet wtedy, gdy inni od was tego nie wymagają”. A przy takiej postawie przydałby się nauczyciel – przewodnik.

      Polubienie

  12. ~Monia Maciejska pisze:

    Współczesny uczeń jest w pełni świadom swoich praw i obowiązków. Jeśli chodzi o licealistów, to każdy wie, czego chce. Ma jasno określone cele i zarysowaną przyszłość. Z perspektywy swojej kilkunastoletniej nauki mogę powiedzieć, że uczniowie są bardzo pewni siebie. Mają ambicje, zainteresowania i chcą się uczyć.(oczywiscie nie wszyscy) Komentując wypowiedzi powyzszych osób, jakie udalo mi sie przeczytac mogę tylko stwierdzić, że są różne, jak różni są uczniowie i nauczyciele. Generalnie uczniowie patrzą na nauczyciela bardzo jednostronnie. Widzą go podczas lekcji, a nie wtedy, gdy zajmuje się pracą poza nią. Nie mają też świadomości, jak bardzo nauczyciel obarczony jest realizacją różnych programów, jak mało ma czasu na zrealizowanie tego co jest najważniejsze, czyli wychowanie. Pojawiają się tu u Pana wypowiedzi, by nauczyciel był bardziej doradcą, przyjacielem. Tak na dobrą sprawę niekiedy nauczyciele nie maja na to czasu. Od tego jest psycholog. Nauczyciel rozliczany jest z wykonania programu, a przez uczniów podczas matury. Wtedy dopiero uczniowie doceniają tych srogich, wymagających, nauczycieli. Już jako studenci przychodzimy i tym srogim właśnie dziękujemy. Najlepiej by było, gdyby można było połączyć nauczanie z wychowaniem. System jednak skonstruowany jest inaczej i nie daje czasu, by podczas lekcji, podjąć dyskusję nie związaną z tematem.Nauczyciel ma obowiązek przygotować ucznia do matury tak, by zdał ją najlepiej. Jeśli chodzi o wychowawcze oczekiwania uczniów, to system zawiera różne programy, które pozwalają uczniowi spotkać się z nauczycielem poza lekcjami. Na przykład w różnego typu kółkach zainteresowań. Od bardziej osobistych spraw i problemów jest w każdej szkole psycholog i pedagog. I coz poradzic niewielu jest nauczycieli którzy potrafia nietylko nauczyc oczywiscie we wspolpracy z uczniem,ale równiez porozmawiac noranlnie na luzie jak to sie w dzisiejszych czasach mówi…A po co nam nauczyciel??hmmmm…dla kazdego jest kims innym …Ja ze swoich doswiadczen wiem ze dla mnie byl zawsze autorytetem wzorem osoba ktora nie dyktowala wszystko na tip top ale drogowskazaem który nie zaprowadzail ale pokierowal lub naprowadzil na dobra droge ….to osoba która nie musi ale chce ucznia nauczyc i pomóc mu w lepszym starcie na przyszlosc…To ze nauczyciele niektórzy sa oschli i niedostepni to czasami nie ich wina gonia z programem bo musza realizuja to co musza bo tak trzeba z tego sa rozliczani przez dyrekcje …..Ale tak naprawde to od ucznia zalezy jakie zdola wywaiazac relacje miedzy soba a nauczycielem i jakie bede tego efekty…..

    Polubienie

    • Tatul pisze:

      ~Monia, zadziwiasz głębią spojrzenia na odwieczny problem relacji uczeń – mistrz. Bardzo dziękuję. Czy przypadkiem nie będziesz nauczycielem po skończeniu studiów? Jest dużo miejsca dla tak myślących jak Ty.Pozdrawiam.

      Polubienie

  13. Reblogged this on Tatulowe opowieści i skomentował(a):

    Usłyszałem wczoraj w TVN 24 informację na temat skuteczności nauczania On line w łódzkich szkołach. Niepokojące informacje znalazły potwierdzenie w ankiecie przeprowadzonej wśród uczniów. Przyznali, że 65 procent spośród nich ściąga na różne sposoby lub korzysta z pomocy innych osób. Na pytanie wyrażające niepokój o przyszłość Polski przy takim nauczaniu dyrektor szkoły odpowiedział ze spokojem: Nie ma innego sposobu dotarcia do świadomości uczniów jak przekonanie ich o ich własnej odpowiedzialności za efekty kształcenia . Żadne zaklinania i krzyki nic tu nie pomogą, gdyż młodzież je odrzuci…
    Rodzi się pytanie o to czy szkoła może dokonać tego wyczynu?
    A może to rodzina powinna to uświadomić swoim młodocianym członkom?
    Stawiałem te pytania, gdy pracowałem w szkole już 12 lat temu. odpowiedzi są pod tekstem. Może warto wznowić tę rozmowę?
    Zapraszam

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.