Nie samą pracą żyje człowiek… Nauka, pierwsza praca, wybór życiowego partnera

W poprzednich tekstach przedstawiłem – z grubsza jedynie, przebieg mojej drogi zawodowej w pierwszych jej latach. Podjąłem trud zdobycia nowych kwalifikacji nie dla samego ich posiadania, ale jako środka do celu. Uważałem wtedy i nadal uważam, że młody człowiek dorasta kiedyś do decyzji o przejściu na samodzielność. Dla chłopaka taką cezurą było kiedyś ukończenie służby wojskowej. Dwa lata życia z dala od domu, mamy, pod rozkazami nie zawsze akceptowanymi co do formy i treści zmienia człowieka na tyle, że odczuwa już potrzebę samodzielnego rozstrzygania o swojej przyszłości.   Ta przyszłość to już nie tylko ja, to już raczej my. A że podobne myśli krążą jednocześnie w głowach nastoletnich dziewczyn, więc trwa gremialne poszukiwanie kogoś, kto pasuje do naszego wizerunku partnera życiowego.
O la Boga nie wytrzymom wszystkie majom, a jo ni mom,
wszystkie majom po chłopoku, a jo ni mom tego roku …
Śpiewały panienki w piosence ludowej, i chyba… nadal śpiewają, jeśli tylko takie pieśni znają
   Zakładam, że większość z nas zna tę piosenkę. Znamy pewnie i skutki takiego pośpiesznego, nieprzemyślanego doboru par. Rozpadają się wkrótce lub trwają nadal, ale tak jakoś poobijani i zrezygnowani są w takich związkach oboje partnerzy. Ja we wszystkim, a więc i w tej dziedzinie stawiałem na rozsądek i przemyślany dobór. Dokonywałem go dość długo, bo miałem 25 lat i był to już dojrzały wybór.
Znaliśmy się z Elą od dziecka, bo razem chodziliśmy do podstawówki. Później nasze drogi się rozjechały. Dopiero w czasach służby wojskowej odbywanej w Radomiu zacząłem korespondencję z Elą. Treścią naszych listów – jak teraz sprawdziłem, była wymiana poglądów na temat wizji swojej przyszłości. Czytając ponownie nasze listy dokonałem odkrycia, że gdybym miał na nowo formułować swoje oczekiwania wobec partnera życiowego, to sięgnąłbym po moje – nasze listy sprzed prawie 50 już lat. Jest w nich wszystko, co w takich czasach wypełnia umysły młodych (przynajmniej tych myślących podobnie do mnie). Obiecałem już kiedyś Małgosi przekazanie jej naszego, listowego archiwum – co zostało nawet uroczyście odczytane z mojego listu do redakcji Polskiego Radia 1030 AM w Chicago. Myślę, że sporo dowie się o swoich rodzicach, a może i o sobie samej w trakcie opracowania tej spuścizny.
Długo poznawaliśmy się od nowa i badaliśmy się nawzajem wyjaśniając sobie sporne kwestie. Wzajemne przekonywanie się do słuszności głoszonych poglądów trwało miesiącami. Z czasem dopracowaliśmy się koniecznych kompromisów i postępowało zbliżenie poglądów, skracanie dystansu i ocieplanie relacji. Byliśmy sobie coraz bliżsi. W listach jest to może bardziej widoczne niż bywało w naturze. Spotykaliśmy się albo na spacerach, albo w domu Eli, gdzie z surowym dystansem obserwowane były moje zachowania i wypowiedzi przez jej rodziców i siostrę Annę.
Mężczyzna wybiera sobie kobietę, która go wcześniej wybrała – powiadają. Uważam, że jest to mądre powiedzenie. Wszelkie naukowe dywagacje na temat płci mózgu, czy też różnic pomiędzy płciami wskazują na tę zasadniczą różnicę. Kobieta kieruje się potrzebą takiego zestawienia wszystkich puzzli, aby wyszedł z ich układania obrazek  pasujący wprost do jej marzeń. Będzie tam dom, czuły i opiekuńczy mąż oraz dzieciaczki. Sielanka. A chłop poza wszystkim jest środkiem do celu. Oczywiście, że są uczucia, ale jest i racjonalność działań. Wszak zgoda buduje.
Do mnie dotarło wreszcie kiedyś, że… to jest Ta i żadna inna, ale ciągle nie byłem gotowy na konkretne wypowiedzenie tych bardzo oczekiwanych słów :
– Czy zechcesz wyjść za mnie?
W takich miejscowościach jak nasza wszystko musi mieć swoje tempo i nadążać za oczekiwaniami ludzi. Wszak … wiedzą sąsiedzi jak kto siedzi. Brak oświadczyn mógłby być źle odebrany przez rodzinę. Jest jednak jeszcze jeden aspekt sprawy. Szanse panny na ułożenie sobie życia z kimś innym, też wtedy maleją. Wiadomo – kobieta po przejściach ma znacznie gorzej niż mężczyzna z przeszłością. Jednym słowem w styczniu 1971 roku oświadczyłem się mojej Eli. Stało się to na ośnieżonej drodze z Kiełczyny do Bogorii, gdzie często wychodziłem po nią, aby nie musiała samotnie wracać z pracy w tamtejszej szkole do domu. Tego samego dnia ogłosiliśmy to Jej Rodzicom. Było to dla mnie wielce stresujące doświadczenie. Długo rozmyślałem nad tym czy musiało to przebiegać tak jak to się odbyło. A było tak.
Usiedliśmy we czwórkę do stołu, aby zjeść kolację. Tato rozmawiał z nami, a jednocześnie spoglądał na telewizor, który jak dla mnie był zbyt głośno nastawiony. Ela pod stołem dawała mi jakieś znaki, a ja nie mogłem przy tym telewizorze i rozproszonej uwadze Taty rozpocząć swojej kwestii. Trochę to trwało. W pewnym momencie zdecydowałem się. Wstałem od stołu, wyłączyłem telewizor i do trochę zaskoczonych Rodziców Eli wypowiedziałem na przydechu to, co najważniejsze.
My z Elą zdecydowaliśmy się na wspólne ułożenie sobie życia. Ela przyjęła moje oświadczyny i dlatego postanowiliśmy podzielić się swoją radością z Wami. Wypowiedziałem te słowa i odetchnąłem z ulgą. Dalej już potoczyła się rozmowa o mojej pracy, o przyszłości i o możliwych terminach. Jeszcze miałem przed sobą kurs, więc wróciłem do Warszawy, a Ela nadal pracowała w Kiełczynie i mieszkała z Rodzicami. Nasze więzi umacniały się nadal w drodze częstej wymiany listów i rozmów telefonicznych. Z kursu wróciłem już do swojej narzeczonej. Niby nic się nie zmieniło, ale … patrzyliśmy już w jedną stronę. Planowaliśmy naszą przyszłość. Póki co w domu Eli, która nie chciała opuszczać swoich rodziców. Każde z nas pracowało nad poprawą warunków swojej pracy. Ela najbardziej pragnęła zdobyć etat w szkole podstawowej w Bogorii, gdyż dojazd, a najczęściej dochodzenie do pracy, było bardzo uciążliwe. Ja pracowałem tylko w terenie dojeżdżając codziennie – najczęściej tzw. okazjami – po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt kilometrów do kontrolowanych spółdzielni. Czekaliśmy wiosny, bo dzień dłuższy, bo cieplej, bo bliżej naszego wspólnego już życia.

6 uwag do wpisu “Nie samą pracą żyje człowiek… Nauka, pierwsza praca, wybór życiowego partnera

  1. ~Monia Maciejska pisze:

    Piekne to co tu przeczytalam….Niby zwykla historia ludzi którzy sie poznali….poglebiali swoja znajomosc i zakochali sie….Niby normalne koleje zycia czlowieka ale jednak opowiedziane z pasja zaangazowaniem i uczuciem….Gratuluje tego szczescia i życze dalszego powdzenia i milosci jaka bije z Panstwa twarzy jak sie za kazdym razem na Panstwa spojrzy….

    Polubienie

    • Cieszę się i dziękuję za uznanie. Ja też żałuję, gdyż jak się spodziewam nasze kontakty via blog przyniosły by nam i czytelnikom dodatkowo jeszcze komentarze. Na szczęście wszystko można nadrobić

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.