Aby zostać kierowcą trzeba zdobyć prawo jazdy, aby zostać ojcem wystarczy chwila nieuwagi…

    Wracam do treści poprzedniego opowiadanka o pobycie w Krakowie. Napisałem tam o naukach, jakie przy tej okazji otrzymałem od życia i zapowiedziałem kontynuację. Oto i ona. Wróciliśmy do domu naszej Ani, Piotrusia oraz miesięcznej już Marysi pełni wrażeń z długiego dnia pobytu w kościele, w lokalu na Jałowcowej Górze i wreszcie w uroczym domku Beaty i Bogusia – dziadków Piotrusia, bohatera uroczystości. Ponieważ w mieszkaniu, gdzie jest małe dziecko i gdzie nie ma zbyt wiele wolnej przestrzeni, żyje się w rytmie wyznaczanym przez malucha, wcześniej niż zwykle położyliśmy się spać. Marysia jest wyjątkowo spokojnym dzieckiem, więc jedynie odgłosy dochodzące z sąsiedniego pokoju wskazywały na fakt dokonującego się karmienia, przewijania i dalej panowała cisza. Niedzielny ranek dla wielu ludzi jest okazją do odespania braków z całego tygodnia, czy choćby ostatniej nocy. Ja budzący się wg. biologicznego zegara o zwykłej, jak dla pracującego porze, miałem potrzebę zajęcia się czymś, aby nie przeszkadzać domownikom i nie burzyć ich rytmu życia. Podszedłem do regału z książkami. Przeglądając tytuły książek odnotowałem wiele interesujących pozycji, ale jakoś nie były one na ten czas, na nierozbudzoną jeszcze do końca poranną porę. Zatrzymałem się przy pozycji: Jak budować udaną rodzinę Barbary i Wiesława Lipców. Cieniutka, w sam raz na te 2-3 godziny, jakimi dysponowałem. Zajrzałem do środka. Wydane przez Centrum Formacji Odnowy w Duchu Świętym „Wieczernik”. Pierwsza myśl – odłożę, też nie na tę porę. Zajrzałem jednak do wstępu.

Zgrabnie zarysowane tło i potrzeba nauki świadomego i odpowiedzialnego budowania rodzin, a w nim zdanie: Nie możemy traktować małżeństwa i rodziny jako dodatku do udanego, pełnego sukcesów życia zawodowego, spodziewając się, że wszystko samo się ułoży i bez większego starania uda się dobrze wychować dzieci. Wszyscy poświęcamy wiele czasu i energii, by podnieść swoje kwalifikacje zawodowe i stać się profesjonalistą w jakiejś dziedzinie. Dlaczego jednak tak mało wysiłku wkładamy w to, co jest najważniejsze, a więc budowanie trwałych i głębokich więzi rodzinnych, naiwnie wierząc, że jakoś to będzie.

Te zdania sprawiły, że pozostałem przy tej lekturze. Tym bardziej, że w spisie treści obok tytułowego pytania zapowiadano zamieszczenie odpowiedzi na inne nurtujące mnie pytania. Dla przykładu: O roli ojca w rodzinie, jak kochać, karcić i wychowywać. Ciekawe wydały mi się również rozdziały: Dwaj przyjaciele – ojciec i syn oraz Niezwykła więź – ojciec i córka.

Zagadnieniom, które omawia cytowana książka poświęcam bardzo dużo uwagi. Jestem synem swoich rodziców i relacje z nimi już zarysowałem w pierwszych postach tego bloga. Po ślubie zamieszkałem u rodziców mojej żony, gdzie miałem okazję poznać relacje wytworzone pomiędzy rodzicami żony, a nią i pozostałym rodzeństwem. Sam jestem ojcem dwóch bardzo różniących się co do natury, samodzielnych już córek. Jestem poza tym nauczycielem i wychowawcą poświęcającym tym zagadnieniom szczególnie dużo miejsca. W każdej z ról, o jakich tu piszę, dużo przeżyłem i mam dużo do opowiadania. Najwięcej pytań stawiam jednak samemu sobie. Czy byłem dobrym synem? Jednakowo dobrym dla Ojca jak i Mamy ? Z samego faktu, że oboje z siostrą zapewniliśmy im godną opiekę aż po kres ich życia, ba – po kres naszego życia – ma wynikać ta ocena ? Czy byłem dobrym zięciem? Niby, jak to powszechnie się mówi: – zięć (teść) to nie rodzina, ale gdy mieszka się razem, przez kilkadziesiąt lat i spełnia się identyczną rolę, jak wobec własnych rodziców – to jest się za angielskim słownikiem: son-in-law?- czyli synem w prawach w dosłownym tłumaczeniu na  nasze? Czy byłem i jestem nadal dobrym ojcem? Tu chyba należałoby podzielić poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie, na dwa okresy. Podsumować okres miniony – to już szmat czasu, bo to dzieciństwo, okres dojrzewania i dorosłość, które należałoby rozważać według znaczenia ojca w życiu dziecka w tych okresach. Wnioski płynące z tej oceny wypadałoby zastosować w życiu – jeśli to jest jeszcze możliwe. Wszystko po to, aby wyeliminować popełnione błędy, za winy przeprosić i starać się zasłużyć na miano dobrego ojca w przyszłości. Czy wreszcie jako nauczyciel i wychowawca dobrze spełniłem swoją rolę, polegającą na uzupełnieniu być może roli ojca w życiu każdego z tych młodych ludzi, których Opatrzność wprowadziła w strefę moich oddziaływań?

Wielokrotnie wskazywałem młodym ludziom na paradoks tu występujący. Tak, jak w tytule, retorycznie pytałem: – Dlaczego tak jest, że aby zostać kierowcą trzeba odbyć długie szkolenie teoretyczne, odbyć naukę jazdy i wreszcie zdać egzamin – często wielokrotnie do niego podchodząc – podczas gdy, aby zostać ojcem wystarczy chwila nieuwagi? Przecież tu też chodzi o życie w sensie dosłownym, jak i o jakość życia ofiar tej lekkomyślności.

Czytałem te książeczki – wydanie ma dwie części i szukałem, jak zawsze zresztą, odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Nasuwały mi się przy tym wspomnienia z lektury  książki List do ojca, będącą relacją z prowadzonej przez Gazetę Wyborczą akcji medialnej Powrót taty, która zresztą trwa nadal. Przeczytałem kiedyś kilka listów pisanych do swoich ojców przez dorosłe, a nawet podstarzałe już dzieci. Listy będące swoistym rozrachunkiem ze swoim ojcem, porównaniem takiego taty, jakim go postrzegały dzieci, w konfrontacji z wymarzonym ideałem. Były poruszające. Nie można nad nimi przejść do porządku bez postawienia i sobie pytań, jakie ja tu sformułowałem. Wszak jesteśmy tacy, jakimi widzą nas inni. Nasze własne zdanie o sobie należy zatem ukryć głęboko.

Gdy przy śniadaniu zapytałem córkę: – Czy mogę wypożyczyć te książki, aby spokojnie i do końca je przeczytać? Oprócz zgody dostałem spóźniony prezent kupiony na moje lipcowe imieniny. Zgadniecie co to było? To było wydane przez Gazetę Wyborczą opracowanie książkowe Listu do ojca. Te same listy, które zrobiły na mnie tak duże wrażenie. Na imieniny wręczyli mi MP3, a książka czekała na tę okazję. Czytam ją na raty. Jest to lektura, której nie da się czytać do zaczytania. Po każdym liście, czy to dobrym, czy gniewnym można przerwać i podumać… i porównać czyjeś słowa z własnymi obrachunkami. Każdy przecież je ma i mimo, że nie pisze listów do ojca, to jednak prowadzi z NIM wewnętrzny dialog. To finał podróży, z której opowiadanko nazwałem tytułem: Podróże kształcą. A co Państwo sądzicie o tych sprawach? Czy to są realne, czy wydumane problemy, z którymi każdy musi sobie poradzić sam? Będę wdzięczny za komentarze.

25 uwag do wpisu “Aby zostać kierowcą trzeba zdobyć prawo jazdy, aby zostać ojcem wystarczy chwila nieuwagi…

  1. ~Brzoza pisze:

    Od razu odpowiadam na Pana pytanie. Nie, nie sa to wydumane problemy. Relacje z ojcami sa naprawde bardzo rozne. I nie zalezy tutaj od wieku tatusia, ktoremu ma urodzic sie dziecko. Znam osobiscie 40 letnich tatusiow, ktorzy emocjonalnie nadal chodza w „krotkich spodenkach”. A takze tych, ktorzy ojcami zostali bardzo wczesnie i ich stosunek do zycia, dzieci, rodziny i odpowiedzialnosci jest niesamowicie dojrzaly. Ojcem staje sie mezczyzna nie w dniu, kiedy na tescie ciazowym pojawi sie czerwona kreseczka ( wtedy od razu kobieta staje sie matka). Ojcem staje sie wtedy, kiedy zrozumie, ze nie jest tylko panem swojego zycia, ze musi z czegos zrezygnowac dla dobra dziecka, ze nie moze byc egoista i musi wziac czesc odpowiedzialnosci za rodzine na swoje meskie bary. Pan- Poszukiwacz madra i dobra, a takze wiedzy zadaje sobioe wiele pytan. To juz swiadczy o tym, ze skoro Pan sie zastanawia- jest Pan dobrym czlowiekiem. Z bloga corki jak i tego bardzo przejrzyscie rysuja sie relacje miedzy Wami. Slowa sa wazne. Takze te, ktorymi sie do siebie zwracacie. Mamula, Tatul- to jakies cieplo bijace z Waszych relacji. Wiadomo, ze na blogu o wszystkim sie nie pisze. A jednak wnikliwy obserwator ( czytelnik!) moze wywnioskowac, kiedy Pan sie czyms cieszy, martwi, zastanawia. Nie znam przeciez Pana osobiscie, ale moge stwierdzic z cala stanowczoscia, ze jest Pan dobrym ojcem. Na pewno moja teze potwierdza Panskie corki. Dobry- jak chleb, o ktorym Pan pisal. Taki potrzebny, codzienny, ktory syci tym razem dusze bliskich mu osob. Zrobil Pan kawal dobrej roboty i teraz na ile bedzie to mozliwe – spelni sie Pan w roli dobrego Dziadka. Coz, mozna sobie tylko tak wymarzyc. Niestety moje doswiadczenia osobiste z ojcem nie sa tak radosne, abym mogla sie nimi podzielic. Tak wiec z przyjemnoscia beda czekala na dalsze Pana posty. A’propos waznego Swieta, ktore bedzie juz za dwa dni- zarowno Panu ( wymieniam jako pierwszego, bo do Pana nalezy ten blog) jak i Pana Zonie, corce ( o drugiej nie wiem czy jest nauczycielka) zycze zdrowia i radosci. Spelnienia marzen na miare potrzeb. No i oczywiscie tego, aby Pan tworzyl- w drewnie, na pismie i w szkole ( a ta praca z materialem jakim sa mlodzi ludzie- aby przyniosla Panu jak najwieksza dume i radosc z osiagnietych sukcesow. ).

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Brzozo, Dziękuję za piękny komentarz podbudowny wnioskami z obserwacji naszych rodzinnych relacji i jeszcze piękniejsze życzenia. Swoimi komentarzami współtworzy Pani ten blog, co mu wychodzi na dobre. Szkoda tylko,że nasi czytelnicy nie czują potrzeby komentowania. Mielibyśmy jakiś obraz słuszności głoszonych tu tez lub ( co też możliwe) mijania się z prawdą.Dzień Edukacji Narodowej to jak rozumiem również Pani święto. Proszę więc przyjąć do treści Pani życzeń – od mojej żony również – nasze Polskie – „nawzajem”. Wszystkiego dobrego !

      Polubienie

      • ~Córka pisze:

        Tato, utwierdzam Cię, jesteś świetnym Ojcem. Tatulem. Poszukującym, pytającym – szkoda, że tak mało dane nam jest obcować ze sobą. Natomiast z tezy, ktorą cytujesz: Wszak jesteśmy tacy, jakimi widzą nas inni. Nasze własne zdanie o sobie należy zatem ukryć głęboko… powoli wychodzę. Zaczynam wierzyć, że trzeba żyć dla siebie także, nie tylko dla innych. I to z poczuciem bycia dobrym dla siebie i świadomością własnej pożądności. Trzeba znaleźć dla siebie czas, pokochać siebie, pozwolić sobie na odpoczynek, to batalia o siebie. Bardzo ważna dla zdrowia. Jest taka książeczka Eichelbergera „Zdradzony przez ojca” – bardzo warta przeczytania. Mam ją u siebie.

        Polubienie

      • ~Brzoza pisze:

        Dziekuje pieknie! Musze sie przyznac, ze „pol mojej rodziny” swietuje ten dzien. Tak wiec jestem w szkolnictwie, jego radosciach i problemach zanurzona po uszy. Ja sama czekam na komentarze innych. Byc moze czytaja, ale milcza. A przeciez tematy sa naprawde ciekawe. Tak wiec pozdrawiam i do nastpnego razu. Milo przeczytac, ze „wspoltworze bog”, bo ja to jestem taka Brzoza z doskoku. Ale skoro juz odkrylam to miejsce, to sobie jeszcze tutaj „poszumie”.

        Polubienie

      • ~Brzoza pisze:

        No i ja raz jeszcze. Czasami zgubie jakas litere i od razu chce to poprawic- tak wiec ma byc „nastepnego” i oczywiscie „blog”. To jednak „choroba zawodowa”, ktora trudno ominac. Nie uznaje pisowni „internetowej” i dlatego te komentarze sa takie „papierowe” ( jak tradycyjne listy!). Nastepnym razem postaram sie juz nic nie poprawiac.

        Polubienie

  2. ~sg pisze:

    „Większość nauczycieli traci czas na zadawanie pytań, które mają ujawnić to, czego uczeń nie umie, podczas gdy nauczyciel z prawdziwego zdarzenia stara się za pomocą pytań ujawnić to, co uczeń umie lub czego jest zdolny się nauczyć-Albert Einstein.”Z okazji tak wspaniałego Święta jakim jest Dzień Edukacji,składam autorowi Tego bloga i wszystkim nauczycielem którzy tu zaglądają najlepsze życzenia, przede wszystkim dużo zdrowia i satysfakcji z naszej pięknej, kto powiedział że trudnej pracy?

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~`sg- Serdecznie dziękuję za życzenia i nawzajem, ślę jak najlepsze życzenia dla Pani Dyrektor.Tak trudna to praca. Efektów trzeba oczekiwać długo, a słów wdzięczności jeszcze dłużej. Tak po prostu już jest.Rewanżuję się mottem Alexandra POPE:”Człowieka tak uczyć trzeba, jakbyś go uczyć nie miał, a rzeczy nowe tak mu podawać, jakby je tylko zapomniał”” . Starajmy się tak postępować a będzie milej uczyć się i pracować z uczniami. Serdecznie pozdrawiam.

      Polubienie

  3. ~antylka pisze:

    Witam i ja.Noc sie otwarla, na poczatku wylonilo sie z niej wielkie zmeczenie, potem ukazala sina chmura-niemoznosc takiego odnalezienia sluchawki telefonu zeby nie budzi wspomnianej Malusienki,nieotwieralnosc outlooka, nie reagowanie gg na chec wyslania sms…W zapchaniu tej nocy wszelkimi utrudnieniami kontaktu zoastala malutka szczelina. I w nia i ja chce umiescic bardzo serdeczne zyczenia dla Moich Rodzicow, nauczycieli!Odkad Was pamietam, no niemal, Tatku,byliscie nauczycielami.Odkad pamietam dzien 14 pazdziernika byl dniem szczegolnym w naszym domu- pelnym kwiatow i czasem czekoladek.Jestem pewna ze nie wszystkie byly swiadomie dane, z glebi serca ale pewna jestem ze na wszystkie zasluzyliscie!:) Niech sie ukwiecaja i ozywaja Wasze serca we wspomnieniach Waszych i Waszych uczniow!Wszelkich!Caluje na noc, zamknac ja dla nas juz pora bo….:)

    Polubienie

    • ~sg pisze:

      Wdzięczność należy do kategorii uczuć wyższych a te nie każdemu są ponoć dane. Ale skoro dedykujemy sobie dziś powiedzenia mądrych ludzi to mnie przekonuje cytat „Kto chce znaleźć w życiu szczęście, powinien związać się z jakimś celem, a nie z ludźmi czy rzeczami.Albert Einstein :).

      Polubienie

      • Tatul pisze:

        ~~sg – Święta racja Stasieńko. Zawsze tak robiłem nie wiedząc nawet co powiedział w tym temacie A.E.Może Cię zainteresuję co powiedział o szczęściu niejaki A.GÓRSKI? Otóż powiedział on co następuje:”Szczęśliwy jest ten, kto swego szczęścia nie zawdzięcza szczęściu”. Przyznasz,że to mądra myśl ?Jest bardzo dużo takich powiedzeń. My mamy swoje sposoby, prawda? Szczęście to nie cel a droga do niego.Ja stworzyłem kiedyś taką rymowankę.Wśród przepisów na życie, recepta do wzięcia.Szczęście – to brak nieszczęścia”.Spotkałem się z krytyką takiego podejścia do odwieczneego problemu, ale nie zarzuciłem tej zasady.Pozdrawiam .

        Polubienie

    • Tatul pisze:

      ~~antylko, Bardzo dziękuję za pamięć i za życzenia. Tak się jakoś w życiu zdarza,że w czasie gdy Ty pisałaś życząc ,Małgosia zatelefonowała w tym samym celu. Można lepiej to obmyśleć?Bardzo dziękuję. Jutro z nową energią ruszam, na 7-mą, do swoich uczniów .Na skrzydłach.Pozdrawiam .

      Polubienie

  4. ~Eve pisze:

    Ojcostwo to na pewno ciężka sprawa, nigdy nie będę ojcem, będę mam nadzieje kiedyś matką. To pewnie też trudne zadanie.Po przeczytaniu Pańskich przemyśleń przypomniał mi się artykuł, który kiedyś znalazłam w ogromnej przestrzeni internetowej. Pewna pani profesor, nazwiska już nie pamiętam, pisała o ocenianiu innych ludzi, zwracała uwagę na to, aby przy ocenianiu kogoś umieć ocenić wpierw samego siebie. Mogłabym wiele napisać o moim ojcu, bardzo różnych rzeczy, mogłabym wypominać każde niesnaski, każde powodzenia, wszystko co pamiętam. Ale musiałabym też zastanowić się, czy niektóre z negatywnych spraw nie były spowodowane w jakiś sposób przeze mnie. Najpierw musiałabym spojrzeć na swoje życie i to jaka jestem żeby móc ocenić postępowanie taty. A jak wiemy im bardziej ojciec kocha tym bardziej wymaga i karci.Pozdrawiam.

    Polubienie

  5. ~Eve pisze:

    Ojcostwo to na pewno ciężka sprawa, nigdy nie będę ojcem, będę mam nadzieje kiedyś matką. To pewnie też trudne zadanie.Po przeczytaniu Pańskich przemyśleń przypomniał mi się artykuł, który kiedyś znalazłam w ogromnej przestrzeni internetowej. Pewna pani profesor, nazwiska już nie pamiętam, pisała o ocenianiu innych ludzi, zwracała uwagę na to, aby przy ocenianiu kogoś umieć ocenić wpierw samego siebie. Mogłabym wiele napisać o moim ojcu, bardzo różnych rzeczy, mogłabym wypominać każde niesnaski, każde powodzenia, wszystko co pamiętam. Ale musiałabym też zastanowić się, czy niektóre z negatywnych spraw nie były spowodowane w jakiś sposób przeze mnie. Najpierw musiałabym spojrzeć na swoje życie i to jaka jestem żeby móc ocenić postępowanie taty. A jak wiemy im bardziej ojciec kocha tym bardziej wymaga i karci.Pozdrawiam.

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      EVE, Bardzo dziękuję za merytoryczne odniesienie się do treści posta. Ja myślę podobnie jak Ty – i dałem temu wyraz w swojej opowieści. Słusznie piszesz o odpowiedzialmości za jakość relacji ojciec – dziecko spadającej na obydwie strony. Jutro sprawdź jakie motto eksponuję obecnie w sali nr 15. Dla informacji czytelników podam w formie anegdotki scenkę z kolejnych lekcii w tej sali. Ponieważ motto może sobie wisieć nie zauważone nawet bardzo długo, postanowiłem tym razem pomóć w dotarciu do świadomości uczniów lansowanej aktualnie tzw. Złotej myśli.. Wybieram spośród uczniów osobę śmiała i swobodnie się zachowującą i proponuję jej wskazanie na minie palcem i wypowiedzenie formuły: – To ty jesteś winien! ( na przykład za złe oceny) W trakcie tej scenki proszę o przeczytanie wiszącej naprzeciw , obok tablicy sentencji, która brzmi: „Jeśli wskazujesz na kogoś jednym palcem to zauważ,że trzy pozostałe wskazuja na ciebie”.Ubaw jest przedni. Czytająca śmieje się już od pierwszych słów i zwykle kończy wskazując już cała dłonią.Bo czy nie jest tak,że zbyt pochopnie wskazujemy winnego czyniąc tym komuś krzywdę? Nawet nie dajemy mu szansy obrony.

      Polubienie

      • ~Eve pisze:

        Bo łatwo ocenić jest kogoś innego, wszak tak łatwo wskazać jest na sąsiada, nauczyciela, no bo po co na siebie, skoro można na kogoś innego. Człowiek z natury taki jest, że do błędu jest mu trudno się przyznać. Podam taki prosty, przemawiający przykład: uderzyć kogoś jest łatwo ale siebie już trochę gorzej, bo zaboli.

        Polubienie

      • Tatul pisze:

        EVE, – A rola ojca w życiu córki? Masz jakiś pogląd na znaczenie silnych więzi pomiędzy ojcem i córką dla przyszłego życia dorosłej już córki? U nas w szkole przeważają dziewczyny a wiele z nich, za nic bierze sobie starania o jakość tych relacji. Życie cieknie im przez palce. Byle dziś.Dlaczego tak jest?

        Polubienie

      • ~Eve pisze:

        Sama nie mam rewelacyjnych kontaktów z tatą, być może dlatego, że kiedy ja byłam młodsza dużo czasu spędzałam z mamą, która zajmowała się domem, pamiętam, że tata ciągle był w pracy. Większy kontakt mam z mamą. Tata zawsze jest surowszy od mamy, jest mi bardzo potrzebny, może właśnie dla tej surowości, której nie mam od mamy. Ojciec córce jest potrzebny, bo jest mężczyzną, jest taką obronną ręką, jest silny.Wzruszają mnie sceny kiedy widzę wysokiego mężczyznę, dobrze zbudowanego, wyglądającego na silnego i twardego człowieka a który na rękach lub za rękę trzyma dziecko.

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        Eve – Tak jest jak piszesz. Mężczyźni są spod „Marsa”, kobiety zaś spod ” Wenus”. Jeśli mężczyzna patrzy trzeźwymi oczyma to kobieta patrzy sercem. Mężczyzna widzi cały las, podczas gdy kobieta rozpoznaje każde drzewo. Można tak długo. Najlepiej gdy oboje są blisko siebie i blisko swoich dzieci. Buskupi polscy wyrazili kiedyś opinię, że najważniejsze co może mężczyzna zrobić dla swoich dzieci to kochać ich matkę. Zgadzasz się?

        Polubienie

  6. anna.rybarczyk@onet.eu pisze:

    Witam :)Na samym początku chcę Panu złożyć najszczersze życzenia z okazji Dnia Edukacji Narodowej. Aby Pańscy uczniowie i szkoły, w których Pan uczy były z Pana dalej tak dumni jak teraz.Przepraszam, że spóźnione, ale w ciągu tygodnia ciężko było dostać się do Internetu.Dziękuję za odpowiedź na mój komentarz. Moim zdaniem ‚przemycanie’ takich złotych myśli na lekcje jest świetnym sposobem i naprawdę potrafi zainteresować ucznia. Jeżeli chodzi o Pańskie wypowiedzi: wcale nie chodziło mi o to, żeby Pan je skracał, bo ja naprawdę lubię czytać, a to co Pan pisze jest naprawdę interesujące. Miałam na myśli tylko i wyłącznie pisanie mniejszą czcionką, bo czyta się wygodniej. 🙂 I widzę w tej notce zmniejszoną. :)Widzę, że ‚dorwał’ Pan ciekawą książkę. Mówi się, że jak być rodzicem nauczyć się nie da. Ale czasami takie książki naprawdę pomagają. Ja, można powiedzieć, że nic o tym nie wiem. Ale jak przeczytam od czasu do czasu taką książkę, to stwierdzam, że niektóre rzeczy są naprawdę interesujące i warto je przenieść do życia codziennego.Bardzo mnie zainteresował rozdział, o którym Pan wspomniał, a mianowicie: „Niezwykła więź – ojciec i córka”. Jak dla mnie jest to coś normalnego. Już jak byłam małą dziewczynką wolałam przebywać z tatą. Wiadomo, mamę też kocham, ale z tatą rozmawiam więcej i uczę się od niego więcej. Jak dla innych dziewczyn rzeczy nietypowe, ale po prostu samochody, elektrownie i inne nietypowe dla dziewczyn sprawy mnie interesują. No cóż, tak już mi zostało. :)Nie wiem do końca czy można to nazwać porównaniem, ale ciekawe jest, jak Pan porównał szkolenie na prawo jazdy do ojcostwa. Ale taka prawda: jeździć samochodem trzeba się uczyć, a ojcostwa nie. A nie raz to jest ważniejsze.Nigdy nie miałam okazji spotkać się z książką „List do ojca”. Ale tak to jest, jak jest miejscowość mała, a czytelników prawie żadnych. Momentalnie znalazłam ją w Internecie. Jeżeli gdzieś uda mi się takową znaleźć i chociażby pożyczyć, to chętnie przeczytam.No cóż, znowu się rozpisałam…Pozdrawiam serdecznie :)Ania

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Aniu, Bardzo mnie radują Twoje komentarze. Chciałbym mieć tak głęboko myślących uczniów jak Ty. Mam takich , ale to jest tylko część, i to mniejsza. Gratuluję podejścia do tematu. Sygnał i … „trąbka do boju, szabla w dłoń” Dziewczyna już znalazła książkę i już zadecydowała,że ją sprowadzi i przeczyta. Warto. Jeszcze bardziej warto przeczytać tę o budowaniu rodziny. Tam znajdziesz wyjaśnienie roli ojca dla córki w wieku dziecięcym, w wieku dojrzewania i dorosłości. Dowiesz się,że relacie z ojcem będą miały wpływ na Twój wybór partnera życiowego i postrzeganie świata. To jak opisujesz zwoje relacje z Twoim Tatą świadczy o tym, że te teorie są słuszne. Sukcesów!!!

      Polubienie

  7. ~Wioleta. pisze:

    Każdy ma inne relacje z rodzicami a szczególnie z ojcami bo bardziej utrzymują dyscypline chociaż nie zawsze. A nikt się tego nie nauczy bo tego uczy życie.

    Polubienie

    • Tatul pisze:

      ~Wioletto, tego uczy życie. Zgadzam się. Czy aby miałaś na myśli dziewczyny wychowującej się bez ojca? Oboje rodziców są potrzebni do tego, aby dziecko nauczyło się roli ojca i matki, bo te wzorce powieli w swoim życiu. To najstarszy mechanizm kształtowania wartości i stylu życia.Pozdrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.