Jak ci smutno – idź na cmentarz…

   Od młodzieńczych lat ciągnęło mnie do oglądania kościołów i cmentarzy.  Nie umiem tego wytłumaczyć. Byłem i jestem introwertykiem. Czy nastrój tych miejsc mnie urzekał, czy późniejsze zainteresowanie rzeźbą już wtedy się objawiało w ten sposób? Dość powiedzieć, że gdzie tylko byłem, to odwiedzałem również te obiekty. Sporo wspomnień związanych z tą wędrówką opowiadam znajomym i moim uczniom. Czytaj dalej

Dlaczego potrzebujemy nauczycieli?

  Poprzednia moja wypowiedź nie przyniosła oczekiwanej reakcji. Mało komentarzy, a jeśli nawet one były, to były kierowanymi głównie do mnie słowami pociechy. Może to wpływ nadmiaru tej tematyki, gdyż bardzo wiele gazet, rozgłośni, a również i blogów poruszało podobną tematykę narzucającą się samym świętem. Mnie chodziło o wywołanie refleksji na temat roli nauczyciela i społecznej oceny jego starań, która jak wiemy nie jest zbyt wysoka. Czytaj dalej

Festiwal Jednego Dnia – Dzień Nauczyciela

  Jesteśmy już po święcie jakim był Dzień Edukacji Narodowej. Postanowiłem – jak się to w szkole powiada –  zrekapitulować swoje doznania związane z tym świętem.

   Nie spodziewałem się jakiegoś gestu docenienia moich wysiłków nauczycielskich ze strony dyrekcji szkół, w których pracuję. Nie mam szczęścia do nagród. A już w szkole szczególnie mnie to omija. Mam wprawdzie Brązowy i Złoty Krzyż Zasługi, ale pochodzą one jeszcze z pracy w spółdzielczości, kiedy mnie doceniano. Ten typ tak ma, tłumaczyłem sobie i innym. Co innego relacje z młodzieżą. Tu mam sporą satysfakcję, i to bez okazji, jaką jest Dzień Nauczyciela. Mam już ponad 930 przyjaciół w ramach Naszej-Klasy. Z komentarzy pod zdjęciami i z listów pisanych tą drogą, dowiaduję się wielu miłych rzeczy o sobie. Szczególnie od absolwentów – nawet pochodzących z 1984 roku. Często piszą także mamy moich obecnych uczniów. Wiem, dzięki tym sympatycznym komentarzom, że świat wokół mnie się zmienił, a ja trwam ten sam i to z uśmiechem. To jest dla mnie zapłata. Spodziewając się podobnego potraktowania przez młodzież w tym roku postanowiłem posłużyć się pewną manipulacją. Umieściłem w swojej galerii Naszej-Klasy swoje zdjęcia z komentarzem, że na coś czekam. Telefonowałem gdzieś a nikt nie odbierał telefonu, zastanawiałem się czy przyjdą i czy warto czekać. Sporo komentarzy zebrały te zdjęcia. Dzień Nauczyciela to był finał tych podchodów. Zamieściłem w swojej galerii N-K zdjęcia z obydwu szkół w których uczę, z komentarzem, że oto przyszli, że doczekałem się. Na zdjęciach są sceny składania mi życzeń przez uczniów, z przysłowiowym kwiatkiem w tle. Nie udał się podstęp. Nikt, jak dotąd, nie zauważył sensu tego fotoreportażu, z oczekiwania na życzenia i spełnienia się nadziei. Może teraz, po tym opisie, nastąpi spóźniona reakcja?

   Byłem w tych dniach aktywnym uczestnikiem dyskusji na Belfer blogu, gdzie udzielam się już od ponad roku, a mało kto z moich znajomych tam zagląda. Postanowiłem dzisiaj, dla lepszego zobrazowania stanu mojego ducha w tamtym czasie pokazać Państwu mój wpis dokonany w przeddzień święta. Oto on:

Czeslaw 

  • Ja byłem na uroczystościach powiatowych z okazji jutrzejszego święta. Udział parlamentarzystów uświetnił uroczystość, ale niczego nie wniesli oni do naszych oczekiwań. Wręcz przeciwnie. Jeden z posłów, nauczyciel od lat 60. i członek Sejmowej Komisji Oświaty w kilku kadencjach, narzekał na niedokończoną reformę oświaty. On, parlamentarzysta! Życzył nam wiele dobrego, a zakończył z nadzieją w głosie, abyśmy jeździli do Warszawy z wycieczkami, a nie po to aby tam protestować. W kim więc nasze nadzieje? Chyba jedynie w prezydencie. Mimo wszystko życzmy sobie, aby wysłuchane dzisiaj życzenia spełniły się chociaż w części. Jutro (mamy wolne) słuchajmy radia, oglądajmy TV, a i gazetę warto wziąć do ręki, aby ucieszyć oko, ucho i ego tym, co będą mówić o nas i naszej roli. Syćmy swoje narcystyczne natury… bo to będzie festiwal “Jednego Dnia”. Pozdrawiam Nauczycielską Brać. Trzymajmy się! Nie dajmy się!

       Następnego dnia, właśnie 14 października, w Dniu Nauczyciela, zajrzałem rano do Onetu i widzę… Onet polecił w ramach wypowiedzi nauczycieli o sobie, moje opowiadanie sprzed miesiąca, dając swój tytuł: Perypetie nauczyciela zawodu oraz link do mojego bloga: Tatulowe opowieści. Ucieszyło mnie to niczym prezent świąteczny. Jestem, istnieję, mój tekst ktoś uznał za ważny i godny polecenia.  Uradowany wszedłem ponownie do Belfer bloga, aby podzielić się tą nowiną. Tyle mądrych ludzi zabiera tam głos, ja też tam pisałem o problematyce szkolenia zawodowego uczniów, więc miałem nadzieję, że ktoś przeczyta polecany tekst i skomentuje – chociażby w tym zakresie czy dobrze myślę. Oto drugie moje wejście:

  • Czeslaw pisze:    Napisałem wczoraj apel, abyśmy dzisiaj wsłuchiwali się w to, co mówią i piszą o nas i o szkole. Ja od rana siedzę zajęty domowymi sprawami i słucham programu I Polskiego Radia. O 7.15 był wywiad z Panią Minister Hall. Życzyła nam nie tylko satysfakcji w sferze duchowej, ale i materialnej – o co się wespół z premierem starają. Ucieszyłem się. Październik będzie dla nas ważnym miesiącem, bo to i okrągły stół u prezydenta i wniesienie do Sejmu projektu ustawy o zmianie ustawy ”Karta Nauczyciela”. Oj, będzie się działo, pomyślałem nieco zmartwiony. Zajrzałem do Onetu. Są życzenia. Są i wypowiedzi nauczycieli. Przeczytałem kilka. Krzepiące! Zauważyłem również, jako polecaną moją wypowiedź sprzed miesiąca, zamieszczoną na moim blogu Tatulowe opowieści, a dotyczącą szkolnictwa zawodowego. Tytuł: Perypetie nauczyciela zawodu, sygnowaną nickiem Tatul. Polecam i tę lekturę. Proszę również o komentarze do Tornada (kolejny post), jaki tamta opowieść wywołała. Myślę, że to pouczające. W sam raz na dzisiejszy poranek. Pozdrawiam nauczycielsko.

    Zaglądałem do blogów wielokrotnie w ciągu dnia. Nic szczególnego się nie działo. Ot, drgnął nieco licznik wejść, przybyło trzy komantarze i to wszystko. W czwartek mieliśmy uroczystą akademię w szkole. Piękne przemówienia, wręczanie licznych w tym roku nagród, krótki program artystyczny – zwyczajnie, jak w takich razach bywa. Moje przewidywania co do nagród sprawdziły się co do joty. Cieszy mnie fakt pracy w zespole szczególnie wyróżnianym przez organ założycielski szkoły. Poziom jest coraz wyższy i dobrze.

    Mam i ja w tym dniu taką swoją małą satysfakcję. Rankiem w czwartek zajrzałem do Belfer bloga, a tam jego autor umieścił tekst mojej wypowiedzi sprzed roku, w temacie przyznanej nagrody Nauczyciela Roku 2007. Podobała mi się tamta moja wypowiedź jako głos w dyskusji, a jeszcze bardziej odpowiedź na nią, jaką zamieścił Pan Chętkowski. Oto tamte wypowiedzi:

  • Czeslaw pisze:    Drogi Wujku. Czy głosu tej pani nie można potraktowac inaczej jak interesowność. Pan Ją oskarżył. Przyzna Pan, że imponujacy jest ten wykaz osiągnięć. I to jest wyliczanka ex post. To już się odbyło i to nie jeden raz. Myślę, że to nie sprawa awansu motywowała tę panią ani spodziewane nagrody. Ona, podobnie jak pan realizuje się w pracy i poprzez pracę. Chyba nie trzeba dowodów, aby stwierdzić, że ma i Ona swoje satysfakcje z tego, czego dokonują Jej uczniowie. Pławi się pewnie w wyrazach wdzięczności tych szcześliwców, którzy z jej pracy korzystali. Boję się, że Ona nawet we własnej szkole nie jest właściwie doceniana, bo są inni, inaczej zasłużeni. To mi zabrzmiało jak krzyk rozpaczy. Ja wyraziłbym tej Pani wyrazy wdzięczności – jak sie to mówi: – W imieniu służby.
    Panu zresztą też. Problem w subtelnościach ? Autorowi gratuluję trafności użycia takiego właśnie cytatu dla poparcia postawionej tezy. Doceniajmy się!!! Każdy potrzebuje tego jak kania dżdżu!
  • Gospodarz pisze:
    Panie Czesławie,
    gratuluję błyskotliwego komentarza. Jestem pod wrażeniem. Musi Pan sypiać na prawym boku, jak Budda i lew. Dzięki temu osiągnął Pan pełnię zrozumienia i posiadł siłę przekonywania. W mych wyrazach podziwu nie ma ani krzty ironii. Naprawdę wierzę, że niczego tak nam nie potrzeba, szczególnie nauczycielom, jak wzajemnego doceniania się.
    Pozdrawiam
    DCH
    Tak wyglądało moje świętowanie. Festiwal Jednego Dnia, w którym chwalono nas , mówiono o misji i pasji już minął. Wróciliśmy do normalnej pracy. Za rok będzie pewnie taki sam festiwal, ale…chyba już beze mnie. Latka lecą panie Czesiu…
    Trzeba ustąpić młodym nauczycielom….Oj trzeba!  Takie są prawa natury.

Podróże kształcą

Miniony weekend był dla nas rodzinną okazją miłego spędzenia czasu w poszerzonym gronie rodzinnym, w Krakowie. Zostaliśmy zaproszeni na uroczystość chrztu do bliźniaka naszej wnuczki Marysi – Piotrusia. To ten sam Piotruś z bliźniąt dwumamowych, przedstawionych tu przed miesiącem, z racji ich urodzin. Czytaj dalej

Moja praca

Początki mojej kariery zawodowej już znacie. Tym, którzy nie mają cierpliwości aby sięgnąć do archiwum bloga, a w szczególności do postów: „Pierwsza praca”, „Rozmowa kwalifikacyjna i jej następstwa” przypomnę, że w roku 1970 planując założenie rodziny zdecydowałem się na zmianę pracy na taką, która dawała szansę na istotny wzrost zarobków. Decyzja ta niosła jednak istotne konsekwencje. Musiałem podjąć naukę w takim wymiarze i czasie trwania jak dzisiejsze licencjaty. Ponieważ bez pracy nie ma kołaczy, podjąłem to wyzwanie. Realizowało się to w podwarszawskim Miedzeszynie, gdzie wpajano nam teorię; oraz w terenie kilku powiatów woj. kieleckiego, gdzie przy boku mistrza – st. lustratora CRS Stanisława Treli, odbywałem praktyczną naukę zawodu. Poznajecie Państwo ten mechanizm? Czytaj dalej