Czy to było tornado?

Ostatni mój post opisujący incydent jaki zaistniał w mojej szkole nieoczekiwanie sprowadził do mojego spokojnego domku istną burzę. Za sprawą nieznanego mi mechanizmu selekcji postów, jakich tysiące pojawiają się każdego dnia w Onecie, polecono moje przemyślenia blogującym. Temat, jak widać, mocno zbulwersował czytelników, bo w przeciągu jednej doby do moich Tatulowych opowieści trafiło 35000 osób. Głównie młodych – uczniów szkół średnich. Czytelnicy pozostawili ponad sto komentarzy. W mojej skali było to tornado, ponieważ jak dotąd codziennie odwiedzało mnie na stronie od 50 do 100 czytających. Oto przebieg zdarzenia.

Wróciłem we wtorek, po pracy i wizycie u lekarza w Kielcach i  zwyczajowo włączyłem komputer, aby zobaczyć co nowego wydarzyło się przez kilkanaście godzin nieobecności i… już nie odszedłem od niego aż do północy. Czytałem nadchodzące w tempie strzałów karabinu maszynowego, prawie co minuta, komentarze i dech mi zapierało. Miałem – jak nastolatka – wypieki na twarzy. Nie byłem przygotowany na taki obrót sprawy. Nigdy nie miałem najmniejszego zamiaru uczestniczyć w jakichś rankingach popularności ani stosować w sposób celowy jakichś sztuczek dla przyciągnięcia uwagi czytelników – a tu masz babo placek. Byłem oszołomiony. Nawet kolację zjadłem przed komputerem, a nie po ludzku przy stole z równie zaskoczoną żoną, która w pierwszej reakcji doradziła: – a weź i skasuj to wszystko. Po co ci takie emocje? – Czy to dobry pomysł? – zapytałem. Stało się. Zobaczymy jak to się skończy.

Gdzieś tak w okolicach pięćdziesiątego z kolejnych wpisów, pojawiła się, w jednej z pozytywnych opinii o poruszanym problemie informacja o tym, że tekst został polecony przez Onet. Próbowałem znaleźć na stronie Onetu tę informację, ale bez powodzenia. Zdecydowałem się na pierwszy komentarz do ogólnego tonu wypowiedzi, aby naświetlić szerzej mój punkt widzenia i intencje, jakie mną kierowały. Niestety nikt z kolejnych autorów krytyki odnoszącej się do najbardziej kontrowersyjnego sformułowania o rzekomym lenistwie i próżniactwie licealistów, nie raczył przeczytać tych wyjaśnień. Wielu z wypowiadających się chyba nie przeczytało w całości mojego tekstu, a tylko na podstawie dotychczas zamieszczonych wypowiedzi, na zasadzie solidaryzmu grupowego i na hasło: chłopy, biją naszych! przystąpiło do wspólnego ataku.

Przetrwałem do północy. Rankiem, na 7 musiałem jechać do pracy, więc wyłączyłem komputer. Sen nie należał do tych dających wypoczynek. Obudziłem się jeszcze przed dzwonkiem budzika. Sprawdziłem stan licznika, który zwiększył się jeszcze o kolejne 3 tysiace wejść. Przybyło też trochę komantarzy, o podobnym tonie jak te z pierwszego dnia inwazji. Co ciekawe, to właśnie w tym dniu miałem lekcję z tą opisywaną klasą. Opowiedziałem im krótko o pokłosiu tamtego incydentu, o poście na moim blogu i o reakcji na niego ich rówieśników. Próbowałem dokonać konfrontacji z rzeczywistością oskarżeń rzucanych przez wielu obrażonych licealistów, z których wynikało, że uczniowie ZSZ sami sobie zgotowali taki los, bo nie chciało się im uczyć w gimnazjum. Otóż, kochani licealiści: na 24 osoby w tej klasie może dwie udałoby się podciagnąć pod Waszą argumentację. Otwarcie przyznały, że niezbyt przykładały się do nauki w gimnazjum i pozostała im zawodówka. Pozostali to przykłady z mojego opowiadanka. Ciche, spokojne a może nawet zastraszone już dzieci (młodzież), które w ten sposób realizują swoje cele życiowe. Setki uczniów zawodówek było w sferze mojego zainteresowania przez z górą 20 lat mojej pracy w tej szkole. Miałem niewątpliwą przyjemność specjalizować się w wychowywaniu tych trudnych, wielozawodowych klas. Nie były to łatwe obowiązki, ale może dlatego, że radziłem sobie z nimi – dyrektor przydzielała mi zawsze zawodówki. Miałem nawet żal o to i wyrażałem go przy okazji robienia mi zarzutów o słabą frekwencję, ale to jest praca. Polecenia trzeba wykonywać. Wszyscy nauczyciele są jednocześnie wychowawcami wszystkich. Miło teraz otrzymywać dzięki Naszej-Klasie listy, czy komentarze pod zdjęciami typu: najlepszemu z wychowawców… przesyłane z Irlandii czy np. z Włoch.

Właśnie. Ja tylko o tych krytycznych wypowiedziach, często bolesnych, bo nie zasłużonych. Jak zawsze, tak i w tym przypadku okazało się, że medal ma dwie strony. W nawale krytyki całkiem sporą część komentarzy stanowią słowa uznania. Wielu czytelników doceniło moje intencje i odczytując właściwie sens tego opowiadanka udzieliło mi silnego wsparcia duchowego. Jestem im niezmiernie wdzięczny za słowa uznania dla nauczyciela, który próbuje pomóc uczniom w przeżywaniu problemów adaptacyjnych do dorosłego życia. Dziękuję. Ustosunkowałem się do wszystkich, albo przynajmniej do większości wątków poruszanych w komentarzach, zamieszczając je bezpośrednio pod czyimś wpisem. Podpisywałem je Tatul. Możecie Państwo do nich wrócić i skomentować, jeśli taka wola.

Tak całościowo pragnę jeszcze raz stwierdzić: moja wypowiedź nie była kierowana przeciwko licealistom ani studentom płatnych studiów. Moja wypowiedź miała udzielić wsparcia uczniom szkół zawodowych, którym należy przywrócić właściwe znaczenie. Ludziom robotniczego trudu też. Dzisiejsza rzeczywistość pokazuje, że nie tylko kariera ze studiami w tle jest dobrym sposobem na życie. Fachowcy we wszystkich możliwych zawodach są tak samo potrzebni jak lekarze, nauczyciele, prawnicy. Mogą się oni realizować osiągając swoje nie mniej ambitne cele życiowe niż cele ludzi z warstwy społecznej, jaką jest inteligencja. Każdy jest kowalem swego losu i wykuwa swoja przyszłość tak, jak potrafi i jak pragnie.

Urażonych niefortunnym sformułowaniem przepraszam. Za wszystkie pozytywne dla mnie opinie serdecznie dziękuję.

Tornado ma zwykle gwałtowny przebieg. Nagle uderza i równie nagle cichnie. Pozostawia po sobie ruiny. Na szczęście w moim, opisanym tu wydarzeniu, nie ma ruin. Wręcz odwrotnie. Dowiedziałem się czegoś interesujacego o młodzieży i o sobie. Wykorzystam to w dalszej pracy.

Jeszcze sprawa tytułu. To jest tzw. złota myśl, motto. Niestety nie wiem czyje. Użyłem go w tytule aby zwrócić uwagę na to, że wielu z nas krytykuje innych. Zrobilibyśmy to czy tamto inaczej i oczywiście lepiej. Nie robimy jednak tego. A szkoda. I drugi wątek: zdobyć zawód i później zdobyć pracę to jedno, a utrzymać ją, to drugie. To pod rozwagę tym, którzy zarzucają mi, że błędem jest uczenie młodzieży uległości.
P.S.
Bohaterka zdarzenia przyszła wtedy na lekcję mocno spóźniona. O treści konsultacji z klasą dowiedziała się ode mnie dopiero na przerwie. Zachęciłem ją do przeczytania treści posta i komentarzy. Odchodziła od mojego biurka w klasie rzucając przez ramię: – po co pan to opisał. Wolno tak pisać o kimś bez zgody? Zaskarżę pana!

Odpowiedziałem do jej pleców. – Nie pisałem o tobie. Pisałem o uczennicy zawodówki. Przeczytaj, zanim coś powiesz. Czekam na to, co będzie dalej.

Zachęciłem swoich uczniów w obydwu szkołach w których uczę, do przeczytania treści opowiadanka jak i komentarzy. To akurat dwie strony sporu. Uczniowie LO, techników i ZSZ. Jest reakcja. Mówi się o tym na korytarzach, a nawet pojawiają się komentarze na moim blogu. Niektóre z nich wykorzystałem w tym poście.